03.03.03, 22:23
Dotyk.
Uswiadamiacie sobie jakie ma dla was znaczenie?
Czy w ogóle zastanawiacie się czym dla was jest , czy odczuwacie jego
potrzebę?
Ilez rodzajów. I ten przykry i ten miły.
Przytulenie przez bliska osobę - i tłok w autobusie.
Pogłaskanie po głowie - i uderzenie młotkiem w palec.
Masaż - i nagły cios.
Siedzenie ramie w ramie przy ognisku w zimna noc - i trzymanie dystansu w
kolejce za.. czyms tam.

Jakie macie "granice"? Kogo dopuszczcie do bliskiego kontaktu?
Czy czujecie potrzebę dotyku? Uścisnąc czyjąś dłoń, usiąść blisko, poklepac
po plecach - czy nie lubicie tego, bronicie się przed kontaktem zbyt bliskom
fizycznie.
Zastanawialiście sie nad tym?
Obserwuj wątek
    • Gość: Malwina Re: Dotyk IP: *.d1.club-internet.fr 03.03.03, 22:43
      codziennie !
      w tym kraju gdzie wszyscy sie caluja i obmacuja, codziennie tancze na czubkach
      palcow i dziwna nieswiadoma (teraz juz swiadoma ;-) choreografie wykonuje -
      zawsze w trakcie utrzymywania dystansu ktory dla ludzi z polnocy jest o pol
      metra (jesli dobrze pamietam , bo badania byly) wiekszy niz dla ludzi poludnia.
      Co za cyrk ! i nic na to poradzic nie moge.
      Tylko zaufanie sprawia ze sie zblizam.
      a na ruchomych schodach musze sie opanowywac zeby nie walic !
      :-)))
      • procesor Re: Dotyk 03.03.03, 23:01
        Ciesz sie Malwino że w kraju arabskim nie mieszkasz!! :))
        Tam to (wg tych badań wspomnianych przez ciebie) wprost pchaja sie do siebie i
        dystans najchetniej utzrymuja zerowy. :)

        Nie pamietam gdzie czytałam o tych badaniach, były bardzo ciekawe. Te strefy
        doo których dopuszczamy innych - publiczna, prywatna,intymna.. Wyrażone w
        konkretnych odległościach.

        Ciekawe jest że w zatłoczonym autobusie czasem moge znieść ludzi bez problemu -
        a czasem w duzo mniej zatłoczonym MUSZĘ odsunąć się od jakiejś osoby. Od razu
        zazanczam że nie chodzi tu o higienę i efekty towarzyszace :)
        Po prostu sa osoby od których mnie odpycha.

