Dodaj do ulubionych

Gody, gra, forma i naturalność

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.04, 03:28
No cóż, dopadła mnie insomia i zaczęły się demony budzić. Wyrażam na tym
forum swają frustrację wynikającą z niedostosowania do natury ludzkiej. Otóż
całe to dobieranie drugiej połowy to jakaś cudowność. W znaczeniu dziwność.
Gody w naszym gatunku, a może raczej w moim kręgu kulturowym to forma, gra i
pozory.
Otóż - z tego co widzę - zwyczjanie nie można być sobą, okazywać uczuć,
zaangażowania i przywiązania - wtenczas druga strona bierze to za pewnik i
się już zupełnie nie interesuje (albo wykorzystuje do cna). Trzeba udawać
brak zainteresowania, tworzyć dystans i chłód. Taki zimny chów. Oczywiście
nie można przeciągnąć struny, bo wtedy się szanse pogrzebie.
Jak to określiła dobra wróżka: zabierasz się od dupy strony. Gotów jesteś
zakochać się w każdej napotkanej kobiecie która okaże ci zainteresowanie. A
to nie tak - najpierw trzeba poznać, potem się zakochać i zdobyć.
No to świetnie. Cały czas są jakieś którym odpowiadam jako - no właśnie,
jako kto? Dość że mnie chcą. Ale (a może właśnie dlatego że) nie jestem nimi
zainteresowany. A gdy mnie się ktoś spodoba, to nie udaję że jest inaczej. I
po jakimś czasie wszystko się sypie. Inna rzecz (od razu notowania
spadają ;) - jestem wybredny i nie biorę jak leci. Jak byłem sam tyle czasu,
to jeszcze trochę mogę być.
A tak swoją drogą, to ta asymertia jest - przynajmniej dla mnie - dziwna.
No, moze dziwna to za dużo, ale mnie się nie podoba. Mianowicie to facet musi
być zdobywcą, starać się i naprężać. Kobieta - wystawia się na giełdę: oto
jestem (z przydechem i emfazą ;) Hmm, nie będę się powtarzał. A mnie się
wydaje że to w dwie strony powinno działać - może coś przegapiłem? No na
pewno - czas randkowania i zakochiwania się w liceum, krótsze i dłuższe
związki na studiach :(
Na koniec, by dodać tła i nakreślić nieco kontekst: jestem
dwudziestoparolatkiem, niezależnym finansowo, inteligentnym i dowcipnym, z
niezłym ciałem i miłą twarzą.

Ostatnie relacje: katastrofa [ale to za daleko by pamięcią sięgnąć], 7 lat
samotności.
Potem katastrofa (ale to się pchałem jako czwarty (!), co zadaje kłam tezie
o inteligencji ;); kontakt fizyczny był, ale nie do końca :(
Następne - zainteresowanie kobiety (dość daleko idące zwierzenia, kontakt
fizyczny minimalny) - byłem za dobry (i za sprytny - pokazywałem ile widzę i
weim, a tego to też się nie robi).
Z kolei - tu wątki równoległe - zainteresowanie dwóch kobiet, od
jednej "nie" - po jakimś czasie, tu byłem miły, uczynny, hojny, blebleble
Trochę szamotaniny i przyjście "do nogi" od drugiej (tu z kolei nic od niej
nie chciałem, byłem miły - pare razy sie gdzies wybralismy, ale ją olewam).
I wreszcie najnowszy obiekt - świetna nić porozumienia w mailach, seks na
pierwszej randce (bylo suuper - dość przypadkowo zostałem rozprawiczony :), a
potem chłód i unikanie.
I rzecz nie bez znaczenia: w domu rodzinnym nie doznałem miłości
bezwarunkowej; był szantaż psychiczny i rykoszety niesnasek (eufemizm)
rodziców.
Ufff, wyżaliłem się, spróbuję iść spać.

I docenię wszelkie komentarze prócz całkowicie niekonkretnych, typu: dureń.
Albo: trzymaj się! Ale "idiota, nie ma pojęcia, bo powierzchowność, dowcip i
bycie miłym to za mało" - już lepiej.

I *proszę* nie zamieniać tego wątku w dyskusję o rodzeniu i nie-rodzeniu,
personalne wycieczki i dygresje nie związane - choćby luźno - z tematem
powyższego postu. Z góry dziękuję.
Nie "pozdrawiam cieplutko", nie życzę miłego dnia ;)
Obserwuj wątek
    • ettrich Re: Gody, gra, forma i naturalność 16.12.04, 07:43
      nie daj się zwieść pozorom, modzie, konwencji etc.
      to co możesz zrobić najlepiej, to być sobą
    • reni6 Re: Gody, gra, forma i naturalność 16.12.04, 09:02
      Coż, wlasciwie to sa sytuacje w zyciu na ktore nie mamy wplywu ale w przypadku
      ktory opisujesz, smialo mozna powiedziec "kazdy jest kowalem swego losu".
      Tp Ty sam wiesz jak jestes w stanie zyc, tylko Ty poczujesz na ile mozesz w
      zyciu udawac czy kalkulowac.
      Wydaje mi sie, ze taka kalkulacja nikomu na dobre nie wyjdzie i jesli choc
      troche masz w sobie poczucia prawdy predzej czy pozniej zmeczy cie to udawanie.
      Oby tylko nie bylo za pozno i trzeba bedzie wiele zachodu i lez aby
      wszystko "odkrecic".

      Ja tam wiem jedno: jesli bede soba, nic przed nikim nie udajac, ludzie to
      docenia i ten jedyny rowniez jesli bedzie czul podobnie.

      A jesli moje otwarte podejcie do swiata nikomu sie nie spodoba to coz....taki
      los...
      Nie trzeba plakac nad rozlanym mlekiem (czyt. losem).

      Wiec jak sam wiesz, jedni zagladaja do swego wnetrza i nim sie w zyciu kieruja,
      inni zyja kalkulujac z nalozona na twarz maska.

      Hmmm...nie wiadomo ktory sposob jest lepszy, chyba ten ktory bardziej odpowiada
      danej osobie. Chyba, ze po latach zycia stwierdzi, ze jednak nie tedy droga i
      sie pomylila. Tylko oby nie bylo za pozno.

      Pozdrawiam (ja cieplututko),
      Reni.
    • Gość: klaraa Re: Gody, gra, forma i naturalność IP: *.wro-com.net 16.12.04, 09:23
      działa tu na pewno zasada: co trudniej zdobyte - bardziej się ceni (stąd może ta
      niechęć do szybkiego odkrywania kart), ale są liczne wyjątki...
      generalnie w swoim nieuleczalnym idalizmie też jestem za szczerością i nie
      odnajduję się w sytuacji "grania" uczuciami, ale w praktyce wygląda to tak, że
      coraz mniej we mnie odwagi na takie postępowanie. już widze, że się asekuruję,
      już na wejściu jest jakiś cień, obawa.
      może Twoja sytuacja jest podobna?
      to jak napędzająca się machina, a ja nie wiem, jak sprawić, żeby się zatrzymała.
      nie sądzę, żeby to była kwestia spotkania odpowiedniej osoby, ale raczej - to
      jacy jesteśmy, jakie mamy nastawienie, powoduje, że zwracamy uwagę na takie a
      nie inne osoby. i są problemy. jesteśmy niepozbierani więc to swoje
      niepozbieranie przenosimy na relacje z ludźmi. tak to widzę po lekturze Twojego
      postu. ale recepty nie znam :)
      pozdrawiam
    • blue_as_can_be Re: Gody, gra, forma i naturalność 16.12.04, 12:42
      mam wrazenie, ze wszystko pomieszales.


      Gość portalu: Albert napisał(a):

      > całe to dobieranie drugiej połowy to jakaś cudowność. W znaczeniu dziwność.
      > Gody w naszym gatunku, a może raczej w moim kręgu kulturowym to forma, gra i
      > pozory.

      dla mnie: w poszukiwaniu drugiej polowy nie ma miejsca na gre i pozory. co
      innego w przypadku poszukiwania tzw. dmuchawki / dmuchawca. czy na pewno to
      odrozniasz?

      > Otóż - z tego co widzę - zwyczjanie nie można być sobą, okazywać uczuć,
      > zaangażowania i przywiązania - wtenczas druga strona bierze to za pewnik i
      > się już zupełnie nie interesuje (albo wykorzystuje do cna).

      to znaczy tylko tyle, ze wlasnie szuka w Tobie dmuchawca, a nie drugiej polowy


      > jako kto? Dość że mnie chcą. Ale (a może właśnie dlatego że) nie jestem nimi
      > zainteresowany. A gdy mnie się ktoś spodoba, to nie udaję że jest inaczej. I
      > po jakimś czasie wszystko się sypie. Inna rzecz (od razu notowania
      > spadają ;) - jestem wybredny i nie biorę jak leci.


      nie da sie ukryc, ze "w tym caly jest ambaras...itd"

      > Mianowicie to facet musi być zdobywcą, starać się i naprężać. Kobieta -
      wystawia się na giełdę: oto jestem (z przydechem i emfazą ;)

      skad taka opinia? NICZEGO NIE MUSISZ. kobieta tez nie musi "wystawiac sie na
      gielde". i im predzej zdasz sobie z tego sprawe, tym lepiej. robimy rzezcy,
      ktore chcemy, a nie ktore musimy.

      > byłem za dobry (i za sprytny - pokazywałem ile widzę i > weim, a tego to też
      się nie robi).

      nie mam pojecia o czym mowisz w tym akapicie - i smiem podejrzewac, ze Ty tez
      nie...

      > Z kolei - tu wątki równoległe - zainteresowanie dwóch kobiet, od
      > jednej "nie" - po jakimś czasie, tu byłem miły, uczynny, hojny, blebleble
      > Trochę szamotaniny i przyjście "do nogi" od drugiej (tu z kolei nic od niej
      > nie chciałem, byłem miły - pare razy sie gdzies wybralismy, ale ją olewam).

      teraz to dopiero przywaliles. obrazasz sie na gre i manipulacje, a sam co
      wyprawiasz??? to, co dajesz, wraca do Ciebie. zasluzyles na kosza od tej
      pierwszej dziewczyny, skoro nie masz szacunku do tej drugiej.


      > I rzecz nie bez znaczenia: w domu rodzinnym nie doznałem miłości
      > bezwarunkowej; był szantaż psychiczny i rykoszety niesnasek (eufemizm)
      > rodziców.

      to wiele wyjasnia. to nie swiat wokol Ciebie jest pelen chlodu, falszu i gry.
      to Ty nosisz to w sobie. zrob cos z tym, a swiat wokol sie takze zmieni.
      obiecuje.


      nie wiem, na ile sobie zdajesz sprawe z tego, ze prawdopodobnie gdy Ty czujesz
      sie skrzywdzony przez kobiety, wiele z nich cierpi z Twojego powodu. spojrz na
      to i od tej strony.

      pozdrawiam i powodzenia

      blue
      • Gość: Al Re: Gody, gra, forma i naturalność IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.12.04, 21:55
        Masz prawo do dowolnych wrażeń.

        Nie wiem czy dobrze zrozumiałem pojęcie dmuchawiec - ktoś do wykorzystania?
        No to wobec tego ja nie odróżniam. Wszystkie związki są oparte na wzajemnym
        świadczeniu jakichś usług. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale jesteśmy
        zwierzętami, na dodatek społecznymi i mamy coś tam do głów nakładzione. Mogę to
        rozwinąć, ale to wyjdzie parę ładnych kilo..
        WSZYSCY jesteśmy interesowni. DeMello czytała? Jeśli masz inną opinię, i co
        ważniejsze potrafisz ją jakoś podeprzeć (śmiem marzyć byś mnie przekonała że
        się mylę) - będę wdzięczny :) Bardzo.

        Z tym że niczego nie muszę - słuszność. Zagalopowałem się. Są różne strategie
        zdobywania partnera i niepotrzebnie skupiłem się na tej jednej.

        > to wiele wyjasnia. to nie swiat wokol Ciebie jest pelen chlodu, falszu i gry.
        > to Ty nosisz to w sobie. zrob cos z tym, a swiat wokol sie takze zmieni.
        > obiecuje.
        O różne rzeczy się podejrzewam, o różnych rzeczach wiem. Ale to - jakoś mnie
        się nie wydaje. Jasne komunikowanie czego się od innych chce to nie jest fałsz
        i pozory. Chyba że kobiety tak to widzą..
        A w kwestii zrobienia - Projekt Manipulator mam w harmonogramie na Q2'05.
        Środki i możliwości do tego celu mam wystarczające. Zobaczę co będzie :| A że
        się zmieni to wiem dobrze. Na co mnie stać. Na co nie - to nie do końca..

        I powoli rozumiem: każdy chce być akceptowany, ale na zasadzei wyjątkowości.
        Że to JA jestem wyjątkowy/a, moje cechy osobiste są tak komuś miłe. No cóż,
        najwyraźniej trzeba to zaemulować. Bo powiedzenie na dzień dobry (i trzymanie
        sie tego): biorę z dobrodziejstwem inwentarza jest obelgą.
        Stąd trzeba się wstrzymywać, czekać albo poganiać do przodu. Zeby iść mniej
        więcej równym krokiem. Odkrywanie wszystkich kart na początku powoduje
        spłoszenie. To mnie akurat nie dziwi - ludzie pokazują się z lepszej strony,
        odbiorcy filtrują w dół i tak szacują wartość. Gdy od razu zobaczą całość, też -
        z przyzwyczajenia, albo z bezmyślności - filtrują w dół i ocena wychodzi
        niższa. Wnioski - grać najlepszymi kartami :) Mam ich sporo, szczerość (w
        znaczeniu wylewność) odkładam do puli. Trzeba ludziom mówić to, co chcą
        słyszeć. Dopóki sie nie dowiedzą, to może będą nawet szczęśliwi?

        > nie wiem, na ile sobie zdajesz sprawe z tego, ze prawdopodobnie gdy Ty
        czujesz
        > sie skrzywdzony przez kobiety, wiele z nich cierpi z Twojego powodu. spojrz
        na
        > to i od tej strony.
        Nic mi nie wiadomo o takim przypadku. Może cierpią w milczeniu?
        A ta gdzie byłem jako czwarty.. no cóż - kretyn to niezłe określenie. Gdzieś
        się trzeba uczyć. Ona niewątpliwie mnie skrzywdziła, z pełną świadomością. Albo
        ja nic z tego nie zrozumiałem.
        A z wątkiem równoległym - ta pierwsza (co mi kosza dała), to już na boczku
        sobie chłoptasia znalazła. Gdy do mnie w odwiedziny się fatygowała. Powiedziała
        mi o tym gdy już podjęłą decyzję. Graczka, lepsza niż ja :) (uśmiech, bo to
        dobrze że mnie pogoniła) A ta druga - jestem miły uczynny i *NIC* od niej nie
        chcę. Pomagam w czymś tam, blablabla. A widuję się z nią, by złapać dystans,
        oswoić się. No dobra, wychodzi że czegoś chcę, ale nie od osoby - raczej od
        kobiety. Tu chór ryknie: jeszcze gorzej, bo przedmiotowo. A niech sobie ryczą :D

        > pozdrawiam i powodzenia
        Wobec moich planów pewnie pozostały tylko pozdrowienia..

        Pozdrawiam również,
        dziękuję za pomoc
    • back.door Re: Gody, gra, forma i naturalność 16.12.04, 16:11
      Może lepiej sie nad tym nie zastanawiać? Zyc, po prostu żyć i postarać się być
      otwartym na drugiego człowieka. Myslę, ze kazdemu dostanie sie od zycia tyle,
      ile ma być dane.
      pozdrawiam
      • Gość: malgo Re: Gody, gra, forma i naturalność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.04, 16:47
        Mogę zapytać o ten ostatni raz.Kto stał się obcy i
        chłodny-Ty ,czy ona?Na czym ten chłód polegał?
        • Gość: Al Na unikaniu + uwaga o sobie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.12.04, 07:24
          Nie dostałem telefonu (mój ma), gg - swojego nie uzywa (czyjs tam).
          Czasu by się zobaczyć ze mną nie znalazła. Pewnie jej głupio po seksie na
          pierwszej randce i jest bardzo nieufna. Ale z kwiatów się ucieszyła :)
          Eee, mnie chyba po prostu cierpliwości brakuje i zawsze czegoś od ludzi chcę.
          Ciężko mnie uwierzyć w ludzką bezinteresowność; sam jestem interesowny. Za dużo
          ewolucjonizmu?
    • Gość: Enyo Re: Gody, gra, forma i naturalność IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 17.12.04, 15:04
      Tez nie dawno (wczoraj) zaczalem sie nad tym zastanawiac, nie chce udawac, ze mi
      na kims zalezy, ale wtedy zachowuje sie nie mesko i nie umiem odmowic:( itp.
      Pomyslalem, ze wlasciwie dla zasady, powinienem sprobowac nastepnym razem,
      pokazac ze mi nie zalezy, ale wtedy nie bylbym soba.
      Na pocieszenie mam to, ze sa na swiecie ludzie podobnie myslacy do mnie - dzieki:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka