siostra78
21.03.05, 21:58
Jest mi żal mojego brata. Swoim charakterem sprawia sobie kłopoty i ślepo
wierzy, że to inni są winni temu a nie on.
Ma duży problem z pohamowaniem złości. Wybucha w jednej chwili. Nie potrafi z
siebie żartować, na żart rzucony w swoją stronę może zareagować agresją.
Jest mi go żal, nie lubię tego uczucia, boję się, że kiedyś poczuje się jak
zaszczuty pies, boję się, że on się będzie bał i że „głupi” a może
raczej „prymitywny” tłum zrobi mu krzywdę. Już się tak zdarzyło, spowodowała
to jego agresja.
On wciąż nie widzi tego, że problem jest w nim, że to on ma problem.
Mnie też dokuczał, czasem bardziej z premedytacją, czasem pod wpływem
chwilowego impulsu. Naruszał moje granice i nie potrafiłam dotrzeć do niego,
wytłumaczyć mu, że nie w pewien sposób nie może się zachowywać. Nie
dochodziło to do niego.
To ja, to ten drugi człowiek był winny, że on się zdenerwował, no i w złości
potrafił uderzyć i nie dochodziło do niego, że tak nie może...to nie on był
winny...tylko ten kto go zdenerwował.
Chciałabym wierzyć, że mu się ułoży, że z czasem to minie ale on jak na razie
w bardzo małym stopniu dotarło do niego, że to on ma problem.
Niekiedy, gdy znów się coś wydarzy powie: ”co ja mogę za to, że tak łatwo się
denerwuję, taki już jestem”.
Żal mi go, tych sytuacji było zawsze tak dużo chciałabym, żeby w końcu sobie
pomógł.....bo jeśli nie ... to co?