clariette
24.11.02, 12:21
po raz milionowy w tym roku wpadlam w dol (psychiczny oczywiscie). Wczoraj z
powodu gderania mojej mamy. tak w ogole to krece sie w kolko i nie wiem jak
te zamkniete kregi przerwac.......
skonczylam studia ( juz jakis czas temu) i mialam ulozony plan na zycie. Tzn
plan mialam przed studiami i na ich poczatku. Wierzylam, ze na studiach
spotkam tego jedynego, pobierzemy sie, bede miala super prace - w koncu nie
studiowalam pisma wezelkowego tylko konkretne rzeczy. Potem bede miala
dziecko, potem znow popracuje, potem bede miala drugie dziecko, a pozniej juz
nie bede miala wiecej dzieci, ale za to bede miala sucesy w pracy. Z tym moim
mezem bedziemy szczesliwi (rocznice, wakacje , na starosc wnuki)
i co??? no i nic. Studia skonczylam, ale okazalo sie, ze dyplom nie oznacza
otwartych drzwi do kariery. facet jakis tam sie przewinal, ale nie byl tym
jedynym.
Wrocilam do domu rodzinnego, to chyba byl moj najwiekszy blad...
A teraz jestem w dole i nie wiem jak z tego dolu wyjsc.
Prace mam taka jaka sie trafila ( nienawidze jej, nie daje satysfakcji, cofam
sie w rozwoju), zarobek wyzszy od najnizszej placy, ale bardzo daleki do
sredniej, wiec za bardzo nie ma jak poszalec. Nie mam wyjscia musze mieszkac
z moja mama, bo na wlasny kat mnie nie stac. No i sa schody. Moja mama od
najmlodszych lat miala i niestety dalej ma ogromny wplyw na moje zycie, chce
o mnie decydowac.
czy to jest normalne, by zadawc 26 letniej corce pytania dokad idziesz, z
kim, dlaczego pozno wrocilas z pracy, gdzie sie znow wloczylas itd.
jestem dziwka, gdyz wyjezdzam z moim chlopakiem na wakacje i weekendy.
chce sie wyprowadzic, chce zamieszkac z moim facetem, tyle ze juz dluzszy
czas probuje znalezc prace w jego miescie i nic nie ma. Sa szanse na zmiane
pracy tu u mnie, ale to oznacza, ze dalej bede uwiazana na tej niewidzialnej
smyczy. Z drugiej strony potrzebuje innej pracy niz ta ktora mam.
Jezli dostane te prace, to znow odwlecze sie wyprowadzka. Z drugiej strony
nie umiem zaryzykowac i rzucic wszystko, na zasadzie "raz kozie smierc", a
moj chlopak nie zarabia na tyle duzo, bo go bylo stac mnie utrzymywac.
czsami dopadaja mnie mysli, ze najlepiej by bylo gdyby mnie nie bylo. nie
mialabym problemow, nie musialabym podejmowac decyzji, a inni nie musieli by
sluchac mojego narzekania.
sorry, ze to takie dlugie, ale............
jak nauczyc sie byc optymistycznie nastawiona do zycia, jak przeciac te
niewidzialna smycz, na ktorej mnie chce trzymac moja mama (ktos mi powiedzial
niedawno ze teraz to juz musztarda po obiedzie, bo gdzie ja bylam w wieku lat
nastu kiedy inni sie buntowali - bylam grzecznie w domu), jak nauczyc sie
ryzykowac????