Dodaj do ulubionych

mój mąż przepadł

13.03.05, 10:16
Nie spodobało mi się, że mój mąż wybiera się na męską imprezę, a ja siedzę z
dziećmi w domu. Poszedł oczywiście i tak, no i nie wrócił przez dwa dni.
Ponoć sam pił. Teraz dzwoni do mnie i pyta co ma zrobić. Jestem tak wściekła,
że najchętniej spakowałabym mu już torby. Najgorsze, że on mnie o to obwinia,
bo gdybym mu bez problemów pozwoliła, to byłoby ok. A mi się nie podoba, że
coraz częściej popija sobie, że nie zajmuje się dziećmi, że jest nieczuły i
obojętny. Jak wyczuć tę różnicę, kiedy trzeba iść na ustępstwa, a kiedy nie
popuścić? Wydaje mi się, że ja wciąż mu odpuszczam i on robi , co mu się
podoba. Jak sądzicie?
Obserwuj wątek
    • hubkulik Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 10:19
      Proponuje psychoterapie par, jakies wspolne pojscie na konsultacje z
      psychologiem.

      Pozdrawiam Hubert
      • ania722 Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 10:38
        Próbowałam już go nieraz namówić na terapię, ale on za żadne skarby się nie
        zgodzi. Uważa, że nie ma problemu, że nie bedzie nikomu obcemu nic opowiadał
        itp. To prawdziwy , głupi "macho", który nie uznaje żadnych autorytetów i nie
        pozwala sobie pomóc. A na co dzień, to bardzo miły i kulturalny człowiek. Co z
        takim robić? Jak mu pomóc?
        • hubkulik Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 10:49
          Chodzi o to, zeby znalezc jakies wspolne rozwiazanie. On chce miec swoje zycie
          i mozliwosc wypadow z kolegami, a Ty chcesz by bardziej zajmowal sie rodzina.
          Mysle, ze jest mozliwe dogadanie sie co do satysfakcjonujacego rozwiazania.
          Trzeba tylko na spokojnie go wspolnie poszukac.

          Pozdrawiam Hubert
    • habitus Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 11:53
      Słuchaj, sytuacja jest poważniejsza niż myślisz. Koniecznie zadzwoń do Telefonu
      Zaufania dla rodzin osób dotkniętych alkoholizmem. U ciebie jest to sam początek
      tragedii. Na pewno da się was jeszcze uratować. To, że mąż "nie ma problemu" to
      początek tzw. spirali zaprzeczeń. To, że jest miły to drugi biegun jego choroby.
      Rodzina jest zawsze współuzależniona, masz dzieci. Ratuj je!!! Jeżeli on nie
      sięga po pomoc - TY TO ZRÓB ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO. Zaraz znajdę link.

      www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=strony&op=spis&id=7033
      Tu jest o współuzależnieniu. Na stronie znajdziesz również testy. Nie lekceważ
      tego na litość boską i nie myśl, że on się zmieni. Zmieni się - na gorsze, bo to
      jest równia pochyła... Bardzo współczuję... Pozdrawiam.
    • noie Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 12:29
      To ja moze proponuje oko za oko. Chodzi mi o to ze jesli on wychodzi z kumpalmi
      to powiedz ze owszem....moze isc...ale nastepny tydzien, czy dzien pozniej on
      sie bedzie zajmowac dziecmi a ty wychodzisz...Poprostu mu to zaproponowac i
      wtedy zobaczycjak zareaguje. Nie mam pojecia jak male sa twoje dzieci. Wiem ze
      ciezko ci bedzie zostawic jego z dzieciakami w domu (no bo moze sobie nie
      poradzi, moze dzieci beda glodne ....) ale wydaje mi sie ze to jest jedyne
      wyjscie aby sprobowac bardzo duzych rzeczy. Np. czy on daje sobie rade, czy ty
      umiesz opuscic na jakis czas dzieci i dom sama, czy on sie na to zgodzi, czy
      dzieci beda mialy wiekszy kontakt z ojcem ....jest duzo pytan...ale tylko jesli
      ty bedziesz silna i naparwde wyjdziesz i go zostawisz samego z dziecmi mozesz
      sie przekonac jak to jest. U mnie na poczatku widzialam jaki moj jest
      nieporadny, ale z czasem ...doszedl do stanu ktory ja akceptuje...wiec moze to
      byloby pewnym rozwiazaniem ? jak myslisz?
    • sek_unda Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 12:42
      Aniu, Boże, przecież masz tak samo jak ja!!!
      Mój mąż robi to samo, uważa , że wszystko jest OK, bo on musi mieć rozrywkę , a
      ja mam dziecko! On może wyjść kiedy chce i wrócić kiedy chce, ja muszę siedzieć
      w domu i nawet jak idę na wizytę do lekarza muszę prosić moją mamę żeby zajęła
      się dzieckiem. Próbowałam postawić na swoim, zawsze kończy się awanturami,
      piciem, jest jeszcze gorzej. W dodatku jeden głupi psychiatra utwierdził mojego
      mężusia, że dopóki nie upija się na smutno alkoholizm mu nie grozi. A według
      mnie wypijanie codziennie 2 piw lub więcej a raz w tygodniu picie do utraty
      wiadomości to już nałóg. Ale nie da się z nim porozmawiać, bo przecież nawet
      psychitra... Też nie wiem co mam z nim zrobić . Godzę się z sytuacją jaka jest
      i mam wyrzuty sumienia, że nie potrafię walczyć o siebie i diecko, o swoje
      prawo do szczęścia. Jednocześnie boję się sytuacji w której zostałabym sama.
      Nie tego , Aniu, oczekiwałaś, żeby ktoś Ci opowiadał, że też ma podobne
      problemy, tylko żeby Ci pomógł. A ja nie potrafię poradzić Ci nic. Ale trzymam
      kciuki, żeby wszystko się ułożyło.
      Pozdrawiam!
      • habitus Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 12:46
        Dlaczego nic nie robicie? Przecież w ten sposóblegitymizujecie jego nałóg!! Jak
        tak można? Czy jesteście takie bierne bo tak wygodniej? Bo już jesteście
        współuzależnione i tłumaczycie sobie, zę nic nie musicie robić bo jesteście
        nieszczęśliwe, macie pecha bo wasz mąż pije?

        www.ipz.edu.pl/index.php?dz=strony&op=spis&id=160&lang=pl
        Macie dostęp do internetu i używacie go jedynie do jęczenia. Zadbajcie o dzieci.
        Im jest gorzej, bo one za waszą bierność zapłacą zmarnowanym życiem.
      • noie Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 12:52
        no wiec kochane kobiety wy moje....
        nie powiem co macie zrobic z takim...pijakiem ?
        Nie umiem wam poradzic bo kazdy jest inny i kazda sytuacja jest inna...ale
        jedno wam powiem....Jesli juz zdecydujecie odejsc od meza....to jestem na 100%
        pewna ze dacie sobie rady. Mialam tak kolezanke....dbala o dom,
        dziecko...robila wszystko co on kazal...I zawsze mowila ze bez niego nie da
        rady...przezyc... On ja zostawil. Bosz...jak ona wtedy plakala...byla zalamana
        totalnie. Nie umiala sie pozbierac przez 3 miesiace...potem zaczela troszke
        myslec o...synu.trzeba bylo wyprowadzic sie od mamy (zostala bez meza i
        mieszkania) trzeba bylo pomyslec o przedszkolu dla malego (nowe otoczenie)
        pomylec o pracy...i o tylu innych sparawach, ze sama tego nie zauwazyla a miala
        mieszkanie, prace i zaczela chodzic na dyskoteki. po jakims czasie sama
        stwierdzila, ze nie wiedziala ze ma w sobie az tyle sily :-)Kobiety sa
        silniejsze od facetow. dlaczego ? Bo maja zawsze cos lub kogos dla kogo musza
        zyc i funkcjonowac dalej...a faceci...zostaja przewaznie sami i wtedy wpadaja w
        pulapke wszystkich nalogow jak znajda ( alkohol,hazard,kobiety....)
        Wiec obojetnie jak sie zdecydujecie.....dacie rade . pomyslcie tylko o swoich
        dzieciach :-)
        Pozdrawiam
        noie
    • witch-witch Re:Wasz związek jest tuż, tuż nad przepaścią. 13.03.05, 12:52
      Wasz związek stacza się i zapewne jest sporo racji w tym wszystkim co tu
      piszesz.Ale tu na forum nie otrzymasz dobrej rady, w tak bardzo poważnej
      sprawie jak twoja. Moze zacznij na początek sama z porady psychologa i poradni
      rodzinnej, później moze i mąż się dołączy. Twoja sytuacja jest bardzo trudna i
      teraz nie powinnaś być sama. Rozstać się to trudna decyzja zwłaszcza jak są
      dzieci.Czy masz kogoś w rodzinie kto może ci pomóć, czy jego rodzice są po
      twojej stronie, jaki wpływ na niego mają? Współczuję ci bardzo ale nic
      wielkiego nie jestem w stanie wymyśleć jak tylko poradnię rodzinną, oni mają
      doświadczenie z 1000 różnych przypadków rodzinnych tragedii i może warto im
      zaufać i choć na początek sama się tam zgłoś. Może ktoś doświadczony da ci radę
      wartą góry złota.
    • sek_unda Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 13:10
      Habitus, nie można nic zrobić jeśli ktoś nie chce przyznać się sam przed sobą
      że ma problem z alkoholem!
      Druga sprawa, myślę, że gdybym zostawiła męża teraz, Ania pewnie też tak ma, to
      byłoby opuszczenie ukochanego w biedzie i chorobie. Zamiast mu pomóc być może
      dobiłabym gwoździa do trumny? I co wtedy zrobić z wyrzutami sumienia?
      Do poradni do psychologa chodzę i jakoś mi nie potrafi pomóc. Na terapię
      rodzinną musielibyśmy pójsć razem, a przecież nie zaciągnę tam faceta na siłę.
      Ania też napisała że proponowała mężowi takie rozwiążanie...
      • habitus Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 13:14
        Poczytaj o współuzależnieniu i o Dorosłych Dzieciach Alkoholików. Lecicie w
        przepaść.
        • sek_unda Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 13:25
          Przeczytałam. Jestem współuzależniona, a mój mąż to dorosłe dziecko alkoholików
          (teściowie nie muszą mieć w domu chleba ale wódkę tak). I co teraz mam zrobić?
          Zawsze mówię że nie zgadzam się na picie, nie pozwalam na pijackie imprezy w
          naszym domu. W efekcie zostaję sama w domu i czekam całą noc na powrót męża.
          • habitus Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 14:18
            I właśnie dlatego, ze jesteś sama - szukaj pomocy. Masz jedno życie - chcesz je
            poświęcić? Nikt ci nie podziękuje - a wyciągnięcie męża z nałogu będzie
            koszmarem upokorzeń i bólu. Nie możesz być sama, bo cechą współuzależnienia jest
            wybielanie sytuacji, usprawiedliwianie sprawcy i trzymanie tego co się dzieje w
            tajemnicy. Dalszymi etapami będą jego agresja słowna (po każdej awanturze kwiaty
            i przeprosiny - tzw "miesiąc miodowy", potem znowu narasta w nim napięcie, potem
            następny akt agresji tylko silniejszy bo poprzednia dawka już nie uspokaja),
            następnie pierwszy rękoczyn (popchnięcie, uderzenie w twarz, szarpanie), na
            koniec pobicie. W ostatniej fazie kobieta jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie,
            może zginąć. Za każdym razem sprawca wmawia ofierze, zę to JEJ WINA i za każdym
            razem następuje okres "miesiąca miodowego" co kobietę zbija z pantałyku i daje
            złudną nadzieję, że przemoc wystąpiła ostatni raz. Tutaj nie ma różnic.
            Scenariusz w każdym przypadku jest TEN SAM. Chcesz tak życ? Ratuj siebie i
            dzieci. Są grupy wsparcia. Na stronie ipz masz adresy w różnych miastach. Jeżeli
            grupa ci nie odpowiada - zmień ją. Rób coś - ratuj rodzinę. Jeżeli ty się
            zmienisz - mąż też będzie musiał dostosować swoje zachowanie do nowej sytuacji.
            Będzie zły. Bo praca nad sobą jest cholernie przykra. Ale nie dawaj się - czasem
            trzeba odtrącić, żeby facet przeszedł na odpowiedzialność za siebie samego a nie
            egzystował wysysając ciebie. Po co ci pijawka?
            • ania722 Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 15:10
              Tp prawda- mój mąż zawsze twierdzi, że to moja wina. Agresja słowna jest za
              każdym razem, do rękoczynów też już dochodziło (muszę przyznać sprawiedliwie,
              że to ja zaczynałam). Przez kilka dni jest super i to daje mi nadzieję. A potem
              kolejna impreza, jego pijaństwo i moje kolejne nerwy, których nie potrafię
              powstrzymać. Czy brakuje mi dystansu? Może mężczyźni tak reagują na stresy?
              Jestem w wielkiej kropce, bo choć mam wszelkie wsparcie rodziny, to kocham
              mojego męża i bardzo trudno jest mi go zostawić. Zresztą mam wrażenie, że to
              byłoby mu na rękę, bo miałby spokój. Gdy jest dobrze to on jednak twierdzi, że
              nie chce rozwodu. To jest straszne....kompletny mętlik, męczarnia i huśtawka
              emocji...
              • gap_miejski Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 15:39
                Hm, poczytaj jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności. Z postu wynika, że się
                załapałaś. Pozdro.
                www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=123
              • orlovski z czym masz problem? 13.03.05, 16:49
                raz na tydzien wolno my sie spotkac z kolegami i troche sobie popic
                (byleby nie wracal pijany w sztok).
                Co innego, gdyby robil to , co drugi wieczor.
                Tak trudno wyczuc Ci te granice?
                • habitus Re: z czym masz problem? 13.03.05, 17:45
                  orlovski napisał:

                  > raz na tydzien wolno my sie spotkac z kolegami i troche sobie popic
                  > (byleby nie wracal pijany w sztok).
                  > Co innego, gdyby robil to , co drugi wieczor.
                  > Tak trudno wyczuc Ci te granice?

                  Faktycznie, TY nie masz problemu... :(
                  • orlovski jasniej, prosze. 13.03.05, 19:44
                    gdyz nie zrozumialem Twojej uwagi.
                    Dla mnie jest bowiem oczywiste, ze jak facet idzie sobie raz na tydzien
                    popic z kolegami, to mozna to uznac za normalne.
                    co drugi dzien, to bylaby to juz przesada.
                    • nezzi Re: jasniej, prosze. 13.03.05, 19:56
                      to NIE JEST normalne.
                      Jeśli potrzebujesz się napić w każdy weekend, to są duże szanse na to, że masz
                      problem z alkoholem, tyle że narazie się do niego nie przyznajesz.

                      • orlovski o Panie! 13.03.05, 20:11
                        wlasnie mnie oswiecilas, ze od 20-tu lat jestem alkoholikiem!
                        i polowa moich kolegow tez.

                        (W zaufaniu Ci zdradze, ze w niedziele nie pijam, aby nie miec w poniedzialek
                        rano kaca w pracy)
                        • habitus Re: o Panie! 13.03.05, 20:43
                          A cieszysz się na te spotkania?
                          A lubisz wesoło wspominać kto jakie głupstwa robił po alkoholu, jak rzygał, jak
                          zaczepiał ludzi?
                          • orlovski Re: o Panie! 13.03.05, 22:31
                            bardzo lubie te spotkania
                            a jestesmy, chlopie, towarzystwo nauczycieli akademickich.
                            wiec sie tu nie rzyga i nikogo nie zaczepia.

                            rozmawia sie tylko o pracy i o studentkach, tych juz poderwanych,
                            lub tych, ktore dopiero ma sie zamiar poderwac.
                            • rwerp Re: o Panie! 14.03.05, 22:23
                              Śmieszny jesteś, panie nauczycielu akademicki... o ile to prawda że nim jesteś i
                              ten twój cały post to nie blaga.

                              Akurat studentki marzą o takich palantach, co to spotykają się co tydzień przy
                              alkoholu, żeby wymieniać się informacjami o "podrywach" (zapewne zmyślonych, od
                              piwa rosną brzuchy, a to ostatnio nie w modzie). Zdradzę ci mały sekret: pewnie
                              twoje studentki ciebie i twoich kumpli uważają za ostatnich idiotów i żałosnych
                              frajerów. A te, które wam się być może udało NAPRAWDĘ poderwać, to zmory albo
                              wyjątkowo wyrachowane pindy, które sobie tyłkiem załatwiają dyplom.

                              Sam prowadzę zajęcia, mam kolegów którzy prowadzą zajęcia na studiach. Gdyby
                              ktoś z moich kolegów kawalerów (o żonatych nie wspomnę) zaczął się chwalić, że
                              podrywa studentki, reszta by go uznała za kretyna, człowieka nie na poziomie i
                              kogoś, komu nie powinno się dawać zajęć. Nie wiem, na jakiej uczelni studiujesz,
                              panie nauczycielu akademicki (u nas są po prostu naukowcy, ale widać wam podrywy
                              nie zostawiają czasu na pracę badawczą), ale gdybym miał taką kadrę jako
                              student, to bym zwiewał stamtąd gdzie pieprz rośnie.
                        • nezzi Re: o Panie! 13.03.05, 21:40
                          Zrób sobie mały test: przez miesiąc nie pij alkoholu. Będziesz wiedział.
                          • orlovski Re: o Panie! 13.03.05, 22:32
                            zrobilem kiedys. czulem sie fatalnie.
                            ogladac ten komiczny swiat przez caly miesiac na trzezwo
                            to czarna rozpacz
                            • habitus Re: o Panie! 13.03.05, 22:53
                              Jesteś kolego alkoholikiem. Nie trzeba pić dużo. Wystarczy stale. Na pociechę
                              powiem, że w środowiskach akademickich bardzo często się zdarza. Falandysz,
                              Osiatyński.. Sa też tacy, którzy się nie przyznają do nałogu "a imię ich
                              milijon". Lepiej mówić, że w każdej chwili można przestać TYLKO SIĘ NIE CHCE,BO
                              ŚWIAT JEST NIE DO ZNIESIENIA. I się nie przestaje. Smutne, zgłoś się do
                              poradni...
                              • orlovski ochoczo przyznam Ci racje! 13.03.05, 23:02
                                jezeli dla Ciebie, cotygodniowe oproznienie 200 - 400 ml wodki,
                                (plus jeszcze 2 -3 piwa w tygodniu) - to alkoholizm, to ochoczo dodaje,
                                ze nim jestem!
                                nie bardzo tylko rozumiem sensu zglaszania sie do poradni AA?
                                po co?
                                jezeli ta ilosc alkoholu pomaga Ci, a nie przeszkadza w udanym zyciu
                                zawodowym, i towarzyskim - to uprzejmie dziekuje za rade, ale nie widze
                                potrzeby korzystania z niej.

                                • habitus Re: ochoczo przyznam Ci racje! 14.03.05, 00:00
                                  Ok.
                                • alina66 Re: ochoczo przyznam Ci racje! 14.03.05, 09:26
                                  z tyego, czego się nauczyłam, każdy musi sam uznać, że ma (lub nie ma) problemu
                                  z alkoholem.
                                  Nie wiem, czy Ty masz problem z alkoholem, czy go nie masz- i nie moja to
                                  sprawa.

                                  Argument, że jesteś nauczycielem akademickim nie jest dla mnie miarodajny.
                                  Podczas rozlicznych odwykow mojego byłego małżonka byli z nim i nauczyciele, i
                                  nauuczyciele akademiccy, prawnicy, lekarze itd itd.
                                  Alkoholizm od dawna jest uznawany za jednostkę chorobową - a choroba dotyka
                                  ludzi z każdego środowiska.
                                  Zaś stwierdzenie - nie jestem alkoholikiem, bo alkoholik leży pod płotem
                                  (wersja wymienna - jest obdarty, osikany itd) znam na pamięć.
                                  Potem - z biegiem lat - ta granica się przesuwała- w miarę rozwoju choroby moj
                                  eks zawsze znajdował gorszych od siebie- i to byli ci "prawdziwi alkoholicy".

                                  Na stronach, ktore podałam w moim poprzednim poście są dostępne testy- można je
                                  zrobić z ciekawości.

                                  M.in. jest tam pytanie o to, czy ktoś zwracał ci uwagę, że za dużo pijesz, czy
                                  jest to problemem dla Twoich bliskich....

                                  Chciałam jeszcze napisać, że ostateczną decyzję o rozstaniu podjęłąm dlatego,
                                  że moj wówczas 13-letni syn nie chciał już dalej żyć.
                                • pklark Re: ochoczo przyznam Ci racje! 14.03.05, 19:01
                                  Pocieszę Cię - mam żonę,dziecko,prowadzę dzialalność gospodarczaą -slowem
                                  normalnie funkcjonuję i też wypijam podobne ilości alkoholu i też nie uważam
                                  się za alkoholika .......
                                  • habitus Re: ochoczo przyznam Ci racje! 14.03.05, 19:15
                                    No tak, przecież są gorsi...
                                    :/
                                • rwerp Re: ochoczo przyznam Ci racje! 14.03.05, 22:23
                                  Spytaj się swojej wątroby za 20 lat.
                            • rwerp Re: o Panie! 14.03.05, 22:27
                              Jakie to oryginalne i głębokie... pewnie czułeś się jak filozof, pisząc te
                              słowa. Czytałeś "Pod wulkanem"?
                        • rwerp Re: o Panie! 14.03.05, 22:15
                          Widzisz, dla mnie towarzyskie, niewinne picie, to takie, po którym na drugi
                          dzień nie ma kaca. Jak ktoś co tydzień pije tyle, że musi pić w sobotę, żeby móc
                          w poniedziałek normalnie pracować, to ma problem.
                    • josarna Re: jasniej, prosze. 14.03.05, 18:27
                      orlovski napisał:

                      "Dla mnie jest bowiem oczywiste, ze jak facet idzie sobie raz na tydzien
                      > popic z kolegami, to mozna to uznac za normalne."

                      A jak często wychodzisz z żoną? Jak spędzacie wspólnie wolny czas? Jak często
                      żona sama wychodzi, a Ty zajmujesz się domem?
                      • rwerp Re: jasniej, prosze. 14.03.05, 22:25
                        Daj spokój, facet na 100% nie ma kobiety.
                        • habitus Re: jasniej, prosze. 14.03.05, 22:55
                          I to ma być argument w polemice? Ty masz, jesteś lepszy?
                          Ale ty pijesz więc co z tego, że masz...
                          • rwerp Re: jasniej, prosze. 15.03.05, 00:17
                            Ja piję więcej??? Człowieku, jak z żoną wypijemy 4 butelki wina na miesiąc, to
                            mamy poczucie, że jesteśmy pijacy i rozrzutnicy.
                            • habitus Re: jasniej, prosze. 15.03.05, 00:20
                              :)))))))))))
                              No i tak mów, bo młodzież czyta. Ona się uczy....
                              :)))
            • bkon Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 17:47
              Dziewczyny podpisuję się pod listem Habitus. Ratujcie siebie i dzieci,scenariusz
              opisany tak właśnie wygląda. Wiem to z doświadczenia własnego i
              siostry.Wyzwoliłam się z tego jarzma po pięciu latach piekła, niestety moja
              siostra myśląc tak jak wy doszła do ostatniego stadium, zanim zdecydowała się
              odejść, o mało nie przypłaciła tego własnym życiem. Jeśli uważacie, że przysięga
              zobowiązuje to chyba oboje ją składaliście, dlaczego tylko siebie nią
              obciążacie? Życie macie tylko jedno nie warto go marnować, próbujcie ratować co
              jeszcze można,ale jeśli mążowie nie zechcą w tym pomóc, ratujcie siebie i
              dzieci. Teraz mogę powiedzieć, że decyzja podjęta przed laty uratowała mnie i
              syna. mogę spokonie,pracować, cieszyć się życiem przy boku mężczyzny wolnego od
              uzależnień,i patrzeć na szczęśliwe małżeństwo syna.
              • kamelia1 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 18:17
                Mam tez siostre, ktora meczy sie z podobnym typem juz prawie 30 lat!! Nie dosc,
                ze ja zdradza i prowadzi podwojne zycie, to wciaz nie przestaje jej publicznie
                ponizac. Niestety nie potrafi, czyt. boi sie od niego uwolnic. To jest efekt
                zycia w strachu, szntazu i psychicznego uzaleznienia. Moja siostra uwaza, ze
                nie ma innego sposobu na zycie. Mysle, ze ona nie zna innego swiata poza swoim
                pieklem.
                Pozdrawiam Forum

                bkon napisała:

                > Dziewczyny podpisuję się pod listem Habitus. Ratujcie siebie i
                dzieci,scenarius
                > z
                > opisany tak właśnie wygląda. Wiem to z doświadczenia własnego i
                > siostry.Wyzwoliłam się z tego jarzma po pięciu latach piekła, niestety moja
                > siostra myśląc tak jak wy doszła do ostatniego stadium, zanim zdecydowała się
                > odejść, o mało nie przypłaciła tego własnym życiem. Jeśli uważacie, że
                przysięg
                > a
                > zobowiązuje to chyba oboje ją składaliście, dlaczego tylko siebie nią
                > obciążacie? Życie macie tylko jedno nie warto go marnować, próbujcie ratować
                co
                > jeszcze można,ale jeśli mążowie nie zechcą w tym pomóc, ratujcie siebie i
                > dzieci. Teraz mogę powiedzieć, że decyzja podjęta przed laty uratowała mnie i
                > syna. mogę spokonie,pracować, cieszyć się życiem przy boku mężczyzny wolnego
                od
                > uzależnień,i patrzeć na szczęśliwe małżeństwo syna.
                >
          • alcine Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 18:54
            Najważniejszy krok już zrobiłaś- uznałaś że on jest najprawdopodobnie
            uzależniony. To bardzo odważny krok, ja bałam się tego zobaczyć przez dobrych
            kilka lat. W momencie kiedy to ZROZUMIAŁAM, reszta przyszła jakby
            automatycznie. Przeczytaj dostępne książki, np. "Małżeństwo na lodzie"
            i "Koniec współuzależnienia", pójdź do poradni odwykowej w Twoim mieście (to
            trudny krok, ale bardziej psychicznie niż technicznie- wystarczy tylko
            zadzwonić i umówić się na wizytę z terapeutą), to ci pomoże oderwać się od
            problemu jego picia, a zająć sobą. Wiem, to brzmi jakoś tak dziwnie, ale na tym
            etapie nie dyskutuj, tylko zrób to! Nie kombinuj, nie intelektualizuj tego,
            tylko zaufaj tym co w tym byli. Obawiam się, że zwykły psycholog nie poradzi
            wiele na problem współuzależnienia, chociaż powinien umieć dostrzec problem i
            zasugerować odpowiednie rozwiązanie, zamiast wyciągać kasę za opowiadanie o
            dzieciństwie. Piszę to, bo też przez to przeszłam, zaczęłam chodzić do
            psychologa ZAMIAST pójść do poradni odwykowej i opowiadałam różne rzeczy
            niejako obok picia mojego męża, tak bardzo nie potrafiłam uznać tego picia za
            główny problem.
            Nie wiem na ile moje działania miały wpływ na to, że mój mąż zaczął się leczyć,
            ale mnie przyniosły w każdym razie ulgę. A to, że on sam, bez żadnych nacisków
            z mojej strony umówił się na wizytę w ośrodku, odbył 8- miesięczną terapię i od
            półtora roku nie pije, to już zupełnie inna bajka. I może udało mu się między
            innymi dlatego, że trafił tam stosunkowo wcześnie, ale to mnie teściowa mówiła,
            że mam pokręcone w głowie, bo przecież wszyscy piją tyle co on, to dlaczego ja,
            wyrodna robię z niego alkoholika....Więc nie poddawajcie się i nie dajcie w
            sobie zagłuszyć zdrowego poczucia, że coś jest nie tak, póki go jeszcze macie.
            Bo im dłużej będziecie racjonalizować, że może w sumie on tak dużo nie pije, że
            inni piją więcej i żyją hoho, jak długo, itd..., tym przedłużacie swoje
            cierpienie. A o dzieciach to już szkoda gadać. One przecież to widzą. Nie
            pozwól, żeby tak cierpiały, pomóż im, na terapii dowiesz się jak. Ja sobie
            wyrzucam, że popełniłam wiele błędów wobec mojego dziecka, że nie umiałam
            dostrzec problemu kiedy mała miała kilka miesięcy, wtedy jeszcze była szansa,
            żeby dziecko nie widziało tego wszystkiego co nastąpiło potem.
            Takie są moje doświadczenia, a piszę to po to żeby uświadomić wam, że to, że
            wasi mężowie są uzależnieni wcale nie musi oznaczać, że jesteście skazane na
            koniec małżeństwa, rozwód i porzucenie męża. Wcale tak nie jest. Ale trwanie
            przy nim w takim stanie w jakim jesteście obecnie niczego na lepsze nie zmieni.
            Trzymam za Was kciuki.
            • alina66 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 09:29
              alcine - gratuluję i życzę Ci, żeby Twój m nigdy już nie pił.

              Mojemu eksowi się nie udało - pije dalej.
          • carrnina im wcześniej, tym lepiej... 15.03.05, 11:04
            piszę teraz tylko dlatego, że ... nachodzi mnie taka smutna refleksja... otóż
            wczoraj dowiedziałam się, że ojciec mojego kumpla się powiesił. Od
            niepamiętnych czasów był alkoholikiem dręczącym psychicznie rodzinę, mimo
            rozwodu musieli nadal razem mieszkać w 2pokojowym mieszkanku. Rozwalił życie
            nie tylko swoje i żony, ale dwójki /już teraz dorosłych/ dzieci. Ten mój
            kumpel, musiał był dorosnąć o wiele wcześniej niż mu 'przysługiwało' i być
            silnym, bardzo silnym... aby rodzina mogła znosić jakoś pijackie wredne zabiegi
            jej ''glowy''.
            Piszę, bo... niektóre kobiety boją się 'jak sobie poradzę'... nie wiem, czy Wy
            to widzicie /teraz generalizuję/ ale z czasem, okazuje się czarno na białym...
            alkoholik nie tylko że nie uczestniczy w życiu rodzinnym... on je
            systematycznie i skutecznie potrafi rozwalić na strzępy, a nierzadko z partnera
            uczynić wrak człowieka... to tylko ciężar, a przecież ładujący się w wygodny
            nałóg na własne żądanie... /to jest przerażające/
            pozdrawiam i życzę siły
        • kornelia54 Re: mój mąż przepadł 10.04.05, 20:51
          Kurde, jakbym słyszała moją teściową. Ojczym mojego męża jest alkoholikiem, on
          w sumie sie z nim wychował. KOBIETY NIE BĄDŹCIE MASOCHISTKAMI, NIE PRZYJMUJCIE
          ROLI UMOŻLIWIACZA!!!! Nie mówcie, ze chcecie pomóc, bo będziecie miały tak samo
          przesrane życie jak moja teściowa i mąż. Jego młodsze rodzeństwo mieszka
          jeszcze w domu, nienawidzą matki za piekło jakie im sprawiła nie odchodząć od
          ojca pijaka. OD PIJAKÓW UCIEKA SIE NA KILOMETR, dla własnego dobra. A najgorsze
          jest tłumaczenie dzieciom, że tatuś jest chory, bo one potem nie przyjmują
          pewnych rzeczy do wiadomości i mają PRZEZ UMOZLIWIACZE WYPRANE MÓZGI!!!

          Trzymam kciuki i błagam nie dajcie zmarnować sobie życia!!
    • alina66 Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 16:40
      Masz dwa wyjścia - albo nic nie robić i będzie coraz gorzej, bo alkoholizm to
      choroba postępująca, albo uznać to, że mąż jest alkoholikiem i na początek
      postarać się jak najwięcej dowiedzieć o tej chorobie (polecam portal
      www.akcjasos.pl - Alkoholizm, albo Tęcza - to dla współuzaleznionych). Męża nie
      zmienisz, bo on nie widzi problemu - to typowe zachowanie dla tej choroby, ale
      możesz zmienić siebie a wtedy może on się zacznie leczyć, albo i nie - ale ty
      będziesz szczęśliwsza.
      Obie dziewczyny, które napisały w tym wątku o swoich mężach- jesteście
      współuzaleznione, zróbcie coś z tym.
      Wiem co piszę- byłam przez 13 lat żoną alkoholika (4 odwyki, wszystkie
      nieudane).
      Moje małżeństwo skończylo się rozstaniem, pod koniec czulam się, jakbym była
      obłąkana, moj mózg był coraz mniejszy - miescilo się w nim tylko rozmyślanie,
      czy on wypije, czy nie i czy wroci, czy nie.
      Mimo rozstania i tak leczyłam współuzaleznienie (jestem także DDA).
      Pamiętajcie o tym, że cierpią także Wasze dzieci.

      Pozdrawiam i trzymam kciuki
      • habitus Re: mój mąż przepadł 13.03.05, 17:47
        Jeżeli powyższy post was nie przekona to chyba chcecie tak żyć...
      • meraviglioso Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 18:39
        co Ty opowiadasz kobiecie!.Napił się kilka razy i od razu alkoholik?.Facet ma
        problemy o których nie wypada mówić, nawet żonie.I tyle.
    • xy2 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 00:05
      biedny, pewnie był na takim łańcuchu, że jak go przegryzł to go 2 dni nie było
      • lilka_1 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 18:31
        co ty wogóle robisz na tym wątku? myślisz, że to zabawa? jesteś tak płytki czy
        zabrakło ci wyobraźni? a co do panów umykających na kilkudniowe imprezy - mój
        mąż tak znikał, przebieg choroby został już dokładnie opisany powyżej,
        degradacja człowieka żyjącego z alkoholikiem również, ale mi chodzi o co
        innego, dziewczyny igracie (albo niedługo zaczniecie igrać) ze ... śmiercią.
        Nic niestety samo się nie naprawi, a alkoholizm zawsze kończy się przedwczesną
        śmiercia, może również "przytrafić" się coś rodzinie alkoholika...mam ok.30 lat
        i jestem już wdową! ale żyjemy ja i dzieci, uratowałyśmy się w ostatniej
        chwili... i jeszcze jedno - nikogo nie uratujecie na siłe, możecie za to ocalić
        życie i zdrowie swoje i swoich dzieci, to bardzo dużo. Jak go nie obudzisz, to
        sam sie może nie ocknąć, tolerując to, co wyprawia, nie pomagasz ale szkodzisz.
        Nigdy nie daruję sobie, że tak długo chroniłam męża przed konsekwencjami picia -
        że tak ślepo go kochałam, przyszedł moment ze nie mogłam już nic zrobić,
        nastało szaleństwo i jego całkowite samounicestwienie, a jego rodzice -
        pijaczki z klasy średniej biernie się temu przyglądali, reagując żywym
        protestem tylko na moje próby leczenia męża, niszczyli wszystko do czego
        udawało mi się z trudem go przekonać, wyśmiewali AA i bagatelizowali cały
        problem. Powoli zaczynam żyć bez niego, lekko i ciężko bardzo jednocześnie...
        • xy2 :) 14.03.05, 18:35
          wiesz dlaczego jest uśmieszek?
    • gregsmile01 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 19:17
      he:) facet zaszalał sobie :) sprawdź czy mu się jeszcze podobasz :) jak tak, to
      rozpakuj torby ... jak nie, to spakuj mu więcej czystych ubrań :)
      • habitus Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 19:36
        Czytasz tylko tytuły wątków? No tak, czytać ciężko, oczy bolą, nieprzyzwyczajone...
    • lunar1978 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 20:07
      Miałem już nie pisać na forum, ale trudno mi się powstrzymać po przeczytaniu
      tego wątku. Jakiś czas temu mój kolega miał dziewczynę. On ma mniej więcej
      podobne poglądy do Twojego męża i co niektórych tutaj "wątkowiczów". Raz na
      jakiś czas trzeba sobie popić z kolegami (weekendy i nie tylko zresztą).
      Wg niego to przecież norma.Ciągle toczył z nią wojny na ten temat. I nigdy
      nie wygrała. Koledzy zawsze byli dla niego najważniejsi i zawsze z nimi
      przegrywała. Teraz nie ma już dziewczyny. Spakowała manatki
      i wyprowadziła się "w piz...u". Kiedyś nawet próbował mi się żalić jaka
      to ona taka i owaka i nie potrafi docenić tego co miała (mieszkała u niego,
      miał duże dochody a ona tylko kilka setek za ciężką harówę i takie bla, bla
      bla) Nawet nie chciało mi się jego słuchać. Po prostu powiedziałem mu w twarz
      że już dawno powinna to zrobić. Zresztą ona uważała mnie za jedynego jego
      kolegę, który jest normalny i wiem że zawsze dobrze mi życzyła. Obraził się
      na mnie bo jak to ... powinienem być po jego stronie i co ze mnie za facet,
      który tak rzadko sobie popija mimo że nie mam żadnych zobowiazań. Śmiać
      mi się chce.Teraz jest z inną. Na początku trochę się zmienił, ale teraz
      traktuje ją dokładnie tak samo jak tamtą i nie wróże im świetlanej przyszłości.
      Jego koledzy są dokładnie tacy sami jak on. Mieli żony, dziewczyny, ale już
      ich nie mają. Czasami jeszcze małe dzieci mają. I to przecież nie ich wina.
      Nie po to się żenili by teraz dać się trzymać na łańcuchu, jak twierdzą.
      Owszem, czasami taki męski wieczór by udać się na piwo i "męskie plotki"
      napewno jest potrzebny i jestem jak najbardziej za. Ale Ty chyba raczej
      nie masz się co łudzić. Znam takie przypadki. Wystarczy popatrzeć na
      moich znajomych i znajomych znajomych. Ratuj siebie póki nie zabrnęło to
      za daleko...

      Pozdrawiam
      Lunar
      • xy2 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 20:27
        kazdy na tym forum przedstawia własny punkt widzenia, zazwyczaj jest winna
        druga osoba.
        więc nie ma sensu oceniac ani autorki ani jej męża
        • lunar1978 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 20:32
          Czy ja wiem ... może i racja, ale ja starałem się przekazć swój obiektywny
          punkt widzenia dotyczący osób które mniej lub bardziej znam.
          • xy2 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 20:52
            bywa naprawde róznie, uwierz
        • habitus Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 20:38
          Mylisz się. To nie własny punkt widzenia - to stały schemat. Schemat nazywa się
          "współuzależnienie", a wypowiadają się różni uczestnicy tego schematu. Każdy
          charakteryzuje swoją rolę. Jeżeli spojrzysz na zamieszczone tu wypowiedzi
          całościowo - dostrzeżesz ten schemat.
          Leczenie zaczyna ten - kogo sytuacja zaczyna uwierać. Dla pijaka liczy się tylko
          rozładowanie napięcia wódką (a potem awanturami), dla kobiety czasem jeszcze
          liczą się dzieci. Oboje są współuzależnieni, działają schematycznie nakręcając
          sytuację. Ktoś musi przerwać ten chocholi taniec. Bywa, że przerywa go
          mężczyzna. Ale częściej jest to kobieta, bo dla niego picie "to nie problem",
          "inni to dopiero piją", "pije bo musi wytrzymać z kimś takim jak ona". A ona
          zaciera ślady jego picia, tłumaczy w pracy, że był chory, sąsiadkom mówi, że
          dziecko potknęło się na schodach. I dla niej to jest podstawowy problem - ukryć,
          bagatelizować, racjonalizować... Aż w końcu nie daje rady. A zaczyna się tak
          niewinnie....
          • lunar1978 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 20:50
            Tak, tylko że czasami "współuzależnione" same sobie są winne. Niedługo
            mój sąsiad z bloku w którym mieszkanm bierze ślub.
            Sam się zastanawiam jak to możliwe. Nigdy go
            z żadną nie widziałem, ale za to bardzo często widzę go pijanego, albo
            przynajmniej "skacowanego". Raz nawet prosił by go wprowdzić na piętro na
            którym mieszka bo sam już nie da rady. W zasadzie nie ma dnia, kiedy nie musi iść do pracy, by nie pił. Kurrr .... po co ktoś wychodzi za kogoś takiego,
            kiedy to taka pijaczyna, mimo dwudziestukilku lat !!! Nie rozumiem tego !

            A potem może kiedyś zajrzy tutaj na forum i będzie szukała porady.
            • habitus Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 21:27
              Niechby pił, byle był.... Desperatka jakaś.
              • lunar1978 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 22:04
                Często jest też tak...to koledzy są winni, a on to dobry chłopak.
                Przy mnie się zmieni bo się przecież kochamy ...
                Żałosne.

                Chyba gadam jak nie facet :-)))
    • asterix1000 Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 21:46
      Aniu złotko!
      A może problem tkwi gdzie indziej, może stałaś się mniej atrakcyjna dla niego. Wszystko stało się rutyną małżeńską, brak urozmaicenia do tego doprowadził. Popracuj nad tym aby znowu Cię dostrzegł - gwarantuję poprawę, a takie babskie gadanie o zdradzaniu, piciu itp. nic nie zmieni jedynie zaogni sytuację. Wiem to z własnej autopsji i wielu z płci brzydkiej by do tego się przychyliło, pozdrawiam!
      • habitus Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 22:03
        Z "własnej autopsji" wiesz jak wygląda początek alkoholizmu?
    • aquarious Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 22:23
      Moim zdaniem macie problem i to duzy. To nie jest normalne, ze twoj maz znika na dwa dni i pije sobie. Jesli ci sie nie uda go zmienic to uciekaj od niego razem z dziecmi. I nie mysl, ze on ma racje. On nie ma ani odrobiny prawa tak robic a jego obowiazkiem jest spedzac czas w domu razem z toba i dziecmi. Kropka.
      • aquarious Re: mój mąż przepadł 14.03.05, 22:33
        Aha dodam tylko, zebyscie naprawde zaczely cos robic. Tak wy, bo oni jak wpadna to juz nic nie zrobia i beda mysleli, ze wszystko jest ok. Habitus ma racje. Mysle, ze ja tez mam. Jak mialem 9 lub 10 lat, mama rozwiadla sie z ojcem... bo byl i jest alkoholikiem. Zrobila to o wiele za pozno i przez kilkanascie lat cala rodzina musiala cierpiec. Obecnie mam 22 lata i jesli chodzi o leczenie alkoholizmu i walke z nim to jestem pesymista. Alkohol zniszczyl wszystko, zrujnował i podzielil rodzine. Ja nie mialem taty od 9 roku zycia i jakos mnie sie udało wychowac. Czasem tesknilem, ale uwazam, ze moja mama postapiła slusznie. Wasze dzieci tez tak beda mowic. Pozdrawiam.
        • francesca12 Re: mój mąż przepadł 15.03.05, 09:24
          Popieram aquariousa, ma 100% racji. Zastanów się, czy nie lepiej
          zakończyć "tego" (przepraszam za to słowo)już teraz. Zawsze, gdy pojawiają się
          jakiekolwiek wątpliowści, oznacza to, że coś zaczyna się psuć.
          Pomyśl o dziecku, przecież może Twój mąż mógłby mieć z nim nieograniczony
          kontakt po Waszym rozstaniu.
          Pomyśl o sobie. Życie jest tak krótkie; trzeba wykorzystac każdą chwilę, by się
          nim cieszyć, a żebys mogła sie nim cieszyć, to co powinnaś zrobić? Odpowiedz
          sobie już sama.
          • ania722 Re: mój mąż przepadł 15.03.05, 14:48
            dziękuję za każdy list. Jak się okazuje, nie jestem żadnym "dziwolągiem" tylko
            reaguję bardzo typowo na taką sytuację - denerwuję się, zrzędzę, a nieraz
            proszę i ustępuję. I raczej nie jest tak, że przestałam się mężowi podobać. Gdy
            jest dobrze, to potrafimy kochać się jak dawniej. on potrafi być czuły i
            troskliwy. Tylko zdarza się to coraz rzadziej, a natomiast coraz częściej
            są "ciche dni" po jego pijaństwach z kolegami. teraz też jest ciężko obrażony,
            bo to ponoć ja rozdmuchałam sprawę. Gdybym nie reagowała to wróciłby o własnych
            siłach i spędził weekend z rodziną, najwyżej delikatnie lecząc kaca. A tak -
            ukarał mnie, nocując u kolegi i mając satysfakcję, że się martwię. Męczy mnie
            już ta sytuacja, ale znów mu odpuścić i przejść nad tym do porządku dziennego?
            Wydaje mi się, że jestem dość liberalną żoną, rozumiem, że co jakiś czas facet
            lubi się napić z kolegami i tego mu brakuje. Ale skoro znajduje zawsze czas na
            takie spotkania, a nigdy nie ma czasu dla własnych dzieci? I
            usiłuje "przyzwyczaić " mnie do swoich codziennych piwek po pracy?
            • lunar1978 Re: mój mąż przepadł 15.03.05, 15:22
              Wypij ... (tzn wypisz, wymaluj) taki sam przypadek jaki opisałem
              wyżej. Jestem raczej pesymistą jeśli chodzi o zmienianie się "takich
              przypadków". Moja koleżanka z pracy właśnie jest w trakcie rozwodu
              z podobnych powodów. I nawet dzieci są zadowolone, bo wreszcie będzie
              spokój w domu. To naprawdę fajna babka, więc po co ma się z nim męczyć.

              Pozdrawiam
              Lunar
            • alina66 Re: mój mąż przepadł 15.03.05, 15:28
              ania

              to co robi Twój mąż to dosyć typowy mechanizm - przerzuca na Ciebie winę za
              swoje picie ("gdybyś była inna to wróciłbym na weekend a nie pił dalej") i
              przesuwa granice - (to o czym piszesz, że probuje Cię przyzwyczaić do
              codziennego "piwka"). To nie Ty sprawiasz, że on pije, to nie jest Twoja wina.
              Przesuwanie granic odbywa się stopniowo - u mnie też tak było - i
              niezauważalnie, pomalutku. Pod koniec akceptowałam zachowania i sytuacje, które
              dla osoby nie współuzależnionej są podstawą do odejścia.

              Pamiętaj też, że alkoholicy są mistrzami w manipulowaniu swoim otoczeniem
              (niestety). Obowiązuje zasada tzw. twardej miłości - na forum akcji sos bardzo
              często jest o niej mowa.
              • ania722 Re: mój mąż przepadł 15.03.05, 19:00
                Tzw. twarda miłośc jest okrutnie trudna. Bardzo boli. Wiem, że powinna m być
                twarda i nieustepliwa, mój mąż jest właśnie taki. A ja często odpuszczam, bo
                mi nerwy przechodzą. I dokładnie , tak jak piszesz, czuję się manipulowana. A z
                drugiej strony, po prostu nie mam siły i zawziętości, aby go zostawić. dziękuję
                Ci za słowa zrozumienia...Obym tylko umiała tak się temu przeciwstawić jak
                Ty....
                • alina66 Re: mój mąż przepadł 16.03.05, 09:35
                  Aniu
                  ja nie umiałam się przeciwstawić, moje małżeństwo skończyło się rozwodem i
                  cierpieniem - bo ja go kochałam jeszcze w momencie rozstania, tylko stało się
                  to, o czym usiluję tutaj napisać - choroba alkoholowa mojego eks małżonka była
                  tak zaawansowana, że zagrażała zyciu naszego syna i mojemu też. Dlatego walcz
                  teraz, póki nie jest za późno. Ja za późno zaczęłąm szukać pomocy. JEstem także
                  DDA- pili moi oboje rodzice, nie zauważałam więc tego, co dla postronnych było
                  już dawno oczywiste- że mój eks byl/ jest bardzo chory.
                  To straszna choroba i bardzo mnie boli, że wielu ludzi (tutaj też byly takie
                  wypowiedzi) nie chce tego widzieć. W Polsce jest wielka tolerancja wobec picia.
                  Niestety.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka