Dodaj do ulubionych

do tych 25+ narzekajacych na matke

17.11.04, 08:59
Wiecie jestem w szoku. Jedna z tamtego watku napisala ze ma 25 lat(AZ!) i
nadal mieszka z matka ktora ja podobno strasznie traktuje.

Jezeli jej tak zle to po cholere z nia mieszka??? Niech idzie zarobic, nawet
do jakiejs maloplatnej pracy. CZyz to nie jest lepsze od piekla z matka??
Poza tym teraz jest tyle okazji zarobic zagranica! Nie zyjemy w muzulmanskim
kraju. Zamiast stekac, kwekac i strzepic jezor, podnies du
Obserwuj wątek
    • alfika Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 17.11.04, 09:14
      czym cię wkurza?
      tym, że uzależniła się od matki, jak wiele osób zresztą?
      spokojnie, matki czasem są takie, że uzależniają dzieci od siebie, manipulują
      poczuciem winy, a że to właśnie one dyktują warunki przez przynajmniej kilka
      lat, to osiągają swoje chore cele
      trzeba tylko potem wziąć się za siebie i przerobić układy - to nie zawsze jest
      proste i nie zawsze wiadomo, od czego zacząć - a rozwiązania wydają się
      niemożliwe do zrealizowania

      a i tak czasem chore układy trawają przez całe życie
      jeśli człowiek ma się za słabego - a tu często tak bywa -
      trudno zrealizować to, co już się wie - albo przynajmniej przeczuwa
      trudno to robić krok po kroku i konsekwentnie

      to jak z alkoholizmem, związkiem, który niszczy - itd
      ci, którzy w tym tkwią, naprawdę uważają się za bezsilnych
      • polgebek Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 17.11.04, 09:18
        alfiko, ale w ten sposob mozna za wszystko winic rodzicow, swiat i w tym trwac.
        Usprawiedliwia sie za wszystko.Przeciez mamy wolna wole.

        • alfika Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 17.11.04, 09:29
          w tym sęk, ze nie chodzi o szukanie winy - albo rodzice, albo "dzieci"

          chodzi o to, że te "dzieci" albo nie widzą rozwiązania, albo nie mogą go
          przyjąć, bo REALNIE się boją, że mamusia się od nich odwróci i zostaną ZUPEŁNIE
          same na świecie

          tu idzie o to, by znaleźć rozwiązanie, by z siebie wykrzesać siłę, zdecydowanie
          i konsekwencję -
          ale te "dzieci" mają to przede wszystkim tłumione tak bardzo, że za cholerę nie
          mogą uwierzyć, że dadzą spokojnie radę powiedzieć, co myślą, czego chcą,
          podyktować swoje warunki z pełną świadomością, że mamusia ma prawo postraszyć
          654-ym atakiem serca czy zerwaniem kontaktów - i mimo to DADZĄ sobie radę

          jak nie wierzysz, że możesz - to nie możesz
          są tacy, którzy usiłują znaleźć rozwiązanie - i dają radę mamę odciąć -
          ale są i tacy, których mamusia wyklina w imię Boga do siódmego pokolenia, bije,
          wyzywa - a oni czują się jak śmieci, gdy tylko spróbują się sprzeciwić - cała
          wartość tych ludzi naprawdę kończy się na zdaniu o nich ich mam - i kropka

          jak ona odrzuci, to oni przestają istnieć
          to naprawdę jest piekło
          i nie dziwię się, ze latami lamentują, bo nei potrafią nic zdziałać - bo nie
          wierzą niczemu poza utartymi szlaczkami

          - ale masz całkowitą rację, że mają wybór: albo w tym trwać, albo zakasać
          rękawy i zaciąć się w dorastaniu
          • Gość: GoŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 22.11.04, 11:46
            Powiedzcie co robić, jak są ludzie którzy po takim doświadczeniu boją się
            każdego kolejnego odrzucenia...odrzucenie kojaży się zawsze z winą i
            potępieniem, bo to zostało zakodowane w dzieciństwie, co robić???
            Odrzucenie to potępienie !!!!!!!!!
        • Gość: Gość Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.04, 13:11
          Mam 25+ ale matka rządała wdzięczności za wszystko co w życiu dla mnie zrobiła,
          weszłyśmy więc w układ - ja będe się wnukiem opiekować, ona potem pomoże mi z
          pracą...ona pozałatwiała swoje sprawy,
          a z pracą którą miała mi pomóc załatwić - powiedziała że żartowała
          ...potem było jeszcze lepiej bo oskarżenia poco za takie grosze chce pracować,
          poza tym rzeczywiście strach jakoś zacząć życie nanowo, chociaż się próbowało
          ...w moim przypadku to tylko zniszczenia i zgliszcza - kłótnia z bliską
          koleżanką, do której to postanowiłam się właśnie wyprowadzić, potem ogromne
          nerwy czy z pracy mnie nie wyrzucą...bo widać że jakaś taka sierotka bez matki,
          chodż na głowie staje to sama ze wszystkim się gubi,
          spróbowałam wszystkiego, żeby się uniezależnić i teraz wiem że nie chodzi tylko
          ona samodzielne życie pod względem materialnym, to chodzi oto żeby wogóle
          nauczyć się mocniej stąpać pod ziemi, żeby nauczyć się na nowo mieć to poczucie
          wartości - które zostało odebrane, ja np. wciąż się porównuje z moją matką
          i przy tym porównaniu wciąż czuje się nikim, nic nie wartą osobą...

          poza tym spróbowałam już wszystkiego żeby się wyzwolić, i nie daje rade - całą
          rodzine mam przeciwko sobie ...siostre, ciotki, wójków
    • Gość: mahoney Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.04, 13:15
      polgebek masz racje , 20 paro latkowie ktorzy narzekaja na rodzicow dpobrze by
      bylo gdyby sie wyneisli ale powiec mi jakie sa dzis szanse zarobkowe , powwiec
      co zrobic jak nie mozna sie wyniesc po prostu , wg ciebie to takie latwe , a
      gdzie ty zyjesz w polsce moze i nie gadaj takich glupot bo wk...asz , zastanow
      sie czasem jak cos napiszesz , nie zawsze jest mozliwosc wyniesienia sie z
      domu , czlowiek jest czasem przywiazany , szczegolnie ajk jest byl cale zycie
      tlamszony przez rodzicow ktozry mu wpychali do glowy ze jest gowno warty to
      myslisz ze teraz latwo sie wyniesc , i wogole jest to mozliwe a te oczy matki
      gdy sie wychodzi nawet na wieczor na piwo ktore widac ze tak cieropia jak sie
      nie ejst w domu , pomyslales jak to tych 20 parolatkow boli , i ze to chamstwo
      co te matki stosuja za sposoby zeby synow w domu utzrymac no i jak w z zwiazku
      z tym sie wyniesc kiedy to bylby taki bol dla matki ? pzdro
      • Gość: MWR Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.11.04, 20:08
        Myślę, że jesteś niepoprawnym optymistą, sądząc, że matka cierpi, kiedy syn
        wyniesie się z domu.
    • Gość: Gala Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.chr13.1000lecie.pl 17.11.04, 19:21
      Ja mam 24 lata, też narzekam na rodzicow, bo sa upierdliwi i kompletnie się ze
      mną nie liczą! Tłamszą mnie, obrabiają na swoją modłę, jestem krytykowana
      zawsze wtedy gdy tylko spróbuję żyć po swojemu... i marzę o tym żeby się
      wyprowadzić!! Ale niestety - mimo ze pracuję nie stać mnie na to!! Wyprowadzić
      się "dla zasady" i wegetować nie mam zamiaru, to bez sensu, też chcę trochę
      pożyć, dlatego póki co staram sie być rzadko w domu, robić swoje i ignorować
      hasła w stylu: "bo traktujesz dom jak hotel...". Jaki to dom?? W domu jest
      miłość i fajna atmosfera, u mnie to jest hotel i to najgorszej klasy, z
      awanturami w stylu: "bo zupa była za słona..." Łatwo się gada: wyprowadź się!!
      W praktyce wcale to nie jest takie proste i to nie dlatego, ze jestem
      uzależniona od matki ( nie jestem, walczyłam o to od 15. roku życia!), ale z
      powodów czysto finansowych!! Popatrzcie najpierw na ceny wynajmu mieszkań (o
      kupnie nie wspomnę!), ceny utrzymania, opłąt, jedzenia... ubrac się też byłoby
      fajnie... i dokształcać, prawda?? Niestety - nie mam bogatego chłopa, do
      którego mogę się wprowadzić... Poza tym uważam, ze jak już się wyprowadzać to
      na dobre, usamodzielnić się w każdej dziedzinie, a nie wyprowadzić się i cały
      czas ciągnąć kasę od rodziców! Także głupio nie gadajcie, bo to wcale nie jest
      takie proste...
      • Gość: MWR Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.11.04, 20:05
        Dwie godziny temu też powiedziałam mojemu synowi (22 lata) że traktuje dom jak
        hotel. Może jest to dla Was młodych niezrozumiałe, że ukochani rodzice mogą tak
        powiedzieć. Przede wszystkim postarajcie się wszyscy postawić w roli rodziców i
        przeanalizujcie swoje zachowania. U mnie jest tak: dosyć póżno wracam z pracy,
        syn studiuje, ilość zajęć ma umiarkowaną. Dzisiaj np. wraciłam do domu ok. 17.
        Z siatami w ręce szamoczę się w przedpokoju. Syn nawet nie zauważa, że weszłam
        do domu. W zlewie brudne naczynia, które "dziecko" zdążyło ubrudzić. Szykuję
        obiad - syn wyłania się z pokoju i dostrzega mnie. Obiad też. I w tym momencie
        pada z moich ust "traktujesz dom jak hotel". Nie chcę gotować, prać, prasować,
        robić zakupów i sprzątać dorosłemu, silnemu, zdrowemu mężczyźnie i jeszcze
        udawać, że jest wszystko OK. Chciałabym, że kiedy wcześniej wróci do domu
        zainteresował się czy jest pieczywo, wyszedł z psem, wstawił naczynia do
        zmywarki. I jeszcze żeby mnie dostrzegał. Tylko nie myśl, że mój syn jest
        gburem. Jest bardzo lubianym, towarzyskim, inteligentnym człowiekiem. Myślę, że
        mieści się w Waszym standarcie.
        Piszesz, że "jak wyprowadzić się to na dobre i usamodzielnić w każdej
        dziedzinie". Usamodzielnić się można w każdej dziedzinie, tylko trzeba tego
        chcieć i zależy, czego oczekujesz od życia. Jeżeli na samym starcie
        potrzebujesz mieszkania 2-3 pokojowego całkowicie urządzonego, samochodu i paru
        innych rzeczy to trzeba ciągnąć kasę od Rodziców. A jak mieszkasz z Nimi to nie
        ciągniesz.....? Ubrania, jedzenie spadają z nieba?. Sprzątanie, pranie,
        wszelkie zakupy bezpłatne? Wiadomo, w Waszym przekonaniu Rodzicom sprawia
        frajdę kręcenie się przy garach, pralce i odkurzaczu i z zakupami. A jak nie
        sprawia przyjemności, to jest ich obowiązkiem, dali początek Waszemu życiu.
        Czyż nie taki jest typowy tok myślenia "dzieci"?. I nie dobierajcie ideologii,
        że szczególnie matki robią się zazdrosne, nie mają innych zajęć, starzeją się i
        dlatego są takie "upierdliwe". Matki i ojcowie też są Wami zmęczeni. Moi
        Rodzice, kiedy byli w moim wieku mogli nareszcie zająć sie sobą, swoją
        miłością, mogli odpocząć po trudach wychowania dzieci, ponieważ mój brat i ja
        zdecydowaliśmy się na samodzielne, chociaż bardzo skromne życie..
        • qrnik Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 18.11.04, 22:24
          Gość portalu: MWR napisał(a):

          > Dwie godziny temu też powiedziałam mojemu synowi (22 lata) że traktuje dom
          jak
          > hotel. Może jest to dla Was młodych niezrozumiałe, że ukochani rodzice mogą
          tak
          >
          > powiedzieć. Przede wszystkim postarajcie się wszyscy postawić w roli rodziców
          i
          >
          > przeanalizujcie swoje zachowania. U mnie jest tak: dosyć póżno wracam z
          pracy,
          > syn studiuje, ilość zajęć ma umiarkowaną. Dzisiaj np. wraciłam do domu ok.
          17.
          > Z siatami w ręce szamoczę się w przedpokoju. Syn nawet nie zauważa, że
          weszłam
          > do domu. W zlewie brudne naczynia, które "dziecko" zdążyło ubrudzić. Szykuję
          > obiad - syn wyłania się z pokoju i dostrzega mnie. Obiad też. I w tym
          momencie
          > pada z moich ust "traktujesz dom jak hotel". Nie chcę gotować, prać,
          prasować,
          > robić zakupów i sprzątać dorosłemu, silnemu, zdrowemu mężczyźnie i jeszcze
          > udawać, że jest wszystko OK. Chciałabym, że kiedy wcześniej wróci do domu
          > zainteresował się czy jest pieczywo, wyszedł z psem, wstawił naczynia do
          > zmywarki. I jeszcze żeby mnie dostrzegał. Tylko nie myśl, że mój syn jest
          > gburem. Jest bardzo lubianym, towarzyskim, inteligentnym człowiekiem. Myślę,
          że
          >
          > mieści się w Waszym standarcie.
          > Piszesz, że "jak wyprowadzić się to na dobre i usamodzielnić w każdej
          > dziedzinie". Usamodzielnić się można w każdej dziedzinie, tylko trzeba tego
          > chcieć i zależy, czego oczekujesz od życia. Jeżeli na samym starcie
          > potrzebujesz mieszkania 2-3 pokojowego całkowicie urządzonego, samochodu i
          paru
          >
          > innych rzeczy to trzeba ciągnąć kasę od Rodziców. A jak mieszkasz z Nimi to
          nie
          >
          > ciągniesz.....? Ubrania, jedzenie spadają z nieba?. Sprzątanie, pranie,
          > wszelkie zakupy bezpłatne? Wiadomo, w Waszym przekonaniu Rodzicom sprawia
          > frajdę kręcenie się przy garach, pralce i odkurzaczu i z zakupami. A jak nie
          > sprawia przyjemności, to jest ich obowiązkiem, dali początek Waszemu życiu.
          > Czyż nie taki jest typowy tok myślenia "dzieci"?. I nie dobierajcie
          ideologii,
          > że szczególnie matki robią się zazdrosne, nie mają innych zajęć, starzeją się
          i
          >
          > dlatego są takie "upierdliwe". Matki i ojcowie też są Wami zmęczeni. Moi
          > Rodzice, kiedy byli w moim wieku mogli nareszcie zająć sie sobą, swoją
          > miłością, mogli odpocząć po trudach wychowania dzieci, ponieważ mój brat i ja
          > zdecydowaliśmy się na samodzielne, chociaż bardzo skromne życie..

          Co zrobiłaś żeby Twój syn pomagał Ci i traktował z należnym szacunkiem?
          Czy nauczyłaś go, że po jedzeniu należy umyć swój talerz? Albo że dom sprzątają
          także dzieci? Albo, że wypada pomóc starszej osobie? Nie mówiąc już o
          okazywaniu szacunku?
        • malvvina Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 13:36
          masz racje. Nic i nikt cie nie zmusza. Nie rob.


          Nie chcę gotować, prać, prasować,
          > robić zakupów i sprzątać dorosłemu, silnemu, zdrowemu mężczyźnie i jeszcze
          > udawać, że jest wszystko OK
    • pollka Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 18.11.04, 05:15
      ja majac 16 lat wynioslam sie. Wyjechalam zagranice i harowalam, ale bylam na
      swoim. Swoj kat mialam biedny, ciasny w biednej dzielnicy ale nikt mi nie
      niszczyl duszy. Co innego jak bym byla w wozku inwalidzkim - to sie dopiero
      nazywa uzaleznienie.Wszystko jest lepsze niz cierpienie z rodzicami z ktorymi
      nam niedobrze.

    • arrroma Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 18.11.04, 09:16
      ja w wieku 25 lat mialam 6letnie dziecko i dwoje mlodszych
      to jest jakies zwyrodnienie natury zeby baba 25letnia siedziala matce na glowie.
      • arrroma Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 18.11.04, 09:20
        harowalam, wiazalam z trudem koniec z koncem
        i do tego bylam sama bo maz zostawil mnie.
        • alfika Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 18.11.04, 09:35
          nie mierz wszystkich swoją miarką
    • Gość: she Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.04, 12:41
      Ofiara sie zawsze dobierze do pary z katem. Wiele osob juz tak ma, sa po prostu
      strasznie podatne na wplyw rodzicow, autorytetow itd. i nie umieja zyc
      samodzielnie. Tacy ludzie nigdy sie nie wyprowadza, beda wegetowac przy
      rodzicach cale zycie, a jesli nawet odejda, to do partnera ktory je bedzie w
      podobny sposob szmacil. Znam taki przypadek z autopsji.
      Wypadaloby obalic mit "czczenia ojca i matki swojej". Zyjemy w czasach w
      ktorych naklada sie nauczycielom kosz na glowe; moze wartaloby raz albo drugi
      potraktowac mamusie takim koszem ?
      • procesor Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 18.11.04, 13:24
        Gość portalu: she napisał(a):
        > moze wartaloby raz albo drugi
        > potraktowac mamusie takim koszem ?

        Nie.
        Bo nie w ten sposób sie z tego trzeba wydostać.
        Asertywność to nie agresja.. "spokojnie, stanowczo".
        Tego potrzeba tym "zastraszonym".

        Czemu nie wynająć wspólnie mieszkania z innymi takimi co to pracują a nie dadzą
        rady finansowo samodzielnie? Ilez osób jeszcze na studiach tak robi??
        Myślę że to tkwi gdzies w społecznej świadomości "co się będę szarpać i tak to
        nic nie da". Rodzice dzieciom tak jak im ich rodzice wpajali. Inne tradycje w
        innych krajach - Stany - gdzie by tam na głowie siedzieć rodzicom? No ale
        Włochy? - mamma synusia nie puści.. a synuś sie nei kwapi.. :)

        Wymagania.. Jak sie wyprowadzic to od razu do mieszkania, swojego.. A może
        pokój? A może na spółke - przeciez takich dorosłych-niebogatych sporo? A może
        pod maistem - bo taniej, a transport jakiś w miarę się znajdzie?

        No ale.. a jak sie nieeee uuuuuudaaaaaaaaa?
        :)
        Suchy chlebek ale na własnym czy obiadek u mamusi? U mamusi.. zawsze można
        pomarudzic..

        PS Ja tez byłam b. długo u mamusi. Ale to było uzgodnione. Dzięki temu dziś juz
        nie jestem u mamusi. I jestem jej wdzięczna za pomoc. A mogłam marudzić że zupa
        nie taka jak lubię i że sie_interesuje_gdzie_ide.. :P
        • Gość: GOŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 18.11.04, 19:08
          znam osobe która wyprowadziła się i zamieszkała z drugą osobą która
          potrzebowała pieniędzy, niestety jej skrzywienie emocjonalne - nie pozwoliło
          jej już nawet na dzielenie przez dłuższy czas mieszkania z koleżnaką, ponieważ
          sądziła że skoro rodzona matka mogła manipulować, to co można powiedzieć o
          koleżance- przecież znowu jest zależność materialna...koleżanka zechce to
          zaczenie tak jak matka , szantażować mieszkaniem i okaże się że w gruncie
          rzeczy tej beznadziejnej sytuacji nigdy nie da się przełamać - pójdzie do
          pracy, ale w końcu będzie musiała z dnia na dzień iść pod most czy naulice,
          wiem co mówie bo też zdażyło się w czasie studiów nocować na dworcu
          kolejowym...gdy zaciężko było wysłuchiwać ciągłego żalu - czemu się urodziłaś,
          czemu jesteś moim dzieckiem itd..
          SZANUJE SWOJA MATKE,oczywiście że szanuje i nawet jeśli mówie że odczówam
          wielki żal - to chyba nie jest to jednoznaczne ze zmieszaniem drugiej osoby z
          błotem.
      • Gość: MWR Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.11.04, 20:12
        Zamiast traktować mamusię koszem lepiej wyprowadzić się od niej.
        • Gość: she Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.04, 13:33
          Z tym koszem chodzi o to, ze sa osoby, jak te matki wyrodne, ktore maja
          autodestrukcyjne cechy osobowosci. Szukaja kogos na kim beda sie wyzywac tak
          dlugo, az ten czlowiek nie wytrzyma i odda...albo wyzwyskami, albo wrecz uderzy
          czy pobije. One tylko na to czekaja. Taki sadomasochizm. Ich spolegliwe,
          spragnione milosci i akceptacji dzieci oczywiscie nigdy na rodzicielke reki nie
          podniosa. I tak sie to kreci: mamusia wylazi ze skory zeby sprowokowac, a
          dziecko ucieka w kat albo przed kompa i zali sie na forum, co ono winne ze
          Mamma sie miota i wyzywa. Ano nic nie winne. Jej po prostu trzeba kogos z
          koszem.
          Wyprowadzic sie, zerwac kontakty - najlepsze rozwiazanie. Ale kogo w tym
          poronionym kraju na to stac? Natomiast za dobry pomysl uwazam wyjazd za
          granice. Tam sie jednak mozna utrzymac o wlasnych silach nawet zmywajac gary.
          • andreyka Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 13:35
            Gość portalu: she napisał(a):

            >
            > granice. Tam sie jednak mozna utrzymac o wlasnych silach nawet zmywajac gary.

            dokladnie tak! przeciez jezeli taka matka niszczy WAm dusze, to lepiej zwiewac -
            przeciez niz gorszego od tego traktowania Was nie spotka.
            • Gość: Zawiła Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.tkchopin.pl 22.11.04, 11:23
              A jeżeli spotka was za tą granicą coś gorszego od upiardliwej matki to wreszcie wybaczycie jej tę upiardliwość i może z czasem inaczej ją nazwiecie np:troskliwość i wreszcie przyjmiecie ją za dobrą monetę choćby była destrukcyjna.A jeżeli się tak nie uda to przynajmniej obejdzie sie bez tego kubła na łbie mamusi... może.
    • Gość: GOŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 18.11.04, 13:15
      Mam 25+ ale matka rządała wdzięczności za wszystko co w życiu dla mnie zrobiła,
      weszłyśmy więc w układ - ja będe się wnukiem opiekować, ona potem pomoże mi z
      pracą...ona pozałatwiała swoje sprawy,
      a z pracą którą miała mi pomóc załatwić - powiedziała że żartowała
      ...potem było jeszcze lepiej bo oskarżenia poco za takie grosze chce pracować,
      poza tym rzeczywiście strach jakoś zacząć życie nanowo, chociaż się próbowało
      ...w moim przypadku to tylko zniszczenia i zgliszcza - kłótnia z bliską
      koleżanką, do której to postanowiłam się właśnie wyprowadzić, potem ogromne
      nerwy czy z pracy mnie nie wyrzucą...bo widać że jakaś taka sierotka bez matki,
      chodż na głowie staje to sama ze wszystkim się gubi,
      spróbowałam wszystkiego, żeby się uniezależnić i teraz wiem że nie chodzi tylko
      ona samodzielne życie pod względem materialnym, to chodzi oto żeby wogóle
      nauczyć się mocniej stąpać pod ziemi, żeby nauczyć się na nowo mieć to poczucie
      wartości - które zostało odebrane, ja np. wciąż się porównuje z moją matką
      i przy tym porównaniu wciąż czuje się nikim, nic nie wartą osobą...

      poza tym spróbowałam już wszystkiego żeby się wyzwolić, i nie daje rade - całą
      rodzine mam przeciwko sobie ...siostre, ciotki, wójków
    • alfika Re: ludzie! 18.11.04, 13:55
      wy zróbcie coś dla siebie - i dla waszych mamuś też -
      poczytajcie chocby "Toksycznych rodziców" -
      i weźcie się za wprowadzanie w życie - przynajmniej nie będziecie myśleć, ze
      człowiek bez poparcia mamusi jest gorszy gatunkowo, że rodzinę to trzeba mieć
      po swojej stronie, że bez mamusi to nie istniejecie!

      A jak rodzina nie będzie po Twojej stronie - to co?
      tylko tak konkretnie proszę - to co się stanie?

      jak mama się drze, klnie, stosuje agresję taką uprzejmą - co wam się stanie,
      jak powiecie najspokojniej, że w tym tonie nie będziecie rozmawiać?
      jesteście DOROŚLI
      dorosli ludzie wiedzą, czego się spodziewać, opracowują sobie strategie, jak
      się w przewidywanych sytuacjach zachować - bez agresji! - i potem stosują to,
      co przygotowali

      pobeczycie sobie przy lekturze zamiast po zmieszaniu z błotem przez mamę -
      i nauczycie się dystansować, jak dorośli

      terapia też pomaga
      naprawdę warto zmieniać to, co złe
      • scylla Re: ludzie przyglądnijcie się mamom 18.11.04, 14:33
        Ty tu ludzi nie podpuszczaj, jak ty sobie wyobrażasz życie bez Mamy,
        na kogo by wtedy można było narzekać, na kim wieszac psy, przecież
        lepiej drzeć z Nią koty:), bo przeciez Ona mi nie pozwala na nic,
        nie pozwala mi być niezależnym.
        Ja chcę leżeć, spotykać się z kolegami, a tu jakieś prace domowe,
        w czymś pomagać,coś posprzątać_same tragedie.....
        A ja jestem dorosły...dorosły...ja jestem dorosły blablablalba.
        Prawda jest taka że sami nie zwracamy uwagi na to że najczęściej to naszym
        Mamom jest potrzebna pomoc.
        Ludzie przyglądnijcie się mamom, jakie One są zabiegane i ile są w stanie
        znieść aby Nam pomóc, jak cierpią wraz z nami.
        A czy my cierpimy z nimi??????????????
        Rozmawiacie z nimi?
        Mogą Wam ufać, że będziecie ich filarami, a nie tylko wymagania, masz mi zaufać
        bo jestem dorosła, nic Cię to nie powinno obchodzić-bo jestem dorosły,
        to moja sprawa_bo jestem dorosły.
        Straszne te Mamy nasze, to jakieś "potwory" chyba.
        Ludzie gdzie szacunek dla naszych RODZICÓW!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Pozdrawiam Wszystkie dorosłe dzieci.
        • alfika Re: ludzie przyglądnijcie się mamom 18.11.04, 14:45
          Scyllo, akurat ten problem dotyczy mam, które najzwyczajniej w świecie traktują
          dorosłe dzieci jak swoją własność, dosłownie zresztą
          porozumienie jest mozliwe z pozycji pewności, że tego się chce
          a nie z pozycji więźnia humoru mamy
          • scylla Re: ludzie przyglądnijcie się mamom 19.11.04, 07:47
            Jeżeli traktują Nas jak swoich więźniów, to najprawdopodobniej sami sobie na to
            pozwalamy, ale od tego są rozmowy.
            Chcesz być traktowany(a) jak dorosły to się zachowuj jak dorosły, a nie ty mi
            tak, to ja Ci pokaże jaki ja jestem dorosły, tylko że zazwyczaj się to kończy
            na wyjściu z domu i po paru miesiącach na powrocie.
            Łatwiej jest ponarzekać niż się dogadywać.
            Chcesz partnerstwa z Mamą, to Ją też traktuj jak partnera.
            Ja nie piszę że powinienem być uległy i znosić jej humory, natomiast pisze
            że każdy ma prawo do swoich humorów. Nie musisz z nimi walczyć, ale
            chcieć je zrozumieć i wytłumaczyć.
            Ale to masz zrobić z Mamą a nie narzekać na prawo i lewo.
            A swoją drogą ciekawy jestem ile my im zadaliśmy bólu jako dzieci??????????
            • alfika Re: ludzie przyglądnijcie się mamom 19.11.04, 07:56
              tutaj masz - wg mnie - całkowitą rację
              tyle że ten etap porozumienia jest możliwy wtedy, kiedy człowiek dorośnie
              czyli potrafi rozmawiać i czuć się partnerem
              do tego trzeba i przestać od rodziców oczekiwać zmiany ich zachowania, i nie
              myśleć w kategoriach dziecka, że rodzic jest idealny i nie ma prawa do błędów,
              głupich reakcji i błędnych ocen sytuacji
              rodzic jest po prostu jaki jest
              a co ja mogę z tym zrobić - to już ode mnie zależy
              zerwanie więzi nie jest rozwiązaniem - szukanie swojej autonomii bez palenia
              mostów i dzikich awantur zawsze popłaca
              życie trwa potem dalej
              czasem masę lat - fajnie jest móc czuć się wartościowym człowiekiem, który
              umiał - już po dorosłemu - "przemeblować" układy w domu
              • scylla Re: ludzie przyglądnijcie się mamom 19.11.04, 08:10
                Własnie tak, my też bądźmy dorośli , a nie jak rozkapryszone dzieci.
                Tak jak piszesz, każda decyzja niesie za sobą odpowiedzialność, chcesz palić
                mosty to pal, ale to jest Nasz wybór, a nie naszej Mamy i jej za to nie
                obciążajmy i potem nie narzekajmy.
                Często po latach dopiero zaczynamy je rozumieć, niestety po latach.
                Mi się to udało póki jeszcze żyje.
                Ja miałem szczęście, a Wy go możecie nie mieć....to naprwdę przykre.
                Pozdrawiam Cię serdecznie:)
        • Gość: XXXXXXX Re: ludzie przyglądnijcie się mamom IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 18.11.04, 15:38
          to nie normalne...matka uzależnioną córke traktuje bardziej jak maskotke,
          rzeczywiście trzeba postawić na samodzielność,
          ale wczówać się w problemy - jak się nawet nie jest równorzędną dla niej osobą,
          równożędnym partnerem do rozmowy
          - tutaj potrzeba przebudowania całego dotychczasowego życia - to głupio że
          wypowiadają się tak krytycznie osoby które nigdy nie były w podobnej sytuacji.
          • scylla Re: ludzie przyglądnijcie się mamom 19.11.04, 07:59
            Tak Ci żle w domu?
            To przebuduj całe dotychczasowe życie, wyprowadź się z domu i pokarz jaka
            to jesteś dorosła.
            Albo Zerwij kontakty z Mamą, bo po cholere masz z Nią je utrzymywać, przecież
            Ty już jesteś dorosła, dożyłaś swoich lat (ciekawe kto Ci w tym pomógł?), pokaż
            jej.
            Tylko jak pewnego dnia zdasz sobie sprawę kim tak naprawdę jest dla Ciebie
            Mama, to może już być za późno, żeby jej to okazać.

            > - to głupio że
            > wypowiadają się tak krytycznie osoby które nigdy nie były w podobnej sytuacji

            Nie znasz mnie, więc nie chrzań:)
      • Gość: GOŚĆ Re: ludzie! IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 18.11.04, 19:15
        jeżeli piszemy tutaj na forum, to po to żeby wiedzieć że niejesteśmy jedynymi
        osobami które miały takie doświadczenia, żeby nie czuć się w jakiś sposób
        wyobcowanymi w tym społeczeństwie...
        ty chyba nie rozumiesz tego, masz męża czy chłopaka - on może z twoją rodziną
        utrzymywać kontakty, nie musi się dziwić jeżeli nie chcesz go wprowadzić do
        rodziny,
        dla mnie byłoby trudno mieć teraz chłopaka i przedstawić go rodzinie,z bardzo
        wielu powodów, np. że mój chłopak by zobaczył jak bardzo bliscy mi ludzie
        traktują mnie jak powietrze i masz racje dlatego że poczułabym się wtedy kimś
        gorszym...
        dlatego piesze na forum - chce usłyszeć że nie jestem jedyna, nie jestem
        samotna, nie jestem z tym problemem jakaś inna od reszty świata, wyjątkowa.
        Nie rozumiem twojej krytyki i nie zgadzam się z nią.
        • scylla Re: ludzie! 19.11.04, 08:17
          Zamiast szukać pocieszenia na forum i się pocieszać że nie tylko Tobie
          tak źle, to weź się za poprawienie stosunków z rodzicami.
          A jeżeli się wstydzisz rodziców, to raczej zastanów się nad sobą.
          Bo z tego co widzę, lepiej Ci narzekać niż coś z tym zrobić.
          To czy się dogadacie nie zależy tylko od Nich, ale też od Ciebie.
          • Gość: GOŚĆ Re: ludzie! IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.04, 21:04
            ja nie wstydze się rodziców, ja wstydze się ich braku akceptacji, krępuje mnie
            ta sytuacja...że najbliżsi mi ludzie mnie nie akceptują, czy Ty naprawde tego
            nie rozumiesz??????????
            ja zerwałam z chłopakiem bo bałam się że on zobaczy jak bliscy ludzie mnie
            traktują, to pomyśli że popełniłam jakąś wielką zbrodnie w życiu,
            ale ja jej nie popełniłam , rozumiesz ...nie powiedziałam ani nie zrobiłam im
            żadnej krzywdy, swojej matce zawsze okazywałam serce i zrozumienie,
            to oni traktują mnie jak jakiegoś zbrodniarza ...a wiesz dlaczego???
            dlatego że jestem nieśmiałam, a moja matka niegdy o tym nie marzyła, nie może
            tego faktu zaakceptować że Bóg ją pokarał nieśmiałą córką, i jeszcze to że mam
            25+ i wciąż nie jestem mężatką
            -i co uważasz że mam nadal się starać ich zaspokoić, spełnić ich oczekiwania, a
            uważasz że wogóle jest to możliwe??????
            • scylla Re: ludzie! 22.11.04, 08:30
              Tak rozumiem to, dlatego zmień to, a nie narzekaj.
              Bądź sobą, a nie rób coś przeciwko sobie, bo potem sama się obwiniasz.
              Ty nie jesteś od spełniania ich oczekiwań i to Ci tłumaczę.
              Masz 25 lat i nie jesteś mężatką_ i co z tego, to nie wiek decyduje czy jesteś
              mężatką czy nie, to jest Twoja decyzja i jej broń,
              a nie dajesz sobie kit wciskać.
              Rób to mądrze.
              Powodzenia.
    • aretha04 Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 18.11.04, 18:15
      dla Rodziców zawsze będziemy dziećmi, bez względu na to, ile mamy lat,
      a co mam Mamie robić awanturę, kiedy mnie pyta czy mam czapkę na głowie lub
      ciepłe majty, bo zimno i wiatr??? a ja mam dużo więcej lat niż 25+ :)
      a która Matka będzie narzekać na dziecko, chociaż ono jest bandziorem??
      a czy Rodzice (może większość) nie mają często racji, że ostrzegają nas przed
      pochopnym podejmowaniem ważnych decyzji życiowych bo mają większe doświadczenie?
      miałam 35 lat, postawiłam na swoim, z Ojcem długo nie rozmawiałam i co -
      niestety mieli rację
      popieram Scyllę - SZANUJCIE SWOICH RODZICÓW!
      pozdr.
      A.
      • Gość: GOŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 18.11.04, 18:42
        SZANOWAĆ TAK, żyć ich życiem a nie swoim własnym NIE
      • scylla do aretha04 19.11.04, 08:22
        Właśnie o to chodzi:SZANUJCIE SWOICH RODZICÓW!
        Mam nadzieję że się dogadałaś z Ojcem.
        Pozdrawiam.
        • Gość: k Re: do aretha04 IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.11.04, 14:51
          Czy można szanowac kogokolwiek, kto z premedytacja krzywdzi drugiego człowieka,
          bije go, szykanuje, zyczy mu najgorszych rzeczy? Szanowac kata? I jeszce może
          kochac? Od takich matek tylko wiac. Jak najszybciej. Przeczytajcie Alice
          Miller "Zniewolone dzieciństwo".
    • cossa Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 18.11.04, 19:17
      bo prawda jest tez taka, ze rodzice wychowywac nas "powinni" tak
      bysmy umieli zyc samodzielnie
      wielu dojrzalych, swiadomych swojej roli rodzicow
      delikatnie popycha ku drzwiom wlasne dzieci

      to rodzice powinni nas uczyc tego o czym piszesz
      musza nam pozwolic byc doroslymi
      nie mozna moim zdaniem jednoznacznie wskazac "winnych"


      pozdrawiam
      cossa
      • procesor Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 18.11.04, 22:14
        cossa napisała:
        > to rodzice powinni nas uczyc tego o czym piszesz

        Tak. Ale ci narzekający powinni mieć świadomość że nawet dzieci "dobrych" (jak
        to brzmi??) czasem narzekają na rodzicó, czasem mają dość i czasem sie pokłóca.

        I powinni spojrzec na sowich rodziców jak na ....siebie.
        Bo takie zachowania to jak choroba dziedziczna.
        Ich rodzice tak ich wychowali, na takich ludzi, oni nie umieli sie z tego
        wyzwolić - to samo przekazują swoim dzieciom. Nie zwlania ich to z
        odpowiedzialności ktoś powie? Nie, nie zwalnia.

        Więc i WAS nie zwalnia z obowiązku WYRWANIA sie z tego zaklętego kregu.
        Spójrzcie na nich i pomyslcie co sie może z wami stać.
        Spójrzcie jak na chorych. Chorych z braku miłości.
        • polgebek Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 01:24
          wiecie co???? Spojrzcie na kraje trzeciego swiata. 5letnie dzieci pracuja
          ciezko (zamiast sie uczyc) by utrzymac rodzine.

          A tutaj - 25 letnie babsko siedzi na matki garnuszku i drze sie ze jest jej
          zle! Jezeli jest AZ tak zle ze obszczekuje ja na Forum - niech podniesie tylek
          i pokaze ze sama potrafi. A co bedzie jak matki nie stanie??? Zarosnie brudem i
          z glodu padnie?
          • Gość: GOŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 19.11.04, 01:30
            obszczekiwać, mścić się, brzydko wyrażać o matce ...to chyba jednak gróba
            przesada, to odpowiednie dla zbuntowanych nastolatek, nie dla dorosłych kobiet
            ...ale przyznasz że mają prawo do uczucia urazy, czy żalu , a jeśli mają taką
            potrzebe do podzielenia się z innymi osobami które mają podobne doświadczenia,
            swoimi doświadczeniami na forum, co może być w tym złego?
            • alfika Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 09:04
              mają prawo
              a nade wszystko mają obowiązek - wobec siebie i swojej ewentualnej przyszłej
              rodziny - zdystansować się i starać się zmienić istniejący stan rzeczy

              nie wolno kończyć na żaleniu się, po prostu
              • andreyka Popieram! ZMIENIC stan rzeczy i wyniesc sie z dom 19.11.04, 12:47
                a nie zalic sie - nie podoba im sie to po co siedzia z matka-jedza???
                • alfika Re: Popieram! ZMIENIC stan rzeczy i wyniesc sie 19.11.04, 13:19
                  nie wystarczy wyprowadzka - można mieszkać razem a sprawy załatwiać mądrze, bo
                  sama wyprowadzka to tylko ucieczka - problemy zostają dokładnie te same -
                  to się nosi w sobie, dlatego jedynie sensowne rozwiązanie polega na zmianie
                  WŁASNEGO podejscia...
          • alfika Półgębku 19.11.04, 09:02
            ale my nie żyjemy w krajach Trzeciego Świata i mimo wszystko należy brać pod
            uwagę realia
            a jak byśmy żyli w krajach Trzeciego Świata, to na forum byśmy pisali, że
            należy rodziców odciążać własną pracą jako dziecko, zaś inni by się buntowali,
            że im akurat przypadła rola młodocianych prostytutek

            może na szczęście mamy inne problemy?

            i na dodatek dla dzieci krajów Trzeciego Świata jesteśmy idealym przykładem
            tego, że bogactwo nie daje szczęscia - tylko mądre, pełne akceptacji podejście
            i dość wyttrwałości by rzeczywiscie pracować nad tym, co boli
      • scylla Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 08:41
        A kto ich kiedyś tego uczył, kto ich uczył jak nowocześnie wychowywać dzieci?
        Kiedy stali po kolejkach za kawałkiem chleba?
        Może wtedy gdy brali nadgodziny, abyśmy mieli prezent pod choinkę?
        Czy może wtedy gdy zarywali noce żeby Ci ulżyć w bólu?
        Czy może wtedy gdy płakali po nocach bo mimo wszystko, mimo ich starań
        nie mogli wykarmić swoich pociech?
        My najpierw stańmy się dorosłymi, a dopiero potem zapracujmy
        na takie raktowanie.
        Jeżeli chcemy szukać winnych to najprawdopodobniej się z Nimi nie dogadamy!
        • qrnik Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 14:29
          scylla napisał:

          > A kto ich kiedyś tego uczył, kto ich uczył jak nowocześnie wychowywać dzieci?
          > Kiedy stali po kolejkach za kawałkiem chleba?
          > Może wtedy gdy brali nadgodziny, abyśmy mieli prezent pod choinkę?
          > Czy może wtedy gdy zarywali noce żeby Ci ulżyć w bólu?
          > Czy może wtedy gdy płakali po nocach bo mimo wszystko, mimo ich starań
          > nie mogli wykarmić swoich pociech?

          I to ma usprawiedliwać rodzica, który wrzeszczy spie..j kretynko! Albo mówi,
          że żałuje, że dzieci mu się urodziły?

          > My najpierw stańmy się dorosłymi, a dopiero potem zapracujmy
          > na takie raktowanie.

          Kominku ogrzej mnie a dam Ci drewna

          > Jeżeli chcemy szukać winnych to najprawdopodobniej się z Nimi nie dogadamy!

          Zgadzam się. Tylko wiesz co? Jak czytam Twoje słowa to czuję się winna. Tak jak
          czuję się winna rozmawiając z nimi w domu. Bo wyobraź sobie, że podejmuję próby
          nawiązania porozumienia. Pytam się jak się czują, co się wydarzyło tego dnia,
          co się dzieje i słyszę nieodmiennie: "A nic. Idę obejrzeć telewizję", "Nie
          zawracaj mi głowy", "Nie twoja sprawa". Nie jestem w stanie przebić się przez
          mur obojętności. Czasami czuję taką rozpacz, że nie wiem co mam ze sobą zrobić.
          Co robię źle? Gdzie popełniam błąd? Staram się pomagać jak tylko mogę
          (sprzątanie, pranie, gotowanie to dla mnie tak oczywiste, że dziwią mnie ludzie
          na forum, którzy żalą się, że ich dzieci tego nie robią w domu. Jak to nie
          robią?). Do rozmowy potrzeba chęci dwóch stron. Nie da się inaczej. Niedawno
          zrozumiałam, że oni po prostu tego nie potrafią. Nikt ich tego nie nauczył.
          Muszę radzić sobie sama i nie marzyć o tym, żeby ktoś mnie po prostu przytulił.
          Choć na moment. Tylko Bóg mi świadkiem, nie wiem jak. Nie wiem jak zapełnić
          pustkę, która mnie wypełnia. Za kilka miesięcy wyjadę. Boję się tylko, że
          sprawię im tym przykrość, że poczują się osamotnieni, że będą cierpieć przeze
          mnie. Wierz mi samotność to najgorsza kara jaka może spotkać człowieka.
          Więc proszę Cię nie oceniaj tak pochopnie, bo takie oceny bolą. Zwłaszcza jak
          się próbuje coś robic ale nie wychodzi.
          • scylla Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 14:43
            Może jak oni mówią cokolwiek też czujesz się winna?
            Ja ich nie usprawiedliwiam, tylko chcę zrozumieć.
            Wyjedziesz a oni i tym im zrobisz przykrość i będą cierpieć itd.rzeczywiście są
            straszni,
            • qrnik Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 14:46
              Nie chodzi mi o to, że oni są straszni... Nigdzie tak nie napisałam...
              Wiesz co... masz rację... to wszystko moja wina. Teraz jesteś zadowolona?
              Problem znikł.
              • scylla Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 22.11.04, 08:08
                Dziewczyno, czy Ty musisz się o wszystko obwiniać, co jest z Tobą?
                Ja Ci nie udawadniam winy, tylko spoglądam na sprawę z innej
                perspektywy.
                To że się z Tobą nie zgadzam, nie oznacza że jestem Twoim wrogiem, możesz to
                co piszę brać pod uwagę, albo nie.Mało tego, mam wrażenie że nawet się nie
                zastanawiasz nad tym co piszę.
                Jestes rozżalona, ale to nie oznacza że będe pisał to czego się spodziewasz.
                Może z Mamą załatwiasz problemy tak jak ze mną?????
                Ja nie mówię że masz Mamie usługiwać i zabiegać o względy, mówie żebyś była
                DOROSŁA, DOROSŁA,DOROSŁA!!!!!!!!!
                Jak Ty chcesz załatiwć sprawę z Mamą, skoro jeszcze nie załatwiłaś sprawy
                z samą sobą.
                Naprawdę życzę Ci powodzenia.
          • procesor Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 21:49
            qrnik napisała:
            > Zgadzam się. Tylko wiesz co? Jak czytam Twoje słowa to czuję się winna. Tak
            > jak czuję się winna rozmawiając z nimi w domu. Bo wyobraź sobie, że podejmuję
            > próby nawiązania porozumienia. Pytam się jak się czują, co się wydarzyło tego
            > dnia, co się dzieje i słyszę nieodmiennie: "A nic. Idę obejrzeć
            > telewizję", "Nie zawracaj mi głowy", "Nie twoja sprawa". Nie jestem w stanie
            > przebić się przez mur obojętności. Czasami czuję taką rozpacz, że nie wiem co
            > mam ze sobą zrobić.

            Boli cię bo oczekujesz. Bo w tobie jest głód miłości której nie dostalaś - i
            poczucie niesprawiedliwości z tego powodu.
            Musisz wytłumaczyc temu dziecku w sobie że twoi rodzice choc wiekiem dorośli -
            smai są dziećmi. Nauczyc sie nie mieć poczucia winy. Spójrz na nich jak z
            odległej planety, jak na obcych ci ludzi - po to by dojrzec jak oni naprawdę
            wyglądają.

            > Co robię źle? Gdzie popełniam błąd? Staram się pomagać jak tylko mogę
            > (sprzątanie, pranie, gotowanie to dla mnie tak oczywiste, że dziwią mnie
            > ludzie na forum, którzy żalą się, że ich dzieci tego nie robią w domu. Jak to
            > nie robią?). Do rozmowy potrzeba chęci dwóch stron. Nie da się inaczej.
            > Niedawno zrozumiałam, że oni po prostu tego nie potrafią. Nikt ich tego nie
            > nauczył.

            No własnie. I trudno. Nie możesz ich zmienić - a próbujesz. Możesz zmienic
            tylko swój sposób reakcji na nich i ich zachownaia.

            > Muszę radzić sobie sama i nie marzyć o tym, żeby ktoś mnie po prostu
            > przytulił. Choć na moment. Tylko Bóg mi świadkiem, nie wiem jak. Nie wiem jak
            > zapełnić pustkę, która mnie wypełnia. Za kilka miesięcy wyjadę. Boję się
            > tylko, że sprawię im tym przykrość, że poczują się osamotnieni, że będą
            > cierpieć przeze mnie. Wierz mi samotność to najgorsza kara jaka może spotkać
            > człowieka. Więc proszę Cię nie oceniaj tak pochopnie, bo takie oceny bolą.
            > Zwłaszcza jak się próbuje coś robic ale nie wychodzi.

            Nie bój sie. Szukaj swego szczęścia, wyjedź spokojnie bez wyrzutów sumienia.
            Ty nie możesz życ z zawieszoną nad głowa myślą "a co oni na to". Bo to twoje
            życie. Jakby taką sytuację miała twoj aprzyjaciółka -c o byś jej poradziłą?

            A osób do przytulenia jest całe mnóstwo na świecie. Tzn. tych co na to czekają.
            Sa tez całe rzesze tych co panicznie boja sie przytulić kogos i całe życie
            czekają na to że ktos zrobi za ich pierwszy krok.

            Czytałaś "Błękitny Zamek" L.M. Montgomery?? Tak mi sie skojarzyło. :)
            Dopiero perspektywa śmierci pozwoliała wyrwac sie z okowów strachu.
            • qrnik Procesor_ko 20.11.04, 12:57
              Dziękuję za to co napisałaś. Wzruszyłam się. Bardzo, ostatnio, potrzebuję
              takiego wsparcia. Wiem, że masz rację, ciężko mi tylko zacząć to realizować
              i "nie czuć". Nie ma się jednak co poddawać.
              Trzymaj się.
          • Gość: GOŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 20.11.04, 14:13
            dokładnie tak samo czuje, bo kto powiedział że ja chce kogoś obarczać winą, to
            moja wina obarczała mnie winą...i teraz nie wiem jak o tym uczuciu zapomnieć,
            gdy na święta rodzina zbiera się razem, a ja tam jade jak na jakieś skazanie,
            ścięcie - nikt poza szwagrem tam przez długi czas głupiego banalnego pytania
            nie zadał
            - a co córko u ciebie słychać, jak tam twoje życie, jak tam siostro żyjesz itd.
            i to mnie b. bolało, teraz ktoś przychodzi na tym forum i ma żal że napisałam
            pare słów i to nie do całego świata, ale skierowane do osób które czują
            podobnie, miały podobne doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego.
            I nie chodzi o szukanie winnych, ale też chciałoby się żeby ktoś powiedział
            że my nie jesteśmy odpowiedzialni za to że w takim a nie innym domu
            dorastałyśmy, że rodzic chociaż bardzo może czasami się starał, ale nie
            potrafił mnie kochać - to nie jest moja wina, ja tam swoją matke doceniam jak
            moge...wcale nie jest tak mówicie, ale mówie też o uczuciach które bardzo długo
            ukrywałam,bo nie wolno było mi o nich głośno mówić -stały się tajemnicą
            rodzinna, nazewnątrz zawsze byliśmy doskonali jako rodzina dla postronnych
            osób.
        • cossa Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 16:35
          z calym szacunkiem
          ale - powiedz mi jaka jest rola rodzica?
          czy decydujac sie na rodzicielstwo
          nie decydujemy sie wlasnie na to o czym piszesz?


          pozdr.cossa
          • 48xmax1 Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 19.11.04, 21:22
            ku-wa mac- jak mozna zebrac o uznanie od ku-rews-kich rodzi-cieli? MamuskA
            POWINNA NAS ZA WSZELKA CENE UZNAC. A ona po prostu ma nas w dupie. To trzeba
            zrozumiec.
    • Gość: GOŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.04, 14:22
      Ale teraz powiem na sam koniec jedną rzecz, jakoś mi nie ulżyło po przeczytaniu
      tego forum, teraz mam żal jeszcze większy...że jest aż tyle osób które wyniosły
      złe doświadczenia z domu rodzinnego, to wcale jakoś nie podnosi na duchu,
      poprostu dociera teraz do mnie ta okrutna, smutna prawda.
      Może autorce tego forum o to chodziło, tylko że niespodobało mi się to
      krytykanctwo,
      rzeczywistość jest taka że nie cofniemy czasu, nikt nam nie zwróci tego czasu
      lat dziecięcych żebyśmy mogli to przeżyć jeszcze raz, trzeba szukać wyjścia,
      rozwiązania...pomocy psychoterapeuty, jakiegoś rozwiązania które pomogłoby
      zapomnieć o smutnej, mało ciekawej przeszłości...tak żeby można było sobie te
      życie teraz godnie przeżyć, własną rodzine założyć, własne dzieci na dobrych
      ludzi wychować...
      przecież teraz właściwie te więzi z rodzicami nie są już takie silne jak kiedyś
      w przeszłości, można z tym się uporać
      może oto chodziło autorce - tego 'wrednego' postu, i miała jakieś lepsze
      intencje - mam nadzieje .
      • Gość: she Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.04, 18:43
        Mysle ze trzeba wreszcie obalic mit jakoby rodzina byla gwarantem szczescia.
        Odczarowac stereotyp, ze mama zawsze kocha swe dzieci. Jak zauwazyl kiedys J.
        Urban, rodzina jest zrodlem wszelkich dewiacji. Prawda jest taka, ze istnieje
        spore grono ludzi zlych z definicji, ze spaczonymi charakterami i gdy ci ludzie
        plodza potomstwo, staja sie automatycznie zlymi i spaczonymi rodzicami.
        Niezaleznie od zewnetrznych trudnosci - wiadomo w jakim kraju zyjemy -
        najlepszym rozwiazaniem dla tych wszystkich osob byloby powiedziec matce w
        twarz co sie o niej mysli i zerwanie z nia kontaktu, definitywnie. "Jestes zla,
        krzywdzisz mnie umyslnie, nie moge cie zniesc i odchodze - znajdz sobie innego
        glupiego". Niech zostanie sama ze swoim jadem ;)A zle doswiadczenia potraktowac
        jako dobra lekcje zycia, nauke rozpoznawania zlych intencji i manipulacji...
        Jaka szkoda, ze osoby wrazliwe, naiwne i bierne miewaja rodzicow - tyranow, a
        rodzice starajacy sie dac wszystko co najlepsze miewaja glupie i zepsute,
        niewdzieczne czy wrecz zle dzieci. Fajnie by bylo zamienic ich miejscami, niech
        normalni przebywaja wsrod normalnych a psychopaci niech sie mecza w swoim
        piekielku.
        • Gość: GOŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 20.11.04, 19:13
          No wiesz She , nie sądze żeby to o to chodziło, moi rodzice też mieli swoje
          problemy, też dorastali w rodzinach z takimi problemami, tylko wtedy zwracanie
          się po pomoc do psychoterapeuty, psychologa nie była jeszcze możliwa,
          ...tak wogóle myśle że oni sami nawet nie dali by się na to namówić, bo są z
          innych czasów - nie zaakceptowali by chyba nigdy takiego wyjścia....jednak oni
          też w pewnym stopniu mają swoje problemy, to są tacy ludzie jak my...mają
          problemy z emocjami, tylko nie sądze że ciągłe godzenie się z niezdrową
          sytuacją mogło tutaj komuś pomóc....ale zmiany zawsze zaczyna się od siebie, i
          skoro nasi rodzice tego nie widzą, to nam nic nie stoi na przeszkodzie pójść tą
          właśnie drogą.
          Nie sądze żeby rodzice byli potworami, z tym się nie zgodze, są poprostu
          dorosłymi ludzmi, którzy bardzo często jednak nie potrafią w pełni ponosić
          odpowiedzialności za siebie samych, więc starają się nadmiernie kontrolować
          wszystko i wszystkich co jest wokół nich.
          • Gość: she Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.04, 14:01
            Zgadzam sie z ostatnia Twoja wypowiedzia, aczkolwiek sadze, ze wiele osob po
            prostu nie powinno miec dzieci, dla dobra tychze dzieci. Problem z tymi
            dominujacymi matkami jest tez taki, ze wg nich one nie maja zadnych klopotow z
            emocjami, to otoczenie a w tym dzieci sa zle, niewdzieczne itd. I co
            psychoterapeuta zrobi takiej nadzwyczaj pewnej swych racji mamusce? Nie
            podmieni jej przeciez genow, a to w nich tkwi osobowosc, jak tez wszelkie
            potencjalne schorzenia mentalne.
            Ja tam dalej swoje: masochosta sie swietnie czuje przy sadyscie i vice versa.
            Zdrowy czlowiek nie wytrzymuje szantazy emocjonalnych i innych
            przejawow "problemow" swoich rodzicow, i ucieka od nich gdzie pieprz rosnie;
            czy to do internatu, czy na studia, czy nawet do innego kraju. Im dalej, tym
            lepiej. Kurcze, przeciez kazdy jest odpowiedzialny za siebie i swoj los,
            zarowno rodzice jak i dzieci. Te osoby co narzekaja na forum, maja chyba bardzo
            niskie poczucie wlasnej wartosci, mnostwo kompleksow. Inaczej by nie
            zamartwialy sie tak krytyka i postepowaniem swoich matek. Chociaz dobrze, ze
            jednak sobie uswiadamiaja wage problemu, zawsze to jakis poczatek zmian, oby
            trwalych i na lepsze.
            • Gość: GOŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 21.11.04, 15:15
              Coś jest w tym co napisałaś...moja matka jest bardzo filigranową
              kobietą...nawet wiek nie wpływa na to że zawsze wygląda bardzo uroczo, jest
              błyskotliwa_nikt nie ma takiego poczucia humoru jak ona, jest inteligentna
              _ nigdy jej opinie nie są kalką czyichś opinii i to wszystkie prawie tematy
              które ją interesują,
              a ja przy niej zawsze byłam takim sobie kopciuszkiem ( od dziecka zawsze
              podkreślała te różnice, wciąż podkreślała wszystkie moje wady, że w końcu stało
              się wątpliwe czy mam jakieś zalety),
              z jakiegoś powodu godziłam się być zawsze blisko niej, bo w chwilach gniewu
              potrafiła być przykra, b. przykra , ale znowuż w innych momentach tak bardzo
              słodka, ciepła że odrazu zapominałam o wszystkim,
              wymuszała w jakiś sposób......poprzez uzależnienie moje materialne od niej i
              nie mówie że teraz gdy już mam swój wiek, ale wcześniej gdy byłam tylko na nią
              zdana...(albo nie pozwalała mi odejść), albo straszyła że wyląduje na ulicy jak
              pozostawałam a nie godziłam się w jej opiniach.....aż wreszcie kazała mi
              wszędzie ze sobą jeżdzić pod pretekstem pomocy jej i ojcu,
              jak tak przebywałam przez cały czas z nią , to tym bardziej takie myśli mi nie
              dawała spokoju , że musze się starać być taka jak ona ,,, nawet udawać że mam
              inny temperament niż mam,
              bo jej zdaniem ktoś z moim temperamentem ponwinien się zastrzelić a nie żyć,

              tak wogóle mam okropny kompleks przy matce, bo wiem że całe najbliższe
              otoczenie ją akceptuje , a mnie traktuje jak wroga,
              każdy facet widzi że jestem zakompleksiona i chwiejna,,,,więc koniecznie chce
              wleżć w rodzine
              - i oczywiście taki potencjalny kandydat jest odrazu skreślony, bo mimo
              wszystko marze że uda mi sie to życie wyprostować, i marze o prawdziwej miłości.

              • Gość: m GOŚĆ IP: *.int.pl 21.11.04, 15:28
                Widzę po Twoim IP, że jesteśmy z jednego miasta. Słuchaj koniecznie, jeśli
                chcesz sobie pomóc, udaj się do Poradni Psychoterapii Medycznej Jacka
                Sochackiego przy ul. Włościańskiej 101 w Białymstoku. Ośrodek ma kontrakt z
                NFZ, więc nie trzeba płacić. Na wizytę trzeba dość długo czekać (może być nawet
                ponad miesiąc), ale warto!! Telefony: 653 88 86 i 653 99 02
                • Gość: GOŚĆ Re: GOŚĆ IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.04, 15:35
                  dzięki wielkie i taka terapia trwa tylko dziesięć tygodni, każdego dnia po
                  osiem godzin, a jak chcesz się zgłosić indywidualnie to nie ma takich dużych
                  szans na to żeby na taką terapie się dostać,
                  albo ja jestem nieuleczalnym przypadkiem???
                  • Gość: GOŚĆ Re: GOŚĆ IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.04, 15:39
                    Nie , troszke chyba przesadziłam, ale zasięgałam już tam informacji , pięć
                    godzin każdego dnia.
                    Prawde mówiąc jeżeli chodzi o indywidualną, nie zakwalifikowałam się, mam
                    nadzieje że to nic nie znaczy, nie oznacza to najgorszego
                    że nie moge już sobie pomóc???
                  • Gość: m Re: GOŚĆ IP: *.int.pl 21.11.04, 15:42
                    No wiesz... albo chcesz coś zmienić w życiu albo nie... Decyzja należy do
                    Ciebie.
                    Terapia grupowa nie trwa 8 godzin dzinnie tylko 5-6. 10 tygodni to bardzo
                    długo.
                    Na indywidualną można się dostać. Trzeba być tylko bardzo cierpliwym i upartym.
                    Trzeba chcieć się zmienić a nie narzekać.
                    Dla osób pracujących jest terapia w godzinach wieczornych, trwa 12 tygodni.

                    > albo ja jestem nieuleczalnym przypadkiem???

                    A chcesz nim być?
                    • Gość: GOŚĆ Re: GOŚĆ IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.04, 15:54
                      hmmm...wiesz dzięki, nie moge kontynuować tego tematu, bo nie jest to temat na
                      forum,
                      ale dzięki za wskazówke, nie wątpie że 'Włościańska' jest dobra.
                      Bardzo Ci dziękuje, ale nie moge tego tematu ciągnąć tu na forum.
                      • Gość: m Re: GOŚĆ IP: *.int.pl 21.11.04, 16:07
                        Decyzja należy tylko i wyłącznie do Ciebie.
                        • Gość: GOŚĆ Re: GOŚĆ IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.04, 18:56
                          gdybyś podał gościu adres napisałabym Tobie dlaczego tak jest że nie mam
                          możliwości skorzystania z tego typu terapii, decyzje _ oczywiście że chce,
                          wiele rzeczy bym chciała zmienić, i czasami czuje że sama już nie daje rady,
                          bez przyjaciół, bez osób które mogłyby zrozumieć ten problem, zaakceptować mnie
                          z moją przeszłością , której np. bardzo się wstydze itd.. Naprawde bardzo bym
                          chciała żeby to było możliwe, co mi da użalanie się nad sobą tu na forum, może
                          tylko tyle że osoby które mnie nie znają _ nie są wstanie zranić mnie swoją
                          oceną na ten temat, bądż niezrozumieniem.
                          • Gość: m Re: GOŚĆ IP: *.int.pl 21.11.04, 20:25
                            Nie chcę żebyś się przede mną tłumaczyła. Nie jestem sądem, nie zrobi mi się
                            smutno jeśli nie skorzystasz z mojej rady, nie wpadnę w euforię jeśli to
                            uczynisz. Nie jestem jak Twoja mama. To nie o mnie tu chodzi. To nie ja jestem
                            najważniejsza. Ty jesteś. Pamiętaj o tym.

                          • alfika Re: mam wrazenie, Gościu, 23.11.04, 09:33
                            że jak na razie sama postanowiłaś zrobić sobie krzywdę
                            trwać w swoim zdołkowaniu
                            ale to też Twój wybór
                            jest wiele ludzi, którzy popatrzą, posłuchają Twojej historii, ale tkwić w
                            czymś, czego podobno nie chcesz, będziesz Ty - również na tym tracić
                            szkoda

                            dochodzisz do stwierdzeń typu: "nie moge skorzystać", "mój przypadek jest
                            beznadziejny", "dlaczego nie dostałam się na terapię indywidualną" - wiesz,
                            grupowa jest o tyle dobra, że traci się szybciusio wrażenie wyjątkowości w
                            cierpieniu, poczucia "nikt nie ma tak źle jak ja, popatrzcie tylko"

                            Twoje życie - Twój wybór
                            na razie usiłujesz zmusić mamę do amiany podejscia do ciebie - to etap do
                            odkrycia, że tylko Ty możesz zmieniać - i to SWOJE podejście

                            Trzymam kciuki za odkrycie tej oczywistej prawdy przez Ciebie
              • Gość: she Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.04, 17:58
                Mam nadzieje, ze Cie nie dotknelam uwaga o kompleksach :(
                To zaden wstyd je miec. Kazdy je ma, Ty i ja i podejrzewam ze nawet Twoja mama.
                Nikt nie jest idealny, a poza tym nie po to zyjemy aby spelniac cudze
                wymagania, jakkolwiek egoistycznie to zabrzmi. Ponadto, co Twoja mama uwaza u
                Ciebie za wade, ktos inny moze uznac za zalete ! U mnie na przyklad bliscy
                wytykali brak serdecznosci, zamkniecie w sobie i takie tam, a dzis zgodnym
                chorem twierdza ze mam zdrowy rozsadek, jestem przewidujaca i gospodarna. Ty
                tez na pewno masz mase zalet i zaslugujesz na kogos, kto je doceni :) I jeszcze
                jedno: przestan widziec w swojej mamie skonczony cud swiata. Nikt nie ma
                takiego poczucia humoru jak ona ? E tam, znalazloby sie kilka rownie albo
                bardziej dowcipnych osob. Inny kit stary jak swiat: "beze mnie sobie nie
                poradzisz". Poradzisz sobie wlasnie BEZ niej, z nia prawdopodobnie czekaja cie
                same porazki, bo ona ci uniemozliwi osiagniecie sukcesu (bo wtedy juz by nie
                byla taka super i numer 1 w otoczeniu, wiec musi zdlawic najblizsza potencjalna
                konkurencje, czyli Ciebie...).
                Ufff, czy to co pisze jest nieco straszne ? Nie jestem ostatecznie
                psychologiem, to tylko moje subiektywne widzenie swiata. Troche go czarno
                widze, no ale za wesoly to on nie jest.
                • Gość: GOŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 21.11.04, 18:52
                  nie , straszne, nie
                  ja raczej Ci dziękuje że czytasz moje posty, i ciesze się też że moge
                  przeczytać twoją opinie....
    • maniia Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 20.11.04, 22:42
      wyniesc sie z domu - to nr 1 bo inaczej zawsze jestes w roli corki, a nie
      niezaleznej indywidualnosci. Nie gderac tylko zabrac sie do dziela.

      Ale zeby moze nie chowac urazy, porozmawiac z matka spytac o motywy dlaczego
      tak corke traktowala, to pozwoli Wam zrozumiec ja. Ale miejcie na uwadze ze
      matka moze absolutnie nie wiedziec o czym mowicie, albo nie chciec wiedziec.

      jeszcze jedno z innej beczki - wybaczenie NIC nie pomoze. Gdy rodzicom mowie
      ze cos zle zrobili - wpadaja w szal i twierdza ze jestem niewdzieczna corka i
      ze oni byli ekstra dobrzy. Takze jeszcze sie obraza jak powiesz ze wybaczasz.
      I to jest najgorsze, bo nawet nie dadza Tobie satysfakcji ze pamietaja (czy
      CHCA pamietac ze cos zle zrobili). A te kilka slow: "tak zle zrobilam/em i
      szczerze zaluje i przepraszam". to by byla doskonala terapia dla danej osoby.
      Ale nawet jak tego nie ma to jest bardzo przykre.
      • procesor Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 20.11.04, 23:31
        maniia napisała:
        > jeszcze jedno z innej beczki - wybaczenie NIC nie pomoze. Gdy rodzicom mowie
        > ze cos zle zrobili - wpadaja w szal i twierdza ze jestem niewdzieczna corka i
        > ze oni byli ekstra dobrzy. Takze jeszcze sie obraza jak powiesz ze wybaczasz.
        > I to jest najgorsze, bo nawet nie dadza Tobie satysfakcji ze pamietaja (czy
        > CHCA pamietac ze cos zle zrobili). A te kilka slow: "tak zle zrobilam/em i
        > szczerze zaluje i przepraszam". to by byla doskonala terapia dla danej osoby.
        > Ale nawet jak tego nie ma to jest bardzo przykre.

        Aaaaaaaa! Ale sie ubawiłam. :/
        Cos ci sie z tym wybaczeniem pomyliło.

        Ty nie masz im powiedziec "wybaczam wam".
        Ty masz im wybaczyć! To co opisałaś nie było bynajmniej wybaczeniem. Było
        żądaniem pokajania się przezd toba! To zupełna odwrotność! To zakamuflowane
        żądanie "wybaczę wam jak mnie ładnie przeprosicie"!!

        Prawdziwe wybaczenie to puszczenie w niepamięć a nie czekanie na te "tak zle
        zrobilam/em i szczerze zaluje i przepraszam".

        Wyobraź sobie swoją matke jak ci mówi "źle zrobiłaś, jestes wyrodną córką - ale
        ja ci WYBACZAM". I co? Masz poczucie że ci wybaczyła?!
        • bylla Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 22.11.04, 08:14
          ale maniia poruszyla dobra sprawe. Jak zalozymy nawet ze nie chodzi o
          wybaczenie, dobrze by bylo jak by rodzice przyznali sie ze cos zlego zrobili, a
          tak nie dosc ze zle traktowali(spaczyli Twoja psychike) to jeszcze nie chca sie
          przyznac.
          • procesor Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 22.11.04, 12:25
            bylla napisała:
            > ale maniia poruszyla dobra sprawe. Jak zalozymy nawet ze nie chodzi o
            > wybaczenie, dobrze by bylo jak by rodzice przyznali sie ze cos zlego zrobili,
            > a tak nie dosc ze zle traktowali(spaczyli Twoja psychike) to jeszcze nie chca
            > sie przyznac.

            Widze, ze nic nie zrozumilas.
            Nie załozymy ze nie chodzi wybaczenie - bo na tym to sie opiera.
            Do tego by sie zmienic nie jest potrzebne przyznanie sie rodziców do winy!
            Juz tu gdzies pisałam - oni tez mogą sie bronić, że ich spaczyli ich rodzice, a
            dziadkowie że to ich rodzice.. i tak dalej. Co to da? Nic.
            Weź sie za siebie - a nie szukaj na zewnątrz usprawiedliwień swego stanu.
            Rodziców nie zmienisz - siebie możesz, swoje spojrzenie na nich, na świat.
            I o to chodzi.

            Ty masz wybaczyć by to zostało za tobą. To że oczekujesz przeprosin - jako
            koniecznego warunku - oznacza że niczego nie wybaczyłaś. I dzięki temu będziesz
            jak uwiązana do rodziców przez swój żal.
            • Gość: gf Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.04, 12:32
              Procesor, Ty jak czasem cos napiszesz, to rece opadaja...

              Naprawde tak trudno zrozumiec, ze nie chodzi o 'przepraszam' tak naprawde,
              tylko o to, ze brak owego przepraszam stanowi probe podwazenia doswiadczen tej
              dziewczyny? Nie dosc, ze jest jej trudno, to jeszcze slyszy (doslowne lub
              nie) 'wymyslilas to sobie, wcale tak nie jest'.

              Moglabys sie czasem postarac, kurcze.
              • bylla Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 22.11.04, 22:46


                "tylko o to, ze brak owego przepraszam stanowi probe podwazenia doswiadczen tej
                dziewczyny? Nie dosc, ze jest jej trudno, to jeszcze slyszy (doslowne lub
                nie) 'wymyslilas to sobie, wcale tak nie jest'. "

                wlasnie SWIETNIE ujete. Nie dosc ze dostalo sie po glowie to jeszcze jest
                zaprzeczanie ze sie bylo zle traktowanym. rodzice czesto mowia ze czegos nie
                bylo, ze to nasza wyobraznia. Potrafia zaprzeczyc faktom takim jak bicie czy
                wyzywanie.
              • procesor Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 22.11.04, 23:04
                Gf, ty jak czasem coś napiszesz, to ręce opadają..

                Ty tez nie widzisz, że tak naprawdę owo "przepraszam" wcale nie jest niezbędne
                do tego by wybaczyć? Póki one/oni czekaja na przepraszam od rodziców, póki
                czują w sobie krzywdę, póki nie przebaczą - nie stana "ponad" tym. Rodzice będa
                mieli nad nimi dodatkowa władzę - paradoksalnie - przez ich własne poczucie
                krzywdy.

                Wybaczenie rodzicom może pomóc spojrzec na nich oczami dorosłego, a nie
                dziecka, skrzywdzonego dziecka. A bycie dorosłym to jedyna dla niech droga by
                zacząc życ własnym życiem.

                Trzeba spojrzeć na rodziców jak na obcych ludzi by móc odciąć sie choć na
                chwilę od własnych emocji. To nie my tu na forum znamy tych ludzi. To ich
                dzieci moga popatrzeć "z boku" i dojrzec jacy oni są. Nie jako rodzice jedynie -
                jako ludzie. Bo oni sa LUDŹMI. Zwykłymi, z wadami. Przez fakt stania się
                rodzicem nie staje sie świętym. Wybaczyc tym niedoskonałym ludziom to dać sobie
                szansę. I dotyczy to nie tylko "toksycznych" rodziców, także każdego kto nas
                rani. Wybaczyć - to nie stac pokornie w oczekiwaniu na kolejne upokorzenia. To
                uświadomic sobie własną siłę ("wiem, że twoje zachowania sa niesprawiedliwe,
                nie musze sie na nie godzić") i skierownaie energii na to co zrobić trzeba dla
                siebie, a nie trwanie w oczekiwaniu na przeprosiny.

                I niech ci co narzekaja na rodziców nie myślą że ci co NIE narzekają tez nie
                stoczyli jakichs swoich walk z rodzicami. :) Inni rodzice, inne dzieci - inne
                walki. Dojrzewanie - zawsze.
    • Gość: GoŚĆ Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 22.11.04, 11:47
      Powiedzcie co robić, jak są ludzie którzy po takim doświadczeniu boją się
      każdego kolejnego odrzucenia...odrzucenie kojaży się zawsze z winą i
      potępieniem, bo to zostało zakodowane w dzieciństwie, co robić???
      Odrzucenie to potępienie !!!!!!!!!

      • Gość: Karo Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.dip.t-dialin.net 24.11.04, 19:27
        W kazdej z opinii jest przynajmniej troche racji, ale jednego nie rozumiem -
        dlaczego my (tzn. dzieci) mamy sie starac, zeby ten chory uklad zmienic? Ja
        zawsze myslalam, ze jesli bede spelniac oczekiwania rodzicow, to mnie pochwala,
        zaakceptuja fakt, ze nie urodzilam sie chlopcem, ze jako dziewczynka tez moge
        miec wartosc. Niestety, dzialalo na zasadzie daj palec, a wezma cala reke.
        Dlatego jako 20latka "ucieklam" za granice. Tu nauczylam sie, ze istnieje inny
        model rodzinny, nie tylko ten oparty na wzajemnych zalach. Usiluje go
        wprowadzic w domu, choc jest trudno. Ojciec ze mna nie rozmawia, jak dzwonie
        i - coz za pech - on odbierze, nawet nie zapyta, co slychac, tylko "juz
        czekaj, czekaj" i wola moja mame. Widac inaczej nie potrafi. Koncentruje sie na
        mamie i np. pieke z nia 12 (dwanascie) makowcow dla wszystkich jej znajomych,
        liczac ze podczas pieczenia sobie porozmawiamy. Gdzie tam! Wtedy (zeszle
        Swieta) bylam w trakcie zmiany pracy, ale nikt nawet nie zapytal, dlaczego.
        Jedynie moja wspaniala babcia. Ale akcja mojej mamy w ciagu ostatnich kilku
        miesiecy - przekonywanie rodziny, ze ich oklamuje twierdzac, ze koncze
        magisterke, nie wiem na jakiej podstawie to sobie wymyslila - ochlodzily moj
        kontakt nawet z babcia, o innych nie wspominajac.
        Dzisiaj bylam u lekarza i to, co uwazalam za symptomy choroby zoladka, lekarz
        zdiagnozowal jako depresje. Poniewaz brakuje mi oparcia w zyciu. Moim zdaniem
        to nadchodzace Swieta wpedzaja mnie w ten nastroj. 2 tygodnie ignorowania mnie
        lub kwestionowania moich wartosci - czy scenariusz z poprzednich lat sie
        powtorzy? Niestety nie mam podstaw zeby stwierdzic, ze moi rodzice, tak ONI,
        dorosli do swojej roli. To nie tylko "niewdzieczne" dzieci sa winne takim a nie
        innym stosunkom w domu rodzinnym. To przede wszystkim rodzice, rowniez dlatego,
        ze oni nas i nasze stosunki uksztaltowali.
        • qrnik Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 24.11.04, 20:22
          Gość portalu: Karo napisał(a):

          > W kazdej z opinii jest przynajmniej troche racji, ale jednego nie rozumiem -
          > dlaczego my (tzn. dzieci) mamy sie starac, zeby ten chory uklad zmienic?

          Dlatego, że oni po prostu tego nie potrafią, nie widzą, że coś jest nie tak. Po
          prostu.
          Zastanawiam się też czy koniecznie trzeba zmieniać... Mam coraz większą
          pewność, że do niedawna żyłam nie dla siebie, ale dla innych. Cała moja energia
          była nakierowana na zlepianie stosunków panujacych w mojej rodzinie. Na to,
          żeby być super grzecznym, odpowiedzialnym dzieckiem, które stanie na uszach
          żeby tylko mama lub tata nie byli źli, smutni, niezadowoleni, etc. Przecież ja
          obarczałam się odpowiedzialnością za to, że ojciec stłukł mnie do siniaków
          paskiem a matka wyzywała od kretynek... Do cholery! Gdzie wsadziłam swoje
          własne życie? A jednak poczucie winy czasami przytłacza tak bardzo, że nie ma
          się ochoty nawet wstać z łóżka.
          Powoli coś jednak się zmienia. Terapia coś dala. Tyle, że to tak powoli się
          dzieje...
          • Gość: GoŚć Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 24.11.04, 22:12
            jestem jakiś czas odseparowana od rodzinki, chciałam poprostu coś zmienić, ale
            czuje się okropnie...i tak się teraz o wszystko obwiniam, nie daje sobie rady z
            emocjami, i czuje się jakoś strasznie samotna...nie myślałam że to dążenie do
            jakiś zmian - bez pomocy psychoterapeuty..bo żaden nie chciał się podjąć
            terapii, pewnie dlatego że ja nie chciałam uwierzyć że pomoc terapeuty jest mi
            potrzebna,
            czuje że na wszystko zapóżno, nie moge wrócić do starych układów...bo tak się
            nie da, coś rozpoczełam zmieniać i wrócić do tego starego już się nie da,
            zresztą to nie było postanowienie zmian...okazało sie że dłużej już tak nie
            można,
            i chyba nie bardzo mi wychodzi w moim nowym życiu, każda jedna decyzja stwarza
            mi mnóstwo problemów, i wciąż obwiniam się o najmniejsze nawet porażki...
            mam przeczycie - że poza już poprostu nic się zrobić nie da, :( mam 25 + więc
            może dla mnie zapóżno:(.
            • procesor Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 24.11.04, 22:17
              Gość portalu: GoŚć napisał(a):
              > mam przeczycie - że poza już poprostu nic się zrobić nie da, :( mam 25 + więc
              > może dla mnie zapóżno:(.

              O mamo! NIGDY nie jest za późno, chyba że własnie schodzisz w tej minucie ze
              swiata!

              Czasem życie ktos od nowa i po raz pierwszy normalne życie zaczyna po 50ce! I
              nie mam na myśli alkoholu.. :) Czasem kobieta zostająca w związku z męzem
              zdradzającym, poniewierającym (choć nie fizycznie) dopiero po odejściu dzieci z
              domu - odkrywa że MOŻE jeszcze zaznac szczęscia i że POTRAFI uwolnić sie z
              tej "niemocy". Czasem trzeba siegnąć dna by przestac sie bać zmian.
              • Gość: GoŚć Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 24.11.04, 22:30
                ale ja nie sięgnełam dna.....ani dna , ani ponic innego jeszcze nie sięgnełam:(

                Mój problem bardziej przypomina ten alkoholika :(, tak samo nie zasługuje na
                szacunek ludzi, tak samo życie poświęciłam na ciągłe użalanie się i ucieczki
                i inne zachowania autodestrukcyjne.........
                gorzej że nie widze wyjścia, bo dodatkowo jestem nieśmiała, z trudem nawiązuje
                kontakty , więc moja zależność od akceptacji rodziny była jeszcze większa,
                cierpie na depresje i różne lęki i nie daje już z tym rady.
                Czy każdy człowiek mieszkając sam czuje się samotny, nawet taka osoba która
                ma znajomych, napewno nie każdy, a ja tak się czuje i nie panuje nad tym,
                to wszystko jest okropnie skomplikowane :(
            • Gość: m Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.int.pl 24.11.04, 22:20
              Gość portalu: GoŚć napisał(a):

              > mam przeczycie - że poza już poprostu nic się zrobić nie da, :( mam 25 + więc
              > może dla mnie zapóżno:(.

              Będę brutalna: większej głupoty dawno nie czytałam...
              Dziewczyno (?) masz DOPIERO 25 lat i WSZYSTKO możesz zmienić!!! Na moje terapii
              były osoby, które miały po 40 - 50 lat i potrafiły odmienić własne myślenie i
              postępowanie! Normalnie chce mi się przyjechać do Ciebie i po przyjscielsku
              kopnąć Cię w tyłek ;)
              Słuchaj powiem tak: czy Tobie jest teraz dobrze? Jeśli nie, to co zamierzasz z
              tym zrobić?
              • Gość: GoSc Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 24.11.04, 22:35
                ale chyba nie rozumiesz, ja taka terapie podjelam, bylam u wielu psychologow,
                wlasnie zmieniam miejsce zamieszkania wiec na terapie zapozno,
                smutne ale z grupowa sobie nie poradzilam, strasznie mi zal tej grupowej, ale
                psychoterapeuta uwaza ze jak dla mnie to nieodpowiedni moment na tego typu
                prace ze soba, nie poradzialbym sobie z tym wszystkim, nie udzwignelabym tego
                co moglabym na terapii uslyszec
                ...a i tak slucham, po mnie to poprostu widac ze bylam takim poprostu
                koziolkiem ofiarnym swojej rodziny _ wewszystkim widac , w sposobie poruszania,
                smutna twarz, pochylona glowa - poprostu moje cialo jest zdrajca, i w
                spolecznych sytuacjach zdradza moje leki i obawy, a nie bac sie tak poprostu
                innych ludzi juz nie umiem,
                skoro moja mama potrafila niezle mna manipulowac, to nie moge chyba wierzyc ze
                czegos lepszego moge sie spodziewac po osobach ktore sa mi obce, a ja pozwalam
                im wkroczyc w soje zycie.
                • Gość: Gość Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.04, 22:52
                  no moze z tym że obawiam się ludzi to przesadziłam, nie o to chodzi, ale
                  obawiam się krytyki, odrzucenia, cięzko się pogodzić z odrzuceniem, cięzko
                  zaakceptować krytyke nawet tą która pokrywa sie z prawdą.
                  • qrnik Gościu... 25.11.04, 11:21
                    I co zamierzasz z tym zrobić?
              • Gość: GoŚć Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / 80.51.121.* 24.11.04, 22:47
                wyrzucili mnie za to że nie umiałam się dostatecznie otworzyć na terapii, mówią
                że to zawcześnie,
                miałam poważne plany z tą terapią grupową, na indywidualną powiedzieli że nie
                mam szans, bo pierwszeństwo mają osoby z poza ośrodka....a ja czuje jakby coś
                ukryli przedemną, a może już nic poprostu zrobić się nie da,
                dlaczego żaden lekarz nie podjął się leczenia, odrazu skierowanie do szpitala
                dali na oddział nerwic i to wszystko.....czy chodziło tylko o to że się
                wyprowadzam z tego miasta, a może coś jeszcze ukryli:(
          • procesor Re: do tych 25+ narzekajacych na matke 24.11.04, 22:13
            qrnik napisała:
            > Gość portalu: Karo napisał(a):
            > > W kazdej z opinii jest przynajmniej troche racji, ale jednego nie rozumiem -
            > > dlaczego my (tzn. dzieci) mamy sie starac, zeby ten chory uklad zmienic?
            >
            > Dlatego, że oni po prostu tego nie potrafią, nie widzą, że coś jest nie tak.
            > Po prostu.
            > Zastanawiam się też czy koniecznie trzeba zmieniać...

            OOOOOOOOOOOOOOO! I o to chodzi. :)
            Nie trzeba ICH zmieniać. Wystarczy siebie. Ale to nie znaczy - dostosowac sie
            do ich wyobrażeń! Raczej uniezaleznić sie od ich opinii - na poczatek, a potem
            starać uniezaleznić w ogóle.
            I bez złości, żalu, nienawiści. Raczej ze współczuciem. Pomyślcie - wy sie
            możecie zmienic, macie przed sobą szansę - a oni? Oni zostaną jacy sa - i choć
            może sami tego nie wiedzą - to już wsytarczająca "kara".
            • Gość: GoŚć Re: do tych 25+ narzekajacych na matke IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.04, 22:43
              najgorsze jest że matka tak bardzo się boi że dzieci mogłyby dom rodzinny
              opuścić całkiem, boi się tego i co gorsze ja tez sie o nia boje, i nie kłamie
              teraz tak właśnie jest:( :( może mam coś z głową nie tak, ale najpierw
              szantażowała, a ostatnio płakała gdy chciałam się wyprowadzić, czuje żeby sobie
              nie poradziła, albo bardzo cięzko z tą sytuacją .
    • kanenta Do mamuś:)) 24.11.04, 20:58
      ....Jeżeli,Twoje dwudziestopięcio :) letnie dziecko j
      est zależne od Ciebie!!
      gratuluję głupoty :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka