Dodaj do ulubionych

Platoniczna miłość...

10.11.02, 23:43
Kocham kogoś czysto platonicznie. Nie radzę sobie kompletnie z tym uczuciem.
On o tym nie wie, całe szczęście zresztą ....Oboje jesteśmy z kims związani.
Nie jestem nastolatką, jestem całkiem dojrzałą kobietą. On nie jest księciem
z bajki... A jednak nie potrafie o Nim zapomnieć...Boję się siebie, nie chcę
niczego rozbijać nikomu....niczego psuć, chciałabym tylko przez chwilę być
przy Nim. Przestałam racjonalnie myśleć ...Poradźcie coś !!!! Jak zapomnieć???
Znów nie prześpię nocy...
sellene
Obserwuj wątek
    • tusiaz Re: Platoniczna miłość... 10.11.02, 23:56
      sellene napisał(a):

      > Kocham kogoś czysto platonicznie. Nie radzę sobie kompletnie z tym uczuciem.
      > On o tym nie wie, całe szczęście zresztą ....Oboje jesteśmy z kims związani.
      > Nie jestem nastolatką, jestem całkiem dojrzałą kobietą. On nie jest księciem
      > z bajki... A jednak nie potrafie o Nim zapomnieć...


      Boję się siebie, nie chcę
      > niczego rozbijać nikomu....niczego psuć, chciałabym tylko przez chwilę być
      > przy Nim. Przestałam racjonalnie myśleć ...Poradźcie coś !!!! Jak zapomnieć???
      > Znów nie prześpię nocy...
      > sellene

      Miłość platoniczna jest pozbawiona pierwiastka zmysłowego,jest bardziej
      duchowa.....i nie mająca się nigdy się zrealizować.......
      • sellene Re: Platoniczna miłość... 11.11.02, 00:03
        ta moja ...chyba nie jest tak do końca pozbawiona ....pierwiastka zmysłowości,
        miałam na myśli to, ze nie posunęłabym sie do niczego, co mogloby
        zburzyć "porządek" nawet, gdybym miała okazję....Może źle to ujęłam ...Masz
        rację tak platonicznie czysto pewnie nie jest ....Ale ciężko jest ....:(
        sellene
    • Gość: mysia Re: Platoniczna miłość... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.11.02, 01:08
      Cześć Sellene
      Też jestem dojrzałą kobietą i często (zbyt często) myślę o swojej pierwszej
      miłości. Kocham Go tak mocno. Podobnie jak Ty chciałabym się do Niego
      przytulić, ale nikogo nie skrzywdzić (oboje jesteśmy w związkach - on nie wie,
      że go kocham). Kilka dobrych lat temu pomyślałam, że kiedyś w innej
      czsoprzestrzeni wyśni się wielki mój sen i będę mogła być z Nim nie krzywdząc
      nikogo. Inną przestrzeń już wymyślili (internet wtedy tego nie znałam) jeszcze
      tylko inny czas i to wszystko ładnie połączyć. Mam tylko nadzieję, że wymyślą
      to szybko.
      • sellene Re: Platoniczna miłość... 12.11.02, 10:08
        Oj Mysiu !!! Jak Ty mnie ucieszyłaś swoim postem :) Myślałam, ze jestem całkiem
        nienormalna. Życzę Ci, abyś odnalazła Go w tej przezstrzeni!!!! Chociaż boję
        sie, ze my się już znależliśmy i to jest właśnie ten problem: maile nie
        pozwalają zapomnieć:) To nie jest moja piersza miłość, ale miłość niesamlowita,
        bo od pierwszego (a raczej drugiego) wejrzenia. Chciałabym z tym skończyć i
        próbowałam, ale nie umiem..Tak jak i Ty nie chcę niczego poza chwilą blisko
        Niego....Może powinnam Mu dać jakiś znak??? Ale jeśli dam, jak zareaguje i co z
        tego wyniknie dla tych, którzy są z Nami ...Trudne to ...
        Proszę napisz jeszcze !!!
        Pozdrawiam serdecznie sellene
        • Gość: mysia Re: Platoniczna miłość... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.11.02, 14:20
          Witaj ponownie Sellen!
          Pytasz co wyniknie gdy mu dasz znać. Długo się nad tym zastanawiałam. Są dwa
          scenariusze On powie, że nie jest zaineresowny i wtedy może łatwiej będzie
          zapomnieć. Zostanie tylko zranione serce kobiety jakich wiele. I drugi (chyba
          gorszy ale to rzecz wzgledna), okaże się, że on też tak mocno kocha wtedy to
          chyba się nie będzie tego długo dało hamować (zatem zdrada). Który jest lepszy
          sama nie wiem i dlatego też nie decyduję się wysłać żadnych znaków. Ostatnio
          latem spotkałam GO w jego oczach był taki sam żar jak przed laty (on u mnie też
          to musiał zobaczyć) jednak ani on ani ja nie wykonaliśmy najmniejszego gestu. W
          przelotnej rozmowie zapytał czy siedzę czasem na GG. Słysząc, że tak
          powiedział, że mnie znajdzie. Od tej pory cisza a minęło kilka dobrych
          miesięcy. Ja go zalazłam (z danych wynika, że to on) ale nie mam odwagi
          pierwsza się odezwać. Zawsze to ja wykonywałam pierwszy ruch - teraz pora na
          niego. Nie wiem czy nie chce się odezwać, czy może ma podobny dylemat do
          naszego. Nie chcę wiedzieć co by się stało gdyby powiedział, że kocha. Może On
          też czeka na inny czas.
          Zastanawiam się czy czysty egoizm jaki jest w miom pragnieniu jego ciepła jest
          wart tego co w tej chwili posiadam mąż i dziecko. Czy warto zaprzedać duszę
          diabłu dla paru chwil wielkich uniesień i tej prawdziwej miłości. Niektórzy
          twierdzą, że tak.
          Napisz co myślisz. Co powinno zwyciężyć ta niesamowita miłość oderwana od
          rzeczywistości, czy ta normalna w rodzinie silna ale jakże przyziemna.
    • wannia Re: Platoniczna miłość... 12.11.02, 16:18
      W platonicznych miłościach najpiękniejsze jest to, ze są platoniczne -
      niedopowiedziane, nieskonsumowane, nienazwane, po części wymyślone. I chyba o
      to w nich chodzi. Skoro oboje jesteście w związkach, to nie próbuj tego
      niszczyć dla niepewnego nowego doświadczenia. Zostań ze swoim oczarowaniem i
      ciesz się nim póki nie minie. "Konsjumpcja" mogłaby rozczarować, a na pewno nie
      ucieszy Twego partnera i jego partnerki również. Poza tym, skoro on się do
      Ciebie "nie spieszy", to może oznacza, że nie traktuje Waszej znajomości tak
      intensywnie, jak Ty...
      • ha-jo Re: Platoniczna miłość... 12.11.02, 17:27
        ech ludzie, tylko westchnac.
        takie mam wrazenie, ze problemy w milosci zaczynaja sie w momencie, kiedy
        obecnosc drugiej osoby-partnera w naszym zyciu wydaje sie nam byc czyms
        oczywistym.
        i co ciekawe, wszyscy do tego daza.

        kiedy owej oczywistosci jeszcze nie ma, wszystko wydaje sie nam byc
        kolorowe,takie nowe, niebezpieczne, namietne, tyle tylko, ze "niepewne".

        w momencie kiedy owa oczywistosc staje sie faktem (np. poprzez slub),nagle
        wszystko zwalnia, aby czesto po krotkiej chwili zupelnie zastygnac. pojawia sie
        stagnacja, i odgrywanie roli zony, meza, dziewczyny...no ale jednoczesnie mamy
        juz nasza "pewnosc".

        pomostem miedzy tymi dwoma biegunami moze byc chyba tylko bogate doswiadczenie
        zyciowe, tak mi sie zdaje.mysle mysia, ze przezylas w swoim zyciu jeszcze za
        malo, a juz bylas zona.teraz czujesz sie zupelnie zwiazana.

        gdyby twoje marzenie sie spelnilo, i znowu moglabys byc z ta twoja "prawdziwa
        miloscia"to jakby sie to potoczylo, nie ma znaczenia.najwazniejsze bylo by
        wlasnie samo doswiadczenie.ono poprowadziloby cie na pewno do przodu.

        a tak sama sie zamrozilas.zawsze mozna zaryzykowac, i wyciagnac reke po
        to "niepewne",ale do tego potrzeba wiecej serca, niz rozumu.a ja w tobie widze
        tylko rozum, skoro nie potrafisz sie juz nawet przelamac w takiej kwestii jak
        to, kto kogo pierwszy powienien w twojej sytuacji teraz zagadnac..ty jego, czy
        on ciebie.

        nie sadze wiec, abys miala odwage w swom zyciu cos zmienic.sprobuj moze
        poszalec z mezem.zrobcie cos nowego!twoje szczescie zalezy tylko od ciebie.

        zycze powodzenia













        • Gość: mysia Re: Platoniczna miłość... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.11.02, 18:43
          witaj ha-jo
          Masz zupełną rację, że w życiu kieruje się wyłącznie rozumem i dobrem innych.
          Dlatego tak żadko robię coś dla siebie. Moje pragnienia odsuwam na dalszy plan
          z banalnego powodu boję się. Od małego uczono mnie odpowiedzialności za własne
          decyzje i teraz 15 razy coś przemyślę zanim zrobię.
          Jeśli chodzi o stagnację w moim związku to jest wprost przeciwnie mam cudownego
          męża, dziecko które jest wcielonym diabełkiem. Nie mam chwili, aby się nudzić.
          Zaskaują mnie każdego dnia i ja też staram się robić dużo niespodzianek. Dbamy
          i pielęgnujemy nasz związek. Dlatego rozum podpowiada mi aby z tego nie
          rezygnować.
          Nie wiem czy można w życiu kochać 2 różne osoby i czy to nie jest tylko jakaś
          fatamorgana, ale ja tak kocham.
          Wannia napisał(a)
          "W platonicznych miłościach najpiękniejsze jest to, ze są platoniczne -
          niedopowiedziane, nieskonsumowane, nienazwane, po części wymyślone. I chyba o
          to w nich chodzi."
          Wydaje mi się, że ma rację. Kocham Tamtego już tyle lat, że na pewno w mioch
          marzeniach stworzyłm innego człowieka niż jest w rzeczywistości. A nasz związek
          pewnie szybko stałby się podobny do innych, więc po co krzywdzić kogoś. Dla
          kilku wspaniałych pierwszych uniesień - tak podpowiada mi rozum, a serce
          krzyczy coś innego. Może rzeczywiście lepiej cieszyć się tym dopóki trwa.?

          Wiem, że to co piszę jest wielkim chaosem i w niejednej osobie może wzbudzić
          złość. Jakś idiotka ma cudowną rodzinę i nie potrafi się tym cieszyć lecz
          wprost przeciwnie szuka problemów. Sama tego nie rozumiem i gdybym tego nie
          przeżywała kazałabym się takiej lasce porządnie walnąć w głowę.
          To niezrozumiałe dla mnie, ale jak napisała Sellen "jest ciężko"
          • sellene Do Was wszystkich :) 12.11.02, 18:54
          • sellene Do Was wszystkich:) 12.11.02, 19:11
            Po pierwsze dzięki za rady !!!! I za to, zę zajrzałyście tutaj !!!
            Zgadzam się, że w miłości platoniczneh najpiękniejsze jest to, ze jest
            nieskonsumowana itede....Zresztą nic innego nie napisałam, tylko właśnie to, ze
            nie myślę o "konsumpcji". Co do mojego obiektu uczuć...nie moge podać za dużo
            szczegółów, bo może tu zajrzy ktoś znajomy i "zakojarzy", ale... Nie jest tak,
            ze całkiem tartuje mnie, jak zwykłą znajomą ....Powiedzmy, ze trochę
            flirtujemy:) To jest miłe, ale zaczęło mnie męczyć już i uzależnać...Nie wiem
            czy to rozumiecie....Boję się, że i mnie i Jemu flirt w końcu przestanie
            wystarczać i zrobimy jakiś niepotrzebny krok w wiadomym kierunku... Jakoś nie
            mogę się tym zauroczeniem cieszyć, bardziej mi ono ciąży niż pomaga, a
            jednak ...Nie umiem przestać sie z Nim kontaktować.. Nie umiem nie odpowiedzieć
            na maila, na telefon ....Moje małżeństwo idealne nie jest, ale nie On jest tego
            powodem.
            Ktoś pisał tu o braku doświadczenia ....Trudno to do mnie odnieść. zanim wszłąm
            za mąż miałam za sobą kilka poważniejszych związków i kilka mniej
            poważnych...Nie jest zatem tak, zę jakiś facet miło do mnie zagadał, a ja już
            myślę Bóg wie co ....Mało tego...Zanim się w Nim zakochałam ..znałam Go z
            widzenia ( to znaczy musiałam Go widywać, ale nie pamiętam tego, On pamięta) Po
            prostu pewnego dnia spojrzałąm na Niego i zawirowało mi w
            głowie..Autentycznie....Nigdy wcześniej tego nie przeżyłam, nawet jako
            nastolatka:))Podobnie, jak Mysia (szczególnie pozdrawiam !!!!)nie rozumiem tego
            uczucia, ani siebie !!! Ale jest !!! Pytanie: jak się go pozbyć ???
            A pragnę się go pozbyć, bo po pierwsze (o czym już pisałam) nie chcę niczego
            burzyć nikomu, a po drugie...chyba boję się, ze sen m ogłby się ziścić i...może
            rozczarowałabym Go (nie myslę tu o sexie nawet, tylko ogólnie :)
            Wiem, zę nie ma "pigułki na miłość", ale proszę napiszcie jeszcze...Pomaga mi
            to. Widzę teraz sprawę z kilku perspektyw. Wiem , zę podaję za mało szczegółów,
            ale naprawdę nie mogę podać na forum więcej.
            Pozdrawiam serdecznie i czekam
            sellene
            • Gość: katahdin Re: Do Was wszystkich:) IP: *.newark-43-44rs.nj.dial-access.att.net 17.11.02, 23:58
              sellene napisała:

              > >... ze całkiem tartuje mnie, jak zwykłą znajomą ....Powiedzmy, ze trochę
              > flirtujemy:) To jest miłe, ale zaczęło mnie męczyć już i uzależnać...Nie wiem
              > czy to rozumiecie....Boję się, że i mnie i Jemu flirt w końcu przestanie
              > wystarczać i zrobimy jakiś niepotrzebny krok w wiadomym kierunku... Jakoś nie
              > mogę się tym zauroczeniem cieszyć, bardziej mi ono ciąży niż pomaga, a
              > jednak ...Nie umiem przestać sie z Nim kontaktować.. Nie umiem nie
              odpowiedzieć na maila, na telefon ....Moje małżeństwo idealne nie jest...
              >
              >
              ...prostu pewnego dnia spojrzałąm na Niego i zawirowało mi w
              > głowie..Autentycznie....Nigdy wcześniej tego nie przeżyłam, nawet jako
              > nastolatka:)....
              > ....uczucia, ani siebie !!! Ale jest !!! Pytanie: jak się go pozbyć ???
              > A pragnę się go pozbyć, bo po pierwsze (o czym już pisałam) nie chcę niczego
              > burzyć nikomu, a po drugie...chyba boję się, ze sen m ogłby się ziścić
              i...może
              >


              SELLENE
              Przeczytalam wszystkie wypowiedzi i tylko mozna Wam
              pozazdroscic. Milosc platoniczna jest to wspaniale
              uczucie dodajace tylko skrzydel do codziennego zycia.
              Sellene na poczatku pisze, ze to tylko platoniczna
              milosc, ze On o niczyn nie wie. Dobrze, zgadzam sie.
              ( ...ale wtedy byla tylko radosc, prawda ?)
              Pozniej Sellene jednak pisze, ze sa "listy" i spotkania.
              Tutaj mam juz wielki znak zapytania; ta czysta "milosc"
              zaczyna byc juz kontrolowana i schodzic powoli na
              ziemie, wiec przestaje juz byc ta platoniczna, jaka moze
              tylko istniec w wyobrazni. Wydaje mi sie , ze jakas granica
              tam gdzies musi byc. Jesli juz zaczynamy cierpiec, jak to
              jest w przypadku Sellene, to ja juz nazwalabym to zwykla
              miloscia, pomimo, ze On jeszcze o tym nie wie. Milosc
              platoniczna moze byc tylko szczesciem, ale nie cierpieniem.
              Bo po co sie niepotrzebnie dreczyc ?
              ...a rada jest tylko jedna: jesli sama pozwolilas sobie pojsc za
              daleko, do czego nigdy nie powinnas byla dopuscic, sama musisz
              sobie z tym poradzic; skonczyc lub kontynuowac...
              Absolutnie nie chcialabym cie urazic, ale ja to tak widze...

              powodzenia


              K.
              • sellene Re: Do Was wszystkich:) 18.11.02, 02:32
                Absolutnie mnie nie uraziłaś !!! Po to tu napisałam, zeby poznać opinię innych
                i uzyskać rady!!!!!
                Te listy (maile) są takie o wszystkim...trochę flirtujące, tak bardzo
                subtelnie, ale jednak. Spotkania - kilka w kawiarni przy kawie. W tonie
                koleżeńskim, ale były przecież - fakt...
                Powoli zaczynam jakoś nad tym panować... nie myślę już tyle, mmoże mniej
                marzę:)) Zgadzam się z Tobą, ze nie ma co się dręczyć:) I staram sie powalczyć
                z tym. Trudno mi , bo ciągle mamy jakiś tam (glownie mailowy) kontakt. Poza tą
                całą otoczką flirtu piszemy o różnych takich codziennych sprawach:praca, dom,
                finanse - jak to "kumple". I tu jest problem ..troszkę. Taki mail to kolejna
                zachęta myślenia o Nim :) A jak długo można na niego nie odpowiadać ???
                Ostatnio zacisnęłam zęby i 3 dni nawet nie spawdzałam poczty...No i co ?? W
                skrzynce 6 wiadomości...od Niego. Pierwszy list taki normalny, jak zwykle, a
                pozostałe to nawoływania, bym się odezwała, pytania co się stało..itede.
                Nie chcę, by poczuł się odtrącony, kiedy przestanę odpowiadać na maile,
                bo ...Go kocham :)A przecież nie mogę Mu pwiedzieć, zęby niepisał kilka
                miesięcy, bo mnie to wprawia w liryczno - miłosny nastrój:))))
                No i tak to jest....
                Poradź coś !!!
                sellene
    • joanna_1 miłość dojrzała 13.11.02, 00:10
      Oj wydaje mi się to wszystko trochę prostrze, ale mogę się mylić :)
      W życiu dokonuję wielu wyborów, a to w sferze duchowej, a to w sferze
      zawodowej, wybieram sobie nawet mieszkanie- w jakiej dzielnicy chcę mieszkać.
      Niewątpliwie na kreację swojej rzeczywistości mam wpływ ja sama, toteż ja
      ponoszę tego konsekwencje.Hmm... te wszystki miłostki platoniczne,
      nieplatoniczne toż to trąci operą mydlaną. Albo kocham sojego partnera, jestem
      z nim szczęsliwa, albo dziękujemy sobie za współpracę i tyle. Po co szukać
      wrażeń na zewnątrz? Faceci? Ha, ha jest ich wielu, tylko czy w nich trzeba się
      na pewno zakochiwać? Jeśli są tacy świetni, a jest takich gentelmenów wielu, to
      wszystkie te fantastyczne relacje sprowadzam do przyjaźni- jeśli oczywiście
      odczuwam takowe fluidy krążące, albo do sympatii. A po jakiego grzyba mam sobie
      to życie komplikować, i co gorsza włazić z butami w życie innej pary. Wszyscy
      są szczęsliwi, więc niech takimi pozostaną! A na co to rozbudzanie
      namiętności, która tylko tli sie lekkim płomykiem? Po bardziej zdecydowanym
      dmuchnięciu zgaśnie. I tyle z tego pozostanie!
      • sellene Re: miłość dojrzała 13.11.02, 00:41
        joanna_1 napisała:

        > Oj wydaje mi się to wszystko trochę prostrze, ale mogę się mylić :)

        Możesz się mylić i raczej jest tak na pewno !!!!

        > W życiu dokonuję wielu wyborów, a to w sferze duchowej, a to w sferze
        > zawodowej, wybieram sobie nawet mieszkanie- w jakiej dzielnicy chcę mieszkać.
        > Niewątpliwie na kreację swojej rzeczywistości mam wpływ ja sama, toteż ja
        > ponoszę tego konsekwencje.

        Jeśli wydaje Ci się, że całkowicie i do końca kontrolujesz wszystkie sytuacje w
        swoim życiu to chyba jesteś albo bardzo młoda (zazdroszczę;), albo niezależnie
        od wieku masz małe doświadczenie zyciowe (mimi wszystko nie zazdroszczę :)
        Jestem pod wrażeniem , ze mozesz WSZYSTKO sama wybierać i kształtować, to
        znaczy pod wrazeniem Twojego mylnego, ale jakże błogiego wrażenia..

        Hmm... te wszystki miłostki platoniczne,
        > nieplatoniczne toż to trąci operą mydlaną. Albo kocham sojego partnera,
        jestem
        > z nim szczęsliwa, albo dziękujemy sobie za współpracę i tyle. Po co szukać
        > wrażeń na zewnątrz? Faceci? Ha, ha jest ich wielu, tylko czy w nich trzeba
        się
        > na pewno zakochiwać?

        Czy ja mówię, ze zakochuję sie we wszystkich ??? Mam o wielu więcej kolegów i
        przyjaciół, niż koleżanek, czy przyjaciółek. Ja się zachochałam W JEDNYM !!!

        Jeśli są tacy świetni, a jest takich gentelmenów wielu, to
        > wszystkie te fantastyczne relacje sprowadzam do przyjaźni- jeśli oczywiście
        > odczuwam takowe fluidy krążące, albo do sympatii.

        AAAA tak to barzdo łatwe, jeśli nie poczujesz się właśnie tak, jak ja pewnego
        dnia....Nie dostaniesz łoem w serce:)

        A po jakiego grzyba mam sobie
        > to życie komplikować, i co gorsza włazić z butami w życie innej pary. Wszyscy
        > są szczęsliwi, więc niech takimi pozostaną!

        Widzisz tak nie do końca wszyscy są szczęśliwi:) szkoda, bo świat byłby super:)

        A na co to rozbudzanie
        > namiętności, która tylko tli sie lekkim płomykiem? Po bardziej zdecydowanym
        > dmuchnięciu zgaśnie. I tyle z tego pozostanie!

        Ano właśnie po co ??? A raczej, jak tego nie robić ??? Nie przeczytałaś chyba
        dokładnie postów...stąd nieporozumienie ..albo niezrozumienie... Szkoda
        Pozdrawiam
        sellene
        • joanna_1 do Sellene 13.11.02, 16:01
          Sellinko - Malinko!
          Chcesz się nas tutaj radzić jak sobie poradzić z wszechogarniającym uczuciem, a
          raczej jak nad nim zapanować- tak zrozumiałam.
          Nie chcę Ciebie w żaden sposób atakować, pragne jedynie przedstawić mój punkt
          widzenia. Do Komitetu ds Miłości Platonicznych nie wchodzę i być może nie
          spełnię Twoich oczekiwań. Natomiast fakt, iż zabieram tu głos na łączach jest
          podyktowany troską o Ciebie droga Sellene właśnie.
          Rozumiem to, że zakochałaś się w jakimś wyjątkowym mężczyźnie, a nie w całej
          watasze bawidamków, to bezsporne jest.Pisząc, że jest takowych gentelmenów
          wielu na świecie miałam na myśli idee "myśl globalnie - działaj lokalnie" :))
          Wspomniałam, że na kreację naszej rzeczywistości mamy wpływ my sami. Także sami
          budujemy swoje szczęscie, nasze zycie, wytrwale i konsekwentnie. Przy jakim
          boku, jakim męzczyxnie będę w zyciu szczęsliwa jest moim wyborem. Jesli czuję,
          że to szczęscie wypala się, szukam rozwiazań dlaczego tak się dzieje i
          zastanawiam się czy stać mnie na pracę nad związkiem. Jeśli uważam, że
          fundamenty na tyle legły w gruzach, iż ani ja ani partner ich nie dźwignie,
          wówczas dziękujemy sobie i oboje szukamy tego szczęscia dalej nie wchodzac
          sobie w droge przy tym.
          I tu jest chyba Sellinko przysłowiowy pies pogrzebany. Odnoszę wrazenie, że nie
          jesteś szczęsliwa w swoim zwiazku, dlatego Twoje serduszko tak łaknie by kochać.
          Chyba nie otrzymujesz tego ciepła emocjonalnego od swojego " stałego" partnera
          na jakie może cięzko pracowałaś. Tak bywa - tu masz rację, zycie niesie
          przerózne scenariusze. Szukaj Sellene tego szczęscia, ale trwałego ,
          stabilnego. Obawiam się, że jesteś o krok od romansu, a te niosa czasem/często
          cała falę druzgocących skutków. I wtedy tego szczęscia jest jeszcze mniej, robi
          się jeszcze ciaśniej w naszym zyciu, i o wiele bardziej skomplikowanie.
          Co do namiętności jakie często czają się, by ponieśc nas na swoich skrzydłach.
          One sa , będą jak świat stary. Powiem Ci co ja robię, gdy oprócz przyjaźni
          czuję jednak bioprądy o wyższej czestotliwości niż norma przewiduje : ))
          Nie unicestwiam tego ciepła, a ukierunkowuję je. Pozwalam by sobie krązyło
          swobodnie w żyłach, swoim rytmem, majestatycznie. Swiat pięknieje, a jakże.
          Wydobywam z niego same pozytywy, ładuję akumulatory. Zamyslam się, marzę, mam
          ochotę na to by się z kims tym podzielić - dzwonie do "psiapsiółki", nie mam
          ochoty siadam w fotelu z tomikiem poezji.Gram, spiewam, tańczę, krzyczę, gdy
          mam ochotę ( nie na partnera oczywiście). I jestem szczęsliwa dalej. Dalej
          buduje szczęscie tam, gdzie wiem , ze ono sie zrealizuje. Panuję więc nad
          uczuciem, co sama zauważyłaś. Przyjaźń jest dalej przyjaźnią, ale jest i
          swiatełko STOP.
          Wszystko co napisałam jest zyczliwie do Ciebie skierowane, zrobisz oczywiście
          to co uważasz za stosownym w swoim zyciu. Pozdrawiam serdecznie.
          • sellene Re: do Sellene 13.11.02, 16:30
            joanna_1 napisała:

            > Sellinko - Malinko!
            > Chcesz się nas tutaj radzić jak sobie poradzić z wszechogarniającym uczuciem,
            a
            >
            > raczej jak nad nim zapanować- tak zrozumiałam.
            > Nie chcę Ciebie w żaden sposób atakować, pragne jedynie przedstawić mój punkt
            > widzenia. Do Komitetu ds Miłości Platonicznych nie wchodzę i być może nie
            > spełnię Twoich oczekiwań. Natomiast fakt, iż zabieram tu głos na łączach jest
            > podyktowany troską o Ciebie droga Sellene właśnie.
            > Rozumiem to, że zakochałaś się w jakimś wyjątkowym mężczyźnie, a nie w całej
            > watasze bawidamków, to bezsporne jest.Pisząc, że jest takowych gentelmenów
            > wielu na świecie miałam na myśli idee "myśl globalnie - działaj lokalnie" :))
            > Wspomniałam, że na kreację naszej rzeczywistości mamy wpływ my sami. Także
            sami
            >
            > budujemy swoje szczęscie, nasze zycie, wytrwale i konsekwentnie. Przy jakim
            > boku, jakim męzczyxnie będę w zyciu szczęsliwa jest moim wyborem. Jesli
            czuję,
            > że to szczęscie wypala się, szukam rozwiazań dlaczego tak się dzieje i
            > zastanawiam się czy stać mnie na pracę nad związkiem. Jeśli uważam, że
            > fundamenty na tyle legły w gruzach, iż ani ja ani partner ich nie dźwignie,
            > wówczas dziękujemy sobie i oboje szukamy tego szczęscia dalej nie wchodzac
            > sobie w droge przy tym.
            > I tu jest chyba Sellinko przysłowiowy pies pogrzebany. Odnoszę wrazenie, że
            nie
            >
            > jesteś szczęsliwa w swoim zwiazku, dlatego Twoje serduszko tak łaknie by
            kochać
            > .
            > Chyba nie otrzymujesz tego ciepła emocjonalnego od swojego " stałego" partnera
            > na jakie może cięzko pracowałaś. Tak bywa - tu masz rację, zycie niesie
            > przerózne scenariusze. Szukaj Sellene tego szczęscia, ale trwałego ,
            > stabilnego. Obawiam się, że jesteś o krok od romansu, a te niosa
            czasem/często
            > cała falę druzgocących skutków. I wtedy tego szczęscia jest jeszcze mniej,
            robi
            >
            > się jeszcze ciaśniej w naszym zyciu, i o wiele bardziej skomplikowanie.
            > Co do namiętności jakie często czają się, by ponieśc nas na swoich
            skrzydłach.
            > One sa , będą jak świat stary. Powiem Ci co ja robię, gdy oprócz przyjaźni
            > czuję jednak bioprądy o wyższej czestotliwości niż norma przewiduje : ))
            > Nie unicestwiam tego ciepła, a ukierunkowuję je. Pozwalam by sobie krązyło
            > swobodnie w żyłach, swoim rytmem, majestatycznie. Swiat pięknieje, a jakże.
            > Wydobywam z niego same pozytywy, ładuję akumulatory. Zamyslam się, marzę, mam
            > ochotę na to by się z kims tym podzielić - dzwonie do "psiapsiółki", nie mam
            > ochoty siadam w fotelu z tomikiem poezji.Gram, spiewam, tańczę, krzyczę, gdy
            > mam ochotę ( nie na partnera oczywiście). I jestem szczęsliwa dalej. Dalej
            > buduje szczęscie tam, gdzie wiem , ze ono sie zrealizuje. Panuję więc nad
            > uczuciem, co sama zauważyłaś. Przyjaźń jest dalej przyjaźnią, ale jest i
            > swiatełko STOP.
            > Wszystko co napisałam jest zyczliwie do Ciebie skierowane, zrobisz oczywiście
            > to co uważasz za stosownym w swoim zyciu. Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: Terry Re: Platoniczna miłość... IP: proxy / 217.153.50.* 14.11.02, 11:56
      Miłość platoniczna to jak wirtualna rzeczywistość: po prostu jej nie ma.
      • Gość: mysia Re: Platoniczna miłość... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.11.02, 14:12
        Witam wszystkich ponownie
        Przejrzałam wszystkie posty i wiecie co chciałabym wierzyć w to co napisł
        Terry. Jednak miłość platoniczna chyba istnieje skoro tak wiele obób ją
        odczuwa. Jeśli chodzi o wirtualną rzeczywistość to chyba też jest ponieważ
        każdy z nas jest w stanie podać jakąś definicję tej nazwy. Jednak zgadzam się z
        tym iż te dwie sprawy można połączyć. Mam nadzieję, że znajdę tę swoją
        platoniczną miłość w wirtualnej rzeczywistości.

        Cześć Sellene
        Widzę, że jeszcze nie podjęłaś żadnej decyzji i nadal Cię to nurtuje. Joanna_1
        pisze, że na każdą sytuację w swoim życiu mamy wpływ (bardzo bym tak chciała),
        ale niestety się myli. Widzę, że to co czujesz różni się minimalnie od tego co
        mnie nurtuje. Jeśli macie jakiś kontakt wydaje mi się, że nie ma co tego
        zrywać - może potem wyniknąć fantasyczna przyjaźń. Chyba trzeba jak radzi
        Joanna_1 i Wannia czerpać radość całymi garściami z tego pięknego oczarowania,
        które podarowało Ci życie. Czas pokaże ja to się zkończy. Ostatnio czytałam
        artykół kobiety która zdradza i pisała, że zdrada może wnieść do stałego
        związku dużo pozytywnych cech. Waruniem jest, aby kochankowie doceniali swoje
        stałe związki i nie chcieli ich niszczyć. Małżonkowie podobno mogą niczego nie
        zauważyć, a siła, energia i radość jaka płynie z romansu przenosi się na życie
        w rodzinie. Wszystko byłoby świetnie i może na taką zdradę bym się zdecydowała
        gdyby w moim małżeństwie nie układało się cudnie, ale obciążenie psychicze
        jakie to za sobą ciągnie dla mnie jest za ciężkie. Ciągłe ukrywanie czegoś,
        pilnowanie się na każdym kroku to nie dla mnie. Jednak wiele kobiet żyje tak i
        jakoś sobie radzą (czasami nawet chwalą), nie wspomnę mężczyzn którzy zdradzają
        notorycznie. Ja nigdy nie należałam do osób które oceniają wybory innych, bo
        aby ocenić trzeba by było czuć dokładnie to co czuje druga osoba a to chyba
        jest niemożliwe. Nie umiem też za bardzo radzić w sprawach uczuciowych ponieważ
        sama nie raz rozumiałam jak powinnam postąpić lecz robiłam wprost przeciwnie.
        Niektóre z tych wyborów były słuszne, a za niektóre słono zapłaciłam. Powinnaś
        chyba zadać sobie pytanie czego tak na prawdę oczekujesz od tej znajomości i
        czy możesz z niej to wyciągnąć? Czy możesz sobie i Mu zaufać? Czy jesteś w
        stanie znieść ewentualną karę? (jeśli romans to krzywda bliskich, jeśli koniec
        znajomości to do końca życia pytanie cz by było gdyby? (ten wybór znam jest
        trudno trwam już tak od 7 lat i czas wcale nie leczy ran)). To nie są łatwe
        wybory mam ndzieję, że masz czas trzymaj się ciplutko. Napisz czasem co u
        Ciebie, bo u mnie przypuszczam, że długo się nic nie zmieni (może za kolejne 7
        lat). Teraz i tak jest nieźle bo mogę z kimś o tym pogadać. Pa

        • joanna_1 Re: Platoniczna miłość... 14.11.02, 15:23
          Droga Mysiu, oczywiście że masz rację! Miłość platoniczna jest, będzie i zawsze
          była! I niech trwa na wieki! Niech nas przenika, niech nas tuli i oplata! Lecz
          nie powinna nieść ze soba unicestwienia. Niech nie niszczy naszych związków,
          rodzin i to jest ten mój sposób postrzegania świata, to jest ta moja świadoma
          kreacja mojej rzeczywistości ( Sellene nie chce niczego niszczyć , to dla
          przypomnienia). Niech pozostanie tą niewypowiedzianą, tajemniczą - wszak
          właśnie w tym jej urok. Ciepłe uczucie niech generuje dobro, wniesie nowe
          pierwiastki pozytywne do naszego życia również tego parterskiego. I to dobro
          ukierunkowujmy na nasze dziedziny zycia.
          • sellene Do Mysi i Joanny !!! 14.11.02, 15:52
            Hej !!! Przede wszystkim podwójne PRZEPRASZAM dla Joanny, bo po pierwsze źle
            Cię zrozumiałam w Twoim wcześniejszym poście i niepotrzebnie zaatakowałam, a po
            drugie głupi system mnie wylogował, a jak mnie ponownie zalogował to wysłął
            tylko powtórkę twojego posta, bez moich wyjaśnień :(
            Więc teraz śpieszę z tłumaczeniem (się :)
            Rzeczywiście nie układa mi się zbyt dobrze w małżeństwie ...to fakt. Ten
            człowiek nie jest tego przyczyną, tak było zanim w ogóle się pojawił... Prawdę
            mówiąc nie wiem, czy cokolwiek da się jeszcze uratować w moim związku....Chyba
            jest za późno, ale tak jak powiedziałam On ani nie poprawił sytuacji, ani nie
            pogorszył...
            Poza tym rzeczywiscie mój obiekt uczuć nie jest bawidamkiem....raczej
            powiedziałąbym - wręcz przeciwnie. Jest typem "porządny facet" i może dlatego
            waham się co robić, bo boję sie skrzywdzić także Jego :)
            Jakoś nie bardzo po prostu umiem się cieszyć sie tym ...już ...Bo za bardzo się
            boję :(

            Do Mysi !!!
            Mysiu droga ...nie wiem co Ci poradzić..Czy powinnaś sie odezwać na gg czy
            nie ...Niby to nic takiego, żadne tam narzucanie sie przecież mnóstwo ludzi się
            tak znajduje..Tyle, zę boję sie o Ciebie, że może być tak jak ze mną :( Potem
            nie będziesz umiała żyć bez rozmów z Nim ...może spotkań...
            Ale ..czemu masz się pozbawiać szansy pogadania z nim ...
            Mój Boze sama nie wiem ...

            Do Was obu:)
            Ale mam pomysł!!! Może my pogadajmy kiedyś on line co ??
            Z oczywistch przyczyn nie podaję tu nr gg, ale jeśli macie ochotę dajcie znak
            na maila i wtedy się "znajdziemy".
            Jesteście zyciowe kobiety i super, ze chcecie mi pomóc !!!! Wielkie dzięki.
            Mam nadzieję, ze jeszcze napiszecie :)
            Pozdrawiam
            sellene

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka