Dodaj do ulubionych

Czy informować pacjenta...

IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.02, 14:06
Jestem w szoku. Kilka dni temu moja kuzynka była operowana.Okazało się , że to
zjadliwa postać nowotworu.Już to samo jest przerażające , ale jeszcze gorszy
był sposób poinformowania o tym pacjentki. " Ma pani dzieci? Wobec tego niech
im pani zorganizuje życie , bo przed panią najwyżej pół roku..." Jej psychika
siadła zupełnie. Czy tak należy rozmawiać z pacjentem? Ona nawet nie pytała o
rokowania.Uświadomiono ją na siłę , nie dając nadziei....Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • Gość: Melba Re: Czy informować pacjenta... IP: *.chello.pl 06.06.02, 14:25
      A to Polska własnie...EEEECH!
      • Gość: roseanne Re: Czy informować pacjenta... IP: *.sympatico.ca 06.06.02, 16:17
        Przez jakis czas bylo to niewskazane ,aby pacjent dowiadywal sie o rozpoznaniu.
        na katrach szpitalnych wpisywane byly lacinskie nazwy odpowiednikow choroby.
        Jedyne ,co pacjent, rodzina, odwiedzajacy mogli przeczytac to guz. Nigdy: rak,
        zlosliwy itd.
        nawet po nieudanej operacji, bo tkanka nowotworowa byla za bardzo rozsiana po
        ciele chorego nie padala nazwa, nie informowano chorego, rodzineb. rzadko. ze
        lepiej sie przygotowac na najgorsze, "uporzadkowac swoje sprawy".
        Tu, lekarz MA OBOWIAZEK poinformowania pacjenta. Jego sprawa jak to zrobi.

        wolalabym wiedziec, jakby co.
      • Gość: xxx Re: Czy informować pacjenta... IP: 195.94.193.* 10.09.02, 09:08
        IDIOTKA!
        • Gość: inka_sama ??????????????????? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.09.02, 14:12
          Do kogo ta "idiotka"?
          Bo chyba nie do Roseanne???

          Może byś napisał/a o co chodzi?
    • ida_ Re: Czy informować pacjenta... 06.06.02, 15:05
      Gość portalu: beta napisał(a):

      > Jestem w szoku. Kilka dni temu moja kuzynka była operowana.Okazało się , że to
      > zjadliwa postać nowotworu.Już to samo jest przerażające , ale jeszcze gorszy
      > był sposób poinformowania o tym pacjentki. " Ma pani dzieci? Wobec tego niech
      > im pani zorganizuje życie , bo przed panią najwyżej pół roku..." Jej psychika
      > siadła zupełnie. Czy tak należy rozmawiać z pacjentem? Ona nawet nie pytała o
      > rokowania.Uświadomiono ją na siłę , nie dając nadziei....Co o tym sądzicie?
      >

      Ja wiem, wśród lekarzy jest pełno chamów, którzy mają zero taktu i wyczucia...
      Ale spójrz na to trochę z innej strony. Zaraz po operacji nie pytała, ale to
      pytanie prędzej czy póxniej by padło... Wolałaby usłyszeć kłamstwa typu "niech
      sie pani nie martwi, wszystko bedzie dobrze", czy prawdę (o ile takie
      kategoryczne stwierdzenie, ze "zostało pani poł roku zycia" można uznac za
      prawdę)?
      • hidden Re: Czy informować pacjenta... 06.06.02, 16:08
        Ja uważam,że dobrze,że ją poinformował.Zdecydowana większość lekarzy kłamie w
        takich przypadkach do samego końca.Ja osobiście wolałbym znać prawdę.Oczywiście
        wiele do życzenia zostaje sposób w jaki to zrobił....ale cóz tacy są polscy
        lekarze.Miałem z nimi trochę doczynienia i uważam,że to najbardziej
        zdegenerowana grupa społeczna.
        • elektra_ I znowu... 14.06.02, 15:08
          "Polscy lekarze to chamy"; "Najbardziej zdegenerowana grupa społeczna" - po co
          te ogolniki? Z iloma lekarzami meliscie do czynienia? Piecioma, dziesiecioma?
          dwudziestoma? To i tak za malo zeby wyciagac wnisoki co do calej, duzej badz co
          badz, grupy... Lekarz z pierwszego listu w tym watku rzeczywiscie taktem nie
          grzeszy, a jego zachowanie graniczylo z okrucienstwem. Ale pamietajmy, ze zlo
          zawsze bardziej sie pamieta i glebiej zapada w pamiec niz dobro... Zanm wielu
          lekarzy, jednego mam w najblizszej rodzinie. Spotkalam moze 2 aroganckich i
          nieuprzejmych... Reszta to mili, kulturalni ludzie...

          A co do glownego problemu... Uwazam, ze powinno sie infrmowac pacjenta, chocby
          po to, zeby zdazyl pozegnac sie z rodzina, przyjaciolmi (tyle razy sie
          slyszy "najbardziej boli, ze tyle jeszcze moglem i chcialem Jej/Jemu
          powiedziec"); nie podejmowac inwestycji nie do splaenia, zabezpieczyc
          przyszlosc rodzinie i tak dalej... Moze to przyziemne i pragmatyczne, ale...
          wazne.

          Pozdrawiam,

          Elektra
    • Gość: fnoll Re: Czy informować pacjenta... IP: *.bydgoska.krakow.pl 06.06.02, 16:17
      jesli ktos patrzy na cialo, jak na zepsuty samochod zupelnie niezalezny
      od "kierowcy siedzacego w glowie"...

      dla mnie ktos taki ma wiecej z rzeznika niz z medyka, a jeszcze jak de facto
      zajmuje sie ferowaniem wyrokow a nie dbaniem o zdrowie pacjenta - to jaki z
      niego pozytek?

      mysle, ze jest cos takiego jak "zdrowe" odejscie z tego swiata, i do tego na
      pewno potrzebna jest wiedza na temat swego stanu i perspektyw - ale podanie
      komus lakonicznego wyroku, to nie ten rodzaj wiedzy, ktory pomaga dobrze zyc
      do konca

      pzdr

      fnoll
    • Gość: Ala Re: INFORMOWAC TAK, ALE NIE DOBIJAC!!!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.06.02, 17:39
      Podlosc i brak profesjonalizmu. Jestem za szczera rozmowa , ale nadzieji nie
      powinno sie zabierac nikomu, bo nikt z nas Bogiem nie jest i poki czlowiek zyje
      poty jest szansa. Pytanie o dzieci uwazam po prostu za bestialstwo nie do
      wybaczenia. To nie jest biznes lekarza co sie dalej z nimi stanie. Mysle, ze
      ten sposob rozmowy to pogrzebanie czlowieka zywcem. Obled.
      • Gość: dodo kwestia formy? IP: 209.226.65.* 06.06.02, 20:09
        opisany lekarz na pewno do subtelnych nie nalezy choc mozna sie zastanowic czy
        w ogole istnieje subtelny sposob na poinformowanie kogos, ze najprawdopodobniej
        umrze za pol roku i ze powinien pozalatwiac swoje sprawy w miare szybko.
        obawiam sie, ze w obliczu takiej informacji sama tresc jest juz
        tak "dobijajaca", ze forma zaczyna jakby mniej znaczyc... ale moze sie myle...
        • Gość: Ala Re: kwestia formy? MIEDZY INNYMI IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.06.02, 00:40
          Nie ma najmniejszego powodu aby obciazac dodatkowo pacjenta nieumiejetnoscia w
          miare lagodnego przekazania takiej informacji, a wiec forma jest tu jak
          najbardziej istotna podobnie jak w kazdej sytuacji zyciowej. Czlowiek bedac
          zdrowym i silnym rowniez nie zyczylby sobie uzycia niewlasciwej formy w
          sytuacjach o wiele mniej stresujacych. Ja nazwalabym to kultura przekazu.
          Lekarz podobnie jak kazdy inny specjalista moze ja miec albo nie. Uwazam ze ten
          lekarz wlasnie jej nie pokazal w tej sytuacji. Sytuacja dzieci pacjentki to
          chyba juz nie jest diagnoza lekarska, szczegolnie wyrazona jakby to byla jakas
          sensacja a nie ludzka tragedia.
      • Gość: ida Re: INFORMOWAC TAK, ALE NIE DOBIJAC!!!! IP: *.csk.pl 06.06.02, 20:28
        Gość portalu: Ala napisał(a):

        > Podlosc i brak profesjonalizmu. Pytanie o dzieci uwazam po prostu za
        bestialstwo nie do
        > wybaczenia. To nie jest biznes lekarza co sie dalej z nimi stanie.

        Pewnie, nie jest biznes lekarza. lekarza powinny g... obchodzić cudze dzieci.
        Tylko weź pod uwagę, zanim zaczniesz wymyslać od bestialstwa, że ludzie maja
        czasem tak skomplikowaną sytuację rodzinną, że jesli nie chce się dopuścić do
        tego, żeby te dzieci po śmierci mamy trafiły prosto do domu dziecka czy jakiegoś
        przytułku(nawet jeśli tylko tymczasowo), to pewne ustalenia wypadałoby poczynić
        dużo, dużo wcześniej. I po to między innymi jest ta informacja.
        • Gość: Ania Re:Konował IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 06.06.02, 20:49
          On nie powinien leczyć!
          No ale jesteśmy w Polsce ,a wg mnie ponad 50 procent lekarzy to niedouczone
          tępaki.
          • Gość: ida Re:Konował IP: *.csk.pl 06.06.02, 20:57
            Gość portalu: Ania napisał(a):

            > On nie powinien leczyć!

            Dlaczego? Wiedza specjalistyczna to jedno, a umiejętność(a w tym przypadku raczej
            nieumiejętność) postępowania z ludźmi to drugie. Można byc profesorem i wybitnym
            specjalistą w swojej dziedzinie, a jednocześnie chamem jakich naprawdę ze świecą
            szukać...

            > No ale jesteśmy w Polsce ,a wg mnie ponad 50 procent lekarzy to niedouczone
            > tępaki.

            Rozumiem, że mówi to pani doktor :-)
            • Gość: ania Re:Konował IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 06.06.02, 21:01
              Tak,pani doktor po 9-letnirj praktyce w klinice monachijskiej
              • Gość: ida Re:Konował IP: *.csk.pl 06.06.02, 21:09
                Co do tych 50% to jestem skłonna sie zgodzić, ale zaznaczyłabym, że odsetek
                konowałów w Polsce nie odbiega specjalnie od europejskiej/swiatowej "normy"
                • Gość: samanta mowic! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 06.06.02, 21:25
                  Ja chcialabym wiedziec ile zycia mi zostalo .Mialabym mozliwosc pomyslenia wlasnie o swoim
                  dziecku, jak zapewnic mu dalsze zycie, pozalatwiac swoje sprawy itd. To moje zycie i uwazam ze mam
                  prawo do prawdy. chcialabym trafic wlasnie na takiego lekarza!
                  • Gość: Ala. Re: KWESTIA JAK POWIEDZIEC NIE CZY POWIEDZIEC IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.06.02, 00:32
                    A kto tu mowi ze tak istotna prawde powinno sie przed pacjentem ukrywac? To nie
                    jest kwestia CZY mowic tylko JAK mowic. Nie sadze ze wyrok smierci za pol roku
                    musial byc ogloszony lacznie z osobista uwaga lekarza co do dzieci. Sadzisz ze
                    matka sama by na to nie wpadla ze musi jeszcze pomyslec o dzieciach????
          • Gość: rybka Re:Konował IP: 195.94.193.* 10.09.02, 09:12
            Pochwal się swoim wykształceniem Aniu.........czyżbym się mylił.............:)?
        • Gość: Ala Re: INFORMOWAC TAK, ALE NIE DOBIJAC!!!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.06.02, 00:57
          Lekarza dokladnie g... obchodzily dzieci tej kobiety . Zabrzmialo to (o
          dzieciach) jak tania sensacja. A kiedy on jej dal czas na absorbcje informacji
          o smierci za pol roku? Nie slyszalam aby zaproponowal tej kobiecie jakas pomoc.
          Jesli ma rodzine to z nia powinien ewentualnie rozmawiac na ten temat, jesli
          nie ma to i tak dzieci trafia do domu dziecka.
          • Gość: Ala Re: INFORMOWAC TAK, ALE NIE DOBIJAC!!!! Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.06.02, 00:58
            Powyzszy post jest do Idy.
    • Gość: inka_s Re: Czy informować pacjenta... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 06.06.02, 23:37
      Gość portalu: beta napisał(a):
      > Jestem w szoku. Kilka dni temu moja kuzynka była operowana.Okazało się , że to
      > zjadliwa postać nowotworu.Już to samo jest przerażające , ale jeszcze gorszy
      > był sposób poinformowania o tym pacjentki. " Ma pani dzieci? Wobec tego niech
      > im pani zorganizuje życie , bo przed panią najwyżej pół roku..." Jej psychika
      > siadła zupełnie. Czy tak należy rozmawiać z pacjentem? Ona nawet nie pytała o
      > rokowania.Uświadomiono ją na siłę , nie dając nadziei....Co o tym sądzicie?

      Ja tez byłam w szoku jak przeczytałam ten post!!!
      Jestem za informowaniem pacjenta o stanie jego zdrowia - nawet o najgorszych
      rokowaniach. Ale na litość nie w ten bezwzględny i brutalny sposób! Gdybym była
      przy czymś takim ten lekarz dostałby chyba ode mie po twarzy. Choć moż enie, raz
      w życiu dałam komus w twarz (zasłużył) i czuje się z tym źle do tej pory...

      Do rzeczy. POnad trzydzieści lat temu w Stanach pani doktor Kubler-Ross zaczęła
      prowadzić rozmowy z pacjentami cieżko lub śmiertelnie chorymi. Wynikiem tych
      rozmów były systematyczne seminaria dla m.in. pracowników słuzby zdrowia.
      Chodziło właśnie o postępowanie z pacjentem w takiej sytuacji. Uswiadamiano
      lekarzom, pielęgniarkom (i innym) co ci ludzie czuja, do czego maja prawo, jak z
      nimi rozmawiać. Czego oczekuja. Jak im ułatwić pogodzenie się ze swoim losem.
      Książka doktor Kubler-Ross "Rozmowy o smierci i umieraniu" jest wydana w języku
      polskim. Napisana ponad 30 lat temu! Wydawałoby sie że każdy student medycyny
      powinien zapoznac sie z takimi zagadnieniami. Każdemu z nich
      może "grozić"sytuacja że będą musieli przekazaźć taką informację. I powinni
      zosatć nauczeni JAK TO ZROBIĆ!!! Pewnie że niektórzy mają wrodzona umiejętność
      porozumiewania się i zrobia to z taktem, z wyczuciem, nie odbierajac nadziei,
      choć i tak wiadomo że raczej tylko cud....

      Medycyna niestety traktuje człowieka jak kawałki mięsa - tylko niektórzy lekarze
      patrzą na pacjenta jak na człowieka a nie jak na "przypadek chorobowy".
      Myślę że tej chorej kobiecie można jeszcze pomoc.
      Pomóc przezyc godnie te resztę życia nawet jeśli to tylko parę miesięcy. Po to
      żeby mogła odejść spokojna o los najblizszych - tak dalece jak to możliwe.

      Co zrobic żeby lekarze nie byli tak bezduszni?...


      • marina2 Re: Czy informować pacjenta... 07.06.02, 09:21
        Kiedy zachorowalam i probowalam wydusic od lekarza jakie wlasciwie mam
        rokowania wil sie jak robal na wedce i unikal odpowiedzi.Potem po zmianie
        lekarza odkrylam niekompetencje pierwszego.Bardzo zloscilo mnie zbywanie i
        usmieszki ,lekcewazenie moich pytan co do diagnozy.Musialam podjac sto decyzji
        i przemeblowac swoje i rodziny zycie i nie wiedzialam na poczatku jak to zrobic
        na jak dlugo ,co sie bedzie ze mna dzialo , a lekarz ssal kciuka i sie migal.W
        koncu zmiana lekarza przyniosla rzeczowa diagnoze i bez mydlenia oczu i w
        spokojnej rozmowie dowiedzialam sie punkt po punkcie o co bedzie
        chodzilo.Gdybym miala perspektywe zejscia w miare przewidywalna koniecznie
        chcialabym wiedziec.
        Lata temu moja kolezanka psycholog kliniczny prowadzila cykl wykladow dla
        studentow medycyny w ramach duszpasterstwa akademickiego.Byly naprawde pieknie
        prowadzone i po latach w szpitalu spotykalam lekarzy ,ktorzy przeszli "przez
        jej rece".Potrafili sie pochylic nad pacjentem , a conajmniej dwoch z nich
        pracuje w hospicjum.Mysle,ze czegos brakuje w programie studiow medycznych.M
        • Gość: inka_s medyna - tylko soma? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.06.02, 12:26
          marina2 napisał(a):
          > Kiedy zachorowalam i probowalam wydusic od lekarza jakie wlasciwie mam
          > rokowania wil sie jak robal na wedce i unikal odpowiedzi.Potem po zmianie
          > lekarza odkrylam niekompetencje pierwszego.Bardzo zloscilo mnie zbywanie i
          > usmieszki ,lekcewazenie moich pytan co do diagnozy.Musialam podjac sto decyzji
          > i przemeblowac swoje i rodziny zycie i nie wiedzialam na poczatku jak to zrobic
          > na jak dlugo ,co sie bedzie ze mna dzialo , a lekarz ssal kciuka i sie migal.W
          > koncu zmiana lekarza przyniosla rzeczowa diagnoze i bez mydlenia oczu i w
          > spokojnej rozmowie dowiedzialam sie punkt po punkcie o co bedzie
          > chodzilo.Gdybym miala perspektywe zejscia w miare przewidywalna koniecznie
          > chcialabym wiedziec.

          No włąśnie - pozytywne jest to że teraz pacjent juz nie jest oszukiwany. Kiedyś
          tylko rodzina (ale czy zawsze?) była informowana o całej prawdzie. Też chciała
          bym wiedzieć co lekarz naprawdę wykrył - dla mnei to szczególnie ważne. Ale forma
          tez jest ważna nie tylko treść.
          Jak w starym kawale:
          Kowalskiemu zmarła matka, sierżant delikatnie chciał mu to przekazać.
          Zbiórka w szeregu.
          Komenda: wszyscy których matki żyją- wystap! Kowalski gdzie się pchasz?! Z
          powrotem!...
          Z taka delikatnościa...

          > Lata temu moja kolezanka psycholog kliniczny prowadzila cykl wykladow dla
          > studentow medycyny w ramach duszpasterstwa akademickiego.Byly naprawde pieknie
          > prowadzone i po latach w szpitalu spotykalam lekarzy ,ktorzy przeszli "przez
          > jej rece".Potrafili sie pochylic nad pacjentem , a conajmniej dwoch z nich
          > pracuje w hospicjum.Mysle,ze czegos brakuje w programie studiow medycznych.M

          No właśnie czemu? Czemu opieka medyczna ogranicza sie tylko do ciała? Przecież od
          dawna wiadomo że stan psychiki ma wpływ na zdrowie psychiczne. Więc czemu to nie
          jest uwzględniane? Tylko niektórzy lekarze zajmuja się całościowo pacjentem.
          Nawet tylko "cieleśnie". Bo ilu leczy jeden organ (objawowo) a tak naprawde coś
          zupełnie innego należałoby wyleczyc?
          Mój ojciec lata całe był leczony na wrzody żołądka. Po zoperowaniu obustronnej
          przepukliny - wrzody tez "zniknęły"...Cud? ;-)
          Ech te diagnozy....
          Stare ale prawdziwe - żeby się leczyc - to trzeba mieć zdrowie!
    • ta_mar_ta Re: Czy informować pacjenta... 07.06.02, 13:26
      Póki co stan prawny w naszym kraju jest taki :

      - pacjent ma prawo do pełnej informacji na temat swojego stanu zdrowia
      i poproszony o nią jego lekarz nie może informacji odmówić, tzn
      nie może "kręcić" i ukrywać prawdy.

      - pacjent może nie życzyć sobie wyjawiania mu prawdy o jego stanie zdrowia i
      wtedy powinien o tym poinformować swojego lekarza. W tej sytuacji pacjent może
      ( ale nie musi) wskazać członka rodziny, któremu informacje bedą przekazywane i
      może wskazać ich zakres ( tzn może dowolnie ograniczyc zakres udzielanych
      informacji np wszystkie poza wiadomością o nowotworze złośliwym).
      Lekarz musi te dyzpozycje pacjenta uszanować.

      - Lekarzowi NIE WOLNO bez zgody pacjenta udzielać ŻADNYCH informacji o jego
      stanie zdrowia KOMUKOLWIEK !
      To nienaruszalne prawo pacjenta do zachowania w tajemnicy jego prywatności
      jakże często , automatycznie jest łamane ( o przebiegu leczenia informowani są
      małżonkowie, dzieci , ciotki i pociotki).
      Większość pacjentów nie wie,że informowanie kogokolwiek o stanie ich zdrowia
      bez pytania o zgodę jest łamaniem prawa!

      - Lekarz nie ma obowiązku ( bez wyrażonej prośby pacjenta) informowania go
      o "sprawach ostatecznych" tzn bardzo złym rokowaniu co do życia.
      We własnym sumieniu rozstrzyga wówczas, czy wyłożyc cała prawdę, czy jej
      pacjentowi oszczędzić. Powinien brać pod uwagę stan psychiczny pacjenta, jego
      sytuację życiową i wiele indywidualnych czynników.

      Aktualnie, mimo braku jednoznacznych przepisów w tej delikatnej materii ,jest
      preferowana tendencja do mówienia prawdy o stanie zdrowia, podobnie, jak od lat
      dzieje się np w Stanach.
      Polscy lekarze nie odbierają jednak żadnego wyszkolenia w tym zakresie, wobec
      tego sposób przekazywania takich wiadomości zależy od ich osobistej kultury,
      wychowania i wrażliwości.
      Z posiadaniem tych cech bywa różnie, niestety...

      Jeśli lekarz podejmie decyzję o przedstawieniu całej bolesnej prawdy powinien
      zrobić to w sposób taktowny i kulturalny z poszanowaniem godności człowieka i
      współczuciem dla niego.
      Ta kwestia nie ulega wątpliwości.

      O zaawansowanej chorobie nowotworowej mojej Mamy zostałam poinformowana przez
      lekarza, który przemierzał korytarz szpitalny szybkim krokiem i rzucił przez
      ramię" Pani matka ma nowotwór żoładka , chyba nieoperacyjny".
      Merytotycznie miał rację...

      Ta_
      • Gość: inka Re: Czy informować pacjenta... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.06.02, 13:40
        ta_mar_ta napisał:
        "O zaawansowanej chorobie nowotworowej mojej Mamy zostałam poinformowana przez
        lekarza, który przemierzał korytarz szpitalny szybkim krokiem i rzucił przez
        ramię" Pani matka ma nowotwór żoładka , chyba nieoperacyjny".
        Merytotycznie miał rację...

        Ta_"

        A może lekarze sie tego boją?
        Idą na studia uczyć się ratować ludzkie życie .
        Nikt ich nie uczy jak samemu uporac się z własna bezradnościa wobec
        nieuleczalności choroby pacjenta?

        • Gość: dodo Re: Czy informować pacjenta... IP: 209.226.65.* 07.06.02, 14:54
          to sie zapytam jeszcze raz. i prosze nie myslec zem wredna, zlosliwa czy bez
          serca.
          ta_mar_to, czy gdyby ten sam lekarz spedzil z toba w swoim gabinecie pol
          godziny mowiac ci dokladnie to samo, co rzucil przez ramie ale delikatnie,
          uprzejmie i spokojnie, to czy to zmieniloby cokolwiek?
          osobiscie mysle, ze nie - swiat moze sie walic kulturalnie czy chamsko - i tak
          sie wali - efekt koncowy jest dokladnie ten sam.
          czy naprawde tak strasznie wazne jest "jak" sie wali?
          • ta_mar_ta efekt końcowy 07.06.02, 21:07
            Gość portalu: dodo napisał(a):

            > ta_mar_to, czy gdyby ten sam lekarz spedzil z toba w swoim gabinecie pol
            > godziny mowiac ci dokladnie to samo, co rzucil przez ramie ale delikatnie,
            > uprzejmie i spokojnie, to czy to zmieniloby cokolwiek?

            Lekarz informując mnie w sposób, jaki opisałam wyraził brak szacunku do cudzego
            cierpienia ( w tym wypadku mojego), co w moich oczach podważa jego szeroko
            rozumiane kompetencje zawodowe. Każdy ma prawo być traktowany uprzejmie i z
            szacunkiem. Jako lekarz powinien zdawać sobie sprawe ze skutków stresu jaki
            człowiek informowany o śmiertelnej chorobie swojego najblizszego doznaje, nie
            zadbał więc także o moje zdrowie, a zrobić to powinien chociażby z obowiązku
            zawodowego.
            Informując mnie o stanie zdrowia mojej matki w miejscu publicznym nie zadbał
            także o zachowanie tajemnicy lekarskiej.

            > osobiscie mysle, ze nie - swiat moze sie walic kulturalnie czy chamsko - i tak
            > sie wali - efekt koncowy jest dokladnie ten sam.
            > czy naprawde tak strasznie wazne jest "jak" sie wali?

            Efektem końcowym jest śmierć nas wszystkich, przynajmniej to jest pewne.
            Efekt końcowy życia jest taki sam.
            Zatem nieważne JAK się żyje? Dodo !!!!

            Ta_
            • Gość: dodo Re: efekt końcowy IP: 209.226.65.* 07.06.02, 21:35
              nie az tak skrajnie, nie :-)
              ale... ale... czy w tym naszym domaganiu sie kultury, uprzejmosci, szacunku
              i calej reszty ogolnego beblania nie staramy sie "zaczarowac" tego, co
              ostateczne?
              mam wrazenie, ze gdzies w podswiadomosci niektorych jest oczekiwanie pewnej
              magii - jezeli doktor bedzie mily i w sposob mily powie mi, ze mam umrzec juz
              niedlugo to moze to nie bedzie tak "na powaznie", moze uda sie z nim cos
              wynegocjowac...
              jest to pewnie zrozumiale biorac pod uwage ostatecznosc wyroku ale na zimno
              patrzac kompletnie chybione.
              dlatego o ile nie akceptuje informowania kogokolwiek o czymkolwiek naprawde
              waznym w obecnosci osob trzecich (i tu twoj lekarz z korytarza zawinil bardzo),
              o tyle sama bezposredniosc przekazu az tak mnie nie porusza, bo w koncu bylo
              krotko i wezlowato, i to the point.
    • bruizor Re: Czy informować pacjenta... 07.06.02, 16:36
      Zwróćcie uwagę Szanowni Dyskutanci, że lekarze do Polski nie przylatują z
      księżyca, tylko wychowują się w tym społeczeństwie. Jakie społeczeńsytwo - tacy
      lekarze.
      • roseanne Re: Czy informować pacjenta... 07.06.02, 22:32
        lekarze sie nie wychowyja w spoleczenstwie.
        lekarze studiuje medycyne.
        powinni rowniez chlapnac troche etyki

        polecam film z Emma Tompson, o umieraniu na raka, poszperam za tytulem i podam
        w godzinach wieczorno-nocnych.
        • bruizor Re: Czy informować pacjenta... 08.06.02, 01:24
          roseanne napisał(a):

          > lekarze sie nie wychowyja w spoleczenstwie.
          > lekarze studiuje medycyne.
          > powinni rowniez chlapnac troche etyki

          Twoje stanowisko Roseanne jest naprawdę budujące - kultury i etycznego
          postępowania można nauczyć! Może zdecydujesz się ujawnić gdzie istnieje taka
          szkoła. Czyżby była nią zwykła Akademia Medyczna z zajęciami z anatomii,
          fizjologii, patologii...
          Studenci którzy uzyskają najwyższe średnie ocen zapewne w pracy będą mieli
          najwięcej kultury i nienaganną postawę etyczną...

          • roseanne etyka zawodowa 08.06.02, 02:29
            nie wiem, czy kpisz ze mnie ,czy tylko pytasz.
            Wychodze z zalozenia ,ze skoro ja ,pielegniarka, mialam wyklady z tego
            przedmiotu to tym bardziej lekarze powinni miec to w zakresie studiow.
            Przy przyjmowaniu do "mojej szkolki" wielki wplyw miala osobista romowa z
            kandydatem/tka, jakie jest podejscie do ludzi, rozwiazywaniu problemow itd.
            ech, po co to pisze.

            spotkalam lekarzy i sympatycznych - ludzkich i bezdusznych specjalistow.
            ludzie, ludzie, ludzie
    • Gość: beta Re: Czy informować pacjenta... IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 07.06.02, 23:11
      Nie podzielam opinii , że w Polsce lekarze nie potrafią rozmawiać o śmiertelnej
      chorobie.Moja Mama , młoda zupełnie kobieta też chorowała na raka.Dzięki
      prowadzącemu ją lekarzowi przeżyła dziesięć lat , choć rokowania były
      beznadziejne.Wiedziała na co choruje , ale on zawsze mówił: pani Kasiu ,
      potrzebna jest chemia , bo narobiło się balaganu , ale poradzimy sobie.Zawsze
      powtarzał , że trzeba walczyć.To nie tylko medycyna , to on dał nam dziesięć
      wspaniałych lat życia.Dzięki niemu odeszła spokojnie.Dlatego tym bardziej się
      burzę , bo wiem jak może być.
      • Gość: inka Re: Czy informować pacjenta... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.06.02, 23:25
        Czyli jednak są! Jednak można, w Polsce również. Ten lekarz nie odebrał jej
        woli walki, nie zabrał nadziei. Może dlatego udało się wywalczyć aż 10 lat
        zycia. Może gdyby załatwił to jak ten z pierwszego postu ("Ma pani dzieci?(...)
        zostało pani najwyżej 6 miesięcy") nie miałaby sił, zrezygnowała z walki - i
        faktycznie umarła wcześniej???

        Problem kultury lekarzy to nie tylko problem z mówieniem pacjentowi o
        perspektywie rychłej śmierci.
        Tajemnica lekarska... Jak o nia zadbać gdy na sali po porodzie leży sześć
        kobiet a w czasie obchodu lekarze pełnym głosem zadaja bardzo intymne pytania,
        nie mówiąć o badaniu??Ech... Dlatego za drugim razem ja wybrałam płatny ale
        oddzielny pokój (rodzina się zrzuciła). O wiele szybciej wracałam do formy.

        Może problem jest w tym że do bycia dobrym lekarzem nie wystarczy mieć piatki z
        egzaminów - przydałoby się jeszcze powołanie.
        A zreszta - nigdy nie wiesz czy nie trafiłaś na lekarza co miał trójczyny. Brrr
      • Gość: Ala Re: Czy informować pacjenta...beta IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.06.02, 01:02
        Wlasnie takiego lekarza wszyscy mozemy sobie tylko zyczyc, ktory doda otuchy w
        sytuacji nawet beznadziejnej. Bo wiadomoz:wiara czyni cuda . Prawda tak ale nie
        odbierajmy nigdy nikomu tej malej nawet nutki nadzieji no i przede wszystkim
        postawmy sie w sytuacji drugiego czlowieka i przekazmy mu te okrutna prawde bez
        extra ciezaru.
    • Gość: renata34 Re: Czy informować pacjenta... IP: 209.179.95.* 21.06.02, 23:41
      Moja mama w wieku 27 lat zachorowala na bialaczke, a bylo to w latach 70-tych,
      gdy jeszcze choroba ta byla calkowicie nieuleczalna. Ja w tym czasie mialam 4
      lata , moja siostra rok. Lekarz poinformowal mojego tate o Jej stanie i raczej
      nie dawal nadzieji, ale moj tatus postanowil mame oszukac, mowiac jej, ze to
      tylko bardzo silna anemia, o niemowienie mamie prawdy poprosil tez lekarza.
      Niewiele pamietam szczegolow z tego okresu, gdyz bylam za mala, ale wiem, ze
      byl wczesniej jakis szpital, trasfuzje, i chyba chemia, ale moja mama wciaz
      wierzyla w wersje z anemia i ze juz niedlugo wyzdrowieje. I nastapil jakby cud,
      moja mama czula sie coraz lepiej, jej wyniki analizy krwii wypadly nad zwyczaj
      dobrze, tak ze sam lekarz byl zszokowany. To tak jakby choroba zaczela sie
      cofac. Doszlo do tego, ze mogla normalnie zyc i tylko raz na miesiac musiala
      jechac do Warszawy do kliniki na kontrole. Raz pojechala sama, gdyz czula sie
      zupelnie dobrze i spotkala na korytarzu pielegniarke, ktora podniesionym glosem
      nakrzyczala na nia: "A co pani taka opalona, to pani nie wie, ze chorym na
      bialaczke nie wolno sie opalac?!" I to byl moment przelomowy, moja mama
      zalamala sie zupelnie, miala pretensje do mojego taty, ze ja oszukal i znow
      trafila do szpitala. Tym razem choroba bardzo szybko posuwala sie na przod i
      wkrotce moja mamusia umarla. Mysle, ze wiara w wyzdrowienie sprawila cud i moja
      mama zaczela faktycznie zdrowiec, a prawda odebrala jej nadzieje i cud przestal
      dzialac.

      Co o tym myslicie? Czy czasami nie jest lepiej oklamac?
      • krychal Re: Czy informować pacjenta... 09.09.02, 21:58
        Fakt, prawda może zabić....
    • capa_negra Re: Czy informować pacjenta... 10.09.02, 15:00
      Osobiście uważam, ze nawet najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa.
      Chciałabym wiedzieć ile mam czasu na załatwienie i uporządkowanie spraw, na
      nacieszenie i pozegnanie sie z bliskimi - zreszta nic tak nie wykańcza
      psychicznie jak domysły..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka