Dodaj do ulubionych

Ze mną chyba nie jest dobrze...

09.03.05, 21:49
Od jakiegoś czasu kompletnie nic mi się nie chce. Ludzie mnie męczą,
najchętniej nie utrzymywałabym z nimi żadnych kontaktów lub ograniczyła je do
całkowitego minimum. Jak muszę dłużej z kimś przebywać lub współpracować -
zaczyna mnie denerwować i irytować. Nie umiem wykrzesac z siebie uprzejmosci,
nie jestetem wulgarna czy agresywna - ale oschła.
I już nie wiem, co mam robić... Co się ze mną dzieje...
Obserwuj wątek
    • uhu_an Re: Ze mną chyba nie jest dobrze... 09.03.05, 21:50
      deprecha
      • imagiro Re: Ze mną chyba nie jest dobrze... 09.03.05, 21:52
        uhu_an napisała:

        > deprecha
        ***
        gorzej ...
        • daimona jeśli gorzej... 09.03.05, 22:04
          to co?
          I jak mam się wziąć za siebie?
          Gdzie pójść?
          Neurolog, psycholog czy psychiatra?
          • imagiro Re: jeśli gorzej... 09.03.05, 22:08
            joga. czytasz po angielsku ? oto link:
            www.yogaworld.org/index.htm
            • daimona może faktycznie warto... 09.03.05, 22:12
              kiedyś chodziłam przez pół roku, faktycznie lepiej się po niej czułam, potem się
              przeniosłam i straciłam możliwość chodzenia na zajęcia...
              Właśnie na jogę się zapisałam, jak ta moja drażliwość zaczęła wzrastać. Był
              delikatny spadek napięcia, ale nadal łatwo się irytowałam (szczególnie w pracy).
              Za to kondycję fizyczną miałam wtedy świetną...
              • imagiro Re: może faktycznie warto... 09.03.05, 22:23
                widzisz, joga to nie karetka pogotowia, potrzebna jest wytrwalosc, ale o skutki
                nie musisz sie martwic. one przyjda, codziennie dobudujesz jedna cegielke
                siebie samej. sproboj.
    • psychoguru A cos bylo? 09.03.05, 21:53
      daimona napisała:

      > Od jakiegoś czasu kompletnie nic mi się nie chce. Ludzie mnie męczą,
      > najchętniej nie utrzymywałabym z nimi żadnych kontaktów lub ograniczyła je do
      > całkowitego minimum. Jak muszę dłużej z kimś przebywać lub współpracować -
      > zaczyna mnie denerwować i irytować. Nie umiem wykrzesac z siebie uprzejmosci,
      > nie jestetem wulgarna czy agresywna - ale oschła.
      > I już nie wiem, co mam robić... Co się ze mną dzieje...

      Byly jakies niepomyslne wydarzenia ostatnio?
      Zycie prywatne w porzadku?
      • imagiro Re: A cos bylo? 09.03.05, 21:54
        a ty co ? szpiegostwem sie zajmujesz w wolnych chwilach ?
        • psychoguru Z-ca komandosa? 09.03.05, 21:57
          imagiro napisał:

          > a ty co ? szpiegostwem sie zajmujesz w wolnych chwilach ?

          Przejmujesz styl komandosa?
          • lunar1978 Re: Z-ca komandosa? 09.03.05, 21:59
            to komandos ma styl? Nie wiedziałem :-))
          • imagiro Re: Z-ca komandosa? 09.03.05, 21:59
            psychoguru napisała:

            > imagiro napisał:
            >
            > > a ty co ? szpiegostwem sie zajmujesz w wolnych chwilach ?
            >
            > Przejmujesz styl komandosa?
            ***
            jestem delikatniejszy, nie zauwazyles ?
            • psychoguru Z-ca 09.03.05, 22:16
              imagiro napisał:

              > > Przejmujesz styl komandosa?
              > ***
              > jestem delikatniejszy, nie zauwazyles ?

