problem rodzinny

29.07.06, 16:48
spójrzcie proszę obiektywnie i pomóżcie podjać decyzję,bo mam problem.

Mam skomplikowaną i nienajlepszą sytaucję rodzinną.Jestem wyalienowanym
chłopcem do bicia.Nie mogę liczyć ani na dobre słowo,ani na wsparcie
rodziny-zawsze tak było,a ja wszystkich wspeirałam i pomagałam.W związku z tym
,że sytaucja pogarszała się tylko z roku na rok podjęłam decyzję ,że będę
odpłacała pięknym za nadobne, dość zainteresowania i pomocy tylko z mojej strony.
Z matką nie rozmawiałam ,ani nie widziałam się od 2 miesięcy,olewa mnie i moje
dziecko, nie inetresuje się ,zresztą wcześniej też tak było,ja inicjowałam
kontakty, jeździłam z dzieckiem do nich,matce zależy tylko na tym ,zeby przed
innymi grać rolę dobrej babci,tylko pozory mają znaczenie.Tak jak zawsze była
obojetną, oschłą matką dla mnie taką babcią jest dla mojego dziecka.
Matka jest właściwie zainteresowana tylko sobą, swoją faworytką moją średnią
siostrą i jej dzieckiem.Ja kilka razy usłyszałam,że mam sobie radzić sama,wiem
,ze nie mogę w żadnej sytuacji na nią liczyć.Zarówno matka jak i siostra są
typami cierpiętnic, nad którymi cały świat powinien się pochylac ,utyskiwać i
współczuć jakie ciężkie mają życie(na własne zresztą zyczenie). One w rewanzu
są zawistne, aroganckie,jadowite.
Siostra mimo tego ,ze jest ode mnie 10 lat młodsza tez ma w głębokim poważaniu
utrzymywanie kontaktu ze mna,ignoruje np. moje smsmy, zawsze kontaktowała się
tylko jak coś ode mnie chciała,podobnie jak matka.Zazdrosci mi udanego życia,
kochającego męża,ale nie zdaje sobie sprawy ,że o dobre małżeństwo trzeba
dbać, że wymaga to masę wysiłku, tak samo to ,ze teraz powodzi nam się lepiej
jest okupione duzymi wyrzeczeniami (m.in. tym ,że mąż pracuje za granicą i 3/4
roku spędza poza domem).
Teraz dowiedziałam się od naszej najmłodszej siostry ,że ta średnia jest na
oddziale w szpitalu psychiatrycznym,wcześniej już sugerowałam jej jakieś
leczenie ,bo jest osobą bardzo histeryczną, skupioną na sobie,typową
szantażystką emocjonalną, całą rodzinę co rusz stawia na baczność,lubi uciekać
w choroby,żeby wzbudzać litość,ma w zwyczaju wzywać karetki z błachego powodu.

Zastanawiam się teraz co zrobić , czy skontaktować się z nią, czy zignorować
sprawę,bo IMO to niestety kolejny sposób na zwrócenie na siebie
uwagi,zademonstrowaniu jaka jest biedna i nieszczęśliwa etc.Wiem ,że ostatnio
przeprowadziła sie spowrotem do rodziców z dzieckiem,ale jej związek to
właściwie składa się tylko z kryzysów, są ze sobą chyba tylko ze względu na
dziecko, dwoje rozpuszczonym, niedojrzałych egocentyków.Mysle ,ze to leczenie
jest taką próbą szantażu z jej strony.
Zastanawiam sie , czy skontaktować sie z nią , czy nie wchodzić w tą całą
sprawę tym bardziej,że moimi problemami nikt się nie interesuje,nikt nie pyta
jak sobie radzę , czy mi w czymś pomóc.Zastanawiam się też z tego powodu,że
matka paranoidalnie,szukając kozła ofiarnego obarcza mnie wina za niektóre
problemy siostry.

Wiem ,ze dużo chaosu w tym moim wątku,ale sytuacja jest skomplikowana i trudno
zaznaczyć ją zwięźle w kilku zdaniach.
    • joanna_od_aniolow Re: problem rodzinny 29.07.06, 17:07
      Olej je wszystkie, niech same ze sobą walczą;)
      Masz swoje życie;)
    • 7zahir Re: problem rodzinny 29.07.06, 17:15
      Ale masz rodzinkę. Współczuję.
      Dla swojego zdrowia psychicznego zastosowałabym
      totalna izolację - tzw twardą miłość
      Matka ma to na co zapracowała i teraz ją to przeraża,
      ale to jej problem i musi sobie z nim poradzić.
      Nie jest w sytuacji beznadziejnej, czas żeby inni jej pomogli.
      Nie staraj się, kolejnym wyręczaniem zasłuzyć
      na jej miłość - bo spotka Cie kolejna bolesna
      porażka.

      Ty masz rodzine i dziecko i to oni są dla Ciebie najważniejsi.
      Nie pozwól wzbudzać w sobie więcej poczucia winy.
      Przeczytaj ksiązkę Wirus samotnosci Wojciecha Kruczyńskiego.
      Pomogła mi zrozumieć moją identyczną jak Twoja
      postawę i nauczyć się mówić NIE.
      Pozdrawiam serdecznie.

      • elaine.femme Re: problem rodzinny 29.07.06, 17:48
        Nie wolno nikogo "olewać", nie wolno nikogo lekceważyć.
        Twoje potrzeby poszukiwania wsparcia są naturalne, lecz nie spodziewaj się go
        od histeryczno-hipochondrycznych ludzi o których piszesz.
        Daj im dowód swojej dobrej woli, ale nie narzucaj się.
        Tak , jak masz w sygnaturce:)
        • joanna_od_aniolow Re: problem rodzinny 29.07.06, 19:10
          Może Tobie "nie wolno", mi "wolno" ;)))
          Skrót myslowy sprowadzający się do tego że jeśli oni lekcewazą ją, niech ona
          odpłaci pięknym za nadobne. Cóż w tym dziwnego? Przyjaciół sobie wybieramy,
          rodziny nie możemy. Dlatego przyjeciele są ważniejsi.
    • tojaa33 Re: problem rodzinny WAZNE 01.08.06, 00:08
      Wczoraj siostra sama zadzwoniła do mnie,poczuła potrzebę kontaktu,rozmawiałyśmy
      normalnie,była spokojna, ufna w stosunku do mnie.
      Jest na obserwacji psychiatrycznej, nie przyjmuje żadnych leków, zrobili
      jej testy osobowiści.
      Za całą sytuację czyli to ,że znalazła się w szpitalu obwinia swoich teściów.Z
      kolei za to,że ona ma z nimi taki trudny kontakt nasza matka winą obarcza mnie ,
      , zrobiła sobie ze mnie kozła ofiarnego.

      Siostra była oburzona,że matka nie zadzwoniła do mnie osobiscie poinformować
      mnie o tym,że ona jest w szpitalu.Generalnie jest wścikła na matkę, że traktuje
      ją i rozmawia z nią jak z wariatką, matkę ta syuacja przerasta.

      Dziś po 2 miesiącach braku kontaktu zadzwoniła do mnie matka. Oczywiście
      roztrzęsiona,mówiła tylko o tej sytuacji.Ja czułam sie bardzo niekomfortowo
      romawiając z nią,wiedząc jaki ma stosunek do mnie i co o mnie opowiada naokoło,
      zaczęła mnie pouczać jak mam rozmawiać z siostrą,żeby nie doprowadzić do
      pogorszenia się stanu jej zdrowia .Namawiała mnie ,zebym jutro z samego rana do
      niej zadzwoniła i najlepiej pojechała ją odwiedzić skoro mam na nią teraz dobry
      wpływ(tak widocznie twierdzi siostra,bo rozmawiam z nią normalnie ,choc uważam
      na słowa wiedząc w jakim jest miejscu) .
      Poczułam się osaczona i mocno obarczona odpowiedzialnością, za ewentualną
      poprawę stanu siostry,od razu matce odpowiedziałam ,ze nie zamierzam brać za to
      odpowiedzialności ,bo pomimo mojej dobrej woli jest to ode mnie niezależne,tym
      bardziej jeśli rzeczywiście okazałoby się ,ze ma ona jakieś zaburzenia.
      Jednak obawiam się ,bo znam moją matkę wiem,że teraz powie mi ,że ona o tym wie
      ,ze nie ja jestem odpowiedzialna,ale potem będzie mówić co innego.

      czuję się mocno osaczona i nie wiem jak się zachować , co robić? Z jednej strony
      chciałabym podtrzymać siostrę na duchu, skoro jej miałoby to ewentualnie pomóc,
      ale nie chciałabym ,żeby było to roztrząsane,żeby było tematem dyskusji,analiz,
      a najbardziej boję się tej odpowiedzialnosci ,którą rozhisteryzowana matka mnie
      obarcza.
      Ona nie rozumie tak naprawdę tego,że to nie ja jestem odpowiedzialna za życie i
      żadne postępowania mojej siostry.Wiem,ze będzie szukać winnych i jak zwykle
      chętnie mnie tą winą obarczy.

      Poradzcie proszę ,jak byście się zachowały w tej sytuacji...nie chcę potem
      przeżywać i cierpieć z tego powodu,nie mam na to siły.

      znajdzcie proszę salomonowe rozwiązanie
      • kryzolia Re: problem rodzinny WAZNE 01.08.06, 07:36
        Pomagaj siostrze tylko wtedy gdy Cęe o to wyraźnie poprosi i tylko w takim
        zakresie jaki będzie ta prośba obejmowała.

        Wydaje mi sie , że matke powinnaś traktowac z dużym dystansem, tak jak się
        traktuje daleką znajomą....bez emocji...
Pełna wersja