opty13
06.09.02, 20:34
O nie, nie. Nie bedzie o calowaniu. No chyba ze sie pozniej watek rozmydli ;))
To jest temat na weekendowy wieczor dla tych co nie poszli jeszcze tanczyc.
Mialem dosc dluga przerwe (pewnie ze dwa lata) w uczestniczeniu w ... jak to
sie teraz nazywa, potancowkach, dyskotekach czy...zabawach
Jakis czas temu wybralem sie na takowa i wcale nie bylem najstarszy w zacnym
gronie tancujacych. Muzyka wspaniala, cos jakby techno czy tego odmiana
(wybaczta mlodziez za brak rozeznania). Dobrze sie jej slucha przez 5 minut.
Ale ludzie do tego jeszcze tam tanczyli, tzn. no nie wiem jak to nazwac.
Chlopak zaprasza dziewczyne do tanca: w jednej rece puszka z piwem, w drugiej
papieros. Dziewczyna ten sam zestaw. No i ida razem tanczyc, znaczy sie
dygac, noo bo ja wiem jak to nazwac? Troche tam potanczylem, przepraszam
poskakalem robiac uniki to przed papierosami, to przed rozlewanym piwem
(swietna szkola przetrwania - zamknijcie oczy i wyobrazcie sobie mnie w
takiej sytuacji, fizjonomia dowolna).
W zwiazku z lekcja ktora tam odebralem, zeby podciagnac to pod psychologie,
mam trzy pytania (nie za duzo?):
1. Czy nowa muzyka lagodzi obyczaje?
2. Czy sprzyja zaciesnianiu wiezi miedzy mezczyzna i kobieta (jak oni ze soba
tanczyli to tez sie unikali coby piwem nie oberwac)?
3. Czy sa u nas jeszcze miejsca, oprocz szkol i klubow tanecznych) gdzie
mozna sobie ZATANCZYC z dziewczyna niekoniecznie walczyka?
Udanej potancowki
OPTY13