myelegans
25.03.25, 00:37
For your reading pleasure…. Wybrali klauna mamy cyrk
W tym, co może zapisać się jako jeden z najbardziej absurdalnych przypadków naruszenia bezpieczeństwa w historii współczesnej Ameryki, najwyżsi urzędnicy administracji Trumpa przypadkowo dodali redaktora naczelnego The Atlantic, Jeffreya Goldberga, do grupowego czatu na Signal, na którym omawiano plany ataków powietrznych na cele Huti w Jemenie.
Tak, dobrze przeczytałeś. Ktoś w administracji — najwyraźniej działający z ostrożnością małego dziecka trzymającego piłę łańcuchową — przypadkowo dodał dziennikarza do planowania operacji wojskowej na Bliskim Wschodzie. Bo kiedy myślisz o bezpieczeństwie narodowym, naturalnie przychodzi Ci na myśl grupowy czat na Signal z całą masą politycznych nominowanych i jednym zaskoczonym dziennikarzem.
CZAT NA SIGNAL, KTÓREGO NIE POWINNO BYĆ
Grupowy czat — uroczo nazwany „Houthi PC Small Group”, jakby planowali firmowy piknik — obejmował wiceprezydenta JD Vance’a, sekretarza obrony Pete’a Hegsetha, sekretarza stanu Marco Rubio oraz dyrektora wywiadu narodowego Tulsi Gabbard. Dołączając kilka innych nazwisk, jak doradca Trumpa Stephen Miller, szef sztabu Susie Wiles i wysłannik Steve Witkoff, masz przepis na katastrofę — cyrk dyplomatyczny, który w jakiś sposób samodzielnie wpadł w rów.
Jeffrey Goldberg znalazł się tam po tym, jak ktoś podszywający się pod doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Michaela Waltza dodał go do czatu. A co zobaczył Goldberg po dołączeniu? Szczegóły dotyczące czasu, celów i rozmieszczenia broni — właściwie kody do aktywnego ataku wojskowego.
Warto powtórzyć: to nie był zwykły czat o lunchach biurowych czy przygotowaniach do debaty. To była rozmowa o amerykańskich atakach wojskowych w Jemenie, a Pete Hegseth miał czelność zapewniać grupę, że wszystko jest „100% OPSEC” — odważne stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że w obecności dziennikarza wyjawiano tajne plany wojenne.
OPSEC ZA POMOCĄ EMOJI
Cała ta niekompetencja grupowego czatu staje się tylko bardziej absurdalna — i bardziej frustrująca — im dalej wchodzisz. W pewnym momencie wiceprezydent Vance, brzmiąc jak ktoś, kto nie chce pomóc w przenoszeniu kanapy, narzekał:
„Po prostu nienawidzę znowu ratować Europy.”
Na co Hegseth odpowiedział:
„W pełni podzielam twoją niechęć do europejskiego pasożytnictwa. To ŻENUJĄCE.”
Ale Hegseth dumnie zapewniał grupę, że utrzymują „100% OPSEC”.
Dla tych, którzy nie są zaznajomieni z OPSEC — skrót od Operational Security — to święta księga wojskowa mająca na celu zabezpieczenie informacji przed wpadnięciem w ręce wroga. Chodzi o ograniczenie dostępu, zabezpieczenie komunikacji i upewnienie się, że takie krytyczne szczegóły jak ruchy wojsk czy plany ataków nie są przypadkowo transmitowane do kogokolwiek, kto akurat znajduje się w pokoju. Albo, w tym przypadku, do dziennikarza, który siedział cicho na grupowym czacie, jak ktoś przypadkowo zaproszony na niespodziankowe przyjęcie.
Twierdzenie, że mają „100% OPSEC”, podczas gdy Goldberg cicho przyglądał się z cyfrowych poboczy, nie było tylko błędne — było praktycznie prośbą o dołączenie do kolejnej edycji „Sztuki wojny dla opornych”.
Ale to nie był koniec. Po rozpoczęciu ataków powietrznych Michael Waltz — lub osoba podszywająca się pod niego — pogratulował grupie za pomocą emoji pięści, emoji amerykańskiej flagi i emoji ognia. Bo nic nie mówi o starannie zaplanowanej operacji wojskowej jak ktoś wysyłający „🔥🔥🔥”.
Na dodatek Marco Rubio wtrącił się z radosnym „Dobra robota, Pete!” a Susie Wiles dołączyła z entuzjastycznym „Kudos dla wszystkich!” — jakby właśnie zakończyli szczególnie satysfakcjonującą wyprzedaż ciast.