ziemiomorze
06.07.05, 11:51
Wróble sprawiają wrażenie, jakby o coś non stop się kłóciły.
Oczywiście awantury wszczynają głównie samce. Jeżeli ktoś nie wie, jak
wygląda samczyk tego ptaka, to od razu podpowiadam: można go poznać po czymś
w rodzaju czarnego śliniaczka pod dziobem albo na piersi. Rozmiary i
intensywność ubarwienia tej drugiej plamki zależą od poziomu testosteronu w
organizmie wróbla. A im więcej tego hormonu, tym bardziej męski jest samiec.
Napierśny śliniaczek jest więc u wróbli oznaką statusu w stadzie. Im większa
plamka na piersi, tym z wróbelka groźniejszy wojownik i zabijaka. To także
znak dla samicy, że jej przyszły mąż był lepiej odżywiany w wieku pisklęcym.
Teoretycznie wybór powinien być prosty. Samice powinny preferować samce o
większych śliniaczkach. Tak jest, ale nie wszędzie. Okazuje się, że nie
wszystkie samice preferują typ walecznego macho. Są takie wróble populacje, w
których intensywny i duży śliniaczek pod szyją wcale nie cieszy się
popularnością. Zamiast niego samice wolą nieco mniej męskie samce. Skąd ta
różnica?
Otóż różne samice różnie kalkulują, kto będzie lepszy na ojca. Jedne wolą
twardziela, inne nieco łagodniejszych partnerów. Ci drudzy też mają swoje
zalety. Owszem, nie są tak agresywne w walce o różne dobra, za to znacznie
więcej czasu poświęcają na opiekę nad pisklętami. Te natomiast, które ciągle
walczą o coś, mają o wiele mniej czasu dla dzieci, a to oznacza więcej pracy
dla samicy, która się na takiego typa zdecydowała.