uma_menina
10.12.05, 21:31
Wiem,było dziesiątki razy...ale chyba każdy z tych "razów" jest inny, prawda?
Bardzo Was proszę o opinie, jak Wy to widzicie, bo z mojej perspektywy jest
czarno.
Od roku jestem w związku z cudzoziemcem, w związku na odległość. To była
miłość od pierwszego wejrzenia, przynajmniej z jego strony, a ja pokochałam
go potem(chociaż od początku bardzo mnie pociągał). Ostatnie wakacje
spędziłam u niego, 3 miesiące, było wspaniale, zapewnienia o miłości,
mówienie o wspólnym zyciu.
No ale musiałam wrócić do Polski, muszę tu skończyc studia, i zaczęły
ogarniać mnie wątpliwości, zawsze kiedy to nastepowało mówiłam mu o tym, a on
mnie przekonywał,że damy radę,że skoro tylko się kochamy, to nam się uda.
Ale tydzień temu okazało się,że nie będziemy mogli spotkać się na początku
lutego, jak planowalismy, a dopiero w okolicach marca(po 5 miesiącach).Ja
zareagowałam histerycznie,chciałam zrywać,on mnie uspokajał,przekonywał,że
będzie dobrze,że różnica nie jest tak wielka.
Ale nagle przestał się odzywać.Wczoraj rozmawialiśmy przez telefon i
powiedział,że już ma dość tej całej sytuacji. Że po raz pierwszy pomyslał,czy
by tego nie skończyć. Że źle wygląda cała ta sytuacja.Ale powiedział,że mnie
kocha i chce byc ze mna i dlatego uważa,że powinniśmy ciągnąć to, przede
wszystkim kłótnie(przez msn kłócimy się nieustannie,przez telefon i
oczywiście "na żywo"jest cudownie).Dodał,że uważa,że ja kocham go bardziej
niż on mnie,że on mnie kocha bardzo,ale jednak ja bardziej i że on jest
bardziej niezależny(to tak a propos tego nieodzywania się).
I teraz nie wiem,czy jestem histeryczką,czy to ma szansę, czy może to
poczatek końca.
Co Wy o tym sądzicie? Osoby obiektywne, nie nastawione do mnie ani negatywnie
ani pozytywnie.
Pozdrawiam