matyldan
26.05.06, 22:01
Słuchajcie, mam problem. Jest nim moja osobowość ofiary, tak mi się wydaje.
Mam faceta, nie traktuje mnie odpowiednio, to trochę taki w założeniu 'wolny
związek', w który ja za bardzo się zaangażowałam. A ja trwam, bo liczę że
moje cierpienia kiedyś zsumują się i on zobaczy ile mi złego wyrządzi,
przeprosi i pokocha. Bez sensu, wiem.
Często wyobrażam sobie, że mnie krzywdzi (psychicznie), że robi mi straszne
rzeczy, przykrości, a ja to znoszę.
Boję się że kiedyś trafię na człowieka, który będzie mnie lać, a ja uznam że
wreszcie wszystko jest na swoim miejscu. Bez sensu.
Jak się pozbyć osobowości ofiary?
Moi rodzice byli wobec mnie wysoce chłodni emocjonalnie, a analizując moje
związki widzę, że przyciągam zimnych drani i znoszę wiele cierpień, bo wydaje
mi się, że tak powinno być, że kiedyś los mi wynagrodzi cierpienie. Zupełnie
jakbym szukała (w wyobrażeniach i w realnym życiu) cierpień po to, by kiedyś
je zsumować i wymienić na szczęście.