kamfora
25.11.02, 21:24
Są tacy ludzie, z którymi chętnie dzielimy radości,
natomiast smutki skrzętnie skrywamy przed nimi,
i tacy, z którymi dzielić chcemy smutki, a radości to już
niechętnie, albo wcale.
I tak samo "w drugą stronę" : są ludzie, którzy chcą się dzielić
z nami tylko swoimi smutkami, a inni chcą tylko radościami.
Kłopot polega na tym, że nie zawsze (a właściwie rzadko) te chęci
sa wspólne :-)
Wtedy następuje zjawisko "rozżalenia" na bliską osobę.
Często sprawa dotyczy rodziców(matek) i dzieci. Matka chciałaby,
żeby dziecko (bez względu na wiek) dzieliło z nią swoje smutki,
chciałaby zrobić wszystko, żeby te smutki od dziecka oddalić.
Dziecko wolałoby o sukcesach, a o porażkach to lepiej nie,
bo po co martwić...
Gorzej, jeśli dotyczy to małżeństwa. Ludzie, którzy związali się ze
sobą, dzieląc przede wszystkim smutek - nie potrafią żyć w czasie
sukcesu. I tak samo, gdy związek powstał w chwili radości - przy
porażce - rozpada się.
Hmmm...jeśli ktoś uważa, że to, co piszę nie ma sensu - to pewnie
ma rację :-)
Ale może ktoś ma podobne obserwacje?