19.06.02, 12:36
stanelam przed sciana. duza biala sciana.

nie widze ja, nie widzi On, nie widza rozwiazania Bliscy.

kocham mezczyzne zonatego, w ktorego malzenstwie obustronnie nie ma milosci,
tak przynajmiej Obydwoje mowia.

z bolem, ale tak nakazuje Mu Jego wiara (jest katolikiem mocno wierzacym)
"zaproponowal" mi bialy zwiazek.
zebysmy sie kochali jak dotychczas, ale bez czulosci zmyslowych, bez kochania
sie (fizycznego),
bez nadziei na dzieci, tzw. normalna rodzine.

wytlumaczyl mi, ze to nie ze swietosci wynika jego pragnienie, ale z obietnicy
danej Bogu. obietnicy wiernosci Zonie.

co Ona na to? znamy sie, nawet dobrze - bo probowalam ratowac Ich malzenstwo.
wzieli slub 2 lata temu i pol roku po slubie okazalo sie, ze wzieli go nie z
powodu milosci do siebie,
tylko z bardziej prozaicznych (poczucia bezpieczenstwa glownie)...
Ona pokochała jakies 1,5 roku temu innego mezczyzne, tez zonatego, ktory nie
odwzajemnia do dzis tych uczuc. Wiem to od Niej, Jej projekcje na Jego temat
byly przyczyna pierwszej naszej rozmowy...

On zrezygnowal z marzen o milosci w malzenstwie, glebokich marzen o dzieciach,
ale Jej nie opuszczal. Do czasu, kiedy pokochal mnie. Ona od poczatki wiedziala
o Jego uczuciach, i mowila, ze sama wie, ze milosci nie mozna powstrzymac (wie
to po sobie)..., ale nie mogla sie powstrzymac od "wyproszenia" Go z domu, co
bylo zreszta chyba normalne.

co na to On? mowi, ze kocha mnie, przeszlismy juz niejedna trudna sytuacje,
gdzie okazal sie byc mezczyzna, ktory wspiera, ale nie zabiera wolnosci
decyzji. chce byc ze mna, ale kazdy czulszy kontakt owocuje Jego "odcieciem",
czyli wielka niezgodnoscia z sumieniem...obiecuje, ze od terez nie bedzie
prowokowal takich sytuacji, ale przeciez planowalismy wyjazd na bliski
wschod "pod namiot", to bedzie nieludzkie...

Calym swoim opanowaniem staralam sie Wam nakreslic w miare obiektywnie
sytuacje...

Kocham bardzo tego czlowieka, ma przepiekna dusze. Ale jestem kobieta z krwi i
kosci, nie aniolem, i namietnosc we mnie buzuje. I namietnosc, i chec bycia
mama, ktora przekaze swoja milosc dalej w swiat, przez dzieciaki. Wierze, ze to
normalne, naturalne ijest czescia milosci. A On jest i Ukochanym, z ktorym
mozna w pelni zyc i teraz, i za 30 lat, i tez bedzie dobrym tata (widze to po
Jego kontaktach z maluchami).

O co pytam?
czy jest tu ktos, kto dobrowolnie, z milosci zyje w celibacie z ukochana osoba?
jak to w sobie "zrobil"? jaka droge przeszedl?
wiem, ze duzo osob czyta forum, a malo odpisuje, ale prosze tez osoby,ktore
przezyly taka sytuacje, a nie mialy dotychczas smialosci, zeby pisac.
glosu rezydentow :) tez poslucham z uwaga.

prosze tez, nie potraktujcie tego jak tanie romansidlo, jestesmy ludzmi, ktorzy
cholernie to przezywaja, i sa swiadomi trudnosci swoich wyborow.

nie chce oszalec...

jest mi bezbrzeznie smutno.

scianka
Obserwuj wątek
    • no_nick Re: ? ? ?... 19.06.02, 13:26
      odpisałem na priva.
      • scianka Re: ? ? ?... 19.06.02, 13:38
        Bogu dzieki, i Tobie Nouniku.
        • no_nick Scianko droga .. 19.06.02, 16:33
          W kontekście wszystkich postów poniższych , w większości pochodzących od
          forumowych autorytetów mój mail wydaje się dość niewczesny , stąd myśl by wśród
          widocznych frakcji jasno określić drogę , którą bym poszedł jako facet.Tu na
          forum znalazłem myśl , że miłość nie leży na ulicy.Z maila wiesz , że boleśnie
          doświadczyłem prawdziwości tego poglądu.Kiedy los zsyła Ci miłość tak wielką ,
          że aż pchającą Cię tu po rady a przed białą ścianę w poszukiwaniu odpowiedzi
          sięgaj po nią , bo okazja podobna może się nie zdarzyć.Będąc facetem nie
          szukałbym dalej.Świadom ograniczeń.
          • gawrona no_nick 19.06.02, 16:40
            no_nick napisał(a):

            > Kiedy los zsyła Ci miłość tak wielką ,
            > że aż pchającą Cię tu po rady a przed białą ścianę w poszukiwaniu odpowiedzi
            > sięgaj po nią , bo okazja podobna może się nie zdarzyć.

            ale czy jest MILOSC ? czy moze raczej bratestwo?
          • scianka Drogi Nouniku, 19.06.02, 16:43
            przytulam Cie mocno na dalsza droge.

            • no_nick Trzy słowa ... 19.06.02, 16:58
              na priv posłałem przed drogą.Tuszę ,że krztyna sensu jest w nich.Oceń
              surowo,niech myśli Twoje na chwile zajmą się czymś błahym.

              Odwzajemniam z niekrytą satysfakcją :)
    • scianka Re: ? ? ?... 19.06.02, 14:17
      Drodzy,

      chyba zawyzylam niepotrzebnie poprzeczke, proszac o glos
      tych, ktorzy byli w takiej sytuacji, ktora dosc nietypowa przeciez...

      napiszcie po postu, co byscie zrobili bedac na moim miejscu.
      napisz, Szary Ptaku Dawno Nie Widziany, napisz madre Dodo, niezalezny Pastwo,
      Kwieto wyrazisty czy Melbo, ktora duzo widzi. Moze Fantasia wyobraznia swa ze
      mna sie podzieli?

      I kazdy inny, kto widzi nieco wiecej niz ja teraz...KAZDY.
      • gawrona Re: ? ? ?... 19.06.02, 14:22
        scianka napisał(a):
        > chyba zawyzylam niepotrzebnie poprzeczke,

        to nie wysoka poprzeczka, ale zla pora (dnia, roku)
        no i daj czas ewentualnym rozmowcom, nie wszyscy siedza przy komputerze caly bozy
        dzien

        pozdrawiam
        • scianka Re: ? ? ?... 19.06.02, 14:27
          masz racje :).

          niecierpliwam...

          o Twoje zdanie juz nie smiem pytac ;),
          ide cnoty powyzszej w polu szukac, hej!


          • gawrona Re: ? ? ?... 19.06.02, 14:30
            scianka napisał(a):

            > o Twoje zdanie juz nie smiem pytac ;),

            alez smiej, tylko ze ja nie mam nic do powiedzenia na ten temat,
            moim zdaniem milosc kobiety i mezczyzny nie konczy sie na platonicznym uczuciu,
            ale wiem, ze i takie zwiazki funkcjonuja
            • scianka Re: ? ? ?... 19.06.02, 14:35
              gawrona napisał(a):


              > moim zdaniem milosc kobiety i mezczyzny nie konczy sie na platonicznym uczuciu,
              > ale wiem, ze i takie zwiazki funkcjonuja

              oki, ale jak im sie to udaje?

              nie ustajaca w pytaniach scianka, ktora zaczela juz normalniej oddychac :)
    • gawrona Re: ? ? ?... 19.06.02, 14:49
      scianka napisał(a):

      > "zaproponowal" mi bialy zwiazek.
      >
      >
      > wytlumaczyl mi, ze to nie ze swietosci wynika jego pragnienie, ale z obietnicy
      > danej Bogu. obietnicy wiernosci Zonie.
      >


      dobra, wypowiem sie ....

      czego dotyczyla obietnica dana Bogu? i co to jest wiernosc?
      czy proponujac ci taki uklad "obok" swego malzenstwa on nie oszukuje i zony i
      Boga?

      czy zdrada nazwiemy tylko przelotny romans czysto fizyczny? czy zdrada mozna
      nazwac gorace uczucie do innej niz poslubiona osoby?
      moim zdaniem zdrada moze byc fizyczna lub psychiczna, i chyba ta druga bardziej
      boli zdradzanego

      poza tym, co on tak naprawde ci proponuje?
      moze w chwilach wielkiego erotycznego napiecia bedziecie calowac sie przez
      chusteczke? moze on bedzie sie onanizowal myslac o tobie (widzialas
      film "American beauty"?), a ty bedziesz plakac ogladajac kazda scene milosna w
      kinie?

      toz to bedzie chore

      czy nie uczciwiej wobec Boga i zony (i ciebie) bedzie zerwac tamten zwiazek i
      zbudowac nowy?
      • scianka Re: ? ? ?... 19.06.02, 15:17
        gawrona napisał(a):

        > dobra, wypowiem sie ....
        >
        > czego dotyczyla obietnica dana Bogu? i co to jest wiernosc?
        > czy proponujac ci taki uklad "obok" swego malzenstwa on nie oszukuje i zony i
        > Boga?

        w Jego rozumieniu wiary malzenstwo jest po to, aby
        pokazala sie prawda miedzy ludzmi.
        no i cholera, pokazala sie, nieladniejsza...
        nie kochaja sie, ale czy to zwalnia Ich od "bycia na dobre i na zle"(czyli
        wiernosci)?
        dla mnie - tak, ale dla katolikow - nie...
        ...
        (ocenzurowano )
        ...

        >
        > czy zdrada nazwiemy tylko przelotny romans czysto fizyczny? czy zdrada mozna
        > nazwac gorace uczucie do innej niz poslubiona osoby?
        > moim zdaniem zdrada moze byc fizyczna lub psychiczna, i chyba ta druga bardziej
        >
        > boli zdradzanego

        dal mnie juz zdradzil Zone, kiedy mnie pokochal...
        ale czy mozna ZDRADZIC milosc, ktora nie istnieje???

        >
        > poza tym, co on tak naprawde ci proponuje?
        > moze w chwilach wielkiego erotycznego napiecia bedziecie calowac sie przez
        > chusteczke? moze on bedzie sie onanizowal myslac o tobie (widzialas
        > film "American beauty"?), a ty bedziesz plakac ogladajac kazda scene milosna w
        > kinie?

        proponuje mi cholernie duzo, z wyjatkiem bliskosci fizycznej i jej konsekwencji
        (przepraszam wszystkie dzieci za niefortunne sformuowanie)
        wg mnie takie zahamowywanie sie jest niezdrowe,
        ale pytanie jest inne:
        CZY KIEROWAC SIE WARTOSCIMI DUCHA (WIARY) CZY (WSTYD NAPISAC)
        POTRZEBAMI "ZIEMSKIMI"?
        i tu nie mam jednoznacznej odpowiedzi......

        > czy nie uczciwiej wobec Boga i zony (i ciebie) bedzie zerwac tamten zwiazek i
        > zbudowac nowy?

        tak sadze, ale to nie ja przeciez to zrobie...
        a co ja mam robic? ponad moje dobro cenie niezaleznosc Jego decyzji, i wplywac na
        nia nie mam zamiaru...
        tylko hibernacja jest droga, a ja do cierpliwych, jak widac, nie naleze :)...

        dziekuje Ci bardzo za wyrazistosc spojrzenia
        • gawrona wyrazistosc spojrzenia, hehe 19.06.02, 15:30
          scianka napisał(a):

          > w Jego rozumieniu wiary malzenstwo jest po to, aby
          > pokazala sie prawda miedzy ludzmi.

          prawda? jaka prawda?


          > nie kochaja sie, ale czy to zwalnia Ich od "bycia na dobre i na zle"(czyli
          > wiernosci)?

          czy on jest z zona na dobre i na zle, gdy kocha inna osobe
          a jak chce zagwarantowac wiernosc tobie? i czy tylko na "gwarancji" ma to polegac?


          > dal mnie juz zdradzil Zone, kiedy mnie pokochal...
          > ale czy mozna ZDRADZIC milosc, ktora nie istnieje???

          no dobra, przypuscmy, ze nie zdradzil milosci, ale jednak zdradzil zone
          poza tym, czy kochajac ciebie nie zdradzil zasad swej religii?


          > CZY KIEROWAC SIE WARTOSCIMI DUCHA (WIARY) CZY (WSTYD NAPISAC)
          > POTRZEBAMI "ZIEMSKIMI"?
          > i tu nie mam jednoznacznej odpowiedzi......

          niestety jego rozwiazanie nie jest zgodne z wartosciami ducha
          czy jego zdaniem Bog (milosierny, wybaczajcy itp.) bylby za takim "polowicznym"
          rozwiazaniem? bo co: i Bogu swieczke i diablu ogarek? i wilk syty i owca cala?
          kto na tym zyska i co? zona? ty? on? Bog?



          > a co ja mam robic? ponad moje dobro cenie niezaleznosc Jego decyzji, i wplywac
          > na nia nie mam zamiaru...

          oj, jesli to ma byc WASZ zwiazek, zwiazek DWOJGA dusz, to decyzje musicie podjac
          WSPOLNIE
          • scianka wyrazistosc spojrzenia, hehe - a co, nie? :) 19.06.02, 15:44
            gawrona napisał(a):

            > scianka napisał(a):
            >
            > > w Jego rozumieniu wiary malzenstwo jest po to, aby
            > > pokazala sie prawda miedzy ludzmi.
            >
            > prawda? jaka prawda?

            prawda zarowno o tym, kim sa, jak i o ich relacji.
            to slowa Jego "przewodnika duchowego", nie moje, takze tlumacze, jak umiem


            > czy on jest z zona na dobre i na zle, gdy kocha inna osobe

            zgoda, cholera, ja to wiem!

            > a jak chce zagwarantowac wiernosc tobie? i czy tylko na "gwarancji" ma to poleg
            > ac?

            na swiecie nie ma nic stalego, tak sobie trzezwo mysle, zadnych obietnic
            wieczystych nie popelniajac...
            On tez gwarancji mi zadnych nie daje - a ja ich nie wymagam.
            Potrafie kochac tylko w wolnosci, i gwarancji nie potrzebuje.


            > no dobra, przypuscmy, ze nie zdradzil milosci, ale jednak zdradzil zone
            > poza tym, czy kochajac ciebie nie zdradzil zasad swej religii?

            ponoc nie
            >
            > > CZY KIEROWAC SIE WARTOSCIMI DUCHA (WIARY) CZY (WSTYD NAPISAC)
            > > POTRZEBAMI "ZIEMSKIMI"?
            > > i tu nie mam jednoznacznej odpowiedzi......
            >
            > niestety jego rozwiazanie nie jest zgodne z wartosciami ducha
            > czy jego zdaniem Bog (milosierny, wybaczajcy itp.) bylby za
            takim "polowicznym"
            > rozwiazaniem? bo co: i Bogu swieczke i diablu ogarek? i wilk syty i owca cala?
            > kto na tym zyska i co? zona? ty? on? Bog?

            tu nie chodzi o zysk, a zgodnosc ze swoja wiara, przekonaniami...
            Jego decyzja nie zgadza sie z moja i vice Wersal..

            mam po prostu wrazenie, ze z WIARA nie da sie NEGOCJOWAC........
            CZY SIE MYLE???????

            > oj, jesli to ma byc WASZ zwiazek, zwiazek DWOJGA dusz, to decyzje musicie podja
            > c
            > WSPOLNIE

            i tu pat. woda i ogien. na razie podjelam decyzje, ze po takich slowach powinnam
            byc sama. On chce byc ze mna...

            dobrze mi sie z Toba gada, Gawrono :)
            • gawrona Re: wyrazistosc spojrzenia - cd. 19.06.02, 15:57
              scianka napisał(a):

              > na swiecie nie ma nic stalego, tak sobie trzezwo mysle, zadnych obietnic
              > wieczystych nie popelniajac...
              > On tez gwarancji mi zadnych nie daje - a ja ich nie wymagam.

              zonie dal gwarancje i co z tego?
              a w ogole gwarancje czego jej dal?
              ze bedzie tkwil (no bo nie "byl") obok niej (bo chyba nie "z nia") do konca
              zycia, ciagle majac w myslach i w sercu inna kobiete? to jej obiecywal?
              zauwaz, ze obiecywal jej "milosc i wiernosc" ...
              to co? obietnic mozna dochowywac tylko czesciowo? obiecaj mi samochod, a potem
              daj tylko kolpak od kola


              > tu nie chodzi o zysk, a zgodnosc ze swoja wiara, przekonaniami...
              > Jego decyzja nie zgadza sie z moja i vice Wersal..
              >
              > mam po prostu wrazenie, ze z WIARA nie da sie NEGOCJOWAC........
              > CZY SIE MYLE???????

              owszem, wiara nie podlega dyskusji, ale cos mi sie widzi, ze on dosc
              wybiorczo "wierzy"


              > na razie podjelam decyzje, ze po takich slowach powinnam
              > byc sama.

              no i dobrze, moze czas cos wam doradzi
              trzymaj sie dzielnie
              w razie czego (nie wiem jeszcze w razie czego) powiedz mu, ze chcesz go calego,
              ze wszystkimi zaletami i wadami, ale chcesz miec prawo do marzen i planow, a jak
              takie snuc, gdy on ma zone?


              > dobrze mi sie z Toba gada, Gawrono :)

              :)

              • Gość: scianka Re: wyrazistosci dalsze okazanie IP: *.sopot.trefl.com.pl / 192.168.10.* 19.06.02, 16:11
                wyraziscie klaniam Ci sie piorkiem do ziemi,
                choc nie wiem, gdzie scianki maja piorka :)

                gdybys kiedykolwiek Ty potrzebowala rozmowy - prosze daj znac
                • gawrona piorka 19.06.02, 16:24
                  Gość portalu: scianka napisał(a):

                  > wyraziscie klaniam Ci sie piorkiem do ziemi,
                  > choc nie wiem, gdzie scianki maja piorka :)

                  jak to gdzie? na kapeluszu ;)
                  • scianka Re: piorka 19.06.02, 16:29
                    Bog O Jakimkolwiek Imieniu niech Ci wynagrodzi
                    za rozsmieszenie Smutnej Scianki Okapeluszowanej

                    ide sie powiescic :)
                    • gawrona !!! 19.06.02, 16:32
                      scianka napisał(a):

                      > ide sie powiescic :)

                      cokolwiek to znaczy dla scianki - ANI MI SIE WAZ !!!

                      • no_nick powiescic znaczy ... 19.06.02, 16:38
                        roznosić wieści czy pocztać powieść ?
                        • scianka Re: powiescic znaczy ... 19.06.02, 16:48
                          roznoscic wiesci
                          w formie powiesci
                          :)))

                          nie wiecie nawet, jak smiech mi pozwala jakos zyc dzis

                          :) z oczami jeszcze zalanymi farba nascienna
                          (napisalam - nasienna ;))))
                          • gawrona nasCienna 19.06.02, 16:52
                            scianka napisał(a):

                            > :) z oczami jeszcze zalanymi farba nascienna
                            > (napisalam - nasienna ;))))

                            ciekawe, co na to rzeklby pan FREUD,
                            wedlug ktorego takie "przejezyczenia" znacza bardzo wiele ;p
                            • scianka z dziadkiem Freudem.. 19.06.02, 17:00
                            • scianka z dziadkiem Freudem.. 19.06.02, 17:01
                              pogadam wieczorem :)
                              o nasionkach, oczywiscie :)))

                              a poprzednia wiadomosc niepelna - wiadomo - pochopna ze mnie scianka :)
                              • gawrona scianko 19.06.02, 17:02
                                scianka napisał(a):

                                > wiadomo - pochopna ze mnie scianka :)

                                a przynajmniej pionowa? ;)

                                • no_nick Re: scianko 19.06.02, 17:04
                                  wpinaczkowa raczej i to do dość ekstremalnych wspinaczek :))))
                                  • scianka Re: scianko 19.06.02, 17:11
                                    no_nick napisał(a):

                                    > wpinaczkowa raczej i to do dość ekstremalnych wspinaczek :))))

                                    a jusci!

                                    tyle, ze ostatnio ktos mi magnezja w oczy nascienne sypnal :)
                                • scianka Gawrono 19.06.02, 17:06

                                  > > wiadomo - pochopna ze mnie scianka :)
                                  >
                                  > a przynajmniej pionowa? ;)

                                  no pewnie, na pochyla scianke koza skacze :)

                                  • gawrona scianka 19.06.02, 17:08
                                    scianka napisał(a):

                                    > na pochyla scianke koza skacze :)

                                    wiec pionowa ;)
                                    a wysoka? (nie koza, tylko scianka ;p)

                                    • scianka Gawrono Niedoinformowana (bez urazy prosze) 19.06.02, 17:22
                                      gawrona napisał(a):

                                      > scianka napisał(a):
                                      >
                                      > > na pochyla scianke koza skacze :)
                                      >
                                      > wiec pionowa ;)
                                      > a wysoka? (nie koza, tylko scianka ;p)

                                      scianka, jak scianka, 3,10, bo ze starego budownictwa :)))

                                      • gawrona Niedoinformowana? - moze raczej Dociekliwa? 19.06.02, 17:27
                                        scianka napisał(a):

                                        > scianka, jak scianka, 3,10, bo ze starego budownictwa :)))

                                        ja na budownictwie sie nie znam, ani starym, ani nowym ;p
                                        • scianka Droga Gniazdowiczko 19.06.02, 17:32
                                          no, tak, wybacz prosze, Gawrony Niemieszkalne przeca sa :)
                                          • gawrona Gniazdowiczko? ble, fuj 19.06.02, 17:37
                                            scianka napisał(a):

                                            > no, tak, wybacz prosze, Gawrony Niemieszkalne przeca sa :)

                                            wielka ci ze mnie domatorka! serio! ;)
                                            a moj nick wzial sie ... nie wiem skad ... sam do mnie przyszedl ... mial byc
                                            taki "meski" i "niezalezny" w brzmieniu i skojarzeniu

    • zlakobieta Scianko, 19.06.02, 15:04
      Najpierw nie chcialam pisac nic, bo nie bylam w takiej sytuacji i wlasciwie nie
      znam nikogo, kto borykalby sie z podobnym problemem. Powiem inaczej. Znam kilka
      par "z odzysku" i oni mowili czasem o takim rozwiazaniu proponowanym przez
      spowiednika ale... No wlasnie - zadne z nich nie bralo tego powaznie.
      Przecietnemu czlowiekowi trudno jest brac pod uwage zwiazek, w ktorym brakuje
      tej waznej swfery zycia, jaka jest milosc fizyczna. Mowia, ze krew nie woda i
      to prawda. Dlatego wiele przyjazni miedzy mezczyzna i kobieta konczy sie
      romansem, ktory uwazaja oni za dopelnienie tych wszystkich wspanialych
      laczacych ich uczuc.
      Gdy kogos naprawde kochasz, to chcesz, zeby wypelnil cale Twoje zycie. Chcesz,
      zeby w nim uczestniczyl, zeby cieszyl sie tym, co Ty, zeby byl szczesliwy razem
      z Toba. Jak, a raczej "czy" mozna zbudowac szczescie dzwigajac takie brzemie?
      Podobno nikt nie jest w stanie zrealizowac wszystkich oczekiwan jakie ma w
      stosunku do niego partner, ale tez nikt nie moze zabronic jego partnerowi te
      oczekiwania miec. Jestes mloda i nawet zakladajac, ze nie masz wielkiego
      temperamentu albo, ze potrafisz nad nim zapanowac, to jednak czy potrafisz
      zapanowac nad instynktem macierzynskim? Rezygnujesz z dwoch waznych rzeczy
      jednoczesnie i nie sadze, zebys byla w stanie przewidziec jak dlugo wytrwasz w
      swoim postanowieniu.
      Czy nie przyjdzie moment, w ktorym znienawidzisz swojego ukochanego za to, ze
      postawil Cie w takiej sytuacji? Czy moment zmiany decyzji nie nastapi za pozno
      (na przyklad na urodzenie wlasnego dziecka)?
      Ja bym nie wytrwala i nie wiem czy jest wielu ludzi, ktorzy zdecydowaliby sie
      na takie zycie.
      Przepraszam jezeli moja wypowiedzia Cie zasmucilam ale tak to widze.
      Pozdrawiam cieplo (nie wiem czego Ci zyczyc, bo sytuacja jest z gatunku bez
      dobrego rozwiazania).
      -zlakobieta-
      • Gość: Malwina Re: Scianko, IP: *.abo.wanadoo.fr 19.06.02, 15:16
        powiem jedno : zycie przemija.
        • scianka Re: Scianko, 19.06.02, 15:29
          Malwino,

          czy znaczy to, ze
          - zycie przemija i wazne jest naprawde to, co po nim, czyli po konsekwencjach
          naszych wyborow?
          czy
          - zycie przemija i bierz z niego garciami, niczego nie zalujac?
          • gawrona Re: Scianko, 19.06.02, 15:32
            scianka napisał(a):

            > czy znaczy to, ze
            > - zycie przemija i wazne jest naprawde to, co po nim, czyli po konsekwencjach
            > naszych wyborow?
            > czy
            > - zycie przemija i bierz z niego garciami, niczego nie zalujac?


            jestem za druga opcja :)

      • scianka Re: Scianko, 19.06.02, 15:27
        PseudoZlaKobieto,

        czytasz mi w obawach...
        jestem faktycznie mloda, ale nie za-,
        w miare dojrzala, ale fisnieta nadal...

        trudno jednak nawet przyznac mi przed soba,
        ze zrezygnowalam z milosci - i to nie byle jakiej -
        aby moc kochac sie bez wyrzutow sumienia, czy dzieci z kims
        wloczyc po gorach...

        powiedziec sobie w cichosci ducha za lat kilkanascie -
        co narobilam???!!!!

        bo znam wiele malzenstw, ktore i sypiaja ze soba, i dzieciuja,
        a za miloscia glodnie wyczekuja...
        i TYLKO JEJ...

        dziekuje z calego serca za Twoj list
        • Gość: m Re: Scianko, IP: *.tpnet.pl / *.cracow.eu.org 19.06.02, 16:10
          Scianko,
          zwiazek Twojego ukochanego kwalifikuje się do unieważnienia ślubu kościelnego.
          Sąd tamtejszy dopuszcza istnienie psychologicznych zawirowań; pomieszania
          intencji, niedojrzałości emocjonalnej etc.
          Ale to decyzja Twoich znajomych, czy zaczną rozwiązywać to w ten sposób czy
          nie. Tkwienie w takiej sytuacji - fałszu, braku uczuć - czy nie jest
          więzieniem? Minie trochę czasu i znienawidzą się oboje doszczętnie, pod
          przykrywką wiary i dżwigania krzyża (swoją drogą dlaczego religia katolicka
          widzi małżeństwo jako jeden wielki krzyż?). Czyż wyrzekanie się miłości
          fizycznej nie jest hipokryzją? Tylko ta sfera ma gwarantować czystość/
          nieczystośc, a reszta jest w porządku? Jeśli (abstrahując od Twojej sprawy)
          mężczyzna zostawia swoją żonę z 2 dzieci i nie współżyje z nową kobietą to jest
          to ok? Seks jest nie ok? Pomieszanie z poplątaniem. Myślę, ze Twoje i Twego
          ukochanego wątpliwości moze rozwikłać mądry ksiądz. Ale tylko taki z otwartą
          głową. Poszukajcie kogoś takiego w Twoim mieście, na pewno jest. Pozdrawiam
          M
          • scianka Re: M, 19.06.02, 16:21
            dziekuje za list.

            Madry i dobry ksiadz jest przy Nim, tyle ze broni
            malzenstwa, takie Jego (ksiedza) powolanie...

            A Ukochany moj bardzo Mu wierzy...nie bezkrytycznie,
            ale traktuje Go jak przewodnika.

            I ja dzieku Nim zauwazylam chrzescijanstwo jako zywa religie
            (choc praktykuje nadal buddyzm zen od wielu lat, traktujac
            go bardziej jako droge filozofii i rozwoju i wspolczucia, a nie religie).

            tylko, Twoim zdaniem, czy ja moge cos z tym wszystkim zrobic?

            pozdrawia padajaca na nos scianka...
            • gawrona scianko 19.06.02, 16:29
              scianka napisał(a):

              > Madry i dobry ksiadz jest przy Nim, tyle ze broni
              > malzenstwa, takie Jego (ksiedza) powolanie...

              madry i dobry ksiadz nie patrzy slepo w swoje powolanie,
              ale poprzez jego pryzmat patrzy na dobro czlowieka
              • scianka Gawrono Miła, 19.06.02, 16:31
                obaczym...
            • Gość: m Re: M, IP: *.tpnet.pl / *.cracow.eu.org 19.06.02, 16:39
              Scianko, tak czy inaczej to Ty masz większy problem. Twój ukochany wybrał opcję
              (która, nota bene, bardzo mnie kurza i wydaje mi się, wybacz, ale jedną wielką
              hipokryzją), która tak naprawdę krzywdzi Ciebie. On ma dwie kobiety - z żadną
              z nich zaś nie chce być naprawdę. Parawan religijności jest szlachetnym, trudno
              podważalnym argumentem. Zostajesz Ty, ze swoimi potrzebami i pragnieniami,
              które mozesz poświęcić, ale... Coś mi mówi,ze nie tego chcesz i to nie jest dla
              Ciebie dobre. Brutalnie mówiąc rozważ odejście. Albo pełne zaangażowanie Twego
              ukochanego w Wasz zwiazek. Masz do tego prawo. Będzie bolało, wiem. Moja rada:
              to Ty poradź się kogoś mądrego, jakiegoś księdza też, nie jeden mądry na
              świecie spisz sobie argumenty za i przeciw.. Może ktoś gdzieś na Ciebie czeka.
              Moze i jest to ten Twój aktualny ukochany. Ale czemu On nie walczy? Dla mnie
              jest słabym mężczyzną, wybacz mi raz jeszcze ostre postawienie sprawy. Gdybyś
              nie miała wątpliości co do tego, pewnie nie napisałabyś tu ani pół słowa i
              zyłabys swoim platonicznym i jakże szlachetnym uczuciem. Życzę Ci Ścianko jak
              najlepiej - a zwłaszcza tej pełnej miłości. M
              PS. Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl - czy Twój kochany nie ma aby
              jakiegoś ogólniejszego problemu z własną seksualnością? Moze tu leży pies
              pogrzebany. Obawia się pożycia z żoną ("bo nie kocha jej w pełni") i z Tobą ("
              bo to byłoby ogromnie grzeszne"). Oczywiście na poziomie nieuświadomionym. Zle
              pojęta religijnośc potrafi być nieslychanie reporesyjna wobec seksu jako
              takiego. I czasem tak to się kończy jak w przypadku Twego mężczyzny. Wielbi
              tylko Madonny, a Dziwek nie chce. Bo tylko takie kobiety dla niego mogą istnieć
              M
              • scianka do M 19.06.02, 16:58
                nie przepraszaj za ostre stawinie sprawy, bardzo tego potrzebuje,
                niezaleznie od tego, co uslysze.

                nie chce Go oceniac zle, sprawa jest swieza, nie wiem,
                jaka decyzje On podejmie.

                daje mu czas, choc Bog mi swiadkiem, gwaltowna mam nature,
                ale nie oceniam ludzi pochopnie.

                co do Madonny i dziwki - mam cos chyba z nich obu, i to polaczenie
                zdaje sie Mu odpowiada...nawet bardzo...

                coz, rade Twoja wysluchalam "telepatycznie" - gdyz wczoraj taka alternatywe
                Jemu postawialam, mowiac, ze moze sa inne wyjscia, w ktorych mozemy sie
                spotkac...

                sa?
                • Gość: m Re: do M IP: *.tpnet.pl / *.cracow.eu.org 19.06.02, 17:05
                  Są, są, zobaczysz. Teraz nie widzisz, bo emocje duże, ale są. Moze on był Ci
                  potrzebny na tym etapie życia, żebyś odpowiedziała sobie na pytania kim jesteś
                  i czego potrzebujesz. Wygląda na to,że zaczynasz wiedzieć i to Cię gnębi. Ale
                  to,że potrzebujesz miłości, seksu i macierzństwa to jest chyba najzdrowsze,
                  najprzyjemniejsze pod słońcem! I nie zasłużyłaś sobie na to,żeby było to
                  przyczyną Twojego cierpienia i bólu! Trzymaj się, zajrzę tu dopiero pojutrze. I
                  uszy do góry - popatrz jaki odzew i ile masz wokół zyczliwych Ci ludzi. Obcych,
                  bo obcych, ale darowanemu koniowi... ;)Pa. M
                  • gawrona Re: do M 19.06.02, 17:07
                    Gość portalu: m napisał(a):


                    > bo obcych, ale darowanemu koniowi... ;)

                    no no .... ty uwazaj co piszesz, hehe ;)
                    • scianka do M i G 19.06.02, 17:25
                      nooo, slowa Twoje pomogly mi
                      zebrac mysli, ale zeby tak od koni, to przegiales/as!!!! ;)

                      (wz)burzona scianka
                      • Gość: m Sciance i Gawronie: konie są super! IP: *.tpnet.pl / *.cracow.eu.org 20.06.02, 18:26
                        Koń jest zwierzę rozumne,cenne, piękne, pracowite, wytzrymałe i szlachetne. I
                        czemu tu się z(burzyć) hę?
                        M
        • Gość: lisiczka Re: Scianko, IP: *.man.polbox.pl 19.06.02, 16:17
          Witaj Scianko!
          Co prawda sama nie bylam w takiej sytuacji i nie znam osob, ktore by byly
          wiec duzo nie pomoge, ale chcialam zapytac, jak on sobie to wyobraza?
          Zostaje z zona, mieszkaja razem i rownoczesnie on spotyka sie z Toba a po
          spotkaniach znowu wraca do domu? Z kim spedza Swieta? Z kim spedza wakacje?
          Rozumiem, ze z Toba. A potem co? Wraca do domu i swojej koscielnej zony?
          Czy moze wyprowadza sie z domu, mieszka z Toba ale nie sypia z Toba, nie bierze
          z Toba slubu i nie ma z Toba dzieci?
          Przepraszam za wscibstwo ale naprawde mnie interesuje "techniczna" strona tego
          wynalazku.
          Pozdrawiam serdecznie.
          • Gość: Malwina Re: Scianko, IP: *.abo.wanadoo.fr 19.06.02, 16:22
            tak czesto przed sciana sie znajdujemy
            tyle frustracji do zainkasowania
            dorzucac do kupy ?

            ludzie wybieraja zycie w odosobnieniu, w klasztorach , rezygnuja z cielesnosci i innych pozarow -
            kazdy wybiera. OK.
            Ty, wydaje mi sie wybralas zycie normalnej kobiety. Zyj tak.
            • scianka Malwino 19.06.02, 17:04
              oddalabys bez walki milosc wazna, dobra?

              dla normalnosci?

              pytam tez siebie...
          • scianka Re: Lisiczko, 19.06.02, 16:26
            witaj rowniez,

            zadne to wscibstwo, przeciez odwazylam sie napisac na to forum...

            technicznie to On nie mieszka juz z Zona...
            to jest Jej mieszkanie i poprosila go, aby sie wyprowadzil,
            co On uczynil, i mieszka u dobrego znajomego, zbierajac kase
            na jakis wlasny kat.

            tyle, czy to cos zmienia...
    • Gość: annka Re: ? ? ?... IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 19.06.02, 16:23
      hmm... trudna sprawa - trudno polemizować z wiarą. Moim zdaniem on już
      zdradził - nie wiem czemu ludzie pojmuja zdradę w pojęciu zdrady czysto
      fizycznej. Przecież jeśli nie mieszka z żoną nie dzieli radości, smutkow tylko
      z Tobą to nie jest jej wierny i seks niewiele tu zmieni. Dziwi mnie postawa
      spowiedników nakłaniających do życia w tzw. białym małżeństwie. Dla mnie to
      obłuda bo pozostawienie osoby, której się przyrzekało miłość, wiernośc....jest
      już zdradą a seks jest jej konsekwencją.
      Zdarzają się białe małzeństwa, ale co innego jeśli obydwoje tego pragną i nie
      stoją pod przymusem wyboru bycia z kimś na takich warunkach. Jestem katoliczką
      ale dla mnie pachnie trochę hipokryzją - tak jakbyś Ty miała "odpokutować" za
      grzechy Twojego wybranka. Napisałaś,że wiele ludzi sypia ze sobą mają dzieci
      ale tęsknią za miłością. Spójrz jak wiele osób - kobiet jest szczęśliwych w
      swoich związkach ale jak bardzo cierpią z powodu rozbierzności potrzeb
      seksualnych. Niestety nie da się oddzielić w miłości duszy i ciała - chyba, że
      dwie osoby są pewewne swoich wyborów. Jesteś chyba bardzo młoda i żyjesz
      jeszcze w świecie ideałów. Rozejrzyj się wokół - ilu ludzi się rozwodzi z tymi
      na całe życie, jak zmienna jest ludzka natura, jak często nie znamy samych
      siebie. Czy potrafisz wytrwać w takim związku jeśli teraz masz wątpliwości, czy
      potrafisz dobrowolnie zrezygnować z macierzyństwa. Zazwyczaj ludzie którzy się
      kochają chcieliby przekazać te uczucia swojemu wspólnemu potomstwu, tak jakby
      przez poczęcie ofiarowali cząstkę siebie. Czy potrafisz z tego zrezygnować. Dla
      mnie postępowanie Twojego wybranka to egoizm -tak się chyba nie da. Dla jego
      spokojnego sumienia (?) Jego wybranka ma złożyć w ofierze swoje marzenia,
      zrezygnować z siebie. Rozumiem są sytuacje gdy ludzie świadomie rezygnują z
      potomstwa ale pozostaje im bliskość, a jeśli dorze zrozumiałam to nie chodzi
      tylko o seks ale o wszelkie formy zbliżenia fizycznego.
      Może to piękna idea platonicznego ale chyba w tym przypadku mało realna.
      • scianka Anneczko, 19.06.02, 16:40
        szczegolnie trafnie okreslilas, ze zyje w swiecie idealow,
        tyle, ze dotykam tez ziemi, znam ja z bardzo bliskiej odleglosci.

        padam, objam sie o przydrozne kamienie, czasem leze na niej tygodniami,
        az poczuje jej piekny mimo wszystko zapach, ktory znow odrywa mnie ku niebu.

        swiadomie z idealow nie rezygnuje, choc wiem, ze w dzisiejszym swiecie
        to smieszne i uwazane za niedojrzale.

        i nie uwazam, ze bedziemy ze soba "na zawsze". ale badzmy w prawdzie
        (co sie aktualnie dzieje), i w calosci (o co sie "bije").

        nieidealnie biala scianka...
      • Gość: lisiczka Re: ? ? ?... IP: *.man.polbox.pl 19.06.02, 16:50
        przeczytalam list annka, uwazam ze jest madry i zgadzam sie z nim calkowicie.

        Droga Scianko po prostu sprobuj wyobrazic sobie ze zgadzasz sie na jego
        propozycje. Rezygnujesz z rzeczy, ktore sa dla Ciebie wazne tj m.inn:
        malzenstwo i dzieci.
        Jak widzisz sama siebie za kilka lat? Czy nie znienawidzisz jego albo samej
        siebie, ze wyrzeklas sie swoich marzen i pragnien? Czy tez milosc do tego
        mezczyzny jest najwazniejsza sprawa w Twoim zyciu i poswiecisz dla niej
        wszystko: nawet Twoje marzenia o macierzynstwie?
        a jesli chodzi o sprawe techniczna: jezeli juz znajdzie sobie jakis kat, to
        widzi w nim rowniez Ciebie?
        • scianka Lisiczko 19.06.02, 17:20
          Gość portalu: lisiczka napisał(a):

          > przeczytalam list annka, uwazam ze jest madry i zgadzam sie z nim calkowicie.
          >
          > Droga Scianko po prostu sprobuj wyobrazic sobie ze zgadzasz sie na jego
          > propozycje. Rezygnujesz z rzeczy, ktore sa dla Ciebie wazne tj m.inn:
          > malzenstwo i dzieci.
          > Jak widzisz sama siebie za kilka lat?

          Chryste, nie znana mi to wiedza...

          wyobraznia mi podpowiada, ze bede smutnym czlowiekiem,
          ale buddyzm, ze nalezy wyzbyc sie pragnien, a zycie moze mnie na probe wysyla...
          tyle ze nie traktuje zen jako wyrocznie.



          > a jesli chodzi o sprawe techniczna: jezeli juz znajdzie sobie jakis kat, to
          > widzi w nim rowniez Ciebie?

          nie mowil tego wyraziscie, a ja nie pytalam, bo na swoj kat juz zapracowalam.

          dziekuje, ze wyobraznie mi pobudzilas do pracy :)

    • gawrona zdrobnienia 19.06.02, 16:50
      scianko, a ja teraz z innej beczki

      zauwazylas swoje zdrobnienia naszych nickow
      (anneczko, nouniku, jeszcze chwila a napiszesz "gawroneczko" hehe),

      czy to nie sa "niewykorzystane" poklady twej czulosci?
      i skoro teraz juz takie masz, a do swojego faceta nawet nie mozesz sie
      przytulic, to ...
      no wlasnie ...
      kogo bedziesz przytulac zamiast niego (jesli zdecydujesz sie na "uklad" ktory
      on proponuj): misia, poduszke, cudzych mezow, cudze dzieci, forumowe literki?

      pozdrawiam
      • scianka czujna Gawro... 19.06.02, 17:30
        ...nie, nie przejdzie mi to przez klawiature...

        a na powaznie - znow chyle czolo.
        slusznie wylapalas, zawodowo staram sie byc
        nutralna, obiektywna profesjonalistka (ale bez przesady),

        a w zyciu - przytulna ze mnie scianka :)

        przyjdzie mi na jakas pluszowa kanape sie zwalic :)...choc smutny to bedzie
        dzien...
        • gawrona Re: czujna Gawro... 19.06.02, 17:35
          oj, gawra to legowisko niedzwiedzia i nijak sie ma do gawrony, hehe

          a moze ty jestes taka scianka, ktore lubi dzieciece lapki, usmarowane dzemem lub
          czekolada, trzymajace kredki, ktorymi po tobie smaru smaru smaruja swe kolorowe
          dzieciece wyobrazenie o swiecie i ludziach, o milosci i szczesciu i w swym
          smarowaniu tak zapamietale, ze az sie do ciebie ufnie przytulaja?
          • scianka Re: czujna Gawrrrr... 19.06.02, 17:40
            taak, duzo na mnie namalowane...
            i dzieciaca, i dorosla reka gryzdane,
            i uwieszone tez co-nieco
            z hecą

            :)

            swoja droga ta metafora, duzo mi o sobie pokazuje.
            jak dziekowac mam?!?!
            • gawrona Gawrrrr... <---- warrrrcze? na ciebie? hm ... 19.06.02, 17:47
              scianka napisał(a):

              > swoja droga ta metafora, duzo mi o sobie pokazuje.

              to dobrze? ;)


              > jak dziekowac mam?!?!

              a musisz? ;p

              • scianka tak zle, i tak niedobrze, zatem 19.06.02, 17:54
                wroce do poczatku:
                Gawrono,

                dziekowac nie musze, ale chce. tyle tlumaczenia :)
                • gawrona scianko 19.06.02, 17:55
                  scianka napisał(a):

                  > dziekowac nie musze, ale chce.

                  no to po prostu ;)
                  chyba juz po ;)

                  • scianka Gawrono 20.06.02, 15:38
                    a ja polubilam Cie, ze hej!
                    to tak, na koniec, na posumowanie gadania-plakania-rozsmieszania-
                    porozumisercedochodzenia

                    i tak i siak dziekuje
                    scianka nieco zarozowiona

                    • gawrona scianko 29.06.02, 19:59
                      scianka napisał(a):
                      > a ja polubilam Cie, ze hej!
                      > to tak, na koniec, na posumowanie gadania-plakania-rozsmieszania-
                      > porozumisercedochodzenia
                      >
                      > i tak i siak dziekuje
                      > scianka nieco zarozowiona
                      >


                      o, jak mi milo rozowa scianko (a moze juz czerwona? bo dojrzala? do decyzji?)
                      pozdrawiam :)


                      • scianka decyzja tez zaczerwieniona ... 01.07.02, 10:31


                        ...abysmy pozostali w wolnosci i szacunku do siebie, pozostalo jedno wyjscie:
                        przyjazn.

                        serce mi sie kroi, On tez chcialby czegos innego, ale nie moze, po prostu nie
                        moze i ja chce to uszanowac, bo ingerencja w Jego wiare bylaby dla mnie
                        pogwalceniem powyzszego.

                        trzymaj kciuki, dziekuje za rozmowe, po zobaczenia
    • scianka wracajac do dom... 19.06.02, 17:46
      nie moge uwierzyc, ze rozmowy z Wami
      nieco rozjasnily mi droge, choc jeszcze
      wiecej swiatla potrzebuje, nim w droge znow rusze.

      bardzo, bardzo dziekuje, zajrze tu jutro,
      mam wolny dzien, glodna jestem spojrzen innych niz moje.

      jesli nie widzieliscie nigdy wdziecznej scianki - to juz widzicie :)
      • gawrona scianko 19.06.02, 17:50
        scianka napisał(a):

        > wiecej swiatla potrzebuje, nim w droge znow rusze.

        szerokiej drogi scianko (ales ty sobie wziela nick, hehe)


    • Gość: kamfora troche mi nie pasuje... IP: 62.29.248.* 19.06.02, 18:14

      Po pierwsze: mówię tylko i wyłącznie w swoim imieniu,
      (żeby nie było na ogół katolików)

      No i tak: wydaje mi sie, ze jest w tym wszystkim sprzecznosc jakas.
      Jezeli on jest katolikiem to wie, ze powinien postepowac zgodnie z wlasnym
      sumieniem, a nie pytac kogos o zdanie, czy to, co robi jest grzechem, czy nie
      jest.
      NIKT mu tego nie moze powiedziec. Nawet spowiednik (wlasciwie to zwlaszcza nie
      spowiednik).
      W swoim rozstrzyganiu spraw najwazniejszych powinien kierowac sie Biblia, a w
      szczegolnosci Nowym Testamentem.
      Owszem, moze poradzic sie, ale to on decyduje, ZGODNIE ze swoim sumieniem, a nie
      z zaleceniami kogokolwiek.

      I teraz: jest napisane: cokolwiek zwiazecie na ziemi - bedzie zwiazane w niebie,
      cokolwiek rozwiazecie na ziemi - ROZWIAZANE bedzie i w niebie.
      O malzenstwie mowi sie czasem: "dwie dusze -jedno cialo"
      Ale skoro smierc te jednosc znosi - to moze smierc milosci - rowniez?

      Ktos napisal, ze przypadek Twojego ukochanego nadaje sie do uniewaznienia
      malzenstwa. Tez tak mysle, ale mysle tak opierajac sie jedynie na tym, co
      napisalas. Kazdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie.

      Znam kilka malzenstw zawartych w kosciele, w ktorych jedno z malzonkow
      jest po uniewaznieniu zwiazku poprzedniego.

      Moim zdaniem to, co on Ci proponuje - jest zaklamaniem.

      Pozdrawiam.
      • scianka Re: troche mi nie pasuje... 20.06.02, 13:08
        Witaj Kamforo Pozornie Ulotna,

        prawda jest, ze sumienie wlasne rozstrzyga spory.
        I wlasnie w Jego sumieniu budza sie opory, ktore
        obcinaja kontakt miedzy nami...

        pytanie - czy ktokolwiek moze wplywac na Jego sumienie?

        ponoc moze ksiadz.

        po owocach widze, ze moge i ja.

        ale nawet jesli mam jakis wplyw na Niego, to pogwalceniem
        wolnosci i niezaleznosci wydaje mi sie byc taki wplyw. nie chce tak.
        chce, aby wybieral we wlasnej wolnosci.

        pozostaje mi czekac? zapytala retorycznie...
    • pastwa 19-06-2002 19.06.02, 18:30
      Daruj, że podejdę do Waszego problemu, jak do rebusu, ale tylko tak potrafię na
      chwilę obecną..

      Po pierwsze, mam dla Was dobrą wiadomość, nie będzie tu zdrady itp. złych
      rzeczy, a poniżej napiszę, dlaczego tak uważam, bądź wydaje mi się tylko..


      Co jest istotą zdrady, może na poniższym ( coraz niżej schodzę z tą
      odpowiedzią ) przykładzie.

      Mamy wojnę i dwóch sojuszników A i B walczących przeciwko C, załóżmy że
      pomiędzy A i B istnieje precyzyjny układ zaakceptowany odpowiednio wcześniej.
      Niestety sojusznik B nagle wycofuje się z układu( wbrew jego założeniom) i
      staje po stronie dotychczasowego wroga C.
      To jest zdradą, bowiem sojusznik A ponosi przez takie postępowanie B straty,
      czuje się zdradzony, złamany został układ, który razem zawarli, krótko mówiąc,
      zdrada przynosi zawód( mniej lub bardziej dotkliwy) drugiej stronie i łamie
      zobowiązania wcześniej ustalone.
      Tylko w jednym przypadku nie byłoby zdrady, a mianowicie gdyby, A i B
      stwierdzili, że zawarty układ wygasł w sposób naturalny(, bo wygasły wszelkie
      treści w nim zawarte) lub w przypadku, gdy obopólnie zgadzają się dalej go nie
      podtrzymywać( trudno powiedzieć, że ktoś tu kogoś zdradza, skoro nikt się tak
      nie czuje, prawda?).

      W wyjściowym przypadku tak właśnie jest, układ małżeński wygasł w sposób
      naturalny, obie strony nie czują się zdradzone, wręcz ochoczo podchodzą do
      propozycji rozstania się( jedynie błędne wyobrażenie o zdradzie powstrzymuje
      Twego mężczyznę).


      A co z Bogiem?

      Czy rozstając się w tym przypadku można zdradzić Boga, otóż nie.

      Bo obecna sytuacja nastąpiła według praw boskich. Bóg stworzył człowieka, zatem
      i miłość i pociąg seksualny, a zarazem czas ich trwania w zależności od
      kombinacji danych dwojga ludzi. Omawiana „kombinacja” pozwalała trwać tej
      miłości tyle ile to trwało, nie więcej, przecież nie wstali oni pewnego dnia i
      nie powiedzieli sobie jak maszyny, że od dzisiaj się już nie miłują i nie będą
      uprawiać seksu( bo to nie jest miłe). Bóg stworzył te zasady i prawa, więc
      życie według nich nie może powodować zdrady Boga, na Miłość boską !

      Co ciekawsze, skoro para małżeńska nie czuje się zdradzona( a to ich chyba
      dotyczyła przysięga małżeńska), to dlaczego ma się tak poczuć Bóg ?

      I jeszcze coś,przysięganie jest z „pewnością” obrazoburcze dla Boga . Taka
      pewność w potwierdzaniu czegoś, ( czyli dozgonnej miłości i pociągu seksualnego
      do partnera), jest oznaką pychy(, bo jedynie Bóg jest wszechwiedzący i
      nieomylny, nie mogą więc ludzie pretendować do Jego poziomu ).
      Ktokolwiek więc namawia do takiego przysięgania występuje przeciwko Bogu i
      powinien się jak najszybciej opamiętać i zamienić „ pewność” dozgonnej miłości
      itp. na „chęci” takowej.

      Jeszcze raz się powtórzę, Bóg znając przyszłość, wiedział wcześniej, że
      przestaną się oni darzyć kiedyś wzajemną MIŁOŚCIĄ i przestaną czuć do siebie
      POCIĄG SEKSULNY, nie mógł, więc przyjąć takiej dozgonnej obietnicy, bo z góry
      zgadzałby się na NIEPRAWDĘ, a Bóg jest przecież PRAWDĄ!


      Podsumowując żyj (szczęśliwie) razem z tym mężczyzną ścianko, bo to nie Bóg
      zabrania Wam szczęścia, ale inni ludzie z tego, co widzę.

      Ps. Wybacz chaotyczność wypowiedzi, ale w pośpiechu pisałem przeogromnym
      ;-)


      Pastwa
      • scianka Re: 19-06-2002 20.06.02, 13:24
        Witaj Pastwo,


        > Tylko w jednym przypadku nie byłoby zdrady, a mianowicie gdyby, A i B
        > stwierdzili, że zawarty układ wygasł w sposób naturalny(, bo wygasły wszelkie
        > treści w nim zawarte) lub w przypadku, gdy obopólnie zgadzają się dalej go nie
        > podtrzymywać( trudno powiedzieć, że ktoś tu kogoś zdradza, skoro nikt się tak
        > nie czuje, prawda?).

        nie jestem pewna, jak czuje sie Zona mego Kochanego... bylysmy do niedawna w
        dobrym kontakcie, ale chyba zaczelo Ja to bolec. Wiec moze czuje sie zdradzona,
        tego teraz nie wiem..

        poza tym zwaz, ze ludzie to nie pionki na szachownicy...czuja czasem rzeczy
        irracjonalne, ktore sa poza logika sojusznikow A i B...


        > W wyjściowym przypadku tak właśnie jest, układ małżeński wygasł w sposób
        > naturalny, obie strony nie czują się zdradzone, wręcz ochoczo podchodzą do
        > propozycji rozstania się( jedynie błędne wyobrażenie o zdradzie powstrzymuje
        > Twego mężczyznę).

        z tym "ochoczo" to gruba przesada. Oni powaznie traktuja obietnice przed Bogiem -
        i wtedy przekroczenie jej - to nie takie hop!


        > A co z Bogiem?
        >
        > Czy rozstając się w tym przypadku można zdradzić Boga, otóż nie.
        >
        > Bo obecna sytuacja nastąpiła według praw boskich. Bóg stworzył człowieka, zatem
        >
        > i miłość i pociąg seksualny, a zarazem czas ich trwania w zależności od
        > kombinacji danych dwojga ludzi. Omawiana „kombinacja” pozwalała trw
        > ać tej
        > miłości tyle ile to trwało, nie więcej, przecież nie wstali oni pewnego dnia i
        > nie powiedzieli sobie jak maszyny, że od dzisiaj się już nie miłują i nie będą
        > uprawiać seksu( bo to nie jest miłe). Bóg stworzył te zasady i prawa, więc
        > życie według nich nie może powodować zdrady Boga, na Miłość boską !
        >
        > Co ciekawsze, skoro para małżeńska nie czuje się zdradzona( a to ich chyba
        > dotyczyła przysięga małżeńska), to dlaczego ma się tak poczuć Bóg ?
        >
        > I jeszcze coś,przysięganie jest z „pewnością” obrazoburcze dla Boga
        > . Taka
        > pewność w potwierdzaniu czegoś, ( czyli dozgonnej miłości i pociągu seksualnego
        >
        > do partnera), jest oznaką pychy(, bo jedynie Bóg jest wszechwiedzący i
        > nieomylny, nie mogą więc ludzie pretendować do Jego poziomu ).
        > Ktokolwiek więc namawia do takiego przysięgania występuje przeciwko Bogu i
        > powinien się jak najszybciej opamiętać i zamienić „ pewność” dozgon
        > nej miłości
        > itp. na „chęci” takowej.

        i ja takich zapedow "obietniczych" w sobie nie posiadam... nawet jak kocham do
        bolu... pewnie u Ciebie jest inaczej, ale sa osoby, ktore w zakochaniu nie
        dopuszczaja konca - i chca to potwierdzic przed Nim. gorzej, ze nie dopuszczaja
        mysli, ze mogli sie pomylic i nie moga teraz pojsc za inna miloscia...
        Chryste - nie wiem!
        czasami zachwyca mnie wizja innych ludzi, ze nawet jesli wygasla milosc, to
        trzyma ich obietnica wiekszego znaczenia...
        ale wtedy oni wierza, ze nagroda spotka ich jeszcze wieksza...

        ale, ale przeciez pamietam z jakiegos kazania, na zbawienie nie zaslugujemy
        zdobywajac male punkciki u Szefa!?!? to Jego łaska to sprawi / jesli sprawi.
        jezeli sie myle - niech ktos mnie przekona, ze inaczej jest! Trzcino?

        >
        > Podsumowując żyj (szczęśliwie) razem z tym mężczyzną ścianko, bo to nie Bóg
        > zabrania Wam szczęścia, ale inni ludzie z tego, co widzę.

        inny ludz w moim Ukochanym, zwany sumieniem :)

        >
        > Ps. Wybacz chaotyczność wypowiedzi, ale w pośpiechu pisałem przeogromnym
        > ;-)

        uwielbiam chaos :)))

        • pastwa Re: 20-06-2002 20.06.02, 15:06
          Tak na koniec jeszcze, to prawda z irracjonalnością się nie dyskutuje,
          akceptujemy ją w pełni lub odrzucamy...

          Prawa Kościoła realnie patrząc, nie są dla ludzi lubiących żyć w szczęściu i
          bez zbędnych cierpień, nie widzę więc żadnego dobrego rozwiązania dla Waszego
          bycia razem tak, jak to by było, gdyby nie te przysięgi. Obawiam się, że nawet
          głos Boga niewiele by wskórał wobec postanowienia Twojego mężczyzny, więcej od
          Niego są w stanie zrobić księża dając rozwód tej parze...

          Cóż Ci mogę życzyć, chyba tylko by Twój mężczyzna zechciał "zgrzeszyć"
          wreszcie, bądź by trafił się inny równie wspaniały, ale wolny, co bardziej
          prawdopodobnym mi się jawi.
          • scianka Re: 20-06-2002 20.06.02, 15:33
            calus serdeczny za Twoje zyczenia :)
        • trzcina Węże i drabiny 20.06.02, 23:38
          scianka napisała:


          > ale, ale przeciez pamietam z jakiegos kazania, na zbawienie nie zaslugujemy
          > zdobywajac male punkciki u Szefa!?!? to Jego łaska to sprawi / jesli sprawi.
          > jezeli sie myle - niech ktos mnie przekona, ze inaczej jest! Trzcino?

          Sporo ludzi, w tym często sami wierzący, postrzega wiarę jako rodzaj gry w węże i
          drabiny (ściągnięte z Lodge'a). Dobrze czynisz, zgodnie z wymogami swego
          kościoła, dwa stopnie w górę, źle - w dół. Zrobiłeś dobrze i dumnyś z tego - w
          dół - już źle robisz, pychą grzeszysz. Węże czyhają wokół, naturalnie. A Bóg ,
          taki czy inny, siedzi ( gdzieś w górze;) i podlicza. Punkty, ani chybi. Czemu
          nie, jak komuś łatwiej żyć dobrze w ten sposób? Dla mnie naiwne.

          Ale chyba Twojemu nie o punkty na zbawienie zbierane idzie?? Liczy się z utratą
          bliskości Boga w sakramencie, bo tak będzie miał. A to warunek do zbawienia
          niekonieczny (jeśli się mylę, pierzcie mię po uszach ), ale stanowi jakość, z
          której niełatwo zrezygnować. Zrezygnowac, rzecz jasna moze, może zmienić boisko,
          na takie, gdzie inne reguły gry.

          Cenię w ludziach mądrą wierność. Ludzi cenię, którzy nie zmieniają punktu
          widzenia w zalezności od miejsca siedzenia, którzy nie rzucają Ważnym dla nich o
          glebę przy byle podmuchu. Ale u Was wiater mocny, zda sie, nie zefirek? Ale i
          poplątanie przednie.

          PeeS ostrożny baaardzo
          Sił nie mam kolejnej zabawy literackiej węszyć. Bo do tego już doszło, żem sama
          siebie o napisanie niektórych Twoich, Ścianko, postów podejrzewała, w
          pomroczności jasnej. A to ze względu na frazę z moją zwykła niemal identyczną ;)

          Czy odpowiedziałam ciut?
          Kiejby co, pisz, adres wyżej

          t.











          • trzcina Dopisek 20.06.02, 23:47

            O nim cały czas piszę, bo o to pytałaś. Dla mnie na Twoim miejscu, że się tak
            odważę, jeden byłby wybór - życie, ,miłość w pełni, normalność. Nie chorobliwy
            dla Ciebie z definicji związek.

            pozdrawiam
            t.
          • scianka Re: Węże i drabiny 21.06.02, 21:34
            pozwol, napisze na adres powyzszy...
            scianka frazą bliska :)
    • trzcina Z lotu ptaka 20.06.02, 00:30

      Jesli dobrze wszystko zrozumiałam, niestety, nie sądzę byście mogli żyć
      szczęśliwie. Poza unieważnieniem małżeństwa, które jest jakimś wyjściem, wybór
      możliwości zadawalających żaden.

      Któreś z Was musi zrezygnować z czegoś dla siebie ważnego.
      Któreś zostanie skazane na życie w niezgodzie z sobą w wymiarze dla siebie
      podstawowym.
      Czy ocalicie Waszą miłość, jeśli któreś pójdzie na kompromis? On? Ty?
      Ludzie, którzy się kochają zawsze stają przed wyborami - prosta konsekwencja
      spotkania dwóch światów - nie zawsze tak dramatycznymi. Wy zostaliście przed
      nim poniekąd postawieni.

      Wybieramy różnie. Czasem przegrywamy miłość, czasem siebie. Na ogół boli.
      Obyście wybrali dobrze, najlepiej
      Najserdeczniej życzę
      t.

      Peesik maciopski, ale podwójny

      Znam i takie, i takie pary. Niełatwo mają. Ale kto powiedział, że będzie łatwo?
      Tym, co się rozstali na tzw. wskutek, też nielekko było zapewne.

      Gdzieś około marca był tu wątek o takich dylematach i związkach, zajrzyj może?

      • scianka o takie "dalekie" spojrzenie... 20.06.02, 13:31
        ...mnie sie rozchodzilo :)

        >
        > Jesli dobrze wszystko zrozumiałam, niestety, nie sądzę byście mogli żyć
        > szczęśliwie. Poza unieważnieniem małżeństwa, które jest jakimś wyjściem, wybór
        > możliwości zadawalających żaden.

        czyli jednak uniewaznienie...
        ktore ponoc jest teraz szalenie trudne, trwa latami i wymaga ciagania ludzi przed
        ichniejszy sad...
        brrrrr :(

        >
        > Któreś z Was musi zrezygnować z czegoś dla siebie ważnego.
        > Któreś zostanie skazane na życie w niezgodzie z sobą w wymiarze dla siebie
        > podstawowym.
        > Czy ocalicie Waszą miłość, jeśli któreś pójdzie na kompromis? On? Ty?

        i szukam wlasnie nie wyjscia kompromisowego, tylko konsensusu (dobrze
        napisalam?). wyciagam moja (za)sciankowa szyje...i ciagle go nie widze...


        > Obyście wybrali dobrze, najlepiej
        > Najserdeczniej życzę
        > t.

        dziekuje goraco, i Tobie niech slonko i gwiazdy mocno swieca

    • Gość: ellenai Re: ? ? ?... IP: 65.160.55.* 20.06.02, 02:44
      odejdz, przezylam bardzo podobna rzecz w zyciu, odeszlam i to byla bardzo
      trudna ale najwlasciwsza decyzja jaka podjelam w zyciu. Teraz jestem z
      czlowiekiem ktorego moge kochac bez obaw, i jestem bardzo szczesliwa. Odejscie
      nie bylo latwe ale warto bylo, jezeli chcesz mojej rady to prosze, mozesz
      napisac ellenai@hoga.pl, pozdrawiam.......ellenai
      • scianka Re: ? ? ?... 20.06.02, 13:44
        pisze na priva
        pozdrawiam cieplo
        s.
    • ewaa76 Re: ? ? ?... 20.06.02, 09:27
      Witam.
      Przeczytałam wszystkie wypowiedzi w tym wątku i tylko jeden wniosek mi się
      nasunął. Ten facet jest strasznym egoistą. Oczywiście to jest stwierdzenie na
      podstawie tego co napisałaś, ścianko. Wszystko kręci się wokół jego pragnień.
      To on chce uniknać grzechu więc nie wiąże się z Tobą w pełni, wymaga od Ciebie
      (może nie wprost, nie wiem jak jest) rezygnacji z marzeń o rodzinie. A nawet
      gdyby był wolny (np. gdyby jego zona umarła, nie życzę jej tego bynajmniej)jaki
      ślub byście wzięli ? Z tego co zrozumiałam ty jesteś buddystką. Czy on jako
      bardzo religiny katolik wymusiłby na Tobie zmianę wiary? Czy wzielibyście ślub
      kościelny w kościele rzymskokatolickim jako ludzie różnych wyznań (można i
      tak)? W jakiej wierze wychowywalibyście dzieci? Jego czy Twojej? Szkoda mi
      Ciebie Ścianko. Twoje życie z tym mężczyzną to całe pasmo wyrzeczeń. Czy on ma
      coś w sobie co ci wynagrodzi to wszystko? Czy może chcesz być męczennicą? W
      jakim celu chcesz z nim być skoro nie możesz realizować w pełni powołania jakie
      ma każda kobieta, do założenia rodziny, do bycia matką? Tylko dlatego ze miło z
      nim pogadać i wypić kawę?. Wspomniałaś, że możesz na niego liczyć w trudnych
      chwilach i wspaniale. Ale życie ma zdecydowanie wiecej chwil radosnych. Wam nie
      będzie dane cieszyć sie razem bo wasz zwiazek jest z góry obarczony
      cierpieniem, ma złe, dołujące podstawy.
      Ja też jesten katoliczką, religiją, ale nie potrafiłabym wymusić na kimś żeby
      się bezwzglednie dostosowywał do moich zasad. To jest zabijanie czegoś drugim w
      człowieku.
      Zrezygnuj z tego układu. Wiem że trudno. Ale właśnie ludzie w takich związkach
      podbijają statystyki ludzi nieszczęściwych, zdesperowanych, pesymistów. Nie
      będziesz mogła byś spontaniczna w okazywaniu swoich uczuć, bo będziesz musiała
      kontrolowań się nieustannie czy nie przekroczysz aby granicy "białego
      małżeństwa". To prowadzi do frustracji. Wasz związek nie przetrwa...
      I jeszcze na koniec beznadziejnie głupie pytanie. Czy jak zamieszkacie razem to
      chodzenie nago po domu np. z łazienki do sypialni (wspólnej ???) mieści się w
      granicach "bm"czy nie ? Pozdrawiam
      • scianka Re: ? ? ?... 20.06.02, 13:57
        Witaj Ewo,
        to nie tak...
        kurcze, jednak siec nie jest najlepszym medium na przekazy precyzyjne...
        a raczej ja jestem slabym "pisarzem".

        On ode mnie niczego NIE WYMAGA. Naprawde daje mi poczucie wolnosci
        wyboru, aczkolwiek czasami brakuje mi, aby to On podjal decyzje.

        teraz tak jest.

        co do naszego dalszego zycia, wyborow religijnych...
        jeszcze nie wiem, ale nie mam w sobie zapedow malzenskich, wrecz odwrotnie.
        ani sam akt mnie nie pociaga, grozba zbyt wielkiej obietnicy
        wydaje sie byc pycha (tak zreszta napisal Pastwa), a wiare preciez
        ma sie w sobie, a nie budynku-swiatyni poszczegolnych wyznan.

        zdarzalo mi sie modlic w chrzescijanskiej swiatyni, siedzac w lotosie,
        przeciez Jemu to wszystko jedno, na ktorym kolanie kleczymy :).

        Moge tez na Ukochanego liczyc i w radosnych chwilach! jest wspanialym wariatem,
        bawie sie z Nim doskonale, ale miara dla mnie sa chwile te najtrudniesze,
        dlatego o nich wspomnialam. nie jestem meczennica, o nie!
        i m.in. dlatego napisalam na forum, aby znalesc rozwiazanie, ktore pogodzi
        nasze pragnienia i sumienia...

        chyba jednak czeka mnie jeszcze jedna rozmowa, zanim ostatecznie mialabym sie
        rozstac...
        serdecznosci, Ewoo76

    • Gość: amelka Re: ? ? ?... IP: *.mat.com.pl / 131.107.2.* 20.06.02, 14:02
      Zastanawia mnie jedno. Czemu oni brali slub? pol roku to bardzo krotko na ocene
      malzenstwa (zakladam, ze biorac slub byli przekonani o swojej
      milosci,przynajmniej on, skoro tak powaznie traktuje slowa przysiegi).Fakt,po
      pol roku zona pokochala innego (tak twierdzi). Ktos, dla kogo sprawy wiary sa
      tak wazne i kto mowiac zonie "slubuje Ci milosc, wiernosc i uczciwosc... oraz
      ze cie nie opuszcze..." mial swiadomosc ze moze byc roznie, ale mowil to w
      swoim imieniu i nie zastrzegal, ze ta obietnica obowiazuje tylko pod warunkiem
      wzajemnosci, czy taka osoba nie powinna brac odpowiedzialnosci za swoje slowa
      i probowac budowac jakos ten zwiazek?
      Jasne, duzo latwiej bylo powiedziec, ze sie juz nie kochamy i skierowac uwage
      na kogos atrakcyjnego, okazujacego uczucie i zdolnego do poswiecen ( i to
      jakich!), kto w imie milosci wytrzyma duzo i przyjmie z otwartymi ramionami.
      Ale nie wiem , czy to dojrzala postawa? Mysle, ze poddajac sie w walce o swoje
      malzenstwo on juz zlamal swoja przysiege.
      A zona? Pokochala zonatego mezczyzne ale bez wzajemnosci. Moze byla to jakas
      manifestacja, sygnal, ze cos jest nie tak? Wolanie do meza "zrob cos"? Nie
      sadze, ze byla zachwycona, kiedy dowiedziala sie, ze jej maz zostawia ja dla
      kolezanki (przyjaciolki?).Musialo ja to zabolec zwlaszcza, ze ta kolezanka
      kiedys usilowala ratowac ich zwiazek. Stosujac analogie, sedzia zwiazany z
      jedna ze stron przestaje byc obiektywny.
      A jesli sie naprawde nie kochali? to po co byl ten slub?!!! On przeciez
      wiedzial, ze z tej drogi nie ma odwrotu. Ktos tu czegos nie przemyslal i
      obudzil sie, jak bylo za pozno. Bezpieczenstwo mozna sobie zapewnic w inny
      sposob.
      Nie wiem , takie mysli mi przychodza do glowy w tej sytuacji, naprawde
      trudnej... Serdecznie Cie pozdrawiam, trzymaj sie...
      • scianka Re: ? ? ?... 20.06.02, 14:21
        witaj,
        z tego, co wiem, brali slub zakochani, ale sam akt
        powodowany byl raczej ich owczesna potrzeba bezpieczenstwa,
        ustatkowania sie...

        co sie stalo po pol roku? On przezyl bardzo silne otwarcie
        duchowe (nazewe to tak ogolnie, nie wchodzac w subtelne szczegoly),
        zobaczyl, co naprawde jest wazne w zyciu...

        i to nie tak, ze nie ratowal malzenstwa... nie znalam Ich wowczas,
        ale z opowiadan obu stron wiem, ze sie starali, nawet bardzo...

        co do Niej, to masz racje, ze zakochanie w innym czlowieku bylo wolaniem
        o szczegolna milosc, ktorej On jednak, mimo takiej woli, nie byl Jej
        w stanie dac...
        i dopiero wowczas poznalismy sie, a On w ogole mnie nie interesowal jako
        facet :)
        Ona moze miec zal do mnie, Jej prawo, ale ten zwiazek byl juz tylko
        formalnoscia, o szczegolach, pozwol, ze nie napisze.

        Naprawde starali sie uratowac to malzenstwo...I madrzy ludzie Ich wspierali,
        i rodzina pomagala, i nic.
        Nie mam slow...
        nikomu nie zycze, zby takie rzeczy okazywaly sie po slubie,
        choc z drugiej strony pokazala sie po prostu prawda o Nich...

        zanim prawdy o sobie nie zobaczymy, popelniamy nieswiadomie rozne decyzje, i
        tak zdaje sie bylo w Ich przypadku...

        czy Tobie nie zdarzylo sie podjac waznej decyzji, choc nie wiedzialas
        wszystkiego?

        • Gość: Malwina Re: ? ? ?... IP: *.abo.wanadoo.fr 20.06.02, 14:37
          bije bezgraniczny smutek i rezygnacja od tych postow ! wpadam w depresje....
          zyj dziewczyno, smiej sie , baw, skocz z lawki, idz na slonce, rob co chcesz byle celem twoim bylo
          Zycie.
          dziwna atmosfere czuje , cos nie tak...powiewa od twoich wypowiedzi...nie wiem co to jest ...
          • scianka Re: ? ? ?... 20.06.02, 14:45
            na lawce z ta historia jest jeszcze kartka "swiezo malowane" :)

            dlatego nastroj nie ten tego.

            ale wroci mi ochota do psot, tez dzieki Tobie, Malwino, mam taka szczera
            nadzieje,
            nawet z klinicznej depresji wyrwalam sie bez prochow i zylam pozniej rozesmiana.

            trzymaj kciuki, jako i ja trzymam :)
        • Gość: amelka Re: ? ? ?... IP: *.mat.com.pl / 131.107.2.* 20.06.02, 15:43
          Jasne, wiem, ze to nie jest proste, nie mam recepty na trafne decyzje, staram
          sie jedynie poznac sytuacje na tyle, na ile moge zanim zrobie jakis krok.
          Zdaje sobie sprawe z dramatu, jakim jest pustka emocjonalna miedzy dwojgiem
          ludzi i ich tesknota za bliskoscia. Wiem tez co znaczy zycie w niezgodzie ze
          swoim sumieniem, tkwilam w takiej sytuacji jakis czas i wierz mi, rozwiazanie
          jej bylo dla mnie prawdziwym wyzwolnieniem. Mysle, ze jesli On nie dojdzie do
          ladu ze swoim sumieniem, nie bedziecie w pelni szczesliwi. Jezeli Cie kocha,
          nie powinien tez odbierac Ci szansy na normalna rodzine, dzieci... A Ty - jak
          dlugo bedziesz czekac na niego?
          Wiem, ze to trudne, ale ja chyba bym probowala zyc sama w miare normalnie,
          spotykac innych ludzi, moze ulozy sie tak, ze On rozwiaze w jakis sposob swoj
          problem i wowczas (jejku, to zabrzmi okropnie!) zlozy Ci jakas sensowna
          propozycje? Bo sama przyznasz, biale malzenstwo to nie do konca to, o co
          chodzi:)
    • Gość: fantasia Re: ? ? ?... IP: 62.233.138.* 20.06.02, 14:52
      Taki mnie kawał przyszedł na myśl, stary zresztą.
      Wsiada facet do zatłoczonego autobusu, powtarzając pod nosem "O kurwa!... O
      kurwa!... O kurwa!..." Współpasażerowie zaczynają posykiwać, odsuwać się,
      łokciami trącać - brak reakcji. "O kurwa!" i "O kurwa!". Kilka osób zwróciło mu
      uwagę, by się może nie wyrażał, miejsce publiczne i w ogóle... Ale facet tylko
      głową potrząsa, ręką macha i "O kurwa!... O kurwa!..." Wreszcie ktoś zaczepił
      kierowcę, by może się z facetem rozmówił. Kierowca zatrzymał autobus, podszedł
      do faceta, poszeptał z nim chwilę, wreszcie przemówił na cały autobus: "Proszę
      państwa, proszę temu panu wybaczyć, on właśnie jedzie do szpitala, bo mu żona
      urodziła czworaczki!" Na co cały autobus: "O kurwa!!!"

      O kurwa!
      Najpierw otworzyłam ten wątek, przeczytałam post Ścianki i wyszłam z wątku.
      Ścianka skojarzyła mi się bowiem - zarówno nick, jak i stylistyka, tematyka i
      takie tam - z serią "podpuch" o podglądaczach, małżonkach-pedofilach i
      podobnych zjawiskach. Te wątki były zabawne, ale już dyskusji czytać się mnie
      nie chciało. Ale tak bardzo mi się dziś nie chce wziąć do pracy, że po pewnym
      czasie "roztworzyłam" i ciąg dalszy dyskusji. No i, szczerze mówiąc, ogłupiałam.

      Fajnaś Ty jest, Ścianka!! No, autentycznie!! Żem Cię mocno ukochała
      przeczytawszy posty Twe dalsze!!
      Tylko wiesz co? Te dalsze posty są o Tobie... o dystansie... o Różnistych
      Różnościach... i jeszcze o innych Różnych Takich... a cuś niewiele w nich o
      zagadnieniu, którego pierwszy post dotyczył.
      No i tak sobie stoję w tym autobusie, myślę "O kurwa!", no i co mam powiedzieć
      facetowi, któremu się urodziły czworaczki? Mam mu powiedzieć, co ja bym
      zrobiła, gdyby mi się urodziły czworaczki? Ścianka, Ty chcesz, żeby Ci banda
      obcych ludzi powiedziała, co by zrobili, gdyby byli Tobą i pokochali faceta,
      który zachowuje się w sposób kosmiczny? Po co Ci to? A jeśli forumowicz X
      powie "ja bym rzucił", forumowiczka Y "ja bym poczekała", a forumowicz Z "ja
      bym postawił ultimatum", to co Ci z tego przyjdzie?
      Więc nie wiem, co powiedzieć. Chętnie bym z Tobą pogadała... ale naprawdę o
      tych czworaczkach?...

      Pozdrawiam serdecznie,
      f.
      • scianka Re: ? ? ?... 20.06.02, 15:29
        Fantasio!

        I ja Ciebie w cichosci czytania wczesniejszego ukochalam!
        Zaufaj, pierwszy list byl, jak to bywa, poczatkiem kolejnej drogi,
        a gdzie powedrowalam, to i sama zauwazylas :).

        a poniewaz mamy wspolne znajome dwie osoby, z nastepna bytnoscia w Twoim
        miescie - znajde Cie :)))

        • Gość: fantasia Re: ? ? ?... IP: 62.233.138.* 20.06.02, 15:43
          I jeszcze mam teraz być drogim Watsonem?!?!
          Nieee! To nie na moje nerwy! Zbyt kiepski mam dziś nastrój!
          :-)
          Jako drogi Watson mam już pewną koncepcję Twej tożsamości. Ale poczekam ze
          swymi chorymi domysłami. W gruncie rzeczy, od nastrojów abstrahując, ze
          wszystkich łakoci najbardziej lubię niespodzianki.
          Ale do rzeczy. Czy Ty naprawdę masz ochotę o tych czworaczkach? Jeśli tak,
          oddaję się do Twej dyspozycji (tzn. jeśli będziesz nalegać, mogę zarzec, co ja
          bym zrobiła,gdyby - a tak w ogóle, zadane Ci przeze mnie pytania bynajmniej
          retorycznymi nie były, khm... :-)) A jeśli nie...
          Napisać Ci o miłości, która z powodu przeszkód nie przetrwała? O tej, która ma
          szansę przetrwać? O przeszkodach jako przeszkodach? O miłościach innych ludzi?
          O potrzebnościach i perspektywicznościach? Na priva napisać? Nic nie pisać,
          czekając na to, co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? Czy... (listę opcji napisz
          sama, no bo nikt tego lepiej nie zrobi)?
          Pozdrawiam ponownie i upalnie (czy u Ciebie jest burza?... :-))
          f.
          • scianka SOCZYSTA FANTASIO... 22.06.02, 19:34
            alez oczywiscie - nie omieszkam wydusic z Ciebie
            proszalnym spojrzeniem znad klawiatury -
            wejdz prosze w moje buty...

            to ecco czarne sandalki, zamszowo-przybrudzone,
            powrot do Ukochanego spontanicznie nastapil, rozmowa powazna przede mna...
    • Gość: Lilly Re: ? ? ?... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.06.02, 21:25
      Witaj!
      Tyle już zostało powiedziane - nie będę się powtarzać, ale zastanawia mnie w
      tym wszystkim jedna rzecz - czy Twój ukochany ma zamiar mieć dzieci ze swoją
      żoną (bo chyba jeszcze ich nie mają)? Jeśli nie to - o ile mi wiadomo - w
      świetle wiary katolockiej - to małżeństwo jest nieważne, jest łamaniem zasad
      wiary i przysięgi małżeńskiej. A jeśli tak, to jak on to sobie wyobraża? - że
      wychowa dzieci na zdrowe psychicznie osoby, że zarazi ich swoją wiarą? Przecież
      będą widziały, że rodzice się nie kochają (będę widziały Ciebie przy boku ich
      ojca, jeśli jeszcze tam będziesz) i będą widziały jak bardzo niedoskonałe są
      zasady Kościoła. To jest chyba jeden z paradoksów, które rodzi religia - musi
      mieć zasady, których nie można łamać, a z drugiej strony przecież zycie nie
      zawsze się układa wg schematu z katechizmu i nie zawsze można się dostosować do
      tych niezłomnych zasad.
      Mam nadzieję, że jakoś poradzisz sobie z tą życiową próbą.
      Pozdrawiam. Trzymaj się ciepło! :)
      • scianka Re: ? ? ?... 21.06.02, 21:40
        od momentu rozpoznania waznosci milosci (a raczej jej niedostatku)
        dzieci ze soba nie chcieli miec...

        marzac o nich jednoczesnie...

        ech, slow mi brak na nieprostosc swiata tego,
        a pragnienia moje tez nie z tego swiata...
    • ta_mar_ta zimno 20.06.02, 22:50
      Dziwne, pokrętne, mroczne klimaty.
      Układ sado-macho ?
      Coś nie tak, coś nie tędy.
      Nieszczerze, dziwnie, chorobliwie.
      Brrrr

      Życzę słońca,radosnego seksu i dzieci
      Ta_
      • scianka Re: zimno 21.06.02, 21:44
        zimno-goraco-wiatr-leje- i cisza po deszczu...

        wszystko elementem polaczonym, nie w mojej naturze zimno lekce sobie wazyc,
        ale i Twoja rada mi najblizsza :)

        a jakie wiatry u Ciebie panuja?
        • ta_mar_ta Re: zimno 23.06.02, 21:58
          scianka napisał(a):

          > ...a jakie wiatry u Ciebie panuja?

          Różniste, z huraganami włącznie i to od bieguna, ale nie ja o drogę pytam :)

          A co z układem sado-macho ? Hę?

          Ta_

    • Gość: ika Re: ? ? ?... IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 20.06.02, 23:28
      Kochana moja ścianko.
      To nie tak powinno wyglądać.Uważam, że zbyt wiele mogłabyś poświęcić brnąc
      dalej w ten związek.Napisałaś gdzieś, że On niczego od Ciebie nie wymaga. Toż
      to zwyczajne wygodnictwo, egoizm i asekuranctwo. Jeżeli zgodzisz się na ten
      układ, nie będziesz mogła niczego wymagać bo od początku cała odpowiedzialność
      spada na Ciebie. On w swojej "łaskawości" dał Ci możliwość wyboru. Dość przykry
      to dar. Jakaż to miłość do Ciebie nim kieruje, że chce byś odrzuciła normalne
      zdrowe marzenia o pełnym, dojrzałym, dającym satysfakcję na każdym polu
      związku. Byś mogła być kobietą spełnioną i radosną. Byś mogła zacząć marzyć o
      rodzinie. Nikt nie ma prawa wymagać od Ciebie byś dobrowolnie odrzuciła to
      wszystko. Obawiam się, że godząc się na taki związek, za kilka lat poczujesz
      się okradzioną i skrzywdzoną. Ale Ty go kochasz i próbujesz walczyć o tę
      miłość, więc postaw przeciwko jego warunkom - swój. Masz oczywiste prawo
      również je stawiać.Dość tych głupot, bo odejdziesz. Przecierz chcesz
      wszystkiego bo mam wrażenie, że jesteś łakoma życia. Pozdarwiam, całuję i
      trzymam kciuki. Może zdaży się cud i nie będzie trzba używać kobiecych sztuczek
      i Twój ukochany sam się opamięta zanim straci cenny skarb. Pa :)))
      • Gość: Toi Re: ? ? ?... IP: 62.233.138.* 20.06.02, 23:47
        O kurcze. Zadzwonię, ale chyba jutro? Znaczy w piatek. Sciskam mocno, mocno.
        Chrzescijanstwo... Pamietasz nasza rozmowe... Chce z Toba pogadac. Buziaki...
      • scianka Re: ? ? ?... 21.06.02, 21:49
        Mila Iko,
        jak ludzkie natury sie roznia, tego moge doznac na tym forum polanum :).

        postawilam sprawe ostro - a czas pokaze rozwiazanie.

        tylko tymi kobiecymi sztuczkami mnie rozwalilas, nie najlepszam w te klocki :),
        a moze tylko malo swiadomoa, czym dysponuje(my) :)
    • wieczne_pytanie Re: ? ? ?... 21.06.02, 21:48

      Czy bardziej chcesz być z nim dlatego, bo go kochasz, czy dlatego, bo jest taki
      nieszczęśliwy w swoim małżeństwie?
      • scianka Re: ? ? ?... 21.06.02, 21:52
        najpierw chyba drugie, a zzrobilo sie pierwsze i kurcze,
        drugie wypchnelo...

        pytaj, prosze
        • wieczne_pytanie Re: ? ? ?... 21.06.02, 22:36

          Czy to on zaproponowal "biale małżeństwo", czy Ty pierwsza wyszłaś z
          zapewnieniem go, że możesz znieść wszystko, byle być blisko niego?

          Co to znaczy, że go kochasz? Czy mogłabyś to opisać ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka