Dodaj do ulubionych

biurowe świństewka

16.12.05, 14:54
Czy przytrafiło wam się kiedyś biurowe świństewko? Np. ktoś w swej
złośliwości wyrzucił wam ledwie napoczęty kartonik mleczka do kawy lub
schował ważną korespondencję pod dokumenty abyście je odnaleźli po miesiącu
pod segregatorami z ubiegłego roku... Takie świństewka małego kalibru :)
Obserwuj wątek
    • lakrimoza Re: biurowe świństewka 16.12.05, 15:05
      Jeszcze nie, ale wszystko przede mną:)
      • calusek70 Re: biurowe świństewka 16.12.05, 15:37
        Mnie się ciągle to przytrafia...Wiem kto jest sprawcą. Jak się z nim rozprawić?
        Konfrontacja nie wchodzi w grę. To wyjątkowa menda.
        • nutencja1 Re: biurowe świństewka 16.12.05, 16:10
          w poprzedniej pracy zdarzało mi sie to notorycznie ważna dyskietka po moim
          przyjściu z toalety w koszu na smieci, usówanie informacji z bazy i twierdzenie
          ze tego nie zrobiłam, traktowanie jak przynieś podaj pozamiataj albo
          np "kolega" zamiast odłozyć ksiażke na miejsce miał do półki metr wolał
          przenieść ja na drugi koniec biura do mnie i powiedzieć odłóż ja na miejsce i
          posprzątaj przed wyjściem????ja tam nie byłam panią sprzatającą zaznaczam
        • wila300 Re: biurowe świństewka 16.12.05, 16:11
          Może rozsyp pinezki na krzesełku ofiary.
    • viel Re: biurowe świństewka 16.12.05, 17:38
      To sa powazne swinstwa! Ja bym cos takiego jak grzebanie w cudzej korepondencji
      zameldowala d o dyrekcji! To nie sa zarty.
    • 1monia1 Re: biurowe świństewka 16.12.05, 17:46
      oczywiscie
      to niestety nieodrebna cehca biurowego zycia...
      np. kiedys dostałam meila który miał byc nie do mnie...no ale niestety bylo "o
      mnie" :)) było na pocztku przykro ..ale raz na jakis czas zrewanzowałam
      sie "milusim" testem -i jakos ułozyło sie...
      Jednak miałam tez taka przygode ... o której wspominam z ciarkami na plechach.
      Moja pierwsza "powazna "pracac i szefowa...była taka milutka ze do wszytskich
      po imieniu sie odzywałaa a do mnie wolała Ulu...- nazywam sie MONIKA. W biurze
      było 10 osób a ta zdzira nie była w stanie zapamietrac mojego imienie po roku
      pracy i widzenia sie codziennie...:) Zdzira miała jeszcze tupet- bo dziwiła
      sie ze ja nie reaguje na Ule....:)))
      potem z tego co wiem zycie rozliczyło sie z nia okrótnie....
      a ja ze stressu ładne pare kilko schudłam...:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka