wiu1
29.03.06, 09:28
Natknęłam się na taki oto post dot. aborcji (tu fragment):
"...A minutę przed urodzeniem ? A miesiąc przed urodzeniem ? A jeszcze
wcześniej ? Jaka jest różnica między minutą po a 6 miesiącami przed ?
Mija 9 miesięcy i masz swoje dziecko. 6 miesięcy przed - jesteś gotowa je
zabić. 6 miesięcy później oddasz za nie życie. Jak sądzisz, czy ktoś dając Ci
prawo do zabicia własnego dziecka, ZACHĘCAJĄC CIĘ, nie oszukał Cię ?
Może jesteś zmanipulowana przez Nowy Liberalny Porządek?..."
Zastanowiło mnie to, bo rzeczywiście - wybór jest łatwiejszy, kiedy nowe
życie jest zaledwie embrionem, czyli "takim czymś gdzieś"... a może
rzeczywiście warto ... poczekać? Przetrwać trudny okres, zmobilizować się ...
i czy nie powinno być inicjatyw społecznych wspierających kobiety w takiej
sytuacji...? Łatwo jest surowo nakazać "nie zabijaj", nie wyciągając
jednocześnie pomocnej ręki do osób w skrajnych sytuacjach...
Co o tym myślicie?