szczesliwawa
12.11.04, 15:37
Powtórzę za horlaa i kasioldą, to nie ma sensu. Pilnowanie wagi, ciągłe
myślenie o jedzeniu... Tak jakoś w tej kwestii nie mogłam zrozumieć dziewczyn
piszących tu (i siebie samej też). "Przytyłam dwa kilo, tragedia." Dla mnie
to nie jest tragedia tylko fakt obiektywny, nie wywierający wpływu na
samoocenę. Tzn. staram się żeby tak było. Dlatego zaczęłam się udzielać na
tym forum, a nie na forum dla odchdzajacych się.
Wczoraj poszłam na baaardzo długi spacer w kierunku mieszkania przyjaciół. W
połowie zgłodniałam. I ubzdurało mi się, że mogę zjeść wyłącznie banana (bo
idac tracę kalorie i nie chcę tego zaprzepaścic czymś innym, bo cośta,
cośtam)
I jakos tak szłam i dumałam, muzyka grała i dotarł do mnie absurd całej
sytuacji... Idąc na spacer dla przyjemnosci ja zaczęłam sie zadręczać
żarciem... A w końcu doszłam do znajomych, wzięłam ich psa na spacer, poszłam
po zakupy i zrobiliśmy lasagne. Bo wszyscy byliśmy głodni a wspólne gotowanie
jest przyjemne. Najedlizmy sie wszyscy jak bąki, pograliśmy w gry
towarzyskie. Było fajnie. I tak ma być. I nie ważne, że lasania wyszła po
19:00, że ma kalorie, ze jest w niej tłuszcz i cukier. Kurcze, było dobre. I
gotowanie było miłe. A nawet jeśli odłożyło mi sie natychmiast w biodrach,
cóż z tego... O to mi chodziło w poscie o przyczynach. O to też, ze nie
krępowałam się bawić sie w mierzenie łydek, brzuchów itd z koleżanką. Bo
wyglad to nie są do licha ciężkiego zawody... Wymiary mamy inne, ale nie
znaczy że ja mam gorsze. Tak to jakoś poczułam. Chyba opadł ze mnie kompleks.
Uważam, że najzdrowsze będzie oddzielenie problemu wyglądu od BED.
Odchudzanie i walka z własną schorowana psychiką naprawdę nie udadzą sie
robione razem. Mamy skieprzczone w głowach i w głowach tkwi nasz problem, a
nie na wadze. Wcale nie będzie nam lepiej, jeśli uda nam sie jakich tam
urojony ideał osiągnąc, nie będziemy szczęśliwe. Ani zdrowe. Bo nie ma
ideałów. [Czy któraś z was widziała bilbord RMF z Kasią Kowalską? Dziewczyna
jest tak wyretuszowana, że aż niepodobna do siebie.]
I ostatnia rzecz dotycząca jedzenia... sprawdziłąm swoje zapotrzebowanie
kaloryczne. 2100 kcal/dzień. I nigdy więcej diet. A jeśli utyje to będę
grubsza. A jeśli schudne to będę szczuplejsza. Ale to będę ja i już.
WOLNO MI BYĆ TAK GRUBĄ JAK ZECHCĘ. I na ile pozwoli mi kręgosłup ;)
A teraz zaczynam okres lubienia siebie, ze swoimi wadami też. Trudny to
proces, ale nie niemożliwy.
A ostatni napad miałam wiem dlaczego. Ze strachu przed brakiem aprobaty go
miałam. A jak sobie to uświadomiłam, to i strach minął.
I mam dziwne wrażenie, że napadów jako takich będzie coraz mniej w moim życiu.
Wyrzućcie wagi dziewczyny.
Sorry, za taki długi post, ale musiałam się wygadać. Pozdrawiam ciepło.