Gość: nimrod
IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl
05.07.02, 19:56
Dlaczego plomien? bo czuje sie wypalony jak przez plomien.... nie wiem co mam
robic, zauwazylem ze juz mnie nic nie interesuje, nie potrafie sie skupic, nie
mam na nic ochoty, jedyne o czym mysle to smierc... nie potrafie zmienic
nastawienia, i to juz dla mnie trwa za dlugo (7 lat) dlatego pisze o tym...
poprostu brakuje mi sil zeby dlaej sobie z tym radzic, nie potrfie juz sie za
nic wziasc tak jak to bylo wczesniej, moge po prostu oddac swoje zycie komus,
kto chce zyc, wiem ze to nie jest mozliwe, ale jest tyle osob na swiecie ktorzy
chca zyc i cieszyc sie swiatem, a jednoczesnie uszczesliwiac innych... a ja
nikomu nie jestem potrzebny (bez wazeliny, taka jest prawda i nie mowcie nic o
bogu...) a nie mam sil zeby kogos sobie znalesc, ciagle od kad pamietam jestem
sam, mimo iz moja rodzina zyje, ja jej poprostu nie czuje, nie czuje nic, tak
jakbym sie wypalil... i to doslownie, niepotrafie sie niczym cieszyc, nic mnie
nie bawi, czuje sie jakbym byl 1 czlowiekiem na tej ziemi, i tak ajk sobie z
tym radzilem, tak juz niepotrafie (myslalem ze to wszystko przez zime i jej
depresywne odzialowywanie) ale jest lato, a ze mna coraz gozej, co jest dziwne
jestm mlodym czlowiekiem, wiem ze nikt nie mial zycia takiego do konca jak by
chcial, ale ja (moja psychika0 jest chyba za slaba zeby walczyc z tym
wszystkim, mialem kilka szans zeby umrzec i zaluje ze nie umarlem... nie jest
mi straszna smierc i mimo ze na nic nie choruje poprostu sie do tej mysli juz
przyzwyczailem, ostatni siedzialem pol dnia i czekalem... na smierc.... ja juz
mam dosc zycia i chcialbym sie od niego uwolnic, ale nie popelnie smaobojstwa,
sadze iz jest to objaw nie dojazlosci i braku chceci walki, 2. co by rodzina
pomyslala,3. moze podswiadomie zeczywiscie boje sie to zrobic, nie wiem,
najgorsze jest chyba to uczucie pustki w sobie i obawa ze nigdy sie juz nie
zapelni....nie potrafie wrocic do szczesliwych chwil, sa one tak daleko ze juz
sadze ze to byl tylko sen, ktory bym chcial zeby byl prawda...ale tak nie jest,
ja poprostu nie chce takiego zycia.... po co mi one skoro nie moge z niego
kozystac? nie wiem jak dlugo mi sil starczyi kiedy moje leki sie skoncza,
nadejdzie kres mojego problemu.... a tak wogole nie sadze iz zyjemy, tylko
umieramy, bo dazymy do smierci a nie zycia, wiec naszym celem jest smierc, a
wiec prosty wniosek, umieramy w chwili gdy sie "rodzimy", a wiec jest to
pierwszy dzien naszego zycia...