Dodaj do ulubionych

Syn mojego mężczyzny

05.09.02, 15:07
Potwornie się bałam tego, jak też ułoży się moja znajomość z synem mojego
ukochanego - zwłaszcza, że dzieciak jest w tzw. trudnym wieku, a sprawa
rozwodowa jego taty i mamy wciąż trwa. Wyobrażam sobie, co też mały musi mieć
kładzione do głowy przez mamę, a jednak - polubiliśmy się. Nie ma nic
przeciwko naszym wspólnym wyjazdom, zwierza mi się, traktuje jak ciocię -
koleżankę (różnica wieku między nami to 10 lat), traktuje mnie jak autorytet,
czasem nawet zwraca się z prośbą o pomoc w jakimś niewielkim konflikcie z
ojcem. Słowem - sielanka! I tak się zastanawiam, jak to możliwe. Raz, że
dzieciak może mieć wrażenie, że to przeze mnie tata się wyprowadził z domu.
Dwa, że jego mama na pewno nastawia go przeciwko mnie. Trzy, że cała sytuacja
jest dość trudna. A jednak mały wręcz lgnie do mnie i do nas, lubi być u nas
w domu, z widocznym ociąganiem jedzie do siebie, z entuzjazmem przyjmuje
wszelkie propozycje. Czasem się zastanawiam - dlaczego tak? Przecież wiele
się słyszy o niemożności porozumienia nawet w sytuacjach, gdy dzieci są
dorosłe, a od rozwodu minęło wiele lat. Czy to może znaczyć, że jemu w domu
jest tak źle? Że nie może ze swoją mamą się dogadać? Czy też tak bardzo kocha
ojca, że zaakceptował sytuację i mnie bo rozumie, że tak będzie dla taty
lepiej? Czy słyszeliście o podobnych sytuacjach? Powiedzcie, co o tym
myślicie?
Obserwuj wątek
    • tully Re: Syn mojego mężczyzny 05.09.02, 16:50
      Opisana przez Ciebie sytuacja jest bardzo podobna do mojej - może u mnie jest
      nieco mniej sielankowo, ale wydaje mi się, że krócej to trwa (może dlatego).
      Ciężko mi powiedzieć, skąd ta akceptacja - może po prostu jest jeszcze w takim
      wieku, że jest to dla niego pewien dreszczyk emocji spowodowany nowością? Może
      jest jeszcze na tyle smarkaty emocjonalnie, że nie rozumie całej sytuacji? Nie
      wiem. Wiem tylko tyle, że nie możesz tego zaprzepaścić, bo znam osoby, które
      kilka lat walczą o akceptację przez dziecko partnera. Moja netowa znajoma
      spotyka się z facetem, którego żona nie zyje od paru lat, a jego córki na
      każdym kroku robią jej wstręty jakby przez wzgląd na pamięć mamy.

      Naturello, wydaje mi się, że powinnaś bacznie przyglądać się Małemu - czy
      czasem on nie widzi w Tobie pobłażliwej spełniaczki jego wszystkich pragnień...
    • Gość: eva07 Re: Syn mojego mężczyzny IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 05.09.02, 21:49
      Pewnie wiele zależy do tego jak mu jest w domu. Byc może matka kiepsko
      wytrzymuje nerwowo tę sytuacje i dziecko przed tym ucieka? Tak czy inaczej
      powinnaś sie chyba cieszyc i budowac sensowne fundamenty pod przyjaźn na jutro.
      E.
      • Gość: Terry Re: Syn mojego mężczyzny IP: 5.3.* / 167.178.112.* 08.01.03, 16:20
        A jego matce niech kupi prześcieradło i każe się czołgać w kierunku
        najbliższego cmentarza. Nie dość, że przeszkadzała w tak wspaniałej miłości to
        jeszcze dziecko lgnie do " cioci" a nie do niej.
    • Gość: eva07 Re: Syn mojego mężczyzny IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 05.09.02, 21:49
      Pewnie wiele zależy do tego jak mu jest w domu. Byc może matka kiepsko
      wytrzymuje nerwowo tę sytuacje i dziecko przed tym ucieka? Tak czy inaczej
      powinnaś sie chyba cieszyc i budowac sensowne fundamenty pod przyjaźn na jutro.
      E.
      • Gość: ala Re: Syn mojego mężczyzny IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 06.09.02, 08:16
        a nie przyszło ci do głowy, ze mama chłopca wcale nie nastawia przeciw tobie.
        to jedyne rozsadne wytłumaczenie.
        dlaczego piszesz-na pewno.
        masz juz tego chłopa, to sie ciesz, ale nie dobijaj jej, bo moze nic zlego nie
        robi.
        • naturella Re: Syn mojego mężczyzny 06.09.02, 09:47
          Gość portalu: ala napisał(a):

          > a nie przyszło ci do głowy, ze mama chłopca wcale nie nastawia przeciw tobie.
          > to jedyne rozsadne wytłumaczenie.
          > dlaczego piszesz-na pewno.
          > masz juz tego chłopa, to sie ciesz, ale nie dobijaj jej, bo moze nic zlego
          nie
          > robi.

          To moje "na pewno" ma dwa znaczenia - raz, że są to moje podejrzenia wynikające
          z jej wcześniejszych zachowań, a dwa, że prawie była żona mojego mężczyzny
          wielokrotnie utrudniała nawet jemu spotkania z synem, w ostatniej chwili
          odwoływała, nie pozwalała małemu wyjść z domu, albo też wymyślała inne plany.
          Poza tym parę razy po naszych spotkaniach wspólnych dzwoniła i mówiła, że
          dziecko nie było zadowolone - kiedy to mały prychając ze szczęścia pluskał się
          we wodzie, grał w karty na kocu i nie chciał wracać do domu...a potem mówił
          tacie, że przecież opowiadał mamie, że było tak fajnie...
          Nie chciałabym też przesadzić i doprowadzić do sytuacji, kiedy to zacząłby mnie
          porównywać ze swoją matką i wypominać jej, że czegoś tam nie robi, a ja owszem.
          Bo z tego co wiem, oni nigdy nie spędzili żadnego weekendu w trójkę, a my już
          kilka... Trudne to wszystko i trzeba mieć duże wyczucie, żeby w żadną stronę
          nie przegiąć. A ja mam dopiero 20 kilka lat i chyba trochę mi tej mądrości
          brakuje :)
          • Gość: ala Re: Syn mojego mężczyzny IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 06.09.02, 13:53
            nie bądź zbyt pewna siebie. i nigdy nie oceniaj w ten sposob, bo jestes strona.
            to jest matka.
            jak jedną zostawil , ciebie tez moze.i zobaczymy, jak ty wtedy bedziesz sie
            zachowywac.nie mozna byc nigdy pewnym.
            za bardzo jestes pewna siebie-wlasnie przeginasz. może cie to zgubic.
            to ona wciaz jest zona. a ty nie wiadomo, czy nia zostaniesz.wiec moze matka
            nie chce, aby dziecko za bardzo kontaktowalo sie ze znajomymi tatusia.moze beda
            kolejne? skad ona ma to wiedziec?
            • naturella Re: Syn mojego mężczyzny 06.09.02, 15:10
              Alu, masz stuprocentową rację - sama się zastanawiałam, jakbym postąpiła w
              takiej sytuacji - i wyszło mi, że pewnie też bym miała uzasadnione opory przed
              tym, żeby moje dziecko spotykało się z nieznaną mi osobą. Tego nie kwestionuję.
              Mi raczej chodzi o to, jaka musi być ta pani, skoro jej syn tak łatwo mnie
              zaakceptował. To jakoś się czuje, że on nie do końca jest z nią związany. Ma
              doskonały kontakt z ojcem, a o mamie nie chce mówić wcale, albo tylko wzrusza
              ramionami. Czasami się boję, że ta sytuacja spowoduje u niego jakieś dziwne
              sytuacje życiowe, że będzie chciał się od niej wyprowadzić jak tylko dorośnie,
              a w ogóle to wszystko może się pokręcić, jak tylko wejdzie w wiek dojrzewania -
              na razie jest słodkim, kochanym chłopcem - co będzie, gdy zacznie się buntować?
              A zależy mi na tym, żeby nie ucierpiał z powodu tej sytuacji. Nie mogę
              powiedzieć, że kocham go jak syna, znam go stosunkowo krótko, ale zaczynam być
              na swój sposób przywiązana do tego dzieciaka. :) I martwię się na myśl, że może
              mu być w domu źle.
    • Gość: Paulka Re: Syn mojego mężczyzny IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 06.09.02, 18:55
      Dzieciak desperacyjnie potrzebuje ojca, dlatego cie zaakceptowal. Poza tym
      mysle, ze tatus jest w nieco lepszym humorze niz mama bo ma mloda ,
      usmiechnieta przyjaciolke obok i tego rozstania sam chcial, a mama
      prawdopodobnie nie ma obok mlodego ,usmiechnietego przyjaciela. Oprocz tego to
      na mame spadl caly ciezar wychowania i dbania o wszystkie potrzeby dziecka,
      wiec sila woli musi cos w domu zrobic a nie tylko usmiechac sie w trakcie
      krotkich odwiedzin. Abstrachujac od wszystkiego musisz byc jednak sympatyczna
      dziewczyna i lubisz dzieciaka, wiec on to czuje i odwzajemnia. Czy ty jestes
      przyczyna ich rozstania? Pozdrawiam.
    • kwieto Zadziwiajace 06.09.02, 20:02
      Zabawne, na post Naturelli odpowiedzialy wylacznie kobiety i niemal WSZYSTKIE
      (za wylaczeniem jednej) usiluja dac do zrozumienia, ze "nastawianie" dziecka
      przeciwko wlasnemu ojcu i dosc prawdopodobny bardzo kiepski kontakt z tym
      dzieckiem to wina stresu, emocji zwiazanych z rozwodem itd. Zarazem te same
      panie mniej lub bardziej subtelnie daja do zrozumienia, ze cala sytuacja jest
      wina mezczyzny, kobieta (byla zona) jest tu tylko biedna ofiara.
      Ech te stereotypy....

      A nie przyszlo wam do glowy, ze byc moze dokladnie z tych samych wzgledow dla
      ktorych syn na pytanie o matke wzrusza bez slowa ramionami, maz postanowil sie
      rozwiesc?
      • Gość: ala Re: Zadziwiajace IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 06.09.02, 20:08
        mnie osobiście nie przyszło do glowy, bo reakcja dziecka przekazywana i
        zintrepretowana przez stronę zainteresowana wcale nie świadczy o tym, ze
        dziecku jest źle z mamą.
        wręcz myśle, ze to zachowanie może byc oczekiwane. dzieci to szczwane bestie.;)
      • Gość: eva07 Kwieto i nie tylko IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 07.09.02, 02:36
        W jednym oczywiście masz rację - mozliwości jest bez liku łacznie z ta, ze
        matka dziecka jest koszmarna i dlatego porzucił ja mąż i teraz ucieka od niej
        synek - tak tez czasem bywa, tyle ze rzadko. Gdyby wiekszośc kobiet od których
        odchodza męzowie było okropnych to swiat byłby jeszcze duzo gorszym miejscem
        niż jest. Jest i taka mozliwość, jak chce część pań, że dziecko kocha oboje
        rodziców a może nawet matke bardziej i udaje żeby miec swiety spokój. Ja jednak
        myslę, że jego dobre kontakty z dziewczyna ojca pochodza z dwóch przyczyn - ona
        jest wobec niego fajna (byle w tym wytrwała), a po drugie matka (w tej chwili
        lub od zawsze) jest troche mniej fajna. Zazwyczaj, jak sie przezyło rozstanie z
        mezem i zostalo z dzieckiem to to trochę wpływa na stan nerwów. Czy nie? To
        chyba fakt a nie stereotyp. I jest tez tak, jak złosliwie, ale prawdziwie
        napisała tu jedna z dyskutantek, że mama nie zaczyna zycia na nowo i nie ma
        przy sobie rozesmianej młodej dziewczyny. Zadziwiajaco czesto dzieci (bardziej
        lub mniej niespraiedliwie) winią choćby w duchu matke, że to przez nia "tata
        sobie poszedł".
        Ale wiesz Naturella - bliskich ludzi nigdy dość, więc dobrze jest miec
        zaprzyjaźniona "macochę" i fajnie miec sypatie i zaufanie małego chłopca, który
        kiedys bedzie z zadowoleniem przyprowadzał ci do domu narzeczone "zeby
        pokazac". Byleś o tym pamietala także, jak bedziesz miala własne dzieci, bo to
        dla chlopca bedzie napewno ciut cięzkie przezycie. POzdrawiam E.
        • kwieto Eva07 07.09.02, 12:15
          Piszesz jako teoretyk, czy jako praktyk?
          Bo tak sie sklada, ze mam w praktyce przerobione jak dziala rozwod rodzicow na
          dziecko lat mniej wiecej 8 i moge z calkowita pewnoscia powiedziec, ze myslenie
          typu "fajnie, bo nowa zona tatusia jest sympatyczna, a mama nie" to jest
          ostatnia kategoria w jakiej wtedy pojmowalem swiat.
          Rozwod rodzicow jest dla dziecka duzym szokiem, i z jednej strony, im jest
          mniejsze tym mniej rozumie co sie dzieje i tym bardziej wini wlasnie OBCYCH
          (czyli np. nowego partnera zony, czy partnerke meza), a z drugiej strony - wie
          jak zachowuja sie oboje rodzice i jesli ma cos za zle ojcu - potrafi sie od
          niego odciac i zerwac kontakt.
          Z trzeciej strony dosc powszechne jest "nastawianie" dziec przeciwko wlasnym
          rodzicom przez ta druga strone. Argumenty sa w stylu "widzisz, tatus nas nie
          kocha, bo gdyby kochal to by sobie nie poszedl" - i to sa ciosy ponizej pasa.

          Jako takie zachowanie odbieralbym np.telefon bylej zony, z informacja ze
          dziecko bylo niezadowolone (skoro w istocie bylo inaczej), a pytanie ojca do
          dziecka - co sie wlasciwie stalo, i czemu matka mowi ze cos bylo nie tak - jest
          w tym momencie naturalne, ojciec stara sie wyjasnic sprawe (choc np. Paulka
          widzi w tym "przeciaganie na swoja strone")

          Z czwartej strony, rowniez dosc czesto "ta trzecia" nie znosi dziecka i usiluje
          odgrodzic je od ojca wszelkimi sposobami. Bo dziecko przypomina mezczyznie w
          jakis sposob o bylym zwiazku i byc moze taka kobieta mysli, ze mezczyzna
          kochajacy dziecko z poprzedniego zwiazku, zapragnie kiedys do tego zwiazku
          wrocic - i traktuje je jak zagrozenie
    • Gość: Paulka Re: Syn mojego mężczyzny IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 06.09.02, 20:44
      Mysle, ze niepotrzebnie laczy sie tu dwie sprawy: a mianowicie przyczyny
      rozstania rodzicow i rzekoma niechec dziecka do matki, badz ojca. Dziecko
      kocha obydwoje rodzicow i chce byc kochane zawsze przez odydwoje. Laczenie
      jego rzekomych reakcji desaprobaty dla jakiejkolwiek stron i wlaczanie go do
      doroslych rozgrywek nie ma ani podstaw ani sensu. On jest dzieckiem i nie chce
      brac niczyjej strony. Na wspomnienie matki w domu ojca nie chce odpowiadac
      dlatego wzrusza ramionami bo mimo iz mlody to wie ze oczekuje sie od niego
      negatywnych opinii o mamie a on takich nie ma , dlategto milczy. Dajcie mu
      swiety spokoj kochajcie go wszyscy, rozpieszczajcie, ale na milosc Boska nie
      oczekujcie od niego zajmowania ktorejkolwiek stron w tej niezbyt czystej,
      doroslej rozgrywce. Do autorki watku; nie szukaj na sile potwierdzenia ze
      jestes w czymkolwiek lepsza od tej kobiety szczegolnie z ust malego chlopca,
      ktory ja kocha i dla ktorego ona wlasnie a nie ty jest glownym opiekunem.
      • kwieto Re: Syn mojego mężczyzny 06.09.02, 21:35
        Alez z tego co zrozumialem nikt od dziecka nie oczekuje zajmowania zadnej ze
        stron. Autorka o ile mi wiadomo, zdziwila sie po prostu szybkoscia, z jaka
        dziecko przystosowalo sie do nowej sytuacji, i z jaka zaakceptowalo jej
        obecnosc. Wyciaganie z tego wnioskow, ze chce udowodnic ona bylej zonie ojca
        dziecka swoja "lepszosc" tudziez, ze wymaga od niego zajecia jakiegos
        stanowiska, to juz Twoja interpretacja, ja sie takich podtekstow nie doszukalem
        • Gość: ala Re: Syn mojego mężczyzny IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 06.09.02, 22:30
          Jest to aż nadto widoczne.:)))
          • iwa.ja Re: Syn mojego mężczyzny 06.09.02, 22:34
            Ala, zajmij się swoimi sprawami. Jesteś co najmniej nieprzyjemna. Ne ma
            sytuacji czarno-białych, a Ty wyraźnie szczujesz. Nie pierwszy raz, zresztą. Co
            Ci Naturella zrobiła?!!!
            • Gość: ala Re: Syn mojego mężczyzny IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 06.09.02, 23:25
              Prawda nie zawsze jest przyjemna, niestety.
              Zdaje sie,ze eprosiła o komentarze.To jest forum psychologia a nie
              wazeliniarstwo.:)
        • Gość: Paulka NIE STAWIAJCIE DZIECKA MIEDZY MLOTEM A KOWADLEM IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 07.09.02, 00:22
          Masz prawo do swoich opinni podobnie jak kazdy tu na forum, ale mylisz sie
          bardzo w tej kwestii. Dziewczyna jest mila i osobiscie mysle, ze dlatego
          dzieciak ja polubil, a moze widzi w tym wieksza szanse dla siebie na kontakt z
          ojcem (a nie dlatego ze mama chlopca to wiedzma jakby chciala tego
          dziewczyna), ale wedlug mnie bardzo niepewna jeszcze swojej sytuacji, dlatego
          probuje znalezc wszelkie mozliwe plusy i przewage nad swoja rywalka. Dlaczego
          tak uparcie twierdzi, ze matka musi go buntowac przeciwko niej, mimo iz
          dzieciak jest dla niej sympatyczny? Zadala nawet pytanie: czy dlatego ze jemu
          w domu jest az tak zle, z taka latwoscia zaakceptowal mnie?? Skad ona moze
          wiedziec jak dziecko ma w domu z matka? Albo sugeruje ze z matka sie nie moze
          dogadac. Dlaczego ? A pisanie ze moze dziecko rozumie iz tak jest najlepiej
          dla jego tatusia to juz nawet mocno niedojrzale z jej strony i smieszne . Bo w
          koncu kto jest rodzicem? ;tata czy synek? Dziecko chce kontaktu z ojcem i
          napewno nie marzy o zmianie matki w swoim zyciu, tak jak tatus o zmianie zony.
          Albo w innym miejscu wyciaga wnioski ze dziecko nie jest zwiazane z matka bo
          wzrusza ramionami zapytany o nia. Boze dwadziescia kilka lat jednak do czegos
          juz chyba zobowiazuje. Do myslenia przede wszystkim. To czego ona oczekuje ze
          zacznie jej opowiadac ze kocha swoja matke ponad zycie i chce aby rodzice
          nadal byli razem,? On wie ze tego nie powinien jej powiedziec, bo to by ja
          zabolalo i moze utrudnilaby mu potem kontakt z ojcem ?, podobnie jak matce nie
          moze powiedziec ze mial dobry czas z nowa przyjaciolka ojca, bo to z kolei
          zabolaloby matke. Matka atakuje ojca, ze syn mial zly czas, ojciec atakuje
          syna ze jak to przeciez mial dobry. O Boze czy naprawde wszyscy ci dorosli
          musza stawiac to dziecko miedzy mlotem a kowadlem?
          • Gość: Paulka Re: NIE STAWIAJCIE DZIECKA MIEDZY MLOTEM A KOWAD IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 07.09.02, 00:39
            Powyzszy list jest odpowiedzia na post Kwieta.
    • Gość: ala Re: iwa IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 06.09.02, 23:27
      zebym ja twojego szczucia nie wyciagneła....
      chcesz pomoc naturelli, czy jak zwykle dowalac sie do mnie?
      • Gość: dodo ten model tak ma IP: *.sympatico.ca 06.09.02, 23:56
        ala ma swoje problemy - czasem sie nimi dzieli z reszta swiata na forum
        "dziecko", czasem "psychologia"...
        to dobrze, ze sa te rozne fora - daja szanse takim jak ala wylac zolc
        w miare pokojowo - naczynia nie sa pobite, drzwi nie trzaskaja - bardzo
        cywilizowana terapia. nie wiem tylko czy skuteczna...
        do ali trzeba miec cierpliwosc a od czasu do czasu po prostu omijac.
        innego wyjscia nie ma. to tak dla zdrowia psychicznego wszystkich
        zainteresowanych!
        • Gość: ala do babci dodo i troche do naturelle IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 07.09.02, 10:28
          czy mozesz przy okazji cudzego problemu nie uzewnetrzniac swojej znanej
          niechęci do mnie?
          zajmij sie swoimi sprawami.np.dziewczyną swojego syna , której nie znosisz.
          ja jak do tej pory o swoich problemach nigdzie nie pisałam, bo nie każdy czuje
          taką potrzebę.zaś forum jest po to, żeby wymienic myśli, nawet inne od Twoich.
          nie możesz nikomu tego zabronić.
          choć oczywiście przykro mi, ze masz problemy psychiczne.tyle ,ze to forum moze
          być dla ciebie za malo specjalistyczne.
          przepraszam naturelle, ze w jej wątku pojawiły sie te incydenty, no ale cóz....
          w końcu siec to takie wielkie targowisko, nie wiadomo na kogo się natkniesz.

          naturelle, zycze, abyś uporała sie z tym problemem i sprobuj spojrzec na to
          bardziej krytycznie, preczytaj dokladnie paulke. o ile ci bedzie łatwiej.
          sprobuj się w to zbytnio nie zagłebiac. :)))
          pozdr
          • Gość: ala c.d IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 07.09.02, 10:31
            tzn. miałam na myśłe , nie zagłebiać sie w te relacje syna z matka. dopoki
            oczywisćie cos bardzo niepokojacego sie nie dzieje.
            pa
          • iwa.ja Naturello, ostrzegam przed Alą 07.09.02, 10:43
            jest to osoba znana na forum warszawskim. Ma specyficzny sposób wyrażania
            swoich myśli (?). Powyżej miałaś próbkę. Jeszcze jedna: (jest to odezwa do
            dziewczyny, która radość z powodu urodzenia potomka wyraziła wcześniej na
            forum, a potem miała nieszczęście mieć inne, niż Ala, zdanie)

            martwię się o sindi-jak się będziesz tak emocjonować to ci sie mleko w cyckach
            zważy
            i młody nie będzie miał co jeść

            Piękne, prawda?
            • Gość: ala iwo IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 07.09.02, 11:11
              daj spokój
              matka, ktora dopiero co urodzila dzieciatko nie siedzi na forum i nie toczy
              wojny z grupa ludzi,i nie wyzywa, ktorzy sa innego zdania i wydaje jej sie ,ze
              z innego obozu.
              głowną podzegaczka byłas ty własnie zakładajac z koleznakami kilka wątkow
              wojennych nawet taki tytuł im nadając, aby powyzywac ludzi, ktorych nie
              lubisz. same prowadziłyscie te wątki ze sobą, bo nikt nie miał nawet czasu ani
              ochoty aby wam na te dziecinne i wulgarne bzdury odpowiadac.
              wątki są, mozna sprawdzic....:))))
              wyluzuj.
              nieładnie tak komus wchodzic do watku,zeby kogoś obrzucic błotem, wiesz?
              jak masz ochote, to zapraszam na warszawskie, tak jak mialas to w zwyczaju, i
              tam sobie ulzyj.
              a nie tutaj, gdzie ludzie maja powazne problemy.
              • Gość: inka_sama alu... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.09.02, 11:15
                ...kończ waćpani, wstydu oszczędź.

                A odpowiedź naturelli przyniesie życie.
    • Gość: Paulka Re: Naturella IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 07.09.02, 00:34
      Wiesz Naturella mysle, ze dziecko jest pelne obaw i frustracji. Co jest
      oczywiscie zrozumiale w jego sytuacji bo jego swiat , dzieciecy swiat legl w
      gruzach. I to male dziecko probuje sobie ten swiat urzadzic na nowo. Jego
      glowny cel to byc nadal kochanym przez obydwoje rodzicow i mame i tate oraz
      nie stracic kontaktu z tata za wszelka cene, bo o brak kontaktu z mama nie
      musi sie przeciez obawiac. . I mysle, ze on czuje ze polaczenie ponowne
      rodzicow jest praktycznie nierealne. Dlatego zakceptowal ciebie. Jestes dla
      niego mila a poza tym ma nadzieje ze jak bedzie w dobrych stosunkach z toba to
      ma szanse na mily i dobry kontakt i czas ze swoim ojcem. Dlatego prosze cie
      badz dla niego nadal mila i dobra. I przestancie juz wszyscy uzywac go
      przeciwko sobie jako karty przetargowej. Nikt nie chce radzic tu wam doroslym,
      bo wy tego nie potrzebujecie, ale miejcie wzglad na to male jeszcze dziecko.
      Starajcie sie utrzymac miedzy soba w miare poprawne uklady.
    • Gość: mewa8 Re: Syn mojego mężczyzny IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.09.02, 20:37
      Troche Cie nie rozumiem, wszystko jest idealnie a Ty szukasz problemu. Przestan!
    • naturella Re: Syn mojego mężczyzny 09.09.02, 09:13
      Kochani, bardzo wam wszystkim dziękuję.
    • carmella Re: Syn mojego mężczyzny 07.01.03, 16:06
      odswieze moze stary watek, ale chcialam powiedziec, ze Ci zazdroszcze. Ja
      malego jeszcze nie poznala, bo i jakos sie nie sklada i sie boimy (choc
      chce!!!), ze cos pojdzie nie tak. Chociaz ten dzien nastapi zapewne w koncu.
      Zeby choc w polowie bylo tak dobrze jak u ciebie. Tyle, ze miedzy nami jest
      prawie 20 lat roznicy
      • naturella Re: Syn mojego mężczyzny 07.01.03, 17:05
        Carmello, jeśli mogę Ci coś radzić. Nie spotykajcie się sami, w trójkę. Zróbcie
        to tak, żeby pierwsze spotkanie wypadło w większym gronie. Może masz w rodzinie
        albo wśród znajomych jakieś dzieci w jego wieku. Może urządźcie imprezę dla
        znajomych dzieciaków, gdzie Twój mężczyzna przyjdzie z dzieckiem, a Ty tam po
        prostu będziesz. A to po to, żeby mały miał poczucie, że jesteś koleżanką taty,
        nawet bardzo fajną, bo się miło uśmiechałaś. Nie wiem, czy dasz radę kumpelsko
        się zachowywać, ale dla dzieciaków jest to ważne. I wiesz co? Ten mój mały
        powiedział ostatnio swojemu tacie, że bardzo mnie lubi, bo "traktuję go
        poważnie, nie jak dziecko". I dlatego też, że go uważnie słucham i interesuję
        się tym co mówi. Spróbujcie się poznać, ja też się strasznie bałam, ale jakoś
        poszło.
        • anyaw73 Re: Syn mojego mężczyzny 07.01.03, 21:49
          Naturello
          Jezeli moge to wydaj mie sie ze twoje rozterki w sprawie samopoczucia chlopca u
          was i w jego domu powinny byc najpierw zadresowane do jego ojca. Jezeli wydaje
          ci sie ze chlopiec nie chetnie wraca do domu lub przypuszczasz ze cos jest nie
          tak z jego matka powinnas porozmawiac ze swojim facetem i to on powinnien
          zaintresowac i jakos rozwiazac ta sprawe. Zdaje sobie sprawe ze moze to byc
          trudne ale i tatus i mamusia powinni byc na tyle odpowiedzialni aby zajac sie
          dobrem ich dziecka a nie wlasnymi porachunkami jak to czesto bywa.
          Acha jeszcze jedna sprawa, sytuacja sie totalnie zmieni jezeli wy kiedys
          bedziecie miec dziecko, niestety przewaznie na gorsze :(
          • naturella Re: Syn mojego mężczyzny 08.01.03, 08:37
            Hej, minęło troszkę czasu i sytuacja jest już normalniejsza. Okazało się, że
            chłopak po prostu mnie lubi, tak jak tutaj przypuszczali niektórzy. Wprost
            powiedział to swojemu tacie, że lubi mnie dlatego, że traktuję go poważnie (tak
            jak już pisałam), lubi u nas być, bo jest miło i się nie kłócimy. Jego mama też
            już jest chyba spokojniejsza, rozwód został orzeczony, w jej życiu też się ktoś
            pojawił... myślę, że teraz będzie już ok. Moje przypuszczenia, że tam się coś
            działo chyba nie do końca były trafne - chyba mama chłopca była po prostu
            podenerwowana całą sytuacją. A druga rzecz, że tutaj nie ma "drugiego dna" - on
            mnie lubi i tyle.
            Ostatnio mój mężczyzna zapytał małego, co by powiedział, gdyby on się ze mną
            ożenił. Mały zapytał go poważnie, czy mnie kocha, gdy usłyszał, że tak,
            powiedział : skoro tak, to ożeń się! jesteście już długo razem i jest wam
            dobrze! - To było dla mnie jak miód na serducho. Dzieci na razie nie planujemy,
            więc gdy się pojawią, to mały pewnie sam będzie mógł być bardzo młodym tatą :) -
            może do tego czasu będzie na tyle dorosły, że nie potraktuje niemowlaka jak
            konkurenta do serca taty.
    • Gość: Terry7 Re: Syn mojego mężczyzny IP: 5.3.* / 167.178.112.* 08.01.03, 16:18
      Jaka brzydka jest ta jego matka. ie dość, że nie zaakceptowała zdrady swojego
      męża z jakąś latawicą to jeszcze synalek do nie nie lgnie tylko do "cioci".
      Mama nadzieję, że los ci odpłąci tym samym co ty zrobiłaś.
      • carmella Re: Syn mojego mężczyzny 08.01.03, 21:24
        czy tobie ktos zrobil zle??
        facet z toba nie chce sypiac, albo jestes gruba i jeszcze pomarszczona i boja
        sie ciebie dzieci?? Co sie stalo, ze jestes taka nieszczesliwa??
        I dokuczasz innym??
        • Gość: dodo Re: Syn mojego mężczyzny IP: 209.226.65.* 08.01.03, 21:36
          carmella napisała:

          > czy tobie ktos zrobil zle??
          > facet z toba nie chce sypiac, albo jestes gruba i jeszcze pomarszczona i boja
          > sie ciebie dzieci?? Co sie stalo, ze jestes taka nieszczesliwa??
          > I dokuczasz innym??


          alez carmello, to takie proste - wszystko to z powodu jana pawla II, ktory
          wciaz nie dopuszcza kobiet do kaplanstwa. gdyby wreszcie ustapil, wiele osob
          takich jak terry mogloby sie wyzywac bezpiecznie i skutecznie z pozytkiem dla
          spoleczenstwa. to tak jak z mlodym czlowiekiem o zbrodniczych sklonnosciach -
          jesli go sie uda skierowac na rzeznika - wszystko gra i nawet podatki wplywaja
          do panstwowej kasy.
          terry ma pecha - tylko niektore wyznania dopuszczaja kobiety do
          gloszenia "slowa bozego", widocznie terry do takiego wyznania nie nalezy
          i takie sa skutki. my to rozumiemy i cierpliwie znosic bedziemy :-)
          • carmella Re: Syn mojego mężczyzny 09.01.03, 09:34
            :)
            • Gość: Terry Re: Syn mojego mężczyzny IP: 5.3.* / 167.178.112.* 09.01.03, 10:27
              )::(
          • Gość: Terry Dodo tłuczek IP: 5.3.* / 167.178.112.* 09.01.03, 10:26
            Zastanów się co piszesz. Wolisz rozbite rodziny ? Wolisz jak twoją mamę wali
            kilku facetów ? Jak tatuś bryka z coraz to inną ?
        • Gość: Terry7 Re: Syn mojego mężczyzny IP: 5.3.* / 167.178.112.* 09.01.03, 10:12
          Coś ci się poplątało. To ta cała naturella zrobiła krzywdę rodzinie. Nie
          widzisz tego ? A facet teraz ja dyma a za chwilę znajdzie sobie inną. Taka jest
          cena wolnej miłości (tzw).
          • naturella Re: Syn mojego mężczyzny 09.01.03, 11:03
            Wiesz, Terry, nie zdziwiłabym się, jakby wszystkie Twoje wypracowania z
            polskiego w szkole miały pod spodem adnotację "dobrze, ale nie na temat".

            Zapamiętaj sobie, że nikomu nie zrobiłam krzywdy. Nigdy. Oprócz jednej
            koleżanki w czwartej klasie podstawówki, do której pisałam listy, udając
            chłopaka.

            Terry, nie pogrążaj się. Przeczytaj, co trzeba, a potem rzucaj inwektywami.
            • Gość: Terry Re: Syn mojego mężczyzny IP: 5.3.* / 167.178.112.* 09.01.03, 12:05
              Nie rzucam inwektywami. Stwierdzam fakty na podstawie twoich postów. Piszesz,
              że spółkowałaś z żonatym facetem. W związku z tym uważam, że rozbiłaś
              małżeństwo. Czy coś tu jest nie tak ? Czyżbyś uważała, że spotykanie się z
              żonatym facetem nie jest odciąganiem go od rodziny ? Czy to co powyższe jest
              nie na temat ? Myślisz, że normalni ludzie wpadną w euforię w związku z
              rozwodem faceta, który ciebie używał zdradzając włąsną żonę ? Myśłisz, że
              ciebie nie będzie zdradzał ? Wolne żarty.
              • Gość: mikawi Re: Syn mojego mężczyzny IP: 217.153.44.* 09.01.03, 12:11
                czyli najważniejszy jest papier, że facet ma żonę, mimo że razem nie mieszkają,
                podjęli decyzję o rozwodzie, sprawa jest w toku, ale.. dopóki jakaś obca osoba
                w todze sędziego nie stwierdzi że już nie są małżeństwem, to licencja na
                małżonka nadal obowiązuje? Nieważne że oboje stwierdzili że ich związek nie ma
                przyszłości, nieważne że złozyli papiery rozwodowe, nieważne że stali się
                obcymi osobami, ważne że jeszcze nikt im nie oznajmił że już nie są
                małżeństwem. Dopóki tego nie usłyszą mają udawać malżeństwo? Bo de facto juz
                nim nie są, jest tylko papier. Tak to widzisz Terry?
      • Gość: mikawi Re: Syn mojego mężczyzny IP: 217.153.44.* 09.01.03, 09:44
        powiedz Terry, skąd Twoja pewność że partner Naturelli zdradził swoją żonę
        sypiając z inną (naturellą) i skąd ta pewność w osądach że naturella jest
        latawicą? Mierzysz innych swoją miarą?
        A nie przeszło Ci KIEDYKOLWIEK przez myśl, że ludzie mogą się rozstawać bo im
        się nie układa i nie ma tu mowy o żadnych zdradach? Twoim zdaniem tylko zdrada
        męża jest powodem rozwodu? Naturella dość dokładnie opisała sytuację swojego
        związku, okoliczności w jakich poznała swojego partnera (poznali się juz w
        trakcie jego rozwodu, no ale jak ktoś ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem,
        to nic się nie poradzi), a Ty wkółko to samo. Więcej dystansu, nie wrzucaj
        wszystkich do jednego (może swojego?) worka.
        • naturella Terry 09.01.03, 11:15
          Jeszcze jedno, nie zwróciłam wcześniej uwagi na tak ważne stwierdzenie w poście
          Terry - o "wolnej miłości". A to chyba istotne... Terry oczywiście jesteś
          orędowniczką małżeństwa, seksu tylko małżeńskiego i NPR? No to się rzeczywiście
          nie dogadamy, bo ja nie rozważam wszystkiego w aspekcie nauk kościelnych, tylko
          etycznych - i pod tym względem nie mam sobie nic do zarzucenia. A jeśli Ciebie
          moja "wolna miłość" tak martwi, to nie martw się. W grzechu będziemy żyć tylko
          do czerwca, a potem koniec z piętnowaną przez Ciebie "wolną miłością". I jeśli
          mogłabym Cię o coś prosić - zmień topik, ok?
          • Gość: Terry nienaturella IP: 5.3.* / 167.178.112.* 09.01.03, 12:08
            naturella napisała:

            > bo ja nie rozważam wszystkiego w aspekcie nauk kościelnych, tylko
            > etycznych - i pod tym względem nie mam sobie nic do zarzucenia.

            ty MASZ POJĘCIE O ETYCE JAK ŚWINIA O KOLORACH.
            Spójrz w słownik, tam znajdziesz definicję etyki. Wali się z żonatym
            facetem, odciąga go od rodziny i pisze, że jest etyczna i nie ma sobie nic do
            zarzucenia. Kpiny.
        • Gość: Terry Re: Syn mojego mężczyzny IP: 5.3.* / 167.178.112.* 09.01.03, 12:13
          Jakbyś dokładnie przeczytał pierwszego posta naturelli to byś bzdur nie pisał
          pewnie. Z tego pierwszego posta wynika moja o niej opinia. I nie chce mi się
          tłumaczyć dlaczego. Wszystko już napisałem na ten temat. Nie jestem
          entuzjastycznie nastawiony do jej bełkotu. Odbiła faceta rodzinie i jeszcze
          zachłystuje się wspaniałym kontaktem z synem "ukochanego". Żona ukochanego to
          ta zła ona natomiast jest wspaniała, szczęściwa. Do czasu. Aż jej ukochany
          znajdzie kolejną chętną do ...
          • mikawi Re: Syn mojego mężczyzny 09.01.03, 12:27
            z czego wnioskujesz, że naturella "odbiła faceta rodzinie"? Czy z tego, że
            pisze, że poznała go GDY SPRAWA ROZWODOWA BYŁA W TOKU?
            • naturella Re: Syn mojego mężczyzny 09.01.03, 13:17
              Wiesz, Terry, nie chce mi się już z Tobą gadać. Przeczytałam inne Twoje posty i
              wyłania mi się z nich obraz faceta, który ma totalną schizę na punkcie orgazmu.
              Z orgazmem kojarzy Ci się niemal wszystko i każde zagadnienie podciągasz pod
              ten temat. Przepraszam Cie, ale dla mnie trąci to lekkim (?) skrzywieniem.
              Orgazm nie jest niczym złym, spróbuj. Poza tym nie jest grzeszny.

              A poważnie - pisałeś kiedyś, pozwolę sobie przytoczyć:

              "Dobre małżeństwo to takie, które mimo braku pieniędzy, wspaniałych obiektów
              westchnień obok, różnych okazji do zabawienia się "tylko raz" (przecież to nic
              takiego, co ?) potrafi po kłótni się pogodzić, potrafi ze sobą rozmawiać,
              potrafi w końcu się sobą interesować, przeżywać wspólnie potknięcia życiowe
              współmałżonka."

              A złe małżeństwo to przeciwieństwo tego wszystkiego. To takie, które żyje w
              nienawiści, nie rozmawia ze sobą, stale prowokuje kłótnie, nie ma między nimi
              żadnego porozumienia, żyją oddzielnie, a łączy ich tylko kwestia mieszkania,
              bądź dziecko. Takich małżeństw jest wiele. Nie wszystkie małżeństwa, zawierane
              zwłaszcza w młodym wieku, są zdolne przetrwać. I nie trzeba do tego osób
              trzecich - jak już gdzieś pisałam, wystarczą dwie osoby, żeby urządzić sobie
              piekło. Zdejmij różowe okulary i spójrz na otaczających cie ludzi realnie.
              oprócz tego, że święta przysięga małżeńska, że Kościół, który nie uznaje
              rozwodów, to jest jeszcze coś takiego, jak normalne życie, w którym każdy ma
              prawo do szczęścia i bycia akceptowanym przez drugiego człowieka.
              I nie trzeba Naturelli, żeby zniszczyć małżeństwo, w którym już od początku
              jest zdrada przez kobietę, kłamstwa, drugie życie, nienawiść, obelgi, wzajemne
              wyrzucanie się z domu, uzywanie dziecka do własnych celów i trwanie... bo
              dziecko, bo rodzina itp. Nie zamierzałam się tłumaczyć, ale powtórzę kolejny
              raz. Nie musiałam odciągać go od rodziny. Odszedł pół roku wcześniej, niż go
              poznałam. Wstręty, jakie robiła żona przy rozwodzie nie wynikały z miłości, a
              jedynie chęci utrucia życia i odegrania się za rzekome krzywdy podczas
              małżeństwa. Pod koniec rozwodu zrozumiała swój błąd, przeprosiła, naprawiła
              wszystko to, co porozwalała w międzyczasie. Obecnie każde z nich ma swoje życie
              i są szczęśliwi. każdy z nich znalazł partnera, którego kocha i który kocha
              ich. I jakie wobec tego ma znaczenie papier, który ileś lat temu podpisali?
              Jakie ma znaczenie przysięga wobec kilkunastu lat zmarnowanego życia - w
              chłodzie uczuciowym, w nienawiści i wzajemnej chęci odejścia? Cóż, łatwo
              twierdzić "że przysięga zobowiązuje" komuś, kto nie był nigdy w sytuacji, że
              musi mijać w drzwiach łazienki osobę, która przed chwilą nazwała go wszystkimi
              obelgami, jakie znała. Ech, Terry, nie życzę ci, żebyś się dowiedział, jak
              wygląda życie dwojga osóbn, które nie powinny być razem.
              Poza tym - dziwne, że zarzucasz dwulicowość dziecku. Nastolatkowi, który jest
              mądrym, dojrzałym chłopakiem i który mówi, że ulzyło mu, gdy się rozstali. I
              nie nazywaj go "synalkiem", o to Cie proszę.
              Chciałam Ci jeszcze powiedzieć, może to będzie w Twoim stylu, że grzeszysz,
              Terry. Grzeszysz pychą.
              • Gość: tERRY Re: Syn mojego mężczyzny IP: 5.3.* / 167.178.112.* 09.01.03, 13:46
                naturella napisała:


                >
                > A poważnie - pisałeś kiedyś, pozwolę sobie przytoczyć:
                >
                > "Dobre małżeństwo to takie, które mimo braku pieniędzy, wspaniałych obiektów
                > westchnień obok, różnych okazji do zabawienia się "tylko raz" (przecież to
                nic
                > takiego, co ?) potrafi po kłótni się pogodzić, potrafi ze sobą rozmawiać,
                > potrafi w końcu się sobą interesować, przeżywać wspólnie potknięcia życiowe
                > współmałżonka."
                == Coś złego tu napisałem ? Nie chciałabyś takiego życia ze swoim "ukochanym" ?
                > Poza tym - dziwne, że zarzucasz dwulicowość dziecku. Nastolatkowi, który jest
                > mądrym, dojrzałym chłopakiem i który mówi, że ulzyło mu, gdy się rozstali. I
                > nie nazywaj go "synalkiem", o to Cie proszę.
                == Ja go w ogóle nie nazywałem. Pokręciło ci się. Już ci ktoś napisał, że
                łatwiej jest facetowi, który wyżyje się z toba w łóżku niż zdradzanej żonie.
                Dlatego dzieciak widzi roześmianego, wyżytego tatę i smutną w tragicznej
                sytuacji mamę. Znam z dziećmi gorsze przypadki akurat od tego.
                > Chciałam Ci jeszcze powiedzieć, może to będzie w Twoim stylu, że grzeszysz,
                > Terry. Grzeszysz pychą.
                == W którym naturella, w którym miejscu tak strasznie grzeszę ? Nazywając to co
                robisz po imieniu ? Naprawdę życzę ci tego samego co zgotowałaś jego żonie.
                • naturella Terry ostatni raz 09.01.03, 14:13
                  Nie sprowokujesz mnie. Powiem Ci tylko tyle, że powinieneś się leczyć. Każdy
                  psychiatra to potwierdzi, patrząc na Twoją niemożność zrozumienia słowa
                  pisanego. Żegnam i nie zamierzam więcej reagować na Twoje prowokacje.
                  • naturella Re: Terry ostatni raz - aneks 09.01.03, 14:20
                    Jeszcze tylko przytoczę:
                    "to jeszcze synalek do niej nie lgnie tylko do "cioci"."

                    Wyprzesz się? A może Ty jakiś niepoczytalny jesteś?

                    Żegnam. Radziłabym nie trzymać tak głęboko rąk w spodniach, bo to Cię chyba
                    rozdrażnia.
                    • Gość: Terry Re: Terry ostatni raz - aneks IP: 5.3.* / 167.178.112.* 10.01.03, 09:44
                      naturella napisała:

                      > Jeszcze tylko przytoczę:
                      > "to jeszcze synalek do niej nie lgnie tylko do "cioci"."
                      >
                      > Wyprzesz się? A może Ty jakiś niepoczytalny jesteś?
                      == Szyk w zadniu jest do bani. Pisze się: "... jesteś niepoczytalny" a nie "...
                      niepoczytalny jesteś" - oczywiście w zdaniu jak wyżej. Jak się ktoś wypiera to
                      jest niepoczytalny ? Jak ktoś tak twierdzi to jest przymulony.
                      >
                      > Żegnam. Radziłabym nie trzymać tak głęboko rąk w spodniach, bo to Cię chyba
                      > rozdrażnia.
                      == Ręce w spodniach zbyt głęboko to ty trzymałaś. Tak głęboko, że uwiodłaś
                      żonatego faceta. A swoją drogą: podobało mu się to trzymanie twoich rąk w jego
                      spodniach ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka