Pomocy!!!

02.06.05, 10:08


Dwa lata temu na roku poznałam chłopaka, któremu jak później sam powiedział
spodobałam się od pierwszego dnia. I od pierwszego dnia bardzo mnie
wyróżniał, przychodził do domu, odprowadzał, itd. Wszystko robił żeby się ze
mną spotakać. Dzwonił i godzinami rozmawiał. Na uczelni myślano, że jesteśmy
parą. Dużo mi o sobie opowiadał, o niezbyt szczęśliwym dzieciństwie, o
dziewczynie, której nie kocha. Wiele razy wypłakiwał się u mnie z jej powodu.
Dziewczyna ta poniżała go, itd. jednym słowem była okrutna. Z tego co wiem to
też nie współżyła z nim. Tak na marginesie dziewczyna ta miała zanim się
poznali nowotwora. Poznał ich wspólny znajomy. Była to jego pierwsza miłość.
Czasami wyglądał jak ostatnie nieszczęście. Zawsze byłam na dystans do niego-
żadnej bliskości. On wiele razy mówił, że szuka prawdziwej miłości. Po jakimś
czasie zakochałam się w nim. Ostatnio było między nami trochę drobnych
nieporozumień. Dochodziło do nich zazwyczaj jak rozmawialiśmy na gg. On już
tak chętnie nie rozmawiał, często kończył rozmowy pod pretekstem, że musi iść
spać bo jest zmęczony. Choć rzeczywiście mógł być zmęczony. Może ja zbyt
często zaczynałam te rozmowy, ale chciałam zawsze jakoś go pocieszyć, gdy
widziałam opisy typu żyć mi się nie chce. W marcu jeszcze był gotowy biec
mnie pocieszać, dzwonił i mówił o tym, że czeka na miłość. Pod koniec marca
powiedziałam, że go polubiłam bardziej niż powinnam. Po tym, jak się
spotykaliśmy był jeszcze milszy, uśmiechnięty, tak jakby się stał innym
człowiekiem. Niestety przestał do mnie dzwonić. Był tylko miły w kontaktach,
ale inicjatywa z jego strony się skończyła. Opuścił cały jeden zjazd, a na
następny przyszedł tylko po to żeby oddać mi moje ksiażki, oświadczył, że
bierze dziekankę. Oficjalny powód to brak funduszy. Gdy się spotykaliśmy to
widziałam jakby radość, ale sam już nigdy się ze mną nie kontaktował. Gdy do
niego dzwoniłam to mówił czułym tonem, ale sam już nie dzwonił. Przypadkowo
spotkana podczas spaceru sąsiadka powiedziała w jego obecności, że on się
wypłakiwał w jej ramionach z mojego powodu, bo się znowu obraziłam itd. On
nie zaprzeczył. Gdy w ten poniedziałek oddawał mi ksiażki wiedziałam, że to
już nasze ostatnie spotkanie. Po powrocie do domu wysłałam mu SMS, w którym
napisałam, że moje serce do niego mocniej zabiło. On mi odpisał, że bardzo
mnie lubi. Jak poczuł w powietrzu miętę to zaczął się wycofywać. I że mimo iż
nie zawsze jest szczęśliwy z dziewczyną to ją kocha. Nie wiem co o tym
myśleć. Przed czym on uciekł, dlaczego mnie zaczął unikać. Widziałam z jednej
strony radość na mój widok, a z drugiej zaczał mnie unkać. Czuję taką pustkę.
To było tak z dnia na dzień. Byłoby mi łatwiej gdyby znałam prawdziwe powody
tej nagłej zmiany. Niestety za całe wyjaśnienie musi mi wystarczyć ten SMS.
Ja przecież mu się nie narzucałam zawsze byłam na dystans choć kochałam.
Dlaczego z tego co widzę to nie będziemy nawet znajomymi?





Dzięki. Tak mi ciężko, obudziłam się w nocy lękiem. Teraz głowę mam ciężką i
jest mi smutno, twarz aż się wykrzywia do płaczu. Nie wiem jak sobie z tym
poradzić. Pogodziłabym się z tym wycofaniem, ale nie umiem się pogodzić z
krzywdą jaką mi wyrządził. Przecież to on zaczął. Ja początkowo zgodziłam się
tylko dlatego, że było to początek nauki, wszyscy byli nowi i ja też chciałam
być miła do wszystkich. Może niepotrzebnie trzymałam ten dystans. Może
powinnam
pójść na całość już wcześniej. On nie znał moich uczuć. W styczniu o nie
zapytał, ale ja zaprzeczyłam. W styczniu roztał się z dziewczyną. Wrócili,
gdy
zaczęła ona słać SMS-y o treści wymuszającej. Po tych SMS czuł się winny. W
lutym i przez połowę marca było OK. Choć ja w marcu mu napisałam, że wszystko
wyolbrzymia i zawraca tym ludziom tylko głowę (często pisał mi o swoich
przeżyciach z tą dziewczyną). On napisał, że jeśli to dla mnie taki problem
to
więcej nie będzie. Pamiętam też, że w marcu napisał coś takiego "gdybym
wiedział, że i tak będę miał awanturę to przyszedłbym do ciebie". Zaczął się
zmieniać tak nagle, ale właśnie tylko w kontaktach na odległość, jak się
spotykaliśmy nawet na uczelni to było po nim widać szczęście. Był gotowy mi
pomagać jak tego potrzebowałam. Fakt przez prawie 3 tyg w maju nie
kontaktowaliśmy się ze sobą, bo były nieporozumienia. Ale to już szło o
drobnostki. A krótkie kontakty tel. kończyły się rozłączeniem. Ale później
wyjaśniliśmy to sobie. Ja wyjaśniłam. Nieporozumienia były tego typu, że on
chciał przyjechać i mi oddać 100 zł, a później odwieźć do pracy. A ja się nie
zgodziłam. Na zapytanie dlaczego- odpowiedziałam, że u mnie autobusy też
jeżdżą. A pieniądze kazałam przelać na konto (wysłałam SMS o tej treści).
Wyjaśniłam jednak czym to było spowodowane, a było spowodowane jego
wcześniejszymi słowami, które sprawiły mi przykrość. Za każdym razem kiedy
były
takie nieporozumienia biegał do sąsiadki i jak to ona określiła wypłakiwał
się.
Sąsiadka to jego przyjaciółka, którą zna od piaskownicy. Dokładdnie w czasie
naszego krótkiego spotkania powiedziała tak: Wreszcie poznałam te słynną
Monikę. M w moich ramionach się wypłakiwał, bo Monika znowu się obraziła, bo
Monika coś tam." I zaproponowała wspólną imprezkę. Sąsiadka moim zdaniem
wszystko wie, zna jego motywy, ale nie wiem czy powinnam się z nią
kontaktować.
Sąsiadka nie za bardzo akceptuje jego dziewczynę bo widzi jak go krzywdzi.
Poza
tym nie lubi sąsiadki. Awanturę nawet mu zrobiła za "cześć" powiedziane
sąsiadce wysiadające z autobusu. W zasadzie nikogo nie akceptuje z jego
rodziny
i znajomych. Siostra jego stwierdziła, że ta dziewczyna chyba się jej boi. Ja
tę dziewczynę widziałam raz jak szli po mieści (nie trzymali się za ręce, nie
rozmawiali, tylko szli obok siebie). Widziałam ją jeszcze dwa razy z nim. Nie
wydawał mi się być szczęśliwy. Nigdy przy niej nie był uśmiechnięty, a ta
dziewczyna też nigdy się nie uśmiechała, nawet jak próbowałam żartować. Poza
tym on kiedyś powiedział, że ona nie ma tego czegoś co mają inne dziewczyny.
Jak ją zobaczyłam to zrozumiałam. Brakuje jej seksapilu. Ubiór, sposób
chodzenia, zachowanie raczej wskazywały na zakompleksienie. O mnie kiedyś
powiedział, że jak mnie tylko zobaczył to lśniłam na tle reszty. Nigdy też
nie
miał przy sobie zdjęcia dziewczyny. Miał siostry, jakieś tam sympatii, a jej
nie miał. Ale znowu inne czyny świadczyły o tym, że ją kocha. Sam często
mówił,
że tak nie jest, że czuje się jak oszust, gdy jej to mówi. Choć z drugiej
strony mówił, że gdyby nie te kłótnie to nawet by nie spojrzał na inną. Czy
po
tym wszystkim powinnam pisać do niego. Problem w tym, że on nie odpisał na
mój
SMS. Ja tylko chciałabym znać prawdziwy powód. Czy powinnam się skontaktować
z
sąsiadką. Nie chodzi mi o to żeby wrócił, tylko o to żeby zrozumieć, wyjaśnić
to sobie amej, ułożyć w głowie tak żeby móc dalej żyć. Przypomniał mi się
jeszcze fakt, że w kwietniu było wesele jej brata, a ona w tym roku kończy
studia. Może postanowili wstąpić w związek małżeński. Kiedyś powiedział, że
będę pierwszą osobą zaproszoną na jego wesele, gdyby takie było, a teraz
unika
kontaktu ze mną. Jeśli pozostawię tę sprawę niewyjaśnioną, to jak wytłumaczyć
to sobie, żeby z tym się pogodzić. Już sobie pomyślałam, że żeby choć w tym
ostatnim czasie był niemiły, coś złego powiedział. Ale tak nie było on do
ostatniego momentu był milszy niż zawsze, taki opanowany, mówił jak do
dziecka.


Dlaczego nie odpisuje mi? Dlaczego nie wyjaśnił tej nagłej zmiany. A może to
był jednak kawał drania, który wykorzystał mnie, potraktował jak śmiecia,
który
już nie jest potrzebny? To tak boli. Bo przecież można odejść, ale należy
wyjaśnić coś. Ja przecież też mam uczucia. Czy powinnam to napisać. Ale jeśli
znowu nie odpisze. A może powinnam osobiście do niego się udać. Co robić?




Co oznacza "gdy poczułem w po
    • bba4 Re: Pomocy!!! 02.06.05, 10:32
      moglas to w 3 zdaniach opisac


      facet cie nie chce
      co tu wyjasniac
Pełna wersja