Dodaj do ulubionych

dziecko mojego męża

30.04.02, 16:09
pomóżcie! jak przetrwać wieść o urodzinach dziecka. niby powinnam sie
przyzwyczaić przez 6 miesiecy, wydawało mi się że jestem silna. ale to nie
prawda. mąż zerwał romans, niby jest ze mną i naszymi dziećmi. ale właśnie 3
dni temu kochanka urodziła mu dziecko! a ja miotam sie między nienawiścią,
zazdrością, złością , bezsilnością. jak sie zachować? czy ktoś był w takim
położeniu?
Obserwuj wątek
    • Gość: Nell Re: dziecko mojego męża IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 16:48
      Okropne!!! Podziwiam za charakter... ja bym tego nie zniosla...
      • Gość: frisky2 Re: dziecko mojego męża IP: *.devs.futuro.pl 30.04.02, 16:51
        A ja bym zniosl
        • Gość: Nell Re: dziecko mojego męża IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 16:58
          Gość portalu: frisky2 napisał(a):

          > A ja bym zniosl

          Co bys zniosl, dziecko twego meza? ;))
          • Gość: frisky2 Re: dziecko mojego męża IP: *.devs.futuro.pl 30.04.02, 17:00
            Zony. A to jakas roznica?
            • Gość: Nell Re: dziecko mojego męża IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 17:04
              spoko, usilowalam zazartowac, ale to bylo jak smiech na stypie...
              jak napiszesz mi, ze jeszcze wychowywalbys ten owoc zdrady malzenskiej jak
              swoje...to bede w szoku...
              ja nie jestem az tak litosciwa i wybaczajaca...
              • Gość: frisky2 Re: dziecko mojego męża IP: *.devs.futuro.pl 30.04.02, 17:10
                A ja jestem. Zawsze chcialem miec wiecej dzieci i szczerze mowiac bym sie nawet
                ucieszyl gdyby ich przybylo - niezaleznie czy za moja przyczyna czy nie
                • Gość: Nell Re: dziecko mojego męża IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 17:13
                  Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                  > A ja jestem. Zawsze chcialem miec wiecej dzieci i szczerze mowiac bym sie nawet
                  >
                  > ucieszyl gdyby ich przybylo - niezaleznie czy za moja przyczyna czy nie

                  To musisz swym punktem widzenia zarazic zalozycielke watku...miota sie biedna, a
                  powinna sie cieszyc, ze powiekszyla sie jej rodzina:))

                  • Gość: frisky2 Re: dziecko mojego męża IP: *.devs.futuro.pl 30.04.02, 17:15
                    Gość portalu: Nell napisał(a):

                    > Gość portalu: frisky2 napisał(a):
                    >
                    > > A ja jestem. Zawsze chcialem miec wiecej dzieci i szczerze mowiac bym sie
                    > nawet
                    > >
                    > > ucieszyl gdyby ich przybylo - niezaleznie czy za moja przyczyna czy nie
                    >
                    > To musisz swym punktem widzenia zarazic zalozycielke watku...miota sie biedna,
                    > a
                    > powinna sie cieszyc, ze powiekszyla sie jej rodzina:))
                    >

                    Tylko ona ma problem inny: to dziecko, jak rozumiem, mieszka z matka, a nei z
                    ojcem, wiec nie moze go czestop widywac.

                    • Gość: Nell Re: dziecko mojego męża IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 17:29
                      Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                      > Gość portalu: Nell napisał(a):
                      >
                      > > Gość portalu: frisky2 napisał(a):
                      > >
                      > > > A ja jestem. Zawsze chcialem miec wiecej dzieci i szczerze mowiac bym
                      > sie
                      > > nawet
                      > > >
                      > > > ucieszyl gdyby ich przybylo - niezaleznie czy za moja przyczyna czy n
                      > ie
                      > >
                      > > To musisz swym punktem widzenia zarazic zalozycielke watku...miota sie bie
                      > dna,
                      > > a
                      > > powinna sie cieszyc, ze powiekszyla sie jej rodzina:))
                      > >
                      >
                      > Tylko ona ma problem inny: to dziecko, jak rozumiem, mieszka z matka, a nei z
                      > ojcem, wiec nie moze go czestop widywac.
                      >

                      Faktycznie, duzy problem, ze nie moze tego dziecka czesto widywac...moze kochanka
                      zgodzi sie na adopcje, a moze wszyscy razem zamieszkaja w systemie haremowym,
                      wychowujac stadnie kazde potomstwo, ktorym ich Bog obdarzy..
    • Gość: Nell I tak jestes silna...ja bym tego nie wybaczyla... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 16:50
    • Gość: Tekla Re: dziecko mojego męża IP: *.chello.pl 30.04.02, 17:03
      kete napisał(a):

      > pomóżcie! jak przetrwać wieść o urodzinach dziecka. niby powinnam sie
      > przyzwyczaić przez 6 miesiecy, wydawało mi się że jestem silna. ale to nie
      > prawda. mąż zerwał romans, niby jest ze mną i naszymi dziećmi. ale właśnie 3
      > dni temu kochanka urodziła mu dziecko! a ja miotam sie między nienawiścią,
      > zazdrością, złością , bezsilnością. jak sie zachować? czy ktoś był w takim
      > położeniu?

      Mąż jest z tobą?? Czy po takim numerze jeszcze można być razem?!? Jak to się w
      ogóle stało że go z powrotem przyjęłaś? Gdybys te 6 m-cy temu zdecydowała sie na
      gwałtowne cięcie, dzisiaj nie pisałabyś tego postu, nie miotała się, dawno już
      odetchnęła z ulgą że pozbyłaś się darmozjada z domu. A tak? Męczysz się, bo niby
      wygrałaś, a jednak czujesz się przegrana.
      Czy twój "mąż" zamierza kontaktować się z tamtym dzieckiem i jego matką?
      Tak czy siak : wpółczuję szczerze, ja bym chyba z wściekłości zabiła, a potem
      zerwała kontakty raz na zawsze - z mężem i jego kochanką. Niech się kiszą we
      własnym sosie. I to by była największa dla nich kara. A sama poszłabym do
      fryzjera, na solarium, zrobiłabym się na bóstwo, zaczęła żyć pełnią życia.
      Pozdrawiam.
      • Gość: kamfora Re: dziecko mojego męża IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 01.05.02, 15:58
        Gość portalu: Tekla napisał(a):


        A sama poszłabym do
        > fryzjera, na solarium, zrobiłabym się na bóstwo, zaczęła żyć pełnią życia.

        Pełnią zycia - to znaczy jak?
    • Gość: Gabi Re: dziecko mojego męża IP: *.sympatico.ca 30.04.02, 17:05
      Bardzo Ci wspolczuje,staraj sie jakos przyjsc do siebie .zadnych decyzji na
      goraco nie podejmuj.
      Samo zycie przyniesie Co rozwiazanie
      Badz silna i dzielna
      jestem z Toba
      • Gość: frisky2 Re: dziecko mojego męża IP: *.devs.futuro.pl 30.04.02, 17:12
        Nie wiem co wy ja tak "pocieszacie". Ona juz sprawe zdrady przerobila. teraz ma
        problem wewnetrzny z nieumiejetnoscia zaakceptowania, ze jej maz ma z inna
        dziecko. i tyle. Jak juz Tekla chcesz kogos przerobic na bigos, to zacznij od
        swojego meza, a nie za cudzych sie bierzesz
        • Gość: Tekla Re: dziecko mojego męża IP: *.chello.pl 30.04.02, 17:19
          Misiu, nie mam męża, ale mogę ciebie przerobić, chcesz?? :))
          • Gość: frisky2 Re: dziecko mojego męża IP: *.devs.futuro.pl 30.04.02, 17:21
            Chcialabys. Mnie juz ma kto przerabiac:)) I nie jestem takim misiem, jak by sie
            zdawalo;))
    • Gość: olga Re: dziecko mojego męża IP: 212.75.117.* 30.04.02, 17:27
      Zastanów się mocno czy musisz być silna i trwać w tym małżenstwie. To dziecko
      nie zniknie, bedzie w Twojej świadomosci do końca Twoich dni przy mężu. Jeśli
      Twoj maz jest facetem, który ma trochę przyzwoitości, to będzie je musiał
      odwiedzać, a Ty będziesz musiała to tolerować. Dziecko nic tu nie jest winne,
      ale Ty, za każdym razem gdy będzie je odwiedzał, będziesz cierpieć i będziesz
      wściekła. Gdy będziesz wściekła Twój mąż przestanie Ci mówić, że tam był. I to
      będzie pierwszy krok do braku szczerości w Waszym związku, będą tematy tabu,
      które będziecie skrzętnie omijać, ale problem nie zniknie od tego, że się o nim
      nie rozmawia. Istnieje też strona finansowa, ale jej znaczenie zależy od
      Waszych finansów i może nie jest najważniejsza. Istnieje też możliwość, że ktoś
      życzliwy doniesie Waszym dzieciom o ich braciszku czy siostrzyczce i trzeba
      będzie temu stawić czoła. Może to zabrzmi brutalnie, ale Wasza rodzina już
      nigdy nie będzie w pełni szczęśliwa i dlatego zastanów się czy warto. W Twojej
      sytuacji nie ma łatwego wyboru i przyłączam się do Wszystkich wyrazów
      współczucia, które były już w tym wątku. Trzymaj się jakoś! Olga.
    • Gość: Malwa Re: dziecko mojego męża IP: *.chello.pl 30.04.02, 18:45
      A jAK to odebrał Twoj mąż? bo to tez jest istotne?
      Jesli jestes w stanie wybaczyc mu ten skok w bok to z czasem pewnie
      zaakceptujesz i dziecko, tamtej nie musisz, ale dziecko to cześć Twego męża.
      Jesli pozwoliłaś wrócić mu z rozsądku, to chyba był bład., Ile lat maja wasze
      dzieci?/
      • kete Re: dziecko mojego męża 30.04.02, 21:24
        problem zdrady- przerobiłam. co powiedział? beznamietnie poinformował mnie, że
        za kilka dni musi pojechać do ..., bo urodziła mu sie córka. My mamy dwóch
        synów. to prawda, że za każdym jego wyjazdem będę przechodziła piekło. czy
        lepiej było go wyrzucić? z boku patrząc - tak. ale jeste dobrym tatą moich
        dzieci. nie mieszka z nami. pracuje w innym mieście. jest w każdy weekend
        • Gość: Andrzej Re: dziecko mojego męża IP: *.unl.edu 30.04.02, 22:20
          kete napisał(a):

          > problem zdrady- przerobiłam. co powiedział? beznamietnie poinformował mnie, że
          > za kilka dni musi pojechać do ..., bo urodziła mu sie córka. My mamy dwóch
          > synów. to prawda, że za każdym jego wyjazdem będę przechodziła piekło. czy
          > lepiej było go wyrzucić? z boku patrząc - tak. ale jeste dobrym tatą moich
          > dzieci. nie mieszka z nami. pracuje w innym mieście. jest w każdy weekend

          Rozwiedz sie z nim. On ma inne zycie. Wyobraz sobie ze jego corka
          urodzila sie juz po waszym rozwodzie, co jest przeciez i moralnie poprawne
          i pod kazdym wzgledem legalne. Nie mecz sie, po co ? W imie czego ?
          Moja pierwsza zona byla w ciazy... ze swoim kierownikiem, o czym sie dowiedzialem
          juz po rozwodzie z nia. Ciaze te przerwala obarczajac mnie za caly problem.
          I tak przez lata grala w te karty.
          Pozdr, Andrzej.
        • czarodziejka Re: dziecko mojego męża 01.05.02, 00:52
          widzialam twoj watek juz wczorajszej nocy, wtedy nie osmielilam sie nic napisac
          ...
          podziwiam cie, ja bym tak nie umiala ...

          znam podobna sytuacje jakby z drugiej strony:
          moja kolezanka (panna) ma corke z kims, kto tuz po ... z nia splodzil syna
          z inna kobieta i ozenil sie z tamta kobieta,
          w tej chwili ma trzech synow z zona, no i te najstarsza coreczke z moja
          kolezanka,
          jest wspanialym ojcem dla calej czworki, czasem zabiera cala gromade (lub dwoje
          najstarszych) na jakis wyjazd
          nie wiem, jakim jest mezem, ale nie sadze by komukolwiek bylo w tej sytuacji
          latwo ...

          cokolwiek zrobisz, pamietaj, ze dzieci nie sa winne: ani wasi synowie, ani jego
          corka z tamta kobieta

          pozdrawiam, zycze duzo sily
    • Gość: Lucja Re: dziecko mojego męża IP: *.eyrkonaeac08.dialup.ca.telus.com 01.05.02, 01:46
      Czy twoj maz w tygodniu mieszka tam gdzie ta kochanka? Czy on z nia zerwal czy
      tez prowadzi podwojne zycie? Jezeli jest tylko kwestia tamtego dziecka, to
      musisz sie zastanowic czy jestes w stanie je zaakceptowac, bo nie masz
      wlasciwie innego wyboru, jesli nadal chcesz z nim byc. Dziecko jest niewinne i
      poza tym jest siostra waszych synow. Mysle, ze chyba powinni sie dowiedziec o
      tej siostrze. Nie mowie, ze powinno to miec miejsce jutro, bo i dla nich
      napewno bedzie to szokiem i wyrazem pewnej zdrady ze strony ojca, ale jestem
      pewna, ze to przetrawia lepiej jesli nie beda widziec z twojej strony rozpaczy
      i zalu. Jesli jestes pewna, ze zerwal z ta kobieta i chce utrzymac wasza
      rodzine, nie oszukujac was wiecej to staraj sie przejsc ten trudny okres, z
      czasem wszystko moze sie ulozyc, a chlopcy potrzebuja przeciez ojca. Trzymaj
      sie dziewczyno i pisz moze bedzie ci troszke lzej.
      • anntad Re: dziecko mojego męża 01.05.02, 15:52
        Popieram Lucję To nowo narodzone dziecko nie jest niczemu winne. Jeżeli chcesz
        utrzymać swoje małżeństwo - a chyba warto - staraj się być dla męża dobra i
        wyrozumiała niech ma wyrzuty sumienia wobec ciebie. Nie dawaj mu powodów żeby
        ciebie i twoje dzieci opuścił.
        Życzę ci siły i wytrwałości.
        Ania
    • Gość: jojo Re: dziecko mojego męża IP: *.devs.futuro.pl 01.05.02, 16:05
      ja nie rozumiem jak mozna byc weekendowym tata i mezem - to tak jak zwiazek na
      odleglosc - jest tu mowa o jakiejkolwiek bliskosci? moze bede okrutna ale
      powiem ze w takiej sytuacji nie dziwi mnie to, ze byl z inna, w sumie znam
      temat z przykladu rodzicow - praca na wyjezdzie, potem kochanka... mowisz poza
      tym, ze jest dobrym ojcem, a jaki jest dla Ciebie? moze nie warto sie poswiecac
      dla czegos, co jest fikcyjne? a moze sie myle? mam nadzieje...
    • Gość: kamfora Re: dziecko mojego męża IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 01.05.02, 16:08

      - Czy lepsze sa małżeństwa "z miłości" czy "z rozsądku"?
      - Czy miłość do małżonka kończy się z chwilą popełnienia przez niego błędu?
      - Co to znaczy, że ktoś jest niewart miłości?
      - Co w takim razie oznacza "kochać"?
      • Gość: m Re: dziecko mojego męża IP: *.telsten.com / 10.20.1.* 01.05.02, 22:02
        A co z "Błękitnym" Kieślowskiego? m
        • Gość: samaka Re: dziecko mojego me˛z˙a IP: *.214.86.19.Dial1.Boston1.Level3.net 02.05.02, 14:44
          Masz bardzo powazny problem.
          Ale......
          Zycie samotnej kobiety z dwojka synow tez moze byc koszmarem.
          Nie daj sie podpuscic - dokladnie przeanalizuj , co czujesz.
          Skoro przyjelas meza, to mysle, ze bardzo go kochasz...
          teraz chyba jednak dobrze byloby beznamietnie rozwazyc, co jest dla
          Ciebie (mysl o sobie - dzieci niech beda na drugim planie - one beda
          zadowolone, gdy Tobie bedzie dobrze, bez wzgledu na to, co zdecydujesz)
          dobre.
          Jest taki stary prosty sposob.
          Wez kartke papieru, podziel ja pionowa kreska na dwie czesci, a na gorze
          z jednej strony napisz : zysk, a z drugiej : strata
          Zrob to fizycznie (nie mentalnie) - gdy juz wszystko wypiszesz, to popatrz
          na kartke.
          Latwiej bedzie Ci podjac decyzje.
          Trzymaj sie
          • kete Re: dziecko mojego me˛z˙a 03.05.02, 14:01
            ja mieszkam na południu, mąż w centrum, ona na północy. w tej chwili nie
            mieszka z żadną z nas. nie pisze o sobie , bo mnie nie ma. przebaczyłam mu ( o
            ile można tak powiedzieć), bo chciałam by moi synowie mieli ojca. ja jestem za
            tym, że trzeba powiedzieć naszym synom teraz, on, że kiedyś. nie umiemy dojść
            do porozumienia kiedy lepiej. panienka pojawiła się jeszcze gdy mieszkał ze
            mną. ale to ona pojechała za nim, gdy zmiemił pracę. ona była wolna, ja tu mam
            pracę, tu dzieci mają szkoły. ich historia mogłaby być nauczką dla wszystkich,
            którzy myślą tylko o sobie, ale szkoda słów.
            w naszym związku nie ma miłości, ale nie ma też kłótni, jest spokojna
            uprzejmość.przyzwyczajenie. wiem, że do zdrady trzeba dwojga, ale wiem też, że
            nie pielęgnowaliśmy swojego związku.
            tu mam tez drugi problem. gdzie lepiej wychowywać dzieci? w dużym mieście?
            bylibyśmy razem, chłopcy musieliby zmienić szkoły. czy lepiej w małym , tu
            gdzie jesteśmy, sami, z ojcem tylko w weekendy?
            ja już nie mam siły liczyc plusów i minusów. już to przerabiałam.
            • cc=sisi Re: dziecko mojego me˛z˙a 03.05.02, 14:05
              kete napisał(a):
              > ja mieszkam na południu, mąż w centrum, ona na północy. w tej chwili nie
              > mieszka z żadną z nas. nie pisze o sobie , bo mnie nie ma. przebaczyłam mu ( o
              > ile można tak powiedzieć), bo chciałam by moi synowie mieli ojca. ja jestem za
              > tym, że trzeba powiedzieć naszym synom teraz, on, że kiedyś. nie umiemy dojść
              > do porozumienia kiedy lepiej. panienka pojawiła się jeszcze gdy mieszkał ze
              > mną. ale to ona pojechała za nim, gdy zmiemił pracę. ona była wolna, ja tu mam
              > pracę, tu dzieci mają szkoły. ich historia mogłaby być nauczką dla wszystkich,
              > którzy myślą tylko o sobie, ale szkoda słów.
              > w naszym związku nie ma miłości, ale nie ma też kłótni, jest spokojna
              > uprzejmość.przyzwyczajenie. wiem, że do zdrady trzeba dwojga, ale wiem też, że
              > nie pielęgnowaliśmy swojego związku.
              > tu mam tez drugi problem. gdzie lepiej wychowywać dzieci? w dużym mieście?
              > bylibyśmy razem, chłopcy musieliby zmienić szkoły. czy lepiej w małym , tu
              > gdzie jesteśmy, sami, z ojcem tylko w weekendy?
              > ja już nie mam siły liczyc plusów i minusów. już to przerabiałam.


              A ile synowie maja lat? Czy beda umieli zaakceptowac, ze siostra nie mieszka z
              nimi?
              Moim zdaniem duze miasto daje wieksze mozliwosci rozwoju i wieksza anonimowosc. A
              jesli to pozwoli mieszkac wam razem, to jest to argument "za".

              • kete Re: dziecko mojego me˛z˙a 03.05.02, 14:26
                pisałam wcześniej : 11 i 8. dokładnie tak samo uważam: anonimowość, tam nie
                musiałabym stawiać czoła znajomym, nie dbam co inni będą myśleli, jesli mnie
                nie będzie przy tym. też powiedziałam, że jeśli mamy byc razem, to naprawdę
                razem. tyle, że pojawiają sie problemy: kupno mieszkania i gigantyczna
                pożyczka, zmiana szkół chłopców, oni trudno zawiązują przyjaźnie, szczególnie
                jeden z nich; no i moja praca: czy znajdę? czy poradzę sobie w obcym mieście,
                gdzie nie znam nikogo? ale bylibyśmy razem
                • Gość: am Re: dziecko mojego me˛z˙a IP: *.acn.waw.pl 03.05.02, 19:54
                  Katarzyna Grochola napisała dwie wspaniałe książki "Nigdy w życiu" i "Serce na
                  temblaku" . Jak się wczytasz , to znajdziesz wiele mądrości życiowej ...
                  • Gość: micka grochola IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.05.02, 21:00
                    Gość portalu: am napisał(a):
                    > Katarzyna Grochola napisała dwie wspaniałe książki "Nigdy w życiu" i "Serce na
                    > temblaku" . Jak się wczytasz , to znajdziesz wiele mądrości życiowej ...

                    niby ten od joli ma z nia dziecko, ale raczej to nie jest glowny watek tych
                    ksiazek
                    madrosci zyciowej owszem, ale czy akurat na ten temat, ktory dreczy kete?

                    • Gość: am Re: grochola IP: *.acn.waw.pl 04.05.02, 20:22
                      ten od Joli ma dziecko ... to fakt ale chciałam pokazać , że można wziąć życie
                      w swoje ręce ... trzeba być tylko sobą i WIERZYĆ w miłość , w końcu nikt nie
                      wie co nas czeka ...
    • Gość: Lucja Re: dziecko mojego męża DO KETE IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.05.02, 21:55
      Kete ty nie mozesz powiedziec ze cie nie ma ,ze to co ty czujesz i myslisz sie
      nie liczy bo inaczej to przeciez nie malzenstwo, tylko jakis uklad niewolniczy.
      Musisz sama przemyslec wszystko dokladnie. Czy masz rzeczywiscie podstawy
      myslec, ze mozecie stworzyc silny uklad razem z mezem. Z jednej strony
      potrzebna jest wam bliskosc fizyczna itp. Z drugiej jesli ty nie jestes jego
      pewna to rzucac wszystko, cala wasza baze materialna( twoja i chlopcow) : dom,
      prace, szkoly itp, aby gonic cos co moze i tak sie rozpadnie jest duzym
      ryzykiem . Mysl przede wszystkim o sobie i chlopcach. Potrzebny im jest
      ojciec , owszem, ale przede wszystkim potrzebny im jest dom, jedzenie, ubranie,
      szkola i mama ktora ich kocha. Nie mozesz ich wychowywac pod mostem. Co zrobisz
      jesli twoj maz mimo mieszkania pod jednym dachem i tak odejdzie ? Poza tym on
      powinien rowniez dazyc do bliskosci i pojednania z toba. Powiadomienie cie
      lakoniczne o urodzinach corki , bez wyjasnien i proby naprawy ukladow z toba
      nie wroza zbyt wiele. Nie mowie ,ze masz z nim zerwac, ale rzucanie sie na
      gleboka wode w obecnej sytuacji tez nie jest najlepszym rozwiazaniem. Mysle, ze
      powinnas powiedziec delikatnie chlopcom o ich mlodej siostrze. Oni przeciez
      widza ze cos jest nie tak miedzy wami. Tylko prosze zrob to delikatnie, bez
      wyrzutow pod adresem meza. Oni i tak to odczuja bolesnie, ale przynajmniej beda
      znac przyczyne waszych nieporozumien i moze beda lepiej cie rozumiec. Tamto
      dziecko to niewinna istota, nie mysl nigdy o niej ze zloscia, ona nic nie
      zawinila tobie. Pozdrawiam cie serdecznie i napisz jak sie trzymasz.
      • kete Re: dziecko mojego męża DO KETE 05.05.02, 17:52
        staram się nie myśleć. wydaje mi się, że udaje mi sie utrzymać pogodną twarz i
        nasi chłopcy nie widzą , że coś jest nie tak. tego dnia , gdy dowiedziałam sie -
        chodziłam jak w transie, nie wiem co robiłam, co mówiłam, wiem, że na jakieś
        umówione spotkanie przyszłam godzinę wcześniej, nie zdając sobie z tego sprawy,
        wieczorem jeszcze wybuchłam przed mężem. on nie bronił sie, nie bronił jej. był
        zamknięty w skorupie. usłyszałam, że : "Ty masz mnie". i to wszystko, na co sie
        zdobył w stosunku do mnie. nie ma mnie, jest tylko szczęscie moich dzieci.
        staram się myśleć o nich, tylko o nich. boję się, że kiedyś stanę się
        zgorzchniała, bo zmarnowałam swoje życie. nie umiem spojrzec z dystansem na to
        co jest lepsze dla chłopców, czy lepiej by wychowywali sie tylko z matką? czy w
        pełnej rodzinie? choć pokancerowanej.
        nie winię tego dziecka, przynajmiej staram się. ale jej chciałabym wykrzyczeć
        swój ból. kiedyś , raz spotkałyśmy się... dlaczego ona za wszelką cenę chciała
        mieć dziecko z nim? dlaczego chciała by któreś dzieci nie miały ojca? bo
        przecież gdyby jednak został z nią - to moje dzieci nie miałyby go! ciągle stoi
        mi przed oczami pewna siebie dziewczyna, która mówi, że ona sie po prostu
        zakochała.
        na razie nie rozmawiamy o wyjeździe, życie zawisło w martwym punkcie. tylko
        gdzieś tli sie we mnie nieśmiało iskierka, że może gdybyśmy byli częściej razem
        to może teraz byłoby inaczej? a może byłoby tak samo..
        nie lubię być miedzy ludźmi, nie lubię patrzeć na zakochane pary, czy mamy
        dumnie spacerujące z wózkami..
        • Gość: anika2 Re: dziecko mojego męża DO KETE IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 05.05.02, 18:33
          Droga Kete, wyobrażam sobie, co musisz czuć. Wydaje mi się jednak, że my,
          kobiety walczymy w takiej sytuacji jak Twoja o wygraną.Mężczyzna, którego
          możemy stracić, niezależnie od tego jaki jest i jak jest (czy też było) nam
          razem, jawi nam się jako najbardziej kochany, potrzebny, bez którego świat
          zatrzyma się w miejscu. Spójrz na to od drugiej strony: Twoje małżeństwo nie
          było idealne, a Twój mąż z racji pracy daleko od domu był dla Waszych chłopców,
          choćby najlepszym, ale weekendowym tatusiem. Nie namawiam Cię do niczego, ani
          nie osądzam Twojego postępowania, bo sprawa jest za poważna. Ale o jednym
          pamiętaj: skoro zdecydowałaś się na takie posunięcie, to mimo bólu jaki
          czujesz, powinnaś się starać zachowywać normalnie, tzn. zrezygnować z wymówek,
          ciężkich westchnień itp. To będzie bardzo, bardzo trudne (dla mnie byłoby to
          nie do przeskoczenia), ale bez tego nie będziesz miała powrotu do normalności.
          W tej chwili zbyt dużo w Tobie poczucia niesprawiedliwości, upokorzenia i
          złości. To jest zresztą zupełnie naturalne. I jeszcze pamiętaj, że na dzieciach
          się świat nie kończy, musisz również pomyśleć o sobie. Dzieci nawet po
          rozwodzie rodziców mogą mieć świetny kontakt z ojcem. A Ty, czy dasz radę żyć z
          takim jarzmem? Tu wiele zależy od Twojego męża. Gdyby chciał być z Wami na
          codzień, gdyby zrobił wszystko, żeby choć trochę złagodzić Twój ból - byłoby
          dobrze. Ale z tego co piszesz, nie wynika, żeby tak miało być. Kete, trzymaj
          się mocno i wiedz, że z każdej sytuacji jest wyjście.
          • Gość: Malwina Re: dziwny jest ten swiat IP: *.abo.wanadoo.fr 06.05.02, 11:26
            nie odwazylabym sie wychowywac wlasnych dzieci w takim chorym ukladzie bo jestem przekonana ze
            nie wychodzi im to na dobre.
            Nic gorszego jak malzenstwo pozorne bez milosci i czulosci.
            I wcale nie podziwiam tej dziewczyny - nie mam tendencji masochistycznych i martyry nie dla mnie.
            Problem jest usytuowany w skreconej relacji z mezem a istnienie tego dziecka w sumie niewiele
            zmienia- chore bylo/chore jest.
            No, ale kazdy robi jak moze.
        • Gość: Lucja Re: dziecko mojego męża DO KETE IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.05.02, 21:33
          Napewno zycie na odleglosc ludzi nie spaja ze soba. Dziwi mnie postawa twojego
          meza, ktory nie probuje w zaden sposob cie komfortowac czy po prostu
          porozmawiac z toba. Jedyna nagroda za twoje cierpienie i podstawa do bycia
          razem to stwierdzenie, ze ty go masz ( a nie tamta) Ale czy ty go naprawde
          masz? Co ty masz z niego? . Jesli on nic do ciebie nie czuje i tkwi w tym
          ukladzie tylko z poczucia obowiazku to jest to nieuczciwe wzgledem ciebie i
          nic dobrego wam nie wrozy na przyszlosc. Porozmawiaj z nim jak on widzi wasza
          przyszlosc razem i koniecznie mu powiedz czego ty od niego oczekujesz i
          potrzebujesz. A potrzebujesz przede wszystkim milosci . Zapytaj czy jest szansa
          aby ci ja dal. Zaslugujesz na to w pelni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka