milva_p
16.05.02, 09:28
Była sobie zakochana para. Ich miłość nie była łatwa, wymagała wiele siły,
zrozumienia i akceptacji. Wszystko przemawiało za tym, żeby nie pakować się w
ten związek - ona miała kogoś, on był wplątany w dziwny układ z inną kobietą i
jej dzieckiem. Nie byli szczęśliwi w swych związkach, w których brak było
miłości. W końcu oboje rozstali się ze swoimi partnerami żeby móc być razem.
Spędzili cudowne tygodnie ciesząc się sobą i swoją miłością. Wydawałoby się, że
wszystko ułoży się po ich myśli. Wiele ze sobą rozmawiali, nie unikając
trudnych tematów. Było im dobrze, tak dobrze, że zaczęli nawet myśleć o
wspólnej przyszłości... Wtedy przyszedł czas na "konkrety" - czyli ostrożne
badanie jak to sobie wyobraża druga strona. Zaczęły się pytania, niektóre
bardzo wprost i bezpardonowe. Okazało się, że jest kilka problemów, które
jednak przy odrobinie dobrej woli i wysiłku można będzie rozwiązać. Aż tu nagle
w przypływie szczerości on wyznaje, że ukrył przed nią coś, co może teraz
zniszczyć ich związek. Kobieta, z którą żył w pewnym chorym układzie (tak o nim
mówił) to jego żona, a jej dziecko to również jego dziecko... Pozew o rozwód
czeka już w sądzie na rozpatrzenie.
Na pytania: dlaczego? po co były te wszystkie kłamstwa? dlaczego tyle razy
zapewniał ją, że z "tą drugą" nie łączy go nic oprócz miłości do JEJ dziecka -
on odpowiada, że to z miłości do niej. Wiedział, że ona nie zdecydowałaby się
na ten związek mając świadomość, że on jest żonaty. A kocha ją bardzo, jest
miłością jego życia i poświęciłby WSZYSTKO aby móc z nią być, aby dać jej
szczęście i samemu w końcu być szczęśliwym.
Ona wie, że miłość, którą on ją darzy, jest naprawdę stałym, dojrzałym i silnym
uczuciem. Sama czuje to samo. Wiadomość o jego małżeństwie zraniła ją bardzo
głęboko, cierpi, bo czuje się oszukana, wykorzystana, zdradzona. Ale mimo to
zaczyna go usprawiedliwiać... No bo on kocha, bo bał się, że ją straci, bo nie
chciał jej ranić...
Czy taki człowiek zasługuje na szansę? Czy istnieje jakieś usprawiedliwienie
dla jego postępowania?
Co powinna zrobić ona? Spróbować wybaczyć? Zrozumieć? Czy odejść, nie oglądając
się za siebie, spróbować zapomnieć... Wie, że tak powinna zrobić, że nie
powinna nawet czuć żadnych wątpliwości. Przecież zawiódł jej zaufanie. Ale
kocha go jak nigdy jeszcze nikogo nie kochała... Oboje sądzili, że są dla
siebie drugimi połówkami, które wreszcie się odnalazły...