paco_lopez
30.06.06, 16:36
... jest to forum
Kończy sie pierwszy etap moich wakacji. Co mi on głeboko uświadomił to pewna
sprawa, która jest nie do opowiedzenia w zasadzie nikomu. Nic nie mogłem
poradzic na strzelanie oczami w kierunku lasek w dwuczęściowych kostiumach.
Gapienie sie na ich ciała i myslenie o tym, że jest to dla mnie to samo co
oglądanie fok w fokarium czyli świat zza szybki. Moja legalna i społecznie
akceptowalna interakcja ze światem kobiet ograniczona została do kłopotów z
wagą , celluitem i problemami codzienności przetykanymi aktami zaspokojenia
potencjału seksualnego. Dręczy mnie ta różnica miedzy światem myśli, słów i
działań. Słowa wydają mi sie najbardziej płytkie. Wyszydzam po trochu
szlachetnośc z jaka szedłem za głosem serca zanim skończyłem 30 lat.
Pogardzam tym, że z jednej strony myślę to, co myślę, a z drugiej jest to set
nie do wyznania dla kobiety z którą żyje i mieszkam. Wiem, że taka rewelacja
byłaby dla niej argumentem do spuszczenia mnie na drzewo, mimo iz świat moich
zachowań choć moze nie z tych podobnych do swiata doktora lubicza, ale jednak
do pozazdroszczenia dla całej masy zawiedzionych panien. Przeraża mnie, ze
ten temat potrafi mi skoczyć bardzo wysoko na skali intensywności. Łeb mi
chłodzi spojrzenie na czterolatka. On mi sie wydaje zestawem wszystkiego
pozytywnego co odbija się z mego życia w jakimkolwiek lustrze. Robotę
zawodową wykonuje jednym paluszkiem i bez zaangażowania. Redukuję swój świat
do niezbendności, obowiązku, bycia sympatycznym pomocnym gdzie trzeba i
bezkonfliktowym. Wiem, ze moze byc gorzej i ze inni maja gorzej, ale mam
ochote wyrzucić z siebie jakoś to, co jest ta częścią mnie, która jest słabo
cenzuralna. Ide na mecz. Skomentujecie ?