martka29
13.09.01, 21:04
Piszę, bo jest mi ciężko i muszę pewne rzeczy z siebie wyrzucić. A oto i moja
historia. Od 6 lat jestem zamężna, wcześniej byliśmy ze sobą 2,5 roku i były
to, oceniając z perspektywy, b. fajne czasy. Nieco ponad dwa lata temu
przeżyliśmy kryzys - obojgu nam nadojadło, no i wypłynęły wzajemne żale i
pretensje. Mój małżonek stwierdził wówczas, że on się zastanawia czy powinniśmy
być razem, bo w zasadzie to nie wie czy to, co jest między nami to miłość.
Miłość bowiem to porywające uczucie, gorące, a on tak tego nie czuje. W każdym
razie może stwierdzić, że uczucie, które żywi do mnie jest najcieplejszym i
najważniejszym, jakie dotychczas przeżył. Wtedy bardzo bolało, ale
postanowiliśmy być razem i jakoś wróciło do normy, tyle, że jednak jakaś zadra
pozostała. Z biegiem czasu wrociła radość i za jakiś czas zdecydowaliśmy się na
dziecko. Po urodzeniu Maluszka mąż stracił pracę, siedział z nami, a w zasadzie
nie z nami w domu. Poszukiwał intensywnie pracy, siedząc przy kompie i
rozsyłając setki ofert. Wyglądało to tak jakby był w pracy - zaszywał się w
pokoju i nikt miał nie przeszkadzać. I tak miał pretensję, że jednak się go
rozprasza. Po jakimś czasie odkryłam, że poszukiwanie pracy polega m.in. na
dyskusjach czatowych z kobietami. Wypierał się, ale jakoś udało się
porozmawiać. Okazało się, że flirt to jest to. Seks z inną partnerką rownież
byłby mile widziany. Wszak ja nie mam prawa do jego ciałą, nie mogę go
ograniczać skoro ma takie potrzeby. Rzeczą dla niego najważniejszą jest
wolność, ja jestem druga w kolejce. Nie powinno przecież mi przeszkadzać, że
od czasu do czasu z kimś się prześpi. Wtedy skończyło się na dyskusji. Okazało
ię, że nie używam argumentów, które by go przekonały dlaczego mi zależy na
wyłączności. Tydzień temu okazało się, że romanse kwitną. O zdradzie nie ma
mowy, bo to tylko seks, a do mnie najciplejsze uczucie... A tak w ogóle to
teraz jest mu ze mną lepiej, o wszystki wiem, "przetarło się" między nami i
możemy zacząć coś budować.
To tyle. Ja nie bardzo potrafię się odnaleźć w sytuacji, kocham go i próbuję
jakoś zaakceptować fakty, ale nie takie kiedyś były moje marzenia. A emocje -
szkoda gadać złość miesza się z bólem, czsami wręcz fizycznym, popadam ze
skrajności w skrajność, wszędzie widzę zakochanych i zadaję sobie pytanie
dlaczego mi się coś takiego przytrafiło.
Pocieszcie, może być na priv: martka29@poczta.gazeta.pl