Dodaj do ulubionych

Przemijanie

IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 17.01.03, 23:12
Spotkałam dzisiaj kobietę, ktorej zmarł mąż po 54 latach wspólnego życia.
Nie znalazłam słów aby ją pocieszyć. Czy tracąc kogoś, odczuwamy rozpacz
która dotyczy nas, czy jest to żal za tymi, których już nie ma?
Obserwuj wątek
    • Gość: inka_sama Re: Przemijanie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.01.03, 23:18
      Gość portalu: gb napisał(a):
      > Spotkałam dzisiaj kobietę, ktorej zmarł mąż po 54 latach wspólnego życia.
      > Nie znalazłam słów aby ją pocieszyć. Czy tracąc kogoś, odczuwamy rozpacz
      > która dotyczy nas, czy jest to żal za tymi, których już nie ma?

      Chyba jedno i drugie?......
      Ale chyba bardziej przeżywamy własny ból, tęsknotę. Zwłaszcza jeśli wierzymy że
      ta osoba nadal żyje ale w innym wymiarze. Ze jeszcze sie spotkamy.
      Co można powiedziec w takiej sytuacji?
      Że można dziękować Bogu za tak wiele cudownyc wspólnych lat.
      Boże , jak bardzo bym chciała mieć tyle wspólnych lat za soba!!!
      Rozpacz przemija, ból pozostaje.
      • Gość: gb Re: Przemijanie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 17.01.03, 23:28
        Inko, może nie uwierzysz ale spotykając sie z kimś takim odczuwam jego ból i
        rozbija mnie to psychicznie na czas dłuższy.
        • Gość: inka_sama Re: Przemijanie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 18.01.03, 00:33
          Czemu mam nie uwierzyc?
          Na pewno ból jest inny gdy umiera ktos po wspólnych kilku latach, inny gdy po
          kilkudziesięciu.
          Co innego boli.
          W tym pierwszym przypadku najbardziej moga bolec te wszystkie lata które miały
          byc wspólne a nie będą, tyle wspólnych planów które szlag trafił. W drugim -
          samotność, życie bez kogos kto był tak niezbędny jak własna ręka czy oko, tak
          wrośniety w to drugie istnienie.
          Za to w tym drugim - bliżej do sptkania po tamtej stronie.
          Zauważyłaś jak często ludzie umieraja "parami"? Że jedno bez drugiego czasem
          żyje bardzo krótko? Samotni żyją krócej - dowiedzione.
          Widziałam niedawno nekrolog - ona zmarła 7 stycznia, on - 8 stycznia. Tylko na
          jeden dzień się rozstali. Ona 80 lat, on 77. Nie umiał bez niej żyć? Nie chciał?

          Można umrzeć na brak chęci do życia.
          • Gość: gb Re: Przemijanie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 18.01.03, 00:46
            Inko, niezależnie od tego, co czujemy, trzeba spróbowac życ terażniejszością.
            Jeżeli tak nie czynimy, to nigdy nie dowiemy sie co straciliśmy a pozostana
            nam tylko marzenia o tym, co mogło byc naszym udziałem. Pozdrawiam Cie
            serdecznie.
          • Gość: ryba Re: Przemijanie IP: *.blueyonder.co.uk 18.01.03, 00:46
            Mozna tez umrzec...zyjac. Cos mi sie wydaje ze tam brniesz. nie lubie
            komentowac takich watkow poniewaz sam stracilem bliskich (kto nie stracil?)
            ale wydaje mi sie ze z normalnego punku widzenia - przeginasz. Nie chce cie
            urazic, chociaz zdaje sobie sprawe z tego, ze prawdopodobnie juz to zrobilem,
            ale pomysl o tym. Zycie jest dla zyjacych a Ty zyjesz wiec zacznij zyc...
            • Gość: inka_sama Re: Przemijanie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 18.01.03, 00:58
              Zyje.
              :))
              Nawet nie wiecie jak bardzo!
              Czasem jednak trzeba dac ujście temu co w nas jest - nie zaprzeczac że istnieje.

              Cierpienie nie zawsze da sie rozpoznac po wyglądzie.
              Może moja teściowa uważa mnie za istote bez serca? :))
              Bo tak szybko osiagnęłam spokój... :))
              Na szczęście ona nigdy nie przeczyta tego co tu wypisywałam kiedyś. I czasem
              teraz.

              Forum nadal pozwala mi łatwiej sobie radzic. Cały czas tu jestem :o)
              • Gość: ryba Re: Przemijanie IP: *.blueyonder.co.uk 18.01.03, 01:02
                Uspokoilas mnie :))) Szczescia zycze :)))
                • Gość: J.S. gb i inka IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net 18.01.03, 04:04
                  Czy nie sadzicie ze istnieje cos co mozna nazwac instynktem zycia. Dla jednych
                  jest to strach przed smiercia, ale dla wielu jest to droga przedluzenia zycia
                  tych co odeszli. Zyja w nas, w naszych codziennych sprawch, klopotach,
                  zmartwieniach i radosciach. I dlatego warto trwac bo przedluzamy ich istnienie.
                  J.S.
                  • Gość: gb Re: gb i inka IP: *.lodz.zdnet.pl 18.01.03, 14:42
                    Miło mi, że to napisałeś.
                  • Gość: inka_sama istniejemy zawsze IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.01.03, 22:41
                    Gość portalu: J.S. napisał(a):
                    > Czy nie sadzicie ze istnieje cos co mozna nazwac instynktem zycia. Dla
                    > jednych jest to strach przed smiercia, ale dla wielu jest to droga
                    > przedluzenia zycia tych co odeszli. Zyja w nas, w naszych codziennych
                    > sprawch, klopotach, zmartwieniach i radosciach. I dlatego warto trwac bo
                    > przedluzamy ich istnienie.

                    Instynkt zycia niewatpliwie istnieje.
                    Tak jak i strach przed śmiercia.
                    Ale czy to jest to samo? Dla mnie ci którzy umarli nadal żyją. Nie mam
                    wątpliwosci. Nie jestem pewna czy rozumiem o co ci chodzi z tym przedłużeniem
                    życia tych co odeszli - w nas.
                    Uważasz że bez naszej pamięci przestana istnieć? NIe! I to raczej nam którzy
                    zostajemy jest potrzebna pamieć o nich.
                    Podobno najbardziej czuje sie starość gdy nie pozostał juz nikt kto pamietałby
                    nas w pieluchach i w szkole. :)

                    Nie przedłużamy istnienia tych co istnieja juz poza czasem.
                    Oni po prostu moga byc przy nas jeśli o nich nadal pamietamy.
                    A moze nawet gdy zapominamy?......
                    • Gość: J.S. Re: istniejemy zawsze IP: *.tnt2.lafayette.in.da.uu.net 19.01.03, 23:09
                      Gość portalu: inka_sama napisał(a):

                      > Gość portalu: J.S. napisał(a):
                      > > Czy nie sadzicie ze istnieje cos co mozna nazwac instynktem zycia. Dla
                      > > jednych jest to strach przed smiercia, ale dla wielu jest to droga
                      > > przedluzenia zycia tych co odeszli. Zyja w nas, w naszych codziennych
                      > > sprawch, klopotach, zmartwieniach i radosciach. I dlatego warto trwac bo
                      > > przedluzamy ich istnienie.
                      >
                      > Instynkt zycia niewatpliwie istnieje.
                      > Tak jak i strach przed śmiercia.
                      > Ale czy to jest to samo? Dla mnie ci którzy umarli nadal żyją. Nie mam
                      > wątpliwosci. Nie jestem pewna czy rozumiem o co ci chodzi z tym przedłużeniem
                      > życia tych co odeszli - w nas.
                      > Uważasz że bez naszej pamięci przestana istnieć? NIe! I to raczej nam którzy
                      > zostajemy jest potrzebna pamieć o nich.
                      > Podobno najbardziej czuje sie starość gdy nie pozostał juz nikt kto
                      pamietałby
                      > nas w pieluchach i w szkole. :)
                      >
                      > Nie przedłużamy istnienia tych co istnieja juz poza czasem.
                      > Oni po prostu moga byc przy nas jeśli o nich nadal pamietamy.
                      > A moze nawet gdy zapominamy?......
                      *****
                      Nie kreujac sie na bohatera mysle ze nie odczuwam strachu przed smiercia. Sadze
                      ze jest to punkt widzenia wielu osob, gdyz smierc jest nieunikniona. Moge
                      odczuwac lek czy Bog okaze mi swoje milosierdzie. Co do instynktu zycia: jesli
                      chce jeszcze zyc to z dwoch powod; przedluzam zycie tych co odeszli, w tym
                      sensie ze oni nas potrzebuja tak bardzo jak my ich, jesli wierzymy w przyszle
                      spotkanie, a po drugie chce ciagle sluzyc moim bliskim. Natomiast co do
                      istnienia poza czasem; nie jestem w tym mocny. Moze Imagine sie wypowie. Dla
                      mnie znaczenie slowa wiecznosc jest zwiazane z fizycznym sensem czasu.
                      J.S.
                      • Gość: inka_sama Re: istniejemy zawsze IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.01.03, 23:20
                        Gość portalu: J.S. napisał(a):
                        > Nie kreujac sie na bohatera mysle ze nie odczuwam strachu przed smiercia.
                        Sadze ze jest to punkt widzenia wielu osob, gdyz smierc jest nieunikniona. Moge
                        > odczuwac lek czy Bog okaze mi swoje milosierdzie. Co do instynktu zycia:
                        jesli
                        > chce jeszcze zyc to z dwoch powod; przedluzam zycie tych co odeszli, w tym
                        > sensie ze oni nas potrzebuja tak bardzo jak my ich, jesli wierzymy w przyszle
                        > spotkanie, a po drugie chce ciagle sluzyc moim bliskim. Natomiast co do
                        > istnienia poza czasem; nie jestem w tym mocny. Moze Imagine sie wypowie. Dla
                        > mnie znaczenie slowa wiecznosc jest zwiazane z fizycznym sensem czasu.

                        Kiedyś już tu napisałam że juz nie czuje takiego starchu przed śmiercią - boje
                        się bólu nie samego faktu śmierci. No i pytanie jak tam zostanę oceniona. :)
                        Co masz na myśli piszac że oni potrzebuja nas tak jak my ich?

                        Wieczność jest poza czasem - moim zdaniem. :)
                        No bo ile to jest czasu - wieczność? I kiedy się zaczęła i kiedy skonczy? Ona
                        JEST. :)
                        A z Imaginem uważaj bo on nas wysmieje :)) - mamy trochę inne zdanie na temat
                        konstrukcji świata. :)
                        • Gość: J.S. Re: istniejemy zawsze IP: *.tnt2.lafayette.in.da.uu.net 20.01.03, 00:11
                          Gość portalu: inka_sama napisał(a):

                          > Kiedyś już tu napisałam że juz nie czuje takiego starchu przed śmiercią -
                          boje
                          > się bólu nie samego faktu śmierci. No i pytanie jak tam zostanę oceniona. :)
                          > Co masz na myśli piszac że oni potrzebuja nas tak jak my ich?
                          >
                          > Wieczność jest poza czasem - moim zdaniem. :)
                          > No bo ile to jest czasu - wieczność? I kiedy się zaczęła i kiedy skonczy? Ona
                          > JEST. :)
                          > A z Imaginem uważaj bo on nas wysmieje :)) - mamy trochę inne zdanie na temat
                          > konstrukcji świata. :)
                          *****
                          Masz racje ja tez boje sie bolu i troche irracjonalnie zakladam ze bedzie mi
                          oszczedzony. Z drugiej strony bol zwykle towarzyszy naszym ostatnim chwilom w
                          doczesnym zyciu. Moj Tata odszedl kilka godzin po dokonanym zawale, Mama
                          walczyla z postepujaco choroba ponad poltora roku i przez ten czas umierala w
                          coraz wiekszych cierpieniach.
                          Z ta wiecznoscia byc moze masz racje. Aczkolwiek mozna rowniez zakladac ze my
                          nie nie jestesmy na razie w stanie wyobrazic sobie lub zdefiniowac poczatku
                          tykania zegara.
                          W koncu ostatnia spraw. Ja osobiscie nie potrzebuje by ktos mnie pamietal ja
                          wygladalem w pieluchac, natomiast zywe mi sa chwile z przeszlosci ktore
                          spedzilem z bliskimi, to co ja utrwalilem w pamieci. Inne spojrzenie. Od siebie
                          a nie na siebie. I jeszcze w tym temacie. W Kosciele (katolickim) do ktorego
                          uczeszczam w pewnym momencie zwracamy sie do Boga z naszymi problemami,
                          pierwsza czesc jest bardziej ogolna typu Boze uchowaj nas od wojny, lub pozwol
                          rzadzacym podejmowac wlasciwe dezyzje, a potem nastepuje formula zwracamy sie
                          do ciebie z naszymi osobistymi sprawami. I ja tutaj zawsze polecam Bogu moich
                          juz odeszlych. Gdy ja przekrocze granice cienia, kto bedzie modli sie za nich?
                          Moze bede ciagle mogl robic to, ale to tak jak z dyskutowana wiecznoscia, nie
                          wiem, nie moge sobie wyobrazic, chociaz szukam, czytam.
                          Pozdrawiam
                          J.S.
                          J.S.
                          • Gość: inka_sama Re: istniejemy zawsze IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.01.03, 10:37
                            Gość portalu: J.S. napisał(a):
                            > W Kosciele (katolickim) do ktorego
                            > uczeszczam w pewnym momencie zwracamy sie do Boga z naszymi problemami,
                            > pierws0za czesc jest bardziej ogolna typu Boze uchowaj nas od wojny, lub
                            > pozwol rzadzacym podejmowac wlasciwe dezyzje, a potem nastepuje formula
                            > zwracamy sie do ciebie z naszymi osobistymi sprawami. I ja tutaj zawsze
                            > polecam Bogu moich juz odeszlych. Gdy ja przekrocze granice cienia, kto
                            > bedzie modli sie za nich?
                            > Moze bede ciagle mogl robic to, ale to tak jak z dyskutowana wiecznoscia, nie
                            > wiem, nie moge sobie wyobrazic, chociaz szukam, czytam.

                            Szkoda że rządzący sie częściej nie modla. :) NIe - wypowiadaja słowa modlitwy
                            tylko modla czyli rozmawiaja z Bogiem. Ale po takiej rozmowie chyb amusieli by
                            zrezygnować z polityki. :o)
                            Modlimy się za naszych zmarłych - przynajmniej w KK.
                            A kto gdy nas zabraknie? Nie masz dzieci co? Ja zostałam tak wychowana że
                            rodzina jest dla mnie ważna i to przekazuje moim dzieciom. Wiare też. Więc
                            pozostanie ktoś kto bedzie pamietał.
                            A jesli nawet nie to przecież ogół wiernych modli się tez za WSZYSTKICH
                            zmarłych.
                            :) W tajemnicy ci powiem że modle się nie tylko za tych których znam. Takż eza
                            kilka osób które są bliskie znanym/ nieznanym osobom z forum.

                            A co do wiecznosci i istnienia poza czasem - tu chyba fizycy maja cos do
                            powiedzenia.:) Wystarczy tylko przekroczyc predkość światła i czas i
                            przestrzeń znane nam MUSZĄ sie zmienić - a może przestaja istnieć? :))

                            Martwisz się czyms J.S.? Tak jakos mam wrazenie że cos cię specjalnie dręczy
                            ale może sie mylę?
                            • Gość: J.S. Re: istniejemy zawsze IP: proxy / *.hemocleanse.com 20.01.03, 15:01
                              Gość portalu: inka_sama napisał(a):

                              >
                              > Martwisz się czyms J.S.? Tak jakos mam wrazenie że cos cię specjalnie dręczy
                              > ale może sie mylę?
                              ******
                              Gdybym mogl cofnac czas, moze nie zrobilbym kilku "glupstw" w zyciu. Tak sie
                              zastanawiam czy kazdy to ma takie spojrzenie wstecz i zal ze na przyklad pewne
                              sytuacje przerosly go. Nie, u mnie wszystko w porzadku, chciaz moglo byc
                              inaczej.
                              Pozdrawiam,
                              J.S.
        • lustrzanka Re: Przemijanie 20.01.03, 13:31
          Gratuluje glebokich zdolnosci empatycznych!
          Kiedy odchodzi Ktos bliski, odchodzi wazna czesc nas, zatem my odchodzimy ...
          Pozdrawiam,
          L.
          • Gość: soso Re: Przemijanie IP: 195.41.66.* 20.01.03, 15:11


            Wlasnie dzisiaj rano w rozmowie z pania, ktora prowadzi audycje nocne, zapytano
            ja, jakie telefony sa najtrudniejsze. Odpowiedziala, ze te, w ktorych ktos
            dzieli sie bolem po utraconej osobie. I ona powiedziala, ze w takich sytuacjach
            zwyczajnie nie mozna pomoc. To jest tak osobiste, ogromne i dalekie od
            wszelkich innych spraw tego swiata, ze zwyczajnie czas staje w miejscu.

            Pewnie prawda. Zupelnie nie potrafie sobie wyobrazic bolu, gdybym stracil
            ukochana osobe, ktora siedzi we mnie, w kazdej czastce mnie samego, we dnie i w
            nocy.

            pzdrw

            soso
            • Gość: dodo Re: Przemijanie IP: 216.191.157.* 20.01.03, 17:44
              na niektore odejscia jest sie gotowym gdzies w zakamarkach swiadomosci.
              wiemy, ze odejda dziadkowie, rodzice, starsze rodzenstwo, starsi koledzy,
              starsi wspolmalzonkowie. buntujemy sie i chcemy owe odejscia odsunac w czasie
              jak najdalej ale gdzies tam mamy swiadomosc, ze tak ma byc. wrecz ze tak byc
              powinno. rozstanie z mezem po 54 latach jest smutkiem ale nie tragedia.
              wiem, wiem - zaraz sie rzucicie, ze dodo bez serca ale wszyscy wiemy, ze zycie
              jest smiertelne i ze osiagnawszy jakis tam wiek (szczesliwie co i raz sie to
              wydluza) zblizamy sie do konca. zblizaja sie i nasi bliscy. i tak ma byc, z ta
              swiadomoscia zyjemy, na owe pozegnania przygotowujemy sie zyjac obok siebie
              przez rok, dwa, 20, 30, 50, 54...
              zdecydowanie jednak nie jestesmy gotowi na przemijanie przed czasem - dzieci,
              ktorych pochowaja rodzice, mlodsze siostry i bracia umierajacy za wczesnie,
              koledzy z mlodszych lat, na ktorych pogrzeb trzeba isc itd. to przyspieszone
              przemijanie jest tragedia, jest wbrew naturze i temu porzadkowi swiata, ktory
              kazdy nosi w sobie jak balans.
              na zwykle, codzienne przemijanie godze sie bez oporow - taka jest kolej rzeczy.
              na przemijanie expressowe nie moge sie zgodzic i wciaz uragam mocom, ktore do
              tego dopuszczaja.
              • joanna_1 Re: Przemijanie 20.01.03, 18:07
                Zgadzam się Z Tobą Dodo w całej rozciągłości.
                W pewnym sensie mozna w sobie wypracowac pewien stan gotowosci na odejście osób
                starszych.
                Ale pamiętam, jakim szokiem była dla mnie smierc przyjaciółki w wieku 15 lat,
                dzieliła sie swoim ciepłem, którego niejednokrotnie w domu brakowało. Pamiętam
                następne odejście ludzi tętniących zyciem.
                Nie mieli szansy posmakowac życia pełniej, borykac się z problemami i cieszyć
                doświadczeniami. I byłam czasem zła, że wyrwano korzenie młodego drzewa, ktore
                nawet nie zdąrzyło wydac owoców.
                Pozostaje nam dopowiadac Im, tam w zaświaty, dalsze historie, kontynuacje ich
                zaczętego dzieła. Rozmawiać i modlić sie o ukojenie ich duszy.
                • Gość: inka_sama Re: Przemijanie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.01.03, 22:19
                  Joanna_1 napisała:
                  Nie mieli szansy posmakowac życia pełniej, borykac się z problemami i cieszyć
                  doświadczeniami. I byłam czasem zła, że wyrwano korzenie młodego drzewa, ktore
                  nawet nie zdąrzyło wydac owoców.
                  Pozostaje nam dopowiadac Im, tam w zaświaty, dalsze historie, kontynuacje ich
                  zaczętego dzieła. Rozmawiać i modlić sie o ukojenie ich duszy.


                  Joanno!
                  Oni w pewnym sensie wydaja owoce - to ze o nich myślimy, zastanawiamy nad tym
                  że nikt nie jest zbyt młody by umrzeć to też jakiś ich udział w naszym
                  dojrzewaniu. Czy nie?
                  Ci co żyją choć wydaje się że ich zycie bywa bez sensu - tez maja swoje zadanie
                  do wykonania - choc czasem nie umiemy tego dostrzec.
                  • joanna_1 Re: Przemijanie 21.01.03, 17:40
                    Inko, ci co zostali lub raczej było dane im zostać mają bardzo ważne zadanie.
                    To oni właśnie realizują wcześniej zaplanowane idee, wspólne plany, marzenia.
                    Więź łacząca rodzące się nowe pomysły, nowe tchnienia działań ze wspomnieniami
                    związanymi z konkretną osobą jest zawsze żywa. Jest niesmiertelna. Jest zawsze
                    dojrzałym owocem. Dalsza historia jest tworzona nadal. Pulsuje, tętni. Ma swój
                    rytm. Jej kształt nadają i ci co odeszli i ci co zostali.
                    Przekazane wartości są jakby "upakowane" w taki uniwersalny nośnik jakim jest
                    pamięć i kontynuacja. I właśnie dlatego życie tych pozostałych ma sens. To jest
                    ich zadanie.
              • Gość: inka_sama dodo! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.01.03, 22:15
                Dodo - masz wielkie serce!
                Choc czasem nakładziesz nam w uszy. :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka