pogubiony568
19.04.25, 17:45
Wydaje mi się, że nie jestem zdolny do związku. Od zawsze mam w głowie poważną relację z chłopakiem, ale tak się jednak nigdy nie działo. Zawsze były to propozycje seksu itd. W końcu po wielu latach się zgodziłem i spotkałem się w taki sposób parę razy, bo zdałem sobie sprawę z tego że i tak już nikogo nie poznam więc stwierdziłem że spróbuje z drugiej strony - najpierw seks i może po tak intymnej sprawie pojawi się iskierka, ale nic z tego nie wyszło, a ja nie mogłem sobie wyobrazić być sam.Zakochiwałem się romantcznie z każdym nowym mężczyzną/bardziej zauroczyłem a oni mieli problem żeby się przede mną otworzyć jakby zależało im tylko na seksie - to nie dla mnie. Jest mi bardzo ciężko poznać kogoś na stałe- nawet nie wiem gdzie szukać bo wszędzie jest tylko seks więc te spotkania były w głównej mierze wynikiem mojego własnego uśwadomienia sobie, że w dzisiejszych czasach już nie ma relacji ani wierności tylko liczy się seks i tylko seks. Ciągle uciekam myślami do tego, by poznać tego jedynego, ale obawiam się że już nie umiem nawiązywać normalnych relacji. Z początku udawało mi się poznać 4 osoby na snapchacie z zagranicy, ale zaangażowanie było tylko z mojej strony i pojawiały się zdrady (sprawdziłem). Jendkże relacji intenrtowych nie mogę nazwać czymś poważnym - poprostu było to jakieś doświadczenie dla mnie z tego względu, że nie zdawałem sobie sprawy ze słów kocham Cię - używałem ich za szybko i też za szybko nazywałem relacje związkiem gdzie ona związkiem nie była tym bardziej, że przez internet. Przed spotkaniami seksualnymi, a wtrakcie trwania kolejno nieudanych związków wielokroetnie byłem zraniony podczas tych relacji internetowych gdzie musiałem się spotykać z przyjaciółką i wypłakać się jej w ramiona, bo z żadnym mi nie wychodziło - zawsze dawałem z siebie 100%. Myśle, że napewno mnie to zniszczyło w jakiś sposób przed zaufaniem kolejnej osobie. Ja wiem czego chcę - trwałej relacji, której teraz się już boje po tym co przeżyłem i po zdradach. Tyle, że to nie wychodzi nigdy, i pozostają tylko spotkania seksualne? Nie czuje się naprawdę super podczas tych spotkań - to nie jest to. Seks jest dla mnie czymś co się robi z jedną osobą, moje granice zostały utracone. Plus jest taki, że doszło do pocałunku i przytulenia i "zdawkowej rozmowy" chociaż tyle. Jakiś czas temu poznałem jednego chłopaka, nawet ok do nczego intymnego nie doszło więc było tak jak to powinno wyglądać jednak utracamy co jakiś czas kontakt, a ja boje się go podtrzymać bo mam w głowie (jeśli pokaże facetowi, że mi zależy to on nie będzie o mnie walczył albo się znudzi). Napisał on do mnie z zapytaniem czy mam ochotę z nim pojechac na rower, akurat trafił w fajny moment bo byłem po skończonej tygodniowej relacji internetowej z kimś innym gdzie okazało się, że zostałem zdradzony więc na rowery ani na nic już nie miałem ochoty. Co raz bardziej chce mi się tym wszystkim wymiotować dlaczego to tak wygląda? Jeśli chodzi o tego chłopaka z rowerami to boje się że znów nie wyjdzie, dlatego staram się go odsuwać, że jestem mega zajęty itd. Szczerze to wydaje mi się, że ten chłopak z propozycją z rowerami wydaje się nawet najbardziej wporządku ale już z doświadczenia wiem nigdy nie mów nigdy. Ma swoje minusy tak jak ja i wiele innych osób, ale jego kapryśność wywołuje u mnie lęk- stwierdzam to po tym jak się spotkalismy na żywo po raz pierwszy gdzie on mi mówił jak on to bardzo dba o samochód że żaden paproszek nie zostanie. Bo co jeśli kiedyś doleje za dużo/ za mało płynu do prania i on będzie się czepiał zapachu ubran, co jeśli dodam za mało soli do zupy, co jeśli położe odwrotnie książke na regale w pośpiechu - już mi mówił że kiedyś był w związku z chłopakiem gdzie ten wyprał mu skarpetki i powiesił mu na drewnainym płocie a ten chłopak się strasznie czepiał każdego szczególiku, że mu drewno się zniszczyło itd. Więc ja się boje już relacji z nim, mrugnę 3 razy patrząc się na niego zamiast 2 razy i to będzie powód do interpretacji mojego zachowania? Też lubię porządek, ale boje się że zawsze będzie jakiś punkt do przyczepu a ja jestem mega uczulony na takie coś- mega to przeżywam że zrobiłem coś nie tak i poźniej się boje nastepnym razem odrazu mam takie coś - to w takim razie ty to zrób skoro jesteś taki mądry. Nauczyłem się bardziej już milczeć w takich sytuacjach ale nie zmienia to faktu, że mnie to porusza. Macie jakieś porady czy coś? Pozdrawiam