naturella
05.09.02, 15:07
Potwornie się bałam tego, jak też ułoży się moja znajomość z synem mojego
ukochanego - zwłaszcza, że dzieciak jest w tzw. trudnym wieku, a sprawa
rozwodowa jego taty i mamy wciąż trwa. Wyobrażam sobie, co też mały musi mieć
kładzione do głowy przez mamę, a jednak - polubiliśmy się. Nie ma nic
przeciwko naszym wspólnym wyjazdom, zwierza mi się, traktuje jak ciocię -
koleżankę (różnica wieku między nami to 10 lat), traktuje mnie jak autorytet,
czasem nawet zwraca się z prośbą o pomoc w jakimś niewielkim konflikcie z
ojcem. Słowem - sielanka! I tak się zastanawiam, jak to możliwe. Raz, że
dzieciak może mieć wrażenie, że to przeze mnie tata się wyprowadził z domu.
Dwa, że jego mama na pewno nastawia go przeciwko mnie. Trzy, że cała sytuacja
jest dość trudna. A jednak mały wręcz lgnie do mnie i do nas, lubi być u nas
w domu, z widocznym ociąganiem jedzie do siebie, z entuzjazmem przyjmuje
wszelkie propozycje. Czasem się zastanawiam - dlaczego tak? Przecież wiele
się słyszy o niemożności porozumienia nawet w sytuacjach, gdy dzieci są
dorosłe, a od rozwodu minęło wiele lat. Czy to może znaczyć, że jemu w domu
jest tak źle? Że nie może ze swoją mamą się dogadać? Czy też tak bardzo kocha
ojca, że zaakceptował sytuację i mnie bo rozumie, że tak będzie dla taty
lepiej? Czy słyszeliście o podobnych sytuacjach? Powiedzcie, co o tym
myślicie?