Dodaj do ulubionych

ŚLUB, stresy, nerwice, depresje,

01.08.02, 08:56
Gdy usłyszłam od koleżanki, że w dniu ślubu idąc do ołtarza zastanawiała się
czy podjeła dobrą decyzję byłam zaskoczona. Wydawało mi się, że gdy
decydujemy się na ślub to jest to przemyślany wybór...
Teraz moj termin ślubu jest bliski i ja zaczynam wpadać w panikę.
Stałam się bardzo nerwowa (moj wybranek również) i nagle zaczełam się bać.
Zastanawiam się czy stan ten jest normalny?
Jeszcze tydzień temu byłam pogodna i szczęśliwa.

Pozdrawiam,
M.
Obserwuj wątek
    • masaker Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, 01.08.02, 10:17
      No wiesz, pewność, że dobrze wybrałaś, będziesz mieć dopiero za jakieś 20 lat,
      jak dobrze pójdzie.
    • Gość: anula Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 01.08.02, 13:54
      wydaje mi sie ze ten stan jest bardziej normalny niz calkowity luz i pewnosc. W
      koncu to decyzja na cale (przynajmniej teoretycznie) zycie!
      • masaker Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, 02.08.02, 13:19
        Gość portalu: anula napisał(a):

        > koncu to decyzja na cale (przynajmniej teoretycznie) zycie!

        A jej wagę można należycie docenić poznając teściową.
    • Gość: stokrota Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, IP: *.acn.waw.pl 04.08.02, 12:59
      Każdy myślacy człowiek miewa watpliwości. Decyzję o małżeństwie na pewno
      podjęłaś po przemyśleniach, teraz wpadasz w panikę, bo to jednak zamknięcie na
      długie lata. Skoro się już zdecydowałaś, to bądź konsekwentna, przeciex wesele
      jux zamówone, sukienka kupiona... Jak cos nie wyjdzie, to się będzieszmartwić.
      • kwieto Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, 04.08.02, 14:41
        Dlugoletnie zamkniecie? To za wziecie slubu zamykaja? Co za czasy...
        • Gość: stokrota Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, IP: *.acn.waw.pl 04.08.02, 15:26
          kwieto napisał:

          > Dlugoletnie zamkniecie? To za wziecie slubu zamykaja? Co za czasy...
          >
          >
          >
          • kwieto Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, 04.08.02, 15:39
            Oj, ale ja dalej nie rozumiem. To po slubie nie wolno mi juz spotykac sie z
            innymi ludzmi?
            • Gość: stokrota Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, IP: *.acn.waw.pl 04.08.02, 16:43
              No, jak czytam te posty zaobrączkowanych, to odnoszę takie właśnie wrażenie...
              Ale chodziło mi raczej o to, że po slubie nie masz już takiej swobody
              towarzyskiej, prawda? I to nie tylko z powodudzieci, ale po prostu - mniej
              wypada. Jak po ślubie człowiek spotka swoją drugą połowę, to musi o niej
              zapomnieć (a przynajmniej powinien - tego wymaga nasza tradycja). Flirty na
              czacie - nie wolno, bo zaraz ktoś powie, że w małżeństwie coś się sypie. I
              różne takie. Dlatego to jest rodzaj zamknięcia. Patrząc z drugiej strony -
              jest to oczywiście otwarcie na zupełnie inną płaszczyznę życia, ale nie o to mi
              chodziło.
              • kwieto Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, 04.08.02, 17:58
                Niby dlaczego po slubie mam miec ograniczona swobode towarzyska?
                Dlaczego nie wypada?

                Co do flirtow na chacie itd. - piszesz to troche tak, ze zgodnie z tym tokiem
                rozumowania moge wysnuc wniosek - przed slubem moge skakac na bok na prawo i
                lewo i zdradzac partnera/ke z kim popadnie, a po slubie to juz nie bardzo.
                Czy na pewno o taka konkluzje Ci chodzilo?
                • Gość: stokrota Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, IP: *.acn.waw.pl 04.08.02, 21:33
                  kwieto napisał:

                  > Niby dlaczego po slubie mam miec ograniczona swobode towarzyska?
                  > Dlaczego nie wypada?
                  Bo w takim społeczeństwie od wieków żyjemy. I nie powiesz mi, że nie musisz się
                  liczyć z czasem żony, że możesz dowolną ilość czasu spędzać poza domem,
                  wyjechać na wczasy wtedy, kiedy t y masz ochotę.
                  >
                  > Co do flirtow na chacie itd. - piszesz to troche tak, ze zgodnie z tym tokiem
                  > rozumowania moge wysnuc wniosek - przed slubem moge skakac na bok na prawo i
                  > lewo i zdradzac partnera/ke z kim popadnie, a po slubie to juz nie bardzo.
                  > Czy na pewno o taka konkluzje Ci chodzilo?

                  Oczywiście, nie o taką, ale sam odsądzałeś od czci i wiary dziewczynę, która
                  flirtowała na czacie z żonatym facetem - dlatego o tym tutaj wspomniałam.
                  Dlaczego wywnioskowałeś, że w stanie kawalerskim możesz zdradzać partnerkę na
                  prawo i lewo - to ja już nie rozumiem, może takie jest twoje wyobrażenie o
                  wolności jednostki?
                  >
                  >
                  >
                  • kwieto Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, 04.08.02, 22:27
                    Gość portalu: stokrota napisał(a):


                    > Bo w takim społeczeństwie od wieków żyjemy.

                    To akurat nie jest zaden argument

                    > I nie powiesz mi, że nie musisz się liczyć z czasem żony, że możesz dowolną
                    > ilość czasu spędzać poza domem, wyjechać na wczasy wtedy, kiedy ty masz
                    > ochotę.

                    Uhm, ale znowu zapytam - a jesli nie jest to zona tylko dziewczyna? Wtedy juz
                    moge sie nie liczyc z jej czasem? I jesli mieszkamy razem, ale nie jestesmy
                    zaobraczkowani, moge sobie ja olewac? Dziwna logika.
                    Drugie pytanie - po diabla mi zona/dziewczyna, skoro wakacje, czy caly wolny
                    czas chce sobie planowac bez niej?


                    > Oczywiście, nie o taką, ale sam odsądzałeś od czci i wiary dziewczynę, która
                    > flirtowała na czacie z żonatym facetem - dlatego o tym tutaj wspomniałam.
                    > Dlaczego wywnioskowałeś, że w stanie kawalerskim możesz zdradzać partnerkę na
                    > prawo i lewo - to ja już nie rozumiem, może takie jest twoje wyobrażenie o
                    > wolności jednostki?

                    Oj, to wynika z Twojego postu. I tym co napisalem nie wyrazilem wlasnego zdania
                    na ten temat, a jedynie skomentowalem Twoj punkt widzenia. Skoro napisalas, ze
                    malzenstwo naklada ograniczenia akurat na flirtowanie za plecami partnera, to
                    rozumiem, ze w stanie kawalerskim tych ograniczen nie ma. Moge wiec zdradzac
                    partnerke, dopiero gdy wezme z nia slub, to juz mi nie wolno. Taki jest tok
                    rozumowania wychodzacy z tego co sama napisalas. (Przyznaje, ze dosc dziwny jak
                    dla mnie)

                    (Oczywiscie, nie neguje flirtu jako takiego, ale jesli dla kogos zrezygnowanie
                    z poszukiwan internetowych flirtow jest ograniczeniem... Tak sobie mysle, ze
                    gdyby moja dziewczyna wolala spedzac czas nie ze mna, ale poszukujac
                    internetowych znajomosci, to bym sie co nieco zaniepokoil.)
      • Gość: anula ... IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 05.08.02, 08:16
        Gość portalu: stokrota napisał(a):

        > Każdy myślacy człowiek miewa watpliwości. Decyzję o małżeństwie na pewno
        > podjęłaś po przemyśleniach, teraz wpadasz w panikę, bo to jednak zamknięcie
        na
        > długie lata. Skoro się już zdecydowałaś, to bądź konsekwentna, przeciex
        wesele
        > jux zamówone, sukienka kupiona... Jak cos nie wyjdzie, to się będzieszmartwić.

        Z pierwszym zdaniem zgodzę się w 100%.
        Ale reszta???
        zamknięcie na długie lata? - chyba nie bardzo popierasz tę instytucję?;-)
        A branie ślubu dlatego tylko, że sukienka kupiona i goście zaplanowali
        imprezkę, nie jest zbyt rozsądne. Jeżeli tylko to miałoby kierować przyszłą
        małżonką...
        Miałam kiedyś takich znajomych. Zamówili wesele, rodzina pana młodego z Niemiec
        miała przyjechać, a tu para młoda stwierdza, że nie kochają się i NA PEWNO nie
        chcą być ze sobą. Ale mówią - wszystko zapłacone, co ludzie pomyślą itd...
        I postanowili że wezmą rozwód póżniej. Nie mieli nadziei że będzie dobrze.
        Po ślubie ona wyjechała na drugi koniec kraju i to by było na tyle. O rozwód
        wystąpili po jakiś 2 miesiącach.
        Dla mnie - szczyt głupoty i kpiny z małżeństwa.
        A co Wy na to?
    • Gość: zula Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, IP: *.leased-02.binet.pl 05.08.02, 09:03
      myślę, że to presja tej ceremonii...tylu ludzi, rozmach, uroczysty charakter
      przysięgi...to czasem sprawia wrażenie przerostu formy nad treścią...nie znaczy
      to, ze zyznawanie sobie miłosci po wieki jest miałkie, po prostu to nie są
      okolicznosci do takich wyznań. każdy by się speszył...bo to przecież intymna
      przysięga...a tu nagle każą ci przysięgać przy 100 swiadkach, że NA PEWNO, NA
      PEWNO będziesz ją/jego kochać. i jak tu nie mieć wątpliwosci? gdyby slub
      odbywał się w 5-10 osób, pewnie byłoby inaczej...nie wiem z resztą. ja
      najbardziej boję się wesela. myślę, ze to będzie najbardziej żenujaca impreza w
      moim zyciu.
      • Gość: Melba Zuza!!!PO CO?!!!!!!!!!!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.02, 22:02
        ja
        > najbardziej boję się wesela. myślę, ze to będzie najbardziej żenujaca impreza
        w
        >
        > moim zyciu.
        Zuza! Po co więc ślub na 100 osób?!!! Po cholerę wesele???????!!!!!!!!!!! Nie
        rozumiem! Nigdy mi się te ślubne cyrki nie podobały (z całym szacunkiem dla
        zaręczonych to czytających) i jeśli ja wezmę ślub, to cichutki, skromniutki,
        przy najbliższych, uroczy, intymny, mój, nasz!!! A Ty? Będziesz miała oczepiny,
        wodzireja i rzucanie kieliszkami na siłę, wbrew niechęci? Współczuję. Powiedz
        mi, po co? Pytam na serio. Bo ja tego nie rozumiem. Jeśli ktoś marzy o
        weselichu i bigosie, to ok. Ale zrobić z tego dnia najbardziej żenujący dzień w
        życiu? Bo tak trzeba? Moda? Oczekiwania innych? Po co?
        • Gość: zulka Re: Zuza!!!PO CO?!!!!!!!!!!!!!! IP: *.leased-02.binet.pl 06.08.02, 08:24
          Droga Melbo

          Pochodzę z Mysłowic- jak wiesz (lub nie) śląska tradycja weselna znacznie różni
          się od tej przedstawionej przez ciebie idealnej wizji slubu & wesela. do tej
          ceremonii podchodzi się tu mniej wiecej tak jak 100 lat temu w góralskich
          wsiach- wesele BYĆ MUSI. Nie ja jedna walczę z tą tradycją- obserwuję moich
          znajomych, których rodziny rwą włosy z głów, gdy słyszą o intymnym weselu- w
          rezultacie spotykają się sami, sami organizują gości...państwo młodzi
          podupadają nerwowo, ale w końcu godzą się z tym, znoszą cierpliwie własny slub,
          obserujac zmęczonym wzrokiem radosnych, pijanych gości..."bo to przecież nie
          wypada nie zaprosić wujka Heńka, cioci Staszki, kuzynów, rodzin i znajomych
          kuzynów itd itp".
          są 2 rozwiązania:
          1) zbojkotowac tą farsę- wziąć POTAJEMNE wesele (TAK ZROBIĘ, tzn TAK ZROBIMY ja
          & mój luby!)
          2) znieść wszystko cierpliwie- jak wizytę u dentysty

          nie wykluczam, że niektórzy lubia takie przedstawienia- więc z całym dla nich
          szacunkiem...
          • Gość: Melba Zulka :) IP: *.chello.pl 06.08.02, 19:22
            Miłego Waszego intymnego ślubu życzę. Bawcie się wspaniale i bądźcie
            niesamowicie szczęśliwi zawsze!!!!
          • Gość: Anita Re: Zuza!!!PO CO?!!!!!!!!!!!!!! IP: *.umcs.lublin.pl 02.09.02, 15:03
            Ja biorę ślub za miesiąc i choć nienawidzę wesel, to także musiałam się zgodzić
            na swoje. Bo rodzina duza, bo nie wypada tylko na obiad, bo to, bo śmo... Na
            samą mysl robi mi się słabo. Mimo, że jestem z moim lubym już 11 lat, a
            mieszkamy razem od półtora roku, to w kwestii ślubu (wolałabym cywilny) i
            wesela nie mamy nic do powiedzenia (a może właśnie dlatego, że razem
            mieszkamy?, trzeba zmazać ten grzech...). A pochodzę z Siedlec. Rozumiem
            wszelkie obawy nowozeńców, bo ja mam takie same. Mimo iż nie traktuję
            małżeństwa jako zamknięcia, to obawy wynikają chyba z tego, że trzeba wziąć
            odpowiedzialność za związek. Czyli wydorośleć. No i nie zgadzam się (ale tez
            nie mam nic do gadania) na przysięganie czegoś, czego przysiąc się nie da (jak
            mogę obiecać, że będę go kochać całe życie???? Księża powinni
            przeczytać "Psychologię miłości" albo po prostu się zastanowic). Generalnie
            uważam, że trzeba to przetrwac jak wizytę u dentysty, a jeśli będzie źle,
            zawsze można się upić :)))
            • Gość: eva07 A to czemu Anitko? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 03.09.02, 02:10
              Bierzesz slub koscielny chociaz nie masz na niego ochoty? To juz chyba
              przesada. Rozumiem, że w Mysłowicach czy gdzie indziej mozna ulec presji
              rodziny i zgodzic sie na wesele z "całym tradycyjnym cyrkiem"(choc mozna tez
              wszystkich obrazic i uciec, ale nie wiedomoco jest lepsze). Ale godzic sie na
              szopke z uroczystosci, w której to TY a nie nikt inny bedzie przysiegał "że cie
              nie opuszczę az do smierci"? Jesli nie jestes w stanie tego przysiac to co?
              bedziesz przysiegała fałszywie "bo nie masz nic do powiedzenia"? A to nie ty
              wychodzisz za mąż? I pan Bóg i malżeństwo to zbyt powazna sprawa by sobie z
              niej jaja robić. Tak przynajmniej ja uważam. Ale wiem, że jestem w mniejszości.
              E.
              • Gość: Anita Re: A to czemu Anitko? IP: *.umcs.lublin.pl 16.09.02, 16:50
                Gość portalu: eva07 napisał(a):

                > Bierzesz slub koscielny chociaz nie masz na niego ochoty? To juz chyba
                > przesada. Rozumiem, że w Mysłowicach czy gdzie indziej mozna ulec presji
                > rodziny i zgodzic sie na wesele z "całym tradycyjnym cyrkiem"(choc mozna tez
                > wszystkich obrazic i uciec, ale nie wiedomoco jest lepsze). Ale godzic sie na
                > szopke z uroczystosci, w której to TY a nie nikt inny bedzie przysiegał "że
                cie
                >
                > nie opuszczę az do smierci"? Jesli nie jestes w stanie tego przysiac to co?
                > bedziesz przysiegała fałszywie "bo nie masz nic do powiedzenia"? A to nie ty
                > wychodzisz za mąż? I pan Bóg i malżeństwo to zbyt powazna sprawa by sobie z
                > niej jaja robić. Tak przynajmniej ja uważam. Ale wiem, że jestem w
                mniejszości.
                >
                > E.

                A co według Ciebie miałabym zrobić? Jaj sobie właśnie z małżeństwa nie robię,
                bo gdybym nie traktowała tego tak poważnie, to nie miałabym takich dylematów,
                nie? A nie chodzi mi o Pana Boga, tylko o instytucję kościoła, który zamiast
                wspierać, utrudnia. i jeszcze chodzi mi o polską hipokryzję, bo normalnie to
                powinno być tak, że katolicy biorą ślub kościelny a nie-katolicy cywilny. A ja
                nie czuję się katoliczką, a muszę wziąć kościelny. A jeśli tego nie
                rozumiesz... cóż, nie brzmi to najlepiej, przecież jestem dorosła. Ale presja
                rodziny jest ogromna. Gdybym się uparła, to mogłabym pewnie wyjść za mąż
                potajemnie, ale czy warto? Nie wiem, może to ja jestem największą hipokrytką i
                konformistką????
                • Gość: Monika Re: Anita nikt cie nie zmusil przez 11 lat !!!! IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 16.09.02, 19:32
                  Musze przyznac ze nie moge cie zrozumiec. Piszesz ze nie czujesz sie
                  katoliczka a jestes zmuszana do slubu koscielnego( Kto cie tak zmusza, skoro
                  przez 11 lat zyjesz bez slubu???) , albo ze nie mozesz przysiac ze bedziesz
                  meza kochala az do smierci bo wlasciwie to ty jestes pewna ze go kochac nie
                  bedziesz az tak dlugo. Po pierwsze w takim ukladzie to ty jestes hipokrytka
                  nie wierzac chcesz brac slub koscielny. Nie wierze aby ktokolwiek mogl cie do
                  tego zmusic, po drugie jezeli chodzi o milosc to mylisz chyba dwa pojecia: byc
                  zakochanym i kochac. Zakochanie mija a milosc przechodzi rozne fazy ewolucji.
                  Tak to wyglada chyba wszedzie.
                • kamfora Hmmm... 16.09.02, 20:26
                  Gość portalu: Anita napisał(a):
                  i jeszcze chodzi mi o polską hipokryzję, bo normalnie to
                  > powinno być tak, że katolicy biorą ślub kościelny a nie-katolicy cywilny. A
                  ja
                  > nie czuję się katoliczką, a muszę wziąć kościelny. A jeśli tego nie
                  > rozumiesz... cóż, nie brzmi to najlepiej, przecież jestem dorosła. Ale
                  presja
                  > rodziny jest ogromna. Gdybym się uparła, to mogłabym pewnie wyjść za mąż
                  > potajemnie, ale czy warto? Nie wiem, może to ja jestem największą hipokrytką
                  i
                  > konformistką????

                  Może największą to nie, ale...coś w tym jest. Jesli nie potrafisz
                  oprzeć się "presji" rodziny w sprawie ślubu, to pewnie nie oprzesz się
                  w sprawie ewentualnego (odpukać, oczywiście ;-) rozwodu?
                  Czy jedno z drugim nie ma nic wspólnego, według Ciebie?
    • connie1 Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, 31.08.02, 21:12
      Droga Monisiu!
      Przezywam to samo , za tydzień ta wymarzona data i ...
      Mam nadzieję,że to normalne.
    • niebo77 Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, 02.09.02, 15:18
      widać taki los młodej pary, że zanim się nią stanie to musi trochę
      pocierpieć... jakby nie było to ślub jest jednym z bardziej stresujących
      wydarzeń w życiu...
      ja mam to już za sobą... i jest dobrze...:) nerwy mijają po dniu, dwóch i juz
      nie ma się nad czym zastanawiać i roztrząsać czy dobre to posunięcie czy też
      nie...
      wiem z czego umie to wynikała, po prostu nie lubię byc w centrum uwagi, a
      niestety ślub wymaga by panna młoda była tą bardzo ważną częścią całej
      ceremonii... i nawet świadomość, że to mała imprezka i podzielona trochę
      (przysięga była przed mszą, a nie w trakcie jej trwania) nie sprawiła, że
      emocje się uspokoiły... ale to już troszkę inny temat...
      • lastka Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, 03.09.02, 10:59
        A ja wam powiem że też się boję. Co prawda mój ślub dopiero w grudniu ale jakos
        tak sobie uświadomiłam, że w końcu to się stanie. Kościół wesele itd przeraża
        mnie to wszystko. Co do wesela, wczoraj właśnie zrobiłam listę gosci i wiecie
        co miałam nadzieję że da się ja okroić do minimum a tu proszę tego trzeba bo
        coś tam, tamtego trzeba bo tamto i w sumie nazbierało się tych ludzi, a wesela
        miałao nie byc tylko małe przyjęcie acha prawda była. No i ten cały stres...brrr
        Najchętniej to bym ucieklła stąd i po cichu wzięła ślub tylko my, rodzice i
        świadkowie.
        • Gość: Melba Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.02, 19:01
          A my własnei taki planujemy...za sto lat, ale taki: my+rodzice+świadkowie w
          postaci rodzeństwa. Więc się da!!! Nam się uda!!! Żadnego weselicha!
    • Gość: Monika Re: ŚLUB, stresy, nerwice, depresje, IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 16.09.02, 19:12
      Jak najbardziej sa to normalne obawy i stres. Jestesmy nerwowi bo mimo iz
      zdecydowalismy sie na ten krok przyszlosc jest wielka niewiadoma i stad nasze
      obawy, czy to ten wlaciwy czlowiek czy tez mylimy sie. Przeraza nas ze teraz
      klamka zapdla i tak szybko sie tego juz nie odkreci gdyby to byla jednak
      wielka pomylka. Ale nie martw sie to przezywa chyba kazdy. Pozdrawiam. Ps sama
      widzisz ze jest z toba podobnie jak z kolezanka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka