Dodaj do ulubionych

bicie jako metoda wychowawcza?

26.08.05, 17:44
Jakie są dorosłe bite dzieci?

- Poszliśmy z przyjaciółmi do kina na "Gnój", tę historię o straszliwie
pranym przez ojca chłopcu.
Jak stary kazał mu wąchać pasek, chciałam wyjść. Mój podstawiał mi pod nos
swoja pięść. Poszliśmy
potem na piwo. I zaczęło się: a mój stary to lał kablem od żelazka, moja
matka szerokim paskiem z
cielęcej skóry. Ja dostawałam za bałagan w pokoju, a ja za wszystko -
uśmiecha się Grażyna. - Co z
nas wyrosło? Skorupiaki i pancerniaki. Jedni bici przez frustratów wariatów,
drudzy przez
sprawiedliwych okrutników.
Okrutne statystyki <kobieta.interia.pl/news?inf=633088>
Grażyna ma dzieciństwo przepracowane. Studiuje psychologię. Należy do
pancerniaków: nigdy się nie
poddaje, gardzi sentymentalnymi panienkami i ironizuje na każdy temat - ojca
kaprala też.
Zdaniem psychologa <kobieta.interia.pl/news?inf=633089>
- Dorosłe bite dzieci nie mają jakiegoś jednego syndromu o chwytliwej nazwie.
Mają ich całe mnóstwo
- tłumaczy psycholog Iza Kurzejewska. - Jedne były bite za wykroczenia. W
domu panowały pewne
reguły: za złe stopnie, za późne powroty do domu. Taki styl bicia jest u nas
najbardziej powszechny,
uważany za słuszny i wychowawczy. Mają z tego wyrosnąć "porządni" ludzie, a
wyrastają, no tak -
pancerniaki.
Jeśli byłaś bita <kobieta.interia.pl/news?inf=633086>
Skorupiaki to dzieci rodzica frustrata, który leje za wszystko. Nie da się
przewidzieć kiedy i za
co, bo to zależy od jego nastroju - czasami zachowujesz się zbyt głośno,
czasami zbyt cicho.
Kocham chodzącą złość <kobieta.interia.pl/news?inf=633087>
- Generalnie rządzi w takim domu jedna zasada - jest rodzic-Bóg, który do
wszystkiego ma prawo i
może z tobą zrobić wszystko. Kocha cię i krzywdzi w imię miłości i dla
twojego dobra - tłumaczy Iza
Kurzejewska.

Pancerniak i dyscyplina

Pancerniak, czyli człowiek zadaniowy, powstaje pod skrzydłami Karzącego
Sędziego. Taki
"sprawiedliwy" rodzic leje w dupę, gdy coś przeskrobiemy. Wlepia pasy, bo:
nie wolno kłamać, pilnie
trzeba wypełniać swoje obowiązki, trzeba szanować starszych. Pancerniak
dobrze się uczy, jest dobrze
wychowany, często robi karierę, np. prawniczą. Może zbyt szybko ferruje
wyroki, za często poucza,
kto jak ma postąpić, na wszystko zna odpowiedź. Innych i siebie ocenia
surowo, bez taryfy ulgowej. W
skrajnej postaci przekształca się w okrutnika. Najczęściej w samotnika, nawet
jeśli ma rodzinę.
Spędza życie wędrując do pracy, której poddaje się na 200 proc. (bo tylko tak
pracuje się uczciwie),
rodzinie zapewnia pieniądze (bo jest odpowiedzialny) i nawet nie myśli, czy
jest mu dobrze, bo nie
zwykł zajmować się głupotami, jak szczęście na przykład.

Pancerniak kieruje się w życiu głównie tym, co powinien zrobić, a nie tym, co
chciałby zrobić. Wobec
swojego dziecka - jeśli będzie niegrzeczne, może i nie uderzy, bo przeczytał
kilka naukowych
artykułów, że to źle dziecku robi na głowę, ale za karę zamknie w pokoju i
choćby mu serce pękało,
kary nie odpuści. Jeśli w pracy dostanie zadanie - zwolnić kolegę, a po
przeanalizowaniu sytuacji
uzna, że kolega sobie na to zasłużył, zrobi to bez mrugnięcia okiem i cienia
litości. Spóźnienia,
zawalanie, kierowanie się uczuciami - to słabość, a słabość trzeba zwalczać.
Pancerniak ceni siłę
fizyczną, ale czci przede wszystkim siłę charakteru. - Jego poczucie
sprawiedliwości jest tak
fundamentalne, że Osama bin Laden wysiada - kpi Grażyna i tylko czeka, aż
ktoś się z nią o to
pokłóci.

- Jakie będzie dorosłe bite dziecko, zależy od tego, co towarzyszyło biciu.
Jeśli pancerniak był
bity, by być twardą, silną kobietą, wyrośnie na panią z zawodu dyrektor.
Zaradną życiowo, która
pewnie zaopiekuje się jakimś mężczyzna, ale ciągle będzie wyśmiewać jego
słabości. Jeśli była bita,
by była potulna, grzeczna i cicha, ma duże szanse, by zakochać się w macho,
który niby ma się nią
opiekować, a będzie dalej tresować - mówi Iza Kurzejewska.

Zakochany pancerniak

- Nauka dyscypliny przynosi rezultaty. Na studiach idzie mi świetnie. Jeśli
mam się czegoś nauczyć,
to się uczę. Zawalam, to umawiam się na następny termin, przychodzę
przygotowana, mucha nie siada -
tłumaczy Grażyna. - Z narzeczonymi - kompletna klapa. Jak kogoś poznam,
najpierw widzę same wady: a
to nie przeczytał takiej książki, a to wykonuje nudny zawód, więc się w życiu
nie stara. Gdy się w
końcu zakochałam - dramat. Nie potrafiłam wybaczać. Gdy Piotr nie naprawił od
ręki cieknącego kranu,
prosiłam, by się wyprowadził. Potem, gdy nieco złagodniałam, za karę nie
odzywałam się kilka dni.
Niby wiem, że szkoda życia na takie użeranie się. Że ja go nie muszę
wychowywać, lecz kochać, że
kompromis nie znaczy wyrzeczenia się siebie. Ale to, kurczę, bardzo trudne
dla pancerniaka, który
wie, jak powinien wyglądać sprawiedliwy świat. Mówię Piotrowi: "Spokojnie
kochanie, uczę się,
jeszcze 60 lat i będę gotowa" - śmieje się.

- Nie pamiętam, czy klapsy bolały. Wstyd - pamiętam. Musiałam stanąć przed
siostrą, bratem oraz
matką i ściągnąć majtki, a ojciec wymierzał mi kilka klapsów. Czasem kazał mi
iść poszukać paska i
położyć się, by mógł wymierzyć zasłużoną karę. Można to porównać do nagłej i
powolnej agonii. Każdy
marzy o nagłej i niespodziewanej śmierci. Czytałam, że dużo ofiar mafii nie
doczekało egzekucji, bo
gdy kopali sobie dołek, wysiadło im serce. Lęk ma narastać, masz konać
powoli, wąchać pasek jak
bohater "Gnoju" - mówi Grażyna.

Razy furiata

Skorupiak to dorosłe dziecko bite przez rodzica frustrata. A właściwie
wariata. Delikatne stworzenie
zamyka się w twardej skorupie, która ma chronić przed razami, których nigdy
nie da się przewidzieć.

- Żyjesz w nieustannym zagrożeniu - opowiada Agnieszka. Zmienia głos i
naśladuje matkę: "Po domu się
chodzi, a nie biega" - słyszysz, gdy wchodzisz do pokoju i popielniczka
ląduje na twojej głowie.
"Siorbiesz zupę, że słychać dwa piętra wyżej" - i trach talerz na podłodze, a
pomidorowa parzy ci
kolana. Każdym porem ciała starasz się wyczuwać nastroje wariata, by
uniknąć "kary", aby nie
zdenerwować. I nigdy, absolutnie nigdy ci się to nie udaje".

Skorupiak to megawrażliwiec. Może doprowadzić otoczenie do szału
doszukiwaniem się tego, co ktoś mu
chciał powiedzieć między wierszami, co oznaczała czyjaś mina. Zanim otworzysz
usta, potrafi albo na
ciebie nakrzyczeć, albo podać herbatę z cytryną, bo wyglądasz tak, jak byś
miał pretensje, albo
jakby cię brała grypa. - Poczucie zagrożenia rządzi i kieruje jego życiem.
Boi się, że straci pracę,
partnera, przyjaciela. Ciągle zasługuje na miłość, bo w głowie ma same czarne
scenariusze. Pamięta z
domu, że nawet jeśli jest dobrze, tata przytula, to nieubłaganie przyjdzie
chwila, gdy rozpęta się
awantura - tłumaczy Iza Kurzejewska.

- Cokolwiek zrobisz i tak będzie źle, matka się wścieknie i wyciągnie wieszak
z szafy. Gdy mój
chłopak umawia się na piwo z kolegami, dzwonię i wsłuchuję się, czy przez
głos komentatora
sportowego przebijają damskie głosy. Nie, nie pytam, kto był. Każdy by się
wtedy wkurzył. Mówię, że
słyszałam jakiś fajny babski śmiech - opowiada Agnieszka. - Boję się go
zdenerwować. Matkę potem
musiałam jeszcze przepraszać.

Poniżanie

Znam kobiety, które na banał: "uwierz w siebie" reagują płaczem. Gdy ktoś im
tłumaczy, że mają
niskie poczucie wartości, odbierają to jak zarzut. - Każdy śmiech w autobusie
czy tramwaju to śmiech
na mój temat. Gdy jechałam samochodem, a ktoś trąbił, paraliżowało mnie ze
strachu, że coś robię
źle. Gdy w pracy szukają współpracownika, narasta panika, że chcą mnie
zwolnić. Nauczyłam się z tego
śmiać, obracać to w żart, ale ciągle nie potrafię uspokoić łopotania serca,
które chce ze mnie za
każdym razem wyfrunąć - opowiada znajoma skorupiaczka.

Najgorszy z wariantów to przemoc, której towarzyszy poniżanie. - Rytualne
bicie przy innych,
ośmieszan
Obserwuj wątek
    • scylla cd. 26.08.05, 17:48
      Poniżanie

      Znam kobiety, które na banał: "uwierz w siebie" reagują płaczem. Gdy ktoś im
      tłumaczy, że mają
      niskie poczucie wartości, odbierają to jak zarzut. - Każdy śmiech w autobusie
      czy tramwaju to śmiech
      na mój temat. Gdy jechałam samochodem, a ktoś trąbił, paraliżowało mnie ze
      strachu, że coś robię
      źle. Gdy w pracy szukają współpracownika, narasta panika, że chcą mnie zwolnić.
      Nauczyłam się z tego
      śmiać, obracać to w żart, ale ciągle nie potrafię uspokoić łopotania serca,
      które chce ze mnie za
      każdym razem wyfrunąć - opowiada znajoma skorupiaczka.

      Najgorszy z wariantów to przemoc, której towarzyszy poniżanie. - Rytualne bicie
      przy innych,
      ośmieszanie, zwracanie się do dziecka: "debilu", "kretynie" odbiera mu poczucie
      wartości. Bez tego
      dajemy się wykorzystywać w pracy, nawet nie myślimy o awansie. Wobec partnera
      potrafimy być tylko
      poddanym - mówi Iza Kurzejewska.

      Gniew

      Jak pisze Susan Forward w "Toksycznych rodzicach", bite dzieci tłumią gniew.
      Ten jest przywilejem
      rodziców. Jeśli nigdy nie pozwalamy sobie na gniew czy złość, rośniemy na
      smutnego człowieka, który
      schowany w swojej skorupie bade pancerzu latami pogrąża się w depresji. Wyparty
      gniew wykwita
      hipochondrią, nadmiernym objadaniem się, upijaniem, szukaniem przygód
      seksualnych.

      Jeśli odwrotnie - pozwalamy sobie (a co!) na wybuchy wściekłości, a nie
      zastanawiamy się, skąd
      pochodzą - nie mamy lepiej. Sfrustrowani, podejrzliwi i wojowniczy często nawet
      nie zauważamy, że
      nikt nie chce się do nas przysiąść.

      - Mam opinię wariatki. Mają mi za złe, że o wszystko się kłócę, a ja bronię
      własnego zdania. Trudno
      znoszę krytykę? Nikt nie pracuje tak ciężko jak ja. Moja siostra czasem
      żartuje, że zawsze muszę być
      mistrzem parkietu - mówi Agnieszka i prosi, by nie brać do siebie tego, że
      podnosi głos. - Zawsze
      tak się dzieje, gdy czymś się przejmuję.

      - Dwie skrajności: do niczego się nie nadaję i ja wam pokażę, na co mnie stać.
      Ani w jednym, ani w
      drugim przypadku nie myślimy o sobie, lecz żyjemy pod kontrolą rodziców -
      wyjaśnia Iza Kurzejewska.

      Kasia

      Ewę poznałam u znajomych. Aktorka, 28 lat, cicha, nieśmiała. Maż Sławek, doktor
      nauk
      humanistycznych. Ewa bardzo dba o dom, np. układa kubki w szańce tak, żeby
      uszka tworzyły rządek.
      Sławek jest bardzo wrażliwy na tym punkcie. Jeśli stoją krzywo, robi jej dziką
      awanturę, a zdarza
      się, że popchnie, a nawet szturchnie.

      Od dwóch miesięcy spotyka się z psycholożką. Myślałam, że z powodu męża. - Nie
      przyszło mi nawet do
      głowy, że mój związek ze Sławkiem jest jakiś szczególny. Pewnego dnia
      pomyślałam, że wariuję. Nasza
      córeczka Kasia płakała, a ja zamiast ją przytulić, zaczęłam nią potrząsać i
      krzyczeć, chciałam ja
      uderzyć. Jezu, ona ma tylko 11 miesięcy - mówi Ewa. - Przestraszyłam się
      siebie. Dlatego poszłam do
      psychologa. Tak wróciłam do mojego dzieciństwa.

      - Często nie pamiętamy, co się nam zdarzyło w dzieciństwie, ale to wraca przez
      działanie w tzw.
      przymusie odtwarzania. Bite dzieci w dorosłym życiu mogą odwracać role - biją
      tak, jak bili ich
      rodzice, upokarzają tak, jak ich upokarzano - tłumaczy Izabella Kurzejewska.

      "Dziecko, które maltretowano od samego zarania życia, musi znaleźć sposób, by
      opowiedzieć o doznanej
      krzywdzie. Jeśli nie znajdzie nikogo, komu mogłoby opowiedzieć o tym słowami,
      to musi opowiedzieć o
      tym, co mu wyrządzono tylko czynami" - twierdzi Alice Miller w
      książce "Zniewolone dzieciństwo".

      DBD stwarzają taki sam klimat, w jakim żyły. "Składają relację" o tym, co
      przeżyły swoim zachowaniem
      i życiem. Ofiarami stają się ich dzieci czy partnerzy, a pretekstem do
      powtarzania własnego
      życiowego scenariusza - metody wychowawcze, sposoby na nieposłuszne, krnąbrne
      dzieci lub partnera
      "nie w porządku". Tłumione emocje nie giną, zostają w nas na zawsze i zmuszają
      do odgrywania ich w
      działaniu - wyżywamy złość, zamiast się z nią spotkać i ją przeżyć.

      Powiedzieć, że bicie dzieci jest złe, to dla wielu z nas tyle, co stwierdzić,
      że nasi rodzice byli
      źli. A przecież mamy ich szanować. - Być przeciw biciu dzieci, to nie oznacza
      potępiać bijących
      rodziców - mówi Renata Kałucka. - Dopuścili się przemocy, bo sami jej zaznali w
      dzieciństwie. Im i
      nam wyrządzono krzywdę. Oni też bili, żeby obronić autorytet swoich rodziców.
      Jedyne, co możemy i
      powinniśmy zrobić, to uświadomić sobie, że bicie dzieci jest złe i przestać je
      krzywdzić.

      Dominika Węgierska, Ewa Andrzejaczek; współpraca Beata Pawłowicz
    • hendersonia Re: bicie jako metoda wychowawcza? 30.08.05, 18:49
      Scyllu
      Jestem pod silnym wrażeniem artykułu, jaki przytoczyłeś. Nie uświadamiałam
      sobie w pełni ogromu cierpienia przeżywanego przez bezbronne (lub też
      pozbawione w znacznej mierze praw) dziecko, maltretowane przez skrajnie
      agresywnego rodzica. Ostatnio dużo się słyszy o dzieciach wykorzystywanych
      seksualnie i konsekwencjach ich traumy. Pomija się natomiast problem dzieci
      maltretowanych fizycznie, karconych za drobnostki. Nie potrafię w pełni
      wyobrazić sobie tego, co mogą przeżywać dzieci bite przez osoby mające zapewnić
      im podstawy bezpieczeństwa. Tłumienie w sobie uczuć gniewu przyczynia się jakże
      często do powstawania różnorodnych problemów zdrowotnych poczynając od chorób
      nowotworowych, układu krążenia, kończąc na poważnych schorzeniach natury
      psychicznej. Dostrzegam pilną potrzebę podjęcia leczenia przez Dorosłe Bite
      Dzieci, chociaż nie wiem, czy opisywane przez Ciebie "skorupiaki"
      czy "pancerniaki" również to dostrzegają. Wydaje mi się, że osoby maltretowane
      psychicznie czy fizycznie w dzieciństwie mają trudności z przeobrażeniem
      wypracowanej przez siebie koncepcji świata. Przyjmowanie roli ofiary i nie
      egzekwowanie w żaden sposób własnych praw czy też wchodzenie w rolę agresora i
      próba całkowitej dominacji nad otoczeniem nie są dobrymi rozwiązaniami. Zresztą
      sama świadomość i dobre chęci nie wystarczą. Najważniejsze są konkretne
      działania - wybranie się do osoby kompetentnej (np. terapeuty specjalizującego
      się w tej tematyce) i przepracowanie z nią problemu siły i uległości,
      przeżywania gniewu, skrajnej ambiwalencji uczuć wobec bliskich, poczucia winy,
      genezy lęków. Podstawową kwestię stanowi tutaj redukcja niepokoju i rozwój
      zaufania wobec innych. Bez tego trudno mówić o jakiejkowiek terapii.
      Nie zastanawiałam się nad poruszonym przez Ciebie, Scyllu problemem, stąd nie
      chcę dłużej spekulować nad metodami czy nieśmiałą próbą wejrzenia w świat
      dziecka, którego kara jest niewspółmiernie wyższa od jego przewinienia (jeśli w
      ogóle można tu mówić o jakichkolwiek przewinieniach ze strony dziecka). Liczę
      jednak na to, że kwestia ta będzie poddawana pogłębionej analizie w najbliższym
      czasie.
      • jonaszkowalski Re: bicie jako metoda wychowawcza? 30.08.05, 19:57
        nie mogłem doczytać do końca , co to za koszmar jakiś :(
        co innego , klaps
        ale na takich poje...ańców to prawo trzeba wymyślić
        szybką , skuteczną i bezlitosną kare ,
        na początek moż być izolacja w czarnej dziurze jakiejś


        • jula09 Re: bicie jako metoda wychowawcza? 30.08.05, 20:23
          Agresja rodzi agresję.
          Dzieci bite taka sama metode stosują w dorosłym życiu są przewaznie agresywne,
          nie panują nad emocjami, konflikty rozwiazują przy użyciu siły.
          Najgorsze jest to ze podobną metodę stosują w stosunku do swoich dzieci.
      • scylla Re: bicie jako metoda wychowawcza? 30.08.05, 21:31
        moim zdaniem nie ma tu usprawiedliwienia bo sami byli bici czy coś w tym stylu,
        a omijanie tematu nie jest najlepszym wyjściem.
        Powinne być obowiązkowe zajęcia w szkole z psychologii rodziny, z psychologii
        dziecka itp.
        To powinno sie znaleźć w programie edukacyjnym od gimnazjum wzwyż,
        ale długo jeszcze poczekamy, oj długo.
    • komandos57 pytanie 30.08.05, 21:04
      scylla napisał:

      > Jakie są dorosłe bite dzieci?
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      a jak sadzisz?jaki mezczyzna wyrosnie z dziecka wytresowanego
      biciem?Pomysl,zanim wybzdzisz to pustoslowie.buzka
      • scylla odpowiedź.... 30.08.05, 21:21
        po to, co by się zastanowić zanim się spartaczy człowieka,
        który jest zależny od takich super rodziców pełnych agresji.
        ja ciebie też pozdrawiam.
    • komandos57 scylla,masz w sobie wszystko z kretyna! 30.08.05, 21:07
      popATRZ PRZYGLUPIE walniety......po co tak dlugo?
      • grawitacja_sily_woli Re: scylla,masz w sobie wszystko z kretyna! 30.08.05, 22:00
        Komusiu, bądź łaskaw kochanie odczepić się od Scylli- mojego ulubionego
        forumowicza.
        • czarnycharakter jak to: co wyrasta ?! 30.08.05, 22:04
          - male, a potem wieksze komandoski.
          czch
    • robert_32 Re: bicie jako metoda wychowawcza? 31.08.05, 16:52
      Nie mój tekst ale pod niem się podpisuję:

      "Bicie dzieci

      W telewizji sobie obejrzałem piękny i wzruszający program, który polegał na tym,
      że jeden rozsądny Rafał A. Ziemkiewicz próbował coś powiedzieć, kiedy grupa
      piskliwych bab (z moją guru Agatą Młynarską) próbowała go przekrzyczeć. A
      tematem było bicie dzieci. Pani Młynarska mówiła, że absolutnie nie wolno, bo
      dziecko ma godność i że należy dziecku tłumaczyć. Właściwie najlepszym
      argumentem przeciw biciu dzieci byłoby, gdyby przyznała, że ojczulek po
      występach i wódeczce z kolegami artystami tłukł ją tym przysłowiowym
      pogrzebaczem w głowę - i taka nam Agatka wyszła. To zadziałałoby na wyobraźnię,
      nigdy w życiu nikogo bym już nie uderzył. Broń nas Panie Boże, cobym taką Agatkę
      wychował...

      Ale koniec złośliwości. Katowanie dzieci jest czymś okrutnym i to nie podlega
      dyskusji. Gorzej jednak, że ludzie nie potrafią zrozumieć, że dziecko nie ma
      jeszcze wykształconego umysłu w takim stopniu, by zrozumieć wszystko - neutrony
      nie wytworzyły jeszcze połączeń odpowiednich i trzeba te połączenia stymulować -
      a często dzieciak rozumie tylko przez skórę, nie można mu wytłumaczyć logicznie,
      gdyż nie rozumuje logicznie - niech więc już panie nie bredzą, że dziecku można
      wszystko wytłumaczyć - nie można, i widziałem to po sobie, a widzę teraz po
      mojej siostrze czy kuzynach z Niemiec, których bezstresowe wychowanie posunęło
      już na granicę - tak rozbestwionego dziecka nie widziałem. I mam nadzieję, że
      widzieć takich osób już nie będę musiał.

      Była też w tym programie jakaś pani ambasador (według nomenklatury pani Jarugi -
      ambasadora) Szwecji. I mówiła, że "u nych, we Szfecja od dwadzieścia lat jest
      rozkaz, że nie wolno i to jest rozkaz i nie wolno". Zapytana o efekty podała, że
      "dwadziesci lat temu bity 20% dzieci, a teraz tylko 8%". Tego, że przez te 20
      lat zwiększył się poziom przestępczości wśród nastolatków, przypadku, w którym
      ojciec nie puścił córki na dyskotekę (albo coś podobnego- jakaś pierdoła), a ta
      oskarżyła go o molestowanie i przez to stracił władzę rodzicielską - tego
      oczywiście pani ambasador nie wspomniała, bo i po co, prawda nie jest "kolejnym
      etapem demokracja"..."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka