Dodaj do ulubionych

Mąż uazleżnił się od gry komputerowej.

01.10.05, 21:15
Mojego męża coraz bardziej pochłania gra komputerowa. Od pół roku jest to
praktycznie jego jedyne zajęcie w domu. Nasze małżeństwo się rozsypuje, nie
mamy praktycznie kontaktu, mąż jest nerwowy, rzadko ze sobą rozmawiamy. Czy
ktoś ma podobną sytuację i potrafi mi pomóc?
Obserwuj wątek
    • bez_mapy Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 01.10.05, 21:40
      Mój chłopak też czasami zapomina o świecie i gra albo w "skoki Małysza", albo w
      piłkę nożną na Playstation, albo w jakieś wojny w Iraku... Mi to nawet
      odpowiada, bo mam czas i spokój, żeby sobie poczytać. Jak mi się znudzi, to
      proszę go abyście porobili coś razem, np. coś ugotowali, obejrzeli film, poszli
      na kolacją, do kina. Musisz poprostu mu coś zaproponować - coś co razem lubicie
      robić. On nawet nie musi tego lubić, pewnie wystarczy mu, że tobie sprawia
      przyjemność.
      • j23znowunadaje Zmien chlopaka/meza 13.10.05, 09:08
        jesli jest STALE bardziej zainteresowany gra niz Toba. Wierz mi to dobra rada.
      • aja74 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 11:00
        Czytam forum i jestem zaskoczony.
        Ja stary facet tez jestem wciagniety przez gre TIBIA i nie robie z teog
        problemu. Czas musi byc na wszystko :)
        A co do tego grania dlaczego nikt nie napisze by ta bidulka zaczela tez grac w
        gry. Jak maja dwa kompy to moze by razme w sieciowa gierke pograli. a to
        moglo by byc ciekawe i niekoniecznie nudne.
        A co do niszcznenie gier ucinania kabli i tak dalej to zbyt radykalne
        posuniecie i tylko powodowac moze wrogie nastawienie.

        Pozdrawiam
        AJA
        • kroplarosy1 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 14.10.05, 16:53
          Wlaśnie, świetnie to ująłeś....czas na wszystko. A tu mowa o czasie, który jest
          tylko i wylącznie na grę. I nie opowiadaj tu o bidulkach. Bidulka siedzi w
          kącie i płacze. Czytaj uważnie.
          Pozdrawiam.
    • tingel-tangel Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 01.10.05, 22:24
      Czy można wiedzieć jaka to gra jest aż tak wciągająca?
      • ostatni.skaut.piwny Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 01.10.05, 22:25
        Pewnie "3d Sex Vila" ;)
    • agasik4 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 01.10.05, 23:47
      Nie wiem w co gra twoj maz. Moj byly pare lat temu "latal" jakims tam
      mysliwcem. Latal tak dniami i nocami i nawet jesc nie musial. Po jakis 3 czy 4
      miesiacach latania mialam dosc i wywalilam mu "drązek" sterowniczy :-) Potem
      drugi i trzeci ... potem skasowalam gre, plytke porabalam tasakiem na desce do
      krojenia. I przeszlo mu :-)
      • bez_mapy Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 01.10.05, 23:55
        Mój facet gra zazwyczaj w gierki pożyczone od kolegów (wymieniają się), więc
        jak bym je zniszczyła to:
        a) naraziłabym się na gniew znajomych,
        b) naraziłabym się na koszty - musiałabym im te gierki odkupić.
        • agasik4 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 02.10.05, 00:01
          Pozyczona trudniej zniszczyc. Za to jakbys je zaczela niszczyc i nie odkupywala
          ich to przestaliby mu pozyczac :-)
          Zartuje oczywiscie bo to nie jest wyjscie. Szkoda narazac sie znajomym
          • jpsi Nie szkoda. 02.10.05, 06:24
            Oni tez traca czas. Kup mu wyklady feynmanna.
            Tez sa ciekawe i wciagajace, ale ciezko jest wysiedziec caly dzien.
            Bedzie musial troche zroznicowac zajecia.
            • m.malone Re: Nie szkoda. 02.10.05, 12:00
              hejhej! wcale nie jestem pewien. Feynman strasznie wciąga. A jest tego 5 tomów:)
              • jpsi mhm... 03.10.05, 04:45
                A pozniej jeszcze te wyklady z Auckland >> QED.
                I pamietniki :").

                Nie wiem czy szesc trudniejszych/latwiejszych kawalkow jest w pieciu tomach.
                Nie chce mi sie przesuwac krzesla zeby sprawdzic...;)
      • bea401 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 02.10.05, 10:34
        Zniszczę jedną grę, bedzie druga, gier sieciowych jest dużo. On po prostu żyje
        tym światem. Jak wychodzimy nawet razem jest nieobecny jakby, myśli co teraz
        się dzieje w "świecie gry". Pozdrawiam.
        • agasik4 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 02.10.05, 21:07
          Niestety masz racje z tymi grami sieciowymi.
          Tego cholerstwa nie idzie sie pozbyc.
          • talk2me Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 15.10.05, 02:57
            Moge spytac ile lat ma Twoj maz ???
            • agasik4 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 18.10.05, 23:14
              mój były juz maz ma 34 lata
        • bopin Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 09:23
          > Zniszczę jedną grę, bedzie druga, gier sieciowych jest dużo.

          Mała, dyskretna awaria internetu?... No i seks, duzo seksu to dobra odtrutka na
          wiele uzależnień.
      • lukasz.potrzebowski Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 05.10.05, 17:21
        Obawiam sie ze to jedyny sposob. Hehe
        Sam byle 'uzalezniony' a moze nadal jestem tak to juz jest z niektorymi ludzmi.
        Zdrowie rodzina wszystko sie psuje a oni robia sie tam dalej w swiecie bajki.
        Ja jak czasem juz bylem bardzo zmeczony graniem a wiedzialem ze po krotkiej
        przerwie znow ta fascynacja wroci przecinalem kabel od monitora i na jakis czas
        spokoj ale przeciez tak nie mozna dlugo (kable za drogie i sklepow za duzo a
        poza tym niektorzy tez tego uzywaja do pracy) wiec kategorycznie trzeba postawic
        ultimatum albo ja albo gra bo innaczej do tej rozgoraczkowanej glowy nic nie trafi.

        Pozdrawiam
        • chilonek Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 10:20
          Może gra w Ogame ?:> Zapytaj na którym Uni ;)
          • eeela Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 17:02
            A ja wzięłam urlop, bo już naprawdę nic się nie dało robić :-DDD Tylko, cholera,
            jak wrócę będę musiała znów całą galaktykę skanować od początku...
          • viosenna Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 17:02
            :-) Moj chlopak gra w Ogame. Universum 16, idzie jak burza :-)
            • plonaca.zyrafa Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 21:11
              Moj tez :)

              Wstaje czasem o 3 w nocy zeby sprawdzic czy ktos go nie atakuje...
              • jusia77 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 17.10.05, 17:12
                mój mąż też gra w ogame :) i już mnie krew zalewa, bo wszystko jest
                podporządkowane czasowo lotom floty i atakom:)pobudki nocne to normalka, ja
                już mam dość tych transportów, surowców, księżyców.....
                • lola313 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 17.10.05, 17:45
                  jusia77 nie przejmuj sie ja tez to przezywam, tez wszystko podporządkowane ogame
                  i w ogole, tylko na sczęście ja nie mieszkam z moim facetem
          • anouk_2005 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 20.11.05, 23:37
            ogame to przekleństwo!!!
            • verdifirst Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 21.11.05, 06:54
              Gra ktoś możne na u7? <lol>

              Pozdrawiam serdecznie :)
              • kowianeczka Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 21.11.05, 13:23
                Moze Bea401, ma byc po 10 grudnia w necie, by opowiedziec nam o zmianach w jej
                zyciu :)

                kowianeczka
    • nikt_inny rozwązanie 02.10.05, 11:56
      słuchaj moja droga - przecież możecie grać razem w sieci ;)
      nie stracisz z nim kontaktu ;)
    • kleopatryx Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 02.10.05, 16:02
      Jeżeli jest to gra sieciowa to jesteś uratowana. Wystarczy rozwalic mu flotę
      jako inny gracz (musisz mieć dostęp do komputera w tym samym czasie co on i
      polowac na niego). Mój grał przez wiele miesięcy w "ogame", po rowaleniu mu
      floty (straicł kryształy, metal i deuter w 100%) przerzucił się na wystepy na
      forum.
      W czasie gry nie mogliśmy wyjść z domu, jeśli planowany był jakiś tam atak na
      kogoś albo ktos leciał z flotą na niego. Nasze życie prywatne uległo rozsypce.
      Miałam problemy z zakupami do domu, ponieważ nie mógł opuścić stanowiska przed
      koputerem z powodu walki sojuszy. Eh... długo by opowiadać :) Poszukaj sobie
      kochanka.
      • bea401 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 02.10.05, 18:15
        Niestety, to taka gra, gdzie są poziomy, nie dostanę sie tam. Pozatym zniszczę
        tę grę, będzie inna....Moja sytuacja jest podobna do Twojej.
        Ale pytanko...ile siedzi na forach ? A Ty poszukałaś kochanka?
        • kleopatryx Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 17:36
          Nie mam kochanka, chociaż przydałby się bardzo. Nie umiem sobie znaleźć :(
          Siedzi na forum przez cały czas (czytaj CAŁY CZAS). Jego aktywnośc domowa
          ogranicza się do spożywania posiłków podczas czytania gazety. Ktos ma pomysły,
          co zrobić z tym fantem?
          • bea401 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 18:28
            Może zanim znajdziemy kochanków, podrzućmy im to forum, może coś dotrze, lub
            choć wzbudzi niepokój. Trzeba zasiać odrobinę niepewności, która zacznie dręczyć. :)
            • gps-sk Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 13:46
              A jak wygląda sytuacja z jedzeniem? Może byś go wzięła głodem? Pytam
              b.poważnie, choć sam jestem facetem i nienawidzę robić czegokolwiek w kuchni.
          • agasik4 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 07.10.05, 00:20
            Nie no, znalezienie sobie kochanka to nie jest taka trudna sprawa :-)
            Tylko sie zastanów czy naprawde tego chcesz. osobiscie uwazam ze nie warto.

            Hmm, podpal mu czasem ta gazete ... Wiem ze to drastyczne posuniecie ale
            przynajmniej bedziesz widziec jego twarz a nie tytuły w gazecie.

            A forum ... Jedyne co mi przychodzi do głowy to zahasłowac biosa ;-)

            Wiesz, skorzystałam z twojej rady. Synek mi pokazał co i jak w ogame.
            Powiedzial gdzie znalesc bylego. Zniszcze go.... Wiem ze to byly, i gra u
            mamusi ale kurcze dziecko ma! I dziecko jest wazniejsze od durnej planety i
            latajacej floty.

            A tak przy okazji to ja sie jakas wredna stalam ostatnio.
            • kleopatryx Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 08.10.05, 17:37
              Tylko z tym niszczeniem to trezba rozsądnie bardzo, bo inaczej księżyc mu się
              zrobi z resztek po bitwie, awtedy jeszcze bardziej wzrośnie jego siła. Patrz na
              szanse powstania księżyca w wyniku bitwy :) Program podpowiada przed :)
              • agasik4 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 08.10.05, 22:33
                o rany, Kleopatryx, tos mnie pocieszyla :-)
                ja sie nie znam na grach, moj instruktor ma 8 lat ... czy ja mam szanse???
          • swinianie Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 10:15
            no jak to, poszukać tego kochanka.....; ))
      • agasik4 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 02.10.05, 21:11
        tak, ogame ... Chyba najwieksze dziadostwo jakie zawitało w moim domu.
        Mój były zainstalował sobie komputer u swoich rodziców i przesiaduje tam całymi
        dniami i nocami. Dzieki jego powrotom do domu od kilku miesiecy budze sie
        miedzy 3-4 rano. Do tego oczywiscie pokazal ta swietna gre mojemu dziecku i jak
        słysze o tych flotach, atakach, zasobach to mnie od razu ... wrrrr
        Dziecku łatwo jednak zabronic grac.
        • jpsi Jesus. 03.10.05, 04:51
          Znajdzie im zajecie, jak sami nie moga sobie znalezc.
          To niezdrowo siedziec tylko nad jedna rzecza.

          Bardzo fajnie sie buduje rozne rzeczy. To podobne do gier, ale nie traci sie
          tak kontaktu z rzeczywistoscia. I trzeba myslec, a nie dzialac automatycznie.

          1) Kupcie sobie 3 metry szescienne okragly zerdzi, i wybudujcie most wiszacy z
          wierzami... Na zyczenie wysle zdjecie mojego :).

          2) Wykrywacz pola magnetycznego. Wlasnego projektu.

          Musza sobie jakos zorganizowac wolny czas. Najlepiej zroznicowanie...
          Mozecie isc uprawiac jakies sporty, zapisac sie do organizacji spolecznej,
          nagrywac filmy amatorskie...

          Tylko trzeba troche sie oderwac i poprobowac.
          A komputer zniszczyc. Zalozyc sie, ze nie wlaczy przez tydzien. hehe.
          • agasik4 nie nie 05.10.05, 23:02
            Bez przesady. Męzowie to dorośli ludzie a nie dzieci ktore trzeba za rączke
            prowadzic przez życie.
            Fajnie jest robic wspolnie rozne rzeczy ale bez przesady, żeby ciagle bylo sie
            silnikiem napędowym związku. Kazdy ma prawo zmęczyć się taka rolą. A widok
            dorosłego faceta spędzającego każdą wolną chwile przed gierką komputerową jest
            przerazajacy. Pól biedy jak taka fascynacja (?) trwa krotko, ale jak trwa
            miesiacami ....
            • gulgul231 nie zgadzam sie (w czesci) 05.10.05, 23:35
              sorry, ale co za roznica od czego jestes uzalezniona? Dlaczego uwazasz ze
              fascynacja graniem jest gorsza od innych? czy np. obsesja na punkcie wygladu
              (a.k.a. zakupy ciuchow, kosmetykow, fryzjer, liftingi, zdrowe zarcie itp.) jest
              lepsza?
              czy tylko dlatego ze ja nie mam tv to mam patrzec z wyzszoscia na tych ktorzy
              ogladaja klan albo playboy late night albo 2182 odcinek mody na sukces? czy
              namietne ogladanie reklam bo 'moze w te sobote pokaza nowa smieszna reklame
              plusa' jest lepsze niz granie?
              • agasik4 Re: nie zgadzam sie (w czesci) 06.10.05, 11:35
                hmm, nie nspisałam ze jest róznica.
                napisałam o uzależnieniu od gier komputerowych
                a jakbys nie zauwazył to spójrz choćby na tytuł wątku bo własnie wątek w którym
                i ty sie wypowiadasz dotyczy własnie tego uzależnienia

              • kleopatryx Re: nie zgadzam sie (w czesci) 06.10.05, 17:46
                Oj misiu misiu, gry szkodzą ci już tak bardzo, że źle czytasz. My tu sobie nie
                o seralikach tylko o gierkach gadamy, kumasz bazę lamerku mały?
                • gulgul231 pare spraw: 15.10.05, 12:47
                  1. nie jestem pani kolegą (mam szczerze taka nadzieje...) uprzejmie proszę więc
                  sie ze mną nie spoufalać.
                  2. proszę uprzejmie nie używać wobec mnie argumentów ad personam.

                  cytat: 'tylko o gierkach gadamy'
                  3. a. nie gadamy o gierkach tylko o uzaleznieniach. moim zdaniem nie ma roznicy
                  miedzy uzaleznieniem od gier a uzaleznieniem od tv czy reklam czy seksu
                  b. zalozycielka watku prosila o rady. udzielila pani dwoch:
                  zalogowac sie jako konkurencja i wykosic flote meza (dobre! naprawde!). problem
                  w tym ze zeby miec flote to trzeba samemu grac, floty sie 'dorobic', wejsc w
                  sojusz itp.- jak rozumiem z tego co pisano o ogame. Oznacza to mnostwo czasu
                  spedzonego przed pc-tem (pewnie z pare tygodni). Oznacza to tez ze plan nie
                  bedzie przeprowadzony w sekrecie (pani tez musi wstawac o drugiej w nocy na
                  bitwe...). moze to tez oznaczac ze sama sie pani wciagnie albo sie pani
                  zniecheci zanim dojdzie do decydujacego starcia (bo jak to pania nie interesuje
                  to po co tyle grac, no chyba ze zywi pani az tyle niecheci do meza- bo jak ktos
                  slusznie zauwazyl gry ciagle pojawiaja sie nowe).
                  druga rada- znajdz sobie kochanka... bo ja wiem czy to w ogole jest rada?

                  a i jeszcze prezentowala pani cos co sie (chyba) nazywa grupa wsparcia...
                  nazwalbym ja negatywna grupa wsparcia bo nie widze z pani postow zeby miala
                  pani cos pozytywnego do zaprezentowania (poza ta flota...) - nie rozwiaze to
                  problemu Beaty- moze Jej tylko sugerowac ze sprawa jest beznadziejna. A moim
                  zdaniem (i paru innych w tym watku) sprawa nie musi byc taka...
                  • bea401 Re: pare spraw: 15.10.05, 13:26
                    Witam, myślę, że mogę dodać parę spraw w tym sporze.
                    1.Ta gra to nie "ogame".Nie podaję nazwy gry, bo dla kogoś byłby to powód do
                    rozmyślań, czy ta gra naprawdę tak wciąga czy nie. To nie jest problem, która
                    to gra. Nie chcę robić reklamy.
                    2.Sprawa nie jest beznadziejna, a przekonują mnie przede wszystkim Ci, którzy
                    to przeszli, obojętnie czy ze strony gracza czy osoby bliskiej. To cenniejsze
                    niż terapeuta pełen teorii.
                    3.Też mi nie podoba sie nazywanie Gugula231 "małym lamerkiem".
                    4.Problem o którym pisze jest delikatny, bo dotyczy człowieka a nie zabawki
                    jaką jest gra. Gra tu nie jest podmiotem.
                    5.Nie zamierzam niczego niszczyć. Ani męża szukając kochanka, ani gry
                    rozwalając komputer.
                    Pozdrawiam.
                    • gulgul231 THX :) 15.10.05, 13:54
                      > 2.Sprawa nie jest beznadziejna, a przekonują mnie przede wszystkim Ci, którzy
                      > to przeszli, obojętnie czy ze strony gracza czy osoby bliskiej. To cenniejsze
                      > niż terapeuta pełen teorii.

                      mam nadzieje ze i moje przemyslenia sie na cos sie przydaly ;)

                      > 3.Też mi nie podoba sie nazywanie Gugula231 "małym lamerkiem".

                      mi jest szczerze piszac wszystko jedno... Tak czy inaczej DZIEKI za wsparcie
                      (pozytywne!)

                      > 4.Problem o którym pisze jest delikatny, bo dotyczy człowieka a nie zabawki
                      > jaką jest gra. Gra tu nie jest podmiotem.
                      > 5.Nie zamierzam niczego niszczyć. Ani męża szukając kochanka, ani gry
                      > rozwalając komputer.

                      wlasnie mi sie tak wydawalo... Moja Zona tez nie zniszczyla kompa ani sie nie
                      rozstalismy. Mimo tego ze czasami zdarza mi sie zapomniec przy grze to nadal
                      sie kochamy (UWAGA! pisze to z autoryzacja Malzonki! Patrzy sie na ekran!)

                      BTW: tak na marginesie. kazdy ma swoje slabosci. ja zawsze mialem slabosc do
                      dziewczyn/ kobiet imieniem Beata :) :) :)

                      • bea401 Re: THX :) 17.10.05, 12:20
                        Tak, twoje przemyślenia bardzo się przydały, dają nadzieję na zmianę.
                        Pozdrowienia dla Ciebie i żony :)
                        • kowianeczka 17 padziernik 17.10.05, 14:30
                          Beo401, od Twojego pierwszego wpisu minelo juz 17 dni. Niedlugo 3 tygodnie.

                          Czy cos zmienilo sie u Ciebie?

                          kowianeczka
                          • bea401 Re: 17 padziernik 17.10.05, 15:11
                            Tak zmieniło się.
                            Moje reakcje, umiem podejśc spokojniej, bez gniewu.Pokazuję mężowi na każdym
                            kroku co powoduje jego stałe granie. Ale najważniejsze jest to, że mąż coś
                            zrozumiał, stara się grać mniej, spędzać czas z rodziną. Były dni, że nie
                            włączył kompa. Coś się zmienia, powoli ale się zmienia. Pojawia się nadzieja.
                            Wiem, że może wrócić stan początkowy, ale uświadomienie sobie problemu jest
                            dużym krokiem do sukcesu.
                            Dlatego ważne jest zobaczyć, że piszą tu ludzie, którzy to przeszli i ktorych
                            ten problem dotyka osobiście.
                            Nie chcę niczego przyspieszać. Ale dziękuję i pozdrawiam.
                            • kowianeczka dni bez komputera 17.10.05, 15:28
                              Beo401, kiedy byly takie dni? Czy mozesz je wymienic? Jesli mozesz notowac dni
                              bez komputera w tej rubryce bedziemy mogli zobaczyc rzeczywista poprawe.

                              Wpisuj prosze "dni bez komputera" tutaj. Wroce do podwatku za miesiac.

                              kowianeczka
                              • bea401 Re: dni bez komputera 18.10.05, 09:43
                                Tak, to byly 3 dni tydzień temu. Teraz znów gra, ale trochę mniej. To dobry
                                pomysł, zanotuję i podam czy były i jakie to były dni.:)))
                                • kowianeczka [...] 18.10.05, 10:15
                                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                  • mathias_sammer Hahahahahahahaha 18.10.05, 11:10
                                    heheheheheheheh, huhuhuhuhuhhu.

                                    Sorry kowianeczko, po prostu nie moglem sie powstrzymac:o)


                                    Napisalas zakazana mysl, czy niestosowne slowo "bylo Cisie wypslo"?

                                    M.S.
                                • mathias_sammer Re: dni bez komputera 18.10.05, 10:46
                                  Bea401, Ty nie jestes w stanie podjac zadnej decyzji, wiec wybacz, ze pomine
                                  Twoj problem, jak i Twoje jestestwo. Twoj malzonek (hehehe) tez nie jest
                                  wstanie podjac jakiejkolwiek decyzji, bo jest takim samym luzerem jak Ty, wiec
                                  wybaczcie oboje, jestescie strata czasu, ale zawsze mo0zecie powiedziec, ze nie
                                  jestescie w tej sytuacji sami- macie siebie, hehehehe

                                  M.S.
                                  • bea401 Re: dni bez komputera 18.10.05, 15:03
                                    Dlaczego więc nie pomijasz?
                                    Uważasz, że rozwiązanie jest proste? Krótka piłka i już? Zrobiłeś tak?
                                    Potrafię trzasnąć za sobą drzwiami i nigdy ich więcej nie otworzyć.
                                    Jednak najpierw chcę wysluchać tych, ktorzy wiedzą o czym mówię.
                                    A sprawa taka dotyczy wielu, tylko nie każdy chce sobie to uświadomić.
                                    Bea
                                    • mathias_sammer Re: dni bez komputera 18.10.05, 15:14
                                      Bea, jak dlugo bedziesz jeszcze sluchac innych i przepuszczac przez palce
                                      wlasne zycie..?

                                      Pytam zupelnie na spokojnie.

                                      M.S.
                                      • bea401 Re: dni bez komputera 18.10.05, 15:47
                                        OK, odpowiadam na spokojnie :).
                                        Na każdym kroku mowię mężowi co myślę o tej sytuacji. Okazuję swoje odczucia i
                                        do czego prowadzi jego zajęcie sie wyłącznie grą. Wychodzę z domu sama, ze
                                        swoimi znajomymi bo nie czekam aż laskawie poświęci czas dla mnie. Poprostu
                                        żyję dla siebie i nie czekam na niego.
                                        Zaczął wylączać kompa, bo widzi, że pomału odchodzę.
                                        Teraz wie, że co dalej zależy od nigo. Aby było dobrze, dwie strony muszą tego
                                        chcieć.
                                        Nie siedzę cicho czekając na audiencję.
                                        Żyję swoim życiem, ale jeszcze narazie razem.
                                        Bea
                                        • bea401 Re: dni bez komputera 18.10.05, 15:49
                                          I jeszcze jedno....to nie Ogame.
                                          A co do seksu to nie ten wątek.
                                        • mathias_sammer Re: dni bez komputera 18.10.05, 15:55
                                          bea401 napisała:

                                          > OK, odpowiadam na spokojnie :).
                                          > Na każdym kroku mowię mężowi co myślę o tej sytuacji. Okazuję swoje odczucia
                                          i
                                          > do czego prowadzi jego zajęcie sie wyłącznie grą.


                                          +++Znaczy, ze wie, ze nie podba sie Tobie ta sytuacja.
                                          Wychodzę z domu sama, ze
                                          > swoimi znajomymi bo nie czekam aż laskawie poświęci czas dla mnie. Poprostu
                                          > żyję dla siebie i nie czekam na niego.

                                          +++Chyba nie ma Ci za zle, ze spotykasz sie z innimi, kiedy ona przedklada gre
                                          anad zycie w realu?
                                          > Zaczął wylączać kompa, bo widzi, że pomału odchodzę.

                                          +++Jest to powazny sygnal..

                                          > Teraz wie, że co dalej zależy od nigo. Aby było dobrze, dwie strony muszą
                                          tego
                                          > chcieć.



                                          +++Bardzo slusznie. jesli bedzie chcial zerwac z nalogiem to TY -nikt inny-
                                          mozesz i powinnas mu w tym pomoc. Odpowiedzialnosc jest po dwoch stronach, ale
                                          piszesz o tym swiadomie.

                                          > Nie siedzę cicho czekając na audiencję.

                                          Nie rozumiem? Jest twoim mezem a Wasze spotkania to audiencja? wybacz, w takim
                                          razie nie ma w zwiazku aprtnerstwa, tak misie wydaje.

                                          > Żyję swoim życiem, ale jeszcze narazie razem.
                                          > Bea

                                          Zawsze zyj SWOIM ZYCIEM; ZAWSZE! Dopoki jestescie razem, jest nadzieja na
                                          zmiane. Porbuj dalej. Popros go dzisiaj o wylaczenie komputera, obejrzyjcie
                                          RAZEM film w telewizji lub przeczytajcie ksiazki poza kompem,

                                          trzymam kciuki,
                                          M.S.
                                          • mathias_sammer Re: dni bez komputera 18.10.05, 15:57
                                            Sorry za bledy, ale pidsalem juz na stojaco.

                                            tak, czy inaczej moze sie udac, jesli bedziecie wzajemnie chcieli zmiany.

                                            Tschüss.
                                            • bea401 Re: dni bez komputera 18.10.05, 16:19
                                              Słowa "audiencja" użyłam z ironią. To znaczy, że nie czekam, kiedy to on
                                              znajdzie czas dla mnie, przerywając grę...ale to ja teraz nie zawsze mam czas
                                              dla niego.
                                              Poprostu stawiam nowe warunki i jasno określam czego oczekuję.
                                              Teraz to mąż musi zacząć szukać mnie.


                                    • mathias_sammer Bea 18.10.05, 15:25
                                      a moze ten Twoj ..maz lubi byc uzalezniony:D

                                      A powiedz lubi tez seks sado-maso- oczywiscie w ogame, bo o realu nawet nie
                                      wspominam, hahahaha

                                      M.S.
                                • kardiolog Re: dni bez komputera 18.10.05, 16:25
                                  Beo401, przeczytalem wszystkie wpisy w watku i chcialbym zadac jedno pytanie.

                                  Jak zareagowal Twoj maz na Twoj przekaz o tym , iz ma problem? Czy zmienil
                                  natychmiast temat? Uznal temat za niestotny, nie laczacy sie z jakims
                                  wyimagoinowanym problemem? Zaczal opowiadac o waznosci bohaterow gry? Wzruszyl
                                  pogardliwie ramionami uwazajac Cie za winna calej sytuacji, czy moze
                                  stwierdzil, ze to on zawsze byl najlepszym graczem i nikt lepiej niz on nie
                                  potrafi grac?

                                  Czy pojawila sie choc jedna z opisanych sytuacji?

                                  kardiolog
                                  • kardiolog Bea401 18.10.05, 16:28
                                    Widze, ze jestes w necie. Odpowiedz, prosze.

                                    kardiolog
                                    • bea401 Re: Bea401 18.10.05, 16:36
                                      Tak, najpierw uważał problem za nieistotny. Powtarzał mi, że się czepiam,
                                      przesadzam. Ja wkurzałam się i kłótnia była gotowa.
                                      Dopiero kiedy przestałam brać odpowiedzialność za dom na siebie i pokazywać co
                                      się dzieje zaczął cokolwiek rozumieć.
                                      Bo wszystko ma swoje konsekwencje.
                                      Musiał zobaczyć, że to nie tylko moje wymysły.
                                      Bea
                                      • kardiolog Re: Bea401 18.10.05, 16:38
                                        bea401 napisała:

                                        > Tak, najpierw uważał problem za nieistotny. Powtarzał mi, że się czepiam,
                                        > przesadzam. Ja wkurzałam się i kłótnia była gotowa.
                                        > Dopiero kiedy przestałam brać odpowiedzialność za dom na siebie i pokazywać
                                        co
                                        > się dzieje zaczął cokolwiek rozumieć.
                                        > Bo wszystko ma swoje konsekwencje.
                                        > Musiał zobaczyć, że to nie tylko moje wymysły.
                                        > Bea



                                        To za malo Bea401, wlasnie czytam gdzie indziej cos innego (vel watki o
                                        uzaleznieniach..) POstaraj sie odpowiedziec na moje pytania, na kazde z nich.


                                        Grasz o siebie i swoja przyszlosc, chcialbym moc dokladnie przyjrzec sie Twojej
                                        sytuacji.

                                        kardiolo
                                        • bea401 Re: Bea401 18.10.05, 16:41
                                          Dobrze, za chwilkę Ci odpowiem. Poczekaj moment, muszę zejść z neta na ok.10
                                          minut. :)
                                          • kardiolog Re: Bea401 18.10.05, 16:42
                                            bea401 napisała:

                                            > Dobrze, za chwilkę Ci odpowiem. Poczekaj moment, muszę zejść z neta na ok.10
                                            > minut. :)

                                            Masz 15 minut:)
                                            kardiolog
                                            • bea401 Re: Bea401 18.10.05, 16:58
                                              1.Najpierw uważał, że nie ma problemu...musi odpocząć po pracy. A ja się
                                              czepiam i mam wymagania, a on jest zmęczony.
                                              2.Tak to było dla niego nieistotne, uważał sytuację za zupełnie normalną.
                                              3.Nie mówił, że gra jest ważna dla niego, ale umówił się z ludżmi, ktorzy są w
                                              grze i musi tam się pojawić (ich zawieść nie może).
                                              4.Nie obwiniał mnie za to, ale pytał, czy nie mam się czym zająć.
                                              (Czytaj "zajmij się sobą"...to się zajęłam ).
                                              Mam nadzieję, że dobrze opisałam sytuację. :)
                                              Bea
                                              • kardiolog Re: Bea401 18.10.05, 17:01
                                                :)

                                                Dobrze:) Chwilowo nie moge pisac, ale wroce do tematu

                                                kardiolog
                                              • kardiolog Re: Bea401 18.10.05, 17:38
                                                Przemyslalem Twoj watek, powaznie zastanowilem sie nad Twoimi reakcjami,
                                                slowami, pragnieniami lub ich brakiem, silna wola mieszana z watpliwosciami.
                                                Wyczytalem cos, czego nie chcialbym widziec, ale Twoje zapisane slowa moga byc
                                                potrzebne bardziej Tobie niz mnie- swiadkowi Twojej historii. Mozesz mnie
                                                poprawic, bardzo chcialbym , ale poprawiajac mnie musisz byc bardzo powazna i
                                                skupiona na tym, co w glebi siebie czujesz i co chcialabys zatrzymac i otrzymac
                                                w przyszlosci od zycia.

                                                Oto moje wnioski:
                                                Nie kochasz meza, od dawna go juz nie kochasz, ale jest Tobie bliski ze wzgledu
                                                na fakt, ze mieszkacie razem. Chcialabys, aby zaczal zyc pelnia zycia, by byl
                                                wesoly, szczesliwy, optymistyczny- to szczera prawda. Chcialabys widziec go
                                                takim, w jakim zakochalas sie wtedy, przed laty. Dobrze wiesz jak uczynic go
                                                znow radosnym, ale nie zrobisz tego. Odczuwasz glebokie poczucie winy za stan,
                                                w jakim on sie znajduje, za jego uzaleznienie, ale droga Twoich rozwiazan jest
                                                inna, rownolegla a nie przecinajaca sie linia ze szczesciem pojmowanym przez
                                                Twojego meza. Punktami stycznymi, ktore Was mimo wszystko lacza to codziennosc
                                                i przyzwyczajenie oraz seks po alkoholu. Poczucie winy nie moze byc fundamentem
                                                zwiazku, jak rowniez nie moze byc usprawiedliwiem dla decyzji, choc jest
                                                wygodne. Chcesz, aby byl zdrowy, rowniez fizycznie, ale jego zdrowie zwiazane
                                                jest z wyjazdem np. do sanatorium. Brakuje Ci sily, by mu pomoc w drodze do
                                                szczescia. Rezygnacja z dzisiejszego modelu zycia musialaby wiazac sie z
                                                rezygnacja z siebie i choc gotowa jestes podjac ryzyko, by mu pomoc, nie jestes
                                                w stanie poza fizyczna obecnoscia nic ponadto mu zaoferowac. Chcesz byc
                                                bardziej przyjacielem, na ktorym moglby sie wesprzec niz partnerka i zona. On
                                                ma inne oczekiwania i wyobrazenia zwiazku, Ty masz inne, a raczej istnieja
                                                przeszkody, ktore wg Ciebie sa nie do pokonania. Gra , koledzy , "ktorych nie
                                                moze zawiesc" sa erzacem, walka z czasem, dobrze o tym wiesz . Koledzy sa tylko
                                                kolegami, jesli podejmiecie decyzje, by o siebie walczyc, zrozumieja zarowno
                                                Twojego meza, jak i Ciebie. Ale Ty, Beo401, nie masz argumentow, walczysz u
                                                pustymi dlonmi. Przykro mi, ale Ty go nie kochasz. Nie tak wyglada milosc.
                                                Zrozumialem, ze chcesz , aby on podjal za Ciebie i za siebie decyzje, tak jak w
                                                zyciu juz robiono- w Twojej obecnosci, lecz przy pasywnym Twoim udziale.
                                                Czujesz sie usprawiedliwiona, gdy on zlosci sie na Ciebie obwiniajac Cie za
                                                stan oraz niekiedy uzywajac niewybrednych slowek. Myslisz wtedy- ma racje- i
                                                czekasz. Czekasz na Swieta Bozego Narodzenia, traktujesz ten czas (i jego
                                                urodziny w grudniu, ktore spedzisz z nim na odleglosc) jako moment przelomowy,
                                                choc nic nie zrobisz. Bedziesz tylko czekac. Bedziesz czekac caly czas, czekasz
                                                juz kilka lat, choc twierdzisz, ze maz gra od niedawna.
                                                Przeczytalem, ze zrezygnowalas dla niego z pracy, on tez nie pracuje, choc jako
                                                prawnik lub nauczyciel moglby byc bardzo przydatny. Jestes zla, ze zrobilas
                                                dokladnie to samo, co zrobil on, ale tlumaczysz sie jego dobrem, troska,
                                                wyrzutami sumienia. Masz wyrzuty sumienia w stosunku do siebie.

                                                Przykro mi, ale bez radykalnych rozwiazan bedzie tylko gorzej niezaleznie od
                                                faktu, czy napiszesz na forum prawde, czy klamstwo. Naprawde przykro mi czytac
                                                taki watek.


                                                Mozesz mnie poprawic. zrobisz jak uznasz za stosowne, napisalem co mysle na
                                                Twoja osobista prosbe.

                                                Klaniam sie,

                                                kardiolog
                                              • kardiolog Re: Bea401 18.10.05, 21:38
                                                Leczenie osób uzależnionych

                                                Osoby zgłaszające się do placówek lecznictwa odwykowego nie czynią tego, na
                                                ogół z własnej woli. Decyzja o podjęciu leczenia bywa najczęściej wymuszona
                                                stanem zdrowia, reakcjami najbliższych, presją przełożonych czy dobrze
                                                przeprowadzoną interwencją, bowiem mechanizmy obronne utrudniają, a często
                                                nawet uniemożliwiają osobie uzależnionej realistyczną ocenę sytuacji i tym
                                                samym zidentyfikowanie się z uzależnieniem. Osoby te liczą najczęściej na
                                                pozbycie się przykrych i uciążliwych dolegliwości spowodowanych przewlekłym
                                                używaniem alkoholu oraz na uzyskanie recepty umożliwiającej powrót do
                                                normalnego, czyli kontrolowanego picia.

                                                Wyniki badań wskazują na to, że uzależnienie od alkoholu, które jest chorobą
                                                heterogeniczną, może wymagać wielu metod leczenia [23]. Stwierdzono bowiem, że
                                                metody, które są skuteczne w jednym przypadku nie muszą wcale okazać się
                                                efektywne w innych przypadkach. Większość placówek specjalistycznych proponuje
                                                oddziaływania ukierunkowane na poprawienie stanu fizycznego i psychicznego,
                                                ograniczenie konsumpcji alkoholu oraz na pomoc w dokonaniu zmian w zakresie
                                                myślenia, odczuwania, reagowania itp., których dalszym efektem będzie nabycie
                                                umiejętności funkcjonowania bez alkoholu [50]. Proces ten trwa długo i nie
                                                zawsze kończy się sukcesem.

                                                Początek procesu terapii to przekazanie pacjentowi wiedzy dotyczącej używania
                                                substancji psychoaktywnych, uzależnienia od nich, związku między używaniem
                                                alkoholu (i innych substancji psychoaktywnych), a negatywnymi zjawiskami
                                                zdrowotnymi, rodzinnymi, zawodowymi, materialnymi, prawnymi itp. Konieczne
                                                jest, aby pacjent zobaczył, w jaki sposób alkohol zaburzył jego procesy
                                                myślenia i spowodował wyciąganie niewłaściwych wniosków oraz podejmowanie
                                                niekorzystnych dla siebie decyzji. Powinien również zostać przekonany co do
                                                konieczności przyjęcia osobistej odpowiedzialności za przebieg procesu
                                                zdrowienia jako warunku skuteczności tego procesu. W procesie terapii pacjent
                                                musi „uporządkować” różne sfery swojego życia.
                                                dr Woronowicz

                                                Wiecej u dr Woronowicza. Jesli potrzebujesz informacji przekopiuje dla Ciebie

                                                kardiolog
                                                • bea401 Re: Bea401 19.10.05, 14:40
                                                  Kardiologu, wyciągasz daleko idące wnioski. Dzięki, że starasz się być wnikliwy,
                                                  ale czytasz to, czego nie tylko nie napisałam, ale też to co nigdy nie mialo
                                                  miejsca w moim domu.
                                                  Oboje pracujemy, ja wcześniej wracam do domu niż mąż, ale pracujemy oboje na
                                                  pełen etat.
                                                  Nie wiem też skąd wnoisek o seksie po alkoholu. Nie pijemy więc nie mów w ten
                                                  sposób.
                                                  Poczucie winy? Wina zawsze leży gdzieś pośrodku i nie o to chodzi aby szukać
                                                  winnych.
                                                  Starasz się mnie dziwnie zaszufladkować. Wybacz, że nie odpowiem Ci, czy kocham
                                                  męża czy nie, nie tu jest na to miejsce.
                                                  Piszesz, że mam puste ręce i niczego nie potrafię? Mam wrażenie, że chcesz
                                                  pozbawić mnie nadziei, może złudzeń.
                                                  Jest Ci przykro, kiedy czytasz ten wątek? Poprostu go pomiń, pewnie i tak
                                                  upadnie za parę dni.
                                                  Ale wiem, że są ludzie, którym się udało. Może i ja do nich dołącze.
                                                  Wciąż próbuję. Mam dużo wątpliwości czy dobrze, ale nie jestem pasywana.
                                                  Pozdrawiam.
                                                • mathias_sammer Re: Bea401 19.10.05, 14:53
                                                  Kardiologu, daj se spokoj z ta Bea401. Toz to jakas chodzace rozdwojenie jazni.

                                                  Sorry zabko, ale po przezctyniu Twoich wpisow nie mozna traktowac Cie powaznie,
                                                  ani tym bardziej Twojego wydumanego problemu. Mam nadzieje, ze kardiolog w pore
                                                  sie opamieta i nie bedzie tracil wiecej czasu.

                                                  M.S.
                                                  • mathias_sammer Re: Bea401 19.10.05, 15:27
                                                    Bea! Bea! Go! Go!

                                                    Opowiedz nam, czy kochasz swojego meza- przciez Cie kardiolog poprosil o
                                                    zaprzeczenie.
                                                    A moze forum to niewlasciwe miejsce do powiedzenia, czy go kochasz, ale
                                                    zdecydowanie wlasciwe by napisac, ze jest uzalezniony? Jest brzydki to powiem,
                                                    kocham, nie powiem, bo sie wstydze, hahahaha.

                                                    No jak Bea? Bedziesz silna dziewczynka, czy tez mamy Cie bidulko ciagac za
                                                    treske?

                                                    M.S.
                                    • kardiolog Re: Bea401 18.10.05, 16:36
                                      Odpowiesz na pytania? Pytania sa bardzo proste i konkretne.

                                      Caly czas czekam i czytam forum.

                                      kardiolog
        • kleopatryx Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 17:42
          Tak tak, u nas bardzo często była absurdalna pobudka o 2 lu 4 w nocy na
          przykład. Wtedy jego statki przylatywały skądśtam i trzeba było je wysłać w
          inne miejsce, zanim ktoś rozwali mu flotę.
          Do tego dochodziły paniczne telefony z pracy (jest lekarzem i nie ma zawsze
          dostepu do komputera, czasem ma obchód pacjentów) i dialogi bez powitania
          typu : "Jesteś w sieci? Natychmiast!!! zaloguj się na moją planetę Insomnia i
          wyślij moje statki do układu JAKIEGOŚTAM!!!!!! Tylko pospiesz się". Tak, do
          tego była potrzebna. W sumie dla kogoś postronnego to musi brzmieć absurdalnie,
          ale cholerny ogame takie efekty wywołuje u graczy.
          • agasik4 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 07.10.05, 00:26
            O, to tez znam. Nocne pobudki i oczywiscie takie zebym i ja sie obudzila.
            A potem ranne latanie po domu bo zaspal, bo czegos nie moze znalesc ...
      • bileterkinowy Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 28.10.05, 10:35
        I ja mam podobny problem, a może nawet gorszy:-(
        Od 20-tu lat pracuję w kinie, puszczam filmy, sprzedaję napoje,
        dystrybuuje bilety, siedzę na kasie. Może to żadna ciekawa robota,
        ale mam stały dochód, zapewnioną pracę do emerytury,
        no i w sumie mogę oglądać filmy.
        Przed 7-miu laty zrodził się problem, który stał się
        przeklęństwem mojego życia.
        Od 12-tu lat jestem szczęśliwie żonaty, niestety nie mamy dzieci,
        choć nie jest to aż tak wielki problem dla nas.
        Oboje jesteśmy bezpłodni, dziś już za starzy na adopcję,
        pogodzeni z życiem.
        Moja żona nie pracuję, jest gospodynia domową. Kiedyś pracowała,
        ale po zmianach własnościowych w firmie wraz z dwudziestoma
        innymi osobami straciła pracę.
        Na początku nie było źle, żona wreszcie znalazła czas dla
        siebie i swoich przyjemności, dom błyszczał od porządku,
        miałem zawsze pysznie ugotowane, uprane i wyprasowane.
        Sielanka nie trwała jednak długo. Coraz częściej żona
        zaczęła przesiadywać przed telewizorem,
        najpierw były to tylko 2-3 godziny wieczorem,
        później dołączyła poranna „Kawa czy herbata”. Od roku nie odchodzi od
        telewizora.
        Próbowałem z nią rozmawiać, ale ona mnie zbywa twierdząc,
        że ja też ciągle oglądam w swoim kinie. Nie widzi problemu.
        Najgorsze jest to, że nie tylko nie sprząta już w domu,
        ale nie gotuje, nie prasuje, nie spotyka się z koleżankami.
        Stała się odludkiem, który ogląda tylko telewizję.
        Nieraz pytam ją co ciekawego obejrzała,
        wtedy opowiada z podnieceniem o brazylijskiej
        operze mydlanej i talk show.
        Nic ponadto ją już nie interesuje, nigdzie nie chce wychodzić,
        Zaniedbała się.
        Kocham ją, ale nie wiem co mam robić, by znów stała się
        taka jak wtedy, gdy ją poznałem i zakochałem się w niej.
        Rozmawiam z nią szczerze, mamy wspaniały
        kontakt ze sobą, ale jak tylko wychodzę do pracy,
        ona od razu włącza telewizor i nawet nie wyłącza,
        kiedy po 9 godzinach wracam z pracy.
        Nie chce już dłużej tak żyć, to nie życie. Czuję, że tracę
        sens związku. Tak bardzo chciałbym, żeby mnie czymś
        zaskoczyła, żeby mi zaimponowała, zrobiła niespodziankę.
        Przed nami kolejny weakend.
        Nawet nie chcę pisać jak będzie wyglądał.
        Może ktos ma podobne przeżycia , ale rozwiązał problem?

        Pomóżcie mi proszę.

        bileter
        • kardiolog Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 30.10.05, 14:46
          I jak wyglada Twoj weekend..?

          kardiolog
    • aribeth1 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 03.10.05, 14:01
      U mnie w domu jest jeszcze zabawniej, bo maniakami komputerowymi jesteśmy oboje:) Ja spędzam całe dnie nad cRPG, on gra w co popadnie, od sportowych, przez symulatory po FPP. Na szczęście mamy 2 kompy, bo inaczej chyba byśmy się pozabijali:) Gorzej, że mój kompik jest nowiutki, a jego zaczyna przypominac powoli maszynę do pisania i coraz częściej muszę mojego lubego wyrzucac sprzed mojego kompa, "bo na jego to ta gra nie pójdzie":)
      • bea401 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 04.10.05, 15:49
        To jest zabawne do czasu, jak nie wpływa to na życie osobiste i zamiast realu
        jest gra. Wtedy problemy w grze stają się priorytetem.
      • ewaejs Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 14:31
        aribeth1 napisała:

        > U mnie w domu jest jeszcze zabawniej, bo maniakami komputerowymi jesteśmy
        oboje
        > :) Ja spędzam całe dnie nad cRPG, on gra w co popadnie, od sportowych, przez
        sy
        > mulatory po FPP. Na szczęście mamy 2 kompy, bo inaczej chyba byśmy się
        pozabija
        > li:) Gorzej, że mój kompik jest nowiutki, a jego zaczyna przypominac powoli
        mas
        > zynę do pisania i coraz częściej muszę mojego lubego wyrzucac sprzed mojego
        kom
        > pa, "bo na jego to ta gra nie pójdzie":)


        Zahasłuj sobie system jak to ja zrobiułam i ma minę psa, któremu nałożono
        kaganiec....
        • krzys23-1986 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 14:52
          czy ja jestem uzależniony??siedzie na kompie codziennie ale czytam głównie
          prase codzienną grywam żadko może nawet ze 4 godziny w tygodniu ale czasai
          przesiaduje przed gg lub forum cały wieczur...boje sie i dlatego nigdy nie
          zaczołem grać w żadne internetowe świństwa bo myśle że może kiedyś nie będe
          potrafił przestać...
      • jurge Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 14.10.05, 23:39
        Jestem szczęśliwa, że ten problem jest poza mną. Wspólczuję wszystkim
        uzależnionym, a głównie ich dzieciom!
    • on.ma.klapki Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 04.10.05, 20:11
      Jeżeli rozwiązaniem tego problemu jest wywalenie wszytskiego na wierzch, to
      proszę. Oto jest.
      • bea401 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 05.10.05, 07:19
        Myślisz o rozmowie? Kłótni???Przerabialiśmy to setki razy....obietnica zmiany i
        dalej to samo.
        • lukas1980 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 05.10.05, 18:14
          Sam tak grywałem. Nawet po 12-14h na dobe. Od jakiegoś czasu samo przeszło - choc przyznam ze pare naprawde OSTRYCH awantur pomogło mi sprawę przemyśleć. Oczywiście nie od razu - reagowałem równie ostro. Wyjazd do domu rodzinnego (tam znowu grałem) czy wyjścia z kolegami do knajp to była moja odpowiedź. Ale jednak ziarenko wątpliwości w mojej głowie zostało dzięki temu zasiane. Trwało to ponad 2 lata. Teraz już tyle nie gram, ograniczam się do 2-3 h w internecie. A gierek nie chciałem niszczyć więc wywiozłem do rodziny lub dałem znajomym (takim którzy raczej nie oddają :) ). Do dzisiaj mnie ciągnie - to prawie jak alkoholizm bo gdybym miał spędzic kilka dni w domu zupełnie sam to pewnie pognałbym do sklepu po nową gierke. Ale jak narazie od roku jest dobrze.

          PS. Mam 25 lat. grałem od około 12 roku życia - kupe życia straciłem przed monitorem. Bo tak naprawde zamiast wspomnien nie mam nic. Gra jest ekscytująca tylko w trakcie gry - ewentualnie na następny dzień. Potem ta satysfakcja z wygranej znika i zostaje zupełnie NIC. Natomiast gdybym młodość spędził na podróżach czy choćby na podwórku to COŚ bym jednak z tego miał - jakieś wspomnienia, znajomych, doświadczenia. Zapytaj go może co pamięta z gry miesiąc temu?? Czy ma z tego jakąś satysfakcję, że grał miesiąc temu?? Czy wogóle coś pamięta oprócz kilku ostatnich dni?? Czy ktoś to wogóle pamięta?? Ale bądź delikatna bo zareaguje agresją i wróci do gry. Zasiej ziarenko zwątpienia. Zacznij robić coś arcyciekawego i za jakiś czas powiedz że masz jakąś nową umiejętność (czrny pas, umiesz tańczyć tango i flamenco (niestety z obcymi), byłas na rysach itp) Zapytaj potem co ty pamiętasz np. z tego co było przed wakacjami (czyli ponad 3 miesiące temu). może dotrze do niego ze nic nie pamięta - świat gry zatarł się i zniknol i nikogo nie obchodzi. Może zacznie to w nim kiełkować.
          • speev Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 05.10.05, 21:06
            dało mi to do myślenia...
            • bea401 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 18:32
              speev, o czym myślisz, napisz proszę, to ważne...:)
    • grocz Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 05.10.05, 18:33
      Jeżeli gra w eve-online to podaj nazwe jego postaci a nasza korporacja się już
      nim zajmie :DDDDDD:DDDDDDDD:D:DD
      • nienautyzm Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 05.10.05, 19:38
        jesli to nie SIMS to moze da sie jakos jeszcze pozycie malzenskie odratowac
    • gulgul231 Na poczatek moje rady: 05.10.05, 21:51
      pokaz mu ten watek. Pokaz mu odpowiedzi graczy i nie graczy.

      Albo pokaz mu (w inny sposob) ze zalezy Ci na nim. W koncu z jakiegos powodu
      jest z Toba.

      Uwazam ze otwarta konfrontacja nie pomoze. Moze rzeczywiscie znajdz sobie cos
      co bedziesz robic bez niego? Cos co bedzie sprawiac Ci przyjemnosc (nic na
      sile!). Wybierz sie z kolezankami na piwo w pt wieczorem (potem u jednej
      przenocuj- jesli mozesz) albo wybierz sie do niej na kolacje- najlepiej jesli
      ma ciekawego faceta (nie w celu podrywki) albo pochodz na aerobik/ tance.

      Nie daj soba pomiatac i nie daj sie szantazowac (zwlaszcza emocjonalnie). Nie
      rob czegos czego moglabys potem zalowac (nie ze wzgledu na meza, ale ze wzgledu
      na siebie).

      Ja tez kiedys bylem (jestem?) takim graczem.
      zdarzylo mi sie grac przez 6 miesiecy w gre (niesieciowa, bo takowych nie
      bylo). Przez nia zawalilem prestizowe studia (nie skonczylem ich do tej pory-
      jestem po trzydziestce; wczesniej mialem stypendium naukowe - sic!). zdarzylo
      mi sie klasc o 6 nad ranem po zakonczeniu jakiejs rozgrywki. Nie gralem nigdy
      wiecej niz 8 godzin (non-stop)- tak mi sie przynajmniej wydaje. Zdarzalo mi sie
      grac w FPS (sieciowe) ale tez mi przeszlo (hakerzy!). Co mi pomoglo/ pomaga? 1.
      znuzenie gra. Owszem sa nastepne, ale ja i tak do tej pory gram w takie gry jak
      UFO, CIV II, HoMM III czy SW Rebellion (pewnie i tak nazwy Ci nic nie mowia,
      ale sa to w wiekszosci gry z lat 90-tych).
      2. zajecia 'pozakomputerowe'. Spacer z Żoną (uwielbiam!), koszykówka i niestety
      praca.
      3. odrobina rozsadku- IMHO samodzielne odinstalowanie gry pomaga bardziej niz
      interwencja z zewnatrz- ta tylko jatrzy.

      Obecnie kupilem b. b. b. ciekawa gre BF2, ale nie mam czasu i sily grac. Wiec
      nie bede. Nie uwazam ze jestem z grania wyleczony, ale 'wygrany'- po prostu
      okres intensywnego grania mam juz chyba za soba.

      • jpsi tak... 05.10.05, 22:53
        Ja tez. Ten okres przypadl na 6-7 klase podstawowki...
        • terence achhh gry jak narkotyk 06.10.05, 00:32
          skąd ja to znam hehe, straciłem przez granie bardzo fajną dziewczynę na studiach bo każdą wolną chwile spedzałem przed kompem (Baldurs Gate w morde jeża, trzy częsci)
          dobrą radą jest myślę delikatnie spróboować zainteresować go czymś innym co się robi wspólnie (mrrr mrrr kotku...) albo uświadomienie mu jakoś że za dużo czasu spędza na graniu, przesadza z proporcjami świat realny - gra
          jeśli nic nie pomoże - kupić kompa i pokonać go własną bronią, gry też są dla kobiet
          PS ogame wciąga ale i potrafi jednoczyć, wystarczy się też zalogować i obmyślać wspólne plany ;)
        • terence achhh gry jak narkotyk 06.10.05, 00:32
          skąd ja to znam hehe, straciłem przez granie bardzo fajną dziewczynę na studiach bo każdą wolną chwile spedzałem przed kompem (Baldurs Gate w morde jeża, trzy częsci)
          dobrą radą jest myślę delikatnie spróboować zainteresować go czymś innym co się robi wspólnie (mrrr mrrr kotku...) albo uświadomienie mu jakoś że za dużo czasu spędza na graniu, przesadza z proporcjami świat realny - gra
          jeśli nic nie pomoże - kupić kompa i pokonać go własną bronią, gry też są dla kobiet
          PS ogame wciąga ale i potrafi jednoczyć, wystarczy się też zalogować i obmyślać wspólne plany ;)
    • komandos57 [...] 06.10.05, 00:47
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • grocz Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 00:58
      Jeżeli to jest ogame to co mu sie podoba , to pokaż mu
      www.eve-online.com!!! I zapomni o ogame, jak i rownież o Tobie ... jedyne
      15 ojro miesiecznie!!!!! a jakie emocje!!!! ponad 3000 układów gwiezdnych,
      kilkadziesiat rodzajow statkow, od fregat, poprzez krazowniki, przemyslowe,
      interceptory na pancernikach i frachtowcach skonczywszy!! 4 rasy, setki
      korporacji, nawet 12.000 graczy grajacych jednoczesnie!! Wojny, alianse, pvp,
      konfiguracje statkow , szlaki przemtynicze, kryminalne powiazania, misje
      deadspace, handel, badania, produkcja, sprzedaz , PR ... no i fantastyczna
      grafika 3D!!!!
      • wiga27 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 08:27
        Moj syn też, ale on jest w gimnazjum. Całe wakacje przesiedział nad grą (na
        szczęście koledzy czasem wyciągnęli go na kosza) i wiesz co mu pomogło? Otóż,
        kiedy pod koniec wakacji doszedł do 60 % gry coś kliknął nie tak i po grze !!!
        To był przypadek, ale czy nie przypadki w dużej mierze rządzą naszym życiem?
        Zraził się i pogniewał na komputer.
    • morfiko Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 10:01
      Może nie mam doświadczenia z mężami-graczami,od Twojej strony,choc wielu znam ;)
      Gram w grę internetową Ogame od 17 Marca i jeszcze mi się nie znudziła.
      Normalne gry potrafia sie znudzić po max.miesiącu-dwóch.
      Gry online często się nie nudzą,powodem takiego stanu rzeczy jest rywalizacja z innymi ludżmi.To już nie jest komputer,a inni gracze.

      Przyznaje,iż ta gra przysporzyła mi kilke problemów prywatnych na początku,gdy zaczynałem dopiero w nia grać.Są jednak pewne plusy - poznałem wiele ciekawych osób oraz udało mi się utemperować swój temperament z krzykacza forumowego do dyplomatycznych (czesto) wypowiedzi (one czasem bardziej wkurzaja innych :p ).

      Wg.mnie jedynym wyjściem na wyciągnięcie męża z nałogu jest pokazanie,że może Cię stracić.Jeśli wtedy nie wybierze miłości (czyt.Ciebie) to znaczy,że jest gtłupcem (bez obrazy),jeśli woli poświęcić życie prywatne dla jakichś gier.

      Ja dla przykładu grałem na dwóch Universach ogame (prowadziłem dwie osobne rozgrywki,co zajmuje wiele,wiele czasu),lecz z jednego zrezygnowałem,aby móc poświęcić więcej czasu dziewczynie,która mi się podoba.

      Dodam jedynie tyle,że gdyby zechciała,skończył bym z grami internetowymi natychmiast na amen.Tak bardzo mi na niej zależy :)
    • 2dot7182 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 11:39
      u mnie zona gra w ogame juz od ponad roku, przedtem byly czaty i kilka godzin
      dziennie gg. Probowalem wszystkiego prosby, grozby, wymyslalem wspolne spedzanie
      czasu. Teraz stoimy na krawedzi rozwodu i to zona chce sie rozwiesc a nie ja.
      Ogame to nie jest oczywiscie powod ale... Ona ma zruinowane zycie zawodowe od
      1.5 nie ma pracy i nie za bardzo szuka, siedzenie przy kompie po 6-10 h dziennie
      to norma (ogame, gg, emule, chaty). Sama mi mowla ze "to jest teraz jej swiat".
      Jedymym plusem jest to ze nasze kilkuletnie dzieci sie szybko usamodzielnily np.
      jak sobie nie zrobia sniadania to beda glodne itp. Dla mnie to oczywiscie jest
      chore ale ostatnio zaciskam zeby, kazdy wie jakie sa prawa ojca w Polsce w
      przypadku rozwodu...
      i takie rady w stylu - zformatuj dysk czy rozwal jej flote to zadne rady, jak
      ktos ma sklonnosc do uzaleznien i woli latwy ladny wirtualny swiat to tak jak
      walka z alkoholikiem

      T.
    • piesek.leszek Jestem uzależniony od Football Managera2005 06.10.05, 12:25
      Uzależnienie trwa długo bodajże od 1993, gdy wpadł mi w ręce Championship
      Manager92/23 na AMIGĘ500( ktoś pamięta ten komputer wyśmienity?)
      Ponadto wciąga Civilization III ( wcześniej I i II oczywiście )
      Kompletnie nie pociagają mnie te nowinki z hipergiga grafiką
      W/W gry mają duszę i uwielbiam je i ciężko byłoby mi się rozstać z nimi
    • ghol Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 13:24
      Nie powiem, że trudno wyjaśnić to kobiecie. Trudno jest to wyjaśnić to osobie,
      która nie gra wcale albo dużo.
      Mania albo uzależnienie jak kto woli nazwać jest porównywalne z wędkarstwem.
      Gdzie większość ludzi po prostu chce odciąć się od codzienności, bynajmniej nie
      uciec. Jest to opcja na spędzenie wolnego czasu w przyjemny i satysfakcynujący
      sposób dla gracza.
      Szczerze powiedziawszy to zależy od człowieka jego podejście do gier.
      Odradzałbym drastyczne przedstawione przez niektórych metody, efekt może być
      przerażający.
      Parę lat temu ze znajomymi braliśmy urlop jechaliśmy do któregoś i rżnęliśmy
      przez 24h na dobę przez tydzień albo półtora. Efekt był taki, że żaden z nas nie
      tknął gier przez rok. Od tamtego czasu teraz rzadziej niż raz w roku ich żony
      nam to organizują nam te mordercze sesje. Żonaty nie jestem gwoli jasności.
      Można znaleźć mu absorbujące jego uwagę zajęcie, gdzie będzie obydwoje
      uczestniczyć. Życie rodzine dla nas facetów zwykle jest to coś co prostu jest,
      do czego nie trzeba przykładać uwagi ani wkładać pracy. Rozumem i logiką nie
      wiele tu się wskóra.
      Dla pocieszenia mogę dodać, że może to być jednorazowy wybryk.
      • brattt1 Dziewczyny 06.10.05, 14:36
      • brattt1 Dziewczyny, posluchajcie starego wygi-komandosa 06.10.05, 14:55
        mam 31 lat, zone i coreczke, jestem maniakiem gier, uwielbiam spedzac czas
        przed kompem, mam stresujaca prace i gry (zwlaszcza battlefield ;-)) pozwala mi
        negatywne emocje rozkladowac. Przestancie walczyc z upodobaniami swoich facetow
        tylko sprobujcie to uregulowac. Wyznaczcie mu 2 godziny dziennie. Im wieksza
        presje sie wywiera tym wiekszy jest opor i chcica do brojenia (tak jak w czasie
        prohibicji). Zainteresujcie sie tym w co gra, raz na jakis czas, zapytajcie sie
        jak mu poszlo i udawajcie ze sie tym interesujecie. Wasz facet bedzie
        szczesliwy, ze ktos to docenia jego wojenne zapedy i mestwo. Bedzie chcial
        poswiecac Wam wiecej czasu po tych dwoch godzinach, po pierwsze dlatego ze nie
        bedzie musial sie ukrywac (jak ja kiedys po nocach, jak moja zona szla spac),
        po 2gie wejdzie mu w krew gdzie jest jego miejsce i ile ma czasu na zalatwienie
        terorystow. To podobnie jak z zegarem biologicznym. Zaproponujcie zeby zapisal
        sie do jakiegos clanu w internecie...tame mecze trwaja nie dluzej niz 2
        godzinki, lub sparingi. No i zaproponujcie czsami wyskoczenie do
        kina...skutkuje z tego co wiem juz w kilku przypadkach...mam ekipe do grania,
        ten sam problem, mniej wiecej wiek, rodzina i kazdy z nas to sobie uregulowal
        • brattt1 Jak facet jest maniakiem... 06.10.05, 14:59
          Jak facet jest maniakiem gier to nie wygracie z nim, ale zawsze mozecie miec
          nad tym kontrole....i skrocic czas jego poswiecenia dla kumpli z oddzialu
        • j23znowunadaje Re: To tak, jakbys zone pijaka zachecal do picia 13.10.05, 09:17
          z nim wodki.

    • kowianeczka Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 15:18
      Bea401, powiedz - co z tym chcesz zrobic?

      kowianeczka
    • ziemiomorze Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 15:59
      Nie daj sobie wmowic, ze na Tobie lezy odpowiedzialnosc za to, zeby on przestal
      grac. To jego decyzja i jego uzaleznienie - Ty mozesz w tej chorej sytuacji
      bronic siebie.

      Zrob dla siebie miejsce w tej sytuacji (w jakikolwiek mozliwy sposob, np
      korzystaj z zycia), i daj mu odczuc skutki jego uzaleznienia (jesli zarywa noc
      przez granie nie przejmuj jego domowych obowiazkow, zeby mogl sie wyspac, nie
      podtykaj mu pod nos i klawiature obiadkow, nie rob herbaty, nie wolaj do lozka
      bo pozno itd). Nie daj sie wspoluzaleznic. A jedyne, co mozesz zrobic, to
      przeprowadzic mala interwencje - najlepiej z bliskimi, ktorzy tez odczuli
      przykre skutki jego uzaleznienia (macie dzieci?). Spotkajcie sie razem i
      opowiedzcie mu, ile Was jego uzaleznienie kosztuje i co (konkretnie) przez nie
      straciliscie.
      • brattt1 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 16:10
        To tak jak z nalogowcem, ktorego sie rozdraznia mowiac mu zeby rzucil palenie,
        lepiej obejsc ta kwestie, znalezc wspolny jezyk i przeprowadzic negocjacje,
        ustepujac tylko kawalek pola, ale zdobywajec tez kawalek pola, niz wypowiadac
        wojne, bo w wojnie obydwie strony sa poszkodowane. Jak kocha gry, to nigdy nie
        przestanie, pozwolcie mu grac, pod kontrola i na wspolnie ustalonych
        warunkach...
        • brattt1 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 16:14
          To tak jak my bysmy Wam zabronili czytac damskich gazet, ogladac filmow o
          milosci, lub stroic sie i chodzic na zakupy. Mezczyzni sa z natury
          marsjaninanmi, wojownikami, dajcie im troche pomarzyc...
          • ziemiomorze Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 16:41
            Bez obrazy, ale chrzanisz jak potluczony. Mylisz pojecia - 'zamilowanie'
            czy 'hobby' to zupelnie cos innego niz nalog. Hobby rozwija i relaksuje, a
            nalog zzera i rozbija.
            • brattt1 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 17:04
              Typowe egoistyczne podejscie, mnie to na przyklad relaksuje i rozwije. Wszystko
              kwestia subiektywnego podejscia do sprawy. To co lubimy my to hobby i
              zamilowanie, a to co inni to nalog....My tylko odpowiadamy za choroby, koklusz
              itd...Kopernik tez byla kobieta...
              • brattt1 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 17:07
                Jestem w pewneym sensie nalogowcem, ale znajduje czas na film, ksiazke, sport i
                inne przyjemnosci, wracam z pracy o ok 19-tej..Kwestia organizacji,
                samodyscypliny i sprzyjajacych warunkow zewnetrzych, jak wsparcie bliskich.
                Egoisci tylko wywoluja klotnie...
                • ziemiomorze Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 17:13
                  encyklopedia.pwn.pl/78058_1.html
                  swo.pwn.pl/haslo.php?id=10922
                  • brattt1 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 17:27
                    Przeczytaj dokladnie definicje, ktora podajesz jako przyklad, definicja podaje,
                    ze: uzaleznienie jest to zaburzenie zdorwia itd... uzaleznione od przyjmowania
                    jakiegos psychoaktywnego srodka chemicznego, np leku, alkoholu itd..
                    Definicja hobbi:szczególne zamiłowanie, upodobanie do czegoś, ulubione zajęcie,
                    któremu poświęca się wolny czas; konik, pasja.........Wnioski: siedzac przy
                    komputerze nie wciagam kabli, albo izolatora do procesora, natomiast wykazuje
                    szczegolne zamilowanie i upodobanie do gier komputerowych oraz jest to moje
                    ulubiione zajecie....Masz chyba zbyt bojowe podejscie do sprawy, dosyc
                    skrajne...
                    • ziemiomorze Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 07.10.05, 12:47
                      W swiecie wspolczesnym pojawily sie - obok uzaleznien chemicznych (nikotynizm,
                      alkoholizm, dragi) takze uzaleznienia niechemiczne (nalogowe ogladanie
                      telewizji, korzystanie z netu, shopoholizm, BED, nalogowy hazard itd).

                      W przyblizeniu, uzaleznienie stwierdza sie, jesli wystapia trzy z
                      pieciu syndromow:
                      zmieniona tolerancja na substancje, uposledzenie kontroli nad jej
                      przyjmowaniem, poczucie przymusu przyjmowania jej i koncentracja zycia wokol
                      przyjmowania i fizjologiczne objawy glodu.

                      Ujmujac to prosciej - bo wiem, ze padlo tu wiele trudnych slow - zamilowanie
                      rozwija czlowieka, nalog - niszczczy, a moje podejscie bazuje na
                      psychologicznej wiedzy,
                      • brattt1 Bea401, ziemiomorze, kardiolog 07.10.05, 13:25
                        Podajesz definicje, ja je dokladnie przeczytalem i komentuje. Zgadzam sie ze
                        obok uzaleznien chemicznych istnieja inne uzaleznienia niechemiczne. Natomiast
                        jest to innego rodzaju uzaleznienie, majace troche inny mechanizm. Przy
                        uzaleznieniu chemicznym, organizm reaguje fizjologicznie i psychicznie, przy
                        niechemicznym to glownie kwestia psychiki. Moja wiedza na temat tego problemu
                        bazuje na doswiadczeniu i obserwacji innych z bliskiego kregu znajomych. Jak
                        mowilem, uwazam sie za nalogowego gracza. Uwielbiam to. Jednak regulacja tej
                        mojej przyjemnosci, to znaczy legalizacja, uregulowanie czasu, pozwala na
                        prawde sobie dobrze z tym radzic. Poswiecam 2-3 godziny dziennie i mi na prawde
                        wystarcza, mimo ze potrafilem do 7 rano grywac i pozniej chodzic do
                        pracy...Kiedys jak mialem w cudzyslowiu zabronione, to szukalem kazdej okazji
                        zeby skorzystac i nagrac sie bo pozniej nie wiem kiedy sie zdarzy. Z pewnoscia
                        mam teraz wiecej czasu na inne rzeczy.
                        Ale jest jeszcze jedna kwestia tak jak juz wczesniej pisalem i chyba kardiolog
                        wspominal (mam nadzieje ze zrozumialem bo zakrecone i dlugie). Gosc moze miec
                        jakis problem, ucieka bo ciezko jest mu sie dogadac z zona, chemia oslabla, a
                        moze cos go dreczy, problemy w pracy..itp. Wywolanie awantury i postawienie na
                        ostrzu noza, moze sprawe bardzo pogorszyc. Wiem to z doswiadczenia bo sam
                        mialem takie problemy, niezgoda rujnuje, zgoda buduje. Im wiekszy nacisk, tym
                        wiekszy opor. Nie zgadzam sie z tym ze specjalistom nic do tego. Oczywiscie
                        najlepiej dogadac sie samemu, ale jak zdarza sie dwa bojowe, przeciwstawne
                        charaktery, i kazdy uwaza ze ma racje, to jest to tragedia i nic nie da sie z
                        tym zrobic bez osoby z zewnatrz. Tez to znam z doswiadczenia. Wtedy jedna osoba
                        2giej nie wierzy, ze ma racje. Kazda uwaza ze ma racje i powinno byz po jej
                        mysli. Wtedy osoba trzecia, moze spojrzec z "gory" i wskazac droge, dac jakies
                        wskazowki. Psycholog z takimi sprawami ma kontakt na codzien. Psychiatra to
                        pomylka, ale psycholog jak najbardziej nie. Trzeba albo szczerze porozmawiac,
                        ale nie w stylu, skoncz albo koniec, albo trzeba znalezc na goscia sposob, tak
                        jak wczesniej pisalem. Zainteresowac sie tym troche, w 80% podlap[ie temat i
                        bedzie sie cieszyl ze ktos widzi jego sukcesy w grach, a jezeli nie podejmie
                        tematu to byc moze jest inny problem, a komputer to ucieczka
                        • mathias_sammer do ziemiomorze i brattt1 07.10.05, 13:36
                          Helo,
                          przejrzalem Wasze wpisy i jedyne co wypada powiedziec, to skonczcie wreszcie z
                          tymi teoriami, a zajmijcie sie pratyka. Jesli Bea401 potrzebuje literatury
                          mozecie podac jej zrodla, wierze, ze umie czytac i bedzie miala na fachowe
                          dzila czsy, gdy jej moz zasiadze do gry komputerowej.

                          Nie probujcie tez po sasiedzku wywolywac manipulowanych awantur , ktore mialyby
                          byc erzatzem dyskusji na temat. Jest problem i wypadaloby sie ustosunkowac.



                          M.S.
                          • brattt1 Re: do ziemiomorze i brattt1 07.10.05, 13:58
                            Ty chyba nie za bardzo rozumiesz i niedokladnie czytasz, pisalem ze jestem po
                            jednej stronie barykady. To nie jest teoria, ale praktyka z pierwszej reki.
                            Dusputa teoretyczna jest odpowiedzia na problem Ziemiomorza. Post jest po to
                            zeby kazdy dolaczyl cos od siebie co uwaza, a ktos kto ma problem wyciagnal
                            wnioski. My sie wlasnie ustosunkowujemy do problemu, a ty narzucasz co mamy
                            robic a co nie. Ja pisalem o tym ze awantura rujnuje, wiec czytaj dokladniej,
                            jak zabierasz glos w sprawie
                          • ziemiomorze Re: do ziemiomorze i brattt1 07.10.05, 15:01
                            Jesli juz rozstawiamy sie po katach - ty sie mathias nie madraluj moze?
                            Teoria wyplywa z praktyki i odwrotnie - zeby zajac sie problemem autorki watku,
                            warto ustalic, czy istotnie jej maz jest 'uzalezniony' czy tez moze
                            uzalezniony. Ona, jak sadze, nie jest fachowcem.
                            Bea, jak wierze, potrafi sama wyciagnac wnioski - a pogryzione na papke owoce,
                            jak pisal jeden z oswieconych - to zadne pozywienie,
                            • bea401 Re: do ziemiomorze i brattt1 07.10.05, 15:54
                              Nie, nie jestem fachowcem i problem nie leży w tym czy jest to "uzależnienie"
                              czy uzależnienie. Tu nie chodzi o teorie. Ale jeśli ktoś gra średnio 7 godzin
                              dziennie i problem postaci w grze jest ważniejszy od problemu tych, którzy żyją
                              obok...Mozemy to nazwać innym słowem niż uzależnienie, może bardziej fachowo,
                              ale co to zmieni? Człowiek to nie tylko ciało, ale także dusza. A wiem, ze
                              problem ten dotyczy wielu piszących tutaj. I wiem, że mozna pokonać to, co ja
                              nazwałam uzależnieniem. Tylko chcę wiedzieć jak. A ten kto to przeżywa, lub ma
                              takiewydarzenia za sobą powie więcej niż najlepszy psychoterapeuta. :)
                              • kardiolog Re: 07.10.05, 17:41
                                "Ale jeśli ktoś gra średnio 7 godzin
                                dziennie i problem postaci w grze jest ważniejszy od problemu tych, którzy żyją
                                obok..."

                                Bea401, gdyby rzeczywiscie tak bylo, ze Twoj maz przedklada problem z gry nad
                                Wasze wpsolne zycie nie wykazujac zainteresowania rodzina, rzeczywistoscia -
                                wowczas jest to uzaleznienie. Tylko Ty bedzisz potrafila odpowiedziec na
                                pytanie, czy wazniejesza jest gra czy zycie poza play station...?

                                kardiolog
                              • assasino Re: do ziemiomorze i brattt1 15.10.05, 13:45
                                bea401 napisała:

                                > Nie, nie jestem fachowcem i problem nie leży w tym czy jest to "uzależnienie"
                                > czy uzależnienie. Tu nie chodzi o teorie. Ale jeśli ktoś gra średnio 7 godzin
                                > dziennie ...

                                I tak trzeba było od razu, bo głupie baby zwykle wymagają zaprzestania jakiejkolwiek rozrywki.
                                I dochodzi do żenujących problemów: godzina dziennie grania, czy kobieta? Jasne że godzina dziennie, niewolnictwu mówię nie. A twój mąż powinien się leczyć. 7h/dobę? Ja owszem grałem nawet 18h, ale 1 dzień, czasem nawet tydzień po 6h. Ale średnią mam w normie 3h, biorąc pod uwagę moją pracę (odb.tel+kwitki 3h/dobę) to mało. Pytanie jak długo on po tyle gra, bo jeśli więcej niż tydzień to już sprawa lekarska (psychiatryczna?).
        • gosik_p Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 10:01
          brattt1 napisał:

          > To tak jak z nalogowcem, ktorego sie rozdraznia mowiac mu zeby rzucil
          palenie,
          > lepiej obejsc ta kwestie, znalezc wspolny jezyk i przeprowadzic negocjacje,
          > ustepujac tylko kawalek pola, ale zdobywajec tez kawalek pola, niz wypowiadac
          > wojne, bo w wojnie obydwie strony sa poszkodowane. Jak kocha gry, to nigdy
          nie
          > przestanie, pozwolcie mu grac, pod kontrola i na wspolnie ustalonych
          > warunkach...

          swiete slowa, masz duzo racji. Moj mezczyzna jest uzalezniony, ale i ja sama
          jestem uzalezniona (ach, te strategie:)). Ale wytyczylismy sobie zasady i
          ustalilismy, ze priorytetem jest dla nas WSPOLNE spedzanie wolnego czasu.
          Spacerki, ogladanie filmow itd. Ja tez bylabym nieszczesliwa, gdyby moj Misio
          kazalby mi zrezygnowac powiedzmy z aerobiku. On tego jednak nie zrobi, bo wie,
          ze to jest cos, co mnie rozladowuje. Troche pokopie, potem w domu powycinam
          troche dzungli, pobuduje osiedla i wytracam cala negatywna energie. Dla niego
          zostaje to, co najlepsze:) i vice versa. Trzeba tylko zachowac odpowiednie
          proporcje, a wilk bedzie syty i owca cala:)
          • brattt1 Gosik 13.10.05, 11:35
            To jest wlasnie kwintesencja wszystkiego ;-) Rozne sa problemy i powody, ale
            proba organizacji zycia, moze bardzo duzo pomoc...
    • mathias_sammer Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 17:24
      bea401 napisała:

      > Mojego męża coraz bardziej pochłania gra komputerowa. Od pół roku jest to
      > praktycznie jego jedyne zajęcie w domu. Nasze małżeństwo się rozsypuje, nie
      > mamy praktycznie kontaktu, mąż jest nerwowy, rzadko ze sobą rozmawiamy. Czy
      > ktoś ma podobną sytuację i potrafi mi pomóc?


      Jesli zalezy Ci na mezu to mu pomoz, jesli nie to machnij reka.

      M.S.
      • bea401 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 18:10
        Machnąć ręką byłoby najprościej, ale fakt napisania tego postu swiadczy, że mi
        zależy....Ale teraz widzę, że nie muszę być w tym sama i coś jeszcze można
        robić. Okazuję niezadowolenie, ale już bez gniewu. Organizuję sobie czas, aby
        móć przeczekać i pokazuję do czego to prowadzi, na każdym kroku, by mógł
        widzieć, gdzie robi błąd. To prawda, że nie można się współuzależnić i trzeba
        mówić wciąż prawdę, ktora boli. No cóż...chirurg używa skalpela, ale psychika
        jest delikatną strukturą.
        Jest takie słowo jak asertywność, to szczera prawda bez emocji.
        Spróbuję :)
        • brattt1 Bea401..... 07.10.05, 08:40
          Mowie powaznie, patrze z 2giej strony barykady, bo jestem zacietym graczem, tez
          mialem problemy z tym, szukalem kazdej wolnej chwili na to zeby pograc, tylko
          dlatego, ze zona uprzykrzala mi zycie, mowila o dziecinadzie itd...Jak sie
          wprowadza zakazy, to az sie prosi zeby je lamac. Gralem po nocach jak spala,
          czekalem az wyjdzie z domu a ja bede sam...Ale jak zaczela akceptowac i dawac
          mi czas na granie...to cieszylem sie jak dziecko i po tych 2woch godzinach
          wracalem z poczuciem wypelnienia misji i spokojem ze bez stresu moglem
          poswiecic sie mojemu ulubionemu hobby. Zona ma teraz nad tym kontrole, a takze
          i mi juz w pewnym momencie sie odechcialo siedziec godzinami. Zakazany owoc
          najlepiej smakuje. Teraz jak mam pozwolenie to juz to mam zorganizowane. Jest
          jeszcze jedna sprawa, jezeli zamkniecie sie w sobie Twojego faceta wynika z
          czego innego, to sprobujcie jezeli ma dobra wole, albo sama udaj sie do
          psychologa rodzinnego. Ja nie jestem specjalista, ale psycholog moze pomoc
          (jezeli Ci na nim zalezy). Czasami sie wpada w sytuacje bez wyjscia i tylko
          ktos z zewnatrz moze pomoc. Jezeli to tylko problem gry to sytuacja nie jest
          taka grozna, jak cos innego....
    • c0la Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 06.10.05, 18:26
      mnie najbardziej wkurzaja ludzie ktorzy sa uzaleznieni od tv
      ilez mozna siedziec przy takim ryczacym pudle
      komputer to przy tym pestka
    • kardiolog Wylacznie do autorki postu 07.10.05, 12:05
      Zaczne od tego, ze widze, iz nie mozecie "zastartowac dnia" (do tych, ktorzy i
      tak przeczytaja, a czynia na boku zlosliwosci).

      Dlatego napisalem "wylacznie do autorki", iz chcialbym uniknac podsmiechujek i
      drwin z problemu, bo problem jest i choc proby zastanowienia sie bywaja
      niekiedy szalenie trudne warto podjac wysilek i je przeprowadzic.

      Beo401 nie ma tak, ze w domu, w ktorym kroluje uzaleznienie winna jest tylko
      jedna osoba. Nie chce, abys teraz spojrzala na problem pod katem szukania
      winnego, lecz zastanowila sie nad mozliwosciami poprawy.

      Napisalas, ze zalezy Ci na tym, zeby Twoj maz poradzil sobie z choroba.
      Osobiscie wierze w szczerosc Twoich pragnien. Jednak wiara i dobre checi to za
      malo, by zmienic stan rzeczy. Walka z uzaleznieniem to ciezka praca pelna
      wyrzeczen, codziennych upadkow, malych ale tez i coraz czestszych sukcesow.
      Moze stac sie tez tak, ze po latach walki o normalnosc na jej koncu spotka Cie
      porazka, ale zawsze bedziesz mogla powiedziec: "nie udalo sie, ale probowalam".

      Zanim zrobisz krok w kierunku pomocy zastanow sie nad wlasnym postepowaniem.
      Moze Ty, Beo401, systematycznie popelniasz jakis blad, ktorego efekty
      przekladaja sie na Twoja rodzine? A teraz dygresja i chwila do namyslu..

      Podam przyklad innego uzaleznienia - uzaleznienie od netu. Widzisz- juz samo
      nazwanie "uzaleznienie od netu" jest nieprawdziwe, dlatego tak niska jest
      skutecznosc leczenia i tak malo osrodkow pomocy. Specjalisci odnosza sie
      do "uzaleznienia od netu" w ten sam sposob jak do uzaleznienia od alkoholu czy
      narkotykow, a moim skromnym zdaniem jest to duzy blad w definiowaniu zjawiska.
      Oczywiscie, tak jak w przypadku innych uzaleznien, sukcesywnie daja znac o
      sobie zmiany w organizmie: otylosc, pogarszajacy sie wzrok, bole kregoslupa,
      bole glowy, zanik miesni, problemy z trawieniem; a psychicznie: utrata kontaktu
      ze swiatem rzeczywistym, rezygnacja z zycia w spoleczenstwie, izolacja od
      znajomych , przyjaciol, rodziny.

      Jesli "uzalezniony od netu" uda sie do najlepszego psychologa predzej czy
      pozniej uslyszy, ze musi calkowicie przerwac sesje lub inaczej odizolowac sie
      od "uzalezniacza". Idac tym tropem powinien wyrzucic komputer i powiesic na
      szyi kartke "jestem uzalezniony od netu, prosze nie wpuszczac mnie do cyber
      kafejek". Naturalnie upraszczam, uzalezniony musi przejsc kilkumiesieczna
      terapie, ktora w niektorych osrodkach jest najprawde dobrze prowadzona.

      Czytasz juz co chce powiedziec, a mianowicie alkohol czy narkotyki sa tylko
      sposobem rozwiazania jakiegos problemu (tak powie tez kazdy psycholog). Net
      jest tez wylacznie narzedziem, jesli problem zostanie rozwiazany gwarantuje Ci,
      ze "uzalezniony od netu" w ciagu 10 minut odstawi uczestnictwo w czatach,
      listach dyskusyjnych itp, nigdy juz nie wracajac do kontynuacji polaczen.

      Co zrobic jednak, gdy "uzalezniaczem" jest zywy czlowiek? Uzaleznionemu
      specjalisci powiedza: "- Ten uklad jest toksyczny, rani ciebie, cierpisz. W
      obronie siebie musisz zerwac kontakty z "uzalezniaczem"" . Sprobuja tez podjac
      sie dzialan majacych na celu redukcje spustoszen, jakie dokonaly sie w
      organizmie uzaleznionego. Brzmi dobrze i sensownie, nieprawdaz? Dlaczego wiec
      jest niemozliwe do wykonania?

      Odpowiem na pytanie: w tym wypadku specjalisci nie pomoga, pomoze jedynie
      osoba, ktora wspoluczestniczy w procesie uzalezniania.

      Bardzo mozliwe jest, ze druga osoba tez jest uzalezniona, wtedy teoretycznie
      nie maja szans na przerwanie zakletego kregu. Bedzie umacniany latami, a kazdy
      dzien bedzie stawal sie malenkim gwozdziem do trumny. Niekiedy pojawi sie
      rozsadek, otrzezwienie jednak zbyt slabe uczucie, by zmienilo istniejacy stan,
      wszelkie proby i checi dokonania zmian zostana zepchniete na boczny tor,
      zakrzyczane w glowie drobnymi radosciami wynikajacymi z obecnosci w necie. I
      kolo znow sie zamknie.

      Jaka przyjemnosc znajduje Twoj maz w grach, jaka przyjemnosc znajduje
      osoba "uzalezniona od netu"?
      W pierwszym wypadku to ucieczka przed rzeczywistoscia w tzw. przeczekanie.
      Jesli stworzysz mezowi alternatywe i zajmiesz go czyms innym zobaczysz, ze
      powoli oderwie sie od gier. Zaplanuj kilka niespodzianek typu wyjscie do kina,
      na spacer, spotkanie ze znajomymi, wyjazd weekendowy. Caly czas probuj stwarzac
      okazje do jego aktywnosci poza domem. Powinno zadzialac.

      W drugim przypadku sytuacja nie jest prosta i nalezy ja rozumiec nie tylko jako
      ucieczke przed rzeczywistoscia w swiat marzen, nawet za cena stwarzania pozorow
      normalnego zycia, lecz jako doslowna rezygnacje z zycia. Dlaczego niektorzy
      decyduja sie na rezygnacje z zycia nie majac odwagi popelnic samobojstwa?
      Okropnie brzmi, wszak trudno dostrzec roznice. A jednak sa. Oni wciaz maja
      nadzieje.

      Moze wiec warto zapytac o nadzieje/marzenia i wtedy poszukac drog ich
      realizowania?

      Przyklad: uzytkownik czatu- mezczyzna spotyka sie regularnie ( kilka godzin
      dziennie) z dziewczyna. Mowi, ze ja kocha, ze zyc bez niej nie moze, ze jest
      jego idealem itd. itp. Z uplywem czasu wychodza z uzytkownikow wady (net mimo
      wszystko ich nie ukrywa a odslania), ale tak jest nawet w normalnych zwiazkach,
      przy czym w tych ostatnich strony zadaja pytanie, do jakiego stopnia moga
      swoje wady zakceptowac, co trzeba zmienic.
      W przypadku wirtualnego funcjonowania wady sa czesto pieczolowicie
      pielegnowane, iz coraz rzadziej widoczna staje sie "jasna strona" ich
      osobowosci. A przeciez ona jest, nie zniknela, zostala tylko przygnieciona
      negatywnymi emocjami.
      Wracam do uzytkownikow czatu w kontekscie uzaleznienia: zalozmy (tylko teza),
      ze uczestnik czatu nie jest w stanie zaakceptowac wad uczestniczki i nie widzi
      sensu w przenoszeniu znajomosci do zycia realnego (lub odwrotnie, zamieniamy
      osoby). Nie chce osoby poznac, byc moze jest rozczarowany tym, co przeczytal,
      co ich laczylo, a pozniej podzielilo. No, ale co dalej? Jezeli rzeczywiscie tak
      jest dlaczego dalej podsyca nadzieje, dlaczego zwodzi slowami, dlaczego
      pozwala, by osoba czula sie z nim zwiazana? Czy z jego zachowania wynika troska
      o nia, czy zwykly egoizm? To, ze sam jest uzalezniony i nie moze wyrwac sie ze
      szponow netu jest zwykla wymowka. Znam jeden przypadek, w ktorym uczestnik
      czatu chcialby, aby uzalezniona uczestniczka zadbala o siebie, nie
      przesiadywala wielu godzin prowadzac sesje, bo zdaje sobie sprawe, ze bycie w
      sieci odbija sie negatwynie na jej zdrowiu oraz kontakcie z otoczeniem. A co
      robi? Gdy ona probuje robic krociutkie, weekendowe przerwy wysyla do niej listy
      z prosba o obecnosc, wysyla wyznania milosne, nazywa ja zona- a takie slowa
      bardzo wiaza..i uzalezniaja. W czym wiec objawia sie jego troska? A moze nie
      jest prawda jakoby uczestnik chcial, aby wyzwolono sie z nalogu, moze chory
      kregoslup, zaburzenia pracy serca, bezsennosc, bole glowy i kolan wystepujace u
      uczestniczki sa mu na reke? Moze sprawiaja mu przyjemnosc? Moze nie zalezy mu w
      ogole na jej zdrowiu fizycznym i psychicznym? A jesli stanie sie jej cos zlego
      (np. umrze) on bedzie sie cieszyl? Czy poczuje ulge? Czy tak wyglada troska o
      drugiego czlowieka?
      Oczywiscie on ma jakis problem, dlatego nie przenosi znajomosci z netu do
      rzeczywistosci. Dlaczego nie przenosi? Czy ma rodzine, ktora chroni przed
      wirtualnym uczestnictwem i nie dopusci do polaczenia sie tych dwoch swiatow? A
      jesli nie ma rodziny to czy strach przed wyjawieniem jakiegos sekretu, jest
      jedynym uczuciem, jakie determinuje jego czekanie?
      Tak czy inaczej, zaden z powodow wcale nie przeszkadza mu w pisaniu w necie
      o milosci do uczestniczki i nazywanie jej zona.

      Zatem, kocha sie naprawde probujac cokolwiek zrobic dla milosci albo oklamuje
      sie caly czas druga strone dla osiagania wlasnej przyjemnosci?

      Przeciez po drugiej stronie czatu jest czlowiek, ktory niezaleznie od tego czy
      sprawdzil sie w wyobrazeniach uczestnika jest istota zyjaca, myslaca, majac
      • kardiolog Re: Wylacznie do autorki postu, cd 07.10.05, 12:05

        Przeciez po drugiej stronie czatu jest czlowiek, ktory niezaleznie od tego czy
        sprawdzil sie w wyobrazeniach uczestnika jest istota zyjaca, myslaca, majaca
        pragnienia i nadzieje.

        Czy nie warto zatem zastanowic sie nad hierarchia wartosci: moj wlasny egoizm
        wyzej niz czyjes zdrowie i zycie? Kto powie, iz uczestnik jest slaby
        psychicznie? Jezeli jest aktywny w zyciu pozanetowym oznacza, ze nie jest slaby-
        a priori.

        W procesie wspol-uzaleznien zawsze wystepuje jednostka silniejsza i slabsza.

        To on jest jednostka silniejsza i TYLKO ON moze dokonac zmian, a kazda zmiana,
        jak amoze nastpic, bedzie juz tylko korzystna. Brak zmian bedzie katastrofa dla
        obojga.

        Kontynuujac- dalsze budowanie milosci z przeniesieniem jej do zycia realnego?

        Czy uda sie?

        Niewiadomo, ale zawsze bedzie mozna powiedziec "nie udalo sie, ale sprobowalem".

        Czy uswiadomienie drugiej stronie, iz stala sie piekna, ale tylko czescia
        wirtualnego zycia przy jednoczesnym zaprzestaniu skladania obietnic bez
        pokrycia?

        Jestem przekonany, ze uczciwie postawienie sprawy (wariant I lub wariant II)
        pomoze obojgu wyjsc z patowej sytuacji, w jakiej sie znalezli i nie bedzie
        potrzeby zaden psycholog rodzinny, terapeuta, a co gorsza psychiatra.

        Beo401, nie odpisuj, ze 70% listu jest nie na temat. Dla siebie znajdziesz
        porade. Mozesz w ogole nie odpisywac, choc chcialbym wiedziec co myslisz.

        Pamietaj o jednym- jesli kochasz lub nie kochasz TWOIM OBOWIAZKIEM jest pomoc
        czlowiekowi, ktory Tobie zaufal.

        A jesli dobrze zrozumialem na Twoje dzialania czeka juz nie tylko jedna osoba,
        lecz co najmniej dwie, a moze trzy...


        Zycze powodzenia!
        kardiolog
        • mathias_sammer Re: 07.10.05, 13:46


          Kardiologu, wczoraj w niemieckiej telewizji przelaczajac kanaly trafilem na
          program o nastolatkach, ktorzy poznali sie przez internet. Autorka programu
          (nie pomne nazwiska ani stacji) zaprosila do studia dziewczyny, ktore mimo
          uplywu 6-miesiecy nie spotkaly sie jeszcze z osobami poznanymi na czacie.
          Przyznaly, ze pokochaly osoby poznane na czacie.

          Autorka programu sprawila im niespodzianke (przynajmniej pierwszej osobie). W
          pewnym momencie na sale wszedl mlodzieniec, w ktorym bohaterka programu byla
          zakochana. Nigdy nie widzeli sie, nie mieli tez swoich zdjec.
          Choc sam show w sobie kiczowaty to przyznam , ze gdy zobaczylem te scene, to az
          mnie w gardle scisnelo. Dwoje ok wygladajacych ludzi, oni brzydcy, ani piekni,
          lekka tusza wpadli sobie w objecia i zaczeli plakac. Byli tak wzruszeni, ze nie
          mozna bylo prowadzic dalej programu, a prowadzaca nie wiedziala co zrobic. Do
          konca programu trzymali sie za rece, dziewczyna nie powiedziala ani slowa,
          usmiechala sie tylko wycierajac lzy "szczescia", bo tak je okreslila.
          Gdy redaktorka zapytala chlopaka, dlczego tak dlugo czekal powiedzial, ze bal
          sie konfrontacji, ze latwiej bylo mu mowic przez klawiature, ale cieszy sie, ze
          ktos pomogl mu podjac za niego tak wazna decyzje, przed podjeciem ktorej
          uciekal.

          Pisze o tym na marginesie dyskusji, a raczej do Bea401, zeby powaznie podeszla
          do problemu.

          Klaniam sie,
          M.S.
          • brattt1 Re: mathias_sammer 07.10.05, 14:10
            Ty chyba nie za bardzo rozumiesz i niedokladnie czytasz, pisalem ze jestem po
            jednej stronie barykady. To nie jest teoria, ale praktyka z pierwszej reki.
            Dusputa teoretyczna jest odpowiedzia na problem Ziemiomorza. Post jest po to
            zeby kazdy dolaczyl cos od siebie co uwaza, a ktos kto ma problem wyciagnal
            wnioski. My sie wlasnie ustosunkowujemy do problemu, a ty narzucasz co mamy
            robic a co nie. Ja pisalem o tym ze awantura rujnuje, wiec czytaj dokladniej,
            jak zabierasz glos w sprawie
        • bea401 Re: Wylacznie do autorki postu, cd 07.10.05, 15:34
          Kardiologu, widzę starasz się być bardzo delikatny pisząc do mnie i ten problem
          traktujesz z powagą. Nie uważam, że cokolwiek tutaj jest nie na temat. Tak,
          wiem, że ja też popełniam błedy, systematycznie. Wiem, że emocje, czasem
          poczucie bezradności- myśląc co będzie dalej- nie jest dobre. Ale ja szukam
          błedów też w sobie, po to też tu piszę.
          Nie chce niczego niszczyć a sam wiesz jak łatwo jest słowem ogłaszać wyroki,
          wpływać na czyjeś życie.
          Bładzę, ale próbuje.
          Pozwolę sobie jednak zapytać Ciebie o coś. Czy byłeś uczestnikiem wirtualnego
          zycia o jakim piszesz? Możesz odpowiedzieć mi również na pocztę lub nie
          odpowiadać. Zrozumiem. Pozdrawiam.
          • brattt1 Bea 07.10.05, 15:54
            Ale czy uwazasz ze wina jest gry komputerowej, bo go tak wciaga (taki problem i
            tytul postu jest) i dlatego sie masz problem w malzenstwie, czy masz problemy w
            malzenstwie i Twoj maz dlatego uciekl w swiat gier?? Bo ja juz nic nie
            rozumiem. Czy moze probujesz znalezc rozwiazanie w czym jest problem?
            • brattt1 Re: Bea 07.10.05, 16:04
              Sry Bea ze tak kombinuje, ale naprawde chcialbym pomoc, bo widze ze to bardzo
              przezywasz. Ja jestem ta 2ga strona, tez mialem rozne problemy, tego typu
              miedzy innymi, moje spojrzenie moze jest jakims odzwierciedleniem tego co moze
              Twoj maz mysli, a moze jest to glebszy problem. Nie wiemy tego, ale probujemy
              dojsc. Glebsze problemy tez juz przezylem. Gra pomaga wyluzowac, moze nie
              odwrocic sie od problemu ale wyluzowac nieustanne napiecie. Strach ma wielkie
              oczy i niekoniecznie musi byc tragedia, warto sprobowac zawsze od tego co
              proste, a pozniej sie zaglebiac jak to nie skutkuje...;-)
              • bea401 Re: Bea 07.10.05, 18:02
                Dzieki, że kombinujesz, bo poznać problem, to znaczy zrozumieć drugą stronę.
                Jeszcze nic zlego sie nie wydarzyło, ale nie można czekać biernie udając, ze nic
                sie nie dzieje. Szukajmy więc rozwiązań, może faktycznie jest proste.
            • bea401 Re: Bea 07.10.05, 16:09
              Już mówiłam, czy będzie to ta gra, czy inna to nie istotne. Dlatego nie podaję
              tytułu tej gry. Bo nie chcę dyskusji, czy to fajna gra, czy są lepsze. Problem
              jest zawsze bardziej złożony, ale nie możemy rozwiązywać wszystkiego na raz.
              Małe kroki.
              Kiedyś mąż grał po 2 godziny dziennie, czasem w nocy, dlaczego nie? Nie mam nic
              przeciwko grom, robieniu tego, co się lubi. Nie, gra nie jest winna, to absurd.
              Wszystko zależy ile czasu zajmuje ona w życiu i co staje sie proirytetem. Nie
              znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Staram się podawać istotne fakty.
          • kardiolog bea401 07.10.05, 17:36
            Kardiologu, widzę starasz się być bardzo delikatny pisząc do mnie i ten problem
            traktujesz z powagą. Nie uważam, że cokolwiek tutaj jest nie na temat. Tak,
            wiem, że ja też popełniam błedy, systematycznie. Wiem, że emocje, czasem
            poczucie bezradności- myśląc co będzie dalej- nie jest dobre. Ale ja szukam
            błedów też w sobie, po to też tu piszę.
            Nie chce niczego niszczyć a sam wiesz jak łatwo jest słowem ogłaszać wyroki,
            wpływać na czyjeś życie.
            Bładzę, ale próbuje.
            Pozwolę sobie jednak zapytać Ciebie o coś. Czy byłeś uczestnikiem wirtualnego
            zycia o jakim piszesz? Możesz odpowiedzieć mi również na pocztę lub nie
            odpowiadać. Zrozumiem. Pozdrawiam.

            +++++++++++++++++
            Beo401, traktuje temat z powaga wychodzac z zalozenia, iz kazdy ma prawo do
            bledu oraz do szansy, by blad naprawic.

            Jezeli zdajesz sobie sprawe i potrafisz bledy definiowac to jestes juz w
            polowie drogi do wlasnego sukcesu. Twoj sukces wplynie na pozytywne stosunki w
            domu.

            Nie, nie bylem, znam jednak kogos, kto uczestniczy w opisywanej historii,
            historia wiec jest jak najbardziej prawdziwa.

            Rowniez pozdrawiam,
            kardiolog


        • nikt_osia Re: Wylacznie do autorki postu, cd 07.10.05, 17:59
          > Pamietaj o jednym- jesli kochasz lub nie kochasz TWOIM OBOWIAZKIEM jest pomoc
          > czlowiekowi, ktory Tobie zaufal.

          szkoda, ze nie wszyscy myslą tak jak Ty
          • kardiolog Re: Wylacznie do autorki postu, cd 07.10.05, 18:03
            Najwazniejsze, by moc powiedziec sobie "nie wyszlo, le probowalem/am"

            Ogromna satysfakcja dla siebie samego, pozwalajaca nigdy nie czuc sie samotnym-
            tylko samym z wyboru.

            kardiolog
            • bea401 Re: Wylacznie do autorki postu, cd 08.10.05, 10:27
              kardiolog napisał:


              >
              > Ogromna satysfakcja dla siebie samego, pozwalajaca nigdy nie czuc sie
              samotnym-
              >
              > tylko samym z wyboru.
              >
              > kardiolog
              ....ciekawie to ująłeś.Widzę, że potrafisz dokonywać wyborów. :)
              • kardiolog Re: Wylacznie do autorki postu, cd 10.10.05, 15:36
                kardiolog napisał:


                >
                > Ogromna satysfakcja dla siebie samego, pozwalajaca nigdy nie czuc sie
                samotnym-
                >
                > tylko samym z wyboru.
                >
                > kardiolog
                ....ciekawie to ująłeś.Widzę, że potrafisz dokonywać wyborów. :)


                Beo401, ja potrafie dokonywac wyborow, ale czy Ty jestes w stanie podjac
                jakakolwiek decyzje...?
                Fakt, ze nazwanie problemu po imieniu jest juz polowa sukcesu, gorzej, gdy
                zatrzymamy sie wylacznie na definicji i okresleniu objawow nie czyniac nic
                wiecej. Wtedy mamy do czynienia z duza gorzsa sytuacja, niz nieswiadmosc i
                niewiedza. Wiesz dlaczego? Pomysl.


                Klaniam sie,
                kardiolog
                • bea401 Re: Wylacznie do autorki postu, cd 10.10.05, 18:03
                  Tak, podejmę decyzje. Oczywiście, ale wszystko wymaga czasu i przemyślenia. To
                  wszystko jest delikatne, ale to już kwestia dni, wierzę w pozytywne
                  rozwiązanie. A dlaczego teraz nie mogę sie zatrzymać nie robiąc nic? To by
                  oznaczało zlekceważenie wszystkiego i oznaczałoby, ze tak naprawdę nie zależy
                  mi. Bo wiedziałabym, ale nie podjęła zadnych kroków.
                  Dzięki, klaniam się.
                  • kardiolog Re: Wylacznie do autorki postu, cd 12.10.05, 16:39
                    I jeszcze jedno. Spotkalem sie z komentarzem dotyczacym klamstwa w przypadku
                    uzaleznien alkoholowych. Uzalezniony oklamujac otoczenie nie czuje zazenowania,
                    dlatego proby mowienia, ze jest cos nie tak nie maja sensu. Jest to informacja,
                    ktorej odbior trafia w pustke. Uzalezniony odczuwa satysfakcje, jesli uda mu
                    sie oszukac kogos zapominajac, ze oszukuje przede wszystkim SIEBIE, a nie
                    swiadkow znajdujacych pochowane butelki. Oczywiscie zawzse znajdzie
                    wytlumaczenie na tzw wyzsza koniecznosc ich posiadania. O tym tez juz pisalem.

                    Napisz, czy cos zmienilo sie od tamtego czasu, czy rozmawialas z mezem o
                    problemie?

                    kardiolog
                    • kardiolog Beo401, 12.10.05, 17:05
                      Nie moge dluzej czekac na Twoja odpowiedz, ale ilekroc bede na forum ZAWSZE
                      poszukam watku, a w nim odpowiedzi od Ciebie. Zawsze tez bede podnosil ten
                      temat.

                      Licze na Twoj akces.

                      Klaniam sie,
                      kardiolog
                      • bea401 Re: Beo401, 12.10.05, 19:26
                        Kardiologu, wybacz moje milczenie, ale wylączyliśmy wczoraj kompy w domu. Mąż
                        od 3 dni nie dotyka komputera. Ja jestem teraz u koleżanki, nie chcę korzystać
                        z netu w domu a czuję się zobowiązana odpowiedzieć na forum. Nie wiem jak
                        będzie dalej, ale te 3 dni to już dużo aby zobaczyć co się zmienia w życiu. To
                        już pierwszy sukces. Pojawila się nadzieja. Będę pisać co dalej.
                        Klaniam się i dziękuję.
                        • kardiolog Re: Beo401, 13.10.05, 13:19
                          "Kardiologu, wybacz moje milczenie, ale wylączyliśmy wczoraj kompy w domu. Mąż
                          od 3 dni nie dotyka komputera. Ja jestem teraz u koleżanki, nie chcę korzystać
                          z netu w domu a czuję się zobowiązana odpowiedzieć na forum. Nie wiem jak
                          będzie dalej, ale te 3 dni to już dużo aby zobaczyć co się zmienia w życiu. To
                          już pierwszy sukces. Pojawila się nadzieja. Będę pisać co dalej.
                          Klaniam się i dziękuję."

                          Beo410, przeczytalem- odpisuje na szybko- musze do dentysty, ale zajrze w
                          przyszlym tygodniu, bo w weekend nie bede zagladal. Jezeli jest nadzieja na
                          zmiane, to staraj sie jej "nie zabijac".

                          I jeszcze cos bardzo, ale to bardzo waznego w prowadzeniu terapii dla
                          uzaleznionych. Jesli "wybacz moje milczenie, ale wylączyliśmy wczoraj kompy w
                          domu. Mąż
                          od 3 dni nie dotyka komputera." to prawda- to uda sie. Natomiast, gdy Twoje
                          slowa sa klamstwem majacym na celu wybielenia partnera w imie milosci it.,
                          proba usprawiedliwienia jego slabosci,nalogu, uwiazania- przegralas. Nie tylko
                          bedziesz nieskuteczna, lecz odniesiesz odwrotny skutek od zamierzonego. Jesli
                          sklamalas okazalas tym samym slabosc, wrociliscie do punktu wyjscia i on ze
                          swoim nalogiem ma Cie w garsci.


                          Jezeli zobaczysz, ze gra, a swoja obecnosc w grze usprawiedliwia
                          przyczynami "to zmienia postac rzeczy"., "tej gry nie znalem a jest bardzo
                          wazna, nie moge jej pominac", "to zagranie jest warte zycia lub smierci" pomysl
                          jak bylo dzien wczesniej. Jak bylo jeszcze wczesniej. Zastanow sie, czy zawsze
                          znajduje powod, dla ktorego "MUSI" grac, powod, ktory uniemozliwa mu odlozenie
                          gry na bok i pojscie na spacer. Jesli codziennie tak jest to sa to modelowe
                          symptomy uzaleznienia.

                          Tak, jak napisalem wczesniej- albo chchesz mu pomoc i wyleczyc go albo chcesz
                          jego trwania wnalogu, bo jest ten stan, ktory de facto Ci odpowiada.

                          Decydujac sie na zmiane musisz byc konsekwencja.

                          Musze juz isc.
                          Klaniam sie,
                          kardiolog
                          • brattt1 Re: Beo401, Kardiolog!!! 13.10.05, 16:03
                            Kardiologu
                            Pewnie starasz sie pomoc, tak jak i ja chcialym wniesc cos od siebie, ale
                            wydaje mi sie ze bardzo wiklasz i motasz sprawe. Zaglebiasz sie, robisz
                            wnikliwe teoretyczne analizy. Czytajac twoje analizy mozna sie pogubic. Sprawa
                            sie bardzo robi zawiklana z powodu podejscia do problemu. Tak, ze czlowiek
                            zdrowy moze sie rozchorowac. Czesto najprostrze techniki sa najskuteczniejsze.
                            Sprawa jest w pewnym sensie prosta, ze wzgledu na analize problemu. Bea musi
                            wiedziec, z jakiego powodu jej maz pograza sie w grach. Musi dojsc do tego, a
                            nie szukac u siebie bledow. Widze, ze i ona zaczyna coraz bardziej sie
                            pograzac, moze obwiniac, a moze szukac dziury w calym. Po prostu musi
                            obserwowac, ewentualnie porozmawiac na neutralnym gruncie (moze najpierw na
                            luzie, popytac o gre itd, jak nie poskutkuje to zapytac "co sie znami dzieje,
                            bo sie martwie i przezywam"), ale ciagle zastanawianie sie nad wlasna wina, lub
                            filozofowanie, moze spowodowac niepotrzebne dodatkowe komplikacje i bardziej
                            zaszkodzic niz pomoc.

                            Jezeli nie bedzie mogla pojsc po najprostrzej lini oporu i nie zdiagnozuje
                            problemu, to wtedy dopiero mozna sie wiklac, moze udac sie do psychologa
                            rodzinnego. Ja nadal nie wiem do konca jakie sa powody, motywy. Mezczyzni to
                            bardzo prostolinijne stworzenia i duzo mniej skomplikowane niz kobiety,
                            aczkowleik odbierajace na innych falach. Rozwiazanie moze byc bardzo proste.
                            Sposob podejscia do sprawy tez. To tak jak w tym kawale:

                            Ona:
                            wrocil do domu, nie odzywa sie, widze ze jest zdenerwowany, nie wiem co sie
                            dzieje, wzial sobie puszke piwa i siedzi przed telewizorem , patrzac tempym
                            wzrokiem. Probowalam sie odezwac, ale chyba nie powinnam, a moze powinnam.
                            Cierpie...Poszlam do sypialni sama, plakalam, bo nie wiem cos ie stalo.
                            Przyszedl w nocy, objal mnie przyutulil, kochalismy sie. Ale pozniej zasnal bez
                            slowa itd itd...(z pamieci opowiadam)
                            On:
                            Legia przegrala, ale przynajmniej byl sex.

                            Schemat myslenia, inne fale...Bea sprobuj pomyslec w naszych kategoriach!!!
                            • mathias_sammer Re: Beo401, Kardiolog!!! 13.10.05, 17:33
                              "Schemat myslenia, inne fale...Bea sprobuj pomyslec w naszych kategoriach!!!"

                              Brattt1 napisal.

                              Beo, masz pomyslec w kategoriach czlowieka uzaleznionego czy mezczyzny?
                              Bo jesli uzaleznionego to napij sie wodki i graj przy okazji rozgrzeszajac oraz
                              usprawiedliwiajac uzaleznionych.

                              M.S.
                              • komandos57 poczytajcie.....kapelusz pisze wam 13.10.05, 22:29
                                mathias_sammer napisał:
                                graj przy okazji rozgrzeszajac oraz
                                >
                                > usprawiedliwiajac uzaleznionych.
                                >
                                > M.S.

                                xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                                wyjatkowo toporny kapelusz.w nagrode....gumowy ogor i klap z buta w siedzisko.
                                • mathias_sammer Re: poczytajcie.....kapelusz pisze wam 14.10.05, 11:55
                                  komandos57 napisał:

                                  > mathias_sammer napisał:
                                  > graj przy okazji rozgrzeszajac oraz
                                  > >
                                  > > usprawiedliwiajac uzaleznionych.
                                  > >
                                  > > M.S.
                                  >
                                  > xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                                  > wyjatkowo toporny kapelusz.w nagrode....gumowy ogor i klap z buta w siedzisko.



                                  Komka, zdecyduj sie: woz albo przewoz. Milczysz albo rozmawiasz, hahahah

                                  A tak na marginesie- co Ty ciagle z tym ogorem i pchaniu go w dziurke? Fetysz
                                  jakis, czy co?:)

                                  M.S.
                              • brattt1 Re: Beo401, Kardiolog!!! 14.10.05, 11:13
                                To co nam sie wydaje, ze mysli i czuje 2ga osoba, a to co naprawde czuje ta
                                osoba, to moga byc dwie rozne sprawy. Im lepiej wiesz jakie sa motywy
                                postepowania 2giej osoby, tym latwiej jest podjac wlasciwe decyzje. Bea mysli
                                ze maz jest uzalezniony, a moze nie moze zniesc malzenstwa i ucieka w inny
                                swiat. Wtedy Bea bedzie walczyla z "uzaleznieniem" a tymczasem powinna poszukac
                                sobie kogos innego albo cos zmienic we wzajamenych relacjach. Lub ...Bea mysli
                                ze jej maz juz jej nie kocha, a on po prostu moze byc wielkim fanem gry i
                                uwielbia grac. Diagnoza problemu to punkt wyjscia.

                                A ty Mathias sam sie wodki napij...

                                A ty Mathias sam sie napij wodki...
                                • mathias_sammer Re: Beo401, Kardiolog!!! 14.10.05, 11:54
                                  Jeszcze nie, ale wieczorkiem napije sie zubrowki, bo mi nawiezli z Polski, bo
                                  sprzedawana w Niemczceh Grasovka jest oszukana.
                                  Mniam.

                                  M.S.
                                  • brattt1 Re: Beo401, Kardiolog!!! 14.10.05, 12:10
                                    Wole krupnik....a teraz mi przywiezli z Polski Jarzebiak heheh ;)
                                    • mathias_sammer Re: Beo401, Kardiolog!!! 14.10.05, 12:14
                                      Mnie przywiezli przy okazji party, ktore mialem, hehehehehe.

                                      M.S.
                                      • cham_ten_sam [...] 14.10.05, 12:15
                                        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                            • kardiolog Re: Beo401, Kardiolog!!! 13.10.05, 18:10
                              Uproszcze:
                              od nich obojga zalezy, czy poradza sobie z nalogiem. Jesli nic nie zmienia,
                              Bea401 bedzie wspoluzalezniona i ich malzenstwo rozpadnie sie predzej czy
                              pozniej.
                              Jezeli nie radza sobie z problemem powinni poszukac profesjonalnej pomocy
                              terapeuty.
                              Czy cokowiek zrobia i zmienia- zalezy wylacznie od nich.

                              Czy wyrazilem sie dostatecznie zwiezle i jasno, czy bardziej uproscic?


                              kardiolog
                              • bea401 Re: Beo401, Kardiolog!!! 13.10.05, 20:28
                                Kardiologu, musze odpowiedzieć Ci na kilka kwestii.
                                Nie klamalam mówiąc o wyłączeniu kompów w domu. Nie chcę niczego wybielać,
                                usprawiedliwiać. Zbyt dobrze zdaję sobie sprawę, jak daleko wszystko zaszło,
                                żeby sie wycofać. Jednak mam nadzieję,że uporamy się z tym. I tego szukam tutaj.
                                Rozmawiam co dzień z męzem stanowczo lecz delikatnie pokazując mu problem.
                                Pokazując do czego prowadzi brak jego zaangażowania w dom. Wiem jedno, nie
                                czuję się już w tym zagubiona i nie czuję złości. A to dużo. Móc reagować bez
                                gniewu, emocji. Zobaczymy co przyniesie następny dzień. Czekam na nowe posty.
                                Kłaniam się.
                              • brattt1 Re: Beo401, Kardiolog!!! 14.10.05, 10:59
                                No i oto chodzi, teraz bylo zwiezle i jasno. Od razu mogles tak napisac,
                                zamiast pisac wypracowania (z calym szacunkiem do Ciebie). Tylko skad wiesz ze
                                to nalog, a moze problemy innej natury, moze to ucieczka?? Bo do tej pory nie
                                mozna tego za bardzo zdiagnozowac. Jestes przekonany ze wiesz co tam sie
                                dzieje. Ja nie, nie za bardzo wiem jakie sa motywy takiego postepowania. Poza
                                tym troche lejesz wode. Oczywiscie ze wszystko zalezy od nich samych itd. Tylko
                                czy takie stwierdzenie cos zmienia? Nie odkrywasz nic nowego. Wydaje mi sie,
                                ze sugestie w tej sprawie powinny wynikac glownie z doswiadczenia w 2giej
                                kolejnosci z teorii. Przyklady odciagaja od tematu. Najpierw trzeba poznac
                                przyczyny. Ja myslalem ze znam przyczyny, wiec mowilem co myslalem, ale teraz
                                juz nie za bardzo wiem.
                          • mathias_sammer Re: Beo401, 13.10.05, 17:29
                            Kardiologu, z tego strachu przed dentysta dostales skurczu jezyka i palcow-
                            tak..tak.. Kali pisac co myslec, Kali pisac co wiedziec:)

                            A co do tresci: Po co formie tresc, po co cemnet w betoniarce?- pytanie przy
                            okazji.

                            Dam prawdziwy przyklad z zycia- nic bardziej fajnego jak uzalezniony partner,
                            ktorego trzyma sie w garsci. Wiesz, jak moja mama wypila kilka glebszych
                            stawala sie wesola, towarzyska i wtedy ojciec ja uwielbial, gdyz chetnie
                            chodzila z nim kochac sie do sasiedniego pokoju. Gorzej bywalo nietety, gdy ona
                            po stosunku wypila jeszcz jedna butelke. Wtedy juz nie byla kochana i
                            wspaniala, wtedy byla juz alkoholiczka i szmata, ktora pogardzal.

                            Dlatego moja milosc, raczej jej brak i brak szacunku rodzielilem po rowno- wg
                            schematu medycznego.


                            Mam nadzieje, ze Bea401 cos zarzadzi np. wezmie meza na urlop lub tez pojada
                            gdzies na weekend. Moze wykupia wycieczke na narty lub sanki na Swieta Bozego
                            Narodzenia?

                            A jesli nic nie zrobi? No coz....:)

                            M.S.
                            • kardiolog Re: Beo401, 13.10.05, 18:04
                              mathias_sammer napisał:
                              Gorzej bywalo nietety, gdy ona
                              >
                              > po stosunku wypila jeszcz jedna butelke. Wtedy juz nie byla kochana i
                              > wspaniala, wtedy byla juz alkoholiczka i szmata, ktora pogardzal.
                              >
                              Mathiasie, wybacz, ze pozbawie Cie wyjatkowosci przezyc. Tu masz przyklad
                              wspoluzaleznienia, dotyczy tez kobiet uazleznionych mezczyzn.
                              Przepraszam, ale to standard, norma, nic ponadto.


                              Dali mi dwa znieczulenia, jestem otepialy i nie moge mowic, ale ide juz do
                              domku.

                              kardiolog
                              • kowianeczka kardiologu 14.10.05, 10:07
                                Jestes jednyna osoba, na forum, ktora wie, jak rozwiazac problem, zdajac sobie
                                jednoczesnie sprawe, ze problem lezy gdzie indziej.
                                Dziekuje Ci za pomoc kilku dzieciakom, dziekuje za pomoc pewnej rodzinie.
                                Tych sukcesow nikt nigdy Ci nie odbierze.

                                Rozwiazanie jest tak proste, tak banalnie proste... Rzecz w tym, ze zbyt zawila
                                droga do niego prowadzi, iz latwiej zrezygnowac, niz sprobowac dojsc do
                                upragnionego celu.

                                Milego weekendu,

                                kowianeczka
                                (czytam wlasnie fragm. ksiazek, ktore maja wkrotce sie ukazac. Szukalam
                                czegos innego na nasze forum ( Edmonda Jabesa, ale niewiele jest po polsku.
                                Czytales "Ksiege pytan"?)
    • sdfsfdsf Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 07.10.05, 16:08
      a ja sie od sniadania uzaleznilem, i ani rusz co rano musze zjesc
      kobiety zwykle przegrywaja z grami komputerowymi i gazetkami typu playboy
      a potem dzwonia do radia lub pojawiaja sie w programach tv traktujacych o
      uzaleznieniach od komputera, pornografii, wplywu gier na przemoc itp. itd.,
      nie moga zniesc swiadomosci ze cos moze byc bardziej interesujace od nowych
      pantofelkow
      • bea401 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 07.10.05, 16:12
        sdfsfdsf napisał:

        > a ja sie od sniadania uzaleznilem, i ani rusz co rano musze zjesc
        > kobiety zwykle przegrywaja z grami komputerowymi i gazetkami typu playboy
        > a potem dzwonia do radia lub pojawiaja sie w programach tv traktujacych o
        > uzaleznieniach od komputera, pornografii, wplywu gier na przemoc itp. itd.,
        > nie moga zniesc swiadomosci ze cos moze byc bardziej interesujace od nowych
        > pantofelkow
        Chłop odzwyczajał tydzień chłopa od żarcia, koń sie prawie przyzwyczaił, ale
        zdechł. Myślisz w podobny sposób. Powodzenia.
        • kroplarosy1 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 10.10.05, 11:43
          Najłatwiej przyzwyczaić się do własnego bezsensu i pustki. Jeśąli komuś
          wystarcza gazetka, sniadanko i ciepłe kapcie...można i tak.
          • mathias_sammer Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 10.10.05, 11:47
            W tym watku wystarcza jeszcze mniej. Monitor i tylko monitor a w nim ruchome
            obrazki, hahahaha.

            M.S.
      • beybey Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 13:33
        Zaklej monitor biala kartka i napisz na niej P L S.243.1
        Jak sie spyta co to jest - nic nie mow,nie odpowiadaj na to pytanie.Poza tym
        zachowuj sie normalnie.
    • tumoi Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 10.10.05, 13:36
      Były mąż namiętnie oglądał sport w telewizji (internet nie był jeszcze wtedy
      tak powszechny)- do późna w nocy, wstawał o 4 rano, ale gdy miał coś zrobić dla
      domu, dla mnie, dla dziecka to nie miał czasu lub był zmęczony. Gdy pokojowe
      sposoby nie zadziałały a on stał mi się całkiem obcy - odeszłam. Choć minęło
      kilka lat on do tej pory żałuje, że m.in. przez telewizję mnie stracił. Teraz
      ma duuuużo czasu na oglądanie sportu, tyle, że...nie stać go na satelitkę czy
      inną cyfrę+. Parę razy byłam u niego niezapowiedziana - telewizor za każdym
      razem był wyłączony.
    • kardiolog Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 12.10.05, 16:34
      Mój mąż cały czas spędza przed komputerem…



      Witam!
      Jestem mężatką od 3 miesięcy, mam 23 lata. Od kilku tygodni obserwowałam męża i
      zauważyłam ze coraz trudniej jest mu oderwać się od komputera. W końcu w
      ubiegły wtorek wyznał mi, że to jest jak narkotyk, że nie może wytrzymać bez
      komputera i internetu nawet, jeśli nie ma nic ważnego do sprawdzenia nie
      potrafi nie siedzieć przed komputerem. Poprosił abym mu pomogła, bo sam sobie
      nie może z tym poradzić. Ja długo się nad tym zastanawiałam, ale ciężko mi jest
      znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie, bo zwykle wyłączenie komputera to nie jest
      rozwiązanie. Bardzo proszę o pomoc, o radę. Bardzo kocham mojego męża i nie
      mogę żyć ze świadomością, że on coraz bardziej popada w to uzależnienie a to
      powoduje, że zaczynamy się od siebie oddalać. Będę bardzo wdzięczna za
      jakakolwiek poradę.


      Witaj,
      Z tego co opisujesz, można przypuszczać, że mąż jest uzależniony od komputera -
      określamy to uzależnienie jako siecioholizm lub cyberzależność. Wymieniasz
      niektóre objawy: nie możność oderwania się od tego medium, zawężony sposób
      funkcjonowania tylko sprowadzający się do komputera. Osoby uzależnione
      odczuwają przymus korzystania z Internetu, grania na komputerze, potrzebują
      coraz dłuższego czasu korzystania z Internetu celem uzyskania zadowolenia, po
      jakimś czasie pojawia się wyraźny, stopniowy spadek satysfakcji osiąganej przez
      tę samą ilość czasu przebywania w sieci, czyli zwiększa się tolerancja i
      potrzeba jeszcze większej dawki, aby doświadczyć satysfakcji psychicznej.
      Często przekraczają planowany wcześniej czasu korzystania z Internetu.
      Poświęcają dużą ilości czasu na wykonywanie czynności związanych z Internetem
      (np. kupowanie książek na temat Sieci, testowanie nowych przeglądarek stron
      www, porządkowanie ściągniętych z Internetu materiałów, plików, programów
      itp.). Zmniejszają lub rezygnują z aktywności społecznej, zawodowej lub
      rekreacyjnej na rzecz Internetu. Korzystają z Internetu pomimo doświadczania
      trwałych bądź narastających problemów somatycznych (fizycznych),
      psychologicznych lub społecznych, spowodowanych lub nasilających się w związku
      z korzystaniem z Sieci (np. ograniczenie czasu snu, występowanie problemów
      rodzinnych, spóźnianie się do pracy i na spotkania, zaniedbywanie obowiązków,
      rezygnacja z innych istotnych działań). Kiedy te osoby próbują odstawić lub
      ograniczyć to pojawiają się przykre objawy, które nazywa się zespołem
      abstynencyjnym. Te objawy to:
      - pobudzenie psychoruchowe,
      - niepokój lub lęk,
      - wyraźne obniżenie nastroju,
      - obsesyjne myślenie o tym, co się dzieje w Sieci,
      - fantazje i marzenia senne na temat Internetu,
      - celowe lub mimowolne poruszanie palcami w sposób charakterystyczny dla
      pisania na klawiaturze.
      Osoby uzależnione od Internetu wymagają pomocy psychoterapeutycznej, stąd np. w
      Stanach Zjednoczonych powstało wiele instytucji specjalizujących się w tego
      rodzaju terapii. Do najbardziej znanych należą The Center for On-Line Addiction
      w Pittsburghu założone w roku 1995 przez Young oraz Computer Addiction Services
      w Belmont. Psychiatra Goldberg z Columbia University utworzył internetową Grupę
      Wsparcia dla Osób Uzależnionych od internetu. Powstała także grupa Anonimowych
      Siecioholików (ang. Netaholics Anonymous). Opracowano też wersję "Dwunastu
      Kroków" dla uzależnionych od Internetu, opartą na doświadczeniach Anonimowych
      Alkoholików. Istnieją również grupy Chataholics Anonymous, czyli osób
      uzależnionych od rozmów przez Internet Zachęcam do kontaktu z placówką
      psychoterapeutyczną, zajmującą się uzależnieniami, gdyż listownie nie da się
      leczyć.

      Serdecznie Cię pozdrawiam
      Marcin
      Internetowa Poradnia IPZ
      -----------------------------------

      Bea401, przeczytaj co radza specjalisci, przeczytaj zwlaszcza ostatnie zdanie.

      Powiedz mi, czy cokolwiek zmienilo sie w Twoim zyciu od chwili, gdy po raz
      pierwszy zwrocilas sie po pomoc z tym problemem.

      kardiolog
    • lspider Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 01:07
      Jakieś dwa miesiące temu rozstałem się z kobietą, którą byłem trzy lata.
      Poświęcałem jej za mało czasu. Cały dzień po pracy siedziałem przed komputerem.
      Nie gram w gry, tylko „majsterkuje” przy kompie i programuje dla zabawy, siedzę
      na forach poświęconych tematyce związanej z informatyką. To zawsze było moim
      hobby. Jednak chyba kiedyś przerodziło się w nałóg…
      Moja kobieta odeszła i nawet nie chce ze mną rozmawiać. ;( Nie okazywałem jej
      miłości, rzadko wychodziliśmy, tylko nieustannie siedziałem przy komputerze. Nie
      miałem czasu zrobić zakupy, czy cos posprzątać. Jadłem przy komputerze. Ona sama
      siedziała w drugim pokoju, albo szła do siostry.
      Dopiero po rozstaniu zrozumiałem jak Ja traktowałem. Bardzo ją kocham i teraz
      wiem, że zrezygnowałbym dla niej z komputera. Niestety już jest za późno…
      Paweł
      • pan-cerfaust Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 08:53
        wgraj mu robaka lub virusa. najlepiej takiego przy pomocy którego jego komendy
        będą znaczyły coś zupełnie innego z zamierzonymi. długo tego nie wytrzyma. albo
        zwariuje, albo wróci po pomoc do ciebie.
      • twin6 Re: Mąż uazleżnił się od gry komputerowej. 13.10.05, 08:59
        joł!
        Też grałem w ogame (131 miejsce na 10 tys ludzi więc racze sporo schodziło
        hehe) To samo co tu panie piszecie. I to jak nie taka gra to inna. Sieciówki,
        single i wszystko co się da. Co do ogame to wiadomo flota pada i koniec
        grania :). Rzucałem to kilka razy ale nie sposób wierzcie mi. Moja ukochana
        żoneczka też się wkurzała tak jak wy.
        Problem rozwiązałem na szczęście sam. Należy znaleść sobie jakieś zastępcze
        zajęcie, jakieś hobby coś takiego. Osobiście kupiłem sobie 40 filmów na DVD (4
        zł sztuka hehe polecam) i zacząłem oglądać z żoną. Rozmawiać sobie w trakcie
        seansów. Zaczęliśmy robić więcej rzeczy razem i wszystko wrócilo do
        normalności. Gdy filmy się skończyły zaczęliśmy wspólnie szukać czegoś
        ciekawego. Upatrzyliśmy film "czetey pokoje" ;) Poza tym chcemy sobie kupić
        akwarium z rybkami.
        Jednym słowem znajdźcie panom jakieś zastępcze zajęcie. Bo inaczej lipa.
        Pozdrawiam i powodzenia życzę (będzie wam potrzebne)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka