ida17
11.10.05, 07:32
Mam 28 lat, on 30.Jestesmy z sobą od około dwóch lat.Mieszkamy w tym samym
miescie wiec spotykamy sie często, prawie codziennie.
ZAwsze bylam bardz wrazliwa, moze nawet nadwrazliwa.moje dziecinstwo nie bylo
za latwe , piniewaz od kiedy pamietam moj tata pil.Miałam kochającą ,dobrą
mamę, tata tez mnie kochal , czulam to ,ale moje dziecinstwo uplynelo na
ciągłym lęku o niego, strachu ze cos mu sie stanie, na czekaniu z mamą na
niego przy oknie.
ZAwsze czulam sie slabsza od iinych choc , balam sie wielu rzeczy .Ale jakos
bylo.Sama uswadomilam sobie w pewnym momencie ze naleze do DDA i zaczelam
odbudowywac w sobie to , co bylo zupelnie rozbite.Przede wszstkim poczucie
wlasnej wartosci.Kiedy go poznalam W. bylo poczulam sie naprawde dobrze.ale im
dluzej trwal zwiazek tym mocniej sie angazowalam i tym bolesniej odczuwalam
wszystko co on zrobil..On ma malo czasu ale wiem ze wolne chwile spedza zawsze
ze mna a mimo tego gdy mowi mi ze np.dzis sie nie spotkamy bo musi cos zrobic
w domu a ja mam przeciez popoludniu lekcje angielskiego,odczuwam żal,smutek ,
złość.A przeciez wiem ze mozna nie spotkac sie raz czy dwa razy w tygodniu i
nie jest to nic zlego..Przeczytalam ksiazke "Toksyczna miłość"Pia Mellody i
niby juz wiem na czy mpolega moj problem a mimo to te uczucia powracają.Nie
moge zniesc tego kiedy mowi ,ze nie przyjdzie.Wpadam wtedy w przygnebienie i
wydaje mi ze to nie ma sensu,mam ochote zadzwonic do niego i powiedziec ,ze
juz nie chcę.Zrobilam tak kiedys ale powiedzial ze przeciez jest dobrze i
szkoda byloby ro psuc. Jak mam sobie pomoc?Boje sie ych chwil kiedy tak
wlasnie czuje bo sa straszne.Dla niego dwa ,czy trzy dni beze mnie to nic
takiego a dla mnie niestety to trudne.Ja ksobie zx tym pradzic.Moze nie ma
sensu utrzymawac tego związku choc zalezy nam na sobie....