markow123
29.07.06, 02:51
Witam serdecznie.
Mam pewien problem i ciekaw jestem waszych opinii.
Otóż pewien czas temu (dobry miesiąc temu) pod mój dach trafiła babcia.
Mniejsza o to dlaczego, ważniejsze są skutki. Mieszkam z ojcem i matką, a wprowadziła się do nas babcia od strony
matki. Ma 83 lata, ale zdrowia fizycznego jest bardzo słusznego. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie dwie rzeczy - po
pierwsze próbuje wprowadzać własne porządki - począwszy od kuchni, na wyrzuceniu śmieci skończywszy - nieważne. Ktoś powie -
być cierpliwym i konsekwentnie odmawiać - ale do tej kobiety NIE DOCIERA NIC. Teoretycznie chęci ma dobrze, ale nie bierze w
ogóle pod uwagę tego, co ktoś mówi. Interesuje mnie czy to może być choroba w rodzaju Alzhaimera i jak należy reagować.
Takie uciążliwe wtrącanie się można jeszcze jakoś ździerżyć, podobnie jak domaganie się codziennego wychodzenia do kościoła
od strony babki (dodam, że ubierać się do owego kościoła zaczyna z 4-5 godzin przed wyjściem, a co gorsza, pośpiesza innych.
Ale pal licho te wszystkie rzeczy - jest coś znacznie gorszego. Otóż chodzi ona za swoją córką (a moją mamą) krok w krok. Nie
potrafi posiedzieć w swoim/jakimkolwiek pustym pomieszczeniu ani chwili,za wyjątkiem wieczoru, kiedy to kładzie się spać, a z
pokoju wychodzi dopiero rano i nie wraca do siebie ani na moment, aż do kolejnego wieczoru. Gdy matka wychodzi, ona podąża za
nią po całym mieszkaniu, gdy matka śpi - ona ją budzi, można co najwyżej uciekać z mieszkania, ale to przecież PARANOJA. a
nie muszę chyba tłumaczyć, że każdy potrzebuje choć trochę samotności. Na wszelkie próby tłumaczenia - czy to łagodnego, czy
kategorycznego - spokojnie i pokornie odpowiada "ja tylko chcę być z tobą, nie lubię być sama" etc. Jest przy tym
rozbrajająco spokojna, lecz zazwyczaj w wypadku odmowy z naszej strony, reaguje butnie i się wścieka.
Co do stanu jej psychiki - nie jest najlepiej, należy dodać, że zdarza jej się na przykład pomylić blok podczas spaceru.
Kilka lat temu, po śmierci jej męża, miewała z tego co wiem napady agresji - lekarz stwierdził, że badania są ok, coś tam
przepisał i po czasie wszystko się uspokoiło. Ale przed przeprowadzką nie było sytuacji, żeby ktoś musiał cały czas przy niej
być. Być może to efekt przeprowadzki ? "Starych drzew się nie przesadza" - niestety sytuacja nie była zależna od nas.
Pytanie jak reagować - krzykiem (mimo, że to starsza osoba, której należy się szacunek), czy może udać się do specjalisty ? A
jeśli tak do jakiego ? Bo obecna sytuacja jest nie do zaakceptowania.
Czekam na sugestie.
Z góry dzięki !