Dodaj do ulubionych

Pytanie do emigrantow i turystow

05.03.03, 20:41
Wlasnie co wrocilem z Hamburga, miasta w ktorym jako pierwsze zatrzymalem sie
poza krajem. Przypomnialy mi sie te poczatki tutaj, i 2 scenki ktore jako
pierwsze do dzis utkwily mi w pamieci.

1. St. Georg, 2 zapitych penerow przy wozku z marketu pelnym puszek piwa.
W sumie nic wydawaloby sie szczegolnego, ale pomyslec ze te nieroby
utrzymywane sa przez podatnikow, moga tak przepenerowac nawet cale zycie, i
nikomu to nie przeszkadza na co te pieniadze ida.
2. W samym centrum miasta, murzyn uwil sobie na drzewie gniazdko z tektury i
tam mieszkal.

Jakie Wy Drodzy emigranci i turysci macie obrazy z pierwszych chwil Waszego
pobytu poza krajem?

Pozdr., Rene
Obserwuj wątek
    • Gość: Anka Re: Pytanie do emigrantow i turystow IP: 24.76.59.* 05.03.03, 21:05
      Lotnisko w Toronto. Wszedzie naokolo pelno obslugujacych lotnisko i parking
      Hindusow, a wlasciwie Sikhow, w turbanach. Na zewnatrz upal polaczony z duza
      wilgotnoscia. Okropnosc.
      Pozdrowienia.
      Anka
      • julla Re: Pytanie do emigrantow i turystow 05.03.03, 21:19
        Londyn. Wieża Babel. Róznorodność ras ludzkich i języków wprawiająca mnie w
        osłupienie. Miasto, które się nie zaczyna i nie kończy. Bezkresne.
        Jadę autobusem i usiłuję zgadywać w jakich językach mówią ludzie dookoła- nikt
        nie mówi po angielsku. Chasydzi w dzielnicy w ktorej przyszło mi mieszkać
        wydają mi się niesamowicie egzotyczni.
    • Gość: Sławek Re: Pytanie do emigrantow i turystow IP: *.pke.pl 05.03.03, 21:22
      Jedna z pierwszych rzeczy jakie zrobiły na mnie ogromne wrażenie na "zachodzie"
      to uprzejmość i goscinnośc Irlandczyków.
      W Dublinie pytamy menela (przynajmniej takie sprawiał wrażenie)na ulicy gdzie
      jest przystanek z którego dojedziemy do University College. Gość tłumaczy jak
      mamy iść. Przechodzimy kilka ulic i stajemy na przystanku. Po kilku minutach
      widzimy biegnącego do nas gościa który wskazał nam drogę. Kiedy podbiegł
      zdyszany my zdziwieni usłyszeliśmy że zapomniał nam powiedzieć, żebyśmy machali
      ręką bo autobus może się nie zatrzymać.

      Cork. Po wypiciu piwka w pubie, wychodząc pytamy jednego z dziadków
      oglądających sport w TV czy nie wie gdzie jest najbliższa skrzynka pocztowa bo
      chcemy wrzucić widokówki. Dziadek zamiast wytłumaczyć, zostawia swoje piwo i
      kumpli, bierze nas pod rękę i prowadzi przez 2 przecznice pod samą skrzynkę. My
      dziękujemy, dziadek odpowiada "God bless you" i wraca do pubu.

      Limerick. Starszy pan w pubie słyszy naszą rozmowę w obcym języku. Przysiada
      się. W czasie rozmowy o piwie i pubach oświadcza z dumą że parę ulic dalej jest
      pub w którym wisi jego portret. Zaprasza nas tam. Przyjmujemy zaproszenie. Po
      drodze Michael Gloster (tak się nazywał) pobiera funciaki z bankomatu i przez
      cały wieczór poi nas Guinessem i Irish Coffie, snując opowieści i stanowczo nie
      pozwalając nam postawić nawet jednej kolejki.
      Nigdzie indziej tego nie spotkałem.
      • re_ne Re: Pytanie do emigrantow i turystow 05.03.03, 22:01
        A props knajp! Bedac wczoraj w towarzystwie, przedstawil mi ktos jakiegos
        faceta, i ten mowi, ze kiedys byl kucharzem na statku, a teraz prowadzi wlasna
        knajpe i mnie do niej zaprasza. Z zaproszenia skorzystalem, i tak wieczorem
        zabalowalem, ze o malo zapomnialem jak sie nazywam. :))) Bardzo rowny gosc!

        Wogole przewaznie ludzie tutaj sa sobie zyczliwi, bezinteresowni, otwarci, i
        tym sie roznia od nas, ze roznego rodzaju klopoty i choroby - to tematy tabu.
        • anahella a propos knajp 05.03.03, 22:12
          W Bretanii (to moja ukochana czesc Fancji) w knajpach slyszac moj obcy akcent
          barmani pytali sie mnie "skad pani jest?". W kazdym innym miescie bylo
          stwierdzenie: "pani jest Niemka".
    • anahella Re: Pytanie do emigrantow i turystow 05.03.03, 22:11
      Pierwszy wyjazd za granice w zyciu: Paryz. Jedna wielka multikultura. Wtedy,
      tam po raz pierwszy zaczepil mnie na ulicy kloszard z prosba o maly datek. (to
      jeszcze za komuny bylo)

      Paryz po raz drugi. 200 rocznica zburzenia Bastylii. W miescie zdecydowana
      wiekszosc stanowili Japonczycy fotografujacy WSZYSTKO. Drugie skojarzenie:
      przed parada 14 licpa miasto wypelnione policja. Policjanci zapytani o droge
      potrafia powiedziec tylko jedno zdanie: "nie jestem stad".

      Moskwa, poczatek lat 90-tych. Kobiety nie nosza kapeluszy. Mroz nie do
      wytrzymania, a one albo wielkie czapy albo gola glowa. Temperatura powyzej
      zera, a one albo wielkie czapy albo gola glowa. Do tego zmalowane jakby swiat
      jutro mial sie skonczyc.

      Szczecin. (niby nie zagranica a jednak...) Przechodze przez jezdnie, w polowie
      ulicy swiatlo zmienia sie na czerwone. Widze nadjezdzajacy samochod, wiec
      biegiem na druga strone. Znajomi szczecinianie bez nerwow kontynuuja. Samochod
      sie zatrzymuje, nie wymija ich na pasach, nie trabi. Do tego skrecal w prawo -
      mial zielona strzalke. Tam tez przepuscil pieszych. (jestem z Wawy)
      • klaryska Re: Pytanie do emigrantow i turystow 06.03.03, 15:39
        pierwszy wyjazd zachodnie niemcy wymiana kulturalna miedzy Polskim Klubem a
        Niemiecka organizacja. 3 tyg. za darmo zwiedzania kraju. I podziwiania luksusu.
        Dworzec kolejowy i ogromne plakaty ze zdjeciami terrorystow z czerwonych brygad.
        Pierwsze zakupy - sklep wypeniony po brzegi i kupilam podpaski, w koncu
        normalne podpaski (ktore wtedy w Polsce byly na talony).
        Pamietam jakie wrazenie robily na mnie koscioly romanskie w Kolonii, wchodzac z
        jasnej ulicy najpierw ogarnial mnie mrok a potem swiatelka palacych sie malych
        swieczek (jak w cerkwiach) i wszedzie lichtarze zydowskie na oltarzach -
        przypominajace o 2 wojnie.
        I pamietam najbardziej idiotyczna wyprawe w ramach tego wyjazdu bylismy
        przydzieleni do niemieckich rodzin na pare dni. Moja rodzina zabrala mnie do
        ogromnego sklepu z winda, fontanna i wielka iloscia pieter. zupelnie bezsensu
        tam chodzilismy ,na nic mnie nie bylo stac. To byl widok jak z filmow. A potem
        bylam w piewszym w zyciu sekond hand. Ogromnym skladajacym sie z trzech
        hal....z tego wyjazdu pamietam ze w wielkim wyrzeczeniu dane mi przez rodzine
        100 marek szybko mi sie rozeszlo. I powinnam wygolic wlosy pod pachami przed
        wyjazdem tam. Ktos z grupy zrobil mi wtedy wyklad na ten temat.
    • alfika Re: Pytanie do emigrantow i turystow 06.03.03, 10:31
      Pierwsze wrażenia dotyczyły wyprawy na zakupy do Goerlitz za czasów głębokiej
      komuny. Piękne sklepy, oczu nie mogłam oderwać, zachwycające słodycze i
      kolorowe zabawki (byłam dzieckiem), pełna egzotyka, ale na ulicach strasznie
      niemiły zapach. Nie wiem czego.

      A potem jeszcze inne wyprawy, już w czasach tzw. normalności.

      Straszne pieniądze w Słowenii - tyle zer, że chyba szło w miliony. Ale
      wspaniała nowa autostrada, przepiękny słoneczny poranek i ciepło, nareszcie
      ciepło! I wielkie drzewa!

      Czechy. Dużo Wietnamczyków. Nie boją się wieść życia w maleńkich czeskich
      miasteczkach czy wsiach. Parę kilometrów dalej Polska. Nie ma żadnego
      wietnamskiego domu. Czesi są spokojni, uśmiechnięci, w ciepłe wolne dni stadami
      okupują bary i restauracje - najlepiej na powietrzu, całymi rodzinami, także z
      maleńkimi dziećmi. Nie ma rozrób mimo hektolitrów piwa :)
      Praga po powodzi. Zapytana o przystanek autobusu na lotnisko kobieta pakuje nas
      do swojego autka i podwozi na miejsce. Po drodze "międzynarodowa" rozmowa: o
      wejściu do Unii...

      Lotnisko w Salonikach. Malutkie, atmosfera niemal kameralna. Na zewnątrz
      gorąco, wilgotno i cudownie. I zapach niesamowicie słodki, taki piękny!
      Grecy powolni i wyluzowani :)))
      Kupowanie w aptece spirytusu salicylowego polegało na pisaniu wzoru chemicznego
      etanolu, ale córka czy żona aptekarza popatrzyła i zawołała go - odszedł
      uśmiechnięty od stolika z kartami i ouzi, wystawionego przed apteką, miły i
      zadowolony. W końcu mój kochany prostym męskim gestem wyjaśnił czego
      potrzebujemy zanim aptekarz zobaczył ten wzór... To było straszne :)))
      Lekarz "24 h" to nr telefonu komórkowego na karteczce w drzwiach gabinetu, ale
      życzliwi tubylcy wyjaśniaja uprzejmie, że nie ma po co dzwonić, lepiej być
      jutro o 10.00. Następnego dnia: przyjmowanie przy otwartych drzwiach, ale nikt
      nie zagląda, poczekalnia pełna kwiatów doniczkowych z karteczkami z
      podziekowaniami. Lekarka ok. 35 lat, w bluzeczce odsłaniającej pępek. Konkretna
      i sympatyczna.
      Obejrzała maczkiem wypisaną kartę ubezpieczenia z Warty ze wszystkimi
      szczegółowymi danymi, z masą polskich znaków i machnęła ręką.
      100% skuteczności w leczeniu przegrzania na słońcu po 2ch minutach badania :)))

      Hiszpańskie południowe śliczne miasteczka. Do tego palmy, pełnia księżyca, szum
      morza. Otwarte drzwi balkonowe, przez które to wszystko wpada i poczucie
      nierealności takich nocy. Niestety wpadały też bardzo towarzyskie robale
      wielkosci paru cm i obrzydliwie szybkie :) Przesuwaliśmy szafę, żeby łobuza
      zatłuc po prostu.
      Hiszpanie strasznie awanturniczy. Nie powinni zabijać tych byków, to chyba
      podtrzymuje w narodzie barbarzyństwo?
      Czekamy przy szosie na autobus z Cartageny do Alicante. Będzie jak przyjedzie :)
      Był: z 40 minutowym opóźnieniem... W drogę powrotną z początkowego przystanku
      też odjeżdżamy z niemal półgodzinnym spóźnieniem. A kierowca siedział i
      rozmawiał ze znajomym przez szybkę :))) Życie w całkiem innym i wymiarze, i
      tempie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka