girl-with-problem
25.08.05, 12:44
No i się odważyłam w końcu... Dzień dobry wszystkim,tym przejedzonym i tym co
właśnie walczą ze sobą na kolejnej diecie. Co o mnie? Długo czytalam wasze
forum bez udzielania się, balam się przyznać do tego, że też jestem chora,
choc jednocześnie czułam z Wami calkowitą więż, czułam , że tylko Wy
doskonale zrozumiałybyście co przeżywam. Wmawiałam sobie, ze mnie to nie
dotyczy, że nie jestem kompulsywna, że tak mam napady- ale przecież , w
każdej chwili mogę z tym skończyć, hmmm, dokładnie tak jak myślą
alkoholicy.Dzisiaj poczułam, że sama siebei oszukuję, jesetm chora, choć
jeszcze niedawno nawet nie wiedziałam , że moja choroba wogóle sie jakos
nazywa. Myślałam, że to tylko słaba wola, lenistwo, że jestem do niczego,
itd. dzieki Wam wiem, że nie jestem sama- dziekuje za to :) jak rozpoczęły
się moje ataki? Zacznę od początku. W szkole podst. byłam pulchnym dzieckiem,
ale wtedy to mi nie za bardzo przeszkadzało, jakoś o tym nie myślałam,
dopiero dojrzewając zaczełam nabierac kompleksów i drastycznie schudlam,
ok.16 kg, choć nie umiem teraz tego dokladnie powiedzieć. Patrząc na to z
perpektywy czasu wydaje mi się że otarłam się o anoreksję- nigdy nie
wydawałam się sobie zbyt szczupła, każde niepowodznei rekompensowalam sobie
kolejnym utraconym kilogramem, potrafilam cały dzień spędzić o jogurcie,
dwóch mandarynkach. Na zdjęciach z tamtego okresu widzę jak wystają mi
kości , jak blada jestem, a jednoczesnie pamiętam jakiego grubasa widziałam
patrząc wtedy w lustro.Przy obiedzie chowałam jedzenie do kieszeni ,a potem
wyrzucałam, spuszczałam w WC. Zdarzało mi się też wymiotować , gdy zjadlam
np. dwa paluszki za dużo. Byłam szczupła, ale dużo gorzej nieszczęślwia niż
teraz. Całą swoja uwagę skupialam na jedzeniu, byle nie jeść, byle nie
jeść.Później zaczął się w moim życiu w miarę szczęsliwy okres, jadłam
normalnie przytyłam kilka kilo, wyglądalam tak w sam raz , poznałam chłopaka,
ktory kochał mnie bezwarunkowo i był gotowy wiele dla mnei zrobić. Po pewnym
czasie znudził mi się, zerwałam, tydzien później poznałam swój ideał,
zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Los dał nam spędzić razem kilka
wspaniałych miesiecy, ktorych nie zapomne do końca życia. Minęły jak bajka, w
tamtym czasie nic się nie liczyło, jadłam tyle ile potrzebowalam, byłam
szczupła choć się nie odchudzałam, jedzenie wogóle nie było istotne,
myślę ,że wtedy traktowałam je tak jak traktuja je normalni ludzie, bez
emocji. Pewnej nocy on powiedział,że to nie jest miłość, że chce odejść. Nie
zdradził mnei, nie rzucił w jakiś chamski sposob, zrobil to z klasą, z
czułością, z pocałunkeim na pozegnanie, chciał zostać moim przyjacielem,
wysłał mi walentynkę mimo że juz nie bylismy razem, dbał o mnei. chłopak z
wyższej półki. Przez pierwszy tydzień zaprzeczałam temu co się wewnatzr mnie
działo, byłam jak w szoku pourazowym, chcialam pokazać wszystkim jak super
się czuję, jak mało mnie towszytko obeszlo. Byłam super, choć wracając do
domu opierałam się o chłodną ścianę klatki schodowej i zagryzałam zęby z
bólu. Po tygodniu pękłam. Odpuściłam sobie wszystko. Wtedy zaczęły się
kompulsy. Najpierw to nie było duzo- jadlam tylko to co było w domu. Potem
kupowalam sobie czekoladę. Potem zaczęło się więcej , miałam stały zestaw:
czeklada, dwa batoniki, słoik kremu Snickers, paczka chipsów, kolorowa
gazeta. kładąłm się na łóżku, rozkładałam gazetę i jadłam, jadłam, jadłam,
zawsze obiecując sobie, że od jutra będę inna, doskonała, perfekcyjan, pod
każdym względem. Zajadałam ból po jego stracie. Puścilam się w wir
przygodnych znajomości, chciałam potwierdziś swoją atrakcyjność w ramionach
facetów , którzy zachwycali się mną jeden wieczór, chciałam poczuc czyjąś
bliskość i bałam się smiertelnie, że jeśli znów komuś zaufam zostanę sama.
czasem myślałam że to co mnei spotyka jest karą za to co zrobiłam
poprzedniemu chłopakowi, że raz wysłane zło wraca do ciebie ze zdwojoną
siłą. Było coraz gorzej, traciłam szacunek dwanych przyjaciół, tyłam, nie
lubilam siebie. Pamiętam jedno popołudnie kiedy czułam się naprawdę fatalnie,
sama zamknięta w pokoju, płakałam w poduszkę i czułam sie tak strasznie
nikim, po prostu nikim. To boli tym bardziej że jestem cholerna
perfekcjonistką, ze chce by wszystko było idealnie, dopięte na ostatni guzik-
to mnei wykańcza. Dziś... dzis jest trochę lepiej niz parę miesięcy wstecz,
dostalam się na studia, wynajęłam mieszkanie, kilka rzeczy mi się udało,
polubiłam siebei,znów lubię o siebie dbać, kupowac ciuchy, ale kompulsy wciąż
zostały. Od rozstanai z panem idealnym przytyłam 13 kg- minął rok.Jestem
chora, a jednoczesnie wciąz w to nie wierzę. Powiedzcie mi prosze w którym
momencie Wy odkryłyście że jesteście chore, że coś jest nie tak, jak to
zdefiniować, bo ja się gubię, plączę, sama już nie wiem...
Będę wdzięczna za każdą pomoc...