elisa-lena
08.10.06, 20:40
Jeżeli ktoś z was chciałby mnie spytać jaki zawód daje człowiekowi
najbardziejw kość, to mu odpowiem: zawód artysta!Latem ubiegłego roku,
zakończyłam studia w jednej z artystycznych uczelni, w kraju położonym między
Odrą a Wisłą. I podobnie jak wielu mi podobnych rozpoczęłam "siarczystą"
walkę o miejsce pracy i zatrudnienie. A tu, nic i nic. Kompletnie nic. Owszem
interwju tu itam, przyjemna paniusia za biurkiem i na tym koniec. Długo nie
trwało, kiedy zaczęły pustki zaglądać do moich półek w kuchni, a i lodówkę
trzeba było wyłączyć, bo i po co miała prąd "zżerać". Pewnego dnia
zrozumiałam co to głódi nędza. Zaglądnęłam jeszcze raz do szafki bardziej z
przyzwyczajenia, niż abym mogła cokolwiek tam znależć. Na najwyższej półce
stał samotnie ogromnydwulitrowy słój miodu. Smieszna jest historia owego
miodu. Miód owy był jedyną rzeczą jaką dostałam i miałam po mojej świętej
pamięci babuni, Tatjanie. W sumie to nienawidziłam miodu i od samego widoku
słoików z miodem robiło mi siępo prostu mdło!Jednak ten słoik był dla mnie
specjalny, własnie tylko ten. Nowięc zaglądnęłam i oprócz bezlitosnej pustki
nie było w szafce nic. Wygrzebałam parę groszy z kieszeni zimowego płaszcza i
ruszyłam po skromnezakupy do najbliższego supermarketu. Właściwie było mnie
stać jedynie nakapustę z grochem, albo samą kapustę już bez grochu, ruszyłam
więc wzdłuż pięknie poukładanych półek do działu warzywnego, lecz niezgrabnym
ruchem potrąciłam o wystający regał z słoikami pełnymi miodu. Słoik zachwiał
się i spadł rozstrzaskując się na podłogę. Żółto-złocista zawartość słoika
pochlapała mi moje spodnie. Próbowałam zetrzeć resztki tego "paskudztwa" z
moich spodni i niechcący posmakowałam ów nieszczęsny miód. To było piewszy
raz w moim życiu, kiedy miałam okazję smakować miodu. Był to smak cudowny,
smakował i roznosił aromat kwiatów egzotycznych. Szybko kupiłam kapustę z
groszkiem i pobiegłam do domu. Na klatce mojegodomostwa roznosił się zapach
smażonego bekonu.Byłam niemiłosiernie głodna i przeklinałam chwilę, kiedy
przyjęto mnie na uczelnię artystyczną.Przygotowując sobie to "królewskie
jadło" z puszki konserwowej, pomyślałam o wydarzeniu w sklepie i o moim
dwulitrowym słoku miodu. Nie miałam ochoty go otwierać. Przypominał mi moją
babunię Tatjankę i jej ostanie słowawypowiedziane tuż, tuż przed
śmiercią. "Agatko, daję ci ten słoik odkręć go,gdy będziesz w wielkiej
potrzebie...uciekając przed rewolucją z carskiej rosji, wywieźliśmy z twoim
dziadkiem aż 15 takich słoiczków, większość miodu spożywaliśmy przez lata
całe, ale ten ostatni przechowałam dla ciebie, moja wnusiu..."Jednak coś mnie
kusiło, chyba ciekawość smaku, aby otworzyć ten słoik, co wsumie okazało się
niełatwą sprawą. Poprosiłam mojego sąsiada aby mi pomógł,przyszedł jeszcze
pachniał tym swoim smażonym bekonem. Mocował się i mocowałprzeklinał i
przeklinał, aż uparty słoik puścił.W końcu po obiedzie, a jakże królewskim
zaglądnełam do słoika pogrzebałam,posmakowłam miał pomimo tylu lat cudowny
smak! Grzebałam dalej, gdy nagle ni stąd ni znikąd, natrafiłam na zawiniątko,
w woskowym papierze. Wyciągnęłam owe zawiniątko. I nagle oczy wyszły mi na
wierzch, dosłownie nie mogłam oczom uwierzyć, myślałam, że marzę! W środku
znajdowała się złota kolia z prześlicznymi ogromnymi rubinami, trzy złote
pierścienie z drogimi kamieniami,złota broszka, wysadzana małymi diamencikami
i złoty naszyjnik z otwieranym puzderkiem, w którym to było zdjęcie mojej
babuni!I wtedy usłyszałam śmiech mojej babci, albo mi się tak tylko
wydawało?:)))