              Bo jestes poczatkujacy z-ca komanda?
          • alicja-ciekawska Moze byscie potraktowali 09.03.05, 22:01
            powaznie ten watek!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            -moze ona ma jakis problem ?????
      • daimona To się chyba stopniowo kumulowało 09.03.05, 22:02
        Szczególnie od początku zeszłego roku - nerwy związane z mieszkaniem, potem
        poważna choroba Mamy, stres, we wrześniu nagła śmierć mojej kotki na moich oczach
        , wcześniej groźba zlikwidowania stanowisk w firmie...
        Teraz informacja z pracy, że ludzie nie chcą ze mną współpracować... trochę im
        się nie dziwię, bo mówię sucho i oschle - i że mam miesiąc na poprawienie tej
        sytuacji.
        A parę lat wcześniej nieudany związek, którego koniec przybił mnie na 2 lata.
        wtedy miałam deprechę, ale nie objawiało się to w ten sposób... Raczej właśnie
        wtedy prowadziłam chyba najbardziej ożywione życie towarzyskie. Źle mi było
        tylko wtedy, jak byłam sama.
        Nigdy raczej nie byłam stworzeniem społecznym, wystarczało mi 2-3 znajomych, ale
        teraz nawet z tymi dobrymi znajomymi, których mam od lat... nie chce mi się
        spotykać. Nie potrafię z siebie wykrzesać dosłownie niczego.
        • psychoguru Nie ma sie co dziwic 09.03.05, 22:13
          daimona napisała:

          > Szczególnie od początku zeszłego roku - nerwy związane z mieszkaniem, potem
          > poważna choroba Mamy, stres, we wrześniu nagła śmierć mojej kotki na moich
          > oczach, wcześniej groźba zlikwidowania stanowisk w firmie...
          > Teraz informacja z pracy, że ludzie nie chcą ze mną współpracować... trochę im
          > się nie dziwię, bo mówię sucho i oschle - i że mam miesiąc na poprawienie tej
          > sytuacji.
          > A parę lat wcześniej nieudany związek, którego koniec przybił mnie na 2 lata.
          > wtedy miałam deprechę, ale nie objawiało się to w ten sposób... Raczej właśnie
          > wtedy prowadziłam chyba najbardziej ożywione życie towarzyskie. Źle mi było
          > tylko wtedy, jak byłam sama.

          Twoj stan psychiczny odzwierciedla sytuacje jesli wezmie sie pod uwage slaba
          osobowosc (np. smierc kotki juz sie powinna dobrze zatrzec w pamieci).

          Jest powod do powaznego niepokoju bo jestes na zjezdzie do porzadnej depresji.
          Chyba najlepiej byloby zaczac dzialac od razu zanim bedzie za pozno, moze udac
          sie do specjalisty?

          Inna droga to odbudowanie kontaktow z ludzmi ale to wymaga czasu.
          • daimona gdzie najlepiej? 09.03.05, 22:16
            Do jakiego lekarza?

            Psycholog, neurolog...?
            Ja naprawdę chcę z tego wyjść.
        • milosnikkota Re: To się chyba stopniowo kumulowało 09.03.05, 22:16
          Wygląda na to, że wiele się ostatnio bardzo przykrych rzeczy wydarzyło w twoim
          życiu. Już przy pierwszym twoim poście pomyślałam, że chyba jesteś zmęczona.
          Pewnie to zabrzmi banalnie, ale zwróć większą uwagę na siebie, na to czego ty
          sama potrzebujesz.
          Być może od dłuższego czasu żyłaś sprawami na które nie miałaś ochoty i które
          były wbrew tobie. Twój organizm daje ci znaki, że czas coś zmienić.
          • daimona tak, jestem zmęczona 09.03.05, 22:28
            Mimo że własnie skończyłam 2 tygodniowy urlop - cały przesiedziałam w domu.
            Praktycznie nic nie robiąc...
            Nie wyjechałam nigdzie, bo spłacam długi.

            A jak strace pracę - to przechlapane będzie dokumentnie.

            Sytuacja w pracy, to nie tylko moja wina -mam szefa, który celuje w
            niekonsekwencji i zmienianiu zdania, jak chorągiewka na wietrze. Ustala najpierw
            jakieś zasady, ja wg nich przymuje zamówienia od klientów, a potem nagle zmienia
            te zasady, które miały być nienaruszalne... i ja wychodze na idiotke i tą, która
            nie chce czegoś tam zrobić.
            Oprócz tego celuje w kretyńskich dowcipach, jak np.: w dzień mojego powrotu z
            urlopu ze złośliwym uśmieszkiem poinformował mnie, że ten komputer, przy którym
            pracowałam, zajął kolega i jak go nie zwolnię, kiedy kolega wróci (miał 2 dni
            wolne), to... i tu historyjka o tym jak to kolega ongiś (zresztą kumpel szefa)
            wkurzył się za kierownicą, wysiadł z samochodu, podszedł do stojącego w pobliżu,
            wyciągnął gościa i zaczął go bić.

            Przepraszam, ale nie łapię takiego poczucia humoru... raczej mnie to dodatkowo
            nakręciło, poczułam się jak rzecz, którą można przestawiac dowolnie z kąta w
            kąt. Odebrałam to jako całkowity brak szacunku do mojej osoby.
            Gdyby normalnie mnie poinformowano, że mam się przesiąść, bo cośtam - nie
            widziałąbym w tym problemu.
    • lunar1978 Re: Ze mną chyba nie jest dobrze... 09.03.05, 21:56
      od jakiegoś czasu...tzn? Z tego co wiem to niektórzy są podatni
      na depresję z powodu pogody, zima dała już im się we znaki i zużyła
      z nich zapas cały zapas energii i tęsknią za wiosną.
      Może wraz z nadejściem ciepłych dni to samo minie.
      Mam taką nadzieję.
    • seksuolog A moze niedobory? 09.03.05, 22:05
      daimona napisała:

      > Od jakiegoś czasu kompletnie nic mi się nie chce. Ludzie mnie męczą,
      > najchętniej nie utrzymywałabym z nimi żadnych kontaktów lub ograniczyła je do
      > całkowitego minimum. Jak muszę dłużej z kimś przebywać lub współpracować -
      > zaczyna mnie denerwować i irytować. Nie umiem wykrzesac z siebie uprzejmosci,
      > nie jestetem wulgarna czy agresywna - ale oschła.
      > I już nie wiem, co mam robić... Co się ze mną dzieje...

      Poirytowanie, rozdrażnienie, oschłosc, brak rownowagi emocjonalnej to czesto
      spotykane u kobiet efekty braku regularnego i zadowalajacego wspolzycia
      seksualnego. Moze to jest tez u ciebie przyczyna?
      • daimona może... 09.03.05, 22:14
        od jakiegoś czasu jestem sama.
        Chociaż obawiam się, ze nie jest to jedyna przyczyna... nie wiem... po prostu
        jestem zmeczona rozmowami, utrzymywaniem z kimkolwiek kontaktu.
        • psychoguru Sprawa rozwojowa 09.03.05, 22:21
          daimona napisała:

          > od jakiegoś czasu jestem sama.
          > Chociaż obawiam się, ze nie jest to jedyna przyczyna... nie wiem... po prostu
          > jestem zmeczona rozmowami, utrzymywaniem z kimkolwiek kontaktu.

          Jestes na najlepszej drodze do depresji a samotnosc i brak wspolzycia bardzo
          pogarsza sprawe. Lada moment moze byc nastepny typowy etap: pojawia sie mysli
          ze zycie jest bez sensu. A byc moze i mysli ze nie ma sensu tego dalej ciagnac.
          Wtedy sprintem do psychiatry ale juz teraz mozna zrobic spacerek.
          • daimona Re: Sprawa rozwojowa 09.03.05, 22:33
            Dzięki..
            Rozejrzę się w okolicy za lekarzem tej specjalności.
            Byleby mi tylko starczyło pary, żeby załatwić wizytę.
            Właśnie nie wiedziałam gdzie iść - czy neurolog, czy psycholog, czy psychiatra.
            • gapka Re: Sprawa rozwojowa 10.03.05, 10:41
              jak mialam depresje to zapisalam sie na Joge, ale Joga mnie meczyla
              tez mi sie nie chcialo.

              PS czy wszystkie stare panny sa w depesji?? nie! znam pare w swietnej kondycji
              emocjonalnej.
              • seksuolog Depresja starych panien? 10.03.05, 11:15
                gapka napisała:

                > PS czy wszystkie stare panny sa w depesji?? nie! znam pare w swietnej
                > kondycji emocjonalnej.

                Oczywiscie ze nie wszystkie i nie chodzi glownie o depresje. Ludowa
                gadka glosi ze "stare panny" sa humorzaste.

                Poza tym pod pojeciem starych panien czy kawalerow w naszych czasach
                rozumie sie osoby u ktorych poped seksualny jest stlumiony i nie jest
                w zaden sposob rozladowywany. A nie osoby nie majace stalego partnera
                bo one moga rozladowywac poped swoimi sposobami i byc w swietnej kondycji
                emocjonalnej albo miec niski poziom hormonow i nie odczuwac popedu.
                Natomiast stlumienie popedu bardzo czesto objawia sie problemami
                osobowosciwówymi lub psychicznymi szzcegolnie jesli poped jest silny.

                • daimona myślę, ze to może mieć znaczenie 10.03.05, 14:21
                  czyli wytłumienie popędu, ale nie sądzę, żeby była to jedyna przyczyna mojego
                  aktualnego stanu. Nie ma co generalizowac ;)
                  Dziś jest trochę lepiej, myślę, że przynajmniej przejdę się do lekarza. Tyle
                  zyskałam.
                  • kadka4 Re: myślę, ze to może mieć znaczenie 11.03.05, 09:13
                    seksuolog gada od rzeczy - przeciez jest masturbacja
                    albo nawet uduchowieni ludzie, np siostry zakonne maja taki blogi stan na
                    twarzach.
          • heal Depresja z której nie można wyjść. 12.03.05, 11:53
            psychoguru napisała:

            > daimona napisała:
            >
            > > od jakiegoś czasu jestem sama.
            > > Chociaż obawiam się, ze nie jest to jedyna przyczyna... nie wiem... po pr
            > ostu
            > > jestem zmeczona rozmowami, utrzymywaniem z kimkolwiek kontaktu.

            > Jestes na najlepszej drodze do depresji a samotnosc i brak wspolzycia bardzo
            > pogarsza sprawe. Lada moment moze byc nastepny typowy etap: pojawia sie mysli
            > ze zycie jest bez sensu. A byc moze i mysli ze nie ma sensu tego dalej
            ciagnac.
            > Wtedy sprintem do psychiatry ale juz teraz mozna zrobic spacerek.
            -------------------------

            Ja już tak mam od ponad pół roku. Gdybym miała odpowiednie środki, to już nie
            byłoby mnie. Najgorsze, że jeszcze rodzina mi dołożyła. Ale, i tak niczego
            innego nie można było spodziewać się. Nigdy nie mieli uczuć dla mnie. Smutne,
            ale dopiero, jak w innych sprawach poważnie siadło, to przekonałam się o tym,
            że nie można na nic innego liczyć od nich.
            Wiem, że nawet psycholog mi nie pomoże, bo potrzebuję innej pomocy. Rozwiązania
            podstawowego problem, czyli znalezienia pracy. A, tego po wcześniejszych
            doświadczeniach nie spodziewam się. Dobiła mnie też zdrada mojej miłości/uczuć
            i może wszystko właśnie to spotęgowało. Wcześniej dawałam sobie radę z emocjami.
            Nawet nie ma potrzeby nikomu o tym wszystkim mówić, bo i tak każdy myśli tylko
            o sobie. Kiedyś ja byłam wsparciem dla innych, a w ciężkich chwilach poznajemy
            prawdziwie ludzi. Co z tego, że wysłuchają. Najgorsze, jak jeszcze usłyszy się
            od kogoś, że nie może pomóc. A, nie prosiłam wtedy o pomoc. Wiem, jak jest z
            pracą.

            Może Daimona ma lepsze możliwości, ale ważne jest bardzo w takiej chwili
            wsparcie i zrozumienie innych ludzi. A, w tej pracy nie ma odpowiednich
            warunków. Może trochę ją rozumię.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka