cocoheart
06.10.05, 16:22
Głównie gniew i złość. Nieumiejętność odpowiedzenia agresją na agresję (z
asertywnością też duży problem), nieumiejętność podniesienia głosu, całkowita
nieumiejętność stracenia panowania nad sobą - oto cały ja. Chodzący przykład
stłumionych emocji negatywnych (pierwsi zadbali o to rodzice). Chodzący
przykład człowieka z owrzodzeniem żołądka, który dokładnie wie, czemu te
wrzody ma. Cholera, te wszystkie uniki, milczenie, brak reakcji - to wszystko
gdzieś się odkłada. Mogę wyrzucić część z nich boksując w worek, biegając czy
dźwigając hantle, ale wiem, że to jest naprawdę niewielka część. Reszta
zostaje we mnie, a ja nie wiem, jak się ich pozbyć. Zachowania asertywne nie
do końca rozładowują nagromadzone emocje. Nie wiem, czy w ogóle "zastałą
wewnątrz", kierowaną we mnie agresję mogę uwolnić inaczej, niż poprzez
agresję własną. Ale jak? Na kogo? Jestem spokojny, za spokojny. Może nawet
zalękniony samym sobą. A mimo to czasem czuję, że kiedyś mogę wybuchnąć.
Tylko że nie będzie to mała bombka, raczej wybuch jądrowy. Boję się tego.
Boję się, żeby wybuch taki nie objął tych, których kocham.
Czy w kimś z Was też zalegają takie emocje negatywne? Chętnie nawiążę kontakt
z taką osobą. Chętnie też posłucham rad.