Dodaj do ulubionych

Na przyklad taki Jarzyna

17.01.05, 01:34
Przejela mnie opowiesc przyjaciolki, ktora po wieczorze spedzonym w teatrze
przez pare dni nie mogla dojsc do siebie, bo to, co widziala i przezyla, tak
mocno ja poruszylo; mi sie to od dawna nie zdarza i tesknie za tym, takim
dotknieciem bardzo wprost. Jak szukac, zeby znalezc?
Obserwuj wątek
    • kvinna Iść do teatru 17.01.05, 09:11
      Już dawno o tym myślę.
      Jeśli mieszkasz w Warszawie, to zapraszam, pójdziemy razem.

      Pamiętam, możecie się śmiać, niemal katharsis, doznawane w teatrze. Tego nie da
      X Muza, ale właśnie Melpomena.
    • hubkulik Re: Na przyklad taki Jarzyna 17.01.05, 09:16
      Moim zdaniem takie doswiadczenia zdarzaja sie niespodziewanie i nie mozna ich
      wykreowac.

      Pozdrawiam Hubert
      • kvinna Wydaje mi się, że nie ma Pan racji 17.01.05, 09:30
        Pewne miejsca sprzyjają uniesieniom, a w każdym razie jest większe
        prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Są ludzie, którym łatwiej modli się w
        Kościele niż w domu.

        Tak samo wolę elegancko się ubrać i iść do teatru, zamiast oglądać teatr na
        małym ekranie.

        Jeśli będzie Pan spółkował na worku ziemniaków, w piwnicy, z kimkolwiek
        (przepraszam za brzydkie przykłady), prawdopodobnie będzie Pan mniej
        zadowolony, niż czyniąc to samo w ładnym miejscu, z odpowiednią muzyką etc. I
        osobą.

        Do czego zmierzam, proszę Pana: można wykreować przyjemne stany, można.
        (zastrzeżenie: mówimy o stanach bez użycia środków zmieniających świadomość
        typu narkotyki, leki psychotropowe)
        • hubkulik Re: Wydaje mi się, że nie ma Pan racji 17.01.05, 09:37
          No tak. Oczywiscie ze wiem, ze mozna wykreowac mile stany. Sam to robie. Mily,
          przyjemny stan to jednak nie jest silne doznanie emocjonalne z ktorego nie
          mozna sie przez pare dni otrzasnac.
          Nawet jak pojdziesz do teatru czy psychoterapeuty to nie masz gwarancji. Choc
          moze rzeczywiscie sa miejsca gdzie mozna miec wieksze prawdopodobienstwo niz
          gdzie indziej.
          Niektorzy skacza na banji, ale to chyba nie o ten rodzaj doswiadczen chodzi.

          Pozdrawiam Hubert
          • alicja-ciekawska Re: Wydaje mi się, że nie ma Pan racji 17.01.05, 09:47
            Teatr polecam !!!
            ,,albo granat -mozna sie rozerwac,,
            • hubkulik Re: Wydaje mi się, że nie ma Pan racji 17.01.05, 12:31

              > ,,albo granat -mozna sie rozerwac,,

              Granat? Ala!
              A znasz Fisza? "Ja mam dynamit wypelniony miloscia
              Ja mam dynamit, 3, 2, 1, bach"

              > Teatr polecam !!!

              Teatr super, ale zycie i tak o niebo ciekawsze
              ;)

              Pozdrawiam Hubert
          • kvinna Po bungee jest się na haju, 17.01.05, 09:49
            Zetta miała na myśli rodzaj otumanienia (kolokwializm), który czasem zdarza się
            po uczestnictwie w tzw.kulturze wysokiej.
            Jeśli sie nie mylę.
            • alicja-ciekawska Re: Po bungee jest się na haju, 17.01.05, 09:53
              kvinna napisała:

              > Zetta miała na myśli rodzaj otumanienia (kolokwializm), który czasem zdarza
              się
              >
              > po uczestnictwie w tzw.kulturze wysokiej.
              > Jeśli sie nie mylę.

              no to do Opery , jak Teatr nie wystarcza.
              • forumromanum Re: Po bungee jest się na haju, 17.01.05, 09:55
                no tak... po obejrzeniu "tańcząc w ciemnościach" przez tydzień dochodziłem do
                siebie....ale ja dziękuję za takie uniesienia...

                ale co z tym Jarzyną...że co, takie dobre było?
              • kvinna Znasz takie powiedzenie: 17.01.05, 09:55
                Nudzi Ci się? To się rozbierz i ubrania pilnuj.

                Wiedzę, Pani Alicjo, że się Pani nudzi, zatem polecam jak wyżej.
                • alicja-ciekawska Re: Znasz takie powiedzenie: 17.01.05, 10:00
                  kvinna napisała:

                  > Nudzi Ci się? To się rozbierz i ubrania pilnuj.
                  >
                  > Wiedzę, Pani Alicjo, że się Pani nudzi, zatem polecam jak wyżej.

                  Pani Alicja jest jeszcze roze....a . skoncze kawe to znikne.
                  • m.malone Re: Znasz takie powiedzenie: 17.01.05, 10:09
                    > Pani Alicja jest jeszcze roze....a . skoncze kawe to znikne.

                    Dzień dobry:)

                    Co jest Pani Alicja? Bo tam za suzo kropek (jesli to nie tajemnica)
                    pozdrawia
                    MM
                    • alicja-ciekawska Re: Znasz takie powiedzenie: 17.01.05, 10:12
                      m.malone napisał:

                      > > Pani Alicja jest jeszcze roze....a . skoncze kawe to znikne.
                      >
                      > Dzień dobry:)
                      >
                      > Co jest Pani Alicja? Bo tam za suzo kropek (jesli to nie tajemnica)
                      > pozdrawia
                      > MM

                      Panie Malonku,,
                      powiem Panu innym razem ,co oznaczaly te kropki.
                      a pozdrawiam rowniez ,bardzo serdecznie!
                      • m.malone Re: Znasz takie powiedzenie: 17.01.05, 10:17
                        Dzięki
                        Dobrego Dnia życzę:)

                        ps. a co to za zwyczaj nowy? wszyscy na Fpsy porzecg\odza na Pani/Pan?????
                        • alicja-ciekawska Re: Znasz takie powiedzenie: 17.01.05, 10:21
                          m.malone napisał:

                          > Dzięki
                          > Dobrego Dnia życzę:)
                          >
                          > ps. a co to za zwyczaj nowy? wszyscy na Fpsy porzecg\odza na Pani/Pan?????

                          Bo my kulturalne sie zrobili Malonku.
                          Tobie tez milego dnia ,i calego tygodnia.

                      • hubkulik Re: Znasz takie powiedzenie: 17.01.05, 12:36
                        Przypuszczam ze "rozebrana".
                        Jesli tak, to nie jest to wulgaryzm do cenzury.
                        Wrecz przeciwnie.
                        ;)

                        Pozdrawiam Hubert
                • forumromanum Re: Znasz takie powiedzenie: 17.01.05, 10:01
                  a ja ze względów terapeutycznych oglądam czasem , w poniedziałki na dwójce,
                  dokument o dzieciach z domów dziecka....
                  pomaga szczególnie wtedy, gdy mi źle i ponuro. Myślę sobie wtedy:- JAKIE JA MAM
                  PRAWO NARZEKAC....
                  są tez tacy, którzy całe życie trwali w ciepełku, chronieni przez czułych
                  rodziców... byc może to dla nich powstają takie "mocne" rzeczy w teatrze...?
                  może...
                  • kvinna Pani Krystyna głosem jak miód opowiada o 17.01.05, 10:04
                    nieszczęściach.
                    Dobra, przyznaję się, do mnie ten rodzaj przekazu nie trafia. Oglądałam raz,
                    może dwa i więcej nie zamierzam. Ckliwe. Jak melodramat. I nie przeszkadza mi
                    to współczuć tym dzieciom.

                    Poniekąd masz rację.

                    Tak jak do teatru stosunkowo rzadko pójdzie hydraulik czy też murarz. Nie
                    uwłaczając tymże.
                    • procesor Re: Pani Krystyna głosem jak miód opowiada o 17.01.05, 10:16
                      kvinna napisała:
                      > Dobra, przyznaję się, do mnie ten rodzaj przekazu nie trafia. Oglądałam raz,
                      > może dwa i więcej nie zamierzam. Ckliwe. Jak melodramat. I nie przeszkadza mi
                      > to współczuć tym dzieciom.

                      Jakie to proste..
                      Głos lektorki za słodki, zdjecia nie takiej jakości, melodramatyczne
                      opowiastki..
                      Życie.
                      A że w telewizji pokazali? Lepsze to niż głupawe tasiemcowe telenowele o
                      naciąganych dramatach tekturowych bohaterów.


                      >
                      > Poniekąd masz rację.
                      > Tak jak do teatru stosunkowo rzadko pójdzie hydraulik czy też murarz. Nie
                      > uwłaczając tymże.

                      Sprawdzasz z kim siedzisz w teatrze? :)
                      Czy myślisz że hydraulik i murarz przyjda w strojach "prosto od roboty" żeby
                      było widac kim są? :)

                      Swoja drogą, ciekawe by było zrobić takie badania na temat "podziału
                      zawodowego" widzów w teatrze.
                      • walon_tkowa snoobstwo i tyle nt 17.01.05, 10:19
                        • kvinna I tu się mocno nie zgodzę! 17.01.05, 10:29
                          Rzeczywista potrzeba.

                          U jednych wykształcona, u innych nie.

                          Jeden odczuwa potrzebę czytelnictwa, i to książek mądrych, interesujących, inny
                          zadowoli się czytaniem szmatławca albo i niczego.

                          • walon_tkowa Re: I tu się mocno nie zgodzę! 17.01.05, 10:39
                            kvinna napisała:

                            > Rzeczywista potrzeba.
                            >
                            > U jednych wykształcona, u innych nie.
                            >
                            > Jeden odczuwa potrzebę czytelnictwa, i to książek mądrych, interesujących,

                            co wcale nie znaczy ze trzeba trabic nao tyn dookola...

                            >inny zadowoli się czytaniem szmatławca albo i niczego.
                            ten z reguly nie pisuje na forum ;)))

                            jesli potrzeba jest rzeczywista (dla siebie samej/ego) po co roztrzasac to na
                            forach jakis, he???
                            po jaka holere sie tym chwalic ???
                          • wykrywacz.klamcow Re: I tu się mocno nie zgodzę! 17.01.05, 18:35
                            Znam dyrektorow ktorzy od lat nie byli w teatrze, i "hydraulikow", ktorzy
                            bywaja tam czesto. Byc moze statystycznie masz racje, tyle ze ze statystyka ma
                            sie do rzeczywistosci dosc roznie.

                            Inna rzecz, ze to co jednemu daje teatr, drugiemu moze dac np. godzina cwiczen
                            na silowni. Bo dlaczego nie?
                            • ziemiomorze Re: I tu się mocno nie zgodzę! 17.01.05, 22:18
                              No dlatego zesz nie, ze to sa wrazenia innych rodzajow. Nie wartosciuje - bo
                              wiadomo, ze bys sie ochoczo nie zgodzil, ale wprowadzasz zamet - jesli to
                              przetlumaczyc na jezyk zmyslow: troche tak jakbys porównywal przyjemnosc,
                              plynaca z jedzenia pasta bolognese z przyjemnoscia wylegiwania sie na sianie -
                              pomieszanie jakosci, niepotrzebne takie jakies,

                              I jeszcze - spora czescia przyjemnosci z obcowania ze sztuka jest wspomniana
                              gdzies nizej bliskosc, taka calkiem bez posrednikow, wrazenia silowniane sa
                              spod innego wezwania.
                              Tylko sie nie czepiaj i nie przeliczaj tego na jednostki wzruszonych
                              neuroprzekaznikow przyjemnosci,
                              • wykrywacz.klamcow Re: I tu się mocno nie zgodzę! 18.01.05, 08:11
                                > No dlatego zesz nie, ze to sa wrazenia innych rodzajow. Nie wartosciuje - bo
                                > wiadomo, ze bys sie ochoczo nie zgodzil, ale wprowadzasz zamet - jesli to
                                > przetlumaczyc na jezyk zmyslow: troche tak jakbys porównywal przyjemnosc,
                                > plynaca z jedzenia pasta bolognese z przyjemnoscia wylegiwania sie na sianie -
                                > pomieszanie jakosci, niepotrzebne takie jakies,

                                No dobrze, ale nigdzie nic nie napisalas o rodzaju przezyc, a jedynie o dochodzeniu do siebie po
                                tychze przezyciach. Moim zdaniem kazdy czlowiek reaguje silnie na rozne bodzce - i wymaga innych
                                "podraznien" - jesli jednemu daje to teatr, dlaczego innemu nie ma tego dac np. silownia?
                                Albo zamiatanie ulicy?

                                > I jeszcze - spora czescia przyjemnosci z obcowania ze sztuka jest wspomniana
                                > gdzies nizej bliskosc, taka calkiem bez posrednikow, wrazenia silowniane sa
                                > spod innego wezwania.

                                To mocno zalezy od kontekstu. Jesli podchodze do pionowej sciany wysokiej na kilkadziesiat metrow, z
                                ktora mam sie za chwile zmierzyc, to czuje z ta sciana niesamowity wrecz kontakt, "bliskosc". Nie widze
                                powodu dlaczego ktos nie mialby tak odbierac biegania na automatycznej biezni itp.\
                                Rownie dobrze ktos moze odbierac teatralny spektakl jako show grupy ludzi wykonujacych szereg
                                wystudiowanych, pustych (nawet dla aktorow) ruchow.

                                > Tylko sie nie czepiaj i nie przeliczaj tego na jednostki wzruszonych
                                > neuroprzekaznikow przyjemnosci,

                                Myslalem ze mowimy raczej o "dotykaniu czegos istotnego" niz "przyjemnosci".
                                • ziemiomorze Re: I tu się mocno nie zgodzę! 18.01.05, 12:11
                                  wykrywacz.klamcow napisał:
                                  > No dobrze, ale nigdzie nic nie napisalas o rodzaju przezyc, a jedynie o
                                  > dochodzeniu do siebie po
                                  > tychze przezyciach. Moim zdaniem kazdy czlowiek reaguje silnie na rozne
                                  > bodzce- i wymaga innych
                                  > "podraznien" - jesli jednemu daje to teatr, dlaczego innemu nie ma tego dac
                                  > np. silownia?
                                  > Albo zamiatanie ulicy?

                                  Nie napisalam, bo dochodzenie do siebie to ciag dalszy przezycia, ktore nie
                                  jest aktem paruminutowym, mozna je przezuwac/zywac pare lat. I tutaj sie nie
                                  pospieramy, bo Ty, mam wrazenie, mowisz tu o wysokosci, hm, pobudzenia, czyli
                                  chemii. Nie ma roznicy zdan.

                                  > > I jeszcze - spora czescia przyjemnosci z obcowania ze sztuka jest wspomni
                                  > ana
                                  > > gdzies nizej bliskosc, taka calkiem bez posrednikow, wrazenia silowniane
                                  > sa
                                  > > spod innego wezwania.
                                  >
                                  > To mocno zalezy od kontekstu. Jesli podchodze do pionowej sciany wysokiej na
                                  > kilkadziesiat metrow, z
                                  > ktora mam sie za chwile zmierzyc, to czuje z ta sciana niesamowity wrecz
                                  > kontakt, "bliskosc". Nie widze
                                  > powodu dlaczego ktos nie mialby tak odbierac biegania na automatycznej biezni
                                  > itp.\

                                  To jest, oczywiscie, szalenie indywidualne i nie mam zamiaru sie spierac, jesli
                                  chodzi o Twoje wnetrze, Ty jestes ekspertem. Mam wrazenie jednak (i sklonna
                                  jestem je rzutowac na tzw 'wiekszosc ludzi', albo nawet bezczelnie
                                  na 'wszystkich' albo 'normalnych'), ze wzruszenie z kontaktu ze sciana jest
                                  mniej wazkie (nie moge znalezc zgrabniejszego slowa) od wrazen z kontaktu z
                                  drugim czlowiekiem.

                                  > Rownie dobrze ktos moze odbierac teatralny spektakl jako show grupy ludzi
                                  > uwykonjacych szereg
                                  > wystudiowanych, pustych (nawet dla aktorow) ruchow.

                                  Nie, no jasne, wiadomo - wazne, czym sie rezonuje, jak kto w srodku pusty, to
                                  tylko wiatr zagwizdze, ale ja pisalam o spotkaniu dwojga pelnych po wreby ludzi
                                  przy pomocy wdziecznego medium, jakim jest sztuka.

                                  > Myslalem ze mowimy raczej o "dotykaniu czegos istotnego" niz "przyjemnosci".

                                  A mi to na jedno wychodzi,
                                  • wykrywacz.klamcow Re: I tu się mocno nie zgodzę! 18.01.05, 16:31
                                    > Nie napisalam, bo dochodzenie do siebie to ciag dalszy przezycia, ktore nie
                                    > jest aktem paruminutowym, mozna je przezuwac/zywac pare lat. I tutaj sie nie
                                    > pospieramy, bo Ty, mam wrazenie, mowisz tu o wysokosci, hm, pobudzenia, czyli
                                    > chemii. Nie ma roznicy zdan.

                                    Nie, ja mowie jak najbardziej o jakosci pobudzenia. Ktory ma sie w pewnym
                                    stopniu do wysokosci, owszem.

                                    > Mam wrazenie jednak (i sklonna
                                    > jestem je rzutowac na tzw 'wiekszosc ludzi', albo nawet bezczelnie
                                    > na 'wszystkich' albo 'normalnych'), ze wzruszenie z kontaktu ze sciana jest
                                    > mniej wazkie (nie moge znalezc zgrabniejszego slowa) od wrazen z kontaktu z
                                    > drugim czlowiekiem.

                                    Co to znaczy "wiekszosc ludzi"?
                                    Co to znaczy "wszyscy", "normalni"?
                                    Podalem przyklad co do ktorego wcale sie nie upieram.
                                    Ale dosc latwo jest mi odniesc kontakt ze sciana na kontakt z drugim
                                    czlowiekiem.

                                    Bo kiedy ja wisze na wysokosci 20m nad ziemia, na drugim koncu sznurka do
                                    ktorego jestem przywiazany znajduje sie ktos (a wlasciwie Ktos), od ktorego
                                    zalezy moje zycie.
                                    Rowniez jesli wspinam sie sam, bez asekuracji, zmianie ulegaja relacje z
                                    innymi. Bo ciut inaczej patrzy sie np. na zone i dzieci, gdy chwile temu mialo
                                    sie gigantycznego stracha o wlasna skore.

                                    Tego rodzaju zaleznosci relacji mozna wyciagnac pewnie z kazdej
                                    aktywnosci/nieaktywnosci. Sztuka jest zapewne wygodnym i sprawnym medium, zgoda.
                                    Ale czy jedynym?
                                    Np. obieranie ziemniakow w Zachecie nie rusza mnie kompletnie, genitalia na
                                    rzymskim krzyzu rowniez, podobnie jak koncert zespolu "Perfect" czy
                                    sztuka "Wisnowy Sad" Czechowa...

                                    > Nie, no jasne, wiadomo - wazne, czym sie rezonuje, jak kto w srodku pusty, to
                                    > tylko wiatr zagwizdze, ale ja pisalam o spotkaniu dwojga pelnych po wreby
                                    > ludzi przy pomocy wdziecznego medium, jakim jest sztuka.

                                    Kiedy sztuka, (jesli kto woli: Sztuka) jest do tego medium najgorszym.
                                    Dlaczego? Bo zaklada pewna konwencje (galeria, kino, sala koncertowa, scena
                                    teatru), ktora juz dzieli na "my-oni" wprowadzajac bariere porozumienia.
                                    Najbardziej zywe spektakle teatralne z jakimi mialem do czynienia to "sztuka
                                    uliczna", gdzie aktorzy po prostu mieszaja sie z tlumem a sceny brak. Tam gdzie
                                    przestrzen dla aktorow jest wygrodzona - niezaleznie od rozmachu zwykle jest
                                    gorzej, przynajmniej w moim odbiorze.
                                    Ale sztuka uliczna ma wiecej wspolnego ze sztuka jarmarczna, nizli ze sztuka
                                    przez duze "S"
                                    Podobnie muzyka - w jazzie nie widze wiekszego afrontu niz muzyk grajacy z nut.
                                    Najlepsze koncerty na jakich bylem to te, gdzie muzycy nawiazuja kontakt z
                                    publika, czasem wrecz schodzac ze sceny. Ale znowu, odwolujemy sie wtedy do
                                    grajkow ulicznych, a nie do "Sztuki" tak jak sie ja rozumie potocznie.

                                    > > Myslalem ze mowimy raczej o "dotykaniu czegos istotnego" niz "przyjemnosci".
                                    >
                                    > A mi to na jedno wychodzi,

                                    IMO czasem "cos istotnego" potrafi budzic panike, obrzydzenie...
                                    • ziemiomorze Re: I tu się mocno nie zgodzę! 18.01.05, 17:15
                                      wykrywacz.klamcow napisał:
                                      > Nie, ja mowie jak najbardziej o jakosci pobudzenia. Ktory ma sie w pewnym
                                      > stopniu do wysokosci, owszem.

                                      O, tak - tu sie zaplaczemy, zamotamy i nic z tego nie wyjdzie. Bez przykladu
                                      nie pojdzie. Ja chadzalam na silownie i zdarzylo mi sie ulec pare razy
                                      wzruszeniu w kontakcie ze sztuka. I tu, i tu, bywalo - wzruszalam sie, i to
                                      silnie dosc. Jednak zdecydowanie to byly inne jakosci.

                                      > Co to znaczy "wiekszosc ludzi"?
                                      > Co to znaczy "wszyscy", "normalni"?

                                      Wiedzialam, ze sie czepniesz, dlatego uzylam bezpiecznego nawiasu.
                                      Poza tym doskonale wiesz, co mialam na mysli, wiec nie szarzuj ;-)

                                      > Podalem przyklad co do ktorego wcale sie nie upieram.
                                      > Ale dosc latwo jest mi odniesc kontakt ze sciana na kontakt z drugim
                                      > czlowiekiem.

                                      Jak tu gdzies nizej fajnie pisze procesor, chodzi o rezonans - sciana moze
                                      rezonowac w Tobie, tak samo jak sztuka. Ale inaczej, bo to sie wlasnie do
                                      Ciebie samego zapetla (i nawet jesli na drugim koncu sznurka wisi cala Twoja
                                      rodzina, to, upre sie, wzruszenie jest inne - z gatunku mniej estetycznych, a
                                      bardziej, hm, pierwotnych).

                                      > Tego rodzaju zaleznosci relacji mozna wyciagnac pewnie z kazdej
                                      > aktywnosci/nieaktywnosci. Sztuka jest zapewne wygodnym i sprawnym medium,
                                      > zgoda.
                                      > Ale czy jedynym?

                                      No nie, ja sie nie upieram. Co prawda ostatnio mam duze watpliwosci co do
                                      swojej inteligencji, ale az taka glupia nie jestem.

                                      > Np. obieranie ziemniakow w Zachecie nie rusza mnie kompletnie, genitalia na
                                      > rzymskim krzyzu rowniez, podobnie jak koncert zespolu "Perfect" czy
                                      > sztuka "Wisnowy Sad" Czechowa...

                                      Pewnie tez pare innych rzeczy, co?
                                      Ale zdarza sie sztuka, ktora rusza? Np muzyka jakas, zapytam sprytnie? Albo
                                      fotografia? Film?

                                      > Kiedy sztuka, (jesli kto woli: Sztuka) jest do tego medium najgorszym.
                                      > Dlaczego? Bo zaklada pewna konwencje (galeria, kino, sala koncertowa, scena
                                      > teatru), ktora juz dzieli na "my-oni" wprowadzajac bariere porozumienia.
                                      ...

                                      Troche to jest tak: kiedy ktos do Ciebie mowi, to tez uzywa konwencji, kodu,
                                      jest podzial. Ale zdarza sie, ze pod tym nawiazuje sie kontakt inny, slowa
                                      staja sie kokardka przy kozuchu. Ze Sztuka jest tak samo: konwencje śmencje to
                                      pretekst.

                                      > > > Myslalem ze mowimy raczej o "dotykaniu czegos istotnego" niz "przyj
                                      > emnosci".
                                      > >
                                      > > A mi to na jedno wychodzi,
                                      >
                                      > IMO czasem "cos istotnego" potrafi budzic panike, obrzydzenie...

                                      IMO to z dluzszej perspektywy i tak wydaje sie przyjemne (przyjemnosc z
                                      kontaktu z Cieniem ma istotnie perwersyjny posmak).
                                      • wykrywacz.klamcow Re: I tu się mocno nie zgodzę! 18.01.05, 22:22
                                        > Jednak zdecydowanie to byly inne jakosci.

                                        Inne, ok. Jesli idzie o sort czy o jakosc?

                                        > Wiedzialam, ze sie czepniesz, dlatego uzylam bezpiecznego nawiasu.
                                        > Poza tym doskonale wiesz, co mialam na mysli, wiec nie szarzuj ;-)

                                        Daje do zrozumienia, ze ciezko jest uogolniac. Zwlaszcza w sferze przezyc "dotykajacych czegos
                                        istotnego"

                                        > Jak tu gdzies nizej fajnie pisze procesor, chodzi o rezonans - sciana moze
                                        > rezonowac w Tobie, tak samo jak sztuka. Ale inaczej, bo to sie wlasnie do
                                        > Ciebie samego zapetla (i nawet jesli na drugim koncu sznurka wisi cala Twoja
                                        > rodzina, to, upre sie, wzruszenie jest inne - z gatunku mniej estetycznych, a
                                        > bardziej, hm, pierwotnych).

                                        Ok, ale zdaje sie ze nie mowilismy o przezyciach estetycznych, a o "dotykaniu czegos istotnego"?
                                        Wiesz, jeden z teatrow ulicznych ktore ogladalem zrobil naprawde fantastyczny estetycznie spektakl.
                                        Ale jesli mialbym w ogole mowic o "dotykaniu czegos istotnego" to wybralbym tylko jeden moment,
                                        ktory bynajmniej nie dotyczyl tresci przedstawienia - kiedy, PO spektaklu, operator dzwigu
                                        wykorzystywanego nim, zostal poproszony na srodek i dostal brawa od aktorow.
                                        Oczywiscie nie jest to cos po czym dochodzi sie do siebie przez kilka dni. Ale np. dla mnie byl to
                                        zdecydowanie "najmocniejszy" punkt calego wystepu.

                                        > Pewnie tez pare innych rzeczy, co?
                                        > Ale zdarza sie sztuka, ktora rusza? Np muzyka jakas, zapytam sprytnie? Albo
                                        > fotografia? Film?

                                        Owszem. ale to co porusza w moim odbiorze ma niewiele wspolnego ze sztuka. Sztuka jest jedynie
                                        pretekstem, de facto dosc transparentnym.
                                        Dziala od biedy muzyka, ale bardzo od biedy.

                                        > Troche to jest tak: kiedy ktos do Ciebie mowi, to tez uzywa konwencji, kodu,
                                        > jest podzial. Ale zdarza sie, ze pod tym nawiazuje sie kontakt inny, slowa
                                        > staja sie kokardka przy kozuchu. Ze Sztuka jest tak samo: konwencje śmencje to
                                        > pretekst.

                                        Cala sztuka to pretekst. Do pokazania czegos, co mozna zobaczyc na wspomnianej silowni (bo czemu
                                        nie?) :"P
                                        Sztuka, byc moze ale tez nie koniecznie, pokazuje to bardziej explicite.

                                        > IMO to z dluzszej perspektywy i tak wydaje sie przyjemne (przyjemnosc z
                                        > kontaktu z Cieniem ma istotnie perwersyjny posmak).

                                        Na dluzsza mete... tu ciezko dyskutowac.
                                        • ziemiomorze Re: I tu się mocno nie zgodzę! 19.01.05, 21:46
                                          wykrywacz.klamcow napisał:

                                          > Inne, ok. Jesli idzie o sort czy o jakosc?

                                          Sort - tak, bo trafialy w rozne potrzeby (odwolujac sie do Maslowa, bo pod
                                          reka: z roznych pieter piramidy).
                                          Jakosc - tez. To kryterium zalezace nie tylko od generalnych potrzeb kazdego,
                                          ale i potrzeb chwili. Inter- i intrapersonalne, skrajnie wiec subiektywne.

                                          > Daje do zrozumienia, ze ciezko jest uogolniac. Zwlaszcza w sferze
                                          > przezyc "dotykajacych czegos
                                          > istotnego"

                                          Wydaje mi sie, ze wymienilismy na ten temat jakies piec tysiecy postow. Ciezko,
                                          tak. Ale ciagle korci ;-)

                                          > Ok, ale zdaje sie ze nie mowilismy o przezyciach estetycznych, a o "dotykaniu
                                          > czegos istotnego"?

                                          Mam wrazenie, ze to sie nie wyklucza.

                                          ...
                                          > Owszem. ale to co porusza w moim odbiorze ma niewiele wspolnego ze sztuka.
                                          > Sztuka jest jedynie
                                          > pretekstem, de facto dosc transparentnym.
                                          > Dziala od biedy muzyka, ale bardzo od biedy.

                                          Sztuke mozna traktowac jedynie jako medium. Mysle jednak, ze mozna przy
                                          odbiorze sztuki zauwazyc cos jeszcze - efekt synergii. Suma dziela, tworcy i
                                          odbiorcy (ci dwoje w przypadku niektorych artystow czesto sa jedna i ta sama
                                          osoba ;-) to jest wieksza, niz wydawaloby sie to ze zwyklego dodawania.

                                          > Cala sztuka to pretekst. Do pokazania czegos, co mozna zobaczyc na
                                          > wspomnianej silowni (bo czemu nie?) :"P
                                          > Sztuka, byc moze ale tez nie koniecznie, pokazuje to bardziej explicite.

                                          Co wlasciwie?

                                          > > IMO to z dluzszej perspektywy i tak wydaje sie przyjemne (przyjemnosc z
                                          > > kontaktu z Cieniem ma istotnie perwersyjny posmak).
                                          >
                                          > Na dluzsza mete... tu ciezko dyskutowac.

                                          To zatanczmy do tego placka ;-)
                                    • sweetnighter Re: I tu się mocno nie zgodzę! 18.01.05, 21:42
                                      wykrywacz.klamcow napisał:

                                      >
                                      > Kiedy sztuka, (jesli kto woli: Sztuka) jest do tego medium najgorszym.

                                      wydaje mi sie, ze twoje uwagi dotycza raczej pewnego sposobu uprawiania i
                                      odbioru sztuki, niz sztuki jako takiej. w tym sensie w pelni sie zgadzam. bo
                                      przecież katharsis wiąże się jednak z jakims wstrząsem, wyrwaniem z gnuśnego,
                                      otępiałego samozadowolenia, z jakimś zakwestionowaniem naszego oglądu świata
                                      itp. bez twórczego przekraczania granic, rozbijania skostniałych form,
                                      poszukiwania nowych srodków wyrazu, sztuka jest tylko konwencjonalną rozrywką
                                      dla mieszczuchów, co to chcą się odchamić, posłuchać "ładnej polszczyzny" itp.
                                      oczywiście to przekraczanie granic nie może byc celem samym w sobie, ale
                                      powinno słuzyc przekazowi - chodzi o pewien niesfetyszyzowany stosunek do
                                      zastanych form; to jest właściwe kryterium oceny - czy mamy do czynienia z
                                      rzeczywistą wartością czy z hucpą, jałowym 'skandalizowaniem', epatowaniem. ale
                                      z drugiej strony, jeśli się z góry przychodzi z nastawieniem typu: tylko bez
                                      brzydkich wyrazów proszę, czy broń boże nagości itp., no to można sobie
                                      wyobrazić, o jakie 'wrażenia' delikwentce/owi chodzi, raczej o utwierdzenie się
                                      w swoim oglądzie świata, o "rozrywkę". no a to jest teoria estetyki godna
                                      inzyniera mamonia.



                                      > Dlaczego? Bo zaklada pewna konwencje (galeria, kino, sala koncertowa, scena
                                      > teatru), ktora juz dzieli na "my-oni" wprowadzajac bariere porozumienia.
                                      > Najbardziej zywe spektakle teatralne z jakimi mialem do czynienia to "sztuka
                                      > uliczna", gdzie aktorzy po prostu mieszaja sie z tlumem a sceny brak. Tam
                                      gdzie
                                      >
                                      > przestrzen dla aktorow jest wygrodzona - niezaleznie od rozmachu zwykle jest
                                      > gorzej, przynajmniej w moim odbiorze.
                                      > Ale sztuka uliczna ma wiecej wspolnego ze sztuka jarmarczna, nizli ze sztuka
                                      > przez duze "S"
                                      > Podobnie muzyka - w jazzie nie widze wiekszego afrontu niz muzyk grajacy z
                                      nut.
                                      >
                                      > Najlepsze koncerty na jakich bylem to te, gdzie muzycy nawiazuja kontakt z
                                      > publika, czasem wrecz schodzac ze sceny. Ale znowu, odwolujemy sie wtedy do
                                      > grajkow ulicznych, a nie do "Sztuki" tak jak sie ja rozumie potocznie.
                                      >
                                      > > > Myslalem ze mowimy raczej o "dotykaniu czegos istotnego" niz "przyj
                                      > emnosci".
                                      > >

                                      >
                                      > IMO czasem "cos istotnego" potrafi budzic panike, obrzydzenie...
                                      >
                                      >
                                      • wykrywacz.klamcow Re: I tu się mocno nie zgodzę! 18.01.05, 22:29
                                        > wydaje mi sie, ze twoje uwagi dotycza raczej pewnego sposobu uprawiania i
                                        > odbioru sztuki, niz sztuki jako takiej. w tym sensie w pelni sie zgadzam. bo
                                        > przecież katharsis wiąże się jednak z jakims wstrząsem, wyrwaniem z gnuśnego,
                                        > otępiałego samozadowolenia, z jakimś zakwestionowaniem naszego oglądu świata
                                        > itp. bez twórczego przekraczania granic, rozbijania skostniałych form,

                                        Tyle ze najbardziej skostniale formy dotycza wlasnie sztuki.
                                        Zwroc uwage, ze jesli idzie o obecny "stan sztuki", to mamy obrazek mniej wiecej taki: wszystkie
                                        granice zostaly przekroczone, wszystkie formy rozbite - wolnosc totalna. Ciezko jestk kogokolwiek
                                        czymkolwiek zaszokowac, pokazac cos, co skloni do myslenia.
                                        Sztuka de facto staje sie niepotrzebna, a jej przedstawiciele sami nie bardzo wiedza co wlasciwie maja
                                        do powiedzenia.
                                        • sweetnighter Re: I tu się mocno nie zgodzę! 18.01.05, 23:41
                                          no to jest jednak mocno uproszczony i jednostronny pogląd na to, co w sztuce
                                          się dzieje. raczej trąci nostalgią za "starymi dobrymi czasami", która się
                                          zresztą odzywa w każdej epoce. jest jasne, że sztuka bez formy nie może
                                          istniec, chodzi natomiast o sprzeciw wobec wszelkiej fetyszyzacji czy
                                          schematyzującej rutyny. (taką rutyną moze byc oczywiscie rowniez "skandal").

                                          a dlaczego sztuka jest nam potrzebna? otóż moim zdaniem wlaśnie dlatego, że,
                                          aby lepiej zrozumieć świat i samych siebie, trzeba czasem wyjśc poza empiryczną
                                          bezpośredniość codziennego, praktycznego doświadczenia typu 'siłownia'. to jest
                                          własnie rola sztuki. prawdziwa sztuka jest zerwaniem z kliszami i
                                          przyzwyczajeniami codziennego doświadczenia, które w sposób nieuchronny
                                          zubażają, mówiąc górnolotnie, nasze doświadczenie własnego człowieczeństwa.
                                          >
                                          > Tyle ze najbardziej skostniale formy dotycza wlasnie sztuki.
                                          > Zwroc uwage, ze jesli idzie o obecny "stan sztuki", to mamy obrazek mniej
                                          wiece
                                          > j taki: wszystkie
                                          > granice zostaly przekroczone, wszystkie formy rozbite - wolnosc totalna.
                                          Ciezko
                                          > jestk kogokolwiek
                                          > czymkolwiek zaszokowac, pokazac cos, co skloni do myslenia.
                                          > Sztuka de facto staje sie niepotrzebna, a jej przedstawiciele sami nie bardzo
                                          w
                                          > iedza co wlasciwie maja
                                          > do powiedzenia.
                                          >
                                          >
                                          >
                                          • wykrywacz.klamcow Re: I tu się mocno nie zgodzę! 19.01.05, 00:03
                                            > no to jest jednak mocno uproszczony i jednostronny pogląd na to, co w sztuce
                                            > się dzieje. raczej trąci nostalgią za "starymi dobrymi czasami", która się
                                            > zresztą odzywa w każdej epoce.

                                            To juz Twoja interpretacja. Ja nigdzie nie mowie "kiedys bylo lepiej", jeno stwierdzam jak odbieram
                                            obecny stan rzeczy.

                                            > że sztuka bez formy nie może
                                            > istniec, chodzi natomiast o sprzeciw wobec wszelkiej fetyszyzacji czy
                                            > schematyzującej rutyny. (taką rutyną moze byc oczywiscie rowniez "skandal").

                                            Oczywiscie, i da sie go jak najbardziej wprzac do dzialan czysto komercyjnych.
                                            I jak poszukasz to okaze sie ze nie raz to robiono

                                            > a dlaczego sztuka jest nam potrzebna? otóż moim zdaniem wlaśnie dlatego, że,
                                            > aby lepiej zrozumieć świat i samych siebie, trzeba czasem wyjśc poza empiryczną
                                            > bezpośredniość codziennego, praktycznego doświadczenia typu 'siłownia

                                            Widzisz, tyle ze moim zdaniem "wyjsc poza empiryczna bezposredniosc codziennego" mozna za
                                            pomoca owej silowni. Tak naprawde nigdy nie wiesz jaki bodziec wywola jaki ciag reakcji. Silownia
                                            moze byc dla kogos przezyciem mistycznym - to zalezy od tego w jaka relacje wejdzie z owa silownia.

                                            > własnie rola sztuki. prawdziwa sztuka jest zerwaniem z kliszami i
                                            > przyzwyczajeniami codziennego doświadczenia, które w sposób nieuchronny
                                            > zubażają, mówiąc górnolotnie, nasze doświadczenie własnego człowieczeństwa.

                                            I tylko przez sztuke widzisz mozliwoc "zerwania z kliszami i przyzwyczajeniami"?
                                            Zadnych innych mozliwosci?
                      • kvinna Kłuję? ;-) 17.01.05, 10:34
                        Procesor, rozumiem dramat tych dzieci, ale nie rozumiem ludzi, którzy płodzą
                        jak króliki. N i e r o z u m i e m. W moim świecie znana jest antykoncepcja.
                        Kwestia różnej świadomości. Nic nie mogę na to poradzić. Mogę jedynie
                        zainteresować się losem tych dzieci (i coś dla nich zrobić, bo to jest
                        możliwe), ale nie będę oglądać tego łzawego serialu. Sorry.

                        Telenoweli nie oglądam.

                        Kurczę, no pewnie, że nie chce mi się sprawdzać, kto koło mnie siedzi w
                        teatrze, ale większe prawdopodobieństwo, że człowiek ze średnim co najmniej
                        wykształceniem. Nie obruszaj się.

                        Jeśli oglądałaś kiedykolwiek Wielką Grę, to wiesz, że zdarza się np. motorniczy
                        o przebogatej wiedzy i to jest piękne. Mówię o jakiejś średniej.
                        • walon_tkowa you are pathetic, kvinna...!!! nt 17.01.05, 10:46
                          • kvinna Tak myślisz? 17.01.05, 10:49
                            IMO, ten dokument jest patetyczny i nie do oglądania, jesli wiesz, o czym mówię.

                            p.s. skasowało mi się o trąbieniu, zatem tu: jestem pewna, że nie trąbię, a
                            stukam w klawiaturę ;-) Takie czasy. A potrzebę dzielenia się tym, co
                            interesującego zobaczyłam/przeczytałam będę odczuwać zawsze :-) Nie
                            przepraszam. Taką mam potrzebę.
                        • procesor nie, tylko skrzypisz.. :P 17.01.05, 10:48
                          Nie oglądam - ani tego programu o dzieciach (kiedyś jakis kawełek widziałam),
                          ani telenowel (kiedyś tak, ale mam granice których przekraczac nie wolno,
                          hehe), w dodatku nie pamiętam kiedy byłam w teatrze (pewnie brak potreb
                          wyższych , hehe).

                          Teatr życia codziennego, czasem cyrk.. To moja codzienna dawka poezji, prozy,
                          dramatu, komedii, melodramatu, kryminału, romansu.... :)


                          A Wielkiej Gry nie oglądam ze wzgledu na prowadząca - juz jako dziecku działąłą
                          mi na nerwy. Że tez jej jeszcze nie zastapili kimś milszym?? :)
                          Niektórzy tam występujący z takich "gier" uczynili zawód. A ich wyuczony nic z
                          tym nie ma wspólnego. :) A czasem nawet zainteresownaia, biznes to biznes.

                          NIe obruszam sie.
                          :)
                          Kurczę ide pracowac, co ja tu robię znowu?
                          • kvinna Biznes to biznes... 17.01.05, 10:58
                            Życzę Ci, abyś ze swojego zawodu uczyniłą autentyczną pasję, bo teraz chyba nie
                            bardzo Ci się podoba, prawda? ;-)

                            Z tym skrzypieniem nie było na poziomie, cóż.
                            Pozdrawiam.


                            Życie codzienne bez domieszki kultury.
                            No to Ci współczuję. Też całkiem szczerze.
                            • procesor Re: Biznes to biznes... 17.01.05, 11:14
                              kvinna napisała:
                              > Życzę Ci, abyś ze swojego zawodu uczyniłą autentyczną pasję, bo teraz chyba
                              > nie bardzo Ci się podoba, prawda? ;-)

                              Skąd ten wniosek? :)


                              > Z tym skrzypieniem nie było na poziomie, cóż.
                              > Pozdrawiam.

                              Cóż, spod poziomu jęczę, jako z tego piekła kręgu....


                              > Życie codzienne bez domieszki kultury.
                              > No to Ci współczuję. Też całkiem szczerze.

                              Dziękuję, dziękuje, od razu mi lepiej..
                              :D
                              • kvinna A mi się nie chce wycieczek osobistych n/t 17.01.05, 11:18
                            • r.richelieu życie codzienne bez domieszki kultury 17.01.05, 16:04
                              no to Ci współczuję
                              nierozumiem rozmnażających się jak króliki, a w teatrze bywają raczej ci z
                              minimum średnim

                              Proc o teatrze życia codziennego, a tu znowu, bez domieszki kultury. Skrzypią
                              drzwi komuś na trzecim piętrze i schody gdy tam wchodzi, i szczęka teściowej
                              skrzypi i framuga okna gdy mróz nie daje zamknąć okna do samego końca. Mąż ma
                              problem ze swoim być albo nie być w czterech kątach, pies tworzy melodię na
                              dwa.
                              Nic to, trzeba iść do teatru żeby zobaczyć jak drzwi skrzypią i schody i
                              szczęka szczęka, i być albo nie być, i na dwa. Ubrać się elegancko w atłasy i
                              tiule bo teatr opisany przez krytyków to kultura wyższa, a teatr stworzony
                              przez Kowalskiego Jana to worek z kartoflami psia mać nic nie warty.

                              Bo kultura wyższa znaczy niecodzienne musi być obowiązkowo. Więc co jest
                              kulturą wyższą dla pracujących na wyższych półkach, czy nie worek z kartoflami?
                              • procesor Re: życie codzienne bez domieszki kultury 17.01.05, 22:01
                                KArdynałko, miło że czasem jednak zaglądasz.. :)

                                A drzwi skrzypia na drugim. :D
                                • r.richelieu Re: życie codzienne bez domieszki kultury 17.01.05, 22:06
                                  a bo widzisz, jakoś mi tak nieswojsko było tutaj i trzeba się będzie
                                  przyzwyczajać na nowo ;)
                                  • procesor Re: życie codzienne bez domieszki kultury 17.01.05, 22:09
                                    r.richelieu napisała:
                                    > a bo widzisz, jakoś mi tak nieswojsko było tutaj i trzeba się będzie
                                    > przyzwyczajać na nowo ;)

                                    Czasem sie obco robi, fakt, jednak coś powoduje że wraca sie choćby po to by -
                                    sprawdzić. :)

                                    Ot, wspomnień czar.

                                    Ale bywa - bywa! - nadal nieźle. :)
                              • kvinna Przepraszam Cię, RR, 18.01.05, 09:28
                                ale czy Ty...jesteś głupia (mocne słowo) czy tylko taką rżniesz?

                                No to powodzenia.
                                Zrozumiałaś niewiele.
                                • r.richelieu Re: Przepraszam Cię, RR, 18.01.05, 23:49
                                  chciałabyś bym powiedziała, że rżnę głupią.. chciałabyś..
                                  niedoczekanie
                                  ;)
                                  • r.richelieu Re: Przepraszam Cię, RR, 19.01.05, 00:09
                                    ok, ustosunkuję się, bo nie wypada odwrócić kota ogonem

                                    Dla Ciebie teatr to miejsce magiczne, zgoda. Ale żeby nastąpiła magiczność musi
                                    ona upostaciawiać wyznawane przez czującego magię wartości. Więc jeśli teatr
                                    nie wrusza. A ma prawo nie wruszać. Mówisz o średniej, statystyka, jak
                                    powiedział wyżej kwieto, dziwna rzecz. 75% przykładowego statystycznego
                                    Kowalskiego będącego widzem teatru ma wykształcenie co najmniej średnie. Nie
                                    chce mi się sprawadzać ile dokładnie. A jaki jest odsetek całego społeczeństwa
                                    chodzącego do teatru? Pomniejszony wyraźnie, bo wypada chodzić do teatru. Więc
                                    co z tymi 3-5% ludzi? Gdzie przeżywają swoją mistykę? Nie przeżywają? Bo
                                    codzienność bez kultury (czymkolwiek ona jest) wara jest współczucia.

                                    Stworzono w teatrze miejsce przeżywania, pomijając już samą sztukę. A ile
                                    miejsc ważnych mijamy po drodze idąc do tego teatru. W naszych miejscach
                                    ważnych nie można doświadczyć wyższych uczuć. Niech będzie symbolem tylko dla
                                    nas, ale zetknięcie się z tym miejscem przywoła większą 3-aktówkę niż
                                    teatralna, bo teatralna dopiero chce być częścią naszego doświadczenia,
                                    przeżyte miejsce-symbol nią już jest.

    • alkmaar dobra. w czwartek pójdziemy 17.01.05, 12:32
      na nielegalne walki psów.
      • ziemiomorze Re: dobra. w czwartek pójdziemy 17.01.05, 15:02
        Kiedy ja pisalam o kreacji - walka psow nie jest kreacja, jest calkiem
        doslownym kawalkiem zycia - ktora dotyka.
        Pamietam, kiedy bylam mlodsza i nawet niespecjalnie afektowana, raczej mocniej
        introwertyczna, zdarzalo mi sie odbierac sztuke bardzo osobiscie, wprost,
        niemal bez udzialu intelektu. A teraz to zniklo. Zblaz?
        • dlugie.zycie.jamniczka Re: dobra. w czwartek pójdziemy 17.01.05, 19:11
          Ale czym ten Jarzyna poruszył koleżankę.Pewnie czymś
          brutalnym i wstrząsającym,właśnie w stylu tej kopulacji
          na worku kartofli,dodatkowo z brzytwą w zębach?Może się
          mylę,napisz.
          Coś takiego wali po emocjach i dlatego unikam.Nie chcę
          być szokowana w teatrze.
          Jak chcę przeżyć coś takiego by nie móc przestać o tym
          myśleć i mówić ,coś poruszającego idę na balet Ejfmana.
          Porusza bo jest piękne,mówi o życiu,przemijaniu,śmierci,
          namiętnościach,a nie jest brutalne,odrażające.
          Zwykle trafiam,ale zdarzają się i jemu ramoty zgrabne i
          dekoracyjne,ale nic ponad to.Jest to loteria.
          • ziemiomorze Re: dobra. w czwartek pójdziemy 17.01.05, 20:15
            Nikt mi nie wierzy, a ja naprawde napisalam o potrzebie zachlysniecia sie przez
            sztuke czyms autentycznym i do bolu glebokim, a nie gmeraniem z wierzchu;
            spotkaniu przez duze s i pe, nagla eksplozja czyjejs bliskosci bez cienia
            wstydu, i dalej w tym stylu. Mam wrazenie, ze to bylo kiedys i moim udzialem, a
            potem jakos przestalo.

            Zreszta, kogo dzis, na boga, wzrusza kopulacja, nawet i na worku
            • procesor Re: dobra. w czwartek pójdziemy 17.01.05, 22:08
              Ziemiomorze,
              żeby nastapiła taka reakcja w widzu, w słuchaczu,
              w_jakimkolwiek_odbiorcy_sztuki musi mieć co w nim zadrgać, wpaść w rezonans.

              Ostre szarpnięcie z każdej struny wydrze dzwięk. By weszła w rezonans nie
              szarpanie jest potzrebne i nie każdy dzwięk go wywoła..

              Stępienie zmysłów?
              Atakowani przez "mocne" obrazy znieczulamy się.
              Potem reakcje wywoła - ale czy jeszcze u wszytskich? - penis przybity do krzyża.
              A im dalej - tym mocniej?
              Az w końcu cos pęknie.
              I nic już nie będzie?
              • ziemiomorze Re: dobra. w czwartek pójdziemy 17.01.05, 22:26
                A nienie, zaraz
                Wzruszen do bolu silnych dostarcza mi odpowiednio stymulowane zycie, czasem
                nawet ponad moje watle sily (nie to, zebym narzekala). I tak mi sie jakos laczy
                zanik mojej wrazliwosci na sztuke z stymulowaniem zycia do silnych wzruszen.
                Banalne wnioski typu 'zycie wazniejsze od sztuki' mnie nie zadowola, bo to
                troche tak, jaby sie upierac, ze 'sen mara', a gowno, jak mawial stryj Jozinek.

                Wcale tez nie pisalam o wyscigu powiedzmy-artystow na epatowanie pissing
                christami, krowami w przekroju i korpusikami laleczek oblanymi czerwona farba;
                przeciwnie - raczej o intymnosci i pelnej namaszczenia ciszy, w jakim odbywa
                sie spotkanie artysty i odbiorcy, wymianie energii w obie strony a nie
                brutalnym znienacka walnieciem mlotkiem w czolo,
                • procesor Re: dobra. w czwartek pójdziemy 17.01.05, 22:35
                  Alez mnie tez o to chodzi Ziemiomorze!

                  Widze że o tej godzinie spada mi w zastraszającym tempie umiejętność
                  przekazywani myśli..

                  Właśnie o to mi chodzi że nie trzeba "szarpać" by wydobyć silny ton. Wystarczy
                  rezonans by poruszyć właściwa strunę. Ale i struna musi być - i ten co wie jak
                  takie struny wprawic w drżenie.

                  Ale częśc >artystów< uznaje jedynie walenie po głowie.

                  Nie tylko artystów.
                  • dlugie.zycie.jamniczka Re: dobra. w czwartek pójdziemy 18.01.05, 03:08
                    Myślę,że nie trafiłaś akurat na nic co by trafiło w
                    Twój czuły punkt.To wszystko jest kwestią nawet nie
                    ogólnej "stałej"wrażliwości,a chwili.Przypomina mi się
                    moment kiedy siedziałam w teatrze ;na scenie w strugach
                    deszczu,po kostki w wodzie tancerze tańczyli muzykę Bacha.
                    Żadnej fabuły,histori -sama muzyka ,światło ,woda,ruch.
                    Czyste piękno do łez.Jestem jednak pewna,że gdybym nie
                    przyszła tam w szczególnym ,wynikającym z niewesołych akurat
                    tego dnia przeżyć,nastroju,nie poruszyłoby mnie aż tak.Chociaż
                    nie wiem na pewno..
                    Ziemiomorze nie napisałaś co konkretnie poruszyło koleżankę;
                    treść,forma,treść wzmocniona formą?Słowem-czy Jarzyna zastosował
                    mocne bodżce?
    • paco_lopez Re: Na przyklad taki Jarzyna 17.01.05, 14:12
      No w kinie to ja tez nie pamietam, ale dzisiaj sniły mi sie takie obrzydlistwa,
      ze mnie mdli i bekam i rzygac mi sie chce i wolałbym, ze by to długo nie trwało.
    • vielonick Re: Na przyklad taki Jarzyna 17.01.05, 23:19
      coz... dorastanie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka