16.12.13, 19:10
Trafilam do szpitala po probie s. Leze do czwartku na toksykologii i w czwartek przechodze (z wlasnej woli) na oddzial na Szpitalnej w Poznaniu. Macie jakies doswiadczenia z tym szpitalem? Jak w ogole wyglada zycie na takim oddziale? Boje sie, mam w sobie pelno stereotypow dotyczacych "psychiatryka". Napiszcie troche, co mnie czeka.
Obserwuj wątek
    • czubata Re: Szpital 16.12.13, 21:39
      Jeżeli to oddział zamknięty, ciężko będzie się przyzwyczaić do ograniczonej wolności. Bez decyzji lekarza prowadzącego, nie będziesz mogła samodzielnie, albo w ogóle nie będziesz mogła opuszczać oddziału przez jakiś czas. Lekarze są trudno dostępni, zazwyczaj widuje się ich pięć minut dziennie, a do ich gabinetów nie ma swobodnego wejścia (kiedyś nie było klamek). Czasami personel traktuje pacjentów jak powietrze. W łazienkach nie ma kluczyków, nie można się więc zamknąć i spokojnie wziąć prysznic.
      Moje pierwsze wrażenie na oddziale było takie, że nie powinnam tam być i chcę natychmiast wyjść. (to był trochę szok) Oczywiście, wydostanie się stamtąd już nie jest takie proste jak dostanie się tam. Bez zgody lekarza, nie ma takiej opcji. Z normalnego oddziału szpitalnego możesz, po prostu ubrać się i wyjść. Z zamkniętego psychiatrycznego nie wyjdziesz bez zgody lekarza.
      Zobaczysz też innych ludzi w psychozach. Niektóre osoby bywają bardzo pobudzone. Interwencje sanitariuszy to przykre widoki, tak samo jak pacjenci ubezwłasnowolnieni ruchowo (w pasach).

      Tak było tam gdzie ja byłam.

      Poza tym, jest spoko. Można tam poznać ciekawych, uzdolnionych i bardzo inteligentnych ludzi, doświadczonych życiem. Można dostać od samych pacjentów mnóstwo informacji i porad, odnośnie leków, czy lekarzy którzy tam pracują (kto jest dobrym lekarzem a kto jest do d...). Czasem drugi pacjent okaże się lepszym psychologiem niż psycholog oddziałowy. smile
      • palekkoszalek Re: Szpital 16.12.13, 22:02
        Dzieki za odpowiedz. Nie wiem, czy bede na zamknietym. Czy sa tam w ciagu dnia jakies zajecia, terapia, czy generalnie lezenie? Czy moge miec ze soba swoje rzeczy, ubrania, laptopa itp?
        • czubata Re: Szpital 16.12.13, 22:21
          Są różne zajęcia terapeutyczne, jakieś malowanie, rysowanie pod okiem terapeuty. Na oddziale na którym ja byłam,była też poranna gimnastyka. Już nie pamiętam czy tylko kilka razy w tygodniu, czy codziennie, są zebrania społeczności, omawia się sprawy oddziału, wtedy pacjenci mają prawo głosu. Jest do dyspozycji psycholog, zdarzają się nawet terapeuci, można podczas pobytu rozpocząć terapię. Życie toczy się na oddziale do południa, po południu lekarze i terapeuci się zmywają, robi się nuda, można leżeć.Będziesz mogła mieć swoje rzeczy, ale podejrzewam że na początku laptop będziesz miała skonfiskowany, bo ładowarka to... groźny kabel. Tak samo jak ładowarka od telefonu, czy suszarka. Będzie w dyżurce u pielęgniarek. Nie polecam zabierać laptopa bo tam giną rzeczy. Ubrania, kosmetyki, wszystko możesz mieć. Tylko maszynkę do golenia zabiorą na początku.
    • 0ffca Re: Szpital 16.12.13, 21:57
      czubata dobrze to opisała. Pierwsze wrażenie (chociaż ja byłam w ostrej manii z urojeniami itd, więc wszystko było dla mnie ciekawe i wszystko traktowałam jak dobrą imprezę, z której właściwie mnie wyciągnięto i zawieziono do szpitala) może być nieprzyjemne: pasy przy łóżkach, zero sznurówek, pasków, plastikowa "zastawa" i zero "cackania" się ze strony sanitariuszy. Tak to jest na oddziale zamkniętym. Co ważne, to faktycznie można tam spotkać niesamowitych ludzi, do dzisiaj utrzymuję z niektórymi konakt. Oddział otwarty to już bardziej sanatorium, chociaż zamków w drzwiach nie uświadczysz...Dużo można opowiadać, też zależy co konkretnie Cię interesuje. Jest to do przeżycia jak najbardziej, momentami jest nawet bardzo zabawnie. Z tym, że są to moje wspomnienia, z konkretnej placówki i konkretnego "stanu"
    • palekkoszalek Re: Szpital 16.12.13, 22:13
      i jak jest z odwiedzinami tam?
      • 0ffca Re: Szpital 16.12.13, 22:19
        na zamkniętym nie było żadnej terapii, bo też nie miałaby sensu, zamknięty jest do wstępnego "spacyfikowania" pacjentów lekami i częściowym odcięciem od świata. Na otwartym były zajęcia, pogadanki z psychologiem- ile warte- sama ocenisz. Nie wiem jak jest z laptopem/komórką, ale chyba nie można mieć telefonów...nie wiem, czy go nie miałam bo mi rodzina zabrała, czy nie można było go mieć. Jeśli chodzi o odwiedziny, to bez problemów, mnie odwiedzano o każdej porze dnia zarówno na zamkniętym, jak i otwartym, nie było też żadnych limitów czasowych
        • 0ffca Re: Szpital 16.12.13, 22:22
          odnośnie telefonu- mówiłam o zamkniętym, na otwartym możesz mieć jak najbardziej.
          • czubata Re: Szpital 16.12.13, 22:29
            Posiadanie telefonu zależy od stanu pacjenta. Jeżeli ktoś jest w takim stanie że jest umieszczony w izolatce,albo pasach, to ma odebrany telefon. Telefon mogłam mieć od początku, tylko mogłam go ładować u pielęgniarek, one trzymały ładowarkę. Ale pewnie, co szpital to inny zwyczaj.

            Odwiedziny mogły być codziennie po południu (teoretycznie) bo rodziny kręciły się po oddziale już z samego rana.
    • lisek.chytrusek Re: Szpital 16.12.13, 22:34
      Byłam na dwóch oddziałach zamkniętych w tym samym szpitalu. I kompletnie inaczej.
      Na pierwszym była terapia (rysunki, muzykoterapia, terapia grupowa), na drugim nic.
      Na pierwszym mieliśmy do dyspozycji salę terapii zajęciowej (rysowanie, lepienie z gliny, coś na zabicie czasu) i stół do pingponga. Na drugim tylko telewizor.
      Na obu: brak zamków, prysznic tylko za pozwoleniem pielęgniarki, czasem też pod jej dozorem.
      Odwiedziny bez limitu, telefon bez aparatu i laptopa można mieć, ale ładowarki zdeponowane w dyżurce.
      Na obu na początku obowiązywały szpitalne piżamy, po jakimś czasie (zależy od lekarza, u mnie były to ostatnio aż 3 tygodnie) można było nosić cywilne ciuchy, z czasem pozwalali wychodzić z oddziału, początkowo pod opieką rodziny.
      I tak jak pisała czubata - możesz wejść za zgodą, ale na własne żądanie nie tak prosto wyjść. Przekonałam się na własnej skórze smile Ale generalnie nie ma się czego bać, to po prostu szpital, krzywdy nie robią.
    • za_mszowe Re: Szpital 17.12.13, 12:28
      nie znam poznańskiego szpitala. sporo zalezy czy trafisz na oddział ogólnopsychiatryczny (jest najprzeróżniejsze wymieszanie pacjentów w naprawdę bardzo róńych stanach), czy np dla afektywnych - w Poznaniu chyba coś takiego jest, ale raczej, jeśli idziesz do szpitala tak nagle, jak teraz (nie ze skierowaniem od psychiatry), to przygotuj sie na ogólnopsychiatryczny tygiel. z chodzeniem obowiazkowo w piżamie przez cały dzień przez trzy tygodnie pierwszy raz w zyciu się spotykam - moglam od razu na drugi dzien przebrac się w jakiś dres czy sweter i jeansy. gorzej bylo przywyknac do swiadomosci, ze jestes w zamknieciu - przez pierwszy tydzien-dwa w ogole nie moglam wyjsc na dwór, nawet na kilka minut.

      laptopa moga ukraść (pacjenci oczywiście - chyba ze bedziesz non stop pilnowac torby z kompem, a jak sie da, to zostawisz ja pod kluczem w dyżurce u pielęgniarek), z telefonami różnie - sama bylam swiadkiem tego, ze dziewczyna z lozka obok, ktora trafila od razu po porodzie, stracila telefon, na ktory jej siostra ze szwagrem przesylali filmiki z nowo narodzonym synkiem. kradną też pieniądze, kawę, papierosy, kosmetyki, itp.

      generalnie nastaw sie na ustabilizowanie lekami, potem ew. - jak sie da przenieś się szybko na oddz otwarty (jesli będzie możliwość), bo raczej na terapię, jakąkolwiek, trudno w takich warunkach liczyć. (chyba że np robienie wyklejanek świątecznych masz już za formę terapii, a nie tylko organizacji czasu pacjentom).

      pamiętam, że na innym forum pisala lata temu dziewczyna, która byla moze w takim wieku, jak Ty teraz, opsiywala pobyt na Szpitalnej w Poznaniu (epizod manii), i wynikalo z tego, że ją po 3 tygodniach przeniesli na jakiś oddział półotwarty (mogła samodzielnie wychodzić na dwór, czy nawet poza teren szpitala), gdzie mieli rozne formy terapii. Nie wiem jak jest teraz, sama w ogóle bylam w szpitalu 5 lat temu (zupelnie gdzie indziej) i wiem, ze finansowo nfz namieszal raczej na gorsze.
      • lolinka2 Re: Szpital 17.12.13, 13:35
        ja mam doświadczenie 13-tygodniowe, z klinicznego w Lublinie, rok 2004.
        uprawnienia pacjentów kodowane są kolorami - od opcji nie ruszasz się z oddziału, po opcję wychodzisz swobodnie sama. Wszystko do negocjacji z prowadzącym.
        Mój prowadzący był dostępny o ile tylko technicznie był na oddziale. Terapii niet, ale z nim można było pogadać, a ja wtedy, jako świeżak niespecjalnie obeznany z chorobą tego pogadania potrzebowałam.
        Inni pacjenci = zupa 'przegląd tygodnia', czyli wszystko jak leci.
        Laptop - można, ale bez kabla (ładujesz u pielęgniarek).
        Komórka - j.w.
        Sztućce - z tego, co kojarzę, do wszystkiego służyły łyżki (?)
        Ciuchy - piżama tylko do spania, o 7 rano przychodzą pielęgniarki, pan od gimnastyki i masz się przebrać jak człowiek, ogarnąć, uczesać i zacząć dzień.
        Kradzieże - mnie nie zginęło nic. Szczęście (?) - może.
        Maksymalnie deficytowy towar = cukier. Bez niego śniadania tutejszego (tj. zupy mleczne) nie idzie zjeść, poza tym po lekach się załącza głód węglowodanowy. Drugi niezbędnik = picie (woda/ soki/ cokolwiek).

        Ja złych wspomnień nie mam, wręcz przeciwnie, tyle że ja tam dotarłam na własną prośbę i wyszłam w momencie, gdy zarówno lekarz jak i ja byliśmy pewni, że to dobry moment.
        • za_mszowe Re: Szpital 18.12.13, 15:14
          lolinka2 napisała:


          (...)>> Sztućce - z tego, co kojarzę, do wszystkiego służyły łyżki (?) (...)

          ooo, to do 2008 (chyba nawet 2007, odwiedzalam wtedy kilka osob i widzialam, jak jedzą obiady) lubelska klinika wzbogaciła się o widelce (noży chyba w żadnym tego typu szpitalu nie ma, ale jak ktos autoagresywny, to potnie sie zbitym kubkiem, wenflonem wyjętym z żyły, lub stłucze lustro z łazienki, albo będzie usiłował powiesić się na słuchawce od prysznica). rozumiem, ze pacjenci jedli kotlety czy inne mięso, trzymając w ręku i odgryzając po kawalku... zwykle dawali schab gotowany, twardy jak deska.

          mnie okradali z kawy (nie palę) i tego, co nieopatrznie, nie mając żadnej pamięci krotkotrwałej po elektrowstrząsach, zostawilam pod prysznicem - po minucie, dwoch nie bylo opcji,zeby cos zostalo. chyba jednak miałam "szczęście" do dwóch pań kleptomanek, w tym jednej w mojej sali.
          generalnie, dobrze było miec swoją herbatę do sniadania/kolacji (najlepiej jednak po prostu wodę) - widzialam parę razy jak ktos z pacjentow pluje do wspolnego wiadra z tym czyms, co dawali do picia. w drugim miesiacu pobytu (bylam niecale 8mcy - dopiero po tym czasie poprawilo mi sie na tyle, zeby jakos w miare funkcjonowac na zewnatrz), nauczylam sie jesc te wszystkie zupy mleczne, nie slodzac. kolacje czesto niejadalne, no i o 17stej, malo kto wytrzymal bez jedzenia do ósmej rano nastepnego dnia (zwykle w kazdym szpitalu - niezaleznie, czy psychiatrycznym, czy nie, kolacje sa tak wczesnie, lub o zblizonej porze). normalne bylo wtedy zamawianie pizzy, itp jedzenia z dowozem, w kilka osob. Jak już wreszcie moglam swobodnie wychodzic, robilam zakupy w sklepach poza terenem szpitala -w tym szpitalnym zwykle mieli samo mocno przetworzone jedzenie, a tyłam tak czy siak, chocby od braku ruchu i skopanego metabolizmu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka