noie
29.08.06, 20:28
...moze dla was to nic nowego. nie pierwszy i nie ostatni taki watek...ale
musialam dac upust moim myslom. jestem optymistka i wierze w dobra strone
kazdego czlowieka. od jakiegos jednak czasu mam dosc "ubiegania sie" ,
pielegnowania znajomosci lub poprostu narzucania sie innym...(niech kazdy
sobie wybierze jak to mozna nazwac) . zawsze interesowalo mnie jak sie
wiedzie innym, czy udalo sie zazegnac klopoty, czy dziecko wyzdrowialo, czy
praca sie znalazla, jak zdrowie. nie w sensie negatywnym jak inni moga to
odebrac. wydawalo mi sie poprostu ze ludzie potrzebuja uwagi i troche im
pomaga gdy ktos poslucha,pomoze lub poradzi. w ten sposob jestem/bylam
lubiania . jednak od jakiegos czasu mam dosc tego jednostronego
zainteresowania. teraz...gdy stwierdzilam ze powinnam zaczac myslec tez o
sobie...nagle wszyscy znikli...nie interesuje ich czy "zyje". nawet po
dlugotygodniowej ciszy nikt sie nie spyta czy wszystko OK....przykre...to
jest naprawde przykre, bo wlasnie w tym momencie uswiadamiasz sobie ze dla
innych nie jestes niczego wart.dlatego mam dosc.ubiegac sie o wzgledy?
przypomniec im o moim istnieniu pytaniem czy ICH dzieci sa zdrowe ?
NIE...wole miec tych paru znajomych ( na palcach mozna policzyc)z ltorymi
czasem pogadam i juz....nie mam ochcoty na towarzystwo lub znajomosc ludzi
ktorzy wogole nie sa zainteresowani moja osoba ....czy zle robie ? czy cos
wczesniej zle zrobilam ? czy powinnam cos zmienic? jeszcze miesiac,dwa temu
sie nad tym zastanawialam...ale teraz juz nawet na to nie mam
ochoty...wiec ...powoli...tlen,skype,gg i poczty ktore juz od miesiecy sa
puste pojda do kosza...
pozdrawiam i dziekuje ze przeczytalas/es to do konca
noie