Dodaj do ulubionych

płomień...... (pomocy)

IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 05.07.02, 19:56
Dlaczego plomien? bo czuje sie wypalony jak przez plomien.... nie wiem co mam
robic, zauwazylem ze juz mnie nic nie interesuje, nie potrafie sie skupic, nie
mam na nic ochoty, jedyne o czym mysle to smierc... nie potrafie zmienic
nastawienia, i to juz dla mnie trwa za dlugo (7 lat) dlatego pisze o tym...
poprostu brakuje mi sil zeby dlaej sobie z tym radzic, nie potrfie juz sie za
nic wziasc tak jak to bylo wczesniej, moge po prostu oddac swoje zycie komus,
kto chce zyc, wiem ze to nie jest mozliwe, ale jest tyle osob na swiecie ktorzy
chca zyc i cieszyc sie swiatem, a jednoczesnie uszczesliwiac innych... a ja
nikomu nie jestem potrzebny (bez wazeliny, taka jest prawda i nie mowcie nic o
bogu...) a nie mam sil zeby kogos sobie znalesc, ciagle od kad pamietam jestem
sam, mimo iz moja rodzina zyje, ja jej poprostu nie czuje, nie czuje nic, tak
jakbym sie wypalil... i to doslownie, niepotrafie sie niczym cieszyc, nic mnie
nie bawi, czuje sie jakbym byl 1 czlowiekiem na tej ziemi, i tak ajk sobie z
tym radzilem, tak juz niepotrafie (myslalem ze to wszystko przez zime i jej
depresywne odzialowywanie) ale jest lato, a ze mna coraz gozej, co jest dziwne
jestm mlodym czlowiekiem, wiem ze nikt nie mial zycia takiego do konca jak by
chcial, ale ja (moja psychika0 jest chyba za slaba zeby walczyc z tym
wszystkim, mialem kilka szans zeby umrzec i zaluje ze nie umarlem... nie jest
mi straszna smierc i mimo ze na nic nie choruje poprostu sie do tej mysli juz
przyzwyczailem, ostatni siedzialem pol dnia i czekalem... na smierc.... ja juz
mam dosc zycia i chcialbym sie od niego uwolnic, ale nie popelnie smaobojstwa,
sadze iz jest to objaw nie dojazlosci i braku chceci walki, 2. co by rodzina
pomyslala,3. moze podswiadomie zeczywiscie boje sie to zrobic, nie wiem,
najgorsze jest chyba to uczucie pustki w sobie i obawa ze nigdy sie juz nie
zapelni....nie potrafie wrocic do szczesliwych chwil, sa one tak daleko ze juz
sadze ze to byl tylko sen, ktory bym chcial zeby byl prawda...ale tak nie jest,
ja poprostu nie chce takiego zycia.... po co mi one skoro nie moge z niego
kozystac? nie wiem jak dlugo mi sil starczyi kiedy moje leki sie skoncza,
nadejdzie kres mojego problemu.... a tak wogole nie sadze iz zyjemy, tylko
umieramy, bo dazymy do smierci a nie zycia, wiec naszym celem jest smierc, a
wiec prosty wniosek, umieramy w chwili gdy sie "rodzimy", a wiec jest to
pierwszy dzien naszego zycia...
Obserwuj wątek
    • Gość: Slawek Re: płomień...... (pomocy) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.02, 16:25
      Tak gadasz jakbys miał 14 lat.
      Zrób coś dla innych, zrób coś dla siebie, nie myśl tyle , z myślenia to tylko
      niewiele dobrego (vide: hitler, lenin).
      Zrób coś dla siebie. Cokolwiek, na co cie stac. Zapisz sie na kurs
      spadochronowy, na żagle zabierz sie z kimś, mozesz doskonalić umiejętności
      jazdy kartingowej (macie niezły tor w chorzowie) , cokolwiek żebyś nie myślał
      tylko o codzienności. Nawet na jakiś czat możesz wejść z kimś pogadać, choć to
      wątpliwa rozrywka, ale zawsze (duzo z katowic zawsze jesc kobiet, nie wiem
      czemu).
      No i zrób coś dla innych. Trochę krwi oddaj, to przy okazji sprawdzisz sobie
      darmo czy nie masz żółtaczki BCDEitp i jaką masz grupę, a komuś możesz życie
      uratować, kup tanie wino i daj jakiemuś żulowi, będzie ci wdzięczny do końca
      dnia, możesz kupić parę tanich t-shirtów z wyprzedaży i zanieść do caritasu, to
      jakieś dzieciaki z biednej rodziny dostaną.
      Zrób cokolwiek. Jak będziesz siedział na pieńku i rozpaczał, to świra
      dostaniesz, zamkną cie tam gdzie dostęp do inetu mają tylko pielęgniarki, a to
      przeciez wspaniałe medium i szkoda byłoby je utracić choćby na parę miesięcy.
      I nie mów sobie że to co jest teraz jest złe. To właśnie na tym polega, że jak
      powiedzmy czujesz sie beznadziejnie i nic cie nie cieszy, to jak już poznasz
      smak radości zycia nieprędko z niego zrezygnujesz, wszystko na tym świecie ma
      jakiś sens tylko trzeba go odnaleźć.
      A podoba mi się że zabić się nie chcesz, to faktycznie głupi pomysł, ostatnio
      przerabiałem to i muszę ci powiedzieć, że większość potencjalnych samobójców to
      beznadziejni egoiści, którym sie wydaje ze ich zycie jest najwazniejsze i
      jedyne jakie istnieje we wszechswiecie.
      Ja też robię coś dla ciebie, patrz zamiast pracowac list pisze, przez ten czas
      bym pewnie zarobił pare groszy, to przy najblizszej okazji wypij za moje
      zdrowie:), zeby sie wyrownało.
      A tak naprawde, to wiesz jak jest. W kazdym człowieku jest tesknota do wielkiej
      miłosci, i jak juz ją znajdziesz to wszystko zmieni dla ciebie barwy.
      pzdr
      • Gość: OLT Slawek, IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 06.07.02, 17:59
        milo cie znowu czytac ;-)
        pozdr

        OLT
        • Gość: Slawek Re: OLT IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.02, 19:11
          dzieki :)
          ale, nie pamietam dokładnie twoich wątków, zaraz pogrzebie i zobacze co tam
          pisałeś/aś wczesniej,
          pzdr
          • Gość: OLT Re: Slawek IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 07.07.02, 04:03
            bo ja od niedawna bardzo ;-)
    • klarnet_5 Re: płomień...... (pomocy) 06.07.02, 20:27
      Nimrod, chce ci pomoc, napisz do mnie
      jestem dziewczyna, tez nie mialam latwego zycia ale chyba sie podzwignelam
      moze wspulnie wymyslimy cos w twojej sprawie, a moze zastanowimy sie takze nad
      moimi problemami, razem bedzie nam napewno latwiej cos wymyslec.

      Jezeli nie napiszesz, uznam ze to wszystko zmysliles.
      Czekam na list!Trzymaj sie,ogolnie wcale nie jest tak zle.
    • maritsa Re: płomień...... (pomocy) 06.07.02, 22:17
      Ile ty masz lat, żeby mówić, że już nic na ciebie nie czeka, żadne szczęscie,
      żadna miłośc, żadna przygoda?
      Trzeba uczyć się radości codziennie na nowo.
      I cieszyć się tym, co się ma, takimi drobnostkami. Sprobuj, a poczujesz, jak
      życie pulsuje w tobie mocno i natarczywie.
      Weż się za coś, zamiast siedzieć w miejscu.
      To tak, jak z popchnięciem kamienia z górki - dalej się potoczy. Najtrudniejszy
      pierwszy krok.
      I nie poddawaj się, tak nie można. To jakbyś sobie wszystko odbierał.
      I może nie tylko sobie. Może ktoś tam czeka na twoje uczucie, a przez twoją
      pasywnośc go nie otrzyma. Nie zamykaj się w sobie - to egoizm i głupota.
      Może to banały, co piszę, ale przemyśl je, proszę.
      Pozdrawiam
      Maritsa


      • papak Re: płomień...... (pomocy) 06.07.02, 23:24
        Czasami pchanie tego kamienia wygląda jak praca Syzyfa ,ale masz rację Maritso
        trzeba próbować aż do skutku.Czasami wychodzi się na idiotę ale może warto, na
        pewno warto.w takich momentach zwątpienia ja osobiście fałszuję sobie
        Lipnickiej:Więc spróbuj choć raz roześmiać się i spojżeć prosto w słońce...
        pozdrawiam cieplutko i księżycowo
        • kwieto Re: płomień...... (pomocy) 07.07.02, 02:08
          To moze rzucic ten kamien w diably, i znalezc sobie inny, lzejszy? Albo zajac
          sie balonikami?
    • Gość: jotka Re: płomień...... (pomocy) IP: *.acn.waw.pl 07.07.02, 14:05
      nimrod,
      mnie to bardzo wyglada na depresje.
      wydaje mi sie, ze tutaj mozesz dostac przede wszystkim rady typu "wez sie w garsc, otworz sie na ludzi,
      rozejrzyj sie dookola, poszukaj czegos waznego itp.".
      mialam depresje. przeszla prawie sama po osmiu miesiacach. ostatecznie wygonila ja wizyta u psychiatry, ktora
      powiedziala mi, ze jezeli jeszcze kiedykolwiek wpadne w te czarna otchlan bez dna, to ona mnie z niej wyciagnie.
      uwierzylam. przestalam sie bac, ze to wroci i znowu mnie pochlonie. bo juz wiem, co mam wtedy zrobic.

      dzisiaj nie do konca wiem, czym wypelniac swoje zycie. ale to juz nie boli. wiecej jest we mnie zgody, mam
      nadzieje ze coraz wiecej jej bedzie.

      trzymaj sie,
      jotka.
      • Gość: nimrod Re: płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 08.07.02, 11:19
        nierozumiem dlaczego ktos stwierdzil czy mam 14 lat :) troche mnie to
        rozbawilo, bo nie rozumiem czy tylko mlodzi moga sie tak czuc? a inni juz nie?
        moze nie wszystkim bylo fajnie, w zyciu i sa troche inni niz reszta, a ten
        swiat poprostu nie jest dla nich...moze wlasnie ja taki jestem. Kazdy czeka na
        wielka milosc? moze, nie wiem jak wszyscy, ale ja tak, mimo ze zadko sie do
        tego przyznaje. kamienie...dziennie go tocze, a on jak by rosl, ciagle i ciagle
        i jest coraz ciezej z nim...lubie walczyc, ale do jakiego stopnia? w koncu w
        wiecznosc nie mozna, w koncu czlowiek padnie ze zmneczenia. Znajdowanie
        przyjemnosci w zyciu...nie potrafie i to jest wlasnie takze moj problem, nie
        umiem sie zachwycac pieknem tego swiata, sadze ze jest mi potrzebny jakis punkt
        zwrotny dzieki ktoremu sie odbije i wroce tam gdzie bylem pare lat temu. Nie
        jestem slabym facetem (taka moja opinia) ale poprostu ze wszystko trzymalem w
        sobie, to sie we mnie tlilo, poprostu mnie wypalilo, nie ciekawe jest uczucie
        ze sie ma w sobie jedna wielka dziure, albo wypalone zgliszcza. depresja? moze,
        jak bylem u psychologa to stwierdzil ze jestem dziwny, (tyle to ja wiem bez
        niego) nie zla profesja....chyba sie tak nie powinno mowic pacjentowi, ale nie
        mam mu za zle i cenie sobie jego szczerosc wypowiedzi. co do netu nie cenie go
        sobie az tak bardzo, przydatna rzecz ale nic wiecej, a czaty, moge posiedziec,
        poczytac, ale nie wierze w "dobra" z nich plynace, oprocz porozmawianiu z kims,
        kto tego potrzebuje, nie robie na nich nic innego i nie chodze po nich z
        nastawieniem maniaka, a tylko w momentach skrajnego znudzenia, choc mi prawie
        nigdy nie pomagaja, najczesciej i tak ide spac, taki moj "azyl" od wszystkich
        mysli, i calego zla, ale czasami to wszystko jest tak natarczywe, ze nie idzie
        nawet spac, co jest najgorsze, nie potrafie dlugo spac ironia losu.... W pewnym
        momecie sadzilem ze juz mnie wszyscy olali i nie chca mi pomoc nawet przez net,
        ze wszyscy sie odemnie odwrocili, dzis juz chcialem napisac "co to jest za
        forum ktore olewa ludzi?" ale to w koncu ludzie wybieraja, nie musza nic robic,
        a chca i robia, mnie dzis zadziwili, ze jednak chca porozmawiac.
        • maritsa Re: płomień...... (pomocy) 08.07.02, 13:06
          Wiesz co? Powiedz ty mi, słońce, od kiedy trwa ten twoj paskudny stan?
          Ja też mialam swego czasu taką depresję, że nie spałam wcale całe tygodnie (a
          owszem, to możliwe) a jak już przyszedł ten utęskniony ranek, to z kolei nie
          chciało mi się wstawać,żeby uczestniczyć w tym wszystkim, co dzien z sobą
          niesie.
          I to ciąglę, potęzniejace poczucie beznadziei totalnej, bezsilności, jakiejś
          ogolnej szarości dookola.
          Ale to się da pokonać, wierz mi. trzeba próbowac znalezć tą siłę w sobie.
          I nie odwracaj się od ludzi - nie rób tego błędu, co ja.
        • Gość: Slawek Re: płomień...... (pomocy) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.02, 16:36
          To jest to o czym ci mówiłem. nie szukaj na siłe drobnych radosci, i nie myśl
          otym, po prostu działaj. To samo przyjdzie. Cłkiem serio mówiłem, zapisz sie na
          kurs spadochronowy. Za kilkaset zł staniesz przed krawędzią, która zmieni twoje
          spojrzenie na świat. A pytałem czy masz 14 lat, bo są takie cezury w życiu
          człowieka- 14,17,22 lata, w których depresje i beznadizeja są naturalnym stanem.
          Jak mówiłem, nie myśl za dużo , działaj, czego nie przeżyjesz to się nie
          dowiesz.
          pzdr
        • cyntia1 Re: płomień...... (pomocy) 10.07.02, 13:31
          Przepraszam wszystkich, którzy udzielali tu rady "weż się w garść", ale to są
          rady dla tych, którzy mają małe smuteczki, a nie kliniczną depresję.

          Nie słuchaj rad, żeby "wziąć się w garść, bo tobie brakuje właśnie tej garści
          jak masz depresję" (to cytat, ale moim zdaniem bardzo adekwatny.

          Dlaczego o tym piszę?

          Bo sama od ok 10 lat zmagam się z bardzo silnymi, endogennymi (czyli
          przychodzącymi bez żadnych konkretnych powodów ) deprasjami.

          Jak sobie z tym radzę?

          Leczę się, po prostu. U psychiatry i psychologa, a jakże. (czyli świr jestem,
          tak w obiegowej opinni) A ja uważam, że wstydliwe horoby to te, które się biorą
          z braku higieny osobistej (inne wstydliwe nie są i już)

          Cieszę się, że wymyślono Prozak, potem inne podobne leki, bo dzięki nim
          funkcjonuję jakoś, podnoszę się po 1-2 miesiącach, idę dalej, i wiem, że znowu
          kedyś mnie dopadnie. Taka choroba i już.

          Ja mam duzo łatwiej, bo jestem ekstrawertykiem. Nawet jak jestem na dnie, to
          krzyczę o pomoc. Bliscy pomóc po prostu nie mogą. Każdą pomoc z ich strony
          odbieram w depresji tak, że oni tacy wspaniali, a ja ich tu sobą zamęczam, więc
          robi się jeszcze gorzej. Ale wiedzą, że coś jest źle, że musimy to wspólnie
          przeczekać.

          Straszne byłoby męczyć się tak jak ja się męczę, tzn:

          -brak snu, apetytu,
          -kompletna niemoc,
          -ciągły wszechogarniający strach i poczucie beznadziei,
          -samooskarżanie się,
          -brak zainteresowania tym co przedtem tak cieszyło,
          -ze świadomością, że to ze mną coś nie tak, że świat fajnie toczy się własnym
          rytmem, a tylko we mnie zgasło światło )

          gdybym nie była w stanie chociaż tego bólu wykrzyczeć.

          U Ciebie to trwa bardzo długo i nie wiem czy jest tak silne, ale wiem, że
          bywają depresje "pełzające", trwające latami i nie wiem czy nie są bardziej
          męczące.

          Nie wiem czy u Ciebie to depresja, nie jestem specjalistą.

          Nie wiem jakki jest twój stosunek do leków w końcu psychotropowych
          (ja byłam na takim dnie, że nie zastanawiałam się już, że te leki wpływają na
          moją psychikę, a niech wpływają proszę bardzo, z moimi emocjami było tak źle,
          że leki już chyba tego pogorszyć nie mogły - no i pomogły)

          Pokazuję Ci tylko jak to jest ze mną, ty zrobisz co zechcesz.

          A psycholog, który Ci powiedział, że jesteś dziwny, to jakiś dziwny był!!!!

          Pzdr:)
    • Gość: Nimrod Re: płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 09.07.02, 13:12
      Nie odwracac sie od ludzi? uwazam ze jesli jest to blad to go juz popelnilem, ile
      juz to trwa jak sie dobrze orientuje i co juz pisalem zaczelo sie to jakies 7 lat
      temu, ale ostatnie 2 lata sa juz powoli dla mnie udreka, naprawde mi sie juz nie
      chce, nie probuje znajdowac szczescia na "chama" ale zauwazylem ze nie umiem sie
      juz ekscytowac tym co niegdys, swiat dla mnie nie jest juz kolorowy, tylko szary,
      dziennie to samo, wiem co sie stanie kazdego dnia i mam juz dosyc.
      • Gość: Malwina Re: płomień...... (pomocy) IP: *.abo.wanadoo.fr 09.07.02, 14:59
        masz racje : swiat jest szary . W twoich oczach. Bo on ani szary ani bury ani kolorowy tylko taki jakim
        go widzimy.
        Ty widzisz szarosc i to jest twoje swiete prawo. Zaakceptuj tak jak i ja akceptuje twoje widzenie a
        bedziesz mogl ewentualnie zajac sie od czasu do czasu, gdy ci sie spodoba naniesieniem kilku kolorow.
        Sa takie okresy gdzie swiat jest szary. I nie ma sie sily na nic. Nie powiem ci : wez sie w garsc bo
        wlasnie tego nie potrafisz zrobic - ja w przeszlosci mialam ochote zabic za takie rady ! niemoznosc
        dzialania, zmiany czegokolwiek stawia nas w sytuacji samooskarzenia i w sumie jeszcze gorzej sie
        czujemy. Czuj sie zle - bez wyrzutow sumienia i stanow ducha. Pozwol sobie na to.
        Na marginesie - daj sobie pomoc przez specjaliste bo samemu trudno.
        I nie zapomnij mu powiedziec ze najbardziej boisz sie ...smierci (ja tez ale z tym zyje :-)
        trzymaj sie drabki
        jasniejszych dni zycze
        M.
    • kasia28 Re: płomień...... (pomocy) 09.07.02, 15:45
      Nimrod, zamknij oczy i wyobraź sobie taką sytuację: jesteś szczęśliwy, masz
      kochaną żonę, dzieci, jesteś młody, całe życie przed sobą, a za tobą pokonane
      demony dzieciństwa, które zostawiły wiele ran, ale ty to przeżyłeś, żyjesz i
      cieszysz się. I nagle dowiadujesz się, ze masz przed sobą tylko kilka lat
      życia, bez szans. Ja jestem w takiej sytuacji (oczywiście z wyjątkim żony, mam
      męża:))I żyję nadal, jestem szczęśliwa, wiem, że umrę, ale nie zamierzam się
      poddawać. Też kiedyś miałam depresję (i nadal wpadam czasem w takie stany),
      chciałam umrzeć, ale teraz gdy "mam na to szansę" nie mam zamiaru. I tylko żal
      czasami, ze tyle szans po drodze człowiek zmarnował, niektórych rzeczy nie
      zrobił. Gdy byłam nastolatką próbowałam popełnić samobójstwo, tak miałam dość
      upokorzeń, bicia,nienawiści i braku miłości, miałam wrażenie, ze moje życie
      zawsze już takie będzie: złe, szare, samotne. Ale poznałam mojego męża,
      który "otworzył" mi świat, uleczył, pokochał i sprawił, ze uwierzyłam iż świat
      moze być piękny. Niedługo mi przyjdzie nim się nacieszyć, ale i tak jestem
      szczęsliwa, bo 12 lat temu nawet o tym nie marzyłam.
      Nimrod są gorsze rzeczy w życiu, uśmiechnij się pomimo wszystko i spróbuj
      uwierzyć, ze życie jeszcze Cię weźmie w ramiona i przytuli.
      Życzę Ci tego bardzo, a na razie warto coś zrobić z tą depesją, bo wpędzisz
      się w jakąś chorobę.

      Kasia
    • nimrod1 Re: płomień...... (pomocy) 13.07.02, 02:35
      dobrze a jak bys byla w takiej sytacji, brak milosci, przyjazni, "demony"
      dziecinstwa sa nadla ze mna, nie posiadam rodziny, pracy na ktorej mi zalezy i
      zaczyna mi brakowc sil do walki z tym wszystkim na dodatek okazuje sie ze mozesz
      umrzec za minute jak i za 20 lat, fajnie nie? Taka nie pwenosc jest dopiero
      fajna, ale ja do tego nie przywiazuje wiekszej wagi, bo to mnie nie martwi,
      gorsze jest to co mnie trapi w aktualnej chwili i z czym musze sobie radzic,
      walczyc, ale zapytam sie jeszcze raz, jak dlugo??? A jesli chodzi o rodzine itp.
      to czy warto ja zakladac jesli moge zostwic partnerke "na lodzie" tym bardziej ze
      ja wiem o tym, czy moge jej to zrobic? ja odpowiadam nie! nie moge taki byc i nie
      potrafie, po drugie chyba nie mam odwagi aby "sie za to wziasc" poprostu jestem
      takim smiesznym ludzikiem......
    • Gość: Nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 21.07.02, 21:26
      i nik ju wiecej nic nie napisze, moj watek ma pojsc w zapomnienie? nie dostalem
      jeszcze odpowiedzi, bynajmniej nie jestem jeszcze na 100% co do tego
      wszystkiego przekonany. Zawsze sie zastanawalem dlaczego ludzie mi wszystko
      psuja, zawsze jeste tak ze ktos mi wszystko spieprzy i nie da sie tego
      naprawic, mimo iz ja to tworzylem w wielkim trudzie i pocie, oraz wiele na to
      stawialem.....wyczerpalem moj temat (chyba) wiec raczej nie bede juz wiecej
      pisal chyba ze padan jakies ciekwe kwestie, ktore bede chcial skomentowc...
      • mariposa Re: płomień...... (pomocy) 22.07.02, 00:16
        Gość portalu: Nimrod napisał(a):

        > i nik ju wiecej nic nie napisze, moj watek ma pojsc w zapomnienie?

        podobno jestes do tego przyzwycaajony, wiec co sie dziwisz?!?!



        nie dostalem jeszcze odpowiedzi, bynajmniej nie jestem jeszcze na 100% co do
        tego wszystkiego przekonany.

        dopatrzlam sie dwoch pytan"
        1) dlaczego plomien? - na ktore sam udzieliles odpowiedzi
        2) po co mi one (zycie dop. red.) skoro nie moge z niego kozystac? - pytanie z
        natury retorycznych i sam musisz przyznac, ze nie spodziewales sie zadnej
        konkretnej odpowiedzi.

        Ja znam odpowiedz, ale podam dopiero, kiedy mi powiesz po co mi 400 000
        pecherzykow graafa i wyrostek robaczkowy?



        Zawsze sie zastanawalem dlaczego ludzie mi wszystko
        > psuja, zawsze jeste tak ze ktos mi wszystko spieprzy i nie da sie tego
        > naprawic, mimo iz ja to tworzylem w wielkim trudzie i pocie, oraz wiele na to
        > stawialem.....wyczerpalem moj temat (chyba) wiec raczej nie bede juz wiecej
        > pisal chyba ze padan jakies ciekwe kwestie, ktore bede chcial skomentowc...


        spieprzyli Ci stworzony w wielkim trudzie i pocie watek? a to huje!!!!
        pewnie nie pisz wiecej, niech zaluja do konca zycia, ze nie... no wlasnie, ze
        czego nie napisali / zrobili?




        • Gość: Slawek Re: płomień...... (pomocy) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.02, 08:53
          mariposa napisała:

          >
          > Ja znam odpowiedz, ale podam dopiero, kiedy mi powiesz po co mi 400 000
          > pecherzykow graafa i wyrostek robaczkowy?
          >
          CO TO SA PECHERZYKI GRAAFA????
          Ja tez je mam? na co mi one?



          >
          > spieprzyli Ci stworzony w wielkim trudzie i pocie watek? a to huje!!!!
          > pewnie nie pisz wiecej, niech zaluja do konca zycia, ze nie... no wlasnie, ze
          > czego nie napisali / zrobili?
          >

          Mariposa, no wiesz co??? jak mozesz tak pisac, przeciez nawet dziecko wie ze
          pisze sie przez "CH" bo dłuzszy?
          • mariposa Re: płomień...... (pomocy) 22.07.02, 22:24
            > > spieprzyli Ci stworzony w wielkim trudzie i pocie watek? a to huje!!!!
            > > pewnie nie pisz wiecej, niech zaluja do konca zycia, ze nie... no wlasnie,
            > ze
            > > czego nie napisali / zrobili?
            > >
            >
            > Mariposa, no wiesz co??? jak mozesz tak pisac, przeciez nawet dziecko wie ze
            > pisze sie przez "CH" bo dłuzszy?


            wiesz, to byl moj pierwszy raz, a pierwszy raz jest przewaznie krociutki ;-)

            rozumiem, co on czuje i doskonale moge sobie wyobrazic, ale nie lubie agresji i
            postawy roszczeniowej, ktorej nawet depresja nie tlumaczy.
            nie uwazam tez, ze 90% osob sobie jaja robilo, a wrecz przeciwnie, potraktowali
            autora powaznie, ale jak ktos zamiast isc na rower kaze mi byc wdzieczny, ze
            laskawie pozwolil mi przeczytac swojego posta to mnie to po prostu wkurza.

            i nieprawda, ze tutaj to i tak nikt nie pomoze. sama swiadomosc, ze inni tez
            cierpia, ze walcza, ze w koncu wiadomo "co to?" pomaga.
            i nawet taka banalna rada, jak idz do psychiatry, to juz pierwszy krok, ale
            musi sie znalezc ktos kto to glosno powie / napisze wielkimi literami.

            a z tymi rowerami to swieta prawda, tylko czasami brakuje sil, zeby sobie
            herbate zrobic...
      • Gość: kamfora Re: płomień...... (pomocy) IP: 62.29.248.* 22.07.02, 08:42
        Nie Ty pierwszy (i nie ostatni zapewne) borykasz sie z brakiem
        zadowalajacej odpowiedzi na dreczace Cie pytania...
        Dlaczego uwazasz, ze mozesz dostac te odpowiedzi bez odwolywania
        sie do Boga? Sprobuj przeczytac Ksiege Koheleta...nawet, jesli
        potraktujesz ja jako literature jedynie, a nie swieta ksiege.

        Pozdrawiam
      • Gość: Slawek Re: płomień...... (pomocy) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.02, 08:49
        1. jesli szukasz jakiejkolwiek pomocy, to tu jej nie zanjdziesz, forum to
        miejsce kretynskie na takie rzeczy, lepiej od razu zapisz sie do terapeuty, ze
        w ogole tu zajrzales i nie zauwazyles, ze 90% watkow to jaja ktos sobie robi.

        2. poradzilem ci co masz robic, a ty ciagle swoje. jakbys wzial rower, pojechal
        na trzy dni w gory toby ci odeszla chec na depresje, a ty lezysz z jajami na
        wierzchu i placzesz. zal mi ciebie.
    • mistress Re: płomień...... (pomocy) 22.07.02, 23:24
      Mój płomień też się wypala, są momety, że myślę podobnie. Tylko że jeszcze mam
      siłę z tym walczyć, spróbuj za wszelką cenę wierzyć. Spróbuj, ja próbuję. Może
      warto?
      • a.ann Re: płomień...... (pomocy) 23.07.02, 12:42
        Większość wpisów w tym wątku jest smutna i jeszcze bardziej wypala nimroda.
        Nie piszmy mu o smutkach i problemach które nas trapią!
        Pokażmy że życie jest piękne , bo takie jest!
        Spektakularne sukcesy , wielkie zwycięstwa .. Jeśli oczekujemy że tylko to
        stanowi o naszym pięknym , dobrym życiu to ono rzeczywiście pięknym nie będzie.
        Ale tak naprawdę życie to okruszki skrzętnie zbierane. Okruszki dobra , radości,
        muśnięcie miłości , uśmiech kochanej osoby..
        Wydzierajmy życiu te drobne chwile , one są przyprawą i nadają smak.
        Pokochajmy życie już teraz , zanim przecieknie nam przez palce.
        Śpieszmy się , tak szybko odpływa - szkoda je trawić na myślenie o przegranej,
        o płomieniu który nas wypala!
        Kochajmy je takim jak jest. Zbierajmy nasze okruszki. :-)

        Kocham życie i w tym stwierdzeniu nie ma cienia przesady!

        a.ann
    • heti Re: płomień...... (pomocy) 23.07.02, 13:26
      Powiedz czego oczekujesz od nas forumowiczow? Porady, sam
      widzisz na jakie rady nas stac "weź rower i w góry" to na
      pewno nie pomoze.Miałam przyjaciółke, która leczyła sie
      depresje, pomogły jej leki. Powli wydobywała sie z
      ciemnosci zaczeła dostrzegac kolory, oczuwac emcje
      intensywniej, ale na to potrzeby jest czas. Czy leczysz
      sie juz 7 lat i bez zadnych efektow? To moze powinienes
      zmienic lekarza. I czy wiesz co spowodowło to uczucie
      wszechogarniajacej beznadziei?
      • newcomer-ka Re: płomień...... (pomocy) 23.07.02, 16:22
        ech .. nimrod! Leczysz farmakologicznie i zabijasz słownie i myślowo.
        Do czego doprowdzisz ,gdzie zmierzasz? Musisz chcieć z tego wyjść.
        Nikt za ciebie nie przekona umysłu że walkę warto podjąć.
        Spróbuj raz jeszcze. Znajdź jedną małą rzecz która cię cieszy i zajmij się nią.
        Życie składa się z rzeczy drobnych i one są na wyciągnięcie twojej ręki.
        Zobacz je i weź!
        Pozdrówko.
      • Gość: Slawek heti IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.07.02, 15:14
        heti napisała:

        > Powiedz czego oczekujesz od nas forumowiczow? Porady, sam
        > widzisz na jakie rady nas stac "weź rower i w góry" to na
        > pewno nie pomoze.Miałam przyjaciółke, która leczyła sie
        > depresje, pomogły jej leki. Powli wydobywała sie z
        > ciemnosci zaczeła dostrzegac kolory, oczuwac emcje
        > intensywniej, ale na to potrzeby jest czas. Czy leczysz
        > sie juz 7 lat i bez zadnych efektow? To moze powinienes
        > zmienic lekarza. I czy wiesz co spowodowło to uczucie
        > wszechogarniajacej beznadziei?

        Heti, nie masz racji.
        Jak sie czyms zajmiesz, od razu przestajesz myslec negatywnie, bo umysl i cialo
        zaangazowane jest w co innego, niz myslenie o skutku. Akurat, taka wycieczka to
        najlepsze co moze byc, podobnie jak nauczenie sie czegos nowego. Kazdy ma swoja
        pasje, tylko trzeba ja odkryc, czy to bedzie jazda konna, czy modele do walki
        poweitrznej, i robic cos dla niej.
        pzdr
        • heti Re: heti 25.07.02, 15:40

          > Heti, nie masz racji.
          > Jak sie czyms zajmiesz, od razu przestajesz myslec
          negatywnie, bo umysl i cialo
          >
          > zaangazowane jest w co innego, niz myslenie o skutku.
          Akurat, taka wycieczka to
          >
          > najlepsze co moze byc, podobnie jak nauczenie sie
          czegos nowego. Kazdy ma swoja
          >
          > pasje, tylko trzeba ja odkryc, czy to bedzie jazda
          konna, czy modele do walki
          > poweitrznej, i robic cos dla niej.
          Według mnie bardzo sie mylisz. Gdy człowiek jest chory,
          ma depresje to na nic nie ma ochoty. Jego problem jest to
          ze nie moze odnależc zadnej pasji, ktora dawalaby mu
          radaośc. A podjac taki wysilek fizyczny mozna raz , dwa,
          ale gdy ma sie permametna depresje nie wiecej.Jedynym
          wyjsciem jest farmakologia a rady typu weź się w garść
          , popracuj w kamieniołomach sa bez sensu. Nawet jesli
          prawda jest ze kazdy ma swoja pasję, to chory człowiek
          raczej nie siły i ochoty jej szukać. Takie rady mozna
          dawac zdrowym, którzy sie nudza i nie wiedza co ze swoim
          zyciem zrobić.

          • cyntia1 Re: heti 25.07.02, 17:56
            Heti, masz absolutną rację. Gdyby w otoczeniu myślącego jak przedmówca
            człowieka znalazł się ktoś z depresją, ten prawdopodobnie by go dobił. Bo takie
            gadanie powoduje, że człowiek ogarnięty depresja myśli sobie : "to wszyscy moga
            się czymś zająć, mają zainteresowania, do czegoś dążą, wszystkim z depresją
            pomaga aktywność, a ja nie jestem w stanie przejawiać jakiejkolwiek".

            Oj nie tędy droga, masz absolutną rację.

            Pzdr:)
    • Gość: nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 28.07.02, 13:27
      ja osobiscie lubie sie czyms zajmowac, ale jest to taka chwilowa ucieczka od
      klopotow jak picie czy dragi,a ja chce wyjsc z tego wszystkiego raz na zawsze,
      sa rzeczy ktore mi sprawiaja przyjemnosc, ale ich jest malo i sa ciezko
      dostepne, a ja nie mam sil juz sie za nimi uganiac, poprostu mam dosc......co
      do pasji, mialem jedna ktora poprostu kierowala mym zyciem, ale pop tym co sie
      wydazylo, dla mnie po prostu porazka i upokozenie, ze nawet nie wiem czy
      kiedykolwiek do niej wroce, poprostu mnie zalamali tym co sie stalo, a zycie
      sie toczy dalej tylko kolo mnie, nie potrafie sie dostac do sreodka tego
      wszystkiego, tak jak by ktos mnie nie uwzglednil w tym wszystkim.......poprostu
      dobijajace jest to wszystko.......
      • maritsa Re: płomień...... (pomocy) 31.07.02, 21:17
        Nimrod, wiesz co? Życie takie jest. To co jest, zmienie się i nie zawsze ci się
        to będzie podobać. Ludzie czasem są wredni, egoistyczni, czasem zdarzają się
        tacy, którzy znajduja sadystyczną przyjemnośc w krzywdzeniu innych. I
        czasem...po prostu wszystko układa się nie tak. Mnie się nie tak dawno świat
        zawalił na głowę. Ale wiesz co? Siedzenie i płakanie nic nie daje. Żal do
        całego świata tylko niszczy człowieka od środka. Wybacz tym, którzy cię
        skrzywdzili. Idz dalej. Może zmień środowisko, adres... (pomaga, wiem z
        autopsji). Z depresji da się wyjść. Już ci mówiłam (pisałam) że należy się
        cieszyć małymi rzeczami - no nie wiem... że dziewczyny na ulicach takie ładne.
        Że słońce czasem świeci. Że rano kawa tak fajnie smakuje i pachnie. Chociazby
        po to warto wstać.
        Pozdrawiam Cię bardzo mocno, bo chyba tego potrzebujesz.
        Maritsa.
    • Gość: Nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 21.09.02, 17:34
      to juz powoli sie staje nie normalne....jest ze mna coraz gozej...a juz
      myslalem ze mi sie poprawia, juz myslelm ze bedzie dobrze....ale to wszystko
      po****, nie ja na serio zaczynam nad tym nie panowac... aktualnie po
      wakacjach...zostaly mi fajne szramy na nogach, glownie na golenieach, zabawa
      nozem....na rekach nie jest tak tragicznie, ale tez sie "bawilem" wiem ze to
      brzmi jak wywod swira...ale, uwazam ze swirem bym byl do konca gdybym zrobil to
      o czym caly czs mysle....poprostu nie mam sil...wiem powtarzam sie....jak tak
      dalej pojdzie to skoncze z tym...bo i po co? mam sie meczyc, ani nie mam dla
      kogo, ani dla czego, a mysl o lepszym jutrze rozpadla sie jak kula szklana...i
      co chwila cos mi sie przytrafia nie tak jak bym chcial...moze ja poprostu
      jestem tchorzem? cyba tak, ale co to mi daje?? ....nic ta informacja jest mi
      zbedna.... wiem juz napewno ze jestem niesmialy, i to bardzo...jestem zarowno
      straznikiem i wiezniem...samego siebie....na moje nieszczescie, i na dodatek
      kurewsko wrazliwy na krzywdy innych....a ja lubie pomagac ludziom a nie ich
      smucic, dlatego pisze tutaj na forum, gdzie (mam nadzieje nikt mnie nie zna)
      problemow caly stos...i ciagle sam w nim siedze...i ciagl sam...jak moze bym
      jeszcze wiedzial jak z tym wszystkim walczyc...kiedys juz to obszedlem, moje
      problemy, ale zawsze mnie gryzly...teraz do nich wrocilem i nie wiem co
      robic...nie wiem o co mi chodzi, i jak z tym wszystkim walczyc... njagorsze
      jest aktualnie takie odczucie pustki, polaczone z brakiem czego,a le nie samo
      uczucie jest najgorsze, ale to ze nie wiem o co chodzi i jak to zaspokoic...moj
      przyjaciel wlasnie znalazl kobiete swego zycia...kiedys sie mnie spytal, czy ja
      mam doly...(ogolnie mnie uwazaj znajomi za czlowieka lekko odbiegajacego od
      normy jak to stwierdzili, ale raczej zawsze z usmiechem i zawsze potrafie bawic
      towarzystwo) ale ja mu nie odpowiedzialem...nie mam dolow...ja ciagle siedze w
      jednym dole, z ktorego nie potrafie sie wyrwac...a teraz mysle nawet czy nie
      zrezygnowac ze swojego sportu zycia...poprostu stracilem nadzieje dla siebie i
      ludzi...oni sie nie zmienia, to pewnie ja tez....wiec czy jest wogole jakis
      sens tego wszystkiego???
      • kwieto Re: płomień...... (pomocy) 21.09.02, 17:50
        Jesli nie ma szans na lepsze jutro, to moze zacznij bardziej zyc DZISIAJ?
        Sprobuj poszukac porady specjalisty
      • Gość: kol5 Re: płomień...... (pomocy) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.09.02, 18:04
        Sam się nakręcasz.
        Chyba Ci z tym dobrze, bo w innym przypadku zwróciłbyś się już dawno do
        psychologa.
        Idź, spróbuj, co Ci szkodzi? A nuż, -pomoże!
    • Gość: Nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 21.09.02, 18:13
      coz......moze i....ale ja znam tylko prywatnych psychologow, a na nich kasy nie
      mam a moze i nawet by mi bylo szkoda....jakos dziwnie tak mi wejsc i
      kogokolwiek znajacego ma twarz, prosic o pomoc, glupio mi, nie wyobrazam sobie
      tego...ale nie twierdze ze o tym nie myslalem....dlatego tak latwo mi tutaj
      pisac, nie musze nikomu patrzec w twarz...tak jest latwiej....i znow ide na
      latwizne...to juz jest przesada...a z tym co naprawde dla mnie wazne nie
      potrafie sobie poradzic....moze poprstu "szkola zycia" panujaca w polsce jest
      dla mnie za ciezka...moze jestem za "mikkie" do teeo wszystkigo....nie wiem
      gdzie szukac pomocy, ani jak sie o nia
      zglosic...poprostu....dziwnie...................................................
      ..........................................
      • Gość: kol5 Re: płomień...... (pomocy) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.09.02, 18:36
        Nie wiem dlaczego Ci odpowiadam. Ty wybrałeś już.
        Każdy podobno dostaje od życia tyle ile jest w stanie udźwignąć.

        Przemyśl, zawsze możesz wybrać raz jeszcze. Nie psycholog, to może dobra joga.
        Też daje wspaniałe efekty.
        Tam nie musisz mówić. Emocje "same" wychodzą.
        • Gość: Nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 21.09.02, 18:43
          nic jeszcze nie wybralem i stoje na tym samym rozstaju drog na ktorym sie
          skonczyla moja podroz kilka lat temu.... a zycia/losu nie ma, sami sterujemy
          swoim bytem, a to co sie dzieje, jezeli sami tego nie spowodujemy, jest
          wynikiem decyzji innych ludzi, przez co ich decyzja wplywa na nasz byt....
      • kwieto Re: płomień...... (pomocy) 21.09.02, 18:42
        No ale czego wlasciwie oczekujesz?
        Swietlanej przyszlosci nie ma ani tu ani nigdzie indziej, "nawet w
        hameryce". To nie jest "Polska szkola zycia" tylko Twoja szkola zycia, ktora
        bedzie tak samo dzialac w dowolnym miejscu na ziemi.
        Z jednej strony uzalasz sie nad soba, dramatyzujesz, rozdmuchujesz to o
        czym piszesz do rangi nie_wiadomo_czego, a z drugiej strony, wziac
        ksiazke telefoniczna, i poszukac adresu publicznej poradni psychologicznej
        nie chcesz...
        To wlasciwie jaki masz pomysl na rozwiazanie problemu?
        Niezaleznie od tego co Ci tutaj ktos poradzi, bedziesz musial sie za siebie
        wziac i troszke nad soba popracowac...
    • Gość: kol5 Re: płomień...... (pomocy) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.09.02, 18:49
      Wybrałeś "być w zawieszeniu". To poniekąd wygodne.
      Kwieto ma racje - gdziekolwiek będziesz, Ty o sobie decydujesz, nie inni.
      Takie to proste, że pojąć niepodobna.

      Skończyłam
      Powodzenia.

    • Gość: Nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 21.09.02, 19:04
      coz....jestem kupa sprzecznosci...i wiem o tym, ale nie wiem co z tym
      zrobic....to nie jest wygodne, nie dla mnie i nie tyle czasu ile to juz
      trwa....za duzo...wkurza mnie to ze "mimo iz widze drogie swojego zycia, i wiem
      ktora bym chcial obrac...to nie wiem jak" to jest najgorsze...to tak jak
      ostatnio ktos mi powiedzial, cos o mnie, ale ja tego nie widze w sobie, nie
      widze wielu rzyczy, a raczej jak do nich dojsc. dramatyzuje i
      wyolbrzymiam.....wiem, ale wiedz ze do pewnego stopnia, nie az tak jak ci sie
      to moze zdawac, nie jestem az taki slaby, poprostu nie wiem jak pojsc dalej i
      poszukuje pomocy, moze ja poprostu na kogos czekam w moim zyciu...a moze nie
      powinienem juz zyc...ale to zalezy odemnie, albo od innych, niczego i nikogo
      wiecej. Niepotrafie mowic ludziom....wielu rzeczy jakich bym chcial...nie wiem
      czy to jest uraz psychiczny z przeszlosci, czy ja taki poprostu jestem, moze
      jakos sie zmienie, bynajmniej zawsze jeste wyjscie z tego wszystkiego....zawsze
      jest przynajmniej kilka odpowiedzi...i mozliwosci.... boje sie ze kada moja
      droga, ktora moglbym podazyc i nad ktora nie musialbym sie zastanawiac...ranila
      by ludzi, zrobilaby ze mnie kogos, kogo juz od dawna nienawidze.... i mi by to
      nie przeszkadzalo, pozniej, ale mam zbyt analityczny umysl, i zawsze podchodze
      do wszytskiego z mysla, nie dzialam dopoki nie przemysle, i czesto mi jakas
      szansa przechodzi obok..jest juz za pozno, swiat i ludzie nie maja mozliwosci
      stop'u/pauzy zeby wszytsko obmyslec....ale na dzialanie zbyt sie boje...bo juz
      dosc sie nasluchalem ludzi skrzywdzonych przez innych...i aktualnie mam dosc,
      nie chce tez byc ofiarodawca bolu...tak jak juz pislaem jest jedna mozliwosc,
      dobra dla mnie i dla innych...ale nie wiem jak do niej dojsc....dlatego czekam,
      na cos moze kogos... albo do momentu az sie zlamie i poprostu wszystko
      poleci....zobacze co zobie....a wasze odpowiedzi sa dla mnie wazne, bo moze
      wlsnie zauwaze tez "most" dzieki ktoremu bede tym kim chce...
      • Gość: kol5 Re: płomień...... (pomocy) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.09.02, 19:10
        To zauważ do cholery!!!
        Przeczytaj, co ludzie Ci napisali i spróbuj wyciągnąć wnioski. A nie w kółko
        to samo piszesz.

        Idź na jogę lub/i do psychologa - to będzie pierwszy krok. Zrób to!!!!!!
    • Gość: ryba Re: płomień...... (pomocy) IP: *.cableinet.co.uk / *.blueyonder.co.uk 21.09.02, 22:17
      Nimrod, przeczytalem wszystkie twoje posty, doszedlem do wniosku ze nawet jak
      to jest zart, to bardzo zyciowy. Ja tam bylem, tam gdzie ty to opisujesz, wiem
      ze trudno to zrozumiec innym, ale oni nie maja pojecia o czym ty mowisz. Tam
      trzeba byc zeby to zrozumiec. Nie licz na smierc, ona takich jak ty i ja
      oszczedza, przekonalem sie o tym. Nic mnie nie cieszylo, przestalem wierzyc
      ludziom, zamknalem sie w sobie, rodzine traktowalem jak piate kolo u wozu.
      Pustka i nic wiecej...smierc pozostala jedynym srodkiem, ale niestety brala
      wszystkich obok mnie, ale nie mnie, i wtedy zaczynasz dzialac przeciwko sobie,
      byc moze w celu ze ktos to w koncu zauwazy i wyciagnie reke. Nie widza,
      zaczynasz tracic wszystko co masz, chcesz cierpiec, ale to cierpienie w pewnym
      sensie daje ci ulge. I wtedy zaczynasz tracic zufanie u tych, ktorzy w ciebie
      wierzyli. Zostajesz naprawde sam. Do pewnego stopnia sprawia ci to przyjemnosc
      i ulge....nie zdajac sobie sprawy z tego ze w tym momencie straciles wszystko.

      Chcesz wiedziec wiecej?
      • Gość: Nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 22.09.02, 15:57
        Nie wiem czy taka historie dalo by sie wymyslic.....mam wyobraznie ale nie az
        taka.....coz zgodze sie z toba ale nie w 100% w koncu kazdy jest troche inny,
        nie szukam pomocy, chce aby ona mnie sama znalazla...nie chce sie nikomu
        narzuca, a aktualnie nikt mnie nie wspiera...zawsze sam musze isc i walczyc z
        soba, z innymi, z calym swiatem....mnie to juz meczy....a jeszcze nie pojde
        obok osoby, ktora potrzbuje pomocy....nasluchalem sie juz tyle zla, tyle
        wszystkiego....ze mam dosc powoli jeszczemoja przeszlosc...nie chce o tym
        pamietac, przejmowac sie innymi az tak jak to robie...ale nie potrafie....za
        duzo mysle....co do smierci wiem juz o tym, nie raz nadzchodzila, ale tylko
        przechodzila obok mnie, mimo iz czekam na nia...mozege tylko czekac....tak chce
        wiedziec co dalej, moze znajde odpowiedz, a moze nie....ale zawsze to nastepna
        szansa....
        • kwieto Re: płomień...... (pomocy) 22.09.02, 19:15
          A mozesz mi powiedziec, skad inni maja wiedziec, ze potrzebujesz pomocy, skoro
          o tym nie mowisz? Jak pomoc ma Cie znalezc, skoro nie wie nawet, czy ma czego
          szukac?
        • Gość: carduus Re: płomień...... (pomocy) IP: 10.30.1.* 24.09.02, 12:14
          Słuchaj chłopie! Ty nie sam chcesz sobie pomóc. I jeśli nadal będziesz
          przyjmował taką postawę, to dalej będziesz się męczył. I chyba dobrze Ci z tą
          męką. Lubisz ją. Rozkoszujesz się nią. Tylko w takim razie, po co to
          dramatyczne wołanie w tytule wątku?
          A jeżeli to właśnie owo dramatyczne wołanie jest prawdą, to nie mogą nią być
          Twoje wypowiedzi, bo stoją w sprzeczności z tym krzykiem. Chcesz by pomoc "sama
          cię znalazła". Im prędzej zrozumiesz, że bez Twojego udziału to się nie stanie,
          tym szybciej będziesz mógł cos zrobić ze swoim życiem.
          Najważniejsze, żebys zrozumiał, że masz wybór: albo zdecydujesz się coś zrobić
          albo nadal będziesz tkwił w tym dole, o którym pisałeś. Niestety nie Ty
          ustalasz reguły. A one mówią, że bez Twojej chęci pomoc Cię nie znajdzie.

          Pozdrawiam i życzę, żeby Ci się zechciało chcieć udać się po pomoc.

          carduus
    • Gość: Nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 24.09.02, 20:09
      coz.....tak inaczej to ujme....nie chce sie nikomu narzucac....wlasnie dzis
      zauwazylem ze takich jak ja jest naprwde malo na tej ziemi, moj najlepszy
      kumpel jest jak ksiazka..albo jak kaluza, niczego nie trzeba szukac...wszystko
      jest na zewnatrz...moze wlasnie dlatego on mam takie "dobre" jesli moge to tak
      nazwac, zycie. czyli automatycznie nie bedac skomplikowanym jest latwiej, czyli
      chcem czegos to biore... swietnie, ale trzeba miec jakies granice, ktore
      podobno swiat wymierza, ale kiedy ja ich nie widze, i sam je sobie narzucam,
      ale czesto sa one gorsze od tych prawdziwych...i zostaje zakopany...tzw. umarl
      w butach... i sie z tym mecze, bo nie wiem jak to teraz podwrocic, za duzo
      mysle, i nie chce szukac pomocy, pomoca jestem ja sam, ale nie wiem jak sie do
      tego zabrac, i szukam kogos kto mnie naprowadzi, a moze udzieli mi wlasnie
      pomocy, moze sie juz zaubilem w tym wszystkim....moze juz sma nie wiem co jest
      prawda a co klamstwem....juz sie gubie, jak tak dalej pojdzie, przelamie to
      wszystko i zmniennie sie tak jak zawsze sie bronilem... ale powoli nie widze
      zadnego rozwiazania, choc opcji zawsze jest wiele...za duzo, czy jest na to
      jakas rada??? zobacze jak to bedzie, bedzie jak chce, a pomoc mnie zauwazy i
      nadejdzie w postaci ludzi ktorzy jeszcze nie zamkneli oczu....dokoncze to
      kiedys.......moze, kiedys.....
      • kwieto Re: płomień...... (pomocy) 24.09.02, 20:39
        Pomoc nadeszla tlumem na tym forum...
        Dlaczego przed nia uciekles?
        • Gość: Nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 25.09.02, 17:53
          nigdy nie ucieklem.... jak to widzisz??? bo ja nie rozumiem, o co chodzi, jak
          moglem uciec, przed slowami typu "wez sie w garsc" albo przynajmniej ich
          filozofia... fakt w niektorych jest wiel waznych wskazowek...ale czasami nie
          wiem jak sie do nich zabrac...poprostu nie wiem...czy to czyni ze mmnie
          tchorza?? skoro ja nie wiem.... dla mnie nie ma slow "jutro bedzie lepiej" z 2
          przyczy... 1. niegdy nie jest lepiej na 100%, zawsze moze byc gozej 2.najpierw
          musze sie uporac z przeszloscia...potem pomysle o terazniejszosci, a jak mi
          jeszcze czasu wystarczy to i nad przyszloscia...a czas tak szybko leci...
          • kwieto Re: płomień...... (pomocy) 25.09.02, 20:09
            Oprocz "wez sie w garsc" padlo tu duzo rad. Niektore proste (choc
            prawdopodobnie skuteczne) jak: "idz do terapeuty", inne bardziej osobiste i
            nie dajace szybkiej recepty.

            Wlasciwie zadna z nich sie nie zainteresowales, na wszystkie
            odpowiedziales marudzeniem, nawet nie wdawales sie w dyskusje, tylko
            odpowiadales jak wszystko wg Ciebie jest beznadziejne i jak to nie masz
            szans. W najlepszym razie zaslaniales sie stwierdzeniem, ze "chcesz aby to
            pomoc Cie sama znalazla".

            Szukales tu rady, czy mozliwosci "wyplakania sie"?
            Czego wlasciwie oczekujesz? Ze nagle pojawi sie tu aniol, powie "pstryk", a
            Twoje problemy i rozterki znikna same z siebie?
            Zaznaczam - odpowiedz tylko wtedy, jesli chcesz sie rzeczowo odniesc do
            tego co pisze. Jesli chcesz dalej marudzic dla samego marudzenia - daruj
            sobie
            • Gość: Nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 26.09.02, 07:21
              zle mnie zrozumiales, ja szukam rady, a ze cos potem marudzilem, nie oznacza ze
              ta opcje odrzicilem, ja ja przyjmuje i rozpatruje, jesli chodzi oczywiscie
              np. "idz do terapeuty" ale i wiele innych, wiesz jak mialbym sie tylko wyplakac
              to bym sobie darowal....to by do niczego nie dazylo, a w anioly raczej nie
              wierze :) i napewno nie bedzie to "pstryk" w co chyba ty wierzysz, ze jedno
              slowo wypowiedziane na tym forum, od razu odmnieni moje zycie, nie chodze do
              terazpeuty, ale do niektorych rad na tym forum udzielonych mi staram sie
              przyswoic, "asymilowac" z takim wlasnie zachowaniem badz mysla, nie jest tak
              zle, powoli, nie twierdze ze jest fatalnie, ale jest odrobine lepiej, jak
              przejdzie mi to calkiem, kiedys to bedzie dobrze, ale nie twierdze ze bedzie to
              kwestia dnia, i ty tez tak nie uwazaj bo jest to bledbne myslenie, ja tutaj
              myse o miesiacach lub kilku latach, choc czesto zdaje mi sie ze jest dobrze, a
              to na nawo powraca, wtedy musze sie nie poddawac, ale nie zawsze
              poptrafie....coz bedzie jak ja tego chce, a chce aby bylo lepiej, tlko ze
              czasami nie wiem jak do tego dazyc, co mam robic....i na to chyba juz nikt mi
              nie odpowie.... a szkoda bo moze to by rozwiazalo moje wszystkie problemy...
              • kwieto Re: płomień...... (pomocy) 26.09.02, 07:33
                Coz, zycze wiec wiecej optymizmu :"))
                Swoja droga - sprobuj troche pomedytowac, nie musisz od razu isc na
                trening, sprobuj na wlasna reke, samouczek znajdziesz w ksiegarni lub w
                bibliotece
                • Gość: Nimrod płomień...... (pomocy) IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 28.09.02, 08:04
                  jakos bedzie, optymizm??? nie to jest oklamywanie samego siebie, bedzie jak
                  bedzie, bedzie jak my tego chcemy, jesli nie wplywaja na to decyzje innych, a
                  to wlasnie od nich jestem uzalezniony :) chyba samoczynnie sie zmieniam, boje
                  sie colernie bo nie wiem do konca w kogo... jak bede mial takie zachowanie jak
                  moj brat...to sie powiesz, krotka pila :) medytacja?? wiesz wole walke, tez
                  jest pewnym sposobem medytacji, ale sprobuje. pozdrawiam wszystkich ktorzy sie
                  tu wypowiedzieli, ktorzy mi pomogli, nie wiem jak sie to wszystko zakonczy, ale
                  czas leci i kazdy ma go coraz mniej, jesli kiedykolwiek skoncza mnie meczyc
                  demony przeszlosci to juz bdzie cos.... nie wiem czy jeszcze bede kontynlowal
                  ten niuansik, bo ja juz cyba wszystko napisalem co chcialem wam przekazac, aby
                  wasze porady byly skuteczne, ale widze ze nie ma jednego srodka, poprostu, tk
                  zrob i bedzie oki...coz zrobie to co zawsze robilem, poradze sobie jakos, jak
                  mnie to nie zabije to mnie to umocni...moze..albo zniszczy, ide dalej walczyc,
                  zmeczony i wycienczony, ale mocniejszy o wasze rady.......

                  ostatnie pytanko, czy moge decydowac o czyim losie, tzn. czy moge probowac,
                  jezeli sie to obija o innych ludzi?? czy sama proba moge kogos skrzywdzic, mimo
                  iz czuje ze nie powinienem, ale tego pragne...oczywiscie nie bedac przy tym
                  zaborca, ale tylko sprobowac.....???
                  • Gość: gb Re: płomień...... (pomocy) IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 28.09.02, 08:56
                    Po co pytasz jeżeli wiesz. Uwazasz, że słuszne jest tylko to, co akceptowane
                    przez armie ludzi stojących za Twoimi plecami i potwierdzających Twoje wybory,
                    słuszne lub nie. Rób błędy, masz do tego prawo. Szukaj.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka