Dodaj do ulubionych

Te bordery

14.08.25, 16:30
O wiedzy ostatnio gadaliśmy. No to co wiecie o borderach i skąd? Ilu poznaliście i co to za relacja?
Czy zdiagnozowani fachowo?

Ja poznałem łącznie 6, ale powiedzieć coś mogę o 5.
Po pierwsze moja ex. No borderka wypisz wymaluj, podłożyłem się i ona ze swoją siłą, ja ze swoim rozchwianiem i brakiem styków, rywalizacją z nią... No piekiełko. No ale na terapii była i podobno długo, podobno trochę się uspokoiła, zgrywa mi się to z wiadomościami, chociaż miała też jakieś gorsze okresy. Po młodym wiem, że musiała wpadać w szały, ale ogólnie to raczej mam dzieciaka mniej pokiereszowanego niż bym się spodziewał, z dziwactwami, obsesjami, odpalami, ale mogło być znacznie gorzej, bo ona była borderka wybuchową na maxa ale w swoich mocnych emocjach bardzo planująca i wyrachowana, no potrafiła. Miała chory styl przywiązania. Nie dowiedziałem się czy kiedykolwiek czegoś pożałowała, nawet jeśli mi nigdy nie napisała o czymś takim. Po prostu czasem przestawała pisać albo była łagodniejsza.

Faceta bordera poznałem na jesieni. To był typowy cichy border. Strasznie zamknięty w sobie, z kompletnie zwaloną samooceną i to był typ bordera powalonego poczuciem winy i potrzebą miłości. Te skrajności że ktoś od razu musi być hiper ważny to on miał do potęgi tysięcznej w porównaniu do mnie. Jak moja ex total porypany system przywiązania ale łagodniejsze reakcje na to, nie tak wyrachowane, dalekosiężne, no i jemu było źle nie tylko ze sobą, ale z tym co był w stanie zrobić żeby ludzi zatrzymać.

W styczniu poznałem dziewczynę, mega pokręconą, mega afektywna z mega pozytywną energią. No i skopanym życiem osobistym, nad którym mocno próbowała zapanować. Młodsza ode mnie, ale tak doświadczona w tym, że była świetną osobą w terapii i była mega pomocna dla mniej wdrożonych. Bardzo bezpośrednia, waliła wprost że ktoś się np obija, ale umiała też pozytywnie zarażać optymizmem, podobno fajnie sobie teraz radzi w pracy, miala wtedy zły czas, przespała okres w którym czea było sobie pomóc i tak się poznaliśmy. Mega fajna osoba, robiąca też fajne rzeczy dla innych, ale na deprechy musi uważać. Postępuje mega rozsądnie w osobistym życiu.

A teraz dwie gwiazdy, sorry, inaczej nie mogę ich nazwać. Asterix i Obelix, tylko w różnych konfiguracjach, zależy co się weźmie pod uwagę. Jedna to mózg i tym mózgiem na świetnym poczuciu humoru łapie ludzi i wklada do swojej bandy robiąc z siebie i przybocznej najbardziej popularne dziewczyny w naszym high school. Ta która jest mózgiem tej operacji się mega borderowo bawi i to jak widać grupowo. Potem jak dostanie za to od kogoś to wielce cierpi, żałuje, tnie się, karze niejedzeniem, cwiczemeniami, ataki paniki ma. Na terapii że ona nie chciała, przecież sobie głównie krzywdę zrobiła a następnego dnia już jest super I z psiapsi obrabia wszystkim dupy i chichra się z nich po kątach. Wstretna borderka ktora się karmi Ta drugą i dodaje swojemu borderowi siły, korzystając z niej. Mam z nimi taką kosę, że oesu. Bo ta pin tak strasznie udaje, że chce coś zmienić, że mi skóra cierpnie na jej fałszywą dobroć i empatię, z której skorzysta, wyciągnie coś z człeka i wykorzysta i przeszkadza tej całej swojej przybocznej i rządzi całą dynamiką grupy.

No i oczywiście jestem jeszcze ja 😆

Mianownik- totalnie złe modele przywiązania i relacji, koszmarne problemy z wpierdzielaniem się w pokręcone układy, ale mimo podobieństw widzę też totalne różnice. Np widzę że czym innym nawet w patologicznych rzeczach karmi się border introwertyk i ekstrawertyk, inne są dziewczyny, inni faceci, wiek - tu różnie bywa.
Obserwuj wątek
    • yadaxad Re: Te bordery 15.08.25, 10:46
      To nie musi być b, ale jak z kogoś w pewnej sytuacji pobudzenia się wysypie, że traci granice przyzwoitości, to zależnie od możliwych konsekwencji, które stają mi przed oczami przy różnych dalszych kontaktach, wyrzucam go za potrzebną granicę. Wczoraj mi "opatrzność" pokazała, czym przelotne zatrzymywanie przy pewnych osobach z moim psem mu może grozić. Mówię -opatrzność-, bo sytuacja była jak na zamówienie, by mi w skondensowanej formie pokazała wnętrze pani w jej stresie i skrytą normalnie nienawiść do mnie jako jakiegoś przejawu, bez pohamowania przy rozpaleniu się w niej w stresie podłości. Pewnie będzie jakaś próba zatuszowania, bo głupio wyszło, mnie los dał do ręki rolę pozytywnego bohatera i uciekając jak najszybciej od pań usłyszałam dziękuję, ale nie będzie. Bo przechodzę na drugą stronę ulicy. Żaden spacerek, oj tam, były nerwy, ulało się nie zniweluje powstałego poznania. I choć są inne możliwości ułożenia, nie chcę. Koniec, pas, nie ocieram się, bo mogę to skreślić.
      • afq Re: Te bordery 15.08.25, 10:50
        yadaxad napisał(a):

        > I choć są inne możliwości ułożenia, nie chcę. Koniec, pas


        ..i to można robić
        jedno z moich większych odkryć ostatnich lat
        mogę nie chcieć! :-)
    • mona.blue Re: Te bordery 15.08.25, 11:40
      Ja wiem bardzo niewiele o borderach. Jakoś nie wiem o żadnej że znanych osób, że ma taką diagnozę. W przeciwieństwie do osob z chad, schizofrenią, depresja czy zaburzeniami lękowymi. Oj, sorry, przypomniało mi się, że spotkałam na kursie online, długim kursie gdzie mieliśmy też interakcje jeden na jeden, dwie borderki, jedna po dłuuugiej terapii, sprawiała wrażenie zupełnie zdrowej, a druga po krótszej, trochę za bardzo impulsywna.
      Chyba trochę poczytam sobie o borderach.
      • yadaxad Re: Te bordery 15.08.25, 11:55
        Ja miałam, tak roczną, znajomość pełną zrozumienia, tam drobne incydenty do bardziej "opiekowania się", które już mnie tak nieodczuwalnie gasiły manipulacją i po pierwszym border ataku był pas totalny. Zostawiłam cenne rzeczy, wykreśliłam, nie zbliżyłam się ani na dzieńdobry nigdy. Już nie spotkałam, ominęłam miejsca jakiegokolwiek kontaktu, bo było to bez strat możliwe.
        • mona.blue Re: Te bordery 15.08.25, 15:33
          yadaxad napisał(a):

          > Ja miałam, tak roczną [...] wykreśliła
          > m, nie zbliżyłam się ani na dzieńdobry nigdy. Już nie spotkałam, ominęłam miejs
          > ca jakiegokolwiek kontaktu, bo było to bez strat możliwe.

          To stanowcza jesteś. Ja tyle lat sie męczyłam przy tylu różnych akcjach uzależnionego i nie widzącego problemu, nie leczącego sie. Jak pierwszy raz podniósł na mnie rękę i to tak poważnie to prędko pobiegłam na terapię I dopiero to mi pomogło podjąć stanowcza decyzję o rozstaniu.
          • yadaxad Re: Te bordery 15.08.25, 15:39
            To już po pewnych życiowych doświadczeniach, nie że się tak urodziłam.
    • brightsun Re: Te bordery 15.08.25, 12:41
      Cały czas jakoś tam próbuję się w sobie odnieść do tego złego PRu borderow. I ok, rozumiem totalnie z czego wynika, jarzę dlaczego borderzy są groźni. A zarazem świta mi, że kilku poznałem, mają swoje paskudztwa, jakiś drobny wspólny mianownik jest, ale są też mega różni i np wtedy w styczniu było kilka osób z zupełnie innymi diagnozami, które zdawały mi się bardziej niebezpieczne niż ta dziewczyna, którą poznałem.

      Zastanawiam się czy jak ktoś widział dajmy na to jednego bordera to warto krzyczeć ch bo border czy nie po prostu zwykły ch.

      Już mam trochę tak, że to gubienie się jaka wg mnie powinna być narracja mnie męczy a gdzieś czuję, że zdanie powinienem mieć.
      • yadaxad Re: Te bordery 15.08.25, 16:17
        Nie ma borderów tak naprawdę Bordery są złe, to tak jak mówić rudzi są fałszywi. Ktoś się jakoś zachowuje i to, że psychologia takie zachowanie zgarnia pod określenie, to ważne dla terapii, wciąż pozostaje konkretny człowiek i jego zachowanie wobec mnie, które rokuje tym czy tamtym. Mnie nie obchodzi, czy mocno zaniepokojona swoim kłopotem , bez żadnej mojej przyczyny, pani która wylała na mnie i mojego psa zaciekłą nienawiść dając chęć anihilacji, bo w stresie puściły jej hamulce -moralnego współżycia-, ma taki czy inny problem. który jej zachowanie wyjaśnia. Wiem, że muszę się trzymać z daleka, bo ma bezpiecznik zepsuty i jak ją takie łapie, to może podać po cichu truciznę, czy wykłamać jakąś nieistniejącą aferę. I tylko to jest zasadnicze między nami. Po za tym może jest w czym innym aniołem.
        • brightsun Re: Te bordery 15.08.25, 16:28
          No i ja się total zgadzam. Tym bardziej jednak rozkminiam ilu czea poznać, żeby znaleźć wspólny mianownik i mówić bo border to, border tamto. Bo tak szczerze to w ogóle najgroźniejsze bordery jakie poznałem, a zobaczmy, ja szpitale zwiedzam i tylko 6 poznałem to te których określić borderem byłby w stanie tylko ktoś kto sporo z tego jarzy. W ogóle przecież żeby się kapnąć border to zwykle czea dużo czasu spędzić, bo właśnie tylko ktoś zorientowany będzie w stanie się kapnąć że ten super sposób bycia to marketing. Np gwiazda na oddziale do teraz ma tak że większość nad nią pieje z zachwytu, dwa razy rączki pobrudziła, bo jest takim typem że do brudnej roboty oddeleguje innych
          • yadaxad Re: Te bordery 15.08.25, 16:52
            Zresztą jak wtedy faceta odstawiłam, to wcale nie wiedziałam, że to border. Dopiero za chwilę wszedł mi ten temat i mi zajarzyło, ale to była klasyka. I dobrze, że bez definicji, szybko ogarnęłam, że tak to nie, tu nie ma co kombinować, tylko zlikwidować tę znajomość.
            • brightsun Re: Te bordery 15.08.25, 17:01
              Jak się wie to gorzej, bo się usprawiedliwienia zaczynają i myśli że się ktoś zdoktoryzuje i ujarzmi to
              • yadaxad Re: Te bordery 15.08.25, 17:18
                To co kto i jak ujarzmia, jak się chce widzieć, to się widzi. Ale chęć, by było inaczej to wypiera.
                • brightsun Re: Te bordery 15.08.25, 17:21
                  Border wypiera czy ujarzmiacz?😆
                  • yadaxad Re: Te bordery 15.08.25, 17:39
                    Każdy wypiera poznanie, którego świadomość stresuje. Sytuacja zależy, co się schodzi, jak ważne są wyparcia wchodzą we wzajemność.
                    • brightsun Re: Te bordery 15.08.25, 17:54
                      No trochę wypierać czea, jak się zamierza w tym trwać
                      • yadaxad Re: Te bordery 15.08.25, 18:26
                        Tak, są rzeczy z małą trwałością, ulegające szybkiemu rozpadu, czepialstwo też jest nie do zniesienia, trzeba mieć instynkt niebezpieczeństw.
    • mona.blue Re: Te bordery 15.08.25, 17:22
      Ciekawi mnie w związku z tym tematem, kto jest trudniejszy w codziennym wspólnym życiu - czy border, czy chad owiec, czy schizofrenik? Na logikę powinna być kolejność, która wymieniłam, bo border to pomiędzy nerwica a psychoza, te kolejne to już 'gorsze' diagnozy, jeżeli w ogóle tak można stopniować.
      Chociaż wg mnie to zależy od człowieka, jego świadomości nabytej na terapii i w samorozwoju.
      • brightsun Re: Te bordery 15.08.25, 17:34
        Border między nerwicą a psychozą?🤔

        Nie da się powiedzieć, bo mega indywidualne, ale border bywa najgorszy bo rzadko leci na farmakologii, ta też ma na niego ograniczone działanie
        • mona.blue Re: Te bordery 15.08.25, 17:38
          brightsun napisał(a):

          > Border między nerwicą a psychozą?🤔

          Kiedyś tak się mówiło, teraz może już nieaktualne, nie wiem.
          >
          >
          • brightsun Re: Te bordery 15.08.25, 17:41
            Ciekawe, nie słyszałem o takim ujęciu
        • brightsun Re: Te bordery 16.08.25, 13:20
          Rozwinę trochę, bo sobie trochę przemyślałem.

          Zacznę od siebie. U mnie największy problem w relacjach to chad. Z samym borderem jakoś da się jeszcze jakoś dogadać, bo jakoś tam opanowany, ale jak nie wejdzie chad. Bo on mi totalnie bordera podbija. Zarazem to chad bliźniaczy do bordera bo u mnie fazy się totalnie piernicza.

          Ktoś mógłby powiedzieć że border w relacjach znacznie gorszy, bo na to nie weźmiesz tabletki a na chad tak. I tu sprawa już indywidualna, bo ja np byłem mocno oporny wobec farmy. No ale dość radykalnie, bo radykalnie, ale jednak mnie z oporności wyprowadzili. W miesiąc i mam remisję. A border?

          No słabo, lata pracy.

          Ale z tego co widzę border by bardzo chciał sobie pomóc pigułeczką, chad-nie bardzo, bo daje mega dużo fajnego a leki na chad zbyt fajne nie są. U mnie lekarz teraz kombinował, żeby mnie zostawić na lekach po których najrzadziej się tyje, bo wiedział, że inaczej wpadnę w inne tarapaty.

          Schizo z tego co na razie udało mi się wykoncypowac ma najmniej przyjemne objawy, więc pewnie najchętniej się leczy, nie odstawia tak łatwo.

          No ale to tak wszystko na moje oko, na tym co sam czułem, widziałem etc
          • mona.blue Re: Te bordery 17.08.25, 13:28
            A dlaczego uważasz, że chad najgorszy, oprócz tego, że podbija bordera,
            I co najtrudniejsze w relacjach z borderem? I z chadem?
            • brightsun Re: Te bordery 17.08.25, 13:36
              Bo nad chadem nie ma szans nikt wpłynąć. To ściana z którą tylko sam pacjent i medycyna mogą się rozprawić. I w chad musi być straszna frustracja i bezsilność, jest przerażenie czy zostaniesz zaraz puszczona z torbami czy zaraz zostaniesz wdową.

              Z borderem zaborczość, bywa nie do zniesienia, border wszystko zagarnie, udusi miłością.
              • mona.blue Re: Te bordery 17.08.25, 14:47
                Dzięki, nie wiedziałam o tym.
                • brightsun Re: Te bordery 17.08.25, 14:51
                  To jest oczywiście wyłącznie moja perspektywa, a w zasadzie żonki bardziej, a każdy ma trochę inną skalę objawów.

                  Ale ona, wiem, że najbardziej się boi chadu. Dwa razy widziała co był w stanie zrobić w kilka dni kiedy nikt nie miał już na mnie żadnego wpływu i straciłem kontakt z bazą.

                  W borderze też tak bywa, ale akurat u mnie przynajmniej teraz chad mnie bardziej potrafi powalić niż border

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka