Facet - co wypada?

IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 05.12.02, 23:44
Jestem w nieformalnym związku i mam córeczkę (ma trochę ponad rok). Z moim
partnerem nie układa się mi najlepiej - nasze uczucie wypaliło się, jesteśmy
ze soba ze względu na dziecko - właściwie o niczym więcej nie rozmawiamy.

Miesiąc temu poznałam kogoś. W pracy. On mieszka w innym mieście (jakieś 150
km ode mnie). Póki co łączą nas stosunki służbowe przeplatane lekkim firtem.
Wydaje mi się, że jest interesujący, chciałabym go bliżej poznać.

I zastanawiam się - jak daleko się posunąć. Czy wziąść inicjatywę w swoje
ręce, czy czekać na jakiś krok z jego strony (póki co mam obiecane wyjście na
kawę, gdy będzie w moim mieście). Czy od razu mówić mu o mojej sytuacji, czy
najpierw dać się poznać a potem powiedzieć o dziecku. Wiem, że mężczyźni boją
się kobie z takimi zobowiązaniami, ale z drugiej strony chcę być fair. Jak to
wszystko rozegrać?

Zuzka
    • Gość: Malwina Re: Facet - co wypada? IP: proxy / *.w.club-internet.fr 05.12.02, 23:50
      wszystko naraz ? jednoczesnie ?
      nie wiem :-( w tej domenie nie jestem specjalistka
      nie potrafie...
      ale jak juz sie zdecydujesz na rownolegle zwiazki to kwestia co wypada a co nie
      nie ma racji bytu...
      • calusna Re: Facet - co wypada? 06.12.02, 00:09
        Nie możesz , grzejąc się w cieple swojego mężczyzny , szukać następnego.
        To nieuczciwe. Perfidne! Złe!
        Rozwiąż swoją obecną sytuację , wtedy będziesz mogła z czystym sumieniem
        rozpocząć poszukiwania "nowego leszcza".
        hmm .. wiem że w obecnym stanie spraw to bezpieczniejsze bo a nuż "nowy leszcz"
        wystraszy się dziewczyny z dzieckiem , wtedy dobry i ten co jest , póki co.
        Tak samo myślisz? hmmmm ..
        • _zuzanka_ Re: Facet - co wypada? 06.12.02, 00:30
          Masz dużo racji w tym co mówisz... Problem w tym, że potrzebuję mocnego kopa,
          żeby zrobić coś radykalnego... Nałatwiej by było, gdyby to mój facet mnie
          zostawił...

          Zuzka
        • calusna Re: Facet - co wypada? 06.12.02, 10:32
          Mój post z godziny 00.09 jest skończoną ironią.
          Przykro mi że został odczytany jak prawdziwa rada.

          Nie możesz mieszkając z mężczyzną ktory jest ojcem dziecka , tkwiąc w obecnym
          związku , szukać nowego faceta rozważając na chłodno czy jest dobrym kandydatem
          na partnera , co wypada z nim robić , czy powiedzieć o dziecku. To nieuczciwe
          wobec tego który z Tobą mieszka i prawdopodobnie ufa Ci i złe z gruntu
          i z założenia w stosunku do nowego kandydata na partnera.
          Najpierw wyjdź ze związku ktory Ci nie odpowiada potem szukaj ,
          czekaj na miłość prawdziwą.
          calusna
    • Gość: Kinga Re: To nie wypada i jest bez sensu... IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.02, 00:16
      Ty nie chcesz byc wcale fair. Nie oklamuj przynajmniej siebie bo innych
      napewno ci sie nie uda. Ty tylko chcesz rozegrac wszystko taktycznie tak aby w
      razie porazki z nowym Franiem nie stracic tego z ktorym masz dziecko.
      Lawirantka z ciebie. Rok z facetem, masz dziecko i juz ci sie pali do
      nastepnej znajomosci. A moze lepiej zluzuj troche, bo w takim tempie i przy
      takim podejsciu do zycia za 10 lat bedziesz miala 10 dzieci z dziesiecioma
      roznymi facetami. Moja rada: daj sobie spokoj z innymi facetami ( kompletnie,
      zadnych flirtow, oszustw i kretactw). Skoncentruj sie na rozmowie i robieniu
      sobie drobnych przyjemnosci z obecnym partnerem, ojcem dziecka. Pomysl o swoim
      dzieciaku zanim wszystko zepsujesz. Dzisiaj wszystko wydaje ci sie bez iskry
      dlatego ze flirtujesz na boku i twoj partner musi czuc twoja nieszczerosc.
      • _zuzanka_ Re: To nie wypada i jest bez sensu... 06.12.02, 00:28
        Nigdzie nie napisałam, że jestem z moim obecnym facetem od roku.

        I nie uważam, że powinnam spędzić całe życie w jałowym związku tylko dla tego,
        że mój obecny mężczyzna stwierdził, że po urodzeniu się dziecka wszystko się
        zmieniło i nie jest to życie jakiego oczekiwał.
        Poza tym co chwila mówi mi, że planując swoje życie wyobrażał sobie, że będzie
        kiedyś ojcem, ale nie mężem. I faktycznie - z córką ma świetny kontakt; ze mną -
        praktycznie żaden.
        Naprawdę próbowałam walczyć o ten związek. Ale jego nie było przy mnie, gdy
        przeżywałam naprawdę ciężkie chwile w ciąży, bardziej myślał o kolegach niż o
        mnie. Nie umiem przejść nad tym do porządku dziennego.
        Jestem asekurancka? Tak. To wada, na pewno. Ale boję się samotności. Taka jest
        prawda i nie wstydzę się tego.

        A co do tego nowego faceta - dopuszczam opcję, że coś może między nami
        zaiskrzyć. Ale nie jestem na tyle naiwna, żeby planować wspólna przyszłość po
        miesiącu telefonicznej znajomości. Nie chcę tylko, żeby on się wystraszył zanim
        zdążymy się poznać.

        Zuzka
        • anides Moze to nie ma sensu, ale ja rozumie... 06.12.02, 01:34
          Zuzanka,

          Jestem w podobnej sytuacji - zwiazek dlugotrwaly i jalowy jak piasek.
          Uswiadomilam to sobie ponad dwa lata temu, ale brne dalej. Jestem w pelni
          niezalezna, zarabiam wiecej od mojego meza, na brak 'wziecia' u plci przeciwnej
          skarzyc sie nie moge... a jednak cos mnie powstrzymuje od odciecia tej
          emocjonalnej pepowiny. Rok temu wydawalo mi sie ze sie zakochalam w kims
          innym, on sie bardzo zaangazowal i po trzech miesiacach postawil mi ultimatum:
          albo maz albo on. I co? I nic - jak pomyslalam o rozwodzie, wrzasku rodzicow
          (bo maz to taki idealny ziec), podziale majatku, psow i przyjaciol po prostu
          zabraklo mi sily. I mimo ze rozstanie z mon amour bolalo okropnie, nie
          moglam wykrzesac w sobie wystarczajaco sily aby posterowac moim zyciem. Teraz
          wiem, ze ja zakochalam sie nie w nim, ale w nadziei ze bedzie mi latwiej
          zostawic meza jezeli sie w kims innym zakocham. Skomplikowane, ale takie jest
          zycie. I jezeli ktos nie byl w podobnej sytuacji, nie zrozumie. Co najgorsze,
          najblizsi przyjaciele nie moga zrozumiec mojego postepowania. Uchodze za osoba
          o b. silnym charakterze, ktora jak cos postanowi to zawsze dopnie swego. Ale
          ta opinia jest zbudowana na moich osiagnieciach w nauce/pracy, nie sferze
          emocjonalnej.
          Bardzo ci dziekuje za szczerosc twoich wypowiedzi. Ja do tej pory mialm
          problemy nawet z dopuszczeniem podobnych mysli do siebie. Mam nadzieje ze
          znajdziesz w
          sobie wystarczajaco sily by polepszyc twoja obecna sytuacje.



          _zuzanka_ napisał(a):

          > Nigdzie nie napisałam, że jestem z moim obecnym facetem od roku.
          >
          > I nie uważam, że powinnam spędzić całe życie w jałowym związku tylko dla
          tego,
          > że mój obecny mężczyzna stwierdził, że po urodzeniu się dziecka wszystko się
          > zmieniło i nie jest to życie jakiego oczekiwał.
          > Poza tym co chwila mówi mi, że planując swoje życie wyobrażał sobie, że
          będzie
          > kiedyś ojcem, ale nie mężem. I faktycznie - z córką ma świetny kontakt; ze
          mną
          > -
          > praktycznie żaden.
          > Naprawdę próbowałam walczyć o ten związek. Ale jego nie było przy mnie, gdy
          > przeżywałam naprawdę ciężkie chwile w ciąży, bardziej myślał o kolegach niż o
          > mnie. Nie umiem przejść nad tym do porządku dziennego.
          > Jestem asekurancka? Tak. To wada, na pewno. Ale boję się samotności. Taka
          jest
          > prawda i nie wstydzę się tego.
          >
          > A co do tego nowego faceta - dopuszczam opcję, że coś może między nami
          > zaiskrzyć. Ale nie jestem na tyle naiwna, żeby planować wspólna przyszłość po
          > miesiącu telefonicznej znajomości. Nie chcę tylko, żeby on się wystraszył
          zanim
          >
          > zdążymy się poznać.
          >
          > Zuzka
          • _zuzanka_ Re: Moze to nie ma sensu, ale ja rozumie... 06.12.02, 17:52
            Widzę, że spotkałam bratnią duszę ;-)

            Układ mamy bardzo podobny (zarobki, opinia, sytuacja w domu). Tylko, że ja do
            tej pory nie próbowałam wejść w żaden nowy związek.
            Cóż, chyba tylko mogę życzyć sobie powodzenia ;-)

            Powiem Ci tylko, że ostatnio dotarło do mnie, że każdy ma prawo do szczęścia. I
            szkoda tkwić w czymś, co nas unieszczęśliwia.

            Pozdrawiam

            Zuzka
    • kora3 Zuziu !! Spotkać się wypada :) 06.12.02, 01:41
      Zuzko !!! I Tobie też się widzę dostało :) No cóź...Tak to jest czasem na
      forum,że jak nie napiszesz,że Mąż Cię zdradza, bije i pije to nikt Ci nie
      poradzi, tylko "pouczą Cię moralnie", jaka powinnaś być i jakie "powinnaś" mieć
      problemy oraz jaka jesteś głupia, ze masz takie jakie masz !!! Ot co !!!

      Podobnie jak na ogół nie wypowiadam się co do postawy wątkodawców, tak i teraz
      tego nie zrobię. Nie będę oceniać czyjegokolwiek postępowania na podstawie paru
      zdań i w dodatku, jak nie tego ten ktoś ode mnie oczekuje.

      Moim zdaniem rzeczywiście nie czujesz się dobrze w swoim związku, dlatego tak
      bardzo chcesz potwierdzenia swojej atrakcyjności. Nic w tym dziwnego, ani
      niecodziennego Zuzko !!!
      Ale skupmy się na Twoim pytaniu :)

      Przede wszystkim nie oczekuj po tej znajomości za wiele. Nie dlatego, zę "nie
      rokuje", bo tego nie wiem:), ale dlatego, by się nie rozczarować. Na razie jest
      miło, lekka atmosferka flirciku i OK.
      To jak powinnaś się zachować na umówionym , nie zawodowym i nieprzypadkowym
      spotkaniu w dużej mierze zależy od atmosfery tego spotkania i nastawienia Twego
      znajomego.
      A na poczatek ....Mozesz Mu raz napomknąć o obiecanej kawie, ale raczej tylko
      raz i o ile nie będzie odzewu, nie ponawiaj już rozmowy na ten temat.
      Jeśli do Waszego spotkania dojdzie nie mów Mu od razu o swoim nieudanym
      związku ... To faktycznie odstrasza na początku, bo przecież podświadomie
      wolimy spędzać czas przeznaczony na rozrywkę ( a za rozrywkę można uznać kawkę
      z sympatyczną panią Zuzią :) w towarzystwie ludzi pogodnych ....Na pierwszej
      kawie nie ma powodu wywnętrzać się ze swoimi problemami i nic tu nie ma do tego
      lojalność wobec znajomego:) Poobserwujesz, jak przebiegnie to spotkanie, czy
      padnie propozycja następnego itede. Pierwsze spotkanie nie obliguje Cię do
      opowiadania historii swojego życia. Potraktuj to spotkanie tak samo, jak
      spotkanie z każdym innym znajomym, z którym poza służbowymi sprtawami
      zamieniasz zwykle kilka słów, bo takie to spotkanie w istocie będzie:) Chyba
      nie każdemu znajomkowi zdajesz relację ze swych spraw rodzinnych ??? No, więc i
      tu nie trzeba. Chyba, zę już coś o tobie wie i zapyta, wówczas też nie rozwijaj
      wątku nieudanego związku i potzreby "kopa" :) Po prostu zachowuj się
      naturalnie, jak na spotkaniu ze znajomym ....
      O córeczce powiedz, ale też naturalnie, po prostu w niewymuszony sposób. Ot,
      wtrąć zdanko o jakiemś Jej zabawnym zachowaniu na przykład. W ten sposob
      powiesz Mu o Niej, ale nie w formie "spowiedzi" tylko zwykłej rozmowy (przy
      okazji calkiem sprawdziosz też reakcję:)) Nawet jesli zapyta o Ojca dziecka nie
      mów za wiele, a najlepiej nie ciągnij tego tematu. Wszystko.
      Zobaczysz, jak się sprawa potoczy dalej i już...
      A swój związek, o ile uważasz go za skończony, najlepiej faktycznie zakończ.
      Wiem, fajnie i lekko mi się to pisze :)
      Ale pomyśl o tym :)))
      Pozdrawiam
      Korcia
    • Gość: filut Facet o tym przypadku IP: *.elmont.com.pl / 10.40.36.* 06.12.02, 07:43
      Klasyczną moralność uważam za przeżytek. Dla mnie liczy się tylko
      przyzwoitość. Różnicy sam sobie nie jestem dokładnie wyjaśnić.
      Z ww. powodu zwracam uwagę na praktyczne konsekwencje związania się (lub
      podjęcia próby) z facetem, z którym pracujesz. Na podstawie własnego
      doświadczenia i obserwowanych wielu przypadków wiem, że takie związki są
      nietrwałe i zwykle (85,6%!) fatalnie się kończą. Z tego powodu stanowczo
      odradzam. Nigdy nie wiadomo co z takiego partnera(ki) wylezie.
      A poza tym nie widzę przeciwskazań do łapania szczęśliwych chwil, o których
      potem opowiesz wnuczce lub koleżankom w czyśćcu.
      Życzę szczęścia z wartościowym(i) partnerem(mi)
      Fil
      • _zuzanka_ Re: Facet o tym przypadku 06.12.02, 17:32
        Hej,

        W kwestii praktycznej - pracujemy razem, ale w dwóch różnych miastach i
        zacieśnienie (czy całkowite pogorszenie) stosunków między nami nie będzie miało
        żadnego wpływu na nasze życie służbowe. Dlatego w ogóle o czymkolwiek myślę. W
        iinym wypadku nawet nie przyszłoby mi to do głowy.

        Pozdrawiam

        Zuzka
    • gumpel taka sobie refleksja 06.12.02, 17:24
      Tak sobie przeczytałem parę postów wyżej o bitej żonie, teraz czytam post
      Zuzki ... kurcze, ale z nas parszywy gatunek! Może makatki surinamskie byłyby
      bardziej przyzwoite. A może to tylko takie czasy ... a my bez winy ? Muszę
      przyznać, że drażni mnie ten wszechobecny egoizm moralny, owo dziwaczne "prawo"
      do korzystania z życia i do "okazji", a nade wszystko brak poczucia
      odpowiedzialności za konsekwencje własnych czynów. WSZYSTKO WOLNO, HULAJ DUSZA
      PIEKŁA NIE MA ! Graj więc, graj dziewczyno,w tę swoją partię szachów, tylko nie
      miej potem do Boga pretensji, że ten świat jest tak parszywie urządzony
      G.
      • _zuzanka_ Re: taka sobie refleksja 06.12.02, 17:44
        A mi się wydaje, że troszkę przesadzasz i generalizujesz. To, że myślę o
        wyjściu z nieudanego związku wcale nie oznacza, że stosuję w swoim życiu
        zasadę 'hulaj dusza', nie liczę się z nikim i z niczym.

        Może głupio zabrzmi to co napiszę, ale co tam...

        Mój obecny partner nie jest potworem. To całkiem fajny facet, tylko nie dla
        mnie. Uważam, że byłby dla mnie dobrym kumplem, ale niestety nie zgrywamy się w
        codziennym życiu. Bywa i tak. Ma świra na punkcie naszego dziecka - to dobrze,
        bo ono potrzebuje ojca. Nasze wzajemne stosunki są poprawne, więc naprawdę nie
        widzę w tej chwili potrzeby uciekania z tego związku do nikąd.
        Doskonale zdaję sobie sprawę (i myślę, że on wie, że ja wiem), że on flirtuje
        sobie na boku (głównie przez gadu-gadu). Liczę się z tym, że pewnego dnia może
        spotkac kogoś stworzonego dla niego. Taka jest kolej rzeczy - skoro nie ma
        miłości w domu bedzie jej szukał na zewnątrz.
        Ale na razie żadne z nas nie czuje potrzeby 'wyprowadzania się'. Tak jest
        wygodniej z powodów praktycznych (wspólna opieka nad dzieckiem) i czysto
        finansowych (gdzie bynajmniej nie jestem u mojego partnera na garnuszku -
        zarabiam więcej). Dlatego uważam, że mam moralne prawo szukać swojej drugiej
        połówki.

        Pozdrawiam

        Zuzka

      • sellma Re: taka sobie refleksja 06.12.02, 17:47
        gumpel napisał:

        > Tak sobie przeczytałem parę postów wyżej o bitej żonie, teraz czytam post
        > Zuzki ... kurcze, ale z nas parszywy gatunek! Może makatki surinamskie byłyby
        > bardziej przyzwoite. A może to tylko takie czasy ... a my bez winy ? Muszę
        > przyznać, że drażni mnie ten wszechobecny egoizm moralny, owo
        dziwaczne "prawo"
        >
        > do korzystania z życia i do "okazji", a nade wszystko brak poczucia
        > odpowiedzialności za konsekwencje własnych czynów.

        Kaz zatem bitej zonie zostac w obecnym zwiazku.

        sellma
Pełna wersja