forwanda
11.03.05, 09:48
Od ponad roku jestem w toksycznym związku, nawet nie wiem czy jestem bo co i
rusz rozstajemy się aby odpocząć od siebie i dać sobie czas. Oczekuję
ciepła, wyrazów miłości, zachwytu, nie otrzymuje jednak tego. Wręcz
przeciwnie, partner zazwyczaj zieje do mnie nienawiścią, czasem zimną
obojętnością. Ja takich emocjonalnych stanów nie miewam. Ze spokojem, można
powiedzieć z letnią krwią piorę go po pysku czasem obrzucę słownym gownem.
Uważam, że na to zasługuje gdyż jest samolubem, myśli wyłacznie o sobie, a w
zasadzie to mysli tylko o zaspokojeniu swoich łóżkowych rządz, będąc przy tym
tak mało romantycznym, za to nahalnie, nieudacznie kokieteryjnym.
Inteligencji mu nie staje za grosz o ile w ogóle można w jego przypadku mówić
o inteligencji. Praktycznie wygląda to tak, że wciąż mówi o tej miłości i
miłości, o której nie ma żadnego pojęcia, a mi wychodzi to już uszami i
zmuszona jestem dać mu w gębę. Początkowo próbował się odgryzać, a teraz
odpuszcza. Najgorsze jest to, ze odpuszcza z poczuciem niesamowitej wprost
wyższości.
Proszę, powiedzcie coś w tej sprawie. Jak to widzicie? Jakies rokowania.