znowuzagubiona
14.04.06, 21:19
Własnie odłożyłam słuchawkę telefonu.
Rozmawiałam z córką,
która jest od 2-ch tygodni w Nowym Yorku.
Pierwsze jej relacje były entuzjastyczne,
pisała, ze jest pieknie, pieknie i wszystko takie wielkie.
Mowila, ze chyba sie urodziła, zeby mieszkać w NY.
Wyjechała z nadzieją na lepsze życie,
a mimo, że nie ma problemów jezykowych
i juz pracuje, chyba nie daje rady psychicznie.
Czuje się samotna, tęskni za przyjaciółmi.
Mam nadzieje, że to chwilowe i sie pozbiera.
Powiedziałam , żeby dała sobie szansę i okresliła
max granicę czasu tej inwestycji w przyszłość
i twardo sie jej trzymała.
Zdecydowala , ze bedą to 3 miesiące.
Nie jest życiowym mazgajem.
Wiem, ze sobie poradzi,
ale mimo to czuję taki ciężar na sercu.
No moze teraz trochę lżejszy,
bo sie "wygadałam".