        A mnie sie tak marzy teraz masaż pleców i karku, ech.. A tu nic z tego. :))
        • malwinamalwina Re: Dotyk 03.03.03, 23:09
          eeeh, moze niedlugo zamieszkam ...:-)
          podobno na "sukach ":-))) przepraszam uprzejmie nie moja wina ze rynek tak sie
          nazywa ! - wiec podobno podszczypuja ?
          hmmmm, pomysle , pomysle ...
    • Gość: Renka Re: Dotyk..., rowniez koloru IP: *.ADSL.mnsi.net 03.03.03, 23:03
      Ja mysle, ze czasem potrzeba czlowiekowi takiego zwyklego przytulenia, nawet
      bez slow.Czlowiek jest samotny i w srodku, tam, gleboko w swoim sercu siedzi
      skulony jak mala myszka i drzy ze strachu.Czasem dotyk moze bolec, szczegolnie
      jak jest niechciany.Dlatego lepiej moze jest byc na te odleglosc okolo 1m od
      drugiego czlowieka.Jak przyjechalam do Kanady, skierowano mnie na taki kurs,
      gdzie mowilo sie o wszystkim, co i jak, w Kanadzie. Poniewaz jest tu tak duzo
      kultur, te same gesty moga znaczyc dla roznych ludzi co innego. Pamietam, jak
      nauczycielka mowila o tej bezpiecznej odleglosci okolo 1m, nie za blisko,nie
      za daleko, w sam raz do konwersacji.Radzila tez, zeby nie patrzec bezposrednio
      w oczy podczas rozmowy.Bo "dotyk" spojrzenia moze kogos dotknac? Czarny kolor
      ubrania okreslila jako "zlo",tzn uwazala, ze kolor zla to kolor czarny. Dla
      mnie np kolor czarny to mozaika kolorow, jest to mieszanina wszelkich
      mozliwych odcieni i barw i nie kojarzy mi sie ze zlem, ale ze sztuka, a
      wlasciwie artystami ;)) Ma on pewna temperature, ktora dla mnie jest w sam raz
      i dotyk czarnego jest po prostu przyjemny, taki cieply, miekki.
      Lubie czuc na sobie czarny kolor.
      Natomiast dotyk czlowieka ma chyba przynajmniej w porownaniu z kolorem
      wiekszy ciezar.To tak, jakby wieksza wymiana energetyczna towarzyszyla temu
      dotykowi.Raz dobra, raz zla.
    • Gość: Sławek Re: Dotyk IP: 212.106.159.* 03.03.03, 23:42
      Kiedyś bardzo tłumiłem w sobie potrzebę dotyku bo w domu nie zostałem nauczony
      jej realizowania. Wydawało mi się, że dotykając obcych czy znajomych wyzwolę w
      nich odruch niechęci, że spotkam się z nagłym, zaskoczonym spojrzeniem. Do
      dzisiaj mam jeszcze czasami odruchy unikania dotykania obcych osób np.
      dotykania dłoni sprzedawczyni przy podawaniu pieniędzy ale są to rzeczy drobne
      i śmieję się gdy się na nich przyłapię. Umiejętności tej zacząłem się uczyć gdy
      pojawiły się osoby bliskie spoza rodziny. Wtedy potrzeba, chęć dotyku stała się
      tak ogromna, że problem z jej realizacją okazał się dużo mniejszy niż myślałem
      a czasami wręcz trzeba się było powstrzymywać. Dzisiaj nie wyobrażam sobie
      bliskości bez dotykania, gładzenia, uścisków.
    • awnee Re: Dotyk 03.03.03, 23:49
      Dotyk to coś co jest dla mnie bardzo, bardzo ważne. Jestem "dotykowcem" -
      dopuszczam ludzi znacznie bliżej niż normy przewidują ;) , często dotykam w
      czasie rozmowy, głaszczę, przytulam... Rzadko bywają sytuacje w których, to że
      ktoś mnie dotyka jest dla mnie problemem (sa to właściwie tylko sytuacje
      niechciane - erotyczne, z podtekstami). To w jaki sposób dotyka mnie mój
      chłopak, jest dla mnie o wiele cenniejszą informacją niż to co mówi. I nie
      chodzi mi tu o sytuacje damsko - męskie - ja po sposobie/rodzaju dotyku
      wyczuwam czy on jest spokojny, zrelaksowany, zdenerwowany, czy się nad czymś
      zastanawia. Banalne wzięcie za rękę może bardzo dużo zdradzić :)
      Kiedyś na zajęciach grupowych robiliśmy takie ćwiczenie - jedna osoba kładła
      się i zamykała oczy, a reszta grupy miała jej dotykać, głaskać etc. Potem
      mówiliśmy o tym, co czuliśmy, jak to przezywaliśmy. I okazało sie że byłam
      jedyną osobą, w dziesięcioosobowej, całkiem dobrze znającej się grupie, która
      nie miała z tym ćwiczeniem problemów. Aż mi sie dziwnie zrobiło.
      W kulturze bezdotykowej chyba nie mogłabym żyć.
      --
      Pozdrawiam.
      awnee.

      "Wszystkie marzenia się spełniają..."
    • carduus Re: Dotyk 04.03.03, 10:14
      Ja jestem niedotykalska. Nie znoszę tłoku i gdy jestem zmuszona w nim przebywać
      z każdą chwilą czuję narastającą agresję. Oczywiście nigdy jeszcze nikogo w
      tramwaju nie pobiłam, ale czasami bywam blisko:-). Staram się z tym walczyć,
      ale z marnym skutkiem. Z tego powodu nie bywam na koncertach, gdzie ludzie
      tłoczą się pod sceną, w ciasnych klubach, na plażach, gdzie głowa koło głowy,
      na zatłoczonych basenach i innych takich. Nawet w kawiarniach zawsze wybiram
      stolik jak najbardziej oddalony od reszty, bo przeszkadza mi zbytnia bliskość.
      Windy to katorga. Czasem bywam posądzana o patologię, bo nie przepadam nawet za
      dotykiem moich bliskich. Moja siostra i brat to totalne przylepy i ciągle były
      w domu awantury na tym tle. Paradoskalnie uwielbiam dotyk mojego męża (i chwała
      Bogu bo inaczej żylibyśmy w bieli, albo nasze drogi dawno by się rozeszły) no
      mojego dziecka, z któym mogę się miętosić bez opamiętania. Ale obcy dotykacze,
      natychmiast wzbudzją moją niepochamowaną inader żywiołową niechęć.

      carduus
      • antoska Re: Dotyk 04.03.03, 10:45
        Uwielbiam dotyk osoby mi bliskiej, dla meza, siostry, rodzicow, przyjaciolki jestem przylepa. Kiedy osoba
        malo mi znana probuje przytulic, np. podczas skladania zyczen- az cala sztywnieje, wole utrzymywac z nia
        dystans, to samo w zatloczonym autobusie, nie znosze dotyku kogos obcego, gdy ktos siada obok mnie,
        staram sie odsunac jak najbardziej... Kiedys znajomy mial- wedlug mnie- straszny zwyczaj bycia bardzo
        blisko rozmowcy, czesto dochodzilo do smiesznych sytuacji, ja sie odsuwalam, on sie nachylal i w koncu
        stalismy w dziwnej pozie, powyginani :) A czasem czuje ogromna potrzebe, aby ktos mnie poglaskal po
        glowie.
      • Gość: Mevillian Re: Dotyk IP: *.blich.krakow.pl 04.03.03, 10:51
        Witam:>

        carduus napisała:

        > Ja jestem niedotykalska. Nie znoszę tłoku i gdy jestem zmuszona w nim
        przebywać
        >
        > z każdą chwilą czuję narastającą agresję. Oczywiście nigdy jeszcze nikogo w
        > tramwaju nie pobiłam, ale czasami bywam blisko:-).
        Ty tez? :>
        najgorzej bywa z mlodziencami w wieku mniej wiecej mojej mlodszej siostry - tak
        okolo 17-19 lat... Sa w tramwaju, sa u siebie :> czyli nie zauwazaja owych
        granic, ktore ma kazdy czlowiek... Przeslizguje sie obok nich jak waz [wonz].

        >Staram się z tym walczyć,
        > ale z marnym skutkiem.
        zaczelam z tym walczyc kilka lat temu. Bardzo pomogl mi jeden kumpel, ktorego
        poznalam na pierwszym roku - za kazdym razem, gdy sie spotykalismy, obejmowal
        mnie, wital bardzo cieplo... po pol roku przestalam sie wyrywac ;> [nie. nie
        bylo w tym podtekstu seksualnego, ja po prostu nie znosilam dotyku kogokolwiek -
        lacznie z bliska rodzina]. Potem przyszly zajecia z masazu "tybetanskiego";
        musialam masowac - dotykac!! - zupelnie obce dla mnie osoby; co wiecej, one - w
        czasie zmiany masowany-masujacy - musialy masowac takze mnie. oj, to bylo
        straszne przelamywanie oporow. Chyba dlatego sie przelamalam, bo zauwazylam,
        jaki efekt moze dawac dotyk wlasnie - zniesc bol, przyniesc ulge, zrelaksowac
        cialo; o ile jest dawany z cieplem, nienachalnie, delikatnie i za zgoda tego,
        kto dotyk przyjmuje :).


        Teraz jest troche lepiej - ale zdecydowanie bardziej wole kogos dotknac, niz
        byc dotykana... no i te tramwaje.. zaczelam poruszac sie pieszo.. chyba ze
        musze isc bardzo daleko :>
        Sfery mam wydzielone bardzo dokladnie... wystarczy, ze ktos bardzo cicho
        podejdzie do mnie i stoi za moimi plecami w odleglosci 0.5 metra...a ja i tak
        go wyczuje. brrrr, a jak jeszcze wyciagnie reke i mnie dotknie - bo czegos chce
        na przyklad, a do glowy mu nie wpadnie, zeby cos powiedziec... brrrrr. MOglabym
        zabijac ;> podsumowujac - dotykac mnie moze tylko to, co widze, nigdy z
        zaskoczenia, i zawsze w okreslonych granicach...

        pozdrawiam
        Mevillian

        • Gość: Mevillian Re: Dotyk - krotka historia... IP: *.blich.krakow.pl 04.03.03, 11:06
          jeszcze raz ja :>
          cos mi sie przypomnialo - pewna historia...
          Kilka lat temu poznalam pewnego goscia. Szybko zaczal sie aklimatyzowac w
          srodowisku, w ktorym jestem tez od jakiegos czasu. Charakterystyczna cecha tego
          srodowiska jest mala ilosc kobiet, wieksza mezczyzn [stosunek 1:2, moze 2:5].
          Koles mial jedna, zasdnicza wade - przekraczal granice... Tak wiec, siedzac z
          nim w pubie, mozna bylo byc pewnym, ze w pewnym momencie obejmie kobiete
          sieedzaca obok [chociaz widzi ja pierwszy raz w zyciu], polozy jej reke na
          kolanie, chcac podkreslic zapewne wage tego, co mowi [chociaz to, co mowi, nie
          ma zadnego zwiazku z gestem, jaki wykonuje], a na nastepnym spotkaniu wysciska
          owa kobiete i wycaluje bez wzgledu na to, czy ona ma na to ochote, czy nie [ a
          zwykle nie miala..].
          Kobiety zaczely sie irytowac. Bardzo irytowac, tym bardziej, ze asertywne
          podejscie do sprawy: "Nie zycze sobie, bys mnie dotykal" nie dawalo zadnego
          rezultatu...
          tak wiec panowie - w glownej mierze partnerzy tych pan, zebrali sie i...
          powiedzieli koledze, ze jesli choc raz zacznie w ten sposob narzucac
          sie "dziewczynom" [nie o jedna osobe tu chodzi, a o kilkanascie..], to
          nastepnym razem znajdzie sie w szpitalu.
          Poskutkowalo. Na kilka tygodni.
          Teraz koles troche wiecej rozumie, stara sie raczej opanowac - po prostu jego
          granice sa z lekka..hmm.. zaburzone. Zrozumial to po kilku sytuacjach, gdy po
          dotknieciu ktorejs z kolezanek [a nawet i mnie, blllleeee] dostawal albo ostra
          reprymende, albo... w twarz... i wreszcie ktos mu uswiadomil wage tego
          problemu, jaki stwarza.
          Historia specjalnie dla procesor :) jako odpowiedz na jej watek o dotykaniu :)
          Pozdrawiam, Mevillian
          • Gość: Malwina Re: Dotyk - krotka historia... IP: *.abo.wanadoo.fr 04.03.03, 11:14
            widze ze klub swirnietych jest duuuzy :-)
            nie tylko ja
            a przeciez to powinno byc normalne- dotyk jest komunikacja, cieplem, powinnien
            byc odbierany jako cos przyjacielskiego i przychylnego a nie jako agresja.
            jestesmy chyba kompletnie "zakorkowani"
      • transza Re: Dotyk 06.03.03, 21:19
        Ja też nie przepadam za dotykiem, chociaż chyba nie tak gwałtownie jak Ty.
        jedna rzecz zaobserwowałam - pisal już o tym ktoś na forum. czasem w tramwaju
        jest scick i nic, a czasami dośc luźno, a jednak sasiedztwo jakiejś osoby
        wzbudza natychmiastowa agresję i MUSZE zmienić miejsce, bo poszarpię... to się
        chyba wiąże z jakim ś poziomem energetyczynm jaki każdy z nas wyttwarz.
        Ale w problemie dotyku - kiedy byłam młodsza, bardz często, wręcz nagminnie
        padalam ofiara autobusowych "ocieraczy". Zachowywałam się jak typowa ofiara -
        mialam poczucie winy i nie odważałam się protestowac, czy też prostestowałam
        biernie - wiecie, co mam na mysli.
        W koncu przebrala się miarka - jakiś rudzielec przespacerowal zza mną pól
        autobusu w tłoku - ja się odsuwalam, on się przciskał za mną. I nie
        wytrzymałam - zrobniłam karczemną awanture. Facet wysiadł na najblizszym
        przystanku - i zaklęcie jakby ze mnie opadlo. Teraz cierpię w kolejkach,
        głownie w supermarketachj, gdy ludzie wykładają się na plecach i szturchają cię
        wózkami.
        Raz zaprotestowałam, to facet mnie oskarżył, że mam przewrócone w chyba jestem
        niedo..nięta...
        Byłam wściekła, ale trochę go rozumialam - te intymne sfery, do jakich
        dopuszczamy są dla każdego inne - on najprawdopodobniej nie czuł niczego
        niestosownego, a mnie jego bliskośc rozwścieczyła..
        tak, niestety też się zdarza
        pozdrawiam
    • vicca Re: Dotyk 04.03.03, 14:30
      Z różnych względów nie bardzo lubiłam być dotykana.
      Teraz - uwielbiam, ale uwaga - tylko przez jedną osobę!
      Dotyk innych ludzi jest mi generalnie nieco obojętny, poza tym, nie przepadam
      jak ktoś narusza moją strefę.
      Co ciekawe - jak byłam młodsza jakoś mi to nie przeszkadzało.

      Natomiast sama uwielbiam dotykać!!!
    • glupki_lesne Re: Dotyk 04.03.03, 18:35
      A my kangurujemy!
      • Gość: Sol Re: Dotyk IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.03.03, 12:26
        Mam duzy obszar przestrzeni prywatnej - nie lubie kiedy podczas rozmowy ktos
        staje za blisko mnie, nie lubie kiedy rozmawiajac ze mna kladzie mi reke na
        ramieniu (ogolnie uzywa wszystkich tych gestow, ktore maja wzbudzic zaufanie i
        zapewnic lepszy kontakt). Podobnie jak Carduus zaczyna we mnie narastac agresja
        kiedy znajduje sie w zatloczonych miejscach. Doprowadza mnie do szalu kiedy w
        pustym kinie ktos usiadzie akurat za mna (ludzie lubia sie grupowac....).
        I wcale nie chce sie z tego wstretu do dotyku obcych leczyc. Nie czuje tez,
        zebym miala problem z okazywaniem uczuc a moi bliscy tez nie komunikuja mi, ze
        jestem zbyt oschla.
        Szkoda tylko, ze niektorzy ludzie nie potrafia lub nie chca uszanowac potrzeby
        przestrzeni prywatnej u innych...
        • otryt Re: Dotyk a więź psychiczna 05.03.03, 13:23
          Witaj Sol :-)))

          Moim zdaniem dystans fizyczny, jaki utrzymujemy wobec innych jest w ścisłym
          związku z dystansem psychicznym wobec tych ludzi. Nie widzę więc żadnego
          paradoksu w tym co Carduus pisze o sobie, że uwielbia dotyk męża i dzieci, a
          nie znosi dotyku innych ludzi. Ja zresztą mam tak samo. Myślę, że dla ludzi
          wrażliwych dotyk ma wiele różnych znaczeń. Utrzymujemy dystans psychiczny i
          fizyczny wobec obcych, współpracowników, ludzi tylko znajomych. Najbliższy
          kontakt psychiczny i fizyczny rezerwujemy tylko dla najbliższych.
          Nie cierpię, gdy ktoś w sklepowej kolejce przytula się do mnie z tyłu. Nie
          przepadam nawet za codziennym rytuałem podawania sobie rąk w pracy przy
          powitaniu, szczególnie, gdy osoba podająca rękę nie patrzy na mnie. Spojrzenie
          tworzy jednak jakąś więź psychiczną i dotyk jest odbierany całkiem inaczej.

          Piszesz o pustym kinie, że ludzie blisko siadają. A jak byś postąpiła na
          miejscu Ryszarda Kapuscińskiego, który w „Lapidarium” opisuje pewne zdarzenie,
          jakiego doświadczył w Afryce. W zatłoczonym autobusie siedział razem z jakimś
          Murzynem. Po jakimś czasie autobus zrobił się pusty, jechali tylko oni dwaj,
          siedzący od początku obok siebie. I tu naturalnym odruchem byłoby przeniesienie
          się na inne wolne siedzenie. Jednak pisarz nie zrobił tego, aby nie być
          posądzonym o rasizm lub jakąś niechęć w stosunku do współpasażera. Nie zrobił
          tego także ten drugi. I tak sobie jechali razem do końca podróży, nie
          rozmawiając oczywiście ze sobą.

          Pozdr otryt

          PS. Dzięki serdeczne, Sol za wspólne dryfowanie. Przez długi czas nie byłem
          zdolny do spokojnego ze swej natury dryfu, stąd nagła przerwa. Chciałem jeszcze
          poruszyć jedną sprawę w której wyczułem pewne różnice pomiędzy nami.
          • Gość: Sol Re: Dotyk a więź psychiczna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.03.03, 16:26
            Witaj Otrycie :))

            Zgadzam sie, ze nasza przestrzen prywatna w czasie kontaktow z innymi ludzmi
            wyraza nasz stosunek do nich. Mozemy dodac do tego nawarstwienia spowodowane
            nieumiejetnoscia okazywania cieplych uczuc (czyli paniczny lek przed
            przytulaniem, calowaniem etc) lub wprost przeciwnie - tak dlugo trenowaną mową
            gestów i ciała az stała sie nasza natura a nie tylko grą. Albo grą prowadzona w
            kazdych okolicznosciach. Ale jesli nie bierzemy pod uwage "odchylen" w zadna ze
            stron to mozemy przyjac, ze jesli kogos nie lubie lub czuje sie w jego
            towarzystwie niepewnie, bede starala sie zachowac dystans zarowno w rozmowie
            (czyli-brak spoufalen) jak i w czynach (brak kontaktu fizycznego z rozmowca).
            W takim razie moja (i nie tylko moja) awersja do tlumu oznaczalaby, ze po
            prostu nie lubie ludzi... Ja to odczucie nazywam "klaustrofobia ludzką".

            > A jak byś postąpiła na miejscu Ryszarda Kapuscińskiego, który w „Lapidarium”
            > opisuje pewne zdarzenie, jakiego doświadczył w Afryce.
            Widze tu 2 skladowe:
            - jak bardzo dbam o prawa pisane i niepisane panujace w miejscu gdzie przebywam?
            - czy wyzej cenie swoj komfort psychiczno-fizyczny czy odczucia czlowieka
            siedzacego obok?

            PS. Jesli chciales poruszyc jakis temat renimuj, prosze, tamten watek (albo
            stworz nowy). Chyba nie na miejscu byloby zasmiecanie obecnego watku rozpoczeta
            gdzie indziej dyskusja.
    • Gość: aiszka4 Re: Dotyk IP: 217.8.186.* 05.03.03, 13:35
      Nie cierpię, jak mężczyzna całuje mnie w rękę. Bez znaczenia - krewny, znajomy
      czy obcy. Mąż może - lubię jego dotyk - muśnięcie ustami w czoło lub policzek
      na do widzenia i baaardzo zaawansowaną bliskość. Uwielbiem, kiedy dzieciaki
      mnie ściskają i całują. Córeczka jest słodką przylepką, ale syn ostatnio
      pozwala mi całować się tylko w policzek, a mężowi i innym tylko podaje rękę (ma
      6 lat).
      Tłok jakoś wytrzymuję, ale jeśli mam możliwość, to idę na drugi koniec autobusu
      lub siadam na oddalonym siedzeniu w poczekalni u dentysty czy w kinie.
      Można mnie dotykiem pocieszyć, przeprosić dotykiem są w stanie tylko dzieci.
      Jeśli przykrośc spotka mnie ze strony kogoś innego, nawet męża, to najpierw
      musi mi przejść, zanim pozwolę się dotknąć.
      Nie mam oporów przed uściśnięciem ręki, nawet jeśli witam się z kimś nowo
      poznanym. Dotyk lekarza też nie budzi we mnie paniki.
      A uderzenie młotkiem w palec nie jest miłe, ale przynajmniej wiem, że nie mam
      paraliżu.

      • procesor Re: Dotyk 05.03.03, 23:09
        Gość portalu: aiszka4 napisał(a):
        > Jeśli przykrośc spotka mnie ze strony kogoś innego, nawet męża, to najpierw
        > musi mi przejść, zanim pozwolę się dotknąć.


        !!! No właśnie! Bardzo ciekawa rzecz. Tez tak mam. I myslę ż esporo kobiet.
        A jak to jest z wami facetami? Tez musi wam przejść - czy wprost przeciwnie -
        chcecie fizycznym kontaktem (pogłaskanie, przytulenie, seks) załagodzic
        konflikt??
        Od razu dodam że jak ktos mi zrobi przykrość tez musze "odparowac" - inaczej
        dotyk odbieram jak agresje! Mogę ugryźć - i to wcale nie w przenośni.. :))
        • carduus Re: Dotyk 06.03.03, 07:56
          No nie, wychodzi na to, że albo ja nie jestem kosmitką :-(, albo więcej nas
          kosmitów tu na Ziemi:-). Ja też tak mam!

          carduus
          • re_ne Re: Dotyk 06.03.03, 19:08
            Z dotyku zeszlyscie na doznanie krzywdy. Hm,... W pewnym sensie to tez "dotyk",
            bo czesto mowicie - "bardzo mnie to dotknelo"

            Nie wiem jak inni mezczyzni, ale ja, kiedy ktos mnie skrzywdzi, nie gryze i nie
            robie mu zadnych przykrosci, tylko staram sie wyjasnic DLACZEGO ta krzywde mi
            wyrzadzil?
            Bo byc moze to JA jakiejs osobie cos zlego zrobilem, i jest to tylko odbicie
            pileczki.
            Gorzej jesli dojdzie do jakiegos nieporozumienia, i to co jej zrobilem, czy
            tylko jej powiedzialem, w moim pojeciu nie bedzie niczym zlym, i nie chcialem
            tej osoby tym urazic. Wtedy tymbardziej powinno sie o tym rozmawiac, ale wiele
            kobiet zamiast cokolwiek dac sobie wytlumaczyc, czy chocby usprawiedliwic sie,
            obraza sie i milczy, mszczac sie za swoja krzywde z ukrycia. I takiego
            postepowania zupelnie nie rozumiem!!! Taka zemsta przerasta wtedy doznana
            krzywde, jest perfidna, zrobiona z wyrachowania i premedytacja, co dopiero
            zasluguje na kare!
            Ale tym wlasnie sie od Was roznumy, bo zaden facet by tak nie postapil. Nawet
            najwiekszy tchorz!!!
            • procesor Re: Dotyk 06.03.03, 23:22
              re_ne napisał:
              > Ale tym wlasnie sie od Was roznumy, bo zaden facet by tak nie postapil. Nawet
              > najwiekszy tchorz!!!

              Przesadzasz.
              Nie idealizuj facetów. :))
            • carduus Re: Dotyk 07.03.03, 07:56
              No mam wrażenie, że własnie doszło do nieporozumienia. Chodziło nam nie
              genralnie o poczucie krzywdy i zamykanie się po tym, tylko o fakt, że jak się
              czujemy skrzywdzone, to nie chcemy, żeby nas ktoś dotykał. Jeśli wcześniej ktoś
              na mnie nawrzeszczy, a potem przytulając będzie chciał przprosić, to narazi sie
              w najlepszym razie na ostrzegawcze warknięcie, a w najgorszym na porządnego
              kuksańca. Jak boli, to boli. Najpierw musi wybolec, dopiero potem można
              przepraszać, rozmawiać i dociekać , kto zawinił.

              carduus
    • Gość: ryba Re: Dotyk IP: *.blueyonder.co.uk 07.03.03, 00:24
      Procesorku, Ty mnie w kompleksy wpedzisz :)). Nienawidze, czulych, czesto na
      pokaz przywitan, nic nie znaczacych calusow, nawet podawaniu reki, jak jest
      sporo osob obecnych. Podasz jednemu, to musisz wszystkim, bo tak wypada. wole
      zwykle Czesc!!!. Jezeli chodzi o bliskich to inna sprawa, lubie przytulic
      corke, czasami zone (ale tylko jak jest dobra!!!). Corka czasami sie bardzo
      przed tym broni (chyba taki wiek) natomiast zona nie. Zawsze mi mowi ze za
      malo ja przylulam. Chyba jest zazdrosna.
      • procesor Rybo ty moja droga! a raczej drogi ty mój! :)) 10.03.03, 21:12
        Bez komleksów pliiiiiz.
        To szkodzi życiu.
        :))

        Tak mnie naszłą chętka na prawdziwy porzadny masaż relaksacyjny ż echyba
        poszukam gdzi eby tu sie na takowy udać. Godzinka relaksu.Mmmm.

        A czy sa predmioty których dotykanie wam spawia przyjemność?
        Faktura materiału, kształt płaskorzeźby, tłustość gliny z której mozna robić -
        COŚ, wypukłe wzory na swetrze, ciepło drewna starej poreczy, chłodny dotyk
        kamienia o który wspalisci egorące czoło..
        Lubicie takie rzeczy?
        • Gość: ryba Re: Rybo ty moja droga! a raczej drogi ty mój! :) IP: *.blueyonder.co.uk 10.03.03, 21:29
          Procesorku, ale mnie przywitalas, az zaczalem kolory zmieniac:)))

          Co do dotyku. Nie lubie miec rak "brudnych" wiec glina itp. to nie dla mnie,
          ale lubie dotykac banknoty, szelescic nimi, nawet wachac (jak sa prosto z
          banku). Ah, jakie to wspaniale:)))
          • Gość: Renka Re: dotyk zimna IP: *.ADSL.mnsi.net 10.03.03, 22:02
            Ja lubie dotyk jedwabiu, wrecz mnie oszalamia. Co do banknotow to wrecz
            dostaje gesiej skorki z obrzydzenia i zaraz ide umyc rece :)))))
            Marmur i wszelkie gladkie kamienie maja jakas magie w sobie, przynajmniej ja
            to tak czuje i ukradkiem lubie dotknac tego i owego w sklepach z takimi
            rzeczami, a w naturze zawsze zbieram kamyczki na plazy.
            Rowniez metal i szklo uwielbiam i zdecydowanie wole niz materialy cieple, typu
            drewno, dywany itp. Jednak zycie ma swoje wymagania i mimo, ze lubie kamien,
            szklo i metal to stapam po dywanikach i drewnianej podlodze.
            Takie to wszystko pokomplikowane i wlasnie sobie to uswiadamiam :)
            • procesor Re: dotyk zimna 10.03.03, 23:07
              A ja lubię wyrabiac ciasto. Drożdżowe.
              Kruchego jakos nie lubię, pewnie dlatego od paru lat nie robie kruchych
              babeczek którymi kiedys dopieszczałam rodzine. :))

              A ty Rybo jak zwykle o czym by nie mówic (no, prawie..) i tak dojdziesz do
              pieniedzy.. :))

              Ja tam banknotów nie lubie jakos mietolic. Ale jak sa to dobrze. :)
              Z tym że zdecydowanie wole karty płatnicze. :))))
              • Gość: Renka Re: dotyk pieniedzy IP: *.home.cgocable.net 11.03.03, 02:19
                Poznalam w swoim zyciu pewna osobe, ktora kochala i zreszta dalej kocha
                pieniadze. Swego czasu dostal on prace w mennicy panstwowej. Pracowal z
                pieniedzmi 8 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu.Liczyl pieniadze, tzw z
                obiegu i nastepnie popakowane w woreczki zanosil do specjalnej maszyny gdzie
                byly ciete na waziutkie paseczki. Serce sie mu krajalo jak na te operacje
                patrzyl :)
                • procesor dotknięcie pustki 12.03.03, 23:24
                  "Dotknięcie pustki" to tytuł książki.
                  Dawno ja czytałam. Ale jak zaczęła czytac to cztałam jednym ciagiem az
                  skończyłam nad ranem. Dla tych co po górach chodza i tych co nie- tez.

                  Ale takich dotyków nikomu nie życzę.

                  Zmysł dotyku. Chyba mało nim myślimy. Po prostu jest.
                  Moja klawiatura jest gładka w dotyku. Ale tylko klawisze nie są zakurzone!! O
                  kurcze ale kurzu zgarnęłam przed chwila z obramowania.. :))
                • Gość: ryba Re: dotyk pieniedzy IP: *.blueyonder.co.uk 13.03.03, 00:39
                  Gość portalu: Renka napisał(a):

                  > Poznalam w swoim zyciu pewna osobe, ktora kochala i zreszta dalej kocha
                  > pieniadze. Swego czasu dostal on prace w mennicy panstwowej. Pracowal z
                  > pieniedzmi 8 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu.Liczyl pieniadze, tzw z
                  > obiegu i nastepnie popakowane w woreczki zanosil do specjalnej maszyny gdzie
                  > byly ciete na waziutkie paseczki. Serce sie mu krajalo jak na te operacje
                  > patrzyl :)

                  O rany!!! Przeciez to sie mozna psychicznie wykonczyc!!!
                  • Gość: Renka Re: dotyk pieniedzy IP: *.home.cgocable.net 13.03.03, 03:55
                    Kiedys przeciez trzeba je wymienic na nowsze, bo groza infekcja rak :)
                    • procesor Re: dotyk pieniedzy 13.03.03, 23:43
                      Rybo - a jak tam ze zmysłem dotyku po kawce?? Irlandzkiej oczywiście?
                      I bez poruszania tematu tych papierków z obrazkami prosze. :)
                      Trenowaliście zmysł dotyku w ciemności?
                      Prądu brak, świec niet, zapałki zamokły. WOKÓŁ CIEMNOŚĆ.
                      Wyobraźnia pracuje na zwiększonych obrotach - i nagle DOTYK!! cos was po twarzy
                      muska.. AAAAAA!
                      No i co to było?? :))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka