noie
15.03.06, 19:57
przed godzina dowiedzialam sie ze zmarl znajomy, rowiesnik.....byl wesolym,
maloskomplikowanym uczynnym facetem. gdy sie dowiedzialam ze zmarl bylam w
malym szoku , chcialo mi sie plakac ze to akurat on... tak szybko i
niespodziewanie. wyszlam na spacer by sie otrzasnac i przemyslec...zrozumiec
i sie z tym pogodzic...i walsnie na tym spacerze doszlam do wniosku ze jemu
juz jest dobrze. nie musi orac (po 10 godzn dziennie), ze ma klopoty z
glowy...i gdy sie nad tym zastanowilam to mi sie zrobilo lepiej. nalezal do
optymistow i jakos tak...jestem przekonana ze jemu juz nic nie brakuje i jest
tam szczesliwy gdzie jest....czy te mieszane uczucia ktore mna zawladnely w
ciagu zaledwie godziny sa normalne? czy moze za szybko przeszlam do
codziennosci, do tego ze jego juz nie ma ? czy to jest normalne ?
noie