Dodaj do ulubionych

Czy dać mu jeszcze jedną szansę?.....

16.05.02, 09:28
Była sobie zakochana para. Ich miłość nie była łatwa, wymagała wiele siły,
zrozumienia i akceptacji. Wszystko przemawiało za tym, żeby nie pakować się w
ten związek - ona miała kogoś, on był wplątany w dziwny układ z inną kobietą i
jej dzieckiem. Nie byli szczęśliwi w swych związkach, w których brak było
miłości. W końcu oboje rozstali się ze swoimi partnerami żeby móc być razem.
Spędzili cudowne tygodnie ciesząc się sobą i swoją miłością. Wydawałoby się, że
wszystko ułoży się po ich myśli. Wiele ze sobą rozmawiali, nie unikając
trudnych tematów. Było im dobrze, tak dobrze, że zaczęli nawet myśleć o
wspólnej przyszłości... Wtedy przyszedł czas na "konkrety" - czyli ostrożne
badanie jak to sobie wyobraża druga strona. Zaczęły się pytania, niektóre
bardzo wprost i bezpardonowe. Okazało się, że jest kilka problemów, które
jednak przy odrobinie dobrej woli i wysiłku można będzie rozwiązać. Aż tu nagle
w przypływie szczerości on wyznaje, że ukrył przed nią coś, co może teraz
zniszczyć ich związek. Kobieta, z którą żył w pewnym chorym układzie (tak o nim
mówił) to jego żona, a jej dziecko to również jego dziecko... Pozew o rozwód
czeka już w sądzie na rozpatrzenie.

Na pytania: dlaczego? po co były te wszystkie kłamstwa? dlaczego tyle razy
zapewniał ją, że z "tą drugą" nie łączy go nic oprócz miłości do JEJ dziecka -
on odpowiada, że to z miłości do niej. Wiedział, że ona nie zdecydowałaby się
na ten związek mając świadomość, że on jest żonaty. A kocha ją bardzo, jest
miłością jego życia i poświęciłby WSZYSTKO aby móc z nią być, aby dać jej
szczęście i samemu w końcu być szczęśliwym.

Ona wie, że miłość, którą on ją darzy, jest naprawdę stałym, dojrzałym i silnym
uczuciem. Sama czuje to samo. Wiadomość o jego małżeństwie zraniła ją bardzo
głęboko, cierpi, bo czuje się oszukana, wykorzystana, zdradzona. Ale mimo to
zaczyna go usprawiedliwiać... No bo on kocha, bo bał się, że ją straci, bo nie
chciał jej ranić...

Czy taki człowiek zasługuje na szansę? Czy istnieje jakieś usprawiedliwienie
dla jego postępowania?

Co powinna zrobić ona? Spróbować wybaczyć? Zrozumieć? Czy odejść, nie oglądając
się za siebie, spróbować zapomnieć... Wie, że tak powinna zrobić, że nie
powinna nawet czuć żadnych wątpliwości. Przecież zawiódł jej zaufanie. Ale
kocha go jak nigdy jeszcze nikogo nie kochała... Oboje sądzili, że są dla
siebie drugimi połówkami, które wreszcie się odnalazły...
Obserwuj wątek
    • Gość: Sławek Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: 213.186.93.* 16.05.02, 09:41
      >Ona wie, że miłość, którą on ją darzy, jest naprawdę stałym, dojrzałym i
      >silnym uczuciem. Sama czuje to samo.

      Jeśli to prawda to jakie można mieć wątpliwości ?
      • milva_p Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 16.05.02, 09:57
        Gość portalu: Sławek napisał(a):

        > >Ona wie, że miłość, którą on ją darzy, jest naprawdę stałym, dojrzałym i
        > >silnym uczuciem. Sama czuje to samo.
        >
        > Jeśli to prawda to jakie można mieć wątpliwości ?

        A jeśli ta miłość nie wystarczy? Ona chyba boi się wybaczyć - bo logicznie
        rozpatrując całą sprawę, on na to nie zasługuje. Boi się, że kierując się tylko
        sercem, postąpi jak naiwna, głupia dziewczynka. Jest zła na samą siebie, że była
        taka ślepa i lekceważyła drobne sygnały i swoją intuicję.

        Ona już chyba sama nie wierzy, że miłość jest "lekiem na całe zło"... Czasami
        wydaje jej się, że to, że się kochają jest najważniejsze i niczego poza tym nie
        ma. Ale przychodzą takie dni, kiedy z całą jasnością widzi wszystkie "przyziemne"
        przeszkody i czuje, że chyba nie powinna ich lekceważyć... I tak się miota
        pomiędzy uczuciem a rozsądkiem.

        • Gość: Sławek Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: 213.186.93.* 16.05.02, 10:52
          milva_p napisał(a):

          > A jeśli ta miłość nie wystarczy? Ona chyba boi się wybaczyć - bo logicznie
          > rozpatrując całą sprawę, on na to nie zasługuje.

          Przypadków zwiazanych z prawdziwą miłością nie można do końca rozatrywać
          logicznie. To po pierwsze.
          Po drugie może i popełnił błąd. Można dyskutować czy mały czy duży ale nie zrobił
          nic czego nie można mu wybaczyć.

          > Ona już chyba sama nie wierzy, że miłość jest "lekiem na całe zło"...

          Miłośc nie jest lekiem na całe zło. Jest częścią terapii.

          Czasami

          >Ale przychodzą takie dni, kiedy z całą jasnością widzi wszystkie "przyziemne"
          >przeszkody i czuje, że chyba nie powinna ich lekceważyć...

          Nie powinna ich lekceważyć ale nie może też być tak że, ona wie że jego miłość
          jest silna, dojrzała itd a mimo to za najmniejsze jego potknięcie daje mu kopa.
          Mandaty drogowe też są w różnych kwotach zależnie od przewinienia. Nie zabiera
          się prawa jazdy za niewłączenie kierunkowskazu :-)

    • Gość: Nimrod Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 16.05.02, 09:45
      Jesli zostawisz go teraz przepascisz szczescie dla siebie i dla niego do konca
      zycia, sadze iz powinnas dac mu szanse, zawiodl, ale podobno milosc jest
      silniejsza od wszystkiego?? Jesli tak ne jest to to nieprawdziwa milosc...
      Jezeli byl w strachu ze straci to co najcenniejsze, czyli milosc do ciebie,
      niedziwie sie ze tak zareagowal, faktem tez jest iz to go nieusprawiedliwia,
      ale ty mozesz sprobowac, nic niestracisz bo w kazdej chwili mozez odejsc, a
      zyskac mozez duzo! Oczywiscie decyzja nalezy do ciebie, pamietaj tylko ze ten
      moment moze zadecydowac o twojeje cale przyszlosci...
      • milva_p Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 16.05.02, 10:03
        Gość portalu: Nimrod napisał(a):

        > Jesli zostawisz go teraz przepascisz szczescie dla siebie i dla niego do konca
        > zycia, sadze iz powinnas dac mu szanse, zawiodl, ale podobno milosc jest
        > silniejsza od wszystkiego??

        No właśnie, czy ona jest silniejsza od wszystkiego? To pięknie brzmi, ale w
        zderzeniu z paskudną rzeczywistością często nie zdaje egzaminu... Wystarczy
        poczytać sobie na tym forum jakiś co trzeci, co czwarty wątek - "kocham go,
        ale...." Zawsze pojawia się jakieś "ale".

        • Gość: AIR Re: milva IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 16.05.02, 10:14
          Jezeli to niejest milosc "pelna" to niewarto, musza byc jakiesz przeszkody bo
          przeciez wtedy niemoglibysmy tego sprawdzic, takie wystawianie na probe naszego
          uczucia i sprawdzanie na ile jest wytrzymale, jesli przetrwa znaczy to iz jest
          realne! Warto wtedy robic wszystko zeby to przetrwalo, poniewaz moze przetrwac
          proby, ale sami ludzie swoja bezinteresownoscia moga je zabic/zniszczyc. ZYcie
          nie jest bajka i jesli niebedziemy walczyc o to czego pragniemy to nigdy nikt
          nam tego nieprzyniesie, mozemy liczyc tylko na pomoc z strony innych ludzi.
          • milva_p Re: milva 16.05.02, 10:27
            Gość portalu: AIR napisał(a):

            > Jezeli to niejest milosc "pelna" to niewarto, musza byc jakiesz przeszkody bo
            > przeciez wtedy niemoglibysmy tego sprawdzic, takie wystawianie na probe naszego
            >
            > uczucia i sprawdzanie na ile jest wytrzymale, jesli przetrwa znaczy to iz jest
            > realne! Warto wtedy robic wszystko zeby to przetrwalo, poniewaz moze przetrwac
            > proby, ale sami ludzie swoja bezinteresownoscia moga je zabic/zniszczyc. ZYcie
            > nie jest bajka i jesli niebedziemy walczyc o to czego pragniemy to nigdy nikt
            > nam tego nieprzyniesie, mozemy liczyc tylko na pomoc z strony innych ludzi.


            Zapewniam Cię, że akurat ten związek był wystawiany na wiele prób. Przeciętnemu
            człowiekowi nawet nie przyszłoby do głowy, jakiego "kalibru" próby to były...
            Chodziło głównie o akceptację drugiej strony (jego) takiej, jaką jest i była.
            Pytam tylko, czy istnieje jakaś granica, po przekroczeniu której trzeba
            powiedzieć "stop! dalej nie idę!"? Czy kiedy do akcji wkracza rozsądek, znaczy
            to, że to nie jest prawdziwe uczucie? Czy logika i rozsądne myślenie, próby
            podejmowania decyzji nie tylko sercem, ale i głową wykluczają prawdziwą miłość?
            • Gość: AIR Re: milva IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 16.05.02, 10:34
              Wytlumacz mi czym jest milosc??? Dasz rade, jest to calkowice logiczne,
              dzialanie chemiczne. Tak sa pewne granice ale ja bym jeszcze dal szanse,
              sprawdzic czy to jest to, jesli nie to coz mozna szukac dalej, aczkolwiek to do
              milych nienalezy, a przeciez nikt nirezagwarantuje czy znajdzie jeszcze kiedys
              kogos kogo tak pokocha, wiec ja bym sie upewnil nim calkowicie skonczyc z tym
              zwiazkiem a potezm zalowac, niemowie daj od razu szanse, to jest to, nie bo
              niewiadomo, mowie tylko zeby sprobowac, upewnic sie czy mozna stracic bez
              wiekszych komplikacji taka osobe.
              • milva_p Re: milva 16.05.02, 10:43
                No właśnie, teraz widzę, co mnie tak naprawdę trapi...
                Zastanawiam się, czy jeśli w związku pojawiają się wątpliwości - nie te związane
                z uczuciem ale z codziennymi problemami, to można jeszcze mówić o prawdziwej
                miłości? Czy jeśli np. przeraża kogoś perspektywa rozwodu partnera, ułożenia
                jakoś sensownie stosunków z jego ex i ich dzieckiem, jeśli ktoś bije się z
                myślami, czy wybaczyć kłamstwo, czy w ogóle takie postępowanie jest moralne, czy
                ma się prawo... to czy może ten ktoś powiedzieć, że kocha naprawdę i szczerze?
                Pomimo, że ma tyle rozterek? Pomimo, że z powodu tych rozterek wątpi czasami w
                sens takiego związku? A równocześnie czuje, że kocha i nie potrafi
                powiedzieć "odchodzę".
                Czy prawdziwa miłość jest ślepa?
                • Gość: AIR Re: milva IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 16.05.02, 10:57
                  milva_p napisał(a):


                  > Czy prawdziwa miłość jest ślepa?

                  Tego ci juz niepowiem, sam niewiem, faktem jednak jest ze tak sie zdazasadze iz
                  milosc to nie: czy damy rade, mam rozterki,itp. ale jak decyzje podejmiemy w
                  takim polozeniu, czyli nie co myslimy, z czym sie borykamy, ale jesli kochamy
                  nasze czyny moga to okazac czy to jest milosc, czy tylko nam sie tak zdawalo,
                  jesli dasz jeszcze szanse bedzie to sygnal z twojej strony ze kochasz i jestes w
                  stanie przebaczyc, POKONAC KAZDA PRZESZKODE NA DRODZE WSZEGO ZWIAZKU!!!! Jesli
                  sie poddasz to oznaka slabosci twego uczucia, tak jak juz powiedzialem, wybor
                  nalezy do ciebie, a ja pomagam ci wybrac dobra droge (jesli tak isteniej) za
                  pomoca swoich spostrzezen.
                • Gość: kasia28 Re: milva IP: *.atol.com.pl 16.05.02, 11:40
                  Milva wątpliwoście nie mają tylko dzieci. Gdy jesteśmy młodzi, jestęsmy
                  nastolatkami, gdy zakochujemy się myślimy, ze na zawsze, że nie będzie żadnych
                  problemów, a jak będą to w cudowny sposób zostana usunięte przez siłę wyższą
                  albo przz naszego księcia na białym rumaku. Wszystko jest proste i łatwe, nie
                  ma nad czym się zastanawiać. 10 lat później nasza miłość wygląda inaczej.
                  Okazuje się, ze miłość jest równie prozaiczna jak reszta życia. Zastanawimy
                  się, rozpatrujemy problemy, ważymy je, zanim zwiążemy się z kimś analizujemy
                  wszystkie za i przeciw. Nie lecimy jak ćma do ognia, zwłaszcza jeśli
                  przeżyliśmy juz jakiś związek wcześniej.
                  Sądzę, że raczej nie jesteś dzieckiem ani nastolatką, tylko dorosłą kobietą,
                  więc Twoje rozterki, wątpliwości, lęki są naturalne. I nie oznaczają, ze nie
                  kochasz, że miłość się skończyła albo jej nie było. Każdy z nas się boi. Ja
                  jestem teraz bardzo szczęśliwą mężatką, gdy byliśmy młodzi myślałam właśnie,
                  ze życie takie piękne i proste jest. Gdy zaszłam w ciążę w szkole okazało się,
                  ze nie. Urodziłam dziecko, ale nie chciałam wychodzić za mąż, bo miałam
                  mnóstwo wątpliwości. Kochałam mężą, ale wciąż nie czułam czy napewno chcę
                  wyjść za mąż wogóle i za niego, bałam się czy się uda, czy będziemy sczęśliwi.
                  Wyszłam za mąż z powodu mieszkania i jeszcze dwa-trzy lata zastanawiałam się
                  czy to ma sens, bałam się. I przyszedł taki moment, gdy poczułąm, ze to ten
                  mężczyzna, że moje życie przy nim i że zrobiłam dobry wybór. A przecież przez
                  cały czas nie przestałam Go kochać.
                  Więć Malvo nie wątp w to, ze go kochasz, bo masz wątpliwości i się boisz.
                  Zwłaszcza, że jest to sytuacja nieznana dla Ciebie. W końcu nie miłaś kilku
                  facetów rozwodników z dziećmi w swoim życiu:) Jest to dla Ciebie nowe, jak
                  sądzę, doświadczenie i musisz nauczyć się z tym wszystkim żyć.
                  Pytasz, czy mozesz mu wybaczyć? Jeśli kochasz, jeśli chcesz związać z nim
                  swoją przyszłość-tak. Zrobił błąd, nie powiedział Ci prawdy, ale ile razy
                  każdy z nas coś kiedyś komuś nie powie ze strachu, z obawy, by kogoś nie
                  zranić, i z innych powodów. W taki sposób nie byłoby wogóle żadnych związków,
                  małżeństw. Bycie razem polega m. in. na umiejętności wybaczania.
                  Problem jest w tym, ze każdy z nas ustala co moze i jest w stanie wybaczyć.
                  Jedne kobiety wybaczają zdradę, a niektóre nie wybaczą tylko spojrzenia na
                  inną kobietę. Musisz zadać sobie pytanie czy jesteś w stanie wybaczyć mu to,
                  co zrobił.
                  A przede wszystkim musisz zastanowić się nad Waszym związkiem. Czy jest Ci
                  dobrze z nim, czujesz się z nim bezpiecznie, chcesz być z nim, brakuje Ci go
                  jak go nie ma, czy to mężczyzna, z którym mogłabyś mieć dzieci? Czy mozesz mu
                  zaufać w każdej sytuacji? itd. Musisz wczuć się we własne serce i odpowiedzieć
                  sobie na pytanie czy kochasz go i chcesz z nim spędzić życie. Jeśli tak, to
                  spróbuj wybaczyć i spróbujcie stworzyć lepszy zwiazek niz Wasze poprzednie.
                  Dajcie sobie szansę. Niewykluczone, ze się sparzysz, ale żaden nasz wybór nie
                  gwarantuje pewności powodzenia. Będzie to dla Ciebie lekcja życia albo wygrasz
                  szczęście.
                  A jeśli odpowiesz sobie "nie" na powyższe pytania to moze rzeczywiście nie ma
                  sensu pchać się w kolejny "chory " związek.
                  Tak mi przyszło do głowy, ze być moze boisz się tego związku, ponieważ Twój
                  poprzedni był nieudany. Być moze tamten Cię oszukał? Ale związek związkowi
                  nierówny, poza tym masz juz doświadczenie i możesz ten związek poprowadzić
                  inaczej, lepiej.

                  Pozdrawiam
                  Kasia
                  • milva_p Re: milva 16.05.02, 12:48
                    Droga Kasiu, dziękuję serdecznie za wyczerpującą i mądrą odpowiedź.
                    Podniosła mnie bardzo na duchu.

                    Pozdrawiam bardzo cieplutko!
                    Milva
            • Gość: Gabi Re: milva IP: *.sympatico.ca 16.05.02, 14:18
              Czy logika i rozsądne myślenie, próby
              > podejmowania decyzji nie tylko sercem, ale i głową wykluczają prawdziwą miłość?

              Nie!!!swiadcza o dojrzalosci emocjonalnej!
    • Gość: mika Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: 217.153.44.* 16.05.02, 10:20
      Polecam Ci post "Gdy serce i rozum mają odmienne zdanie" jest trochę poniżej
    • Gość: rick Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.unisys.com 16.05.02, 13:25
      rzadko się zdarza znaleźć tak z życia płynące uzasadnienie zdania "kocha się
      nie za coś, ale mimo wszystko". masz szczęście w tym, że w zasadzie on jest
      bardzo bliski rozwodu. częściej się zdarzają takie historie, kiedy on nie
      złożył, ani nie ma zamiaru złożyć pozwu rozwodowego. gdybyś go poznała parę
      miesięcy później, byc może byłby już wolnym człowiekiem i nie byłoby problemu.
      on dostrzegł w waszym spotkaniu szansę dla siebie, dla Ciebie i dla was. nie
      wiń go za to, że z tej szansy, która sie zdarza raz w życiu, nie zrezygnował.
      po pewnym czasie być może dojdziesz do wniosku, że dobrze zrobił i będziesz mu
      wdzięczna. bo gdyby Ci powiedział prawdę na początku, to nie bylibyście razem.
      i miałabyś swoje zasady, ale tylko te zasady, bo byłabyś sama

      powodzenia
      rick
      • milva_p Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 16.05.02, 13:42

        > masz szczęście w tym, że w zasadzie on jest
        > bardzo bliski rozwodu. częściej się zdarzają takie historie, kiedy on nie
        > złożył, ani nie ma zamiaru złożyć pozwu rozwodowego. gdybyś go poznała parę
        > miesięcy później, byc może byłby już wolnym człowiekiem i nie byłoby problemu.
        >
        Problem w tym, że złożył pozew o rozwód gdy już się znaliśmy... To jest dodatkowy
        aspekt tej sprawy - czuję się w pewien sposób winna rozbicia małżeństwa, jakie by
        ono nie było. Możliwe, że gdyby nie ja, dalej trwałby w tym związku, "dla dobra
        dziecka", jak się ostatnio wyraził (chociaż to dobro wg mnie też jest sprawą
        dyskusyjną).
        • Gość: rick Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.unisys.com 16.05.02, 14:00
          milva_p napisał(a):

          > Problem w tym, że złożył pozew o rozwód gdy już się znaliśmy... To jest dodatko
          > wy
          > aspekt tej sprawy - czuję się w pewien sposób winna rozbicia małżeństwa, jakie
          > by
          > ono nie było. Możliwe, że gdyby nie ja, dalej trwałby w tym związku, "dla dobra
          >
          > dziecka", jak się ostatnio wyraził (chociaż to dobro wg mnie też jest sprawą
          > dyskusyjną).

          Problem stwarzasz Ty. Wiem, co mówię. Sam przez to przeszedłem, tylko od drugiej
          strony. Gdybanie nie zmienia niczego, a zatruwa umysł. To kwestia zaufania i
          wyboru. Czy można zaufać komuś, kto oszukał, choćby nawet w dobrej wierze ?
          Sądzę, że można. Statystyka pokazałaby ryzyko takie same, jak przy wiązaniu się z
          kimś , kto przedtem nie oszukiwał. Czasem zdarza się mówić drugiej osobie - zdaję
          się na ciebie, decyduj za nas dwoje. wchodzimy na teren odpowiedzialności. on tę
          odpowiedzialność przyjął. doceń to, bo bez tego nie przeżywałabyś tek miłości

          rick
          • milva_p Re: Rick 16.05.02, 14:48
            > Problem stwarzasz Ty. Wiem, co mówię. Sam przez to przeszedłem, tylko od drugie
            > j
            > strony. Gdybanie nie zmienia niczego, a zatruwa umysł. To kwestia zaufania i
            > wyboru. Czy można zaufać komuś, kto oszukał, choćby nawet w dobrej wierze ?
            > Sądzę, że można. Statystyka pokazałaby ryzyko takie same, jak przy wiązaniu się
            > z
            > kimś , kto przedtem nie oszukiwał. Czasem zdarza się mówić drugiej osobie - zda
            > ję
            > się na ciebie, decyduj za nas dwoje. wchodzimy na teren odpowiedzialności. on t
            > ę
            > odpowiedzialność przyjął. doceń to, bo bez tego nie przeżywałabyś tek miłości
            >
            > rick

            Może masz rację, może za bardzo gdybam, jestem w tej kwestii raczej fatalistką i
            rozpatruję najczarniejsze scenariusze. Fakt, to zatruwa umysł. Walczę z tą cechą
            mojego charakteru, ale czasami myśli galopują w takim tempie, że nie mogę ich
            zatrzymać. I sama siebie zadręczam.
            • Gość: Una Re: do M. IP: 62.233.135.* 16.05.02, 15:40
              Znam bardzo podobną historię. Właściwie prawie identyczną z tą różnicą, że on
              nie ma dzieci. Też nie powiedział jej, że jest żonaty, bo bał się, że nie
              będzie miał żadnych szans na ten związek (miał rację). Chciał, żeby najpierw
              się poznali i żeby go pokochała. Z jednej strony okrutne: przywiązać do siebie
              kogoś zanim powie mu się o tak elementarnej sprawie! Ale argument: nie byłoby
              nas, gdyby nie to kłamstwo - jak najbardziej trafiony. Nie muszę pisać chyba,
              że kiedy w końcu powiedział jej prawdę, przeżyła szok, była decyzja o
              natychmiastowym rozstaniu, a później koszmarne bicie się z myślami - nie mogła
              przestać go kochać z dnia na dzień i pogodziła się z faktami podobnie jak Ty,
              ale zaufanie prysło i odtąd w każdym zdaniu, sprawie zaczęła się dopatrywać
              drugiego dna.
              Tyle porównań. Wracając do Twojej sprawy, wydaje mi się, że skoro wniósł pozew
              i nie prowadzi podwójnego życia, jest duża szansa na szczęśliwy związek Was
              dwojga. Zresztą Ty już podjęłaś decyzję. Skoro nie odeszłaś zaraz po tym jak
              dowiedziałaś się prawdy, to nie zrobisz tego teraz. Wasz związek będzie trudny:
              dziecko i eks-żona wciąż będą jego rodziną, będzie musiał odbudować Twoje
              zaufanie, a Ty będziesz musiała nauczyć się znowu mu wierzyć . Mam nadzieję, że
              warto będzie zaryzykować i przetrwacie. Tego gorąco Ci życzę. pzdr.
              • milva_p Re: do M. 16.05.02, 15:57
                nie mogła
                > przestać go kochać z dnia na dzień i pogodziła się z faktami podobnie jak Ty,
                > ale zaufanie prysło i odtąd w każdym zdaniu, sprawie zaczęła się dopatrywać
                > drugiego dna.

                Właśnie, tego się boję... Czy nie popadnę w obsesję podejrzliwości? Czy osoba, o
                której opowiadasz, dalej jest w tym związku, pomimo braku zaufania do partnera?

                > Zresztą Ty już podjęłaś decyzję. Skoro nie odeszłaś zaraz po tym jak
                > dowiedziałaś się prawdy, to nie zrobisz tego teraz.

                Prawdę powiedziawszy, to jest bardzo świeża sprawa (wczorajsza), on wyjechał,
                dowiedziałam się o wszystkim przez telefon, na własną prośbę, bo tak było mi
                łatwiej, nie mogłam czekać do jego powrotu i męczyć się domysłami. Podejrzewałam,
                że czegoś mi nie mówi. I domyślałam się właśnie takiej odpowiedzi (oj, ta kobieca
                intuicja...). Wraca na weekend. Wtedy poważnie porozmawiamy. Mam czas do namysłu.
                Może masz rację, może nie odejdę, bo nie zrobiłam tego do tej pory... Nie
                potrafię przestać kochać go z dnia na dzień. Odkładam ostateczną decyzję do
                naszej rozmowy twarzą w twarz. Możliwe, że tylko się łudzę, że jeszcze jej nie
                podjęłam, nie wiem...


                > dziecko i eks-żona wciąż będą jego rodziną, będzie musiał odbudować Twoje
                > zaufanie, a Ty będziesz musiała nauczyć się znowu mu wierzyć .

                To będzie najtrudniejsze.

                • Gość: Ika Re: do M. IP: *.compromis.pl / 192.168.1.* 16.05.02, 22:29
                  Zastanów się, czy to było jedyny raz kiedy Cię
                  oszukał. Czy nie było drobnych kłamstewek,
                  "nieścisłości", przemilczania niewygodnych faktów?
                  • milva_p Re: do M. 17.05.02, 09:44
                    Gość portalu: Ika napisał(a):

                    > Zastanów się, czy to było jedyny raz kiedy Cię
                    > oszukał. Czy nie było drobnych kłamstewek,
                    > "nieścisłości", przemilczania niewygodnych faktów?

                    Wszystkie nieścisłości, kłamstwa, niedopowiedzenia wiązały się z tą konkretną
                    sprawą. Stworzył całą historię...
                    O innych nic nie wiem. Może ich nie dostrzegam?...

            • Gość: rick Re: Rick IP: *.unisys.com 16.05.02, 16:33
              z góry przepraszam za brutalną szczerość.

              milva_p napisał(a):


              > Wszystko przemawiało za tym, żeby nie pakować się w
              > ten związek - ona miała kogoś, on był wplątany w dziwny układ z inną kobietą i
              > jej dzieckiem.
              >
              > Może masz rację, może za bardzo gdybam, jestem w tej kwestii raczej fatalistką
              > i rozpatruję najczarniejsze scenariusze. Fakt, to zatruwa umysł. Walczę z tą
              > cechą
              > mojego charakteru, ale czasami myśli galopują w takim tempie, że nie mogę ich
              > zatrzymać. I sama siebie zadręczam.

              dlaczego nie wyjaśniłaś na początku na czym polegał ten "dziwny związek" ?
              fataliści mają tę cechę, że zachowują się w sposób sprzyjający realizacji ich
              czarnych wizji.
              czy sprawia Ci przyjemność użalanie się nad sobą i zwalanie winy na facetów, bo
              oni tacy zawsze są ? jeśli nie, to dlaczego od początku zachowywałaś się tak,
              żeby do tego stanu dojść ? znajdziesz jeszcze na tym forum wielu, którzy Ci będą
              współczuli i utwierdzali Cie w Twoim mniemaniu.
              I jeśli teraz zrezygnujesz, to przyjmij, że następnym razem będzie tak samo, bo
              przyczyna jest bardziej w Tobie, bo szukasz takich sytuacji, które Cię w
              samoużalanie wpędzają. i można tak spędzić całe życie

              pomyśl nad tym choć chwilę

              rick
              • Gość: ixi Re: Rick IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 16.05.02, 21:30
                Rozstań się z tym czlowiekiem, i to jak najszybciej! Facet, który raz oszukał i
                to w tak ważnej kwestii nigdy nie będzie potrafił zachować się wobec ciebie
                fair! Za pare lat dowiesz się że koleżanka z pracy, z którą parę razy go
                przypadkowo widziałaś to oficjalna narzeczona i za miesiąc biorą ślub...
              • milva_p Re: Rick 17.05.02, 08:50
                > dlaczego nie wyjaśniłaś na początku na czym polegał ten "dziwny związek" ?
                > fataliści mają tę cechę, że zachowują się w sposób sprzyjający realizacji ich
                > czarnych wizji.
                > czy sprawia Ci przyjemność użalanie się nad sobą i zwalanie winy na facetów, bo
                >
                > oni tacy zawsze są ? jeśli nie, to dlaczego od początku zachowywałaś się tak,
                > żeby do tego stanu dojść ? znajdziesz jeszcze na tym forum wielu, którzy Ci będ
                > ą
                > współczuli i utwierdzali Cie w Twoim mniemaniu.
                > I jeśli teraz zrezygnujesz, to przyjmij, że następnym razem będzie tak samo, bo
                >
                > przyczyna jest bardziej w Tobie, bo szukasz takich sytuacji, które Cię w
                > samoużalanie wpędzają. i można tak spędzić całe życie
                >
                > pomyśl nad tym choć chwilę
                >
                > rick

                "Dziwny związek" polegał na tym, że on mieszkał z tą kobietą i jej dzieckiem
                przez kilka lat tłumacząc to honorowym zobowiązaniem wobec jej zmarłego męża, a
                jego przyjaciela. Chciał w ten sposób spłacić dług wdzięczności, jaki wobec niego
                miał.

                Tyle, że potem okazało się, że "ta kobieta" jest jego żoną, a "jej dziecko" (a
                wielokrotnie podkreślał, że nie jest jego) jest ich wspólnym dzieckiem.

                Na mój użytek wymyślił historyjkę, dosyć nieprawdopodobną, ale uwierzyłam w nią,
                bo jego życie było pasmem takich niesamowitych zdarzeń i zbiegów okoliczności...
                Jeżeli oczywiście one też nie zostały wymyślone... On zapewnia mnie, że nie, że
                okłamał mnie tylko i wyłącznie w tej jednej kwestii.

                Nie, nie sprawia mi przyjemności "użalanie się nad sobą i zwalanie winy na
                facetów, bo oni zawsze tacy są". Mam za sobą dwa kilkuletnie związki, w których
                byłam szczęśliwa, ale kończyły się, bo dorastałam, zmieniałam się, zmieniały się
                moje oczekiwania - moje i moich partnerów, którzy byli w moim wieku i również
                dopiero dorastali do miłości (mam 25 lat). Absolutnie nie mam do mężczyzn żadnego
                urazu, nie generalizuję, że wszyscy są z gruntu źli. Przeciwnie, do tej pory
                żaden z nich mnie nie zranił naprawdę głęboko. Nie doświadczałam zdrad,
                upokorzeń, bólu.

                Nie szukam w swoim życiu sytuacji, które "wpędzają mnie w samoużalanie się nad
                sobą". Staram się realnie i logicznie patrzeć na życie, co sprawia mi niejaką
                trudność, biorąc pod uwagę moją romantyczną i chwiejną naturę, właściwą dla
                zodiakalnych Ryb :-) Ale właśnie dlatego, że zdaję sobie sprawę z tych cech
                mojego charakteru, usiłuję kierować się również zdrowym rozsądkiem. Myślę, że
                wątpliwości, o których tutaj pisałam, wynikają z tego, że myślę w tej chwili
                głową, a nie sercem. Serce, chociaż bardzo zranione, przebaczy.

                Więc nie mów mi, drogi Ricku, że przyczyna tkwi we mnie. Mylisz się. To nie ja
                zawiodłam zaufanie najbliższej osoby. To nie ja oszukiwałam patrząc jej prosto w
                oczy. Nie ja uplotłam gęstą sieć z niedopowiedzeń i kłamstw. Ja weszłam w ten
                związek całą sobą, z sercem na dłoni, nie mając nic do ukrycia.

                Pozdrawiam ciepło :-)
                M.
                • magdak241 milvak 17.05.02, 10:30
                  Przesledzilam Twoja historie od poczatku do konca.
                  MOja historia byla inna. Ja zostalam zdradzona po pieciu latach malzanstwa ,a
                  po 10 latach wspolnego zycia. Spadlo to na mnie jak grom z nieba , kiedy w reku
                  trzymalam wezwanie do sadu w sprawie o alimenty i ojcostwo (pozwanym byl
                  oczywiscie moj maz). Wczesniej mialam sygnaly, anonimy ze mnie zdradza itp. Nie
                  wierzylam w to. Wypieral sie wszystkiego, nawet kiedy mialam pozew w reku
                  mowil, ze to jakis zart. Dopiero po trzech czy czterech dniach, moich
                  przeplakanych nocach przyznal sie i powiedzial prawde. Bylo mi strasznie
                  ciezko. Tysiace pytan dlaczego... Powod- po prostu chcial sprawdzic jak jest z
                  inna. A ze ona szukala dobrego wyjscia, pieniedzy na usuniecie pomyslala
                  (podejrzewam) ze on bedzie najleprzym wyjsciem. Zamezny, bedzie sie bal
                  powiedziec zonie o wszystkim. Po czesci miala racje, ale on odwazyl sie
                  powiedzial wszystko. Wiedzial , ze moze mnie stracic, mnie i corke. Podjal to
                  ryzyko.
                  Moja decyzja zaskoczyla wiele osob ktore znaly sprawe. Zostalam z nim ,dalam
                  szanse jemu , sobie , nam. I chodz minal prawie rok od calej sprawy jestem
                  szczesliwa, ze podjelam taka a nie inna decyzje. Zaufac bylo ciezko, wywaczyc
                  klamstwa jeszcze bardziej. Ale mysle, ze to umocnilo nasz zwiazek. Posluchalam
                  serca ktore bardzo kochalo.
                  I tobie zycze podjecia dobrej decyzji. Wybrac musisz sama...
                  pozdrawiam
                • Gość: rick aa ... to zmienia postać rzeczy IP: *.unisys.com 17.05.02, 10:33
                  milva_p napisał(a):

                  >
                  > "Dziwny związek" polegał na tym, że on mieszkał z tą kobietą i jej dzieckiem
                  > przez kilka lat tłumacząc to honorowym zobowiązaniem wobec jej zmarłego męża, a
                  >
                  > jego przyjaciela. Chciał w ten sposób spłacić dług wdzięczności, jaki wobec nie
                  > go
                  > miał.
                  >
                  > Tyle, że potem okazało się, że "ta kobieta" jest jego żoną, a "jej dziecko" (a
                  > wielokrotnie podkreślał, że nie jest jego) jest ich wspólnym dzieckiem.
                  >

                  no cóż.. z niepełnych informacji wyciągnąłem błędne wnioski. w takim razie raczej
                  zaufaj rozumowi.
                  ja kiedyś zaryzykowałem i powiedziałem całą prawdę na początku. miałem szczęście
                  i trafiłem na właściwą osobę.
                  oby i Tobie się to udało
                  rick
    • Gość: Annka Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 17.05.02, 10:16
      Przykre jest to co piszesz. On nie ukrył przed tobą prawdy tylko Cię oszukiwał.
      Misterne kłamstwa utkane dla manipulowania Tobą i zapewne żoną. Dla mnie
      wygląda to na klasyczną zdradę i egoistyczne podejście do sytuacji -dopóki nie
      nabrał pewności, że ma szanse na trwały związek zabezpieczał tyły aby nie
      zostać na lodzie. Rozumiem Twoje rozterki. Ja obawiałabym się, że kiedyś innej
      zacznie opowiadać niestworzone historie o związku w jakim jest, że stanę się
      dla niego nikim jak jego żona. W jakim stopniu można mu ufać i wierzyć? - ale
      takie rozterki można też mieć wiążąc się z kimś bez zobowiązań. Nikt z nas nie
      rozwiąże Twojego problemu, poza rozumem jest jeszcze serce. Najlepiej znasz
      sytuację i Życzę Ci aby udało Ci się podjąć decyzję najlepszą dla Ciebie, abyś
      nigdy jej nie żałowała i była szczęśliwa.
      • Gość: Joasia Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.05.02, 18:41
        Wiem, ze podjęłaś decyzję o pozostaniu, czuję to, choć tego nie napisalaś. Mnie
        mój facet tak długo nie oklamywal, a też czułam się zraniona jak dzikie zwierze.
        Tylko, ze ja wiedzialam, że nie zniszczylam tamtego związku, bo z tamtą już
        dawno nie żył, nie mieszkał etc. Mimo wszystko trudno jest się z tym pogodzić.
        Ja zrozumiałam jego pobudki, bo oboje wiedzieliśmy, ze jeśli od razu znałabym
        prawdę, to nawet nie rozmawialabym z nim, a teraz kocham go całym sercem. Czas
        leczy rany.
        • Gość: Ika Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.compromis.pl / 192.168.1.* 21.05.02, 19:11
          A mnie się ten człowiek zdecydowanie nie podoba! I nie
          zaufałabym mu nigdy w życiu! Jakie to szlachetne -
          zająć się żoną i dzieckiem zmarłego przyjaciela!
          Pachnie kiepską literaturą i tym właśnie jest.
        • milva_p Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 22.05.02, 15:27
          Gość portalu: Joasia napisał(a):

          > Wiem, ze podjęłaś decyzję o pozostaniu, czuję to, choć tego nie napisalaś. Mnie
          >
          > mój facet tak długo nie oklamywal, a też czułam się zraniona jak dzikie zwierze
          > .
          > Tylko, ze ja wiedzialam, że nie zniszczylam tamtego związku, bo z tamtą już
          > dawno nie żył, nie mieszkał etc. Mimo wszystko trudno jest się z tym pogodzić.
          > Ja zrozumiałam jego pobudki, bo oboje wiedzieliśmy, ze jeśli od razu znałabym
          > prawdę, to nawet nie rozmawialabym z nim, a teraz kocham go całym sercem. Czas
          > leczy rany.

          Tak, zdecydowałam się jeszcze raz spróbować, dać nam szansę. Ale czuję się,
          jakbyśmy cofnęli się niemal do początków.
          Powiem jeszcze coś, co może kogoś zdziwi, oburzy, urazi. Mimo, że mam wyrzuty
          sumienia, bo w oczach całego świata jestem "tą złą", która niszczy małżeństwo,
          tak naprawdę czuję, że to nie moja wina. Może jedynie przyspieszyłam to, co było
          nieuniknione... To nie przeze mnie ten związek został pozbawiony wszelkich uczuć
          (jeśli w ogóle kiedykolwiek takie istniały), nie ja byłam powodem tego, że przez
          kilka lat oni żyli obok siebie, niemal jak obcy sobie ludzie. Gdy zaczęliśmy się
          spotykać, ja byłam związana z innym człowiekiem, niepewna tego czego chcę.
          Próbowałam kilka razy zerwać kontakty z moim obecnym partnerem. Pokazywałam mu,
          uświadamiałam, ile będzie musiał zmienić w swoim życiu aby być ze mną. Prosiłam,
          żeby zastanowił się, czy na pewno tego chce i jest na tyle zdeterminowany aby tak
          wiele poświęcić (chodziło mi przede wszystkim o codzienne kontakty z dzieckiem).
          A on mimo to nadal uparcie robi wszystko żeby być ze mną... To był - jest przede
          wszystkim jego wybór.
          pozdrawiam
          M.

    • Gość: weronika Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.kopernik.gliwice.pl 21.05.02, 20:56
      oczywiscie zrobisz co zechcesz ale dziwi mnie ze wszyscy z tego forum sa tacy piekielnie tolerancyjni
      w tej sprawie. To chyba normalka ze facet łże i oszukuje. Swoja droga to się wrecz usmiałam z tej
      historyjki, żałosne żeby dorosły facet nie przyznawał sie do tego że jest ojcem.
      Możesz byc pewna ze to nie pierwszy i nie ostatni raz, jeśli ktoś potrafi byc tak kompletnie zakłamany
      to ma po prostu taką nature. Miłość to dopiero początek, ale czasmi reszta-szacunek, uczciwość i
      wierność bywają ważniejsze w utrzymaniu długotrwałego zwiazku
    • majamaja1 Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 22.05.02, 01:46
      czy dac jeszcze jedna sznase to ty i tylko ty musisz zdecydowac..
      jestesm tez w tak trudnej sytuacji..ale to ja jestesm ta osoba ktora
      przemilczala,, u mnie rowniez nic nie zapowiadalo ze zakochamy sie w sobie..
      tak jestesm mezatka mam dziecko,,,mezatka na papierze .od lat nasze
      drogisie rozeszly laczy nas dziecko i wspolne mieszkanie...a on stanol na
      mojej drodze ,,, nigdy wprost nie zapytal sie czy jestesm wolna,,zawsze mowil
      bez wzgledu na wszystko i tak bede cie kochal.... powiesz mi kiedys jak
      bedziesz gotowa widze bol w twoich oczach,,teraz jestesm gotowa na powiedzenie
      wszystkiego..nie moge dalej milczec,,,w zyciu nikogo nie oszukalam i nie zgodze
      sie z opinia ze jak raz cos takiego sie stalo to znowu kiedys moze cie oszukac,,
      zdazylo mi sie tylko jedne raz przemilczec taki fakt zaluje tego od samego
      poczatku to siedzi mi w sercu...wiem ze czeka mnie trudna rozmowa ale jestem n
      nia gotowa ...czas pokaze czy to naprawde byla milosc z jego strony czy potrafi
      mi to zapomniec...wiem ze on jest brakujacym ogniwem w moim zyciu..wszysyko
      oddalabym zeby mozna bylo wroclic ta chwilke kiedysie poznalismy zebym mogla
      zczystym sumieniem i jasnym oczamipopatrzec sie w jego wspaniale oczy i
      powiedziec,,,,,jak bardzo go kocham..... ale teraz nie mam juz
      odwrotu ...zobacze czy ta milosc bedzie w stanie uniesc ogrom problemow....
      • milva_p Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 22.05.02, 08:16
        majamaja1 napisał(a):

        czas pokaze czy to naprawde byla milosc z jego strony czy potrafi
        >
        > mi to zapomniec...

        Czy uważasz, że jeżeli powiedziałby Tobie, że nie da sobie rady żyć ze
        świadomością, że zataiłaś przed nim tak istotne "fakty", to oznaczałoby, że kocha
        Cię nieprawdziwą miłością?... "Miłość ci wszystko wybaczy" - to chyba nie do
        końca tak... :-(
        Życzę Tobie powodzenia i siły. To jest bardzo trudne i bolesne dla obu stron -
        jeżeli obie kochają równie mocno. Mam nadzieję, że Twój partner wybaczy Tobie i
        postara się zrozumieć. Ja staram się wybaczyć. Nie stanie się to z dnia na dzień,
        ale myślę, że będzie kiedyś mógł ode mnie usłyszeć "ufam Tobie". Że okaże się
        tego wart.
        Pozdrawiam :-)
        M.
        • Gość: Joasia Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 22.05.02, 11:17
          Ja myślę, że najpierw należaloby wyjaśnić dlaczego nas skłamał. Jeśli chodziło
          o to by mieć alternatywę, jak to ktoś zauważyl, to jest to podłość z jego
          strony, jeśli natomiast nie żył z tamtą, ale bał się wyznać nam prawdy, bo
          czuł, że nie dałybyśmy mu szansy nawet na bliższe poznanie, to nie jest to nie
          do wybaczenia. Mój facet właśnie tak zrobił. On wiedzial, że świadomie nie
          związałabym się z rozwodnikiem, a już tym bardziej z żonatym facetetm, nawet
          gdyby to małżeństwo bylo tylko na papierku. Chciał, bym go poznała. Poznałam
          więc i jest to najwspanialszy facet na świecie, bo naprawdę kocha mnie , dba o
          mnie i szanuje. Jedyny problem w tej sytuacji to ta pierwsza, ale o tym w innym
          temacie...
        • majamaja1 Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 23.05.02, 10:59
          milva_p napisał(a):

          > majamaja1 napisał(a):
          >
          > czas pokaze czy to naprawde byla milosc z jego strony czy potrafi
          > >
          > > mi to zapomniec...
          >
          > Czy uważasz, że jeżeli powiedziałby Tobie, że nie da sobie rady żyć ze
          > świadomością, że zataiłaś przed nim tak istotne "fakty", to oznaczałoby, że koc
          > ha
          > Cię nieprawdziwą miłością?... "Miłość ci wszystko wybaczy" - to chyba nie do
          > końca tak... :-(
          > Życzę Tobie powodzenia i siły. To jest bardzo trudne i bolesne dla obu stron -
          > jeżeli obie kochają równie mocno. Mam nadzieję, że Twój partner wybaczy Tobie i
          >
          > postara się zrozumieć. tak !!!!!! juz jestesm po szczerej rozmowie,,to on mi
          tlumaczyl pocieszal on czul ze cos mnie meczy tak bardzo.cos we mnei siedzi cytal
          miedzy wierszami al czekal az zdecyduje sie w koncu to z siebie wyrzucic....
          wytlumaczylismy sobie wszystko,,,, i uslyszalam ze to nie zmieni mojego uczucia
          do ciebie...zaslugujesz na milosc.....trzeba patrzec w przyszlosc..jaka jetsesm
          szczesliwa lzy mi plyna nawet teraz jak to pisze...juz niczego sie przy nim nie
          boje wiem ze uda nam sie rozwiazac problemy...wiem ze on mnie w tym wszystkim
          bedzie wspieral....pozdrawiam,,,zycze zebys uwierzyla w jego szczere intencje..
          czasem zycie jest tak skomplikwane ....czekamy na odpowiednia chwilke..
          Ja staram się wybaczyć. Nie stanie się to z dnia na dzie
          > ń,
          > ale myślę, że będzie kiedyś mógł ode mnie usłyszeć "ufam Tobie". Że okaże się
          > tego wart.
          > Pozdrawiam :-)
          > M.

    • Gość: ala Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.larr.lodz.pl 22.05.02, 13:32
      Uwazam, ze zdecydowanie powinnas dac mu szanse, bo mozesz stracic w zyciu cos
      pieknego, tylko dlatego ze unosisz sie honorem.
      Jesli odejdziesz od niego, bedziesz tego zalowac do konca zycia, zmarnujesz
      swoja szanse. Nie boj sie. To milosc
      • Gość: Malwina Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.abo.wanadoo.fr 22.05.02, 13:57
        nie poszlabym tak ostro jak niektorzy przedmowcy - ze raz sklamal to cale zycie bedzie, ze zaufanie (to
        przeciez otwarte konto kredytowe ! daje sie z gory i pisze sie na nim plusy i minusy ), ze , ze , ze..
        zastanawia mnie cos innego : wymyslec i sprzedac ci historyjke o zonie przyjaciela z dzieckiem i
        potrafic tak zakrecic zebys uwierzyla jest dla mnie niepokojace. Dziwna osobowosc i moze nie tyle
        sytuacja jest chora ale wlasnie ta jego osobowosc. Czy on nie jest przypadkiem z tych pompujacych ?
        Masz jakies miejsce dla siebie w tym zwiazku ?
        Mozliwosc wniesienia wlasnej osobowosci i wlasnych problemow ?
        Czy wszystko od zarania kreci sie wokol jego skomplikowanego zycia ?
        Pomysl na zimno
        (ewentualnie mozesz mi odpowiedziec)
        zycze ci powodzenia, niezaleznie od decyzji ktora podejmiesz.
        • milva_p Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 22.05.02, 14:34
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > zastanawia mnie cos innego : wymyslec i sprzedac ci historyjke o zonie przyjaci
          > ela z dzieckiem i
          > potrafic tak zakrecic zebys uwierzyla jest dla mnie niepokojace. Dziwna osobowo
          > sc i moze nie tyle
          > sytuacja jest chora ale wlasnie ta jego osobowosc. Czy on nie jest przypadkiem
          > z tych pompujacych ?
          > Masz jakies miejsce dla siebie w tym zwiazku ?
          > Mozliwosc wniesienia wlasnej osobowosci i wlasnych problemow ?
          > Czy wszystko od zarania kreci sie wokol jego skomplikowanego zycia ?
          > Pomysl na zimno
          > (ewentualnie mozesz mi odpowiedziec)
          > zycze ci powodzenia, niezaleznie od decyzji ktora podejmiesz.

          Nie, on nie jest z całą pewnością z tych pompujących :-)

          Jeśli chodzi o historyjkę, którą stworzył na mój użytek... Aby ją
          bardziej "uprawdopodobnić", musiałabym napisać o sprawach, o których nie chcę i
          nie będę tutaj wspominać. Tak, jest dość nieprawdopodobna, ale uwierz, znając
          więcej szczegółów, wszystko układa się w logiczną całość. Wszystko się zdarzyło,
          tak jak mówił, pominął tylko fakt, że ożenił się z tą dziewczyną - zakładając, że
          to prawda... :-(( /Wciąż te wątpliwości... Chociaż postanowiłam spróbować zaufać
          jeszcze raz, one wciąż się pojawiają.../
          Tak, to, że potrafił tak mną manipulować, bo inaczej chyba tego nie można nazwać,
          przeraża mnie w tym wszystkim najbardziej. Nie sam fakt oszustwa, nawet nie to,
          co mi powiedział... Najgorsze jest, że kłamał wielokrotnie, zapewniał o swojej
          szczerości patrząc mi w oczy. A ja, poza niejasnym przeczuciem, że coś jeszcze
          ukrywa (co składałam na karb mojej skłonności do szukania dziury w całym),
          wierzyłam mu. Naprawdę mu wierzyłam. On czasami zamyślał się, długo mi się
          przyglądał bez powodu i zmieniał czasami temat na inny gdy pytałam co się dzieje -
          dopiero teraz widzę, że to mogły być jakieś zewnętrzne "objawy". Ale wtedy nie
          pomyślałam nawet...

          W naszym związku mam wiele miejsca dla siebie. Moje problemy są ważne również dla
          niego. Czasami to ja czuję się jakoś dziwnie gdy łapię się na tym, że martwię się
          czymś, co przy jego niektórych przeżyciach jest kroplą w oceanie... Ale on ani
          razu nie okazał zniecierpliwienia, ani razu nie dał mi odczuć, że to, o czym
          mówię, uważa za błahostki. Przeciwnie, pomaga mi w znalezieniu rozwiązań. Myślę,
          ze tworzymy związek oparty głównie na partnerstwie i wzajemnym szacunku (chociaż
          to drugie jest w świetle ostatnich wydarzeń dyskusyjne...). A najbardziej cenię
          sobie to, że potrafimy ze sobą rozmawiać.

          pozdrawiam :-)

          • Gość: rick Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.unisys.com 22.05.02, 15:20
            czy umiesz wybaczać i co to dla Ciebie oznacza ?
            wymazanie sprawy z pamięci ?
            zdolność do rozumienia i wybaczania jest cnotą utożsamianą przez niektórych z
            głupotą. czy pamiętasz jakieś wydarzenie z Twojego życia, kiedy w pełnym tego
            słowa sensie wybaczyłaś komuś ?
            bo jeśli nie potrafisz, to cała dyskusja jest bezprzedmiotowa. bez urazy. nie
            znaczy, że bezwartościowa, tylko nie bardzo stosowalna w Twoim przypadku.
            jak się czujesz po dotychczasowej wymianie zdań ? dało Ci to coś ?

            rick
            • milva_p Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 22.05.02, 16:10
              Gość portalu: rick napisał(a):

              > czy umiesz wybaczać i co to dla Ciebie oznacza ?
              > wymazanie sprawy z pamięci ?
              > zdolność do rozumienia i wybaczania jest cnotą utożsamianą przez niektórych z
              > głupotą. czy pamiętasz jakieś wydarzenie z Twojego życia, kiedy w pełnym tego
              > słowa sensie wybaczyłaś komuś ?
              > bo jeśli nie potrafisz, to cała dyskusja jest bezprzedmiotowa. bez urazy. nie
              > znaczy, że bezwartościowa, tylko nie bardzo stosowalna w Twoim przypadku.
              > jak się czujesz po dotychczasowej wymianie zdań ? dało Ci to coś ?
              >
              > rick

              Sądzę, że potrafię wybaczać. I absolutnie nie oznacza to dla mnie wymazania
              sprawy z pamięci. Myślę, że "wybaczyć" nie oznacza wcale "zapomnieć". Zawsze już
              będę pamiętać o tym co się stało. I zawsze z tymi wspomnieniami będą wiązały się
              określone emocje - żal, smutek, które z czasem na pewno zbledną.
              Wybaczyć to moim zdaniem wyzbyć się złości, nienawiści i innych destruktywnych
              uczuć, które mogą wiązać się z tym, że zostało się przez kogoś zranionym.
              Wybaczyć to przestać obwiniać partnera i karać go w nieskończoność za popełniony
              błąd, wytykając mu go przy każdej okazji. Było, minęło, winy zostały odpuszczone,
              nie wracajmy już do tego.
              Wybaczyć to w końcu przestać winić siebie - "gdybym zrobił tak, to może nic by
              się nie stało, gdybym powiedziam to wcześniej, wszystko potoczyłoby się
              inaczej..." itp.
              Wybaczanie to proces, nie jednorazowe zdarzenie.

              Czy zdolność wybaczania jest głupotą? Nie, nie myślę w ten sposób. Bez
              tej "głupoty" świat by już pewnie nie istniał, pozabijalibyśmy siebie nawzajem.

              Tak, wybaczyłam kiedyś bliskiej mi osobie. Ale jest to dla mnie zbyt osobiste,
              żeby o tym tutaj pisać.

              Dzięki temu, że piszę tutaj o całej sprawie, mogę przede wszystkim nabrać do niej
              dystansu. Jest mi lżej. Cenię też sobie Wasze opinie, chociaż mam świadomość, że
              decyzja należy tylko do mnie. Czasami ktoś z Was zwróci moją uwagę na taki aspekt
              sprawy, którego ja w ogóle nie dostrzegałam, a który jest wart przemyślenia.

              Dziękuję Wam wszystkim za opinie, rady, podnoszenie mnie na duchu jak również
              ściąganie mnie skutecznie na ziemię. :-)

              Pozdrawiam wszystkich gorąco :-))))
              M.
              • majamaja1 Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 23.05.02, 11:05
                milva przeczytaj pare watkow wyzej moj post...i postaraj sie
                wybaczyc ,zapomniec, kazdy z nas poplenia bledy.. nie rezygnuj z uczucia ..
                sprobuj zapomniec..to nie moze przekreslic tego co was polaczylo..potrzebujesz
                czasu .,...
                • milva_p Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... 23.05.02, 11:50
                  majamaja1 napisał(a):

                  > milva przeczytaj pare watkow wyzej moj post...i postaraj sie
                  > wybaczyc ,zapomniec, kazdy z nas poplenia bledy.. nie rezygnuj z uczucia ..
                  > sprobuj zapomniec..to nie moze przekreslic tego co was polaczylo..potrzebujesz
                  > czasu .,...

                  Maja, bardzo się cieszę, że Twój partner wykazał tyle zrozumienia, naprawdę. :-)
                  Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi i tego Wam z serca życzę.

                  Co do mojej sytuacji - postanowiłam dać Mu - nam szansę. Jesteśmy nadal razem.
                  Dużo o tym rozmawiamy, ale nie na zasadzie mojego wypominania błędów i jego
                  kajania się przede mną. Wszystko jeszcze bardzo mnie boli, czasami wyrwie mi się
                  jakieś przykre zdanie, jakaś złośliwość... Ale On jest cierpliwy, a i ja staram
                  się nie wracać do tego w taki sposób. Oboje bardzo się staramy, żeby odbudować to
                  co zostało zniszczone. Oboje chcemy tego bardzo. Paradoksalnie, chwilami mam
                  wrażenie, że po tym co się stało, jesteśmy sobie jeszcze bliżsi niż kiedyś... W
                  myśl powiedzenia "Co nas nie zabije - to nas wzmocni". :-)

                  Trzymam za Was kciuki - i Ty też życz mi-nam powodzenia...
                  Pozdrawiam ciepło :-)
                  M.



    • Gość: a Re: Czy dać mu jeszcze jedną szansę?..... IP: *.gpsk.am.poznan.pl 01.06.02, 14:26
      To trudne,ale skłamał i to w bardzo poważnej sprawie.Nikt Tobie nie jest w
      stanie doradzić,nikt nie wie wszystkiego.Wsłuchaj się w
      siebie,porozmawiajcie.Nie musisz od razu wychodzić za mąż,poczekaj co będzie
      dalej i wsłuchaj się w siebie,pomódl.Odpowiedż przyjdzie sama.Powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka