ramka
06.11.02, 12:11
Zdarzył się wypadek - pewna pani weszła pod koła samochodu. Jest w szpitalu :-
((((
Było ciemno, mokro, było jeszcze jedno auto, ale uciekło.
Nie ma wątpliwości, kto tu jest ofiarą - to ta kobieta, która ze złamaniami
trafiła do szpitala. Nie ma wątpliwości, kto jest sprawcą - kierowca
samochodu, który uszkodził ciało ofiary.
Ale - wiecie co? Zastanawiam się nad tą terminologią. W tym
przypadku "sprawca" nie miał na nic wpływu, nie naruszył w żaden sposób
bezpieczeństwa.
"Ofiara" weszła na jezdnię ni stąd ni zowąd, poza pasami.
"Sprawca" do końca życia nie zapomni tego wydarzenia, w którym mimowolnie
uczestniczył i nigdy ne przestanie "gdybać", że może dałoby się tego uniknąć,
gdyby np. sekundę dłużej godzinę wcześniej..... Nie wspomnę już o mało
przyjemnych formalnych sprawach, które takiego "sprawcę" czekają
(przesłuchania itp. - sama nie wiem, co; może Wy wiecie? napiszcie, proszę) i
ew. karze :-(
Czy "sprawca" nie jest również "ofiarą"? Jak myślicie?
ramka