Dodaj do ulubionych

uzaleznienia i ostatecznie smierc

14.12.04, 19:33
Nie bede zamieszczal wiecej informacji na temat. Dzis ostatni raz. Nikomu nie
mozna pomoc, jezeli uzalezniony nie wykazuje najmniejszej checi na zmiane
zycia. Delirium nie jest jedynie wynikiem wielodniowego przedawkowania
uzywki, ktora zabija cialo. Delirium zabija mozg lub jego tylko juz jego
resztki.
"Pije bo chce i nikt mnie nie powstrzyma". "Pije bo mam towarzystwo do
picia. Sa tacy jak ja. Nie jestem gorszy ani lepszy od nich". "Pije bo lubie
i nie jestem uzalezniony/a. w kazdej chwili moge odstawic alkohol"."Pije a
jak zechce to zachlam sie na smierc i nic wam do tego".

Nikgo nie mozna zmusic na sile. Jezeli jednak pewnego dnia bedzie potrzebna
pomoc i nie bedzie jeszcze za pozno to podaje adres NAJLEPSZEGO W POLSCE
OSRODKA LECZENIA UZALEZNIEN WSZELKIEGO RODZAJU, osrodka, w ktorym pracuja
najlepsi znani w Polsce specjalisci : www.akmed.waw.pl
Jest tez forum oraz czat, na ktorym mozna porozmawiac z lekarzami.

Nie jestem w stanie ogladac cudzego konania i bycia na dnie.

kardiolog
Obserwuj wątek
    • mathias_sammer Re: uzaleznienia i ostatecznie smierc 14.12.04, 22:54
      Czesc ,
      "zmusic na sile" z jakiego to jezyka, drogi chlopcze?:)
      ---
      Sciagnalem troche muzyki z netu za prawdziwe Euro-ny i uparlem sie jeszcze
      zajrzec do gabinetu przy sieciostradzie. Wszedlem na ww forum i czat, ale
      pustki. Tak pusto, ze tylko slychac echo wlasnych krokow. To dobrze, oznacza,
      ze nikt nie ma potrzeby kontaktowania sie z poradnia, wszyscy jak najbardziej
      zdrowi. Rozwaze opcje pod wlasnym katem, wprawdzie nie pije, nie pale, ale
      jestem dzis bardzo dlugo w necie i to mnie niepokoi. Jesli bede obecny jeszcze
      kilka razy w tym tygodniu moje zaniepokojenie wzrosnie do tego stopnia, ze
      powaznie rozwaze koniecznosc zaaplikowania wizyt. W 2005 roku bede czesto w
      Polsce , wiec moze zapisze sie na konsultacje? Decyzje podejme oczywiscie nie
      informujac uczestnikow forum tylko w domowym zaciszu _wspolnie z rodzina_.
      Zamieszczam skroty, ktore mnie osobiscie zmobilizowaly do wejscia na forum i
      czat oraz wlasne odpowiedzi:

      Uzależnienie od Internetu (siecioholizm)
      Kiedy w latach 50-tych pojawiły się pierwsze próby komunikowania się
      pomiędzy pierwowzorami obecnych komputerów nikt nie przypuszczał, że z czasem
      stanie się to problemem społecznym i zdrowotnym.

      (..)
      W 1993 r. dzięki wprowadzeniu przeglądarki stron WWW Internet stał się
      powszechnie dostępny. Od tego czasu coraz więcej użytkowników komputerów ma
      dostęp do Internetu. Okazało się wkrótce, że "żeglowanie" po sieci może stać
      się tak pasjonującym zajęciem, że bez wahania odsuwane zostają na bok - szkoła,
      praca, rodzina i znajomi.

      W sieci Internetu można bowiem znaleźć wiele bardzo interesujących
      informacji oraz setki przyjaciół, z którymi można "porozmawiać" przy pomocy
      klawiatury. Internet daje bowiem możliwość autoprezentacji oraz uzyskania wielu
      interesujących informacji na temat innych osób, miejsc itp. (strony
      internetowe - websites), szybkiego przesyłania informacji z tekstem, obrazem i
      dźwiekiem na cały świat (poczta elektroniczna [e-mail]), dokonywania zakupów
      bez wychodzenia z domu (sklepy internetowe [online shops]), prowadzenia
      konferencji, uczestniczenia w grupach dyskusyjnych, wymiany zdań czy zwykłej
      rozmowy (chat rooms), a nawet prowadzenia rozmów z możliwością oglądania osoby,
      z którą rozmawiamy (video conferences).

      Szacuje się, że Internetem posługiwało się w końcu lat 90-tych ok. 200 mln
      ludzi. Z badań przeprowadzonych przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne
      wynika, że około 6% osób korzystających z Internetu jest od niego uzależnionych
      a ok. 30% traktuje go jako sposób na ucieczkę od rzeczywistości. Podczas 107
      dorocznego spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego w Bostonie w
      1999 roku, zwracono m.in. uwagę na fakt, że ponad połowa osób zdiagnozowanych
      jako uzależnione od Internetu ma poważne problemy małżeńskie, zaś sam Internet
      prowadzi do izolacji społecznej, bowiem wiele osób spędza mniej czasu z
      realnymi ludźmi niż z komputerem.

      Badania przeprowadzone w styczniu 2000 roku, na grupie 1012 polskich
      internautów wybranych w próbie kwotowej wykazały, że 43% polskich internautów
      to ludzie w wieku 18-25 lat, a 20% - w wieku 26-35 lat. Kobiety stanowią wśród
      nich 37%. Co trzeci korzystający z sieci mieszka w mieście liczącym powyżej 500
      tys. mieszkańców. 58% ankietowanych łączyło się z Internetem codziennie lub
      kilka razy w tygodniu. Szacuje się, że odsetek korzystajacych z Internetu
      zbliża się w Polsce do 11% ogółu społeczeństwa.

      Ten rodzaj uzależnienia stanie się prawdopodobnie jedną z plag XXI wieku i
      najprawdopodobniej jest tylko kwestią czasu oficjalne sklasyfikowanie
      uzależnienia od Internetu (siecioholizmu) jako jednostki chorobowej.

      Czy Internet i komputer są problemem w Pani/Pana życiu?

      Problem zaczyna się wówczas, kiedy komputer zaczyna pochłaniać coraz więcej
      czasu, a jednocześnie jest używany w celu nagradzania siebie, odprężenia
      się, "odreagowania" czy ucieczki od codzienności.

      (Kardiologu- robie na sobie test, jestem cholernie szczery)

      TAK

      Do tego dołączają się rosnące koszta połączeń internetowych oraz związane z
      nimi kłopoty finansowe a także współistniejące problemy rodzinne, zawodowe i
      inne.


      Mam stale lacze wiec i stale, niewysokie rachunki, natomiast udzial w necie
      odbywa sie kosztem rodziny, chocby teraz wlasnie. Na razie nie mam opoznien w
      pracy, ale przypominam sobie przed Twoim urlopem, ze musialem zostac chyba 2
      lub 3 godziny dluzej albo i wiecej, zeby uzupelnic zaleglosci- zatem musze
      powiedziec

      (TAK)

      Jeżeli chcielibyśmy spojrzeć na ten problem podobnie jak na inne
      uzależnienia wówczas do objawów przemawiających za uzależnieniem od komputera
      należałoby zaliczyć:

      spędzanie przy komputerze coraz większej ilości czasu kosztem innych
      dotychczasowych zainteresowań; (TAK)
      zaniedbywanie obowiązków rodzinnych czy zwodowych (szkolnych) w związku z
      komputerem; (TAK)
      pojawianie się konfliktów rodzinnych w związku z komputerem; (TAK)- ale zona z
      koncem roku rzuca palenie wiec wyjdzie nam na zdrowie:o))
      kłamanie odnośnie ilości czasu spędzonego przy komputerze; (NIE)
      podejmowanie prób kontrolowania czasu spędzanego przy komputerze; (TAK)
      przeznaczanie coraz większej ilości pieniędzy na zakup sprzętu komputerowego,
      oprogramowania, akcesoriów czy książek i czasopism o tematyce komputerowej;
      (NIE)
      reagowanie rozdrażnieniem czy nawet agresją w sytuacjach, kiedy korzystanie z
      komputera jest utrudnione bądź niemożliwe. ((TAK). Wlasnie wzburzylem sie, gdyz
      forum GW chodzi bardzo wolno a ja chcialem podzielic sie informacja)
      Kimberly Young, psycholog z University of Pittsbourgh (USA) przedstawiła
      propozycję pytań ułatwiających postawienie diagnozy uzależnienia od Internetu
      (Internet Addiction Disorder). Zdaniem autorki, udzielenie twierdzącej
      odpowiedzi na pięć spośród ośmiu pytań przemawia za istnieniem patologicznego
      uzależnienia od Internetu. Oto pytania:
      Czy czuje się Pan/i zaabsorbowana/y Internetem do tego stopnia, że ciągle
      rozmyśla o odbytych sesjach internetowych i/lub nie może doczekać się kolejnych
      sesji)? (Czasami, gdy pracuje, jestem z rodzina lub ze znajomymi nie mysle w
      ogole, ale gdy czytam ksiazki lub mam niezagospodarowa chwile w mozgu- TAK)
      Czy odczuwa Pan/i potrzebę zwiększenia ilości czasu spędzanego w Internecie,
      aby uzyskać większe zadowolenie (mieć więcej satysfakcji)? (NIE)
      Czy podejmował/a Pan/i wielokrotnie, nieudane próby kontrolowania, ograniczania
      lub zaprzestania korzystania z Internetu? (TAK)
      Czy odczuwał Pan/i wewnętrzny niepokój, miał/a nastrój depresyjny albo był/a
      rozdrażniona/y wówczas, kiedy próbował Pan/i ograniczać lub przerwać
      korzystanie z Internetu? (TAK)
      Czy zdarza się Pani/Panu spędzać w Internecie więcej czasu niż pierwotnie było
      zaplanowane? (dzis TAK, czasami tez TAK)
      Czy kiedykolwiek ryzykował/a Pan/i utratą bliskiej osoby, ważnych relacji z
      innymi ludźmi, pracy, nauki albo kariery zawodowej w związku z ze spędzaniem
      zbyt dużej ilosci czasu w Internecie? ( NIE ale nie zaryzykuje, by sprawdzic.
      Zdarzylo misie jednak odlozyc telefon do przyjaciela bo bylem akurat w necie,a
      pozniej juz nie zadzwonilem)
      Czy kiedykolwiek skłamał/a Pan/i swoim bliskim, terapeutom albo komuś innemu w
      celu ukrycia własnego nadmiernego zainteresowania Internetem? (NIE, moja zona
      wie, ze jestem uzalezniony od netu, slowo!)
      Czy używa Pan/i Internetu w celu ucieczki od problemów, albo w celu uniknięcia
      nieprzyjemnych uczuć (np. poczucia bezradności, poczucia winy, niepokoju lub
      depresji)? (NIE, wrecz odwrotnie!)
      Young wyróżnia pięć podtypów uzależnienia związanego z komputerem:
      erotomanię internetową (cyberseksual addiction), (NIE)
      socjomanię internetową czyli uzależnienie od internetowych kontaktów
      społecznych (cyber-relationship addiction), (TAK, chyba na to cierpie)
      uzależnienie od sieci internetowej (net compulsions), (juz nie dzwonie np. do
      informacji tylko
    • mathias_sammer net nie chodzi, prosze! ale jestem zly:ö) 14.12.04, 23:03

      Young wyróżnia pięć podtypów uzależnienia związanego z komputerem:
      erotomanię internetową (cyberseksual addiction), (NIE)
      socjomanię internetową czyli uzależnienie od internetowych kontaktów
      społecznych (cyber-relationship addiction), (TAK, chyba na to cierpie)
      uzależnienie od sieci internetowej (net compulsions), (juz nie dzwonie np. do
      informacji tylko wszystkiego szukam w necie to chyba po trosze TAK)
      przeciążenie informacyjne czyli przymus pobierania informacji (information
      overload), (po trosze TAK )
      uzależnienie od komputera (computer addicion). (NIE, nie lubie maszyn)
      Kryteria diagnostyczne siecioholizmu
      Opierając się na kryteriach diagnostycznych uzależnień wg ICD-10 można
      zaproponować, aby uzależnienie od Internetu rozpoznawać wówczas, kiedy w
      okresie ostatniego roku stwierdzono obecność co najmniej trzech objawów z
      poniższej listy:

      silną potrzebę lub poczucie przymusu korzystania z Internetu; (TAK bywalo, jest
      lepiej, ale moja wieczorna obecnosc swiadczy o czyms innym zatem TAK)
      subiektywne przekonanie o mniejszej mozliwości kontrolowania zachowań
      związanych z Internetem, tj. upośledzenie kontroli nad powstrzymywaniem się od
      korzystania z Internetu oraz nad długością spędzania czasu w Internecie; (NIE
      WIEM)
      występowanie, przy próbach przerwania lub ograniczenia korzystania z Internetu,
      niepokoju, rozdrażnienia czy gorszego samopoczucia oraz ustępowanie tych stanów
      z chwilą powrotu do komputera; (NIE)
      spędzanie coraz większej ilości czasu w Internecie w celu uzyskania zadowolenia
      czy dobrego samopoczucia, które poprzednio osiągane było w znacznie krótszym
      czasie; (dzisiaj majac niewiele do zrobienia TAK; czesto NIE- wniosek jednak:
      TAK)
      postępujące zaniedbywanie alternatywnych źródeł przyjemności lub
      dotychczasowych zainteresowań na rzecz Internetu; (NIE, ale moglbym robic
      jeszcze wiecej innych rzeczy i to zaniedbanie mnie smuci, wiec odpowiedz pod
      znakiem zapytania)
      korzystanie z Internetu pomimo szkodliwych następstw (fizycznych, psychicznych
      i społecznych), o których wiadomo, że mają związek ze spędzaniem czasu w
      Internecie. (TAK, bola mnie oczy i kregoslup, oraz kolana a siedze mimo to
      dalej).


      Jeżeli chcesz porozmawiać i rozwiać swoje wątpliwości - zadzwoń i umów się na
      konsultację: (prefix-22) 813 90 40, 825 33 33, 855 50 55.

      dr n. med. Bohdan T. Woronowicz


      Bardzo powaznie rozwaze opcje, zobacz jakie odpowiedzi uzyskalem. Wiem, ze
      jestem uzalezniony. Mowie wylacznie ZA SIEBIE.
      Najblizsze dni poswiece na przyjrzeniu sie swoim reakcjom wg tabeli.


      Dobranoc

      M.S.
      • mathias_sammer dzien I/ 15.12.005 15.12.04, 11:25
        czesc _MOJ_ Kardiologu_,
        porzucmy wszystkie sformulowania typu "chlopcze" i "dziadu" i zajmijmy sie soba.

        Wczoraj wieczorem dlugo myslalem o uzaleznieniach. Jestes jednym z tych,
        ktorzy bardzo duzo wiedza o chorobie i jej odmianach- otarcie prosze zostan
        _moim_ wsparciem. Nie watpie, ze Twoja wiedza moze okazac sie pomocna, ale
        rownie dobrze Twoja swiadomosc udowodni neutralnosc i zbytecznosc. Zbyt krotki
        dystans nas dzieli, wiec byc moze nie dostrzege to co cenne, byc moze nie
        dostrzege moich wlasnych jednostek chorobowych. Zanim zwroce sie do poradni
        (jestem powazny jak cholera, kardiologu) musze przynajmniej podjac sam te
        cholerna probe odwyku. Po wczorajszym wydrukowaniu i kilkakrotnym przeczytaniu
        ponizszego tekstu zdalem sobie sprawe, ze _jestem uzalezniony_ i to, ze jestem
        w stanie bez bolu odstawic net na 2-3 tygodnie nie czyni mnie wolnym od nalogu.
        Wiem tez, ze siecioholizm mimo podobnych do alkoholu kajdan leczy sie inaczej i
        inaczej kontroluje rozwoj oraz regresje choroby.
        Strasznie jestem teraz zdenerwowany, zwlaszcza, ze pisze do Ciebie nie ma mail
        prywatny tylko publicznie narazajac sie byc moze na cudze kpiny i smiesznosc,
        moze obelgi. Im wiecej kpin i lekcewazenia dla mojemu problemu tym lepiej dla
        mnie. Nieprzypadkowo wspomniales o ksiazce Caroline Knapp. Dzis rano otrzymalem
        powtwierdzenie od znajomych, ze ostatni zapomniany magazyn ksiazek
        (www.interesik.pl) ma wysprzedany naklad a wznowienia wydawcy nie planuja.
        Ksiazke mozna kupic w wersji angielskiej "Drinking. A love story" i
        niemieckiej "Alkohol- meine gefährliche Liebe" ale nie po polsku. Ksiazka krazy
        tylko w tzw. drugim obiegu, z rak do rak. Masz te ksiazke u siebie, prawda?
        Lezy przed Toba, prawda? Czy przeczytales ja w calosci, czy lezy i patrzysz na
        nia jak na jedna z innych pozycji we wlasnej biblioteczce, czy jak na skarb
        przeznaczony dla mnie? Jesli jeszcze nie przeczytales ( a moze ze 20 stron-
        trzeba byc przygotowanym na podjecie wysilku, aby nie stracic tresci) to
        oznacza, ze wczesniej starasz sie zebrac wszystkie argumenty "za" i "przeciw",
        zeby MNIE pomoc. Gdyby ktos czytal ten watek prosilbym o odrobine
        wyrozumialosci. W nim nic nie dzieje sie przypadkowo. Kardiolog postanowil
        skierowac mnie na odwyk, dlatego podal adres poradni, otrzymal ksiazke, ktora
        trzyma dla mnie. Prawda kardiologu, ze dla mnie masz ksiazke, wszystko robisz
        dla mnie? Latwiej jest powiedziec: "to oni, to przez nich. Gdyby oni do mnie
        nie pisali nie musialbym zagladac, bylbym wolnym od netu czlowiekiem. Latwo
        zwalic na wine na kogos i powiedziec, ze jest brzydki. Ubodlo mnie Twoje
        wczorajsze "cudze", ale dobrze , ze napisales wlasnie w ten sposob. Zdalem
        sobie sprawe, ze w slowie "cudze" zawarte jest klamstwo. Wiesz kardiologu, mnie
        jest cholernie wstyd robic wiwinsekcje swojej slabosci na forum. Ten, ktorego
        niektorzy uwazali za silacza nagle peka, kruszy sie i mowi, ze potrzebuje
        pomocy. Pomyslisz pewnie, kardiologu,ze moze wyglupiam sie, ale to nieprawda.
        Kiedy zalozyles watek, a ja go przeczytalem poczulem, ze mowisz na glos to co
        chcialem od dawna uslyszec, a balem sie przyznac SAM PRZED SOBA, ze mnie TEZ
        ten problem moze dotyczyc. Przeciez pije z umiarem, nie pale, jestem aktywny
        zawodowo, spolecznie, mam rodzine a jednak.. A jednak na swoj sposob jestem
        zamkniety w sieci. Byc moze chcialbys porozmawiac na temat definicji: czy ja
        jestem osoba uzalezniona, czy jestem tylko i az wspoluzalezniona? W wypadku
        siecioholizmu a w przeciwienstwie do alkoholizmu znaczenie jest identyczne.
        Siecioholizm nie jest tak szkodliwy dla zdrowia jak alkoholizm czy narkomania,
        wiec o wiele bardziej niebezpieczny. Juz piaty rok siedze w sieci. Zbliza sie
        rok 2005 i co dalej? Znow siec, znow dyskusje,a potem kolejny rok 2006 i 2007.
        A czas bedzie plynal dalej, dzieci beda dorastac, dzieci dla ktorych jestem
        przykladem wolnosci mysli i woli, dla zony, dla ktorej jestem wzorem
        samodzielnosci, sily zycia i wytrwalosci. Oni wszyscy mnie widza i rozumieja.
        Przeciez ja ich oszukuje. Czuje , ze zawodze najbardziej na tych polach, na
        ktorych widzieli mnie zawsze w glorii. Czuje, ze zawodze samego siebie.
        Kardiologu, to bardzo trudny list, bardzo i nie smiej sie ze mnie. Nie jest
        latwo zdac sobie sprawe, ze "moje ja" jest uzaleznione. Tyle razy udawalem, ze
        nie! nie! mnie ten temat nie dotyczy, a jednak to nieprawda. 3 tygodnie przerwy
        i znow nachlalem sie netem, dzis wale klina. Kuwra!! ...
        /poszedlem po kawe/
        Na czym polega moje uzaleznienie? Na tym, ze "tu jest pies pogrzebany" lub
        rozmowy "schodza na psy"??? Toz to krystalicznie wyabstrahowany kompleks w
        najczystszej postaci. Lubie komplementy, jak kazdy. Ktos mnie zauwaza, ktos
        chwali a ja rosne, puchne i unosze sie do gory jak pusty balon. Na czym polega
        proznia, ktora mnie zasysa? Nie na darmo nazwano ja proznia, prawda? Jak milo
        jest slyszec, ze jest sie fajnym, inteligentnym, ba! potrzebnym (???- kompan do
        towarzystwa). Ale czy przypadkiem nie w zyciu realnym takie komplementy sa tak
        naprawde prawdziwe i moge miec rzeczywiste znaczenie? Czym sa napisane tutaj
        slowa? Przeciez moge byc kazdym kim chce, moge byc mlodym, starym, dobrym,
        zlym, kobieta, mezczyzna,, moge byc slusarzem i doktorem. Kazdym moge byc . I
        niczym... Wiele slow napisano o znajomosciach z netu, o mozliwosci poznania
        wyjatkowych, nieprzecietnych ludzi. Przeciez tak naprawde kazdy czlowiek, kazda
        jednostka jest na swoj sposob wyjatkowa i nieprzecietna. Zawsze dokonujemy
        selecji i net nie ulatwia nam jej w jakis szczegolny sposob, wrecz odwrotnie. W
        zyciu spotykajac buraka lub dresa omijamy go szerokim lukiem, spotykajac
        czlowieka inteligentnego, oczytanego, nie wiem- lepszego lub podobnego do nas-
        lgniemy do niego. W necie musimy stosowac umiejetny slalom, aby omijac to co
        zle a dobierac to co dobre. Czy jednak nie udajemy przed soba, ze tak w istocie
        nie jest? Zbieramy kazde ziarno jak zebrak, ktory chce wiecej i wiecej
        niezaleznie czy sa to juz tylko plewa.. Jak w kazdym uzaleznieniu np. od
        narkotykow- na poczatku jest euforia, radosc, potem coraz wiecej pustki, bolu,
        zlosci, poczucia winy i deprecjacja samego siebie.

        NIKT MNIE NIE POMOZE JESLI JA SAM SOBIE NIE POMOGE.

        Nie moge liczyc, ze moje uzaleznienie "samo z siebie" kiedys sie skonczy.
        Myslalem, ze uzalezniacze przeniosa sie do realnego swiata i w ten sposob
        nastapi uzdrowienie sytuacji. To co powiem zabrzmi okrutnie: NIGDY, mimo
        cudzych moich wiazanych z tym nadziei relacje innych z netu nie zostana
        przeniesione do rzeczywistosci. Net okazuje sie bez zobowiazan, po
        wcisnieciu "enter" mozna bezpiecznie oddalic sie na strone, net nie niesie za
        soba odowiedzialnosci za wypowiedziane slowa, daje rozrywke i przyjemnosc acz
        coraz bardziej watpliwa. Powiedz kardiologu, ze myle sie. Obydwoje znamy kilka
        osob, ktore poznaly sie w necie, ale one dosc szybko porzucili wirtual
        traktujac net wylacznie jako narzedzie poznawcze a nie sposob na zycie. Moje
        uczestnictwo tutaj staje sie sposobem na zycie...

        Kardiologu, o 11.30 mam spotkanie, musze wracac do pracy. Jest swiatelko w
        tunelu, zaczynam spogladac na zegarek, by wyksztalcic w sobie zdolnosc
        panowania nad czasem. Dluga droga przede mna, ale nie ma odwrotu. Bede zagladal
        tylko do Ciebie, postaram sie nie czytac cudzych wpisow. Bede pisal o tym co
        czuje i jak sobie radze. Prosze kardiologu nie oddpisuj, ze wiesz co mam robic
        i jak wychodzic z nalogu. Wiem, ze znasz sposoby leczenia. Chcialbym jedynie
        abys mnie milczaco sluchal. Nawet nie wiesz ile mnie daje mozliwosc czytania
        wlsnych slow.
        M.S.
        P.S.
        wczoraj do poduszki przeczytalem pewna ksiazke Charlesa Bukowskiego "Klopoty to
        meska specjalnosc". Myslalem, ze poprawie sobie humor, z kazda kolejna
        przeczytana strona zaczalem zdawac sobie sprawe, ze jej autor jest osoba
        cierpiaca na erotomanie, silnie uzalezniona od kobiet nie
        • mathias_sammer Re: dzien I/ 15.12.005 15.12.04, 11:26

          M.S.
          P.S.
          wczoraj do poduszki przeczytalem pewna ksiazke Charlesa Bukowskiego "Klopoty to
          meska specjalnosc". Myslalem, ze poprawie sobie humor, z kazda kolejna
          przeczytana strona zaczalem zdawac sobie sprawe, ze jej autor jest osoba
          cierpiaca na erotomanie, silnie uzalezniona od kobiet niewazne jakich byle
          mialy dziure i byly w poblizu, by "uzupelniac jego baterie" tj. wchlaniac
          niekonczace sie a wypelniajace go uczucie pseudo-milosci do nich wszystkich.
          Bez nich on nie moze istniec, sa mu potrzebne jak tlen do oddychania, bez nich
          umiera jak roslina bez wody. Szuka usprawiedliwienia dla swoich wystepkow w
          ojcu, w dziecinstwie, przeszlosci. Czytelniku- czujesz jak bardzo zalujesz tego
          biedaka- tak go zycie pokopalo, wspolczujesz mu ogromnie. Moze dobrze, ze
          jestem mezczyzna, dobrze, ze siegnalem po Bukowskiego wlasnie teraz, bo w
          przejaskrawiony sposob pokazuje _kim jestem ja, a kim nie chcialbym byc_...

          • bulterier Re: dzien I/ 15.12.005 15.12.04, 14:17
            ***list milosny wylacznie do M.S.****

            czesc gebbels!
            you make my day! nie bylo dzisiaj nic smiesznego na forum, dobrze, ze
            wpadles:)))))))))))))).
            no coz obrzygancu- bidok z ciebie straszny. smutno mi jakos na duszy , gdy
            pomysle co przezywasz. zamiast zajmowac sie czyms pozytecznym zagladasz na
            forum. widzisz moj wpis, goebbels? to dobrze. nie bede glaskac cie po glowce
            tylko lac po gebie, zebys wiedzial co dobre i skuteczne. a jak spuchnie to
            dobrze- bedziesz jeszcze bardziej okraglutki ty nadmuchany balonie proznosci!
            zacznij od zrobienia listy na kartce formatu..jak dla ciebie..a4. wertykalnie
            podziel kartke na dwie polowy. na jednej czesci w punktach wypisz plusy
            bywania w sieci, na drugiej minusy. byloby dobrze, gdybys mnie czyli twojej
            siostrzyczce od duszy podarowal liste. powies ja na forum, ty musisz czytac na
            glos a my posmiejemy sie. kardiolog milczy na razie. licze ze prychnie smiechem
            wkrotce. potem, jak juz wychacham sie do konca sprobuje cos doradzic- a wiesz
            madra jestem ze hej!

            a teraz mozesz mi podziekowac za wstepna rade poprzez zlozenie pocalunku na
            moim prawym policzku, dwa centymetry pod przyklejana rzesa, nie wyzej i nie
            nizej. pedz po linijke.


            bulterier

            a swoja droga.. z takim mysleniem poradzisz sobie szybciej niz sie podziewasz.
            • bulterier Re: dzien I/prezencik dla gebbelsika 15.12.04, 14:39
              znalazlam cos wartosciowego w innym watku. mysle, ze powinienes pomyslec nad
              tym. przycielam adekwatnie do twojego pomierzwionego mozgu, by bylo na temat.

              "Ja sobie mowie:
              Milosc to dobro.
              Dobro, ale dla dwojga.
              A to - wlasnie - heroina.
              Badz silna!
              Pokonaj swoj bol!
              Kochaj siebie w pierwszej kolejnosci!
              Trzymam kciuki!"

              wniosek: sprawdz wszystkie sloiki z cukrem, sola, maka itp. nie wiem, czy twoja
              osobista malzowinka nie dosypuje ci czegos do zupy:))))))
            • mathias_sammer Re: dzien I/ 15.12.005 15.12.04, 18:24
              Czesc wstretny babsztylu:o),
              nie bedzie latwo zwlaszcza teraz, gdy wlasciwy czas prob dopiero nadchodzi.
              Pomysl z lista jest dobry. Z racji, iz zdaje sobie sprawe ze swojego
              uzaleznienia nie bede wypisywal plusow korzystania z netu, lecz tylko
              minusy. "Wodka jest dla ludzi, trzeba pic ja jednak z umiarem". Tak samo z
              netem. Nie potrafie ograniczyc sie do jednego "kieliszka" wirtualnej obecnosci,
              zamiast tego potrzebuje pic litrami. Wiem, ze musze wypracowac w sobie taka
              sile i moment, aby calkowicie uniezaleznic sie od kontaktow.

              MOJ CEL: CALKOWITE ZERWANIE Z SIECIOHOLIZMEM

              W przypadku siecioholika tak jak i alkoholika czy palacza ograniczanie ilosci
              jest nieskuteczne.
              Nie wystarczy jedynie powiedziec "jestem uzalezniony od sieci", gdyz zabrzmi to
              jak "lubie jablka zwlaszcza gala" (nie wiem jak nazywaja sie po polsku). Musze
              opowiedziec o problemie, rozlozyc go na przyczyny i skutki, przeanalizowac i
              wtedy podjac probe generalna. Bedac nie przygotowanym do rzucenia nalogu nie
              poradze sobie, wroce do niego po dniu, tygodniu, miesiacu. Dlaczego pisze?
              Dlaczego tutaj jestem? Teraz moze o tym czego mnie brakuje. Kiedys pewien
              znajomy (netowy)sam twierdzacy , iz doskonale zna sie na psychice i duszy
              ludzkiej powiedzial, ze moja rodzina i moje malzenstwo mnie nie zadawala,
              dlatego szukam podniet tutaj. Stwierdzil rowniez, ze moja zona musi byc do
              niczego. Bardzo zabolaly mnie te slowa, zwlaszcza, ze NIGDY nie rozmawialismy
              na temat moich dzieci, czy zony. Skoro jednak jestem obecny w listach
              dyskusyjnych to pewnie tak musi byc. Dodal tez, ze zna wiele przypadkow, ktore
              poswiadcza jego racje. Przeanalizowalem dzien pod dniu z zycia mojej rodziny,
              szukalem bledow moich i innych. NIGDY moja zona mnie nie zaniedbywala. Jest
              swietnie wyksztalcona, super inteligentna, piekna, dowcipna, czula, troskliwa,
              kochana. Inni faceci czekaja na rozwoj "klonowania", by wprowadzic ten
              egzemplarz do masowej produkcji;). Zartuje oczywiscie, jest ona jednak bardzo
              OK. Gdy trafilem do sieci bylem swiezo po przyjezdzie do BRD , nie mialem
              pracy, nie znalem jezyka niemieckiego ani nowego srodowiska. Zostawilem
              wszystko w Polsce, choc pracowalem na dyrektorskim stanowisku w zagranicznej
              firmie, zarabialem duzo forsy , mialem nieograniczony budzet reprezentacyjny i
              niezly samochod sluzbowy przyznany wg okreslonego kodu managerskiego. I nagle
              zostalem sam na sam tylko ze soba. W sieci poznalem ludzi, ktorzy
              zainteresowali sie mna. Teraz jest inaczej, mam fajna prace, dwojke dzieci
              (zona ma jedno z poprzedniego malzenstwa), wspaniala zone, ktora zrozumiala, iz
              nawet mezczyzna-glowa rodziny moze poczuc sie samotny i bezradny na emigracji.
              Jest naprawde wspaniala i bardzo ja kocham . To nie sa slowa, ktore potrzebuje
              pisac, aby czytac przed snem i utwierdzac sie w przekonaniu, ze to prawda. Tak
              bardzo ja kocham, ze nie wyobrazam sobie zycia bez niej. Robimy tyle
              wspanialych wspolnie rzeczy, potrafimy godzinami rozmawiac ze soba, ciagle
              siebie zaskakiwac, motywowac. Kiedys troche zaniedbalismy sie w tej materii,
              ale od dwoch czy trzech lat jest dobrze, wlasciwie swietnie. Jest taka madra i
              oczytana, ze to dla niej chce byc ladniejszy, madrzejszy, lepiej wyksztalcony.
              To przed nia chce chwalic sie Kantem i Wittgensteinem. Do switu potrafimy
              dyskutowac, potem niewyspani acz szczesliwi wstajemy do pracy obiecujac, ze
              nastepnym razem o 23.00 bedziemy juz w lozku.
              Kardiologu, piszesz Ty tez piszesz juz kilka lat. Zauwazyles, ze w przeszlosci
              nastapil taki moment, ze zaczalem z dnia na dzien (wylaczajac kilkumiesieczne
              przerwy nieobecnosci) ograniczam pisanie, redukowac wlasny punkt widzenia,
              wlasne zdanie? Niewiele wpisow nt mojej postawy znajdziesz na forum.
              Powiedziales kiedys, zebym nie bal sie wyrazac tego co mysle. Alez ja wyrazalem
              swoje zdanie! Zawsze. Nie wyrazalem go na forum nie ze strachu. To z zona ,
              przyjaciolmi i znajomymi dzielilem sie wszystkim, co mialem w glowie. To nie
              byl strach tylko wybor. Oczywiscie, ze lubie rozmawiac o filozofii. Interesuje
              mnie czlowiek, jego potencjal tworczy i zdolnosci dokonywania zmian. Odpowiadam
              teraz dlaczego od pewnego czasu nie rozumiales mojej postawy i motywow
              postepowania. Pomyslisz: skoro taka swietna rodzine ma M.S., swietnie dogaduje
              sie w realu, ma przyjaciol, to co tutaj robi? Dlaczego jest uzalezniony jesli
              nie ma ku temu przeslanek? Przeciez to nielogiczne. Moze klamie, moze oszukuje,
              co trzyma go tutaj? Co go trzyma?- zapytala tez kiedys bulterierka, myslac, ze
              milosc. Czas na odpowiedz, choc Ty ja znasz.
              Jestem DDA.
              Uzaleznienie mam wyssane z mlekiem matki. Moja mama byla alkoholiczka. Zmarla
              na wylew mozgu wskutek upicia sie alkoholem metylowym. Miala 44 lata. Z
              pieknej, zadbanej kobiety z dnia na dzien zmieniala sie w osobe niedomyta, zle
              ubrana, wulgarna. Przez dobrych kilka lat, dzien w dzien, az do switu robila
              nam karczemne awantury, palila moje ksiazki i zeszyty, tlukla talerze. Nie
              pamietam kiedy ugotowala ostatni obiad, mialem chyba 12lat. Dwukrotnie
              probowala mnie zabic, z jednej proby nie wyszedlem bez szwanku dla zdrowia.
              Majac kilknascie lat chcialem pomoc mamie, chcialem ja wyleczyc. I choc istnial
              klub AA to w komunizmie alkoholizm byl tematem tabu. Bylismy jak tredowaci.
              Moja matka uwazala, ze nie jest chora i tylko ja i ojciec jestesmy przeciwko
              niej. Musialem walczyc o leczenie zamkniete, to byl jedyny spsosb by jej i nam
              pomoc. Zamiast chodzic z kolegami do kina biegalem od jednego lekarza do
              drugiego, potem do prokuratury (tak wtedy bywalo). Codziennie nie spalem do 3-4
              godziny rano, gdyz ona wtedy bywala aktywna. Balismy sie zasnac, by nas nie
              zabila. Coraz mniej bylo dni trzezwosci. Marzylem o chwili, w ktorej nie byloby
              jej w domu, zeby byla cisza. Moze dlatego tak bardzo kocham cisze, lubie jej
              sluchac. Potem znajdowalismy ja pijana na ulicy. Raz musialem wolac przez okno
              przechodzacych ludzi, aby nam pomogli. Mnie i kolege, gdy odrabialismy lekcje,
              oblala przyniesiona benzyna, oblala pokoj, zabarykadowala nas i chciala
              podpalic. - Nienawidze cie!!!- krzyczala- chce zebys zdechl jak pies!! to przez
              ciebie!!! zycze ci, zebys przeszedl takie pieklo jakie mam ja. widzisz, ze mnie
              ojciec bije i boisz sie go powstrzymac!!! zycze ci aby kiedys ktos ciebie
              potraktowal jak ludzkiego smiecia!!!....
              (...) Zrobilem przerwe kardiologu. Nawet nie wiesz ile ten list mnie kosztuje.
              By zerwac z siecioholizmem musze uporac sie z duchami z przeszlosci. Jestem
              facetem, ale lzy plyna mi teraz ciurkiem po policzkach.............
              (..)
              Pewnego dnia podpalila nasz blok. Zajal sie parter, przyjechala milicja, potem
              pisala o tym prasa. Zabrali ja. Na przesluchaniu kazali mnie powiedziec prawde.
              Opowiedzialem. Mialem wtedy skonczone 17 lat, w swietle prawa bylem dorosly,
              moglem zeznawac. Opowiedzialem, ze od kilku lat staramy sie umiescic ja na
              leczeniu zamknietym, gdyz ona nie widzi choroby. Mielismy wiele ekspertyz i
              opinii lekarzy potwierdzajacych zaawansowany alkoholizm, doszly jeszcze
              obsesyjne urojenia. Pomyslalem wtedy, ze zly uczynek czyli podpalenie moze
              stanie sie podwalinami pod nasza lepsza przyszlosc: mama pojdzie do szpitala,
              wylecza ja, wroci do domu, bedziemy szczesliwa rodzina, zjem cieply obiad i
              bede mial uprane ubranie. Byla taka piekna. Nie bylo mezczyzny na ulicy, ktory
              nie obejrzalby sie za nia. Kochala ksiazki, muzyke klasyczna, mowila piekna
              polszczyzna. Urodzila sie w dawnym ZSRR w poslsko-rosyjskiej rodzinie.
              Prokuratura odrzucila wniosek o leczenie. Zamknieto ja w areszcie tymczasowym.
              Rozprawa miala byc za 3 miesiace. Grozilo jej od 3 do 7 lat. Bylismy na
              widzeniu dwukrotnie. Przynioslem jej wlasnorecznie zrobiony smalec. Musial byc
              w nieprzeroczystym naczyniu, zeby skwarki opadajac na dol staly sie
              niewidoczne. Nie dodawalismy jablek, wtedy smalec nie zespuje sie za szybko i
              na dluzej
              • mathias_sammer Re: dzien I/ 15.12.005 15.12.04, 18:24
                Prokuratura odrzucila wniosek o leczenie. Zamknieto ja w areszcie tymczasowym.
                Rozprawa miala byc za 3 miesiace. Grozilo jej od 3 do 7 lat. Bylismy na
                widzeniu dwukrotnie. Przynioslem jej wlasnorecznie zrobiony smalec. Musial byc
                w nieprzeroczystym naczyniu, zeby skwarki opadajac na dol staly sie
                niewidoczne. Nie dodawalismy jablek, wtedy smalec nie zespuje sie za szybko i
                na dluzej wystarczy. Caly czas plakala. Blagala nas na kolanach, zeby ja
                wydostac, ze juz nigdy nie wezmie alkoholu do ust. Nie pochodzilem z bogatej
                rodziny, ale moj ojciec nieprawdopodnie szczesliwie wygral akurat w totolotka,
                Mozna bylo kupic pol blizniaka w moim miescie. Pozostalismy jednak w
                dwupokojowym mieszkaniu na 40 m2. Pieniadze pozwolily nam ja wydostac z
                wiezienia przed rozprawa. Sprawe umorzono. Przyjechalismy do domu po odebraniu
                jej z aresztu. Na stole czekal obiad, ktory ugotowal ojciec, plakalismy ze
                szczecia. Kilka godzin pozniej lezala pijana w lazience. Trzy dni wczesniej
                wrocilem ze szpital po operacji. Nie moglem dzwigac, mimo to zapakowalem kilka
                rzeczy do plecaka i poszedlem mieszkac do kuzynki. Przeciez za kilka miesiecy
                mialem zdawac mature. Mama zostala w domu. Bywaly dni, kiedy nie pila. Gdy pila
                ojciec ja bij. Pila wiecej, bij ja czesciej. Nie widzialem juz tego. Kazalem
                mu przestac, nie umial sie opanowac, nie bylo nikogo, kto mogl go powstrzymac.
                Ja tez kiedys ja uderzylem, ale tylko raz. Rozbilem jej jajko na glowie z
                bezsilnosci i krzyczalem. Gdy krzyczala uciekalem w cisze, niestety czesto nie
                wytrzymywalem i dostawalem histerii. Cierpialem na neurasteniczna i depresjna
                nerwice. Psycholog, byl konowalem kazal mi lykac tabletki. Nigdy wiecej nie
                poszedlem do niego ani zadnego innego. Zdalem mature i wyjechalem do Warszawy.
                Moj ojciec wychodzil z zalozenia, ze fach w reku jest wazniejeszy niz studia,
                powinienem znalezc wiec cos pozytecznego, potem zalozyc rodzine, miec dzieci.
                Pracowalem po kilkanascie godzin dziennie, by zarobic na pokoj przy babci,
                potem samodzielna kawalerke i na zycie. Byl dzien, gdy nie jadlem trzy dni,
                spalem na dworcu z bezdomnymi. W jednej chwili stracilem dom, prace i
                partnerke. Tak jak moja mama byla alkoholiczka. Wybralem alkoholiczke, bo byl
                to jedyny model jaki znalem, jakiego nie balem sie. Potem kolejny zwiazek ze
                znana aktorka, zareczyny, wyznaczony termin slubu. Tuz przed zerwalem.
                Wiedzialem juz, ze moje zycie bedzie takie samo jak dotychczas. Byla
                alkoholiczka. Odszedlem. Zajalem sie praca, awans za awansem. Gdy mialem juz
                wystarczajaco duzo pieniedzy rozpoczalem studia. Odbylem wiele znakomitych
                miedzynarodowych szkolen, bralem udzial w seminariach. Zawsze, gdy ktos mowil
                mi ze jestem zdolny i przystojny myslalem, ze zartuje ze mnie. Ja zdolny,
                przystojny? Niemozliwe. Bylem zawsze brzydki i niechciany. Tak tez bylo tu, na
                forum. Brzydki czlowiek i niechciany... wiec dlaczego jestem jeszcze? ..
                Dlatego, ze przez lata nie moglem darowac sobie, ze nie uratowalem mamy, ze
                pozwolilem, aby na moich oczach z pieknej wartosciowej kobiety stoczyla sie na
                dno. Pozwolilem jej umrzec. Dlatego, ze ojciec posrednio doprowadzil rowniez do
                tego stanu, obwiniam go jednak tylko polowicznie. Zawsze wolal towarzystwo
                innych kobiet od mojej matki. Dlatego, ze nie powtrzymalem reki, ktora bil
                matke. Byl wspoluzalezniony, potem pil coraz wiecej, choc on sam do dzis nie
                jest alkoholikiem, a osoba o tzw "podwyzszonym ryzyku".
                Oto moj rozrachunek. By odejsc musze rozliczyc wlasne rachunki. Cyznie tak dla
                siebie, nie dla czytelnika taniej sensacji. (...)

                Musze juz isc. Czuje sie strasznie wypluty i mokry od lez i potu. Kardiologu,
                tak wlasnie wyglada terapia. Gdy oczyszcze sie, gdy wybacze sobie i innym bede
                mogl spokojnie odejsc. Wierze, ze juz niedlugo...
                M.S.
                p.s. wiem wszystko o DDA
                • mathias_sammer Re: dzien I/ 15.12.005 15.12.04, 18:43
                  Jedna uwaga. Moj kolega internetowy zna opowiesc mojego zycia od wielu lat,
                  wiec pewnie powtorzenia go smiesza. Mialbym prosbe- jezeli jest to mozliwe o
                  nie komentowanie mojego zycia . Jezeli nie jest mozliwe, coz jestem
                  przygotowany na wszystko. Tu chodzi o mnie.
                  MS
                • kardiolog Re: dzien I/ 15.12.005 15.12.04, 23:41
                  Witaj chlopcze, tym razem ja nazwe Cie chlopcem.

                  Poradzisz sobie. Czytam Twoje wpisy i jestem calym sercem z Toba, jest tez
                  Twoja rodzina i przyjaciele. Niedlugo Swieta i Sylwester a po nim 2005r- to
                  doskonaly okres na pozamykanie starych szaf i rozpoczecie nowego etapu w zyciu.
                  Niegdy o sobie nie mysl, ze byles lub jestes niechciany lub brzydki. To
                  nieprawda. Wybacz swoim rodzicom i wybacz sobie. Jesli pewnego dnia nie
                  udzwigniesz ciezaru odpowiedzialnosci, jaka nosisz w sobie od dziecinstwa
                  zwroc sie do poradni Akmed. Sa najlepsi. Wracaj teraz chlopcze do rodziny i
                  mimo wszystko sprobuj dzis zasnac. Rozdrapywanie starych ran jest niezmiernie
                  bolesne. Przed Toba kolejny nowy dzien i przyszlosc. Jak wspominales Twoj
                  niedawno spotkany w realu WIELKI przyjaciel- czlowiek o dobrym sercu i pieknym
                  umysle-poradzil, abys porozmawial kiedys nt z wlasnym ojcem. Przemysl Jego
                  rade, jest bardzo cenna.
                  Z pozostala reszta radzisz sobie swietnie. Co do pochwal i komplementow, drogi
                  chlopcze, szukaj ich tam, gdzie na Ciebie czekaja. Zawsze patrz ludziom w oczy.
                  Z a w s z e p a t r z l u d z i o m w o c z y, w nich znajdziesz odpowiedz.
                  Ale Ty to juz wiesz.
                  Jesli nie wytrzymasz i zajrzysz na forum -pisz wtedy. Nie probuj niczym
                  alkoholicy zyc w ciszy i "popijac slowa" po kryjomu, przed wszystkimi .
                  Zamieszczone bity beda niczym oprozniony kieliszek- swiadectwo na to, co
                  zostalo jeszcze do wykonania.
                  Twoje zycie jest niczym w polowie napelniona szklanka. Od Ciebie bedzie
                  zalezalo czy uznasz ja za "w polowie pusta, czy w polowie pelna"...

                  Dobranoc mathiasie_sammerze

                  kardiolog
                  • mathias_sammer Re: do kardiologa/ 16.12.005 16.12.04, 11:31
                    Dziekuje...
                • gruszka100 Re: dzien I/ 15.12.005 16.12.04, 01:01
                  mmm... historia z ksiązki lub na ksiązkę. ale, z całym szacunkiem,
                  mathiasie,jest kliniczna dla rodzin dotknietych problemem uzaleznien. Rózni sie
                  tylko, tak jak różnia sie między sobą wszystkie te opowieści, faktami,
                  zdarzeniami i miejscem akcji. Emocje pozostaja niezmienne.
                  Pisze, bo wczoraj była wigilia w Akmedzie. Moja pierwsza. Jestem tam od osmiu
                  miesięcy. Kardiolog ma rację, sprawdź. Ja dokładam do Jego opinii swoją
                  cegiełke. To był taki wieczór, którego powinni doswiadczyć wszyscy - nie ważne
                  czy kiedykolwiek w zyciu byli narażeni na jakiekolwiek okruchy uzaleznienia
                  bliskich lub gromy własnego. Po moim pierwszym spotkaniu z prof. Woronowiczem
                  powiedziałam mu, że chcialabym miec takiego wujka. Pani Ania, która "trzyma
                  wszystko w kupie" i rządzi kalendarzem Akmedu, zrobiła na to nasze wigilijne
                  spotkanie takie kanapki ze sledziem, że najwytrawniejsze kucharki moga sie
                  tylko oblizac.
                  Z tego, co piszesz wynika, że odległośc od ulicy Mokotowskiej w Warszawie jest
                  zbyt duża, abys tam zaglądal systematycznie. Sa inne sposoby, może pomogę.
                  Mysle też, że niezłym pomysłem byłoby zajrzenie na forum o uzaleznieniach. Nas
                  tam duzo jest. A przede wszystkim dobrze wiemy kiedy pojawia sie prowokacja i
                  klamstwo, a kiedy jestesmy w swoim gronie. Wiedza o uzaleznieniach (swiadomośc
                  etc) nie jest kwestia intuicji. To trzeba przezyć na własnej du...szy.
                  Jesteś na dobrej drodze, bo zaczynasz nazywać rzeczy po imieniu. Jak długa
                  bedzie to droga, tego nie wie nikt.
                  Po pięciu latach od momentu zerwania z nalogiem, w moim zyciu były tylko trzy
                  dni, kiedy o tym nałogu nie myślałam. TRZY. A rzecz nie dotyczy tego
                  najprostszego ze skojarzeń. Niestety uzaleznionym nie przestaje się być. To
                  jest na całe życie. Mozna tylko przestać w tym tkwić i odrzucić to co rujnuje.
                  Jak daleko i czy na zawsze zostanie to odrzucone... Tego sie nie dowiesz
                  dopóty, dopóki podporządkowywać będziesz nałogowi swój świat. Nawet bezwiednie
                  i podświadomie. A może przede wszystkim - pozornie bezwiednie i teoretycznie
                  podswiadomie.
                  Jak dojrzejesz do decyzji o pierwszym ruchu poza netem, daj znac. I wczesniej
                  tez, bo może cos sie po drodze obudzi.
                  Dla MegaŻony ukłony. Pozazdrościc tylko.
                  • mathias_sammer odp do gruszki100/16.12.04 16.12.04, 11:25
                    Gruszko100,
                    bardzo dziekuje za wpis. Zdaje sobie sprawe, ze moja historia jest jedna z
                    tysiaca, dziesiatkow tysiecy przynaleznych czlonkom rodzin patologicznych.
                    Zdarzenia bywaja odmienne, jesli jednak wczytamy sie lub posluchamy historii
                    osob wspol- lub uzaleznionych zaczynamy rozumiec, ze nie roznimy sie w niczym
                    od innych. Nasz "indywidualizm", ze tak sie wyraze traci znamiona wyjatkowosci
                    pokazujac, ze mechanizmy i skutki pozostaja identyczne.
                    Ktos wielki powiedzial: "Wyleczony odchodzi. Kuracjusz stara sie odchodzic.
                    Prowokator szuka usprawiedliwienia". Mam nadzieje, ze wkrotce przekonam sie kim
                    jestem i kim bede w przyszlosci...
                    Jeszcze raz dziekuje za list. Nie spodziewalem sie zastac tu kogokolwiek poza
                    moim osobistym lekarzem -kardiologiem. Zanotowalem sobie Twoj adres mailowy.
                    Gdybysmy podjeli dalsze rozmowy nie powinny odbywac sie tutaj, na forum lecz
                    prywatnie. To tak jakby alkoholik zapraszal do dyskusji o zwalczaniu
                    nalogu...przy alkoholu.

                    Gruszko100- wszystkiego co najlepsze w Nowym- Lepszym 2005 Roku,
                    rowniez sobie
                    zyczy

                    M.S.
                    • Gość: gf Re: odp do gruszki100/16.12.04 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.04, 14:25
                      Nie wiem, co Ci napisac... Od wczoraj nie wiem...Za glupia jestem.

                      Poprosiles o niekomentowanie, wiec boje sie, ze napisze cos, co Cie dotknie,
                      albo w inny sposob bedzie niewygodne czy niepotrzebne. Ale to nie znaczy, ze
                      nie czytam z uwaga postu za postem i nie mysle o Tobie z ogromna sympatia i
                      jednoczesnym trzymaniem za Ciebie kciukow. Jestes madry i dzielny. I nie ma
                      zadnego powodu, zeby cokolwiek, czego pragniesz, Ci sie nie udalo.

                      Serdecznosci.
                      gf

                      p.s.to kompletne brednie, ze jestes niechciany, kompletne mathias... :)
                • lupuli Re: dzien I/ 15.12.005 16.12.04, 16:10
                  mathiasie_sammerze,
                  ze wzruszeniem przeczytalam twoja historie, duzo racji ma kardiolog i
                  gruszka100.
                  Najwazniejsze, ze zdajesz sobie sprawe z ogromu szkod jakie powstaly i jakie
                  moga jeszcze powstac i optymistycznie patrzysz w przyszlosc.
                  Nie wiem co moge doradzic:(, nie znam nikogo uzaleznionego, szczesciara ze
                  mnie:)
                  Trzymaj sie i nie poddawaj slabosciom! Nie uciekniesz przed nimi chowajac sie w
                  mysiej ciemnej dziurze. Musisz stawic im czola!
                  Pozdrowienia dla zony, pewnie fajna z niej babka:)
                  Naprawde musi bardzo cie kochac.
                  Trzymam za ciebie kciuki i wirtualnie przytulam do serca!

                  lupuli

                  ---

                  www.kazimierz.com
              • mathias_sammer Re: dzien I/ 15.12.005/ do gosci 15.12.04, 18:25
                Dzisiaj nie jestem w stanie nic wiecej napisac, ale jutro odpisze. Moze
                przyjdzie kardiolog i mnie wesprze.

                dobranoc
                • bulterier piwo z rana jak smietana/17.12.05 17.12.04, 10:39
                  hej mathias,
                  zdajesz sobie sprawe, ze udawanie przed soba nie sluzy prawdzie, dlatego
                  postanowilam dopisac kilka slow do watku.
                  przeczytalam twoja historie i wypowiedzi innych. z jednej strony wypelnilo mnie
                  zdziwienie, z drugiej wprawdzie krotkotrwale jednak wzruszenie. mnie zawsze
                  jawiles sie jako ten paniczyk, za ktorym niektorzy bez powodu murem lub
                  innym okoniem stawali, paniczyk o miernym i mialkim pojeciu o zyciu i ludzkim
                  nieszczesciu. okazuje sie, ze jednak cos przezyles i w licytacji, kto przezyl
                  wiecej lub jest bardziej pokrzywdzony mozesz stawac w szranki..na ogonach
                  rzeszy cierpiacych rzecz jasna. tu: ogony to jest aboslutnie "to", mocium
                  panie! wzruszylam sie natomiast z radosci, iz w cierpieniu nie jestem samotna,
                  i ze los takze ciebie calkiem mocno kopnal wdupe. poczulam cieplo i spokoj
                  rozlewajace sie po sercu i umysle. stad moj list do ciebie. wchodzac wczoraj
                  krotko na forum bylam swiadkiem dwoch scen dziejacych na bocznych torowiskach.
                  jedna byl ostry, kilkugodzinny atak na goscia w twoim watku pt. gruszka,
                  chwile zerkne: gruszka100. czytajac kilkakrotnie wpis gruszki (lustracja slow,
                  tresci ww osoby) doszlam do - mam nadzieje- dobrego wniosku, ze rzeczona ataki
                  na nia i jej tresci moga jedynie "walic". natomiast we mnie (tu: mathias
                  zanotuj moja reakcje w kajeciuku forumowych chorob) krew zawrzala. gdy ktos po
                  mnie probuje ( ze zdecydowanym akcentem na probuje)przejechac sie zadzieram
                  wysoka noge i wykonuje perlista golden fountain. dla jednych staje sie ona
                  przyjemnym deszczykiem, dla innych rosa zebrana z platkow kwiatow o poranku,
                  dla innych jeszcze informacja, ze bulterier jest cholernie trudna do wyrwania z
                  posad, w jakich sie osadzila. natomiast, gdy zaczeto obierac gruszke ze skory
                  poczulam jak fa(r)fle samoczynnie podnosza sie na kilka centymetrow. na
                  szczescie skonczylo sie na podniesionych warach, a nie typowym dla bulteriera
                  sposobem full kontaktu z przeciwnikiem czyli blyskawicznym polozeniem sie na
                  ziemi tuz przy przeciwniku, podczolganiem sie, natychmiastowym przekreceniem
                  na plecy i wsunieciem sie wrogowi pod brzuch rozrywajac szczeka to, co
                  niezabezpieczone i najdelikatniejsze.
                  mniemam jednak, ze watek kardiologa "ubezpieczenia" zaraz.. "uzaleznienia.."
                  zostanie wkrotce na glucho zamkniety i gruchy100 juz nie ujrzymy, wiec powodow
                  do wachlowania sie farfoclami gebowymi nie bedzie. zanotowales mathiasie moja
                  reakcje? jesli u ciebie kiedykolwiek wystapila podobna odnosnie sieci wpisz ja
                  po stronie minusow. podniecenie i adrenalina fajna rzecz, mozna je jednak
                  inaczej wyzwalac i rownie fajnie przezywac np. uprawiajac sport, spotykajac sie
                  w doborowym intelektualnie towarzystwie lub pukajac z osobnikiem plci
                  przeciwnej czyli wlasnym chlopem lub baba wlasna.
                  druga sprawa odnosi sie do twojego wpisu. zastanawiam sie dlaczego zdecydowales
                  sie opowiedziec historie na forum, skoro tak malo do tej pory o tobie
                  wiedzielismy? ktos powiedzial, ze odsloniles "swoj brzuch" (vide moj
                  wczesniejszy tekst). ty, ze swoja autoironia i wielka swiadomoscia siebie
                  odslaniasz wlasny brzuch (ksztalt dawnej tarki jak mniemam ;))...???
                  co mi tutaj nie pasuje do twojego wizerunku i cech charakteru i nie do konca
                  odkrytej edukacji. domyslam sie jednak, ze nie nalezysz do targowiska proznosci
                  znajdujacego sie tuz po sasiedzku lub jak wolisz nie tkwisz w muzeum figur
                  woskowych. swoja droga targowisko jest zabawne (dodaje tytulem dygresji),
                  komuna lat 50-80 jest niczym mont everest demokracji. gdyby jeszcze kapo
                  stojace z pejczykiem moglo stosowac kary cielesne i zamykac podludzi w karcerze
                  wielu z nas chodziloby w gustownych promowanych przez lagerfelda pregach, wielu
                  nie byloby juz na swiecie. jednorodne, czyste rasowo, ze zdrowym genotypem (
                  czalszesku bylby zachwycony) spoleczenstwo targowiska proznosci. nie! nie
                  targowska a muzeum* ( muzeum, to takie miejsce, gdzie oglada sie rozne
                  eksponaty zwane od nazwy miejsca eksponatami muzealnymi, przyp. bulterki).
                  a' propos dzisiejszych wiadomosci ze swiata: usa umorzylo irakowi 4 mld us $
                  dlugu, czemu wiec ja wciaz dziwuje sie skoro hipokryzja wylewa sie zewszad?
                  fin- do rozbudowanej dygresji.
                  zatem, musisz byc at present tak silny psychicznie, iz pokazujac swoja "pralke"
                  nie mozna cie dotknac i celowo podlozyles historie. dlaczego, chciales pokazac
                  inna perspektywe..? oczyszczenie z alkoholu alkoholem??? oczyszczenie na
                  forum..? twoje intencje nie sa dla mnie przejrzyste tak samo jak nie jestem
                  pewna, czy jestes rzeczywiscie uzalezniony. skoro jednak uwazasz, ze "tak" i
                  wyznaczyles sobie juz deadline oznaczac moze, ze doskonale wiesz co dla siebie
                  robisz. trzymam kciuki, oczywiscie!
                  wlasciwie tyle. chcialabym, abys zwrocil uwage notujac w kajeciuku godzine
                  swoich wpisow oraz podkreslil uwage jak dlugo jestes myslami w sieci po
                  naduszeniu guzika "esc".
                  pozdrawiam cie i spadam,
                  bulterier
                  i jeszcze pese. przeczytalam wczoraj kawalek ksiazki czeskiego pisarza o
                  magdzie goebbels, himlerze, fuhrerze i evie braun. odwazna interpretacja
                  historii, choc, niestety, niedobry przeklad na jezyk polski. od tej chwili nie
                  bede nazywac cie nawet w zartach "gebelsikiem", ( wczoraj natknelam sie na
                  zdanie "ach ty moj kochany adolfku"), bo gebelsy i hitlery slyszac takie slowa
                  wykonane w kraju nad wisla musza strasznie wiercic sie w grobie. a moze ich
                  jeno jakie robaki oblazly...?
        • bazylia7 Re: dzien I/ 15.12.005 15.12.04, 11:49
          Net okazuje sie bez zobowiazan, po
          wcisnieciu "enter" mozna bezpiecznie oddalic sie na strone, net nie niesie za
          soba odowiedzialnosci za wypowiedziane slowa,



          niezupelnie, po wcisnieciu "enter" nie mozna sie zdystansowac do emocji sprzed
          sekundy, cala odpowiedzialnosc za slowo nabiera innego wymiaru...
          • mathias_sammer Re: do bazylia7/ 16.12.005 16.12.04, 11:27
            bazylio7, mam nadzieje, ze bede mogl wkrotce udowodnic sobie co oznacza
            odpowiedzialnosc za kazde wypowiedziane slowo.

            Klaniam sie,
            M.S.
        • Gość: etta Re: dzien I/ 15.12.005 IP: 195.136.249.* 16.12.04, 12:30
          czytając wątek czuję się trochę
          tak,jakbym wkroczyła na czyjś
          prywatny teren
          nie mogę wyjść z podziwu, że można
          wyrzucić z siebie aż tyle sensownych słów
    • Gość: Hubert Re: uzaleznienia i ostatecznie smierc IP: *.chello.pl 15.12.04, 17:20
      Mozesz napisac tez na forum "uzaleznienia". Tam jest zdajsie troche chcacych
      uzaleznionych.

      Pozdrawiam Hubert.
      • mathias_sammer Re:do Huberta/ 16.12.04 16.12.04, 11:30
        Gość portalu: Hubert napisał(a):

        > Mozesz napisac tez na forum "uzaleznienia". Tam jest zdajsie troche chcacych
        > uzaleznionych.
        >
        > Pozdrawiam Hubert.

        Piszac do goscia "gruszka100" uzylem sformulowania- clou "Gdybysmy podjeli
        dalsze rozmowy nie powinny odbywac sie tutaj, na forum lecz
        prywatnie. To tak jakby alkoholik zapraszal do dyskusji o zwalczaniu
        nalogu...przy alkoholu".
        Klaniam sie,
        M.S.
        • Gość: Hubert Re:do Huberta/ 16.12.04 IP: *.chello.pl 16.12.04, 13:58
          Moja wypowiedz byla zwrocona do kardiologa i dotyczyla jego oferty.

          Pozdrawiam Hubert
    • mathias_sammer do wszystkich 16.12.04, 16:48
      Serdecznie dziekuje wszystkim za wpisy. Potwierdzaja moje wyobrazenia o tym, co
      jest stanem normalnym, co stanem chorobowym;
      Ciesze sie, ze moglem poczytac, moglem spojrzec na siebie z dystansu.

      Pozdrawiam
      nieznane a przyjazdne dusze,
      M.S.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka