Dodaj do ulubionych

zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka?

IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.07.02, 13:26
Jestm rok po slubie. I dzis doszlam do wniosku ze kocham kogos innego. Nie chce
mi sie wracac do domu. Mam ochote wykrzyczec calemu swiatu ze kocham innego.
Obserwuj wątek
    • Gość: aga Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? IP: 157.25.126.* 05.07.02, 13:55
      a On? On Ciebie też kocha?
      • Gość: Zz Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.07.02, 14:02
        Tak, mowi mi to kazdego dnia. Jak jestem z nim to swiat jest inny. Moj maz nie
        potrafi zapewnic mi bezpieczenstwa. Nie pracuje od roku ale tez nic nie robi w
        tym kierunku. A ja potrzebuje kogos kto bedzie sie chociaz staral zeby bylo
        lepiej.A on nic nie robi w tym kierunku.
        • Gość: aga Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? IP: 157.25.126.* 05.07.02, 14:20
          to dlaczego wyszłaś za swojego męża za mąż?
          i czy w ogóle chcesz jeszcze ratować ten związek?
          ja też nienawidzę biernych facetów, którzy czekają aż praca sama spadnie im z
          nieba...
        • Gość: pawelik2 Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? IP: *.supermedia.pl 05.07.02, 14:27
          Witaj,

          Gość portalu: Zz napisał(a):
          > Tak, mowi mi to kazdego dnia.

          A mogę zapytać, od jak dawna mówi Ci to każdego dnia?

          Wiesz, Twoja sytuacja jest faktycznie podła: kłopoty z pracą, czy generalnie
          problemy prozaiczno-finansowo-życiowe mogą nadszrpnąć nawet najtrwalszy związek.
          Wtedy wydaje się, że nawet niewielka poprawa jest 'innym światem'.

          Próbowałaś rozmawiać ze swoim mężem, dlaczego nie szuka pracy? Dla niego jest to
          pewnie również spory problem: rodzą się pytania o własną wartość, przydatność w
          społeczeństwie itd. Łatwo uciec w zwątpienie. Nie chce usprawiedliwać Twojego
          męża, sugeruje tylko, że może on też potrzebuje pomocy.

          Uważaj na siebie. W trudnych chwilach łatwo przyjąć, że jest jakieś łatwe i
          idealne wyjście z patowej sytuacji. Zakocham się i wszystkie problemy znikną.
          Sama musisz rozstrzygnąć, co jest miłością, a co ucieczką od codziennych kłopotów.

          Bez względu na to co zrobisz, uważnie słuchaj siebie i działaj rozważnie.

          Powodzenia,
          pawelik2
          • Gość: Zz Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.07.02, 15:57
            Rozmawialam z nim tysiac razy - i za kazdym razem slysze - co mam chodzic po
            ulicach i patrzec czy gdzies nie lezy praca. Mam wrazenie ze inny facet
            stanalby na rzesach i nie pozwolilby by utrzymywala go zona. Ja pracuje ale tez
            nie mam super warunkow. Mam okazje wyjechac za granice, mozemy jechac razem. A
            on mi na to ze on nie chce wyjezdzac i nigdy nie wyjedzie. A ciagle narzeka ze
            chyba cale zycie nic nigdy nie bedzie mial.
            Ten drugi facet daje mi to czego nie mam w tej chwili. Oparcie i
            bezpieczenstwo. Mam wrazenie ze sie dusze gdy go nie widze, nie slysze lub
            chociaz nie dostaje maila.
            Ja juz chyba nie mam sily na ciagle rozmowy , proszenia, robienia CV za niego.
            Nie mam sily.
    • Gość: Terry Niezła szybkość IP: 217.153.50.* 05.07.02, 15:59
      Ja czytając coś takiego zastanawiam się nad taką sytuacją:
      rozwodzisz się i z wieeelkiej miłości wychodzisz za tego naaajlepszego,
      wspaniałego. I teraz najważniejsze: kiedy pojawi się ten kolejny ? Za rok,
      kwartał, miesiąc, tydzień. A jakby on znalazł tę największą swoją miłość to
      byłabyś zachwycona ? Oczywiście przyjmując, że tym momencie nie masz tego
      najwspanialszego. Przyznasz, że nie jest to w porządku. Możnaby spointować: nie
      ma pracy, cienki finansowo, no to jazda. Zastanów się czy uczciwie postępujesz.
      • Gość: Zz Re: Niezła szybkość IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.07.02, 16:06
        Nie chodzi o pieniadze. Chodzi o to ze ja zawsze robie wszystko za niego. Ja
        wiem ze jest ciezko z praca tu gdzie mieszkam (sama szukalam 4 miesiace).
        Chodzi mi o to ze gdyby on wykazal jakakolwiek inicjatywe ze chce, ze mu zalezy
        byloby inaczej. Jest okazja by wyjechac, by to zmienic. A ja znow slysze nie.
        • Gość: ja Re: Niezła szybkość IP: *.ostrow-wielkopolski.sdi.tpnet.pl 05.07.02, 16:11
          pewnie wolałabyś wyjechać ale....nie z nim. A tak w ogóle to wydaje mi się, że
          szukasz tu porady w bardzo delikatnej sprawie! Co to znaczy:
          kocham....zastanawiałaś się? Czy to że facet widuje się z tobą telefonuje i
          przysyła maile? I że mówi że kocha? A może ma forsę i jest niezależny, i
          obiecuje ci różności...
          Jesteś bardzo infantylna. I ten twój mąż - taki zupełnie do niczego?? PO
          cholerę wychodziłaś za niego?
          • Gość: aga Re: Niezła szybkość IP: 157.25.126.* 05.07.02, 16:33
            bardzo przepraszam, ale na jakiej podstawie twierdzisz, że Zz jest infantylna?
            przecież nic o niej właściwie nie wiesz - może jej mąż jest rzeczywiście w
            porządku, a może ją wykorzystuje - skąd to możesz wiedzie
            chyba troszeczkę zbyt pochopnie oceniasz ludzi......
            • Gość: Terry Są dwie możliwości IP: 217.153.50.* 05.07.02, 16:34
              Albo nie umiesz czytać albo nie czytałaś wypowiedzi teej młodej mężatki. Co
              wolisz ?
            • kwieto Re: Niezła szybkość 05.07.02, 17:23
              Moze nie powiedzialbym, ze Zz jest infantylna, choc to jest niezle okreslenie
              tak naprawde. Albo byla infantylna w przed slubem i nagle wydoroslala (watpie).

              No bo skoro jej maz jest do niczego, to czemu wyszla za niego za maz?
              A skoro wyszla za maz, to chyba sie dobrze zastanowila co robi? I jesli ktos
              podejmuje decyzje, ktora zawazy na jego dalszym zyciu (pomimo instytucji
              rozwodu) to dziwne mi sie wydaje w tym kontekscie "przejrzenie na oczy" +
              "odkochanie sie" po paru miesiacach.
              Nie widziala jaki ten maz jest wczesniej? Nie sprawdzila tego?

              Wiec albo:
              a) maz ja oszukiwal i nagle "odkryl karty" (watpie)
              b) byla bardzo naiwna biorac slub
              c) nowy jest "lepszy" i "swiezszy" (a stary sie znudzil) w zwiazku z czym
              chetnie by wymienila jednego na drugiego.

              I rzeczywiscie, wszystko to traci pewnym zdziecinnieniem glownej bohaterki :(
        • kwieto Pytanie 05.07.02, 16:13
          Dlaczego wlasciwie wyszlas za niego za maz?
        • Gość: jeweller Re: Niezła szybkość IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.07.02, 16:15
          Gość portalu: Zz napisał(a):

          > Nie chodzi o pieniadze. Chodzi o to ze ja zawsze robie wszystko za niego. Ja
          > wiem ze jest ciezko z praca tu gdzie mieszkam (sama szukalam 4 miesiace).
          > Chodzi mi o to ze gdyby on wykazal jakakolwiek inicjatywe ze chce, ze mu zalezy
          >
          > byloby inaczej. Jest okazja by wyjechac, by to zmienic. A ja znow slysze nie.


          A zasadniczy problem to w czym tkwi?
          W zakochaniu, czy w konieczności odejścia od męża?
          Tak prywatnie to mi się zdaje, że ten mąż to taki zły nie jest, skoro mężem
          został, tylko Nowy jakiś lepszy się wydaje.

          Oczekujesz błogosławieństwa od tutejszego forum?
        • Gość: pawelik2 Re: Niezła szybkość IP: *.supermedia.pl 05.07.02, 17:30
          Zz,

          widać, że jest Ci ciężko, że się miotasz. Tylko zastanów się, dlaczego tak
          jest? Przejrzałem jeszcze raz Twoje posty i to, co uderza, to sporo słów
          ostatecznych: 'kocham', 'zawsze', 'wszystko' itd. Chyba nie zawsze było tak
          beznadziejnie, bo jednak pobraliście się.

          Traf chciał, że dzisiaj wpad mi w oko taki artykulik, polecam:
          www.psychologia.edu.pl/index2.php?category=artykul&level=112

          Mam nadzieje, że nie szukasz na forum (jak to ktoś napisał) rozgrzeszenia, ale
          bardziej zrozumienia i innego spojrzenia. Natomiast tylko Ty masz wszystkie
          dane i sama musisz rozstrzygnąć, co jest prawdziwym probleme, a co tylko
          ucieczką od problemów. Jeśli to będziesz wiedziała, to decyzje staną się
          oczywiste.

          Pozdrawiam i owocnej zadumy życzę,
          pawelik2
    • Gość: Ola Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.07.02, 20:41
      Wlasnie o co chodzi? Czy masz realne widoki na zmiane partnera, czy tez
      porownujac meza z przyjacielem dopiero widzisz jak jest nieodpowiedzialny
      zyciowo i zaczynasz sie czuc tym coraz bardziej zmeczona? W zyciu bywa
      oczywiscie roznie, ale brak dzialania to jest rowniez postawa i to niezbyt
      dobrze wrozaca na przyszlosc. Czy postawa meza jest dla ciebie zaskoczeniem?
    • Gość: good son Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.02, 23:50
      Gość portalu: Zz. napisał(a):

      > Jestm rok po slubie. I dzis doszlam do wniosku ze kocham kogos innego. Nie chce
      >
      > mi sie wracac do domu. Mam ochote wykrzyczec calemu swiatu ze kocham innego.

      To krzycz. Twist and shout!
    • Gość: Martyna Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? IP: *.proxy.aol.com 06.07.02, 20:54

      Czy Wy naprawde jestescie tacy rozsadni , ze nie potraficie sobie wyobrazic,
      ze kobieta zakocha sie w innym. To przeciez zdarza sie w malzenstwach np
      Staszek Sojka odszedl od zony bo zakochal sie w innej kobiecie .

      • kwieto Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? 07.07.02, 02:05
        A odszedl po roku malzenstwa, stwierdzajac, ze zona to tylko beznadziejna jest?
        • Gość: kluczyk Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? IP: *.mcbone.net / *.pppool.de 07.07.02, 11:24
          ...a może on faktycznie wykorzystuje, nie miałaś porównania z innymi? (toteż
          wynika, że za szybko się zdecydowałaś, lub ZAkochałaś, aż ci świat przysłonił,
          ale nie KOCHAŁAŚ? byłby czas pokochać też jego błędy)
          nie wiem, czy mogę tu radzić, ale albo odpocznij od obu (z pewnością męża
          trochę odpuść - nie rób za niego). mała zdrada postawi go na nogi? no nie wiem.
          różnie to jest.
          pa
    • kasia28 Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? 07.07.02, 15:53
      Nie wiem ile jesteście razem ze ślubem włącznie, ale takie "zakochanie" wydaje
      mi sie zbyt pochopne. Jak to już ktoś zauważył wydaje mi się, że to raczej
      ucieczka od problemów. Ja także miałam kryzys w małżeństwie, które o mało nie
      skończyło się rozwodem(ja chciałam się rozwieść) i mnie także każdy inny facet
      wydawał się lepszy od męża, każdy uśmiech innego świadczył, ze jest "milszy od
      mojego męża, każde dobre słowo, ze jest dobry i być może "interesuje sie" mną.
      A czy mógłby mi powiedzieć "kocham"? Czemu nie? Być moze gdyby mi powiedział,
      dostałby to czego chce?
      Wydaje mi się, że w Twojej sytuacji też każdy inny jest lepszy od męża, bo Ty
      męża nie znosisz,jesteś na niego zła,i właściwie nie szanujesz. Tylko pytanie
      czy ten inny jest naprawdę lepszy, czy naprawdę kocha, czy nie chodzi mu tylko
      o przelotny romans bez zobowiązań z mężatką? Poza tym jak często się
      widujecie, jak długo wasze widzenia trwają? Pamiętasz randki z mężem czy
      innymi chłopcami? Było miło, bezproblemowo? Gdy ja "chodziłam" z mężem też
      wydawało mi się nasze życie rajem. Gdy zaczęło się wspólne mieszkanie,
      problemy codzienne, dziecko, praca od razu mąż stał się inny, gorszy,
      wstrętny, życie ohydne i beznadziejne. A to tylko zderzenie naszych oczekiwań
      z życiem. Ja to odkryłam, poradziliśmy sobie i od 10 lat kochamy się,
      szanujemy i wspieramy uważając siebie nawzajem za najlepszych partnerów,
      akceptując oczywiście nasze wspólne wady, które każdy ma.
      Jeszcze sprawa pracy. W naszym społeczeństwie utarło się, że facet ma zarobić,
      utzrymać, a jak nie umie to bęcwał. Ale czasy się zmieniły mężczyźni też. Nie
      każdy jest przebojowy, silny i umie dobić się pracy. Twoje nastawienie do
      niego raczej mu nie pomaga, a raczej wpędza go prawdopodobnie w jeszcze
      większe kompleksy, a co za tym idzie bierność. Moze on się po prostu boi
      Ciebie, Twoich ocen, nie szuka pracy, bo moze boi się , że nie znajdzie takiej
      która by Tobie odpowiadała, prestiżem czy finansowo. Z Twoich słów można
      wywnioskować, że zadowoliłabyś się jakąkolwiek jego pracą. Tylko czy na pewno?
      Jakby znalazł pracę legendarnego "ciecia" za 500 zł kochałabyś go wtedy? Pracę
      miałby, zarabiałby tylko czy wzrózłby Twój szacunek do niego, pokochałabyś go?
      Tutaj nasuwa się pytanie jak finansowo stoi Twój ukochany?
      Ma dobrą pracę, dużo zarabia?
      Wydaje mi się, ze powinnaś albo się rozwieść, bo trwanie w czymś takim nie ma
      sensu, albo odpuść mężowi, daj mu spokój. Niech on przestanie się bać, a wtedy
      moze prędzej znajdzie pracę czy zacznie cokolwiek robić. Nie wyręczaj go, nie
      szukaj za niego, ale nie strofuj go mu się nie uda. Poza tym jeszcze
      jedno, jak Ty odnosisz się do niego? Dajesz mu odczuć, ze jest dla Ciebie
      zerem, bo nie pracuje i nie umie znaleźć pracy, mówisz mu to? Mówisz mu, ze go
      kochasz pomimo tego, ze nie ma pracy? Dla mężczyzny naprawdę wielką tragedią
      jest brak pracy i niemożność jej znalezienia. A gdy jeszcze żona mu daje
      odczuć, ze jest do niczego, no to sama sobie odpowiedz jak on się czuje.
      Nie chcę go usprawiedliwiać, ale jakaś przyczyna jego bierności musi być.
      I zastanów się czy ten drugi naprawdę Cię kocha czy tylko chce zaszaleć i czy
      Ty naprawdę go kochasz czy tylko wydaje Ci się, bo Twój mąż jest beznadziejny.
      No właśnie beznadziejny. Czy Twój mąż nie ma żadnych zalet? Pokochałaś
      beznadziejnego faceta? Fajtłapę życiową? I jeszcze wyszłaś za niego za mąż?!
      No to gratuluję trzeźwego osądu, byle z tym drugim "lepszym" nie było tak samo.

      Pozdrawiam
      Kasia
      • Gość: Ewa Do Kasi IP: *.237.117.187.adsl.ba.worldonline.dk 07.07.02, 16:14
        Serdeczne dzieki Kasiu za te slowa prawdy i trzezwego myslenia. W pewnym sensie
        jestem w podobnej sytuacji - za 3 tygodnie slub z mezczyzna ktory tak jak maz Zz
        nie za bardzo wie czego chce i co ma zrobic ze swoim zyciem - nie ptrafilam
        nigdy on niego odejsc z tego powodu - ale twoje slowa utwierdzaja mnie w tym ze
        to nie jest najwazniejsze w zyciu. Na razie ja nas utryzmuje a ze zyjemu w kraju
        gdzie jest to wystarczajace to nie powinnam narzekac, ale.....





        kasia28 napisał(a):

        > Nie wiem ile jesteście razem ze ślubem włącznie, ale takie "zakochanie" wydaje
        > mi sie zbyt pochopne. Jak to już ktoś zauważył wydaje mi się, że to raczej
        > ucieczka od problemów. Ja także miałam kryzys w małżeństwie, które o mało nie
        > skończyło się rozwodem(ja chciałam się rozwieść) i mnie także każdy inny facet
        > wydawał się lepszy od męża, każdy uśmiech innego świadczył, ze jest "milszy od
        > mojego męża, każde dobre słowo, ze jest dobry i być może "interesuje sie" mną.
        > A czy mógłby mi powiedzieć "kocham"? Czemu nie? Być moze gdyby mi powiedział,
        > dostałby to czego chce?
        > Wydaje mi się, że w Twojej sytuacji też każdy inny jest lepszy od męża, bo Ty
        > męża nie znosisz,jesteś na niego zła,i właściwie nie szanujesz. Tylko pytanie
        > czy ten inny jest naprawdę lepszy, czy naprawdę kocha, czy nie chodzi mu tylko
        > o przelotny romans bez zobowiązań z mężatką? Poza tym jak często się
        > widujecie, jak długo wasze widzenia trwają? Pamiętasz randki z mężem czy
        > innymi chłopcami? Było miło, bezproblemowo? Gdy ja "chodziłam" z mężem też
        > wydawało mi się nasze życie rajem. Gdy zaczęło się wspólne mieszkanie,
        > problemy codzienne, dziecko, praca od razu mąż stał się inny, gorszy,
        > wstrętny, życie ohydne i beznadziejne. A to tylko zderzenie naszych oczekiwań
        > z życiem. Ja to odkryłam, poradziliśmy sobie i od 10 lat kochamy się,
        > szanujemy i wspieramy uważając siebie nawzajem za najlepszych partnerów,
        > akceptując oczywiście nasze wspólne wady, które każdy ma.
        > Jeszcze sprawa pracy. W naszym społeczeństwie utarło się, że facet ma zarobić,
        > utzrymać, a jak nie umie to bęcwał. Ale czasy się zmieniły mężczyźni też. Nie
        > każdy jest przebojowy, silny i umie dobić się pracy. Twoje nastawienie do
        > niego raczej mu nie pomaga, a raczej wpędza go prawdopodobnie w jeszcze
        > większe kompleksy, a co za tym idzie bierność. Moze on się po prostu boi
        > Ciebie, Twoich ocen, nie szuka pracy, bo moze boi się , że nie znajdzie takiej
        > która by Tobie odpowiadała, prestiżem czy finansowo. Z Twoich słów można
        > wywnioskować, że zadowoliłabyś się jakąkolwiek jego pracą. Tylko czy na pewno?
        > Jakby znalazł pracę legendarnego "ciecia" za 500 zł kochałabyś go wtedy? Pracę
        > miałby, zarabiałby tylko czy wzrózłby Twój szacunek do niego, pokochałabyś go?
        > Tutaj nasuwa się pytanie jak finansowo stoi Twój ukochany?
        > Ma dobrą pracę, dużo zarabia?
        > Wydaje mi się, ze powinnaś albo się rozwieść, bo trwanie w czymś takim nie ma
        > sensu, albo odpuść mężowi, daj mu spokój. Niech on przestanie się bać, a wtedy
        > moze prędzej znajdzie pracę czy zacznie cokolwiek robić. Nie wyręczaj go, nie
        > szukaj za niego, ale nie strofuj go mu się nie uda. Poza tym jeszcze
        > jedno, jak Ty odnosisz się do niego? Dajesz mu odczuć, ze jest dla Ciebie
        > zerem, bo nie pracuje i nie umie znaleźć pracy, mówisz mu to? Mówisz mu, ze go
        > kochasz pomimo tego, ze nie ma pracy? Dla mężczyzny naprawdę wielką tragedią
        > jest brak pracy i niemożność jej znalezienia. A gdy jeszcze żona mu daje
        > odczuć, ze jest do niczego, no to sama sobie odpowiedz jak on się czuje.
        > Nie chcę go usprawiedliwiać, ale jakaś przyczyna jego bierności musi być.
        > I zastanów się czy ten drugi naprawdę Cię kocha czy tylko chce zaszaleć i czy
        > Ty naprawdę go kochasz czy tylko wydaje Ci się, bo Twój mąż jest beznadziejny.
        > No właśnie beznadziejny. Czy Twój mąż nie ma żadnych zalet? Pokochałaś
        > beznadziejnego faceta? Fajtłapę życiową? I jeszcze wyszłaś za niego za mąż?!
        > No to gratuluję trzeźwego osądu, byle z tym drugim "lepszym" nie było tak samo.
        >
        > Pozdrawiam
        > Kasia

        • kasia28 Re: Do Ewy 07.07.02, 16:26
          Ewo, tylko Ty jesteś w tej lepszej sytuacji, bo jesteś jeszcze przed
          najważniejszym wydarzeniem w życiu. Jeśli już teraz widzisz, ze Twój
          narzeczony nie wie co ze sobą i swoim życiem zrobić, to może ze ślubem lepiej
          poczekać? Piszesz, że Ty was utrzymujesz, tylko, zeby on sie do tego nie
          przyzwyczaił. Bo co innego jak facet w trakcie małżeństwa straci pracę a co
          innego gdy nigdy jej nie miał. Bo wtedy nie wiadomo, czy nie umie czy nie che
          jej znaleść. W tym drugim przypadku może nie być wesoło. A jeśli nie umie to
          nie można go spisywać na straty, ale też trzeba go wspierać, pomagać (nie
          wyręczać!), by sobie tę pracę znalazł, choćby tylko dla zdrowia psychicznego,
          dla poczucia swojej wartości, i dla waszego szczęścia. Bo facet sfrustrowany,
          to związek nietrwały (czyt. nieszczęśliwy), jak mawiała moja babcia.

          Pozdrawiam
          Kasia
          • Gość: Ewa Do kasi IP: *.237.117.187.adsl.ba.worldonline.dk 07.07.02, 16:36
            Kasiu,

            Widzisz to jest tak ze ja bym chciala zeby on uporal sie ze wszystkim (czyt.
            szkola, praca) tak szybko jak ja.
            Przebywalam i wlasciwie wciaz w pewnym sensie jestem w towarzystwie ludzi ktorzy
            ida ciagle do przodu i to w dosc zawrotnym tempie. I to nie chodzi o pieniadze
            ale ogolnie o zycie: wiesz kariera zawodowa/naukowa, ciekawa praca, kursy,
            jezyki itd., itp.
            To jest wlasciwie moj jedyny problem. No poza jego pochodzeniem, nie klasowym
            ale rodzinnym, wiesz mysle tu o prostactwie i zaklamaniu kotrego sie brzydze.
            Poza tym kochamy sie..... tak mi sie przynajmniej wydaje.
            E.



            kasia28 napisał(a):

            > Ewo, tylko Ty jesteś w tej lepszej sytuacji, bo jesteś jeszcze przed
            > najważniejszym wydarzeniem w życiu. Jeśli już teraz widzisz, ze Twój
            > narzeczony nie wie co ze sobą i swoim życiem zrobić, to może ze ślubem lepiej
            > poczekać? Piszesz, że Ty was utrzymujesz, tylko, zeby on sie do tego nie
            > przyzwyczaił. Bo co innego jak facet w trakcie małżeństwa straci pracę a co
            > innego gdy nigdy jej nie miał. Bo wtedy nie wiadomo, czy nie umie czy nie che
            > jej znaleść. W tym drugim przypadku może nie być wesoło. A jeśli nie umie to
            > nie można go spisywać na straty, ale też trzeba go wspierać, pomagać (nie
            > wyręczać!), by sobie tę pracę znalazł, choćby tylko dla zdrowia psychicznego,
            > dla poczucia swojej wartości, i dla waszego szczęścia. Bo facet sfrustrowany,
            > to związek nietrwały (czyt. nieszczęśliwy), jak mawiała moja babcia.
            >
            > Pozdrawiam
            > Kasia

            • kasia28 Re: Do Ewy 08.07.02, 15:32
              Ewo, po pierwsze nie naciskaj. On nie musi iśc do tak szybko do przodu jak Ty
              i Twoi znajomi, on wogóle nie musi iść do przodu. To jego wybór. Jesli nie
              przeszkodzi wam to w budowaniu związku, niech idzie swoją drogą i w takim
              tempie jakie mu odpowiada. Nie każdy jest koniem wyścigowym, niektórzy wolą
              marszem albo spacerkiem dojść do celu. Po drugie, czy nie za dużo tych
              wątpliwości? Nie odpowiada Ci za bardzo jego niezdecydowanie, jego rodzina i
              nie jesteś pewna czy się kochacie. Może rzezcywiście poczekać ze ślubem, nikt
              was nie goni chyba? Po trzecie-rodzina. Niby żenisz się z facetem a nie z jego
              rodziną, ale nie zawsze tak jest. Zalezy w jakim stopniu mąż jest związany ze
              swoją rodziną, na ile umie obronić przed nią swoją prywatność, małżeństwo i
              żonę. Jesli umie-machać ręką na rodzinę, jeśli nie umie-to jest problem, bo w
              przyszłości rodzina moze w najgorszym scenariuszu zniszczyć każde małżeństwo.
              Ja to już przerabiałam. Ja i mąż pochodzimy z zupełnie innych mentalnie
              rodzin. I też z początku teściowa ciągle "drążyła", wciąż jej się nie
              podobałam ja, moje prowadzenie domu, wychowanie dziecka, gotowanie, ubieranie
              itp. Katowała oczywiście męża swoim zdaniem, ale mąż kilka razy powiedział Jej
              krótko: moja żona, moje małżeństwo, moja sprawa. Oprócz tego zawsze starał się
              mnie wytłumaczyć, obronić. Po pewnym czasie "odpuściła" sobie widząc, ze nic
              nie wskóra. Dziś po 10 latach nawet mnie zaakceptowała, polubiła, choć nie
              zawsze rozumie i nie całujemy się na każdym kroku. Ważne oczywiście było moje
              podejście: miłe, pomocne, bezkonfliktowe, ale z dystansem i twarde w pewnych
              sprawach.
              Powtarzam raz jeszce ważne jest wasze uczucie, to jak się czujecie ze sobą,
              jak potraficie rozwiązywać problemy. To czy on jest mężczyzną, który
              jest/będzie dla Ciebie i waszych dzieci oparciem, bezpieczeństwem,
              przyjacielem. Czy nie będzie kolejnym "dzieckiem", tylko pełnowartościowym
              człowiekiem odpowiedzialnym za siebie i innych, odważnym (bardzo przydatna
              cecha w kontaktach z rodziną:))i otwartym, bo wtedy i rozwinie się i łatwiej
              się z nim dogadać.
              Życzę Ci przemyślanych decyzji, szczęścia w małżeństwie i wogóle powodzenia
              obojgu
              Kasia
      • Gość: Zz Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 08.07.02, 07:48
        Przeczytalam wszystkie posty i w koncu po weekendzie mogę odpowiedziec. Przed
        slubem znalismy się ponad 2 lata. Poznalismy się w jednej firmie, on pracowal
        tam już dosc dlugo, ja dopiero przyszlam. Zarabialam lepiej od niego , gadal o
        tym ciagle, wszyscy nasi znajomi na imprezach o tym wiedzieli. Ja nigdy nie
        dalam mu do zrozumienia ze jest gorszy ode mnie dlatego ze mniej zarabia czy ze
        nie skonczyl studiow.
        Po jakims roku oswiadczyl mi się, planowalismy slub, wlasciwie to on planowal
        wszystkie wydatki, liczac kazda zarobiona przeze mnie zlotowke. Dziwil się po
        co mi trzynasta para butow i piata para spodni. Zaczal pozyczac ode mnie
        pieniadze – zawsze oddawal co do zlotowki, ale gdy oddal pozyczal znowu. Gdy
        było już wszystko zaplanowane, najpierw ja zostalam zwolniona, potem on.
        Zostalismy ze spora odprawa. Zaczelam szukac pracy, poswiecalam na to troche
        czasu codziennie, w koncu znalazlam kilku miesiacach. On czekal tylko az
        przyniose mu gazete i pokaze na jakie ogloszenie warto odpowiedziec. Widzialam
        ze się martwil – mowilam – damy rade kochanie, w koncu przyjdzie twój dzien.
        Pamietam jak siedzielismy we trojke z moja przyjaciolka. I wtedy uslyszalam –
        gdyby moja zona dobrze zarabiala, ja nie musialbym pracowac, zajmowalbym się
        domem. Gdy poprosilam go żeby to powtorzyl, obrocil to w zart. Wtedy tez (może
        bylam naiwna) mialam nadzieje ze zartuje. Slub był skromny.
        Ja zarabialam pieniadze, on siedzial w domu. Nigdy nie widzialam żeby kupil
        gazete, przejrzal ogloszenia, podzwonil po firmach. Mowilam – damy rade
        kochanie, w koncu przyjdzie twój dzien. Potem okazalo się ze mój rachunek za
        komorke jest za duzy, ze nie sa mi potrzebne nowe buty, nowe spodnie. Kiedy
        probowalam z nim rozmawiac zawsze zaczynal narzekac ze nigdy nie będzie nic w
        zyciu miał. Mowilam – damy rade kochanie, duzo już wytrzymalismy, w koncu
        przyjdzie twój dzien.
        Ciagle siedzi w domu, robi wszystko oprocz szukania pracy, jakby zapomnial ze
        najwazniejsze to znalezc prace, a potem przyjdzie czas na przyjemnosci. Ale ja
        już nie mam sily mowic tego co zawsze bo po prostu w to nie wierze.
        Facet, którego poznalam 3 miesiace temu pracuje w banku, ale wczesniej roznosil
        ulotki byle tylko zarobic pare zlotych. Kocham go ale nie wiem czy chcialabym z
        nim być. Nie wiem tez czy potrafilabym powiedziec mezowi ze odchodze.
        Zaczynajac ten watek nie liczylam na rozgrzeszenie, a tym bardziej nie
        oczekiwalam ze ktos pomoze mi podjac decyzje. Na pewno podejme ja sama. Nie
        wiem co zrobie. Chcialam tylko to z siebie wyrzucic bo mialam wrazenie ze się z
        tym udusze.
        I nie chce by ktos mnie ocenial mowiac ze jestem infantylna, ze robie cos zle
        czy dobrze. Bo nikt nie ma do tego prawa.
        Pozdrawiam

        • kasia28 Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka? 08.07.02, 15:16
          Zz jeśli jest tak jak piszesz to wygląda na to, że facet nie dojrzał do
          dorosłego życia i już. Twój błąd polega na tym, ze nie zauważyłaś tego i
          zbagatelizowałaś pewne przesłanki na początku, ale nie ma co nad tym
          rozprawiać. Drugi Twój błąd to traktowanie go jak mama (niemądra mama)
          dziecko: wyręczanie go, mówienie: kochanie nie martw się , będzie
          dobrze, "przyjdzie twój dzień", szukanie za niego pracy. To tylko pogarsza
          waszą sytuację.
          1. Musisz postawić sprawę jasno, ja mam swoje obowiązki, sam się zajmij
          szukaniem pracy. Możesz owszem mu pomóc w wyborze spośród kilku ofert, wspomóc
          go psychicznie, ale nic poza tym. Niech szuka, wybiera, sam pisze podania.
          2. Jeśli siedzi w domu niech się zajmie domem jeśli tego dotąd nie robi.
          Zrobi zakupy, sprzątnie-bo Ty pracujesz i ktoś to musi zrobić. On nie może być
          rozgrzeszany z tego, ze nic nie robi. Siedzisz w domu-zadbaj o niego. Prosta
          zasada. Nie chcesz-znajdź pracę.
          3. Zastanów się nad tym związkiem. Nie wiem co was łączy emocjonalnie, czy
          jest szansa na uratowanie tego związku, czy Ty tego chcesz. Jeśli tak spróbuj.
          Jeśli nie-może rzeczywiście rozstać się, bo w ten sposób nie zbudujecie
          niczego wartościowego. A co będzie jak pojawią się dzieci? No chyba, ze mąż
          będzie karmił i zmieniał pieluchy.
          Niestety albo mąż wydorośleje szybko albo będziesz mieć wiecznie dziecko w
          domu. Możesz zastosować w ostateczności mały szantaż: albo znajdziesz pracę i
          zaczniesz zarabiać albo odchodzę i tu powiedz to co ja napisałam, że z takim
          człowiekiem, z takim nastawieniem do życia nie zbudujecie niczego.
          A na początek to porozmawiaj z nim tak szczerze w jakiejś przyjaznej
          atmosferze dlaczego nie chce/nie potrafi znaleźć pracy. Moze czegoś mądrego
          się dowiesz?
          Nie wiem, co jeszcze napisać. Życzę Ci powodzenia.
          Kasia
          • Gość: Zz Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.07.02, 13:13
            Droga Kasiu. Zastanawialam sie wczoraj nad tym co napisalas. Robilam zle,
            rzeczywiscie bylam jak mamusia ktora zawsze pocieszy synka. A jemu potrzebny byl
            kopniak w tylek. I to porzadny. Dzis znalazlam w gazecie 2 ciekawe ogloszenia. A
            moj maz dzwoni do mnie rano i mowi ze jedzie popracowac. Ucieszylam sie ze to
            moze jakas rozmowa a on mi na to ze jedzie popracowac nad jezioro-poopalac sie i
            wykapac. Przeciez praca nie zajac. Wczoraj nie wiedzialam co zrobie a dzis wiem -
            musze z nim porozwawiac spokojnie i wtedy podejme decyzje. Ja wiem ze milosc
            wymaga poswiecen ale czy ta milosc jest tego warta? Nie jestem pewna.
            Jutro sie odezwe
            Pozdrawiam
            • jeweller Re: zakochac sie w kims innym bedac mloda mezatka 09.07.02, 13:19
              Gość portalu: Zz napisał(a):

              > Ja wiem ze milosc
              > wymaga poswiecen ale czy ta milosc jest tego warta? Nie jestem pewna.

              A tamta milosc?
              Porozmawiaj, koniecznie, z nim i znim i ze soba.

              pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka