mag29
01.11.06, 15:53
Dzien dobry, moj watek pewnie wyda sie wielu osobom banalny i glupi, sama nie
wiem, byc moze taki jest rzeczywiscie. Poznalam jakis czas temu mezczyzne,
mialam pelna swiadomosc tego, ze nie jest sam. Zaczelismy sie spotykac,
zupelnie przyjacielsko. Pewnego dnia, jak to zazwyczaj w takich znajomosciach
bywa wyladowalismy w lozku. Potem zaczal sie czas totalnego szalenstwa,
zachowywalismy sie jak zakochani w sobie nastolatkowie. Po jakims czasie
zdalismy sobie sprawe z tego, ze to co robimy nie jest na miejscu. Zdal sobie
sprawe glownie on. Nie przeszkodzilo nam to jednak w tym, by spotykac sie
dalek, z ta jedynie roznica, ze nie sypialismy ze soba ... rozmawialismy,
przytulalismy sie, godzinami rozmawialismy przez telefon, gdy bylismy osobno.
Sytuacja trwa juz od jakiegos czasu. On powoli zaczal dawac sygnaly, ze jest
duza szansa, ze zostawi ja dla mnie ... ale nic w tym kierunku nie robi ...
czesto zaznacza, ze boi sie tego, co bedzie (tam jest mu pewnie bezpiecznie,
choc nie do konca tak, jak by tego chcial). I stad moje pytanie - co bedzie w
tej sytuacji najlepszym wyjsciem? Czy powinnam sama uciac te smycz, czekajac
na to, ze jednak zateskni? A moze powinnam poczekac, moze to co mowi ma
szanse sie stac? Dodam jeszcze tylko, ze nie kocham go, staram sie
kontrolowac swoje uczucia, nie dajac im calkowitego ujscia (oczywiscie ze
strachu przed miloscia bez szans na happy end), jest jednak facetem, ktory
uosabia wszystkie cechy, ktore sa dla mnie w mezczyznie wazne. On sam
twierdzi, ze nigdy nie spotkal takiej kobiety jak ja, ze sam nie wie co sie z
nim dzieje ... Bardzo dziekuje za wszelkie rady